[541]. Ani dobre maniery, ani dobre manewry. (O źródle energii odnawialnej).

Po pierwsze: czułość. Mam wrażenie, chociaż może być to subiektywne, na tu i teraz, że czułość łatwiej jest opisać, śpiewać o niej niż jej doznawać- to jest tak, być może prędzej znajdziemy ją w Sonetach do Laury niż we własnym życiu, kalendarzu, czy w zachodzie, czy wschodzie słońca, w relacjach a już wykazywać ją w stosunku do Siebie to jest wyższa szkoła…(Nie piszę tu o czułościach, słowo to w liczbie mnogiej ma inne konotacje niż w w najwyraźniej pojedynczej). Jakże często mówi się: Tylko się tak ze sobą nie pieść! Albo nie cackaj, albo: co się tak ze sobą cackasz, czyli użalasz. A myślę sobie, że językami czułości jest i wrażliwość i życzliwość, albo językami życzliwości jest czułość i wrażliwość, o tak, bardziej w tej kolejności. Czy można być życzliwym jeśli zachowuje się w sposób grubiański? Tylko, cała ta życzliwość- nie jest to w cale taka oczywista kwestia….

Nie tylko dlatego, że łapię się na tym, że wiele we mnie napięć, ciało reaguje, a nie odpowiada. Męczy mnie wieczne oczekiwania kreatywności i bycia zajefajną, a nawet zajebistą (odkąd Kaja użyła tego określenia w ogólnopolskich mediach sprawa z ekspresjonizmami zaczęła wyglądać inaczej… Nie pisząc o teraźniejszych krajobrazach… No ale nie o tym), Międli mnie i męczy odpowiadanie, gdzie się widzę za pięć, dziesięć lat, i czy mam plan awaryjny, nie tylko b, ale i ce, i to to c, wysokie, a może i e tce tera, i na tera i co teraz- zaraz,i co zaraz- potem, a najlepiej długo długo przedtem, przed tym i owym i tak dalej, i dalej i… I- w całym tym alfa i becie nie tylko mamy dobrnąć, a raczej dokreatywnić się do i, ale przebiec w dowolnym (byle ładnym) stylu przez cały, aż do z, albo do ż takie to bycie wiecznie na tak, wiecznie ekspresywną, młodą, dobrze wypowiadającą się… Nie. I jak tu być życzliwą? Gdzie się podziewa i jak to się dzieje, że się zgubi, a czasami znajduje, w zupełnie innym miejscu… I nie piszę o kropce, nad żet, ale ogólnie (w szczegółach) i szczególnie o zjawisku jakim jest…

Dawanie komuś życzliwości to coś więcej niż powiedzenie smacznego przed posiłkiem (chociaż to robi się już passe) do widzenia, czy dziękuję, proszę (chociaż mam wrażenie, że tak często o tym zapominamy- zwłaszcza w komunikacji za pomocą komunikatorów, czy sms-ów). Przecież ma być szybko, a jak szybko to po co zabierać kolejne sto sześćdziesiąt znaków, na odpisanie proszę, albo dziękuję (Przecież to wiadomo…). Życzliwość nie jest to kolejnym projektem, a takim staje się dobre wychowanie, chociaż nie zawsze, ale coraz to częściej, złe wychowanie też jest projektem, albo projekcją, ale niestety, nieudaną. Wszystko teraz jest projektem, najlepiej inteligentnym… Nie chodzi mi o dawanie prezentów z okazji (Mikołajek) albo i bez okazji… (Tekst miał ukazać się pierwotnie szóstego grudnia, o naiwności! O życzliwości)…

Ale…Być może zwróciłeś, zwróciłaś uwagę, że nie mówi się o dawaniu życzliwości tylko o byciu życzliwym? Czyli o uzewnętrznieniu dobrej części swojej natury. Życzliwość też można dawać i brać, nie lubię słowa praktykować, bo to oznaczało by upchnięcie w takie ramy zadania do wykonania,kolejną kwestię, którą gdzieś trzeba upchnąć, tak jak robi się kolację, czy herbatę. Życzliwość to nie jest dobre wychowanie, dobre maniery, ani dobre manewry. Im dłużej żyję, tym częściej myślę, że jest to pewnego rodzaju paradygmat. Z jednej strony jest go bardzo łatwo zagubić, ale można w każdej chwili odzyskać. Choćby po kawałku. I takie też jest po woli, odzyskuje się powoli i po woli, jakby odgruzowanie jakieś rachitycznej konstrukcji. W pędzie, w zabieganiu, w przekonaniu, i bez przekonania, że trzeba walczyć, że zawsze jest później niż myślisz, bardzo łatwo gdzieś zapodziać między wczoraj, a jutro gdzieś zamotaną, i przykurzoną życzliwość. A w te pędy wrócić i wywrócić, albo włożyć ją pomiędzy bajki, a nie pomiędzy wiersze… Nie można jej kupić, ale – coraz gęściej zauważam, może błędnie, że wiele osób stara się gdzieś wpleść choćby w wyrażenia, ale jeśli tak (bo tak być nie musi) to wtedy „moi mili”, „moi kochani” jest to zwykłym przymilactwem, działaniem nastawionym na osiągnięcie celu, a do życzliwości i po nią nie idzie się w tę stronę… Nie idźmy tą drogą… Zabawa polega na tym, że aby na początku jej doświadczyć, najpierw trzeba można sobie ją uzmysłowić, i do: uzmysłowić sobie, a raczej doświadczyć jej autentyczności, bo to jej drugie imię, czyli ona nie może być nastawiona w pierwszej mierze, ani w kolejnej, ani jeszcze w kolejnej na osiągnięcie korzyści dla siebie- to nie szycie u krawca na miarę. Chociaż i tak ją osiągamy, ale nie wyrasta ona z egoizmu, jej natura jest inna (zupełnie). Przy założeniu, że jest ona autentyczna, nie wypływa, i nie może wypływać wtedy z egoizmu. Jeśli tak jest, nie mamy do czynienia z życzliwością.

Dobra wiadomość jest taka: zawsze, ale to zawsze można się jej nauczyć. Nie tylko od dzieci, albo od swojego wewnętrznego dziecka (jeśli doznawaliśmy jej wcześniej). Można ją wyrażać przez działania, werbalnie, albo niewerbalnie. W skrócie (dużym) to rodzaj nastawienia mentalnego wyrażonego w akcie działania, czy to w kierunku do Drugiego Człowieka, czy do Siebie. Wpisana weń jest realacyjność.

Dlaczego więc jest nam tak trudno sobie samej, samemu ją okazać? Być może dlatego, że tak, a nie inaczej byliśmy/byłyśmy wychowywani/wychowywane? To jeden z powodów. Dlatego, że bywa mylnie kojarzona z jednej strony z byciem miłą (albo ugrzecznioną), i tak mam tu na myśli wszystkie dziewczyny, które kiedyś usłyszały by: trzymać się prosto, nie garbić, mówić miłym tonem (zmień ton, tylko zmień ton) nie mówić z pełnymi ustami, być tą mądrzejszą (bądź mądrzejsza ustąp). U chłopaków to, czyli owa życzliwość zawiera się w raczej w takim słowie i postawie jak: szarmanckość, wyrażona do kogoś, najlepiej do damy swojego serca… (Patrz Sonety do Laury, od których zaczęliśmy opowieść). A w ogóle, w przekonaniu społecznym, które mam nadzieje, kiedyś się skruszy, przecież chłopaki nie tylko nie płaczą, ale również nie okazują wielu innych uczuć, a życzliwość w stosunku do siebie? Kto by pomyślał, a co dopiero zrobił?! I jak? Ręce opadają… (Byle nie odpadały).

