(537).

Cisza. Krojona stresem, sensem, seansem krótkim albo andronem rzuconym, antycypując w dyskursie poza słonym słowem wyznaczając kurs ku a może i na przeciw mórz, na spotkanie zórz. Złożyć i rozłożyć. Składać i mniemać rozkładać. Macać i znać niczym palce Camili. Dokładać budować odejmować, formować. Milczenie niczym bilet jeszcze nie wiadomo, czy w jedną, czy w drugą stronę, a może w dwie. Jezdnie lśnią i śnią asfaltem. Tłem burgundu i znaków przestankowych. Nowych.

Dobrze, że słońce, dobrze, że deszcz. Dobrze, że powietrza pod podeszwą i w płucach. Dobrze, że zieloność. Dobrze, że dobrze, dobrze, że dość. Siądź na przeciw. Spokojnie. Gdzieś pomiędzy żebrem żubra, żebrem Zbigniewa, żebrem Żanety żeby stworzyć, żeby żyć mapę spod przymkniętych powiek na chwilę, na dwie, może na trzy, na pewno niepewności nie na wiek. Wiek -nastu, -dziestu – dziesięciu lat. Forte i piano. Piano i forte. Godzenie fal, fal falstartów i met i metod i metodologii przeczytanych przyjaźni i doznanych dróg.

Niedziel. Niedziel niedzielna przed- i po- . Dziel szczęść sześć, i nieszczęść siedem kantylen jak tlen. Płynie. Wplecione w melodie mgieł. We wschody i zachody, w spacery i spacerologie. W melodię i tekst.

[Teatr uczy nas żyć, Wodecki Twist festival 2018, Wójcicki, Herbut, Turnau, źródło].

Jakże to prawdziwy tekst. Na sen, na dzień, na godzinę by zrzucić płaszcz, wyszeperać płacz, a może tylko łzę, okrycie wierzchnie i popłynąć przez powietrze i oddychać przez powierzchnie daleko stąd, że aż bliżej- coraz to o jeden dźwięk o jeden ton. Mara, miara i hon. A może spacer ledwie przez stopy roztopy tropy i lędźwie. Wzdłuż myśli wyłóż. Znuż. Trzy grosze kieszeń włóż. I śpiewaj, choćby szeptem, septem, i idź. W życie. W tycie, lasem, czy borem, zawszę w porę, choćby w piątą porę życia. Parę w gwizdek, gwiżdżąc może nie na wszystko, ale chociaż w rymie, nie przyprawiając serca w arytmię lecz, lecz swoje kompleksy kompleksowo masując umysł taki zamysł zmysł po zmyśle, aż się zamyślę w siódmą warstwę światła. Powoli i po woli.

[Natalia Kukulska, Czułe struny, źródło].

Są słowa, których jeszcze nie ma, jest cel, który jeszcze nie ma dróg, ani ścieżyn, jest myśl pierwsza, druga, kolejna wśród jagód i jeżyn. Są dłonie, które potrafią objąć i wypuszczać. Znaczyć i minuty, minuty, minuty gestów szyć. Rysować pod nosić za nosić z nosić w wy znosić. Życie nie ma naturalnego ph. A to pech. Kot zdechł.

Weble? Nie? Przeszkadzajki. Miary, ciary, centy i miarki. Kod zdechł. Pętla z jedynek i zer. Pozer po zer kres. Jeden. Jeden a naście bród, głów, i znaków i zamków ów i ą, ź,ć ekpresywizm, czy ekspresjonizm, krąży w żyłach tętnicach, pęcherzykach… Oskrzelowych. Memo idealne* w kadr w znak w ramkę, ślaczkiem,flaczkiem, ślimaczkiem nie szlakiem, szlag by to!I jeszcze to, i to, i niech no! O, to, to, to. Rejestry i wihajstry, transgresje korespondencji, źródła. Mamidła widziadła co je Baba Jaga zjadła. Na kolację. Jako ostatnią atrakcję. Nie wieczerze wieczorem, z wampirem czy amorem- kompletym amatorem, a może amantem co o Kant filozoficzny rozbił swoje liczne zamiary i miarki .Dyrdymałki, a może amolem a molem smarował zmarszczki i myśli? A mol, czy jednak niech to be, b mol a to fe! W de dur nie brzuszny. Ze wzrokiem i zdaniem, słusznym. Nie wiem, może to tylko obraz, może kropka? Może morze mnożę?

Lecz leczo w miękkie podbrzusze świata. Światło, którego nie widać, ale można wyczuć pod zbiegiem linii wysokiego napięcia papilarnego w pięcio-aktówce, w dźwięku altówki alt control delete lete już jest glejt. Lapidarne i zdarne czucie i niewiara. Wiedza i miara, która się przebrała w gogolowskie: „Idąc w gościnę, nie zabieraj ze sobą nudy”, a może tylko wygooglane? Pstryk! Światło zgasło.

Człowiek, człowiekowi, człowiekiem. Niech pozostanie na miarę, i bez miary, na wiarę i bez wiary niech będzie dobrze. Niech będzie spokojnie. Niech zakwitnie cicha melodia pod stopami, niech będzie przestrzeń i zieloność, niech będzie ja, i niech będzie gość. Niech będzie czas na oddech i czas na krok. Na dobre słowo, i na lepsze milczenie, na obecność.

*mem nie ma znaczenia biologicznego.

2 myśli na temat “(537).

    1. Łomolę sobię tę Kukulską, chyba od tygodnia, płytę polecam jak najbardziej. Jest to świeże podejście do Chopina, do tego co zostawił, z lekkością, bez zadęcia (sic!) [Na ten czas Wolski chwycił róg…- e to też nie to…]Chociaż zaraz dęciaki też tam są! Ale dętek nie ma, no. Mnie się bardzo podoba. Jak nie Kukulska. Wiele jest jazzowych interpretacji Fryderyka, ale ktoś pierwszy wpadł na pomysł, a) żeby do dzieł dopisać słowa, b) żeby zatrudnić różnych ludzi, np pięciu- o ile się nie mydlę- dyrygentów, no i muzyka, wielość instrumentów, kantyleny, i zmiany, przestrzeń, ogarnięcie przestrzeni. Dobrze to wyszło. Fajnie, że się podoba. Ja, na taką Natalię czekałam. Z drugiej strony pokazuje to miałkość ludzkich podziałów w stylu (nie tylko) muzycznym: klasyczna, rozrywkowa. Smuci mnie fakt, że w radio, nie są emitowane utwory, ale kawałki po 3 minuty, 5 góra, i to takie smutne…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s