(207+1). O żuciu żwiru, ale najpierw o czasach, w których pieniądze rosły na drzewach.

[Przyjdą po nas inni ludzie, Jarosław Chojnacki, źródło].

Dla mnie powyższa piosenka jest metaforą procesu naukowego, postępu, czy też dochodzenia do Prawdy, opis rzeczywistości. Jest wyrazem optymizmu, ślad został. Ziarno wzeszło, i wydało plon, chociaż przyjdą inni ludzie… Nie o winie, bo win nie ma, chyba, że chybocemy się w winnicy… Czarownice, czarownicy. Nie zatrzymujmy się w drogi pół, lecz nim zmienimy się na popiół, rozmawiajmy, drążmy, oddychajmy.. Przeżyjmy, nie tylko przeżujmy.


Zmarł Philip Anderson. Mało znany poza środowiskiem fizyczek, i fizyków. Laureat Nagrody Nobla, jednej, a miał szansę na wiele więcej. Jeśli chodzi o to wyróżnienie, to w jego niedługiej historii, trzykrotne odznaczone zostały kobiety, dwie z nich miały na imię Maria. Pierwszą znamy doskonale była nią Skłodowska- Curie, drugiej (prawie) nikt nie pamięta. Uczona pochodzenia niemieckiego, urodzona w Katowicach, Maria Goeppert-Mayer, którą wyróżniono za odkrycia dotyczące struktury powłokowej jądra atomowego. Pięćdziesiąt trzy lata temu przyjechała do Warszawy w związku z obchodami tak, tak stulecia urodzin rozpromienionej Marii, która całe życie ubierała się w czerń. Trzecią laureatką (z 2018roku) jest kanadyjska fizyczka Donna Strickland nagrodę otrzymała: za metodę generowania ultrakrótkich pulsów optycznych wysokiej mocy…I tak, żyje.


Maszyna do produkcji czekolady
[Maszyna do produkcji czekolady, źródło zdjęcia].

Mocy. O mocy miało być. Lustro jako przedmiot chwyta zarówno nasz obraz jak i spojrzenie, a i nie ocenia pozwalając niejako dostrzec nam to, co chcemy, możemy, widzieć… Oto cóż, wehikuł, mechanizm czasu zzaprzyszłego. Takie to dziwy. Chociaż nie tylko Odbija się w nich Narcyz, ale też i dzewy, dziewki i dziwy, i obraz miejmy nadzieję, prawdziwy…Takie to szczęścia. I powroty, czy to ja, czy Ty? Zaraz, zaraz, pamiętasz? Brałeś niejednokrotnie na język, macałaś, znasz…

Ma zapach. Beztroski, długich letnich godzin, które nigdy zdaje nie nadgryzać i nie mijać, słońca, przyjemnej bryzy, ale przede wszystkim obietnicy, tajemnicy i przyjemności, że wszystko jeszcze przed nami. Brudzi być może myśli, a na pewno palce, czasami (a napominała niania!)i ubrania. Najtańsza i najbezpieczniejsza chemiczna przyjemność, dawana zwyczajowo w prezencie. Nie lada uprzejmość, ziarna kakaowca, theobroma cacao, czyli nie inaczej napój bogów. Człon drugi nazwy powinien miło połechtać nasze zwoje mózgowe znajomością, ale nie mylcie tegoż z napojem w kubku, być może pochłanianym na dobranoc, chociaż Casanova częstował kogo popadało od rana do wieczora częstokroć i odnowa… Z równym zapałem, i równą mocą, i przekonaniem wartym dobrej strawy. Miało być o mocy, I będzie, a jakże, to pyszny artykuł wszakże. Zatrzymajmy się na chwilę.

