(632). Nad rzekami…Od przeciwstawnego kciuka do (pierwszych obserwacji) gwiazd.

Trochę tu zarosło? Zacieniło się bynajmniej nie od bujnej roślinności. Trzeba trochę posprzątać, przewietrzyć to tu, to tam. Naszła mnie ostatnio taka refleksja, jak to bardzo, bardzo mało wiemy, naparstek ledwie. Jak często, za gęsto, powołujemy się, że to czy tamto już wiadomo, i to dalej, niż od dawien, dawien dawna, a może jeszcze od jeszcze kiedyś tam. Częstokroć przywołujemy podpierając nasze tezy, że np. właściwości rośliny x,y, z, albo: a, b, c, d były znane już w starożytności, i wykorzystywane do leczenia tego, czy owego schorzenia, i w domyśle z powodzeniem. Jednakże kwestia nie była taka prosta, jak się na pozór wydaje, ale chyba Szanownych Czytelników i Szanowne Czytelniczki już do tego przyzwyczaiłam, że… Ale pomału. Dajmy sobie czas, czas na zadomowieniu się na nowo w tym miejscu… Dzisiaj publikowany tekst ma swoje źródło w jednej refleksji…


Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, no dobrze, nad jedną spławną rzeką…

Aaale zaraz, zaraz, i nie chodzi o zarazek (ten czy inny)! Obrazek: Ani nie jest tak, że wszystko co, kiedyś, dawno, dawno temu, albo jeszcze dawniej, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, należy włożyć między bajki, albo gloryfikować, jak sporządzane dawniej mikstury, do leczenia kurzajek, obłędu, czy migren, albo jeszcze inszych, jakże często tak postępujemy, albo spotykamy się z takowymi zabiegami retorycznymi, etykietami na tych, czy innych produktach? To prawda, rozpoczęłyśmy wędrówkę i to jeszcze wcześniej niż Australopithecus To ten, ten krępy wegetarianin z szeroką miednicą, wysklepioną stopą [Sklepienie stopy składa się z dwóch łuków: podłużnego stopy (arcus pedis longitudinalis) oraz z łuku poprzecznego stopy (arcus pedis transversalis). Taka budowa zapewnia sprężystość stopie, dlatego też ona może dostosować się do warunków, jak również czyni możliwym efektywne dźwigania ciężaru ciała] w wyposażeniu standardowym ma też paluch o długości innych palców u stóp, ale już posiadający bardzo ważną cechę, kciuk, ba co tam kciuk… Kciuk przeciwstawny, to jest to! Dla porządku anatomicznego dodam, że ramiona miał długie, a pojemność puszki mózgowej wynosiła tak ok. 500-600 cm³). Jednak, to co ważne to on zaczął używać pierwszych narzędzi o zaostrzonych krawędziach.

Rozpoczęliśmy wędrówkę i ona trwała, daleko dalej, zanim Pitekantropus około czterystu tysięcy lat temu zaczął używać ognia. Nie dysponował wtedy kuchenką gazową nie wspominając o mikrofalowej, ale znał siłę ognia, i nie zawahał się jej użyć, a jak jednak posiadał jakieś wątpliwości, nic o nich dzisiaj nie wiemy. Potem zaczęliśmy wędrować w większych grupach, co usprawniło polowania, czyniąc je bardziej efektywnymi, sprzyjało też zacieśnieniu więzi społecznych.

Tak też możemy wędrować przez gęstwinę dziejów, podróżując od jednego do drugiego, przez trzecie i czwarte i setne miejsce, ale mimo tych peregrynacji nie jesteśmy w stanie dzisiaj określić kiedy dokładnie, i gdzie zaczęła się nauka. Również dlatego, że temu słowu nadajemy różne znaczenia, wartościujemy. Co nie zawsze sprzyja oglądowi wyżej wymienionej kwestii, jeśli w ogóle, za to wiele mówi o nas. Niemniej, dla naszego dzisiejszego rozważania, ważnym jest to, że ludzie zaczęli główkować, myśleć nazywać i pojmować świat. Wtedy to zaczęły powstawać zręby nauki niemniej, rodziły się w bólach. Nie dlatego, żeby tamtejsi ludzie, w tamtych (jakie by one nie były) czasach byli gorsi, czy bardziej ograniczeni. Nauka zawsze rodzi się w cierpieniu i w bólach, nie tylko porodowych. Tak, wiem, nie jest to zachęcająca perspektywa. Do tego istniała polifonia perspektyw. Często przy tej okazji przytaczana jest jedna z postaci: George Frazer– którego prowadzenie badań dzisiaj często poddawane jest krytyce.