Drugim powodem może być specyfika sytuacji, w której jesteśmy. Tak więc można w skrócie powiedzieć, że życzliwość to pewien zasób, który posiadamy. Zasób, który w pewnym stopniu jest wyczerpywany, oczywiście jest to źródło energii odnawialnej.

To rodzaj troski, nie zmartwienia, ale zatroszczenia się o Siebie. Nie smagania się batem choćby grubym i krótkim pod tytułem: najpierw obowiązki, a potem przyjemności, nie podążania drogą wiecznie nie ziszczonego perfekcjonizmu, ale: dobrze wykonanej roboty, pracy, najlepiej jak się da, na tę chwilę, w tym momencie, z tą wiedzą i możliwościami. To możliwość bycia przy Sobie. I ze Sobą, czyli z Osobą, z którą na pewno spędzimy całe nasze życie. To rodzaj dialogu i samopoznania, ale przede wszystkim bycia. Bez analizowania… Wyrywania sobie głosu z głowy, wróć włosów z głowy i rozdzielenia go na siedem części (dla miłośniczek prozy Terry’ego P. może być osiem). Dla chętnych: życzliwość zachodzi tak na poziomie mentalnym, z somatycznym, i działania. To sposób budowania mostów, albo chociaż kładek. Tak ważnym, zwłaszcza teraz. Chociaż chyba w każdym czasie życzliwość jest ważna, chyba, no może nie wtedy gdy goni nas niedźwiedzica z małymi… Niedźwiedziątkami, może nie dzieliłeś włosa na czworo, a skórę na niedźwiedziu chciałeś podzielić, no to Cię goni…

Ż. To nie egoizm. Taak wiem, pisałam, powtarzam, bo ważne. I tarzać się będę (życzliwie i w życzliwości ma się rozumieć). Chociaż może być z nim pomylona, i tak często się dzieje, albo z lenistwem (choć i te jest mylone ze wszystkim czym popadnie -do tego jeszcze wrócimy, za chwilę). W czasie gdy trzeba być kreatywną, ekspresyjną osobą, wiecznie coś udowadniać, nie tylko światu, który jest na zewnątrz, w którym wiecznie świeci słońce nawet jeśli pada deszcz, ale światu, który tworzymy wewnątrz swoich głów. Być może smagamy siebie za nietrafione decyzje, niedokonanie wyborów, dokonanie tych zbędnych, czy też złych, bogatych w konsekwencje, których być może nie widzieliśmy, nie chcieliśmy widzieć, albo o nich nie wiedzieliśmy- nie- ważne. Ważne by sobie dołożyć do pieca, bo to przecież pomoże i to przecież w jakimś celu jest! A potem swobodnie wypić trzecią kawę i jutro zacząć jutro nowy dzień, nowy lepszy dzień naszej reszty,reszty naszego nowego życia, tyle, że… Jest jeszcze… Gorzej, albo przynajmniej tak samo jak wczoraj, tyle, że orientujemy się dopiero jutro wieczorem… I ten posmak w ustach gorzki….Takie stawianie sobie zadań, i nagradzanie się „za coś” ma krótki ląd. Chyba, że ową życzliwość wynieśliśmy z domu, nie ważne, czy ze słoikami, wekami, czy innymi rarytasami, czy bez. Czy dostajemy ją tylko okazjonalnie pod wiecznie zielonym drzewkiem grudniowym, z prezentem urodzinowym, czy imieninowym czy innym owym? Czy całkiem zwyczajnie? Pachnącą dobrą czekoladą i szeptanym dobrym słowem, nie słowem najlepszym, wycyzelowanym, ale dobrym. Dobrym jak chleb z masłem.

Gdy jednak spostrzeżemy, że bliżej nam do spisywania samokrytyki, a to,toż to już nie smakołyki, że częstokroć surową cenzurkę ocen wystawiamy sobie za to co zrobiłyśmy, i to, czego nie zrobiłyśmy, to co uczuliliśmy zbyt szybko/ wcześnie/ za późno…Że kieszenie pełne mamy pretensji do siebie o wybory… O to i owo i jeszcze tamto i o, jeszcze to i jeszcze tamto, a tam o owo. Nim się spostrzeżemy nie ruszymy z miejsca, ugrzęźniemy gdzieś we wczoraj, albo w dzisiaj, które nigdy nie nadejdzie, nie wykorzystamy nie tylko tego czasu, który jest, ale go podwójnie w relacji ze Sobą, i z Bliskimi. Takie bycie nie tylko zmniejsza nasz zasób energii do działania, ale może najważniejsze jest to, że nie poznamy tej wrażliwej i pięknej, życiodajnej części Siebie, która tworzy się i żyje gdy jesteśmy w kontakcie ze Sobą, z osobami, na których naprawdę nam zależy, które cenimy i kochamy, nie za coś, tylko dlatego, że są, albo że były. Nie poznajemy świata, i po prostu nie jesteśmy w ten sposób.

Nie tylko trawi nas pesymizm, czy obniżony nastrój, mamy mniejszą chęć do przeprowadzenia zmiany, widzimy ją nie tylko jako bardziej trudną, bo taka także w rzeczywistości jest- zmiana choćby najbardziej wyczekiwana jest trudna ze swej natury, ale i coraz mniej realną do wdrożenia i utrzymania w życiu, a to prowadzi do niemocy i obniżonej samooceny…Wypierania i trudności w przeżywaniu niewygodnych emocji np rozżalenia, czy złości, ale też tych, miłych, dobrych, tych których chcielibyśmy mieć więcej, bardziej, pełniej, i piękniej. Czy po prostu tak samo jak jest, wygodnie, oglądając kolejny odcinek serialu na Netflixie.