To, że fałszuje się żywność wiadomo, nie od dziś, a raczej od wieki wieków dla amantów i dam, tak by i Ci, których na zakup nie stać, a nawet nie siedzieć, mogli się cieszyć wspomnianym zapachem czy aromatem, ale czy na pewno? No nie żartujmy. To niekoniecznie tylko kwestia psucia produktu, czynienia go bardziej dostępnym. Nie, nie ma to być próba usprawiedliwienia, tylko zwrócenie uwagi na socjologiczne prawa obowiązujące opisujące życie produktu. Prawdziwa czekolada,- bo o niej mowa- czyż nie zgrzyta Ci oksymoronem to określenie? Jeśli nie, to cóż, przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka jak mawiał Arystoteles, czekolada to czyste kakao. Jeśli pojawiał się produkt wysokiej jakości, który nie tylko zyskiwał popularność, ale za jego pomocą również określano status społeczno- ekonomiczny, osoby, które chciały być włączone do danej grupy, ale nie było ich stać na to nabywały produkty zbliżone do pierwowzoru, tworzył się rynek, oczywiście jest to silnie związane chociażby ze sposobami produkcji. Moglibyśmy, mogłybyśmy powiedzieć „prawdziwa czekolada”, tu już rozgraniczamy na to, co oryginalne, i co takowym nie jest składa się ze wspomnianych ziaren kakaowca. Pierwszy człon nazwy pochodzi z greckiego theos, czyli bóg, drugi: broma– czyli jedzenie. Eliksir przyjemności, rozpływa się w ustach, a nie w dłoni, i nic wybuchu szczęścia nie zgodni, nie chłodzi o popularne drażetki z reklamy, ale o aromat kilkuset chemicznych składników kakao, zapach, i smak, rozwija się niczym kwiat, stopniowo, dlatego nie przeżuwamy jej, ale by przeżyć i doświadczyć owego pokarmu bogów, czy też bogiń, i nie mówimy przepadnij zgiń! (za wcześnie) Warto potrzymać kostki w ustach, niech same się rozpłyną, i do tego oddychać przez nos, nie tylko by zapewnić sobie dopływ tlenu, ale także by napowietrzyć czekoladę wydobywając z niej aromat,czyli jednak ssać, a nie żuć, tak by poczuć, zaznać i doznać.

Nie tak dawno, bo w XIX wieku Rodolphe Lindt tak umiejętnie podrzucał i równocześnie poddawał działaniu ciepła czekoladę, że wydobywał z niej podobnież poematy dla podniebienia to co miało się połączyć, łączyło to, co ulotnić (niepożądane związki) tegoż nie stwierdzono , dzisiaj tę technikę nazywamy konszowaniem, to dzięki jej zastosowaniu zmniejszeniu ulega nie tylko lepkość produktu, czy kwasowość (tak jak przy ziarnach kawy, ta jest pożądana), ale przede wszystkim odparowuje nadmiar wody (do czterdziestu procent mniej) ten proces przebiega bardzo intensywnie, trwa trzy dni, dzięki niemu czekolada zyskuje aksamitną fakturę, i możemy pożegnać się z goryczą (to znaczy, ze złą goryczą, taką, którą koneserki i koneserzy kawy mogą kojarzyć z prze-parzonego ziarna). Ni mniej, ni więcej, odkładając proces produkcji na dowolnie wybrany, wyprany, i wyparzony, niczym maseczka wielokrotnego użytku w czasach pandemii, book wiemy doskonale, że czekolada ma właściwości, o których nie śniło się nawet fizjologom, o! W literaturze, możemy przeczytać, że stanowi doskonałe remedium po ataku dementora, czy może poruszyć mieszkańców i mieszkanki małego miasteczka (powieść autorstwa Joanne Harris). Tak, tak to fikcja literacka, no niestety. Niemniej… Jeśli komuś zawrze na styku neuronaliów i skojawrzy się z tajemnicą, pożądaniem, i smakiem na czubku najsilniejszego mięśnia w naszym ciele, toż to już wiele… Toż to już namacalne, organoleptyczne czucia i od- czucia. Czekolada zawiera także takie rozwiązki i związki, które delikatnie oddziaływają na psychikę,a jeśli do tego dodamy wspomnienia chwil miłych, acz dawno minionych… Nie skąpo skąpanych w kofeinie i teobrominie…. Fakt, kubek napełniony kakao może zawierać aż do dwudziestu pięciu miligramów kofeiny, czyli mniej więcej tyle ile napój, który zwiemy kawą rozpuszczalną (wiemy już, że nie jest to kawa ze swej istoty, a jedynie z podobieństwa, chociaż i to, wątpliwe), o magnezie słyszała już chyba każda osoba, jednak o anandaminie, jednak w śladowych ilościach, pewnie już mniej. Jeśli kojarzy Ci się z neuroprzekaźnikiem, który służy do przysłania sygnałów między komórkami nerwowymi, to na wyraz słusznie, jeśli nie, to (niech) zacznie,będzie zacnie, czyż nie? Wpływa także na ten typ neuronów, na który oddziałują konopie. Jednak nie kopie, a to dlatego, że w czekoladzie jest bardzo, bardzo mało tego ż, także cóż, palce lizać bo placebo. I tu, dochodzimy do wniosków, które mogą okazać się ciekawe, cóż czekolada nie jest niezawodnym anty stresorem, o wody już się pozbyliśmy w trakcie procesu konszowania… Może wywołać krótkotrwałe poczucie przyjemności, ale cóż, nie jest środkiem antystresowym, antydepresyjnym, chociaż może przyczynić się do odczuwania, czy wzbudzenia poczucia winy, po spożyciu nie tylko przy winie. czyli wprost przeciwnie, niż postulują osoby delektujące się smakiem dużej lub małej czarnej dużej, coraz dłużej… I częściej jak gęściej. Czekolada jaka jest każda osoba widzi, ale, ale…