Postulował on, że magia jest fałszywym systemem praw przyrody, i zbiorem takichże wskazówek postępowania. Magię sympatyczną (prawo powinowactwa) dzieli on na magię homeopatyczną (prawo powinowactwa) i magię przenośną (prawo styczności).

Magia homeopatyczna ma swoje źródło przekonaniu istnienia związku idei podobieństwa, inaczej: przedmioty identyczne są do siebie podobne, tak więc podobne wywołuje podobne, a pożądany efekt można wywołać przez naśladownictwo. Tu skutek podobny jest do przyczyny. Osoba stosująca magię wierzy implicite, że zasady w taki sam sposób odnoszą się do ludzi, zwierząt jak i do środowiska nieożywionego. Skąd my to znamy? Czyż się kojarzy?

Magia przenośna inaczej zaraźliwa natomiast ma swoje źródło w przekonaniu, że związek wyraża się poprzez bliskość, a rzeczy, które kiedyś zostawały ze sobą w kontakcie nadal na siebie oddziałują. Dlatego jeśli działamy na przedmiot, który kiedyś był własnością danej osoby nadal chociaż w sposób pośredni także poddajemy oddziaływaniom osobę nie tylko na tę rzecz. Nie jest istotne, czy rzecz ta stanowiła immanentną składową ciała danej osoby, czy wręcz przeciwnie. Jednakże jest to zespół nie tylko fałszywych praw przypisywanych przyrodzie, czy środowisku sensu largo, ale również takich wskazówek, praw, wedle których mielibyśmy postępować.

Niemniej,nieodłączną częścią opowieści o nauce są powstałe mity, w ten sposób również próbowano poznawać świat-a istnienie takowych jest tego świadectwem. Dzisiaj dla niektórych są częścią miłej opowieści, a dla wszystkich częścią edukacji, historii kultury poznawanej na języku polskim, albo prowadzonym w innych, ojczystych językach. Wedle nich na początku była nicość, tak jak w księdze Rygwedy (najstarszym zabytku literackim indoaryjskim) znalezionej około 3000 lat temu. To co łączy mitologie z różnych stron świata to interwencja różnego rodzaju bóstw w dzieje świata. Nie będę wchodziła, tak jak zaznaczyłam to na początku prowadzenia blogu, w kwestie wiary.

Jednak wspominam o tym dlatego, że to na co warto zwrócić uwagę to fakt, że za pomocą mitów stwórczych ludzie nie tylko objaśniali rzeczywistość, próbowali przekroczyć i zrozumieć niezrozumiałe, ale również porządkowali chronologię, próbowali usytuować się w czasie, który na początku trzeba było wymyślić, dlatego by móc porządkować rzeczywistość, wyłonić sensy i znaczenia.

Niemniej ważną kwestią jest nakreślenie zmian, które zachodziły i konsekwencji w świecie, zwłaszcza zmian, które nie są wolicjonalne, i dzieją się poza człowiekiem, osobą i społeczeństwem. Poszukiwanie, wyodrębnienie i określenie czynników sprawczych.. W ten sposób zaczęto opisywać zjawiska zauważalne w środowisku jak również budować spojrzenie obiektywne na stan rzeczy:przyczyny i skutku. A za tym szły zadawane sobie pytania o prapoczątek, następstwa i etymologię. Mity można zatem potraktować jako testament, czy świadectwo dążeń człowieka, który chciał wiedzieć,znać, czy być pewnym tego jak było, choćby tej wiedzy nie można było zmonetyzować, mieć konkretnych korzyści.Podania te, są nie tyle próbą, co stawianiem hipotez w dziedzinach najważniejszych dla ludzkiego istnienia.To etapy wyróżnił Wiktor Wiklosz. Tyle, że nie zgodzę się, co do kwestii, że wiedza ta nie przynosiła korzyści materialnych, może i non recta, ale jednak. A jeśli już o początkach mowa…





Nie pal żółtych kalendarzy…

Jeśli wspominamy początki nauki, trudno uciec, a nawet w jakim celu to czynić? Od początków astronomii.Dlaczego właśnie tej gałęzi, która się tak dalece rozrosła, bo była jedną z pierwszych, jak nie pierwszą nauką, tak jak ją i dzisiaj rozumiemy. Pierwszym zjawiskiem, które można było zaobserwować i to organoleptycznie- a jakże by inaczej, przecież od stosowania jako narzędzi przedmiotów o zaostrzonych końcach nie przeskoczyliśmy nagle do kieszonkowego teleskopu Hubble’a (zgoda teraz też nie dysponujemy egzemplarzem,który można by było schować w klapie marynarki).

