[614]. Sen Stefana, albo wehikuł czasu.

[żarówka ze szklaną bańką, źródło zdjęcia]. #BoŚwiatJestCiekawy!

Synapsa —- miejsce, gdzie na drodze sprzężenia: pobudzenie-wydzielanie, które obejmuje napływ jonów wapnia (Ca²+)  niejako uruchamia potencjał czynnościowy powodując uwolnienie się przynajmniej jednego typu neuroprzekaźnika do szczeliny synaptycznej. Ten z kolei oddziałuje na receptory w docelowej błony komórkowej , zmieniając jej potencjał błonowy, zmieniając jej potencjał, różni się od stanu spoczynkowego. I tak mogłabym tę opowieść zacząć, lecz cóż…

Ta opowieść będzie pełna sprzężeń na neuronalniach poprzez czas i epoki. Choć zaczyna się tak:tak, jak wiele, niepozornie, chociaż nie przeźroczyście. Ócz nie musimy swych mrużyć, by w opowieść się zanurzyć…(A owa przeźroczystość będzie niebagatelną w tej podróży, do której Cię zapraszam)

Zaczynamy?

Oczywiście! Już przejrzyście.

Przyjrzyjmy się (opowieści), przejrzyjmy  się w niej i przejrzyjmy (nie tylko) na oczy. Chociaż to właśnie s p o j r z e n i e  wewnątrz od najstarszych, nie tylko greckich, podań budziło  trwogę i drżenie nawet niepokój, który sobie gdzieś tam pod  nie jedną miedzą, czy ścieżynką pochrapywał w najlepsze. Znamy przecież podanie o Narcyzie. Czy nimfie Echo, która posiadała lustrzaną umiejętność „przeglądania się w mowie”. Nie tylko autor traktatu pt. Poimaindres przestrzegał rodzaj ludzki przed zgubnymi skutkami przeglądania się (w lustrach). Nie znamy personaliów autora/ autorki, tegoż dzieła, przykrył je proch dziejów, ale przestrogi w nim  zawarte pozostają nadal żywe…Nadal pchają w dal, dal, dal to wiedział i Dedal choć bardziej Ikar. I kara go spopieliła. Choć nie gońmy w podania. Taki ton miał Platon co zalecał ćwiczenie dobrej śmierci, co dzień — przynajmniej– o niej rozmyślać. A jeśli jest taka możliwość to uczestniczyć, pośród płaczek,  w ostatniej drodze. Jak historia pokazuje, nie był w tym   p o d e j ś c i u   osamotniony. Jego mistrz [Sokrates] zalecał przeglądanie się w lustrze, dlatego by nabrać refleksji nad marnością życia i pokory w kieszenie, zero mów motywacyjnych, czy wyciskania pryszczy, czy wciskania kitu i tam.

Rys rytuałów znajdziemy w innych kulturach np matki w Japonii we wianie dawały córkom,tak lustro by te mogły przeglądać się w nim, i wyglądać znaków (zmarszczek) grzesznego prowadzenia żywota. Co wewnątrz to i na zewnątrz. Takie spojrzenie (zrównanie wnętrza z zewnętrzem było powszechne, i nie chłodzi [oj, teraz mało co chłodzi…Uff] o fizjonomikę raczej o rzeczy oczywistość— mimikę].

Archeolodzy odkryli lustra już w III w.p.n.e na terenie Egiptu i Mezopotamii. A w wiekach średnich wynaleziono nową technikę ich wytwarzania. Szło i srebro a wcześniej był to mariaż metali i minerałów. Chociaż nadal to co człowiek mógł zobaczyć w nich, było nie tym, co możemy widzieć dzisiaj. W XIX wieku podczas prac wykopaliskowych na terenie Ukrainy ujawniono, że ludem, który z lubością otaczał się lustrami byli Etruskowie, czy Scytowie (ci sami co prowadzili handel wymienny z ludem co nie udawał Greka). Umieszczanie ich w grobowcach to oczywiście także symbol statusu socjo-ekonomicznego. To rodzaj transmitera, czy połączenia tego co realne i ulotne, przemijalne i (nie)dotykalne chociaż tuż obok, na wyciągnięcie ręki, bliżej niż sięga wzrok, o dotyk, o krok. Bo czymże jest odbicie ludzkiej twarzy na tafli wody, czy szkła? Jeśli kogoś nie stać było na posiadanie takiego przedmiotu, to  umieszczano jego wizerunek na urnach. Symbol rytuału: przejścia. Rodzaj wtajemniczenia. Czy z szamańskich rytuałów, czy z baśni (Alicja po drugiej stronie Lustra– Carroll jest dzisiaj właśnie znany z tej opowieści a nie, jako matematyk, żongler liczb pierwszych, czy ostatnich,zapewne wszelakich).