A jeśli spojrzymy na na Życzliwość, nie tyko kardiologiczne, i logicznie (chociażby przez pryzmat działania przedniej kory obręczy mózgu) zobaczymy, że to także serdeczność, czyli jednak serduszko, (żar-ty z serem- i to szwajcarskim- to sobie darujmy…)serce na dłoni, nie tylko na dłoni, ale i w umyśle, nie tylko uczucia, kierowanie się empatią, czy współczuciem, to także troskliwość, nie zmartwienie się, o siebie, czy o innych, uważność, czy wdzięczność… Tyle, że mam dwie podstawowe uwagi: sprawa z empatią jest nieco bardziej skomplikowana (dla przykładu: to nie jest tak, że kobiety są bardziej predestynowane do jej okazywania, ale nie tylko, co to, to nie) a i mam nieodparte wrażenie, że wdzięczność jest teraz traktowana jako obowiązek, zadanie do wypełnienia, coś, co da nam, natychmiastowe profity… Nie tak dawno usłyszałam, że „Muszę być wdzięczna- bo to się opłaca”…. Na moją uwagę, że użycie słowa muszę i postawienie w tym zdaniu słowa wdzięczność, to logicznie się nie składa… Hm… Ech. T o więcej niż gombrowiczowskie przykazania w Ferdydurke… Witold by się uśmiał…Wdzięczność, może przyjść z czasem, może to zająć więcej czasu, więcej wody może upłynąć z kranu…

AD REM! Możemy zacząć szukać drogi do własnej życzliwości jej przeżywania, okazywania. Może okazać się (sic), że ta droga jest dłuższa, niż by się wydawało, ale może chcesz spróbować? Od życzenia dobrego dnia, co nie jest sloganem, od traktowania domowników i domowniczek jak gości, gościnie, gościnnie, od rozmawiania z samym/ samą sobą jak z osobą, która jest nam życzliwa, i tak, chodzi mi także o zauważenie dialogu wewnętrznego który ze sobą prowadzimy i to, w jaki sposób do Siebie mówię i co mi to robi? Może i warto siebie potraktować jak gościnnię, albo gościa? Powolutku. Nawet jeśli jest się jakiem. Ka!Jakiem. albo jakiem w kajaku. A jak jak wygląda jak? No jak… Ha,a jak wygląda jak w składzie porcelany? To nie jest naiwne pytanie, ale wróćmy do tematu, chociaż nie hycneliśmy w dygresję…Nawet jeśli wydaje, bo Ci się wydaje, że jesteś leniwa, albo leniem i to patentowanym. Czyli masz, czy nie masz na to papierologii wystosowanej. Pamiętasz wierszyk, który zaczynał się od słów… Na tapczanie siedzi leń… No,no! No…. i co z tego? Panie Brzechwo. Nagrabił sobie Pan tą nieopierzoną częścią strzały… Miało być wychowawczo, i jest. Po wieki wieków… A Froncz… A Franek Ki… A tu klops, a tu drops, a tu pieg, znaczy Pan Kleks wbiegł… Wesoło ze szkoły, a nie, to inna piosenka była (i inny wykonawca, taki co miał elektryczne gitary)…

[Franek Kimono, a przepraszam Piotr Fronczewski, a przepraszam Pan Kleks… A czy macie też takie lusterko jeszcze w domu? Źródło]. Pan Kleks uprawiał streczing zanim to było modne…

Życzliwość to nie w tę stronę. Chociaż o jego piętnowaniu wspomniał chociażby Bertrand:

Jak większość ludzi mojego pokolenia wychowany byłem w myśl maksymy: „próżniakowi szatan psotną myśl podsuwa”. Dzieckiem byłem grzecznym, wierzyłem we wszystko, co mi mówiono i tym oto sposobem ukształtowałem w sobie poczucie obowiązku, które kazało mi ciężko pracować aż po dziś dzień. Z czasem jednak, gdy sumienny charakter stał na straży moich uczynków, moje poglądy uległy rewolucyjnej przemianie. Dzisiaj myślę, że na świecie pracuje się o wiele za dużo, że uznanie pracy za cnotę wyrządziło nam wszystkim ogromne szkody i że we współczesnych gospodarczo rozwiniętych państwach powinniśmy głosić wartości zupełnie inne niż dotąd.

[Pochwała lenistwa, Bertrand Russel]

No Bertranda dla świata i dla Siebie uratowały długie spacery i matematyka… Ale nie o tym. Tyle, że wspominam o tym cytacie, czy o tych dwóch cytatach, i sytuacji opisowej z przynajmniej dwóch powodów… Pierwszy: Czy można nie być osobą życzliwą z lenistwa? (Dobrze, dobrze ustaliliśmy, że nie). Albo nie wykazywać się takowym zachowaniem też z powodu doświadczania stanu na l? Ale zaraz, zaraz, zaraz, czy inny mikrob. Zatrzymajmy się chwilę. Czy to na pewno jest lenistwo… Nie chceeee mi się….Nie chce mi się… Nie ch... Na pierwszy rzut ucha, oka i czego tam jeszcze nie powinniśmy mieć wątpliwości, no proszę prostu tutaj od razu mamy określenie próżniak, czyli już etykietkę przypiętą, i do sumiennie jak tarczę na szkolnym mundurku, hlujnie, i tak by nie latała! No! A mundurek pachnie proszkiem Ixi i jest wyprasowany oczywiście… Już wtedy mieliśmy cały czas mieć umysł i członki zajęte w imię produktywności. To, znaczy, nie wtedy kiedy nosiłyśmy i nosiliśmy mundurki, albo nie tylko wtedy… Tak, nawet wtedy, jeśli odpoczywamy. Czy w czasach tych, w których żyjemy, a nie w tych, w których żył Bertrand mamy, dajemy sobie prawo do odpoczynku? Nie, odpoczynku po coś, po to czy po tamto, z tego bądź innego powodu, nie po to by być bardziej produktywną osobą i mieć prze-genialne pomysły, przeambitne cele, ale też nie odpoczynku po czymś...I by nie zamykać się w celach mniszych w celu kontemplacji i doznania transcendencji. Lenistwo to nie tylko piętnowane zachowanie w kulturze popularnej drzewiej używało się nawet określenia gnuśność..Trawestując klasyka: gnuśność nad gnuśnościami i wszystko gnuśność. Czy przytaczamy moralizatorskie bajki autorstwa Ezopa, czy też wiersze Brzechwy (które nomen omen zaczął pisywać na jednym z wyjazdów, by… Poderwać przedszkolankę… Taka to dydatkyka praktyka… I tak mu zostało. Na długo. Nawet zmienił sobie datę urodzenia by być bardziej atrakcyjnym Janem- o dwa lata, ale przecież to dwa lata stanowiły clue).

