(618). Ponudźmy (się) i ponućmy z z(a) Josephem-Mauricem…Może trochę posmućmy, a na pewno po: wspominajmy.

Cisza na skronie, na powieki, stopy cytaty z nieznanych dzieł otwierają nagabywania otchłani równań z wieloma niewiadomymi. Ravel po tym jak skomponował utwór, ten, który był zamówiony przez Idę Rubinstein do udźwiękowienia przedstawienia baletowego, tak, ten sam, który na początku był wyszydzany, krytykowany, ludzie wychodzili z teatrów i filharmonii, gdy rozbrzmiewał, można śmiało nazwać go studium nudy na dwadzieścia sześć instrumenty, ten sam, który dzisiaj jest wzorem lekcji instrumentoznawstwa. I oczywiście, ubóstwiany zarówno przez krytykę jak i publiczność (zawsze zastanawiało mnie to rozgraniczenie, przecież aby wydać ocenę trzeba zapoznać się z dziełem, a więc jest się publicznością, ale to nakreślenie stosunków, niejako stawianie się wyżej niż publiczność) . Mówi się, że Bolero , tak, tak, to Bolero, grane jest tak często na Niebieskiej Kropce, że z zegarkiem w ręku można odmierzyć czas i powiedzieć, że rozpoczyna się co dziesięć minut, a jeśli trwa co najmniej od piętnastu do siedemnastu minut (a i dłużej- o wiele) to można powiedzieć, że nie milknie… Nigdy. Nie dziwi fakt, że Ravel-szofer , czy Ravel bibliofil i miłośnik francuskich papierosów już bez Adelajdy, jako jeden z pierwszych, jak nie pierwszy, docenił możliwości technologiczne, czy też techniczne i by rozpowszechnić swą twórczość nagrał na płytę gramofonową swoje kawałki. Zmarł bezpotomnie, a o prawa do jego dzieł (majątkowych rzecz jasna) rozgorzała batalia. Dziś, wygasły już prawa autorskie do rzeczonego utworu, i dlatego, Bolero będzie rozbrzmiewało jeszcze częściej i gęściej. Czy można to sobie wyobrazić? Czy uszami wymacać.

Lubię nasączać się muzyką gdy zapada się wzrok nocy w bezkresność macając masażem kształty i wyróżniki wyostrzając smak. Mam w pamięci geometryczne przechadzki Pitagorasa. Wymeldowuje się z miejsc i zdarzeń, odznaczam się otaczając przestrzenią. Dźwięku. Dźwięk ku kształtom.

Co się zdarzy przy drodze- nie wraca,
i to co w wieczność odchodzi- ginie.
(…)
Nie płacz, nie płacz, zawsze pozostaje
tabun drzew niby masztów ze złota,
jeszcze pragnień w powietrzu śpiewanie,
jeszcze w trawach wędrówka zostanie (…)

[Wesele poety, Krzysztof Kamil Baczyński, [w:] Ten czas, s. 310].

Igora (który mi to dał raj –Mitoraja) (jego dzieło) rozumiem, a w zasadzie, zaczynam, nieśmiało i całkiem tak, tak po cichu jak powoli po woli lecz niespiesznie śmiało, tam rzeźba choć nie ma nóg potrafi mrugnąć powiekami po wieki przez wieki.

Piękno jest o wiele dalej i o wiele trudniejsze niż pierwsze wrzenie i wejrzenie, dalej niż pierwszy zachwyt, chwyt za powroty i od- jazdy, objazdy. Nomadia stosowana do płyt, nut, wiecznego zakrętu życiowego i na party perty tu, nie miejsca, lecz leż na party tu tu w turze, czyli twoja kolej na partyturze (e)migracja wewnętrzna. Niekoniecznie przystając na zasłuchanie łyk Bolera. Może być i Lutosławski, albo nie taki straszny (ale starszy) jak go malują chorał, co się poczochrał po nutach i notacjach. Ot, piosenka, studium nuty na solo i chórek

[Przedmieście, Zbigniew Wodecki, muz.: Marian Zimiński, sł.: Stanisław Halny, Orkiestra pod dyrekcją Wojciecha Trzcińskiego oraz zespół Alibabki, Polskie Nagrania 1976, źródło].