Lustro uważane było za przedmiot magiczny. Długą drogę przeszliśmy od tafli wody do tych inteligentnych i nie mam na myśli Lustereczko, lustereczko powiedź przecie kto jest najbardziej chudy na świecie… Ten atrybut Afrodyty, był uważany za przedmiot, dzięki któremu można nawiązać kontakt z… Innym wymiarem, czy krainą umarłych,ale także jest to symbol czystości, czy prawdy. I mocy, zasłaniano je, gdy ktoś umierał, i odwracano, by nie mógł powrócić, wraz ze wsparciem stamtąd dokąd się akurat wybrał. Od wieków znajduje swoje miejsce tak w kulturze, sztuce, i codzienności. Oto wiersz Sylwii Plath:

Jestem srebrne i dokładne. Nie mam uprzedzeń.
Cokolwiek widzę połykam natychmiast
Takie, jakie jest, niezamglone ani miłością, ani nienawiścią.
Nie jestem okrutne tylko prawdomówne –
Oko małego, czworokątnego boga.
Większość czasu medytuję na przeciwległej ścianie.
Jest ona różowa i nakrapiana. Patrzyłem na nią tak długo
Że sądzę iż stała się częścią mojego serca. Lecz ona migoce.
Twarze i ciemność rozdzielają nas bezustannie.

Teraz jestem jeziorem. Kobieta pochyla się nade mną,
Przeszukuje aż do dna, żeby odkryć kim jest naprawdę,
Potem zwraca się do tych kłamców, świec i księżyca.
Widzę jej plecy i odbijam je wiernie.
Nagradza mnie łzami i niepokojem rąk.
Jestem ważne dla niej. Odchodzi i powraca.
Co rano twarz jej zastępuje ciemność.
We mnie zatopiła młodą dziewczynę i we mnie stara kobieta
Staje naprzeciw niej, dzień po dniu, jak okropna ryba.

[Lustro, Sylvia Plath, Przełożył Zbigniew Herbert].

Kilka innych przekładów, przykładów? Proszę bardzo: Baśnie, z 1000 i jednej nocy. Sonet III Szekspira, gdzie odbiciem dorosłych jest dziecko, które przypomina cechami fizycznymi i psychicznymi osoby dorosłe, ma to ścisły związek z postrzeganiem i rozumieniem dzieciństwa, a czytając Króla Leara? Co znajdujemy? Podążając tropem bajek i baśni, czyli podań, dzięki, którym uczyliśmy się oswajać świat, można przywołać Królewnę Śnieżkę, Baśń, o Królowej Śniegu,