Pierwszym co zauważano było następstwo dnia i nocy. Nie potrzeba do tego żadnych przyrządów, prócz sprawnych oczu danych na wyposażeniu standardowym, i kilku zwojów nerwowych- może powiesz, ale o obserwacjach ich jakościach jeszcze będziemy tu pisać, znaczy, ja będę. Jeśli chodzi o odkrycie wyżej wymienionych następstw, i można powiedzieć, że takie to przecież oczywiste, tak dla nas tak, ale my, dysponujemy złożonymi narzędziami, w porównaniu do Egipcjanek i Egipcjan żyjących w okresie, który my nazwaliśmy starożytnością. To po pierwsze, po wtóre odkryli oni ruch Słońca i Księżyca, to, że nie są to kwestie przypadkowe. I jeśli ktoś mi wspomni- pomimo tego co napisałam wyżej- że to także nie jest odkrycie ważne, to tylko nadmienię, że odnotowanie regularności jest kwestią o wiele bardziej skomplikowaną. Mam wrażenie, że nasza wiedza, zwłaszcza ta wyniesiona ze szkoły jest częstokroć powierzchowna i tak często tarzana, tarzana, po, po po powtarzana, że… Ech… Egipcjanie i Egipcjanki zauważyli dysponując tymi narzędziami, które miały pod nosem, a raczej powyżej niego, nie tylko gwiazdy stałe, ale także gwiazdy błądzące jak kiedyś nazywano planety. To co ważne, i to co jest kamieniem milowym, to, to, że dzięki tym odkryciom można było uporządkować rzeczywistość, a raczej skonstruować odpowiednie ku temu narzędzie, kalendarz. Choć sama jego nazwa przypisywana jest Rzymianom, albo Łacinnikom, to nie ulega wątpliwości, że próbowano ujarzmić cykle, okresy związane najczęściej z siłą przyrody. Co pozwoliło ruszyć gospodarczo do przodu, czynić sobie zmienię poddaną, i płodną. W odpowiednim czasie sadzić i żąć, spodziewać się wylewów Nilu, rozmnażać zwierzęta gospodarcze. Generalnie godnie i dostatnio żyć.

Tyle, że kalendarz kalendarzowi nierówny, nie chłodzi nawet o to, że jest ich co niemiara, a miarę przedstawiają, albo, że takim papierowym można się wach, wach, wachachlować, wachlować w tak upalne dni jak ten. Istnieją kalendarze, różne kwadratowe, słowiańskie, podróżne, niemniej skupimy się na kilku na przykład astronomiczne, w postaci nacięć na kościach mamutów. Tak, mamutów. Można i takie są głosy iż te nacięcia przestawiają fazy Księżyca jak również dwóch jasnych planet Marsa i Jowisza. Liczba wspomnianych znaków nie jest przypadkowa, mianowicie skupia się na liczbie siedem, albo jej wielokrotności co jest zbieżne z fazami księżyca, i tak, jeśli kojarzy Ci się jeszcze z czymś, mianowicie z tym, że tydzień ma tyle samo dni, to jesteś na właściwej ścieżce…(Nie tylko dźwiękowej!)

Hator, Hator, Hator… [Siedem życzeń, Wanda i Banda, źródło].