Przepływa żyłkami ciepłych myśli piosenka trącając cień zmarszczek wygładzając na twarzy,nadzieję upchaną do butów, czy po kieszeniach zgubioną, szeleszczącą jednakże wspomnieniem z dawnego świtu, z zasp, którego budzą się dźwiękonalia niedokonane jeszcze kroki i nierozpoczęte słowa, niepoczęte rozmowy. Ścierpnięta cierpliwość, nie popada jeszcze, jeszcze w wątpliwość, nie rozciągnęła jeszcze zmysłu u wag, uwag.

A mnie to jednak się nie zdarza lecz zderza, kotłuje się tekst, napiera, i zostaje w żyłach, w ciele, w myślach niczym korowód wód atramentowych. Tętni w te dni, strony i zagamgnienia i zmagania zaplątane w istnienia. Jak zapożyczenia z muzyki klasycznej. Wszystko jest muzyką, albo czymś- zupełnie-innym. Muzyką, albo lotem ptaka w przestrzeń szumu skrzydeł. I powracają echa myśli, zamierzeń zmierzwień. Niczym melodia nie zazdrosnego niczym Pitagoras, bliżej, znacznie bliżej kołysanki. Swoją drogą, no bo czyją? Do diaska- czy twórca jednego z polskich podręczników do nauczania matematyki miał świadomość, że Pitagoras, jak raz ten sam, stworzył sektę, a dokonane przez innych odkrycia, przypisywał, tak sobie, chyba nie to miał na myśli, nie Pitagoras, a ów Autor, pisząc i obiecując I ty, możesz zostać Pitagorasem? Takie kontynuaria korepetycji z matematyki.

[źródło]

Lepiej siedzieć. Rozciągając znaczenia, niwelując zmęczenia, obłok puszczając z ust, bajać na biegunach labiryntów map. Nasłuchując akordu następnego gorzkiego światła. Bingo! Banjo. Rondo, bolero. Chociaż… Chociaż, gra mandolina! Czyli spacer jak z nut. Zatrzymajmy się chwilkę, jeśli już o tym. Banjo i mandolina- jako instrumenty, często postrzegane są w tandemie. Oczywiście są to instrumenty strunowe, chociaż nie nowe. Mandolina neapolitańska, czyli w wydaniu klasycznym, oj i to bardzo klasycznym, bo jej historia sięga aż lat czterdziestych (wieku XVIII) i można powiedzieć, że jest bliską kuzynką lutni – z jej sopranowej odmiany. Powiedzmy sobie szczerze, ten instrument na el jest wiodącym w renesansie, stracił na popularności gdy narodziła się, tak, tak, mandolina. Nie dziwi więc fakt, posiadania (przyrodniego) rodzeństwa… A jeśli powiem, a napiszę,raczej, że owa odmiana sopra-nie-nowa, nazywana była mandolą? Oż, kroi nam się kroi, dola mandoliny. Wszystkie sznurki, a raczej liny prowadzą do mandoliny. Spacer niczym po sznurku…Jeśli geograficznie kreślić doliny, i kraje, to mandolina pochodzi z Włoch. A jej mniej popularna odmiana możemy umiejscowić w Mediolanie (ta z sześcioma— pojedynczymi lub podwójnymi— strunami). Jaki jest znany obraz mandoliny? Jako akompaniament dla wagabundów, ulicznych grajków, czy skaldów, a to dlatego, że odmiennie od czarnego olbrzyma, była po prostu instrumentem poręcznym i podręcznym tj. mobilnym. Lutnia i mandolina często były ze sobą mydlone, tfu, mylone tak jak zresztą z gitarą. Poszukajmy i tu, punktów stycznych, czy ja pisałam już o tym, że wszystkie te instrumenty były używane przez ulicznych grajków? Co tam graj, graj ku ku grajkom, ale przez obiadowe dojazdowe, tfu, objazdowe, trupy aktorskie. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego grupa aktorsko- taneczna, czyli animacja w wiekach wcześniejszych, nosiła nazwę trupa, czy dlatego, że ludziom tym, zabawom i hulankom i swawolom towarzyszył alkohol (w słusznej ilości!) i zalewano się w trupa? A może dlatego, że widziano i widywano wtedy, i czar(t)y i mary? I Mary, i mary, i marathony, czyli śpiewano cienko, czy jeszcze cieniej gdy widywano owe cienie? Nie w ciemię (chociaż może i?) bici byli Ci, co grali, chociaż można powiedzieć, że otrzaskani byli z muzyką za pan brat, chociaż otrzaskani przez różnych, bo muzyka, zabawa, alko, plus chętki do bitki, często razem łączono- mieszanka wybuch- nie nowa.