Zanim skoczyliśmy w dygresje stanęło (ale się nie przewróciło, więc cały luksus nie poległ ani nie polega na tym…) Stanęło na tym, że Lenistwo nie jest opcją, której wybranie było by pochwalane… Ale zaraz… Zaraz! Poczekaj. Piętnowane w sztuce, która wyrosła z etyki chrześcijańskiej warto przywołać tu chociażby twórczość, wspomnianego już na tym blogu Hieronima. (Jest chociaż go ni ma! Ha taka sztuka, lub chociażby sztuczka!). Tyle, że bardzo często lenistwo utożsamiano z bezczynnością… Z włączonym trybem stand by. Bye, bye praca, bye, bye… From multiple angles… A nie, Fromm, Erich Fromm wspomina o tym, że dążenie do twórczości jest kluczową kwestią, wręcz, którą kierujemy się w życiu, do tego aktywność jest immanentną cechą taką, której nie możemy się pozbyć, ale zanim dojdziemy do humanistów… Którzy przecież inaczej postrzegali rozwój osobisty, niż my dzisiaj-najpierw akceptacja, potem akcja, by uzewnętrznić swój potencjał. Lenistwo, odpoczynek, przekonanie, czy cecha, a może motywacja i jej brak? Tak wiem, u Dantego osoby leniwe (nie mylić z leciwymi) zostały strącone do piątego kręgu piekła… Miały się tam umościć i pozostać obojętnie w jakiej pozie, czy jaka w kajaku czy na leciwego leniwca… Ten gość miał skrystalizowane pojęcie gdzie jest miejsce ludzi leniwych, nie, ludzi wykazujących się lenistwem, nie odpoczywających po długim dniu pańszczyźnianym… Pamiętam o tym. Taki to sugestywny obraz. Tyle, że to obraza dla lenistwa. Tyle, że jeśli jesteśmy zmęczeni, to czy w ogóle można mówić, czy pisać o lenistwie? Albo wystraszeni głęboko i raczej, czy w ogóle unikamy działania bo skojarzone są dla nas z cierpieniem, którego chcemy uniknąć? Czy wtedy można mówić w ogóle o lenistwie? Przecież brak działania to także działanie. Lenistwo traktowane jak przywara…Nie, nie od początku było tak bywało, np w czasach antycznych lenistwo było cenione…. Kto by pomyślał…? A na przykład filozofki i filozofowie!… Wielu starożytnych osób zajmujących się zawodowo myleniem, myśleniem upatrywało podobieństwo tego stanu do stanu ataraksji(czyli pojmowanego jako brak niepokoju, czy zamętu) mówi się przecież: święty spokój… A nie: np. czysty przed pokój,i wszystko pozamiatane! Albo: wyśniona kreatywność, fantastyczna produktywność etc… Ba upatrywało w nim szczęście i cel życia. Do czasu. O właśnie czas, rychło, ale warto wspomnieć, że swoje też dołożył czas! No i to wolny! Po co się tak spieszyć (można tyle rzeczy spieprzyć) Cholera kto by pomyślał… Filozofowie już byli…. Fizjologowie jeszcze niee… A to jeszcze jedno…Tylko poważniej.Kiedy to ludzie przypisywani do warstw niższych z powodu urodzenia, i wychowania zyskali prawo do czasu wolnego, który to przestał być rodzajem atrybutu, którym mogli się poszczycić osoby szlachetnie urodzone… No ale o tym się nie pisze… Gorącym zwolennikiem postawy lenistwa był wspomniany już Bertrand…Wróćmy jednak do tematu… A jeśli jednak się chłostamy (li „tylko intelektualnie” za to, że jeszcze nie podjęliśmy działania, i w tym przypadku owo lenistwo to (jednak) unikanie bólu psychicznego, albo rozczarowania sobą (choćby tylko było to imaginacją)? Nie wiem, czy istnieje lęk przed odniesieniem sukcesu, ale pewnie można to włożyć w nieprzewidziane, albo przewidzenie konsekwencji, których nie chcemy doznać (bo na przykład nie wiemy jak sobie z tym poradzić). Pod lenistwem, jest zawsze (to takie coś z jak jak nie no może jak jajko niespodzianka) zawsze jest tam coś jeszcze, i nie musi to być bezrefleksyjne wegetowanie, czy praktykowanie wyuczonej bezradności, zawężenie swoich horyzontaliów. Może to być zmęczenie, czy u jego podstaw może lec (zlec, pełzać- i tak zostać, przewróciło się niech leży, cały luksus polega na tym…Jak pisał pewien filozof nowożytny Kubatus Sienkiewituus z Polany) (sic!) przekonanie, że tak naprawdę, że nasze działania, które podejmujemy są odczytywane przez nas jako bezsensowne, to znaczy nie dające nic, a zabierające wszystko. (Ów filozof dodawał jeszcze, w jednej, ze swych pieśni, że Wszystko ch…)Nie mamy wpływu, to po co się starać? I po co to wszystko i jak tu w takich dekoracjach no… No i jak tu być osobą życzliwą? Z takim nastawieniem, na nic nie robienie?

Jeśli potraktujemy życzliwość jako nie środek prowadzący do celu, jakim jest osiągnięcie doraźnej korzyści (bo podkreślam po raz trzeci- w takim razie to nie jest życzliwość). Jeśli nasze soki życiowe są z nas wyciskane, a do tego mamy tego świadomość, i smagamy się bacikiem to z lewej to z prawej i przez plecki. A dla zachowania równowagi od przodu instalujemy sobie kijek (sefiestic) z marchewką.. A do tego zmiana i rozwój jest kolejnym zadaniem nakładanym na garb? A może po prostu jesteśmy zmęczone, zmęczeni? Mamy rozregulowany cykl snu, nie wysypiamy się, albo nasza gospodarka hormonalna się rozpełzła? Takie to poletko uprawne trybik się gdzieś zatarł był… To wszystko oddziałuje na nas. Nie jesteśmy ciałem, które trzeba dyscyplinować i umysłem, który także samo należy brać w karby, bo inaczej… Inaczej co? Jesteśmy całością, że takiego brzydkiego słowa użyję… Psychosomatyczną, jeśli coś dzieje się z naszym ciałem, również, coś czego nie jesteśmy świadomi/ świadome, to nie znaczy, że ta rzeczywistość nie istnieje, albo jej skutków nie doznajemy. Niby oczywiste, ale często o tym zapominamy, albo trywializujemy…

Dlaczego wspominam o lenistwie, pisząc o życzliwości, i mało tego, poświęcam nie mało czasu, i strzępię trzcionkę, trzcinkę, tfu, czcionkę? Po pierwsze: dlatego, że lenistwo nie musi być lenistwem, a za takie wprost może być odczytane. Po wtóre: dlatego że jak tu być życzliwym, jak nie mamy na to nie tyle chęci ile po prostu bardzo brzydko pisząc zasobów,bateryjki się wyczerpały… No spróbuj być życzliwą przez cały czas osobą jeśli bardzo boli Cię ząb, da się. Jasne, że się da. A co jeśli bardzo boli Cię ząb, a do tego musisz, po prostu musisz, załatwić na już (nie z Twojej winy) sprawę w urzędzie, gdzie jest kolejka, duszno, i każdemu się spieszy, do tego odsyłany jesteś do trzeciego z kolei okienka… Da się? No, już trudniej. Tak jak z siłą woli, o tym pisałam.