Ale meksyk…Pieniądze rosną na drzewach!

Zarówno produkt jak i jego określenie pochodzi z terenów tropikalnych (dżungla,dżungla) chociaż są też teorie inne, określające ściślej i bardziej dokładnie pochodzenie np z języka nahualt od słowa xocatl (lub chocolatl), albo od cacahualt ostatnie określenie oznacza wodę kakaową- pamiętajmy, że czekolada na początku była napojem. Dopiero Hiszpanie mieli zapożyczyć i przekształcić nazwę, a owo śmierdzące majstrowanie przy nomenklaturze wynikało z tego, że hiszpańskie caca to slangowe określenie główna, a jeśli wziąć pod uwagę konsystencję produktu (grudki,to nic, ale ten brązowy kleisty płyn… Pamiętasz) to cóż, nie mogło być one bardziej… Niesprzyjające sprzedaży. Jeśli już sobie tak wędrujemy przez tę dżunglę historii z butelką pełną może nie czekolady, ale przygód, to pamiętajmy, że czekolada ma długą biografię ponad trzy tysiące lat temu odkryli ją Olmekowie, czyli lud, który zamieszkiwał tereny dzisiejszego Meksyku. To oni pierwsi nie tylko udomowili drzewa kakaowca, ale sporządzali z ich owoców cudownie gorzki napój. Honduras miłośniczkom i miłośnikom kawy kojarzy się jednoznacznie, niemniej warto wspomnieć, że istnieją źródła, nie nie chodzi o rzekę pełną mleka, bądź czekolady, nie wspominajmy o Brzechwie, ale o tych pisanych, według których, wiemy, że mieszkanki i mieszkanki Hondurasu już około 1500 roku (p.n.e )raczyli się gorzkim sfermentowanym napojem: czekoladą, chociaż pewnie ten wynalazek nie był pożądany, woleli by otrzymać alkohol, a tu takie obroty ciał nie niebieskich… To była taka przydomowa produkcja, na własne, ciasne, małe znaczy, potrzeby dopiero Majowie nabrali i pewności i rozmachu, nie tylko ją popijali, ale dodawali do dań wszelakich, gdzie się tylko dało, a gdzie nie, to przynajmniej próbowali, można śmiało powiedzieć, że czekolada z wanilią, miodem, nie jest wymysłem naszych czasów, czyli w użyciu było także chili, a jakże! Aztekowie na tyle cenili ów produkt, że wykorzystywano go także podczas obrzędów religijnych. I już nie chodziło o otrzymanie produktu wyskokowego. No i nie zapominajmy, że była to waluta. Tak, masz rację, pieniądze jednak rosną na drzewach, może i nie spadają z nieba, ale z wysokości korony tego co z ziemi wyrasta no i huk, mogą spać na bruk lądując u Twoich nóg, stóp, procentowych… No cóż, pomarzyć można.