Tak, tak astronomia nierzadko dzierży miano najstarszej nauki, matematyka, koronowana kiedyś na królową nauk jest jej młodszą siostrą. Jednakże wracając do obserwacji astronomicznych jedne z pierwszych odnotowane już 30 000 lat temu. Oczywiście zauważono także zjawiska aperiodyczne nie tylko te, które zachodziły w cyklach, a jeśli szukać źródeł średniowiecznych lęków przed kometami, czy innymi meteorytami to tutaj możemy je znaleźć, takie zjawiska jak przeloty bolidów, i nie chodzi tu o nocne wycieczki dawców narządów, albo o wyścigi formuły klawiszy funkcjonalnych, które od uporządkowanego życia na klawiaturach wybrały wolność (F1), tylko o rodzaj meteorytów, ich grecka nazwa znaczy: rzucać, ciskać, czy przeloty komet były czczone może dlatego, że nie zrozumiano dlaczego tak się dzieje, wskutek czego przypisywano im nadnaturalną moc. O tym zaświadczają nie tylko świadectwa, czy legendy, ale także miejsce ich przechowywania: świątynie. Poza tym uważano je za rodzaj talizmanów. Egipt, który jest dla nas miejscem odniesienia, nie był takowym. Jeszcze nie tak dawno sądzono, że nauka wszelaka nie tylko jej europejski odłam zaczął się w Grecji, i tak, widać różnicę w podejściu, nie żeby pierwsze było prymitywne, a drugie: naukowe, nowoczesne. Chodzi o to, że w Egipcie traktowano wiedzę w sposób użytkowy, a w Grecji za czasów chociażby wspomnianego tu Pitagorasa uogólniano już wnioski, dowodzono twierdzeń. W Egipcie wiedza miała charakter użytkowy, o czym świadczy np podejście do astronomii. Z dzisiejszej perspektywy klasyfikujemy ją jako astronomię horyzontalną dlatego, że pierwszym punktem odniesienia i jedynym był właśnie kýklos z greki horyzont. Ślady takich obserwacji znajdujemy i są one do bólu namacalne: obserwacjach megalitycznych. Nie, nie napiszę, że zostały po nich gruzy, że ostał się kamień na kamieniu także nie napiszę. W skrócie rzecz ujmując są to praobserwatoria, tyle, że bez teleskopów, a raczej z teleskopami tyle, że bez soczewek. To co pierwsze się nasuwa, to Stonehenge, chyba najbardziej kojarzony, ale nie jedyny, i niewzniesiony przez kosmitki i kosmitów, chociaż może i tamci ludzie byli pozytywnie odjechani, znaczy zakręceni na puncie obserwacji nieba, horyzontu. (Zaraz, zaraz, ale czy my ludzie żyjący w XX wieku nie przpisywaliśmy tym budowlom etymologii kosmicznej, gdy nie wiedzieliśmy w jakim celu powstały…?) Takie obserwatoria nie są niczym dziwnym, niespotykanym, występują na całym świecie, tak, tak, także w Polsce, i te są starsze od egipskich piramid, i niemniej okazałe. Wzniesione z różnych materiałów, na przestrzeni czasów i epok. W tymże obserwowano w jaki sposób zachowuje się Słońce, jego wschody i zachody podczas przesileń, wiosennego i zimowego. Jednakże to nie jedyne przeznaczenie takich budowli. Megality to największa tajemnica ludów pucharów lejkowatych. Nazwa ta zaczerpnięta od naczyń glinianych, które wytwarzał ówczesny lud.Przewrotność historii, że te budowle, grobowce kujawskie nazywane są też przez niektórych, piramidami polskimi! Tak, grobowce bo pełniły funkcje funeralne.

Jednakże wróćmy do tego co można było zaobserwować, np punkty przesuwające się po horyzoncie tam gdzie Słońce wschodziło i zachodziło, ale także ruch Księżyca, planet. Warto zaznaczyć, że najwcześniejsze obserwacje astronomiczne dotyczyły planety Wenus. Zostały wykonane w czasach panowania Ammisaduki (króla I dynastii babilońskiej, tej samej, z której wywodził się Hammurabi, panowanie owo datowane jest na około 1646-1626 r. p.n.e) w Mezopotamii. Choć jest on mniej kojarzony w dzisiejszej konstelacji władców, niż gość od kodeksu, postrzeganego dziś jako bardzo rygorystyczny, sprzyjający krwawym czynom, i tak, w rzeczywiście było, to Ammisaduka był znany ze swojego edyktu, wedle którego nie tylko długi chłopów zostały anulowane, ale dłużników uwalniano.