[Karel Dujardins, commedia dell’arte, około 1657 (Luwr), wolny dostęp: źródło].

Powyżej na obrazie holenderskiego malarza Karela Dujardina, widać… Gitarrę. Chociaż, oczywiście, jeśli chodzi o comedię dell’arte to komedianci często grywali też na mandolinie. Jeśli chodzi o kulturę bliższą naszemu uchu, to I zespół Filipinki wspominały o instrumencie na m (Bal Arelkina- arlekin to postać z komedii dell’arte, tak więc zespół ocalił nie tylko pamięć o przykurzonym nieco dzisiaj instrumencie) i Andrzej Sikorowski w duecie Michałem Jurkiewiczem (w piosence pt. Piosenka o drezynie). Mandolina jest figurą porządku, który odchodzi, jeśli już nie minął,jeśli już nie odszedł:...to nie te czasy, arlekinie, nie te czasy, dziś, saksofony, arlekinie kontrabasy, i oczywiście zmiana metrum, nie tylko w piosence z 1964 roku. I choć utwór wykonywany przez zespół Filipinki jest spokojna, to na świecie, w muzyce dzieje się o wiele więcej wrzawy, czy buntu, raczej tam, niż tu. Jednakże wychyna i mandolina, i Bolero, już nie jako czas miniony, ale nadal aktualny tyle, że w innych dekoracjach. Chociaż szczęsna mandolina, choć wspomniana przez Hummela,czy Vivaldiego (koncerty mandolinowe) ponieważ jej dźwięk był za cichy, na wiek pary gdzie szał był na instrumentarium szarpane, dzisiaj może nieco tylko zakwilić za moment, z chwili na chwilę, więc ponudźmy się troszkę i ponudźmy i ponućmy za Josephem-Maurice Ravelem…Owe studium nudy dajmy parę w gwizd(ek), świst i tę turę na party turę, i w rurę. Impresja, w muzyce nie prze-mija. Jak słychać, jak widać, jak czuć… (Mam nadzieję, mam nadzieję, że się nie nadziejesz). Sztuka odpoczynku praktykowana w czterech ścianach ma znaczenie, da ukojenie, remedium na zmęczenie, może łyk nie-spiesznej tej poważną zwaną? Kto za? I kto ze mną? Nim dni miną… Nim dni znikną, nim zamilkną, za szybko, za szybko mkną, milczą i mokną myślą (nie jedną) a rozpisaną na dwadzieścia sześć instrumentów. I jeden głos.

6 myśli na temat “(618). Ponudźmy (się) i ponućmy z z(a) Josephem-Mauricem…Może trochę posmućmy, a na pewno po: wspominajmy.

  1. OMG
    Twoje posty zawsze są takie interesujące, czytając popadam w kompleksy. W dzisiejszym poście pojawia się wiele ciekawych postaci: Wodecki, Ravel, Vivaldi, Sikorowski, Mitoraj. Znam obrazy Dujardin’a. Widziałam je w amsterdamskim Rijksmuseum oraz w Luwrze. Niestety,nie potrafię ich ciekawie zaprezentować.
    Serdecznie pozdrawiam:).

    1. Dziękuję za dobre słowa :-). Ludzie mają różne talenty, i to jest fantastyczne. Mam nadzieję, że do przeczytania, i do zobaczenia- w komentarzach.
      Fajnie, że mogłam Cię ucieszyć. :-).
      Widziane na żywo obrazy (Dujardin’a) są nadal tak interesujące?
      Serdeczności.