O tym, że ż. nie jedno ma imię wiadomo, ale zaraz… Warto się zastanowić… Czym jest dla Ciebie życzliwość? Ale żeby nie zostawiać Cię z pytaniem, to odpowiem, czym jest dla mnie, dzisiaj, np… Ziewaniem! No dobra, żartowałam…Ale nie do końca… Jeśli piszę tak długi tekst ( (a jak długi jest, to każda osoba widzi! Wystarczy sobie przewinąć…) ciało, czy chciało, czy nie chciało się po prostu zasiedziało (ta… Samo…) a- o tym, że dobrze jest stać niż siedzieć już było, tak więc by raczej podążać w stronę ciała, i nie zapominać o swoich potrzebach, i się zatroszczyć o Siebie, ziewam,to najlepszy sposób na dotlenienie, i rozluźnienie ciała tak poważnie po pierwsze ziewanie nie streczing, np nie tylko mięśni twarzy, to przede wszystkim sygnał dla naszego układu nerwowego, wiadomość, w przypadku inicjowania ziewania, że jesteśmy bezpieczne, bezpieczni, w przypadku doznawania bezwiednego, że możemy się zrelaksować, i rozluźnić. Czy to pozwoli nam w nieco bardziej życzliwszy sposób spojrzeć na osoby, które swoim zachowaniem nas nudzą…? A i jeszcze jedno! Nie trzeba brać głębokich wdechów. Jeśli popatrzeć na zaraźliwość ziewania z tej strony, to jest to technika relaksacji, piszę poważnie, chociaż ziewam przy tym na potęgę, doznawana często w grupie. Fajnie jest gdy możesz ziewać nieskrępowanie, np iść za ciekawością, w jaki sposób ciało odpowiada na to, co się dzieje. Czy mogę przy tym rozluźnić nie tylko staw skroniowo żuchwowy-który permanentnie zbiera napięcia z całego dnia, ale i oczy, i uszy, czy ale także kark, mięśnie ramion, a może by tak strząsnąć z siebie ten stres rozluźnić nie tylko gumę od majtek, czy też pasek od spodni, ale po prostu strząsnąć z siebie to napięcie nie tylko z pięt, ale i z rąk…. I całej reszty… Często jak jesteśmy zajęte, tak zabsorbowani, czy to w pracy, czy przed, po, albo gdzieś tam jeszcze zapominamy o potrzebach ciała, o tym, że jesteśmy także nim, a nie tylko w nim, dopóki nie zacznie nas coś boleć. Uporczywie. Także ziewanie może być sposobem… A przecież Mariusz Szczygieł już dawno nawoływał:

Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu.

[Zrób sobie raj, Mariusz Szczygieł].

Żeby ziewaniem jednak nie kończyć,a końca nie widać… Nie wspominając już o pochwale nudy, a równocześnie nie spłycając tematu – chociaż zdaję sobie sprawę, że wyczerpać go w jednym artykule nie można, omówić dogłębnie, czy zwiewnie wziewnie…

Jeśli Twoja intuicja podąża i za ziewaniem (raz) i za korelacją życzliwości, zwłaszcza tej kierowanej wobec Siebie, z poczuciem własnej wartości (dwa), czyli tym, jak osobie myślimy, jak siebie oceniamy, to pewnie masz rację. Jeśli nasza samoocena jest niska, to dużo, jak nie wszystkie z aktów życzliwości będziemy (z dużym prawdopodobieństwem jest na to szansa, że jedno z pierwszych naszych skojarzeń) utożsamiali/ utożsamiały z pobłażliwością, samousprawiedliwieniem, z lenistwem, z czymś co trzeba przezwyciężyć, z czymś złym, zło dobrem zwyciężaj, ale jednak… Przełamać, przepracować, zmienić, zapomnieć… To, że kulturowo, przez proces wychowania (w Polsce) prędzej zainstalujemy niskie poczucie wartości jest prawdopodobne bardziej. Dlatego wspominam o poczuciu własnej wartości bo wydaje mi się, że dotyka ono sedna problemu, nie, bądź miła to jest: bądź życzliwa (to, że nie jest to samo to już wspominałam i powtórzę raz jeszcze) nie, tej życzliwości, kierowanej względem innych, nie jako środek wywierania wpływu, w końcu: nie jako „postawienie diagnozy” (jesteś nieżyczliwa/ nieżyczliwy, więc coś nie tak jest z Tobą po stokroć nie- jak najdalsza jestem od takiego postawienia sprawy)…

Jednakże niskie poczucie wartości, niestabilne ma wpływ na to jak funkcjonujemy, to banał nad banały, ale mimo wszystko przyjrzyjmy się temu bliżej, jeszcze bliżej, jeszcze trochę. To nie tylko to, w jaki sposób siebie oceniamy, postrzegamy, ale w jaki sposób budujemy siebie, nie tylko wizerunek, ale także to jak widzimy i odczuwamy swoją sprawność, czy skuteczność. Jest to pojęcie szerokie, a z czasem coraz szersze. To tak by nakreślić, o czym w zasadzie mówimy, uzgodnić pewien poziom startu. Dla osób, które chcą podążać ramię ramię ze mną – w tej opowieści, to przyniosłam w koszyku pytania, które warto sobie zadać, w wolnej chwili, a które mnie bardzo pomagają- np w rozmowie ze Sobą. Taki start!Up Up. Up.Pytam nie: Czy mam dobre zdanie o sobie? Dla mnie to brzmi zbyt enigmatycznie, ale: Czy doświadczenie w życiu, ten czas, który przeżyłam nauczyło mnie doceniać Siebie (może podaj przykład, przykłady)? To było pytanie, które przyszło mi na myśl pewnego grudniowego dnia, i które było dla mnie odkryciem osobistym. Jak często mówimy o czymś,że życie nas nauczyło x- i y, jakie równania zeń wyciągnęliśmy? Z iloma niewiadomymi i wiadomymi, a z iloma przeświadczeniami. Czy życie nauczyło mnie doceniać Siebie? Nie ganić, ani też wychwalać rodem z amerykańskich filmów, albo filmów motywacyjnych. Odpowiedź nie musi być ani natychmiastowa, ani oczywista. Czy dbam o Siebie odpowiednio? I czy dobrze się traktuję? W jaki sposób rezonuje we mnie to pytanie? Nie jest ważne, co ktoś zrozumie pod pojęciem dobrze, czy pod pojęciem: odpowiednio. Co więcej nie jet ważne, co ja będę rozumiała w jaki sposób je definiowała jutro. Ważne co mnie to robi, teraz, tutaj. W tym momencie. Siebie najtrudniej (a niektórzy twierdzą, że najłatwiej) jest wyprowadzić w pole. Zwłaszcza jeśli przywiązuje się wagę do udzielenia odpowiedzi, robi się to dla Siebie, bez oceny, czy przymusu. Zauważam z takim samym zaangażowaniem moje mocne strony zdolności jak wady. Kolejnym pytaniem jest to, Czy lubię sobie? Nie za co, albo mimo czego, ale po prostu lubię siebie (jeśli miałybyśmy pewną skalę to na niej: zdecydowanie tak, przeważnie, tak, czasami, nie, przeważnie, i nie wcale). Następne: Mam prawo do czasu i uwagi innych ludzi. Kolejne: Jest mi ze sobą dobrze. Nie ważne jak dzisiaj, jak teraz to dobrze rozumiesz, i w jaki sposób robiłaś to wczoraj, a jak będziesz to czynić jutro. Moje własne oczekiwania, które kieruje wobec Siebie samej, Siebie samego, nie są nie są bardziej surowe niż te, które kieruje wobec innych ludzi. Następne: Jestem przekonany, przekonania, że mam prawo, żeby w życiu spotykały mnie dobre rzeczy. I pytanie domykające: W życiu kieruje się wobec siebie raczej życzliwością niż krytyką w stosunku do Siebie. Warto nie traktować tych pytań, nawet podświadomie, jako testu, czy zadania wykonania. Warto usiąść w tych stwierdzeniach/ pytaniach. Niespiesznie. Czami jest tak, że pytania brzmią jak frazesy, a gdy słyszymy nader często, a tak ma się sprawa z frazesami no to cóż… A jeśli będą pojawiały się w konkretnych sytuacjach kiedy to koniecznym było np wypełnienie jakiegoś testu to po pierwsze może skojarzyć się to z oceną albo zewnętrzną, albo z uwewnętrznioną, które to przekonanie nie może pozostać bez echa na efekt końcowy. A jeśli do tego dam sobie czas na zastanowienie się, na spacerologię z pytaniami mogę się czegoś ciekawego o sobie dowiedzieć. Poznać siebie jako gościa, jako przyjaciela,być może doznać czegoś nowego, albo spojrzeć na coś odmienny sposób. Odpocząć. Dać sobie czas. .. Albo po prostu, i po krzywu machnąć na to wszystko kończyną górną, prawą, albo lewą i mieć to wszystek w głębokim poważaniu, albo w jeszcze większym niepoważaniu .Na wypadek gdyby jednak nie….Oczywiście podaję twierdzenie na jednej z moich stratnych tac, otóż każe z tych pytań, i odpowiedzi, wskazuje na to jaka w tym momencie jest nasza samoocena- ale przede wszystkim daje nam do ręki wiedzę o samej, samemu sobie. Oczywiście można rozpatrywać samoocenę w świetle rozbieżności między ja idealnym a ja realnym wg Higginsa, co za chwilę zrobimy (w bardzo dużym skrócie, ale jednak), albo w świetle innych teorii konstruowanych i przedstawianych przez innych badaczy/badaczki. Zanim jednak o tym, jest np w piśmiennictwie starsza teoria z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku Uczeń Kurta Lewina (uznawanego m.in. za pioniera psychologii pracy) Leon Festinger skonstruował teorię porównań społecznych. Wedle której odniesieniem osoby w konstruowaniu samooceny są inni ludzie, otocznie, środowisko, w którym ona przebywa. Jest to sposób samoregulacji przez zmniejszenie niepewności. Z tym zastrzeżeniem, że jeśli ktoś bardzo się od nas bardzo różni, prawdopodobieństwo porównania zmniejsza się. Wyróżnił on porównanie w górę i porównania w dół. W przypadku gdy rozpatrujemy zdolności wyróżnić możemy jednokierunkowy popęd w górę, który jest w dużej mierze nieobecny w opiniach. Ten napęd odnosi się do wartości, dlatego też możemy wykonywać coś coraz lepiej, z coraz to większym zaangażowaniem. W tłum, w tym świetle prośba nie porównuj się z innymi, brzmi co najmniej aburdalnie.