Jeśli zaś rozprawiamy o początkach astronomii, nie sposób nie wspomnieć o astrologii. Ponieważ, bardzo często podaje się te dwie dziedziny jako niemalże zrośnięte razem w powszechnym oglądzie to jednak ustalmy jedno. Tak, można zaryzykować stwierdzenie, że astrologia orzekająca na terenie Mezopotamii, ale już nie Egiptu, pojawiła się dosyć szybko, ale w dalszym ciągu nie można orzec, że stało się to równocześnie. Tyle, że nie ma ona nic wspólnego z ujęciem zodiakalnym. Ta pierwsza istniała już prawdopodobnie pod koniec III tysiąclecia p.n.e. Gałąź astrologii takiej, jak ją dzisiaj postrzegamy horoskopowej, pojawił się znacznie później, bo w drugiej połowie I tysiąclecia p.n.e. Takie pojęcie jak Zodiak pojawiło się jeszcze później około IV w p.n.e. I to nie dlatego by orzekać rodzaj związków i rozwiązków nie tylko dynastycznych, czy serwować, kto, gdzie, kiedy, z kim, w jakim nastroju, i dlaczego, nie drukowano mozolnie tabliczek z przepowieściami, czy innego ustrojstwa. Zodiak był pomocny przy wyznaczaniu obszarów, można go śmiało traktować jako ówczesny układ współrzędnych, i tak wtrąca zdanie matematyka, tam tyka tu tyka, nie tylko minuty, czy nawet pięć minut sławy matematyki, ale również stopnie, na niebie. W taki sposób próbowano opisać obroty konstelacji na niebie. Jeśli jesteśmy już przy obserwacji nieba, i traktujemy go jako oczywista oczywistość,a przy tym i niezmienność to pamiętajmy, że za czasów panowania IV dynastii faraonów egipskich, czyli wtedy gdy wznoszono podziwiane do dzisiaj piramidy w Gizie na niebie w okolicy północnego bieguna nie uświadczylibyśmy Gwiazdy Polarnej, jej wówczas nie było, oczywiście, można było znaleźć α smoka, ale bywało tak, że nie było także i żadnej, która byłaby punktem orientacyjnym. Jak to miało miejsce za czasów rzymskich na początku naszej ery, oczywiście cały czas mamy na myśli obszar bieguna północnego, to znaczy były tam gwiazdy, ale nie było jednej szczególnie się wyróżniającej, wedle której można było się kierować. Niebo nie jest niezmienne, także wysnucie wniosków, które miałby sens, i byłyby prawdziwe bez specjalistycznych narzędzi jest trudne. A zwłaszcza jeśli ma mieć to znaczenie nie tylko artystyczne, ale przede wszystkim aspekt praktyczny, nie zapominajmy bowiem, że Nil rzeka życiodajna wylewał co roku. A to miało znaczenie dla przeżycia, a potem dla urodzaju bądź biedy, dla zasobności każdej osoby zamieszkujący ten region, a i dalej bo przecież wymiana handlowa, i inne atrakcje także się liczyły. Odkrycie, które to umożliwiło, a raczej usprawniło określa się na mające miejsce 5000 lat temu, określono rok słoneczny. Podzielono według pór roku na dwanaście części. Przy czym warto zauważyć, że rok egipski różnił się od pojęcia tego, którym kierujemy się dzisiaj. Liczył trzysta sześćdziesiąt pięć dni było to synteza dwóch koncepcji mianowicie kalendarza księżycowego i solarnego, a oparty był właśnie na-jak nietrudno się domyślić, wylewach Nilu. Ponieważ kalendarz wylewów rzeki różnił się od kalendarza tego, który można było zbudować na obserwacji dnia i nocy nie tylko dlatego, że nastąpiła dysharmonia, ale trzeba było sobie z nią poradzić. Zauważono, że wylew Nilu także nie następuje w przypadkowych okolicznościach przyrody , ale wtedy gdy można było obserwować heliakalny wschód Syriusza. Heliakalny wschód możemy zaobserwować wtedy kiedy dany obiekt, astronomiczny, w tym przypadku Syriusz, staje się po raz pierwszy widoczny na wschodzie o świcie, po okresie gdy był zakryty przez horyzont lub niewidoczny z powodu promieni słonecznych. Wspominam o tym dlatego, że od tego momentu datowano rozpoczęcie astronomicznego roku egipskiego.Natomiast początek roku w kalendarzu był ustalony na pierwszy dzień miesiąca Thot. Dwa okresy stawały się asynchroniczne różniły się jednym dniem, różnica występowała rytmicznie, co cztery lata. A początki pierwszego i drugiego przypadały tego samego roku, co tysiąc czterysta sześćdziesiąt lat. Wiemy, że kalendarzem kierowano się już w roku 2770 p.n.e. Chociaż można pojmować i przedstawiać astronomię egipską jako niezaawansowaną, to nie można zaprzeczyć, że odkryli oni nie tylko następstwo dnia i nocy, doskonale znali kierunki astronomiczne, można to stwierdzić, obserwując usytuowanie piramid, ale także jasne gwiazdy, które nigdy nie zachodzą, a nazwali je moim zdaniem pięknie: Gwiazdami, które Nie znają Zmęczenia, podzielili niebo na trzydzieści sześć obszarów po dziesięć stopni każdy, według tych konstelacji dekalnych podzielili rok na trzydzieści sześć części. Trzy części tworzyły miesiąc.