Znajdujemy je w przypowieści o Bazyliszku, którego niszczy własne spojrzenie weń, czy Legendzie o czarnoksiężniku Janie Twardowskim miało ono zostać wykonane, przez uczniów Fausta pierwszej połowie XVI wieku u naszych zachodnich sąsiadów.Następnie Twardowski przywiózł je do Polski po roku tysiąc pięćset czterdziestym. Tyle matematyki i dat granicznych. Ważne, że roku tysiąc pięćset sześćdziesiątym dziewiątym posłużył się on magicznym (jakżeby inaczej) zwierciadłem by przywołać ducha Barbary Radziwiłłówny. Muszę dodawać, że świadkiem odprawiania rytuału był król? (Zygmunt August). Po śmierci czarnoksiężnika zwierciadło trafiło do kościoła w Węgorzewie możemy ponoć znaleźć je tam i dzisiaj. Odwołań do baśni nie tylko słowiańskich możemy szukać w Wiedźminie, dlatego odwołania do lustra, znajdziemy także i w opowiadaniach poprzedzających sagę. A saga o słynnym Chłopcu, który Przeżył i zwierciadło Ain Eingarpukryte w jednej z sal Hogwartu? Czy w tej samej sadze wspomniany okruch lusterka, który otrzymał od Syriusza? A Lew Tołstoj (w Wojnie i Pokoju), czy wystarczy sobie przypomnieć Portret Doriana Graya autorstwa O. Wilde’a? W końcu, lustro jako zobrazowanie pychy, i próżności- piętnowanie tych cech charakteru człowieka. Mitologiczny narcyz, który wiemy jak skończył (marnie), ale kto by przypomniał sobie, albo zapomniał i go wyśmiewał, niech spojrzy w niedaleką przeszłość… I ujrzy jak to Telimena przeglądała się w tafli wody. Bolesław Prus wspominał, że niewidomą dziewczynkę fascynuje zwierciadło, nie- zapewne nie tylko ją. Jakże często spogląda się weń szukając porady, szmerów przeszłości w przeszłości, czy natchnień przyszłości w teraźniejszości? (Władca Pierścieni). Koniec tych peregrynacji literaturoznawczych!

To co mnie fascynuje to sztuka. Tak, wiem, że liter tura także się do nich zalicza. Liczyć litery nie o to chodzi do cholery, choroby znaczy się, chociaż… Pewne zliczenie, to także być może. Dobrze, nie idźmy w dygresję. Po depresjach i nizinach, idźmy w góry ,do góry. Znaczy na dół, dalej w zjeść treść. Malarstwo: idea obrazu w obrazie. To nic innego jak wykorzystanie zwierciadła. Zapewne pierwszym skojarzeniem może być obraz Caravaggia:

[Narcyz, Caravaggio, olej na płótnie, źródło: Wiipedia, domena publiczna].

Przecież Narcyzów jest wiele, i nie chodzi mi o kwiat męskich zapatrzonych w sobie egzempalarzy… Tylko odniesień w sztuce… Narcyz Tintoretta,czy Metamorfoza Narcyza Salvadora Dalego… Jeśli jednak żaden z nich, czy to mitologiczny, czy ten, który nieodmiennie nie potrafi rozpoznać w lustrze swojego obrazu twarzy, znaczy, że nie przeszedł fazy rozwoju, której przezwyciężenie by mu mogło tę przypadłość przezwyciężyć. Zatem, czy jest to próżność, czy choroba? Pytanie zawieszone, nie w próżni, a nad taflą wody (gładką) pozostawmy (w spokoju) i wróćmy do przedstawienia zwierciadła w sztuce. Przytoczę, nie, nie, nie zwierciadełko, ale jeszcze kilka tytułów W salonie pani (W. Hogarth) Kobietę siedzącą przed lustrem (P. Delavaux) czy Henri de Toulouse;a-Lautrec’a… Można by wymieniać… A wspominany kiedyś bufet? To przecież więcej niż wejrzenie ukradkiem, więcej niż odbicie, to alternatywny świat, albo nawet więcej niż więcej. .. Ale… Zajrzyjmy do początku…

Najpierw, to nie żar, ani żart, polerowano kamienie… Pierwsze z nich, czy liczą sześć tysięcy lat. Hindusi, czy Chińczycy wykonywali je z brązu już w ok. 2900 r. p.n.e. A eszklane konstruowali Rzymianie – w I w. n.e. Tak, dostępne były jako dobro luksusowe. Kiedy w X-XI w. wyrabianiem szklanych luster zajęli się zamieszkujący tereny dzisiejszej Hiszpanii muzułmanie. stały się bardziej powszechne, ale kluczowym jest słowo bardziej. Nie zapominajmy, że w czasach średniowiecza prościej było nabyć lustra wykonane z polerowanej miedzi, albo brązu. W XIII wieku wyrobem tychże zajęli się Niemcy, którzy swoje towary sprzedawali do Italii, a stamtąd wrzask mody powędrował do… Wenecji, w tych w nich zakochał się Ludwik XIV, dość powiedzieć, że lubił wielkie gabaryty! I jakoże się w nich przeglądać, a co? Jak można!