Jednakże to co u Higginsa jest ważne to rozbieżności między trzema aspektami self czyli ja: mianowicie: ja idealnym, ja realnym i ja powinnościowym. Tutaj porównujemy się bardziej wewnętrznie, nie tylko z innymi ludźmi, ale także z naszymi wyobrażeniami, które posiadamy, czy przekonaniami, które nie są jawne, a którymi się kierujemy w życiu. W literaturze przedmiotu jako teoria samowiedzy Tory’ego Higginsa. Ja idealne jak łatwo się domyślić dotyczy tego jacy chcielibyśmy być wpisane jest weń nasze wyobrażenie tego jak chcemy być i do czego dążymy. Natomiast ja powinnościowe tego jacy powinni-byśmy być związane z nim są nasze wyobrażenia dotyczące nie tylko np pełnionych ról, ale też sposobu w jakim urzeczywistniamy dane wartości, czy wypełniamy normy kultury w jakiej żyjemy itd. Tak, także i tego jak powinno wyglądać lenistwo. Jeśli dystans pomiędzy jednym a drugim jest duży, to znaczy, nie lenistwem, a pomiędzy jednym a drugim aspektem self wtedy Ja realne to jest nieuchwytny konstrukt to jacy jesteśmy złożeni ze wszystkich ocen złożonych przez cały czas naszego istnienia. Dlaczego wspominam o tych trzech aspektach? Ponieważ, doskonale widać, wedle tej teorii, że im wspomniane konstrukty są bliższe tym lepiej się ze sobą czujemy, a im bardziej są oddalone tym gorzej się mamy ze sobą. I nie, nie wystarczy powiedzieć, zejdź na Ziemię, i ureaalnij swoje oczekiwania wobec życia. A przecież to wszystko co powyżej napisałam wywiera wpływ na to jak Siebie postrzegamy, co o sobie myślimy, i jak wedle siebie postępujemy, i np to czy jesteśmy wyrozumiali wobec Siebie, a więc i życzliwie postępujemy, nie pobłażliwie, ale życzliwie. Przestrzeń i dystans między ja realnym, a ja idealnym jest skorenowana z niskim poziomem oceniania Siebie. A jeśli chodzi o dystans między ja powinnościowym, a ja realnym ma związek np z tym co sobie wypominamy-i znów bacik w ruchu. Żeby niskie poczucie wartości mogło się zadziać muszą nie tylko pojawić się doświadczenia, ale przekonania kluczowe (czyli przekonania, które budujemy na temat nas samych, nie są dostępne od razu, często nieuświadomione, a ich dotykanie może się wiązać z wysokim poziomem doświadczania emocji), to ważne by wiedzieć jakie się posiada przekonania kluczowe ponieważ dopiero na ich gruncie ukonstytuować się strategie radzenia sobie z typem danej sytuacji. Jeśli żywię na swój temat dane przekonanie często nieuświadomione to będzie ono wpływało na to jakie działania podejmuje, a jakich np nie biorę pod uwagę, a jakie działania sabotuję.czy sobie je uświadamiam, czy nie … I tak działają… Dlatego też poruszam ten aspekt pisząc o życzliwości wobec Siebie, mam nadzieję, że wiać na załączonym obrazku, że życzliwość bez względu na destynację to coś więcej, albo coś zgoła innego niż dobre wychowanie. Przekonania kluczowe mogą dotyczyć także życzliwości, jej przeżywania, dawania, czy brania. Jeżmy, a jak tak będziemy leżeć to weźmy dla przykładu…

Zasady życiowe to te, wedle których posypujemy, i to jest jasne,a druga strona jest taka, że chronią one nas niejako przed weryfikacją życiowych przekonań, więc można powiedzieć, że jedno z drugim ma powiązanie o oddziałują na Siebie w dwóch wektorach. Jestem x więc moją zasadą jest y, ale ta zasada zawęża pole sprawdzalności, oczywiście nie uniemożliwia, bo możemy, i robimy to, zmieniamy się. Jednak jest to proces żmudny, trudny, i związany np z emocjami. Niektóre z sytuacji w życiu to są wyzwalaczami kwestii kluczowych, czyli to właśnie są momenty, w których możemy (i w których jest nam niezwykle trudno) poddać w wątpliwość zasady, którymi się kierujemy, mało tego, możemy je wtedy zobaczyć, że np w sytuacji x (której towarzyszą nie tylko reakcje biologiczne, czy emocjonalne, ale również zachowania, czy myśli, i wszystkie cztery komponenty wzajemnie na siebie oddziałują) podejmuję zachowanie y. Dlatego też w tej samej sytuacji, jeśli mamy cztery osoby, mogą i prawdopodobnie będą zachować się w sposób odmienny, mało tego, w danej sytuacji, która wystąpiła dziesięć lat temu, mogła w nas pracować inaczej, niż gdyby wystąpiła obecnie, albo za pięć lat. – Wtedy też możemy w inny sposób funkcjonowali, co innego będzie dla nas ważne, w innym momencie życia będziemy etc.

