(621). Dokąd (ryby płyną)?

Coś poruszającego, i poruszanego jest w malowidle naskalnym, jaskiniowym nie nowym (datowanym bardzo około 15000 10 000 w hiszpańskiej Altamirze). A co jeśli sztuka ta, przez Wielkie Sz, a nawet przez wielkie Szt, nie ma postawionych celów? I dopiero je przepisujemy z wieków przyszłych, wyobrażeń i powinności? I dopiero je przypisujemy niczym mnisi i mniszki, skrybowie zasług, i widzeń? Nie ma, także tych, które jej się przypisuje przesypiając przepisując przesypując mak zdań i zadań rozdzielając jedno od drugiego przez wieki. Byk, nieortograficzny. Zerka na nas przez czas, choć nie widać otwartej powieki, po wieki bezsenny bezcennością, lecz z sensem do trzewi, w kreskę zamknięty. Może to tylko zez, albo rzęrzenie własnych widzeń, byk ów biegnie? Ku nam, czy przeciwnie całkiem, a może nie mnożąc bytów ponad potrzeby Trwa łagodnie.

Nie tylko przez związek z totemicznymi wyobrażeniami, ale przez spojrzenie oka, zanurzonego w dwudziestym pierwszym wieku. Akwizycja języka na neuronaliach nie styka, szuramy zgłoskami nie przywiązując do tegoż uwagi, nawet nie mydląc, a myląc wrażenia, czyści jak łza, zapomniana zaczepień zapamiętań, ale już nie zapomnienia. Lizypie z Sykionu ocaliłeś dla nas twarz Aleksandra, czy jego podobieństwo na obraz bogów, herosów, znaków przełożonych wielokrotnie przez zmysł zmyślenia zapamiętałego przez zgłoski refrenu pieśni, która ma wychwalać, ale nie szkicować? Nowe czasy, kolumny korynckie dźwigają kulturę hellenistyczną, i wieki przyszłych odwołań, wołań ponurych i całkiem zamyślonych zaplątanych w historie i podania po dania kulinarne facecje dawno stargane i strawione, może znajdziemy gdzieś starte zmiętoszone ludzką ręką menu, czy to tylko się śni… Lśni kupieckie miasto Korynt przeszło do ksiąg, opowiadań, i zapisów. Przestało. I pozostało, chociaż przeminęło. Z wiatrem. Historii. Sztuka, nie sztuczka, mgnienie ledwo przez geograficzne krainy mknie i forma i treść.

W Chinach, po raz pierwszy nie miała charakteru służebnego wobec interesów grup poszczególnych, malarz, natchniony, w innych częściach globu pełnił role podległą interesom tych, lub innych, tam i tu, w szczególności i w ogóle jego myśli poplamione farbą, a ręce pigmentem nie obdarzone szacunkiem, traktowany był podług stanu i profesji, czysto, brudno fizycznej, niestety.

W Chinach malowane na jedwabnych zwojach krajobrazy miały służyć refleksji, medytacji, ale nie celom religijnym, przechowywano je , zwoje, w drogocennych kufrach, skrzyniach by chwilach gdy pragnienie wzbudzi się w człowieku, zacznie krążyć w sieci żył i chceń, dobijać się mnogością mgnień móc je rozwinąć i zaczerpnąć haustu spokoju, by móc kontemplować ich treść nie były jednak odzwierciedleniem obrotu rzeczywistości to takie jeszcze jedzenie treści bez pośpiechu, bez potrzeby, by ktoś streścił ku pobudzeniu perystaltyki refleksji, rzuceniu światła na świst i na świat.

Dokąd płyną ryby (z obrazu Liu Caia)? Czy razem, czy też osobno? Przepadkowa rozbieżność geometrycznych myśli w czasie, czy też przestrzeni? Notatki na mankietach stygną giętkością zamyślenia porannego rozłożone na nie czynniki ostatnie, przedostatnie, kolejne, na pewno niepewnością niepierwsze, kwitną wersy, ale jeszcze nie szeleszczą wiersze. Z innych stron i z innych źródeł bije pewność jasności i gwiazda prowadzi stopy, ku zdaniom i zadaniom zmierzchom spierzchniętym i dniom pierwszym. Jeszcze, jeszcze, jeszcze… Zatrzymaj się w kontekście, w danej myśli wymość sobie smak. Lekko. Tak… Lekko tak, lekko…

[Bizon, malowidło naskalne, Altamira, źródło]

4 myśli na temat “(621). Dokąd (ryby płyną)?

      1. Być może dekonstrukcjoniści mieli rację i nie istnieje obiektywny obraz (sens) dzieła sztuki, tylko jego obraz aktualizuje się przy każdym odczytaniu, a każdy odbiorca interpretuje go wraz z całym bagażem kontekstów, jaki ze sobą niesie. Ale czy wówczas możemy mówić jeszcze o dziele sztuki czy o sztukach interpretacji? Z celami jest o tyle prościej, że zawsze można sprowadzić je do wartości czysto pragmatycznych..

        1. I tu mamy kilka ważnych kwestii. Po pierwsze, a co jeśli dekonstrukcjoniści racji nie mieli? A co jeśli jednak ją posiadali? Jakie są skutki obu perspektyw? No tak, piszesz, że każda osoba, która ogląda obraz interpretuje go z bagażem kontekstów, jaki ze sobą niesie, tyle, czy te konteksty są czytelne, jeśli nie przekazuje się tej wiedzy, a nie czyni się tak w szerokim kontekście sztuk. Czy wiemy na pewno, a jeśli tak to w jakim zakresie, o tym co autor/ka chciał/a przekazać?
          Czy cel nie równa się interpretacji? I Albo gdzie jest zbiór wspólny, a jakie są cechy różniące, i kto może temu dziełu przypisać, nadać takowe? To mnie zastanawia…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s