  2. Jestem maniaczką muzealną. Bardzo żałuję, że nie mam talentu pisarskiego i nie potrafię opisać tych wszystkich wspaniałych obrazów, które oglądałam i którymi się zachwycałam. Doskonale wiem, że talent należy rozwijać, pielęgnować, dbać o niego i chronić.
    A wracając do Dujardin’a, jego obrazy są fascynujące. Muszę się przyznać, ze odniosłam dziwne wrażenie, że większość jego prac nie została przez niego namalowana. Zauważyłam w jego obrazach bardzo duży wpływ Caravaggia. Być może się mylę ale takie były moje odczucia.
    Ślę Ci moc serdeczności:)

    1. Lubię wizyty w muzeach, ale tych prowadzonych z pasją, rzadko mam jednak taką możliwość. Tak na szybko przypomina mi się malutka wystawa mieszcząca się w dwóch pokojach poświęcona Wisławie Szymborskiej, książki na półkach, reprodukcję Nagrody Nobla… Mała przestrzeń, ale fantastycznie zagospodarowana. (Jeśli można użyć takiego słowa).
      Tak talent trzeba chronić można też rozwijać. Tyle, że te, są różne. Nieszczęśliwość takich programów talent show jest takowa, że rzucają światło na niektóre utwierdzając osoby oglądające o tym, że istnieją tylko i wyłącznie takie ich rodzaje jakie widać.
      Jedne osoby mają talent do pisania, drugie do szydełkowania, trzecie do śpiewania, a jeszcze kolejne do robienia zdjęć, wędrowania, wymieniając nie starczyło by czcionki, i cierpliwości czytelniczej.

      Twoje włoskie skojarzenie jest słuszne bo przecież Dujardin nie tylko kształcił się pod okiem i pędzlem Nicolaesa Berghem’a ale również wyjechał do Włoch udzielając się tam bardzo aktywnie. A tak na marginesie zupełnie Caravaggio był niezłym awanturnikiem… Dobrej środy, A Twój ulubiony malarz/ malarka? Pozdrawiam również.