Rodowód czekolady może zadziwiać, zwłaszcza gdy sobie uświadomimy fakt, że do Europy dotarła dopiero w XVI wieku wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, w niewielkich ilościach i nie podbiwszy podniebień mieszkańców i mieszkanek tych rejonów. Nie jesteśmy pępkiem świata, chociaż w naszych przyrodzonych przydziałowych pępkach mieszka tyle bakterii, ile w lesie deszczowym, podobno, ale te ciekawostki zostawmy w spokoju, a przynajmniej w naszych umbilicusach, co innego opowieści gorzkiej treści te, które wiódł Hernán Cortés de Monroy Pizarro Altamirano, marqués del Valle de Oaxaca znany jako zdobywca Meksyku (krócej nie?).Pisał, pisał, wiele jak to na dworze cesarza Motecuhzoma w pucharach złotych podawany jest napój o nadzwyczajnych właściwościach, można nie jeść cały dzień gdy się go spożyje! A jeśli dodać, że władca ów, zanim udał się do łożnicy, w celach wiadomych, spożywał bez mała dużą dawkę ostro przyrządzanego napoju, tak około pięćdziesięciu pucharach złotych. Oto jest pytanie nurtujące mnie wielce, dlaczego się wiercę, zatwardzenie, czy harce? Nie to, żeby smakował, co to to nie, ale można go eksportować, czyli jednak pieniądze rosną na drzewach w ciągu dalszym. A jeśli już o celach pisać, to weźmy na cel…

Pierwszymi testerkami i testerami nowego produktu w Europie byli mnisi i zakonnice zamieszkujący, a jakże inaczej, Hiszpanię, z tym zastrzeżeniem, że tę Nową Hiszpanię, po prostu mieli na co dzień i jakoś tak owo spożywanie weszło im w krwiobieg, w nawyk znaczy się. Jeśli miała postać ciała stałego, przez czas jakiś przynajmniej nie budziła sprzeciwu, jeśli płynną rzecz miała się zgoła inaczej, wszak to grzeszna przyjemność, której mówimy: dość!

Szeroko dyskutowano o tym, co można, a czego nie można spożywać, nie zapomnijmy o tym, że przecież kalendarz najeżony był dniami, w których należało zachować post. (Ścisły), i tak spotykają się praktyki duchowe z twardym rachunkiem ekonomicznym. Długa, wyboista i nieoczywista droga wiodła czekoladowe jajka na stoły, czy to bożonarodzeniowe, czy wielkanocne, nie pomyślimy o tym wieszając czekoladową gwiazdę na zielonym drzewku. Ponieważ monopol na ów gorzki, acz dochodowy produkt mieli Hiszpanie nie zdobywał on stołów europejskich poza tą krainą geograficzną, a przynajmniej nie tak szybko, stan uległ zmianie gdy Holenderska Kampania Wschodnioindyska także nie wtrąciła swoich trzech guldenów… Czekoladę zaczęto spożywać w kawiarniach (tylko tych modnych) zyskała popularność, o czym się rzadko mówi, a i piszę, a ja spieszę, w tym samym czasie co kawa, czy herbata, tyle, że była o niebo, siódme niebo o wiele od nich droższa.

[Dziewczyna z czekoladą, Jean-Étienne Liotard(1744), Galeria Drezdeńska, Drezno, źródło]. Prawda, że piękny?

Niech Cię nie zwiedzie piękny obraz Liotarda, zresztą, jego najsłynniejszy, pełen pastelowych barw, pikantnych szczegółów, niczym zagnieceń na fartuchu czarny napój ma też gorzko ciemną kartę w historii, ponieważ czekoladę podawano z takimi przyprawami jak imbir, anyż, pieprz doskonale nadawała się by wrzucono tam, niby przepadkiem jeszcze jedną, arszenik, któż wiedział, że ma właściwości takie, że można zmienić adres zameldowania, ze skutkiem natychmiastowym? Kto wiedział, ten wiedział i skrzętnie z tej wiedzy korzystał… Dlatego po śmierci Henriego Purcella krążyć zaczęły plotki… Czekolada miała odbić się nie tylko czkawką… Na szczęście muzyka się ostała…