Od czego więc zacząć jeśli ani przekonania kluczowe, ani zasady, którymi się kierujemy nie są dla nas dostępne, nie są dla nas widoczne? A no od myśli, które automatycznie pojawiają się nam w głowie. Tak każda osoba je ma, chociaż każda może mieć inne. Za tymi myślami idą emocje, a te prowadzą do zachowań, które jest potwierdzeniem myśli.I oczywiście, jeśli postawimy sobie pytanie, co było pierwsze jajko czy kura to dopowiedź brzmi zależy kiedy? Ot, to niespodzianka, jajko niespodzianka… Jeśli mówimy o emocjach pierwotnych to one zawsze będą pierwsze, jeśli mówimy w nurcie psychologii behawioralno- poznawczej sprawa nie jest już taka jednoznaczna. Jeśli uchwycimy myśl, możemy ją odwrócić, zmienić. I to jest nitka, za którą warto pociągnąć. Myśli, uczucia i zachowania są dla nas dostępne. Sytuacja to jedno, a to, co my o niej sądzimy to drugie, oczywiście nie jest tak zawsze. I nie jest też tak, jak z poradników kołczingowych zmień myślenie i wszystko inne się ułoży. Nie, nie o tym piszę, i nie jest to sprawa łatwa, prosta i przyjemna. Nie tylko dlatego, że przekonania kluczowe kiedyś nas mogły chronić, a teraz ograniczają. Warto też zwrócić uwagę na pewne schematy, które przyjmujemy rozmawiając, poruszając ten temat mówiąc sytuacja x mamy na myśli pewien konstrukt, pewnie każda osoba inną sytuację, jest ona w pewien sposób wyabstrahowana. Czy wyjęta z pewnego rodzaju ekosystemu wzajemnie wpływających na siebie kwestii, to z jednej strony. Z jednej strony jest to wygodne rozumowanie, ale niepraktyczne. Jeśli ktoś w młodości, albo przez część dorosłego życia doznawał nierównego traktowania to nie można mu/ jej powiedzieć, że zmień patrzenie sytuacja ulegnie poprawie, nie, w ten sposób tylko przerzucimy ciężar odpowiedzialności. Uprościmy sytuację, ale być może będziemy przekonane, przekonani o słuszności swojego postępowania. Przykłady też są wyraziste, a przecież życie jest o wiele bardziej skomplikowane. Mozaika.

Co możesz zrobić?

  • Zauważyć, a potem przeformułować myśli, które pojawiają się automatycznie (tak, każda osoba je ma, taki mamy klimat, albo: taki mamy model).
  • Robimy to szukając wyjątków od reguły, w konkretnych sytuacjach,nie od razu Kraków zbudowano, ale cegiełka po cegiełce…
  • Wsłuchaj się w Siebie może odziedziczyłeś, odziedziczyłaś po kimś, po jakiejś sytuacji, negatywne myśli, być może Ci kiedyś pomagały, a teraz już nie są konieczne i Cię ograniczają?
  • Spróbuj robić przestrzeń pomiędzy bodźcem, a reakcją, ćwicz się w wyborze, którego możesz dokonać, zrobić mały, bezpieczny krok ku zmianie. Daj sobie prawo do błędu. Tylko w ten sposób możesz się czegoś nauczyć.
  • Pamiętaj, że postrzeganie samego siebie, to nie niezbywalny fakt, czy prawo fizyczne, takie jak np, że słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie, ale jest opinią, czy przekonaniem, te zaś mogą nie tylko zmieniać się z czasem, ale również być nietrafione. Dlatego warto podjąć próby dyskutowania z własnymi myślami, by móc je zweryfikować, w ten właśnie sposób robimy przestrzeń. Jeśli pójdziemy na niemy film, bez dialogów, albo jeśli będziemy oglądać pejzaż, i będzie nas piątka, to każda osoba z grupy pewnie będzie miała inny, albo nieco inny ogląd tej sytuacji, odbioru tego filmu, tak też warto przyjrzeć się samemu, samej sobie. Jeśli więc spojrzymy na pytania, stwierdzenia podawane wyżej być może spojrzymy na nie z innej strony, czy będziemy wiedziały, wiedzieli dlaczego np trudno, czy trudniej nam na nie odpowiedzieć, bo może nie tylko zastawialiśmy się nad nimi wcześniej, albo robiłyśmy to w innym kontekście, albo byłyśmy w innym momencie życia.

To co napisałam o poczuciu wartości może być na pierwszy rzut oka, kamienia czy co tam mamy pod ręką, nogą etc być odległe, ale cóż. To taki jeden puzzel, który być może jest zagubiony, o którym być może nie myślimy, często, albo w ogóle. I nie, nie musi być w nas pielęgnowane niskie poczucie wartości żeby mieć trudności w okazywaniu sobie współczucia, czy życzliwości, o której piszę, możemy mieć inne przekonania kluczowe, których nie odkryłyśmy, nie odkryliśmy np to, że w domu, nie była wspierana wrażliwość u mężczyzn, ceniło się np odwagę, albo inną cechę modelowo wpisywany, czy kojarzony ze wzorcem. Wcale nie musi to być powiązane z niskim poczuciem wartości, niemniej przekonania kluczowe nie są widoczne od razu (trzeba trochę pogrzebać).

Bądź dla Siebie dobry, dbaj o Siebie, o swoje potrzeby, myśl o sobie dobrze. Znajduj swoje mocne strony. Patrz co w sobie lubisz nawet jeśli jest to niewyraźne, czy postrzegasz to jako małe, czy nieważne. Może na razie nic nie przychodzi Ci do głowy, nie przychodzi Ci to teraz, a nie, że nie przyjdzie to jutro. Jakie cechy, które cenisz u innych Ty także posiadasz? Jakich złych cech nie posiadasz? Jak opisze Cię osoba, która Cię lubi i która Cię wspiera i ceni? Jaki komplement możesz powiedzieć samej/ samemu sobie, taki, który będzie konkretny, i urealniony i być może będzie wzmacniał Twoje mocne strony, a być może nowe przekonania na swój temat.