  3. Moim ulubionym malarzem jest… Albrecht Dürer. Widziałam sporo jego obrazów i rysunków m.in. w: Starej Pinakotece w Monachium, w galerii Obrazów Starych Mistrzów w Dreźnie, National Gallery w Londynie, Nationalmuseum w Norymberdze, w Luwrze, Prado w Madrycie, Uffizi we Florencji, Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu. Jestem zakochana w jego Autoportrecie w futrze. Stałam przed obrazem jak zahipnotyzowana. Moja postawa zaciekawiła opiekuna sali muzealnej i zwrócił się do mnie z pytaniem czy nie potrzebuję pomocy.Nie wypadało mi już dłużej podziwiać Dürer’a.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    1. Dürer! Albrecht Dürer.To jedno z osiemnastki dzieci norymberskiego złotnika również Albrechta, nie żeby zaczynać od arytmetyki,nie żeby miała ona ustawiać kogoś w szeregu,to nie szkoła podstawowa i wychodzenie na pauzę mając kilka lat, ale jednak namiętnie wspomina się, że przed trzydziestką (sic!) okrzyknięty przez krytykę nowym Apellesem. Z namiętnością się także wymienia liczbę rodzeństwa. Wszystkie wspaniałe określenia schowajmy w kieszeń palta, jak i liczby. Może być to palto ze wspomnianego przez Ciebie autoportretu. 🙂 (A obraz piękny, w szczegółach, wzrok, uniesiony palec,zabawa światłocieniem…)
      Ojciec Dürera, również Albrecht, był złotnikiem. I nie jest to bez znaczenia nie tylko dlatego, że wyroby jubilerskie, bardzo ceniono dzięki, temu,że były precyzyjne wykonane, ale również dlatego, że co tu dużo pisać, ociekały kunsztem, co tam precyzją, pieszcząc wzrok precyzją wykonania, a to nie tylko zapewniało dochód, ale kształtowało popyt, wśród tych, którzy mogli mogły pozwolić sobie na taki zakup. Nie należy zapominać, że przecież Norymberga była jednym z najważniejszych ośrodków złotnictwa, nie poślednim, po prostu: marka (sic!), ale najważniejsze moim zdaniem, było to, że wszystkie dzieci Albrechta były przysposabiane do zawodu złotnika, więc… Siłą rzeczy, by te, stworzone przez progeniturę miały szansę być piękne, dzieci owe, musiały wprawiać rękę, ćwiczyć, słowem np szkicować, szkicować, szkicować, szkic… I tak ojciec nie tylko odkrył talent, czy to był samorodek? Raczej nie, jeśli weźmiemy pod lupę nie tylko wiedzę renesansową, ale tę, z XXI wieku o okresach sensytywnych u dzieci. W skrócie (bo i tak się rozpisałam). Można powiedzieć, a raczej napisać, że przysposobienie do zawodu złotnika w tak młodym wieku, jakbyśmy dzisiaj mogli stwierdzić (a to byłby błąd) to pobieranie nauk, i szlifowanie (sic!) talentu. Wspomniałam o tym, że norymberskie złotnicze wyroby ceniono, a jako dziecko rzemieślnika mógł po prostu chłonąć sztukę. Jednak nie postrzegajmy tego zawodu jako stricte romantycznego. Niemniej jednak stworzono odpowiednie warunki, z których Albrecht Młodszy umiał i chciał skorzystać- jak to, że w sąsiedztwie Albrechtów mieszkał malarz, pierwszy nauczyciel Durera młodszego… Rozpisuję się. A chciałam tylko wspomnieć, że nic dziwnego, iż Cię ów autoportret zachwycił, piękno ma w sobie, według mnie pierwiastek medytacyjny, nieoczywisty i ponadczasowy. Dlatego nie dziwię się, że zastygłaś w bezruchu. To się nazywa chłonąć sztukę, albo być pochłoniętą. Chociaż owo pytanie opiekuna sali wyrwało, jak mniemam, Cię z zamyślenia, to mogło być miłe. Chyba, acz mogę się mylić, bo nie byłam na Twoim miejscu, i sama najlepiej wiesz, myślę sobie, że może to nie jest kwestia co wypada, a co nie wypada. Pozwolisz, że napiszę, jak widzę (sic!) tę sytuację? Jako komplement dla artysty, i jako powiedzenie, również wspomnianemu przez Ciebie opiekunowi sali, chociaż może niewerbalnie, że sztuka jest (w dalszym ciągu) ważna, i że może pochłaniać, można się w niej zatracać, i ocalać świat, chociażby wewnętrzny, własną, i cudzą wrażliwość. Poza tym, chyba, to było miłe wspomnienie?
      Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu przygód ze Sztuką, w roli głównej! Dobrego wieczoru.

      Jeśli chodzi o autoportrety pierwszy z nich naszkicował w wieku lat dwunastu, w tym samym czasie naszkicował także portret ojca. Wszędzie liczby, gdyby one miały o czymkolwiek zaświadczyć. A przecież jego biografia pełna jest naciąganych faktów, to eufemizm, by nie napisać bardziej dosadnie. To nie znaczy, że nie ma prawa zachwycać. Cóż zrobić jak zachwyca? Jeśli zachwyca. A zachwyca.Jednak nie on pierwszy studiował rośliny, czy budowę ciała ludzkiego, albo przyglądał się zwierzętom… Dla przykładu, nie on pierwszy- choć podnoszono wielokrotnie ten argument, a Martin Schongauer,wpadł na pomysł podpisywania swoich prac. Jednak on tak jak ojciec prowadził zapiski, dzienniki, czy kroniki swojego rodu wedle rodzinnej tradycji, dziś pewnie prowadziłby blog, dzięki temu zwyczajowi znamy nie tylko datę  urodzin Albrechta, ale również godzinę, co nie jest przecież normą. Curriculum vitae malarek i malarzy pełne jest białych plam, plam różnego koloru, o różnych odcieniach, słowem niewiadomych. Rozpisałam się, Wcale mnie nie dziwi Twój zachwyt odnośnie Autoportretu w futrze, jest magiczny,sztuka

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s