Henry Parcell źródło

W XVIII wieku czekolada robiła zawrotną karierę towarzysząc innym mrocznym zabawom towarzyskim w postaci czopków… Jako środek leczący hemoroidy, ale to nie jest najbardziej mroczna strona uciech oświeceniowych. Aż dziw, że strasznym statecznym angielskim mieszczanom kojarzyła się ze zdrową żywnością,ale wiek XIX rządzi się własnymi prawami…I nie chodzi o Newtona, tu wrażeń new tona spada, czy produkować czekoladę wypada? Cztery największe zakłady w Anglii prowadzili kwakrzy, którzy uznali czekoladowy napój jako remedium na diabelski, czyli kawę, czy należy im się dziwić? Niekoniecznie. Ludzie pracujący w fabrykach częstokroć nadużywali nie tylko tytoniu, jak również napojów wyskokowych, które wprawiały nie tyko w zdumienie, uzależniały, a ludzie leżeli nierówno, a pokotem i pod kątem pokątnie, to wprost to po przekątnej i nie tylko uprawiano spacery po osi współrzędnych, rządnych, sinusoidach, ale po linii nie produkcyjnej, ale pochyłej… W tym czasie, na początku w USA pojawia się po raz pierwszy przekleństwo koneserów, czyli wyprodukowana przez Miltona Hershey‚a czekolada mleczna…I haj, czyli popyt na nią był, ale tylko w Stanach jak najbardziej Zjednoczonych, na terytorium Europy po raz kolejny, a raczej pierwszy, nie podbiła podniebień, no bo któż by chciał żuć żwir o smaku sera? Jakże wiele i jak niewiele się w tej materii zmieniło… Na przykład nadal aktualne jest…

Pytanie czy można się od niej uzależnić? Nie, co innego produkty czekoladopodobne, z którymi częstokroć mamy do czynienia, a to dlatego, że najwięcej na produkcie zwanym czekoladą zarabiają osoby pośredniczące w procesie, czyli będące w łańcuchu pokarmowym, czekoladowym pomiędzy plantatorami, a osobami chcącymi skonsumować. Ropa zyskała sobie miano czarnego złota, tak ale pretendentów, czy pretendentek do tegoż określenia jest co najmniej kilka, taka klika, w tym, to co kila nasze podniebienia łechce, czekolada, na giełdzie papierów wartościowych (i nie mam tu na myśli problemów z dostępnością papieru toaletowego w ostatnim czasie) dorobiono się nie lada fortun obracając tym dobrem! Zupełnie go nie widząc, nie wąchając, nie dotykając, nic, a nic. Ciemna czekolada, nie, nie chodzi o jej historię spod ciemnej gwiazdy, o wysokiej zawartości kakao to zupełnie coś innego niż tłuszcz z cukrem, mieniący się tą nazwą… Przeklęty Milton, to on wprowadził produkt mleczny, to on!

Bomba (kaloryczna) czyli puzderka ozdobne i cała reszta dekoracji: bombonierka cały ten kram z oleodrukowym portretem sześcioletniej dziewczynki, była pomysłem Richarda Cadbury‚ego już? (już?- wolne żarty)w roku 1868 roku wprowadził go w życie, a pierwsze nadziewane pralinoczekolady pojawiły się na rynku w 1913, ale dość żonglowania datami… Jeśli chodzi o kalorię, czyli ustrojstwo, którego nie stwierdzono okiem gołym, a wszystkim idzie w biodra, co powabu ujmie, a nie uda, nie doda to chodzi o uzależniającą moc cukru (z towarzyszeniem tłuszczu, tam czy tu, w prawdziwym kakao takich frykasów nie znajdziemy), a ponieważ ewolucyjnie, w dalekiej przeszłości produkty te dostarczały dwunożnym energie, to znaczy te, bogate w cukier i tłuszcz dużo energii, no to nie trudno się domyślić skutków… I powabu… Pamięć zaiste nieulotna jest, przynajmniej ciała, choćby chciała…