Jeśli chodzi o odnotowanie zjawisk dziwnych, takich jak zaćmienia można przytoczyć tylko jeden taki zapis za czasów panowania Totmesa III. (Ten sam, który podbił Azję Mniejszą). Próżno szukać tego, co jest ukazywane w filmach popularnych mianowicie prób przewidywania zaćmień, a tym samym prób wyciągania na tej podstawie wniosków.

tymczasem w Mezopotamii

Dobrze, dobrze, przypomnijmy sobie, że to bardzo zróżnicowany kulturowo, etnicznie obszar Bliskiego Wschodu. Wiemy, że leży w dorzeczu Tygrysu i Eufratu. Zamieszkiwany nie tylko przez Sumerów, czy Akadyjczyków, ale także, zachowując kolejność alfabetyczną przez Asyryjczyków, Amorytów, Hurytów, Kasydów, Chadejczyków. Oczywiście trudno jest zamykać ich kulturę w paru zdaniach, równocześnie chcąc ukazać jej zróżnicowanie, bogactwo, także naukowe. I chociaż mieli większe problemy z kalendarzem, to ich obserwacje astronomiczne są uznawane za bardziej dokładne, czy też należało by powiedzieć, bardziej zaawansowane? O czym świadczy dokładność z jaką wyznaczono długość miesiąca gwiazdowego to samo odnosi się do miesiąca, ale także ruchów synodycznych jasnych planet, a około 7000 r.p.n.e potrafiono określić położenia niektórych ciał niebieskich, chociaż potrzebne było do tego wykonanie wielu obserwacji, co było czasochłonne. Jak również arytmetycznie przedstawić w jaki sposób zachowuje się Księżyc. Już Ptolemeusz miał do dyspozycji wykaz zaćmień zarówno Księżyca jak i Słońca wykonany przez Babilończyków. Tak jak w Egipcie, tak i tutaj stosowano pomiar czasu. Znana była zarówno gnomony, i dzisiaj mniej kojarzona koncepcja zegarów wodnych. Warto wspomnieć, albo przypomnieć, że to ile trwała godzina zależne było od pory roku. Zanim uznamy te systemy za prymitywne i niegodne uwagi, to napiszę, że metody te obowiązywały nie tylko w Grecji, czy Rzymie, ale postrzeganie w ten sposób godzin, były obecne w całej Europie, a w niektórych miastach trwało to zdumiewająco długo nawet do XVIII wieku a jeśli spytasz o rozbieżności to, owszem, występowały, sięgały kilku minut.

powrót do Egiptu…

Piszemy o wykonywaniu pomiarów, o niebie, ale pora wspomnieć o ziemi, tej ziemi, którą uprawiano, której plon stanowił podstawę nie nie tylko przeżycia, ale także płacenia podatków, tak, tak mam wrażenie, że one są wieczne. Po to wszak wynaleziono, i udoskonalono adresy, aby ściągalność danin dla państwa była bardziej skuteczna, ale to opowieść na całkiem inny artykuł. Nie tylko podatki, ale także myślenie geometryczne (co wpisać np w sztuce). To, że Egipcjanie mieli do dyspozycji stworzoną przez siebie geometrię to wyraz jak próbowali uprzyjemnić sobie życie, tylko teraz jest to kwestia wyrafinowanej szkolnej tortury, przy założeniu, że ta osoba, która jej naucza nie potrafi, i nie chce potrafić jej prawideł przekazać. To, że w Egipcie dysponowano taką wiedzą świadczy Papirus Rhinda, nazwa pochodzi od odkrywcy, a nie od twórcy,przedstawione są zaawansowane obliczenia matematyczne. Dokument datowany jest na drugie tysiąclecie przed naszą erą. Dlatego wiemy, że w Egipcie znano ułamki właściwe o liczniku jeden wyjątkiem był ułamek 2/3, nad Nilem kierowano się systemem dziesiętnym nie był on pozycyjny. I oczywiście nie znano koncepcji zera, ale dysponowali wzorami na obliczenie pola trójkąta, trapezu, czy prostokąta, więc takie figury, które mogą być przydatne, albo przy wznoszeniu budów, albo przy chociażby grodzeniu pól i wyznaczaniu ich granic. Jednak często za szczytowe osiągnięcie matematyczne Egipcjanek i Egipcjan uważa się wzór na obliczenie pola ostrosłupa ściętego tak, do kompletu należy dołączyć wzór na pole równoległościanu, czy walca. Dla Egipcjan przybliżenie ludolfiny wynosiło 3.1605.