Życzliwość, i to wracamy do naszego głównego tematu, jest jak przyprawa, która nadaje życiu smak i aromat, pozwala je dostrzegać, macać, stwarzać, żyć piękniej i pełniej szczęśliwiej, dłużej i w dobrej kondycji psychofizycznej, i nawet jeśli nie wynieśliśmy jej z domu, można się nauczyć. W każdym wieku. Nigdy nie jest za wcześnie by zrezygnować z życzliwości, jeśli będziemy autentycznie życzliwi do Siebie i dla Siebie to i będziemy taką właśnie postawę uskuteczniać w świecie dlatego też, że ten świat będzie chociaż trochę inny, nie, nie dlatego, że nałóżmy różowe relaksy, wróć okulary, albo też soczewki jak najbardziej kontaktowe, ale dlatego, że będziemy dostrzegali być może inne kwestie, a może, wcale nie, tylko ludzie np będą się inaczej zachowywali- i nie, nie chodzi o przypięcie uśmiechu numer pięć z reklamy: Aniu czas na Colgate, a Ania powie, że jeszcze rysuje…. Tak, będą sytuacje trudne, tak nie rzadko się zdarzy, że będą i nas dotykać, i to całkiem boleśnie. Świat nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chociaż nie sposób odżegnać się od stwierdzenia, które, tak jest faktem, że ludzie, którzy określają siebie jako szczęśliwych w życiu mają wysoki wskaźnik życzliwości, a warto, wspomnieć, że w różnych momentach życia ta rozpiętość tonalna życzliwości przez nas prezentowana jest różna. Nie chodzi tu tylko o sytuacje krytyczne jak np śmierć osoby znaczącej, czy ślub, albo przeprowadzka do innego kraju, czy miasta, ale ogólnie. Jeśli znajdujemy się w środowisku, które jest dla nas życzliwe to i my będziemy się uczyć niejako przez osmozę, no dobrze, może i trochę przesadzam, ale nie za wiele. To o czym wspominałam w różnym czasie, i w różnych sytuacjach, możemy być bardziej lub mniej życzliwi, życzliwe, albo w większym lub mniejszym stopniu tę życzliwość eksponować, czy wydobywać na światło dzienne. Patrz: niewyspanie, czy ząbkowanie u dorosłych. Że co? (No nic, tylko wyrzynanie się ósemek). Każdy z nas subiektywnie postrzega rzeczywistość. A jej interpretacja to coś innego niż fakt, ale historia pracuje, historia, o której prawdziwości jesteśmy przekonane i przekonani/ przekonane. A jeśli tak, to życzliwość jest pewną postawą, możemy ją się kierować, jeśli nie oceniamy człowieka, tylko jego zachowanie, jeśli już to robimy to zadajemy sobie jak najwięcej pytań o jego motywacje, cele, czy trudności, czyli to o czym pisałam wcześniej np wspominając o empatii, czy o uważności, jeśli potrafimy być w tym momencie, który właśnie się dzieje nie tylko pełniej dostrzegamy rzeczywistość, ale np nie uciekamy w zamyślenie, dywagacje, czy fantasmagorie, czy fantazje. Warto zapytać się, ustalić pewien rodzaj kontekstu, świadomie. Warto być ze Sobą w tej sytuacji, jeśli jest na to przestrzeń, to znaczy, jeśli nic nam np fizycznie nie zagraża, możemy taką przestrzeń zrobić. W wielu sytuacjach między zachowaniem, a emocjami także chronimy siebie, i nie zarażamy się tymi emocjami. To także rodzaj buforu. Nie tylko dlatego, ale świadomość i uważność pozwala zobaczyć sytuację taką, jaka ona rzeczywiście jest. Warto sobie zadać pytanie: co z tej sytuacji jest moim celem? I tu mamy co najmniej dwa poziomy. Pierwszy: zadanie pytania czy rzeczywiście chcę poznać kontekst, czy sposób tej osoby, która tak się zachowuje? I warto odpowiadać szczerze, bo może nie mam na to energii, siły, czy ochoty. A po wtóre co jest moim celem, nie zawsze jest to oczekiwanie by ktoś zmienił zdanie, czy sposób postępowania. To jest ważne, bo uświadamiamy sobie co rzeczywiście jest, i jakie są moje przekonania, czy cele, czy założenia, i czego w tej sytuacji, od tej osoby oczekuję, czego pragnę, co jest dla mnie, teraz ważne. Nie odpowiadam z tego samego poziomu, co jest ważne, gdy emocje są, tak bo one są, i wpływają na zachowanie. No, wiem, że to jest trudne, i tak, wiem, że tego w szkole się nie ćwiczy. Wiele kwestii było dla nas trudnych, albo niemalże niemożliwych, ale może warto właśnie w ten sposób? Czy podejmując próby takiego zachowania, nie jesteśmy równocześnie życzliwi/ życzliwe dla innych? Czy nie poznajemy Siebie lepiej? Sytuacji, założeń przyjętych a priori, schematów, które z powyższego wypływają? A czasami trzeba uciec przed niedźwiedziem, i tak, jest to trudne. Poznając innych, tak naprawdę, poznając (nnych, poznajemy również Siebie, swoje przekonania dotyczące świata, relacji, innych ludzi siebie samej\ samego, czyli mamy tutaj zamknięte wszystko jak wszechświat w łupinie orzecha. Życzliwość jest czasami trudna, a czasami niemożliwa (spieprzanie przed niedźwiedzicą z małymi, albo samotnej, głodnej…) Życzliwość jest czasami trudna, bo czegoś nie rozumiemy, bo nie poznaliśmy jeszcze Siebie w danej sytuacji, albo reagujemy nawykowo (zgodnie z przekonaniami podstawowymi, które mogą być ukryte przed nami) bo doświadczamy dyskomfortu, czy związanego z daną sytuacją, czy to dlatego, że po prostu czytamy długi tekst w jednej pozycji i bolą nas cztery litery (np oczy). Jeśli jednak odkryjemy swoje podstawowe przekonania, możemy, nie musimy, ale możemy coś z nimi zrobić, bo ocena danej sytuacji zawsze będzie zbieżna właśnie z nimi.

Życzliwość to pewien sposób poszerzenia perspektywy poznawczej. To czyni, że świat jest bardziej ciekawy, napełniany i napędzany źródłem energii odnawialnej, a jej imię to życzliwość. Życzliwość, to także życzenia. I nie chodzi o o to, że Stefan mówi do Romka:

-Stary, pożycz mi sto złotych.

[A Roman na to (niemożliwe: mówi głośno): —Stary, życzę Ci stu złotych.

Piszę o życzliwości także dla Siebie, i to w grudniu, kiedy będziemy ze Sobą, kiedy jedni będą spędzać Święta, a drudzy, nie będą spędzać Świąt, niewątpliwie od tego w co i jak wierzymy, będziemy mieli bądź miały możliwość spotkać się, czy to realnie, czy to wirtualnie z różnymi osobami, do jednych będzie nam dalej (nie tylko fizycznie) do innych bliżej, niektórych nie spotkamy w ogóle. Na pewno ten czas będzie inny. Jesteśmy ostatnio bardzo podzielonym społeczeństwem, być może nie wiemy jak ze sobą rozmawiać, być może nam się nie chce np jesteśmy zabiegani, zmęczeni/ zmęczone tym, co przyniósł nam ten rok, być może (oby nie) doświadczamy straty, i to Straty Osób, które są dla nas ważne, być może straciliśmy pracę, możliwości, marzenia. Bądźmy dla Siebie. Bądźmy dla Siebie wyrozumiali, to ważne słowo, kryje zrozumienie, a zrozumienie nie jest wyborcze, a od zrozumienia, krok do życzliwości. Dajmy sobie szansę być może na piękniejszy, pełniejszy, nie zawsze cukierkowy świat, albo na powiedzenie: nie wiem. Odpocznijmy. I być może, nie róbmy nic.

Jedna odpowiedź na “[541]. Ani dobre maniery, ani dobre manewry. (O źródle energii odnawialnej).

  1. Zdecydowanie zgadzam się z tym, że najtrudniej życzliwość dawać sobie. Sam na tym mocno cierpię nie tak rzadko wcale. A względem innych… Niejaki Wil Wheaton sformułował kiedyś formułę dosadną acz zasadną: „Don’t be a dick”.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s