Tak, na widok czekolady, mlecznej, niektóre osoby doznają czegoś, co określilibyśmy, odruchem Pawłowa, czyli nadmiernym (nie metaforycznym, a fizjologicznym) ślinieniem się, czy przyspieszonym biciem serducha. I tu następuje miejsce na błąd, to nie jest -jak podsuwa nam myśl smakowita- świadectwo uzależnienia od czekolady, ale myśl, tak myśl, która staje się ciałem, przynajmniej w wyobrażeniu, czyli, krótko rzecz ujmując oczkowanie, oczekiwanie na przyjemność, której doświadczenie i doświadczanie już za chwileczkę, już za momencik, stanie się udziałem tychże osób, już oczyskami wyobraźni pochłaniają to i owo, zwłaszcza owo. To, co może nam poprawić (na krótko) nastrój to dawka cukru, a mamy nań większą ochotę jeśli jesteśmy przygnębione/ przygnębieni, dowiodło to np badanie na szczurach (na dwunożnych takowoż, znaczy, nie na dwunożnych szczurach, ach…) ale owa tabliczka, by nie powiedzieć ta- bela czekolady ma dwa końce, jeśli jedzenie wywołuje poczucie winy, coś tu śmierdzi, tak, zdecydowanie, może to być i haust winy jeśli poczytamy sięgnięcie po czekoladę jako uleganie pokusom, którym powinnyśmy, powinniśmy sprostać to znaczy, z podniesioną głową po prostu je minąć… A tu po prostu umorusani jesteśmy po uszy… Nie wiedzieć kiedy, i skąd… A jeśli sięgają po mleczny związek cukru i tłuszczu by sobie strój poprawić, to znaczy przyozdobić go dodatkowymi kilogramami, nie wróć, chodzi by coś na strój narzucić, nawrzucać komuś, dać w prezencie (noż to bomb- o- nierka jaskrawi się w innym świetle (byle nie rentgenowskim!) znaczy, chodziło mi tylko, o poprawianie, o poprawianie, nie Rubensa, toż to, tonę, tonę w nonsensach, kto poprawiać by chciał Rubensa, chodziło mi o poprawianie nastroju, o nastroju poprawianie, o… Noż ktos/ia by uniosła ten temat… ? Chodzi o to, że jeśli ktoś lub ktosia sobie znajdzie panaceum na kłopoty w czekoladzie mlecznej zażywania, nie tylko nie zmieści się w ubrania, nie tylko nie wróci do formy, ale nastrój będzie jak strój rozciągnięty, i coraz bardziej podatny na działanie grawitacji…

[Grzegorz Turnau, Barbara Stępniak Wilk, Bombonierka źródło].

Powyższa ilustracja muzyczna jest metaforą nie,nie stosunków międzyludzkich geometrią bierek trójkątów, czworokątów obierek z bomb!onierek stycznych, ale- z jednej strony, tej bardziej gorzkiej pokazuje skojawrzenia pierwsze- i to często chybione one, z drugiej ukazuje jak czekolada i myślenie o niej zagnieździło się w kulturze europejskiej, czyż nie życzymy słodkiego miłego tycia? Noż to słodki sen dietetyczek i dietetyków praktyków. Słodkiego miłego szycia życia jak śpiewał pewien zespół polski. I , tu znów powrót do interludium powyższego, jak mylnie określana mleczna czekolada krzyczy zadra, zadra, zdrada. To, że wraz z produktem Olmeków importowano również ich wierzenia co do właściwości czekolady mówi się jeszcze mniej, niż o pochodzeniu produktu, czekolada miała być remedium na wiele chorób. Świadczyć może o tym aztecki dokument Codex Badianus, a raczej jego tłumaczenie z 1552 roku, gdzie napotykamy na spis leków ziołowych, w tym i kakao, jako środka przeciw zmęczeniu, ale myli się osoba, która twierdzi, że to jedyna zaleta przypisywana remediom tworzonym na bazie kaka o takie: O! Podagra, gorączka, zanik pokarmu , obniżenie libido, a choroby przenoszone drogą płciową, w tym syfilis,i można by było wymieniać, zamieniać wymieniać, że nie starczyło by tchu, oddech stał by się krótki, a na to też zalecano kakao.O. O problemach w trawieniu, a raczej zaradzeniu im pisałam także, lista jest długa, długa, i jeszcze dłuższa z właściwościami odchudzającymi (nie portfel, a obwód w talii, i nie jest to talia kart) na czole, na czele, ma zalet czekolada wiele, wiele, wiele. O, o jest ich wiele, więcej niż wiele… Mnogości sięgają niemalże nieskończoności również dlatego, że osoby, które zajmowały się dostawą czekolady, częstokroć dostarczały również medykamenty, takież to praktyki, takież eksperymenty… Czy czegoś nam to nie przypomina, co zrzedła mina? Czy też na minę wsadziliśmy nie jedną myśl? Środek dostępny w aptece, no ma się rozumieć, że tylko w tych dobrych… Ślinka cieknie nie tylko na myśl, o pierwszej otwartej w Paryżu chocolaterie Debauve & Gallais w 1800 roku przez farmaceutę Sulpice’a Debauve. Sprzedawał np czekoladki z kwiatem pomarańczy, mającym ukoić zszargane nerwy wystawione na manewry, zapobiegać spazmom, wybuchom wku… r..nia, słowem nie wrzenia, czekoladki z mleczem, dla osób sprintem wpadającym w szał, pewnie szałwia też była w asortymentu odmęcie, nie zapomniał też o mięcie. O czekoladzie z ambrą, to ta, dla cierpiących. Aż cierpnie myśl o rachubach i rachunkach, nie różnicowych, o należnościach, długach, i włościach…(które można było zastawić). Zarówno w Anglii jak i we Francji uważano specyfik jako ten przydatny nie tylko dla osób zajmujących się fryzjerstwem, czyli cieszących się jeśli mogli (u)czesać afro! o taki afrodyzjak…Czy jakoś tak… Chociaż odpowiedź, na poważnie już postawione (ważnie, czyli tak, że się nie chybocze:) ) pytanie, czy jest, czy nie jest afrodyzjakiem, jest. Nierozstrzygnięte, ależ, czy sama wiara nie jest w stanie przenosić wiadra, pucharów napełnionych czekoladą? Boo… Placebo… Czego chcieć więcej? Uśiąść z książką, uciąć sobie potem pogawędkę, czy zapatrzeć się na obraz autorstwa Jeana-Étienne’a Liotard’a uprzednio zaparzywszy sobie małe co – nie- co w kubku, czy to tak wiele? Pewnie tak. Takaż to breweria… Pozdrowienia na dnia peryferiach…