A tym czasem w Mezopotamii

Rozwiązywano równaniatakie i owe, ten teges, chociaż liniowe… Kwadratowe, sześcienne i wykładnicze również jakby się ktoś zastanawiał. Tyle, że w użyciu był system pozycyjny sześćdziesątkowo- dziesiętny. Tyle, że podobnie jak w Egipcie ponieważ nie dysponowano zerem wszystkiego trzeba było domyślać się z kontekstu. Co teraz nie ułatwia nam sprawy, bo jedno to, czym dysponowali ludzie w zamierzchłych czasach, ale druga kwestia, równie ważna, to co my, obecnie potrafimy ocalić od zapomnienia, nie przekłamując tego. Dopiero Selecydowie wprowadzili symbol na oznaczenie pustego miejsca. I tak spoglądano to pod nogi, urzeźniając grunta, które miały dać strawę to w niebo gwiaździste…

Jedno jest to, co można było zaobserwować na niebie, a drugie, w jaki sposób budowano, wiemy, że posługiwano się takimi narzędziami jak łuki, potrafiono toczyć pnie drzew, co usprawniało transport tak potrzebny przy wznoszeniu budowli (nie tylko wspomnianych megalitycznych). Koło wynaleziono w Mezopotami przed 3500 r.p.n.e. Koło szprychowe pojawiło się później ok 1600 r.p.n.e A na terenie Egiptu pojawiło się za czasów panowania V dynastii. Jednak nie może być to argument podnoszony za tym, że w Egipcie ludzie dysponowali przestarzałymi narzędziami… Nie tylko dlatego, że stosowano dźwignie najpierw jedno- potem dwuramienne, kliny, czy też równie pochyłą. Sumerowie znali koło garncarskie. w IV tysiącleciu p,n.e a w II tysiącleciu p.n.e dysponowali nimi ludzie, którzy zamieszkiwali cały Bliski Wschód, Indie i Grecję. Potrafiono konstruować żagle i ujarzmiono wiatr, co było bardzo ważne mieszkając nad rzekami. Odnotuję tylko, że dysponowano systemami miar i wag, i nie łokieć, to nie wynalazek polski.

Podaje te przykłady, przykłady dlatego, żeby odczarować chociaż trochę dawne, zamierzchłe i zmitologizowane czasy. Nie jest tak, że magiczne wierzenia przestały istnieć. Co więcej one i dziś nie dają się zapomnieć. Wystarczy wspomnieć wiarę w piątek trzynastego, podwiązkę na czas matury, czy inne. Trudno rozdzielić naukę czystą i jej aspekt użytkowy. Magia wtrącała się w życie, o czym może świadczyć chociażby postawa weneckiego szlachcica, który żył w epoce odrodzenia, Luiggiego Cornaro, który piętnuje wiarę w ozdrowieńczą moc sproszkowanych eliksirów wykonanych na podstawie rzekomych rogów jednorożców, kamieni szlachetnych, których noszenie przy sobie miały zapewnić zdrowie i szlachetny rys charakteru. A i my, ludzie dojrzali żyjący na początku wieku XXI nie jesteśmy wolni od przekonań, czy stereotypów. Tyle, że ich nie zauważamy, albo nie chcemy tego zrobić. A drugą kwestią jest to, że nadal bardzo mało wiemy… I nie jest to usprawiedliwienie, ani pocieszenie.

6 myśli na temat “(632). Nad rzekami…Od przeciwstawnego kciuka do (pierwszych obserwacji) gwiazd.

  1. Problem z nauką jest taki, że każde odkrycie prowadzi do nowych pytań. Ma to swój urok, ale bywa też frustrujące.

    Osobna rzecz to ogrom wiedzy. Skończyły się czasy DaVincich, kiedy to jeden człowiek był w stanie jako tako ogarnąć całość wiedzy naukowej w ciągu paru lat. Dziś specjalista od protonów może się nie dogadać ze specjalistą od elektronów, tak daleko idzie specjalizacja tu i ówdzie. Trzeba poświęcić pół życia na ogarnięcie swojego skrawka, a po tym czasie mózg już nie taki giętki jak kiedyś, stąd też nowe odkrycia idą coraz wolniej.

    1. Zgoda, nowa wiedza pociąga za sobą porcie niewiedzy, ale czy to źle?
      Stąd też konieczność specjalizacji, o której wspominasz, tyle, że z tym mózgiem, jego koncepcją bym polemizowała. Dużo piszę się o neuroplastyczności, a jeśli chodzi o obronę danych stanowisk to patrzyłabym na tę kwestię również z innego punktu widzenia, np obrony pewnego ładu, czy też pozycji,pewnego nurtu działania nauki w sensie struktur, funkcjonowania np na uczelniach itp. W szerszym, nomen omen, horyzoncie… Nie tylko w neuronalnym funkcjonowaniu.

      1. Ani przez chwilę nie pomyślałem nawet, że w poznawaniu wiedzy jest coś złego. Trzeba się rozwijać, zarówno jako jednostka jak też cała rasa. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ale frustracja pozostaje.

        Uczelnie są przeładowane biurokracją. Naukowcy „z prawdziwego zdarzenia” zdarzają się rzadko, większość musi przez całe naukowe zycie wojować nie tylko z Przyrodą, ale też z papierologią oraz autopromocją (niektóre projekty nie dostaną grantu bo są za mało „sexy”).

        Durne to, ale póki co niczego lepszego nie wymyślono.

        1. Też nic podobnego nie napisałam, że jakoby w poznawaniu, w posiadaniu wiedzy jest coś złego. Tak, frustracja jest, i będzie, i to nie jest usprawiedliwienie, ale stwierdzenie faktu. Przeładowanie biurokracją to jest jedno, a funkcjonowanie na uczelniach w szerszym oglądzie to drugie. Jakoś Hawking powiedział kiedyś, że fizyka to nie to samo co seks, ale satysfakcja trwa dłużej…

  2. Nacięcia na kościach mamutów… wyznam ze wstydem, że mam tak mały umysł, że tylko to zapamiętałem a to tylko dlatego, że zastanawiałem się wcześniej ile czasu i wysiłku potrzebowała ludzkość żeby ustalić dzień zrównania dnia z nocą lub letniego/zimowego przesilenia albo długość roku. Wydaje mi się, że potrzebne do tego były system rejestracji i jakiś autorytet, który zapewnił, że te symbole i ich wytłumaczenie przetrwały. Wydaje mi się, że to mogła zapewnić tylko religia, która potrafiła przetrwać polityczne zawirowania.
    To tłumaczy mi fakt, że na tej długiej liście osiągnięć ludzkiego umysłu nie ma wzmianki o australijskich Aborygenach.
    Wspomnę tu książkę Future eaters australijskiego enviromentalisty Tima Flannery, który wspomina przypadki gdy plemię Aborygenów „zapomniało” jak rozpalać ogień i długie lata żyło w chłodzie i na surowiźnie. Albo inny – gdy żyjące na Tasmanii, czyli małej wyspie, plemię zakazało jedzenia ryb.
    W obu przypadkach istotna była wielkość plemienia – kilkadziesiąt osób.
    Podsumowanie: jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia a zabiera głos, to o co chodzi?
    Oczywiście o autoreklamę –
    Aborygeni i religia: https://bloginglife2.blogspot.com/2020/07/aborygenska-niedziela.html
    Zalety i fatalny efekt bycia koczownikiem: https://ewamaria.blog/2015/01/26/australia-odcienek-4-i-gdzie-indziej/
    Dziękuję za cierpliwość.

    1. Dziękuję za komentarz, oj nie ma problemu, pisz,pisz. Na pewno przeczytam, niezależnie od długości. Spokojnie, tutaj i można pisać długie komentarze, skoro są i długie artykuły.
      Wydaje mi się, że problem ten jest o wiele bardziej skomplikowany.
      Po pierwsze, nauczana historia, czy inne przedmioty w toku edukacji są przedstawiane z punktu europocentrycznej, białego, młodego, wykształconego, człowieka.
      Jeśli chodzi o wątki religijne byłabym ostrożna z takim twierdzeniem. Zwłaszcza jeśli postrzegamy historię w sposób linearny i z dzisiejszej perspektywy.
      Jeśli chodzi o autorytety, to jak najbardziej, przypuszczam, że osoby, które prowadziły badania musiały umieć czytać, czy prowadzić rachunki.
      Mity, za pomocą ich porządkowano rzeczywistość. To na pewno. Wiele jest zapomnianej historii, to nie znaczy, że ona nie istniała. Z wpisami się na pewno zapoznam. Dziękuję.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s