6 myśli na temat “(207+1). O żuciu żwiru, ale najpierw o czasach, w których pieniądze rosły na drzewach.

  1. Zostawiasz u mnie na blogu informację, że często piszę, ale co tam moje wpisy. Ot zwykłe wyrobnictwo i rzemiosło. Tutaj jest zaiste moc i barwa I swobodny przepływ myśli pobudzający do działania. Sam czekoladkę nie powiem zjem, ale jakoś do napoju nie jestem przekonany. Dawnymi czasy było takie kakao „Cola cao” i chyba tego smaku dzieciństwa nie da się odtworzyć. Natchnęłaś mnie żeby poszukać czy czasem gdzieś na sklepowych półkach nie ma tego kakao rozpuszczalnego. Tymczasem miłego dnia!

    1. Cześć,
      Piszesz często, i czytasz, chociaż dobór tytułów jest chyba ostatnio kompatybilny z sytuacją? Zatem zapraszam do czytania i komentowania, pewnie nie tak gęsto, ale…
      Za komplement dziękuję.
      Pewnie smaku dzieciństwa nie da się otworzyć, pamiętam jak kiedyś dostałam fragment bloku czekoladowego, do tej pory szukam tego smaku, a ciepłe lody pamiętasz?
      Dobrego dnia również! :-).
      Owocnych, tfu, czekoladowych poszukiwań spełnienia.

    1. Jak się zgubiłeś, to zawsze możesz się znaleźć, odnaleźć. :-). A tam strzec, ważne by tekst trafił pod strzechy, strzygę uszami i piszę kolejny. I zapraszam oczywiście. Dobrego wieczoru. :-).

  2. Lustra, czekolada, może tak czekoladowe lustra? Ja dodam tylko od siebie przyziemnie nieco, że muzea czekolady i inne podobne interaktywno-własnoręczne instytucje to miejsca ciekawe, a i dla dzieci frajdy dużo niosące. A i różnych czekoladowych etapów można spróbować zmysłami różnemi.

  3. Czekoladowe lustra i jeszcze może słodkie wizerunki? Muzea czekolady, myślę, że to fantastyczny pomył. Nie tylko dla dzieci. Czekoladę tylko zmysłami różnemi. Wyobraźnia pracuje, co? :-).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s