Ale zanim popędzimy przez odmęty dziejów, cofnijmy się, nie do wytworzenia pierwszych luster, a w ogóle szkła. Zanim obrócimy się w proch, miejmy nadzieję, że to trochę potrwa, zobaczymy, przyjrzyjmy się światłu, i światu. Dziś już wiemy, że pasek to wszechświat różnorodności, materia z różnych materiałów, gdy wiatr gładzi kamienie, czy inne skały, rzuca ziarno między piasek, czyli krzem, jak wiemy,ze szkoły, lub zdążyliśmy zapomnieć, a to teraz można sobie odkopać tę wiedzę, to drugi co do wielkości (obok tlenu) występujący na błękitnej planecie pierwiastek. Jeśli poddamy go działaniu temperatury (wysokiej) cząsteczki SiO₂ energię, dlatego cząsteczki te zaczynają się poruszać, jeśli nie poprzestaniemy zabawy temperaturą osiągniemy tzw punkt szczytowy inaczej zwaną temperaturą topnienia. Cząstki są tak naładowane energią, że mogą zerwać wiązania, które trzymały je w ustalonych pozycjach, zaczynają się przemieszczać. I w ten sposób uzyskujemy stan płynny SiO₂ (tlenku krzemu). Co więcej zauważmy, że jeśli ten ,w końcu ostygnie, cząsteczki te nie chcą wrócić na wcześniej zajmowane pozycje, tak jak dzieje się gdy lód się topi i zmienia się w wodę. Gdy zmniejszysz temperaturę, to równocześnie, minimalizujesz energię, oj trudniej, trudniej jest przybrać formę kryształu. Tak w skrócie powstaje, tak, jeśli myślisz o szkle, masz rację. Jednak warto zauważyć, że nie jest ono tożsame z tym, które mamy w domach, może w tej chwili na Twoim biurku stoi szklanka lub kubek z tego materiału. Szkło, to, o którym piszę, nie było by ani tak ładne, ani tak trwałe, jak to, które masz u siebie, aby tak było piasek, z którego jest wyprodukowane musi być jednorodne, a na pustyni często, bardzo często jest zanieczyszczone, przecież ustaliłyśmy/ ustaliłyśmy, że to nie tylko krzem, ale inne też organiczne ustrojstwa, makroelementy można by było rzec.

Drugi problem to nic innego jak temperatura. Trzeba dysponować podręcznym zestawem technika i palnikiem, czy piecykiem, który może osiągnąć 1200°C, tak więc zwykły ogień, chociażby w kominku nie wystarczy. ten może osiągnąć najwyżej 800°C. No, tak istnieje jeszcze jedno rozwiązanie… Jeśli dysponujesz podręcznym piorunem… No to zmienia postać rzeczy i… Wszystko płynie, jak powiedział filozof, a przynajmniej piesek, piasek może zmienić postać, jeśli jednak nie jesteś wcieleniem Zeusa, czy Thora, cóż… Imaginuję, że masz nikłe możliwości, nie wspominając o atrybutach. Zmienia to postać rzeczy. Jeśli masz do dyspozycji prywatną pustynię, to trawestując powiedzenie, możliwości twe widzę ogromne. Jeśli chodzi o wytwarzanie szkła, przynajmniej w wiekach dawnych. W taki właśnie sposób powstają fulguryty, to nic innego jak szklane, różnej długości, zwęglone, wewnątrz chropawe, na zewnątrz śliskie pałeczki. Nazwa jest nieprzypadkowa, pochodzi z łaciny i oznacza…. Ogrom. Ogromem wyobraźni popisała się osoba, która tak właśnie je nazwała. Jeśli wyobrażasz sobie je jako szklane rurki na kształt dajmy na to słomek, to nie jest to właściwy kierunek imaginacji, one nie były jednorodne, ani tak ładne, ani wytrzymałe ze względów, o których wspomniałam. Nie są one trwałe, bo cząsteczki pomiędzy sobą są słabo związane. Chociaż, są wyjątki, powstałe wtedy szkło jest zarówno przeźroczyste, jak i trwałe, gdybyś na przykład miał lub miała pod ręką przenośny podręczny meteoryt… Sprawa wyglądałaby zgoła inaczej, dlatego w naturze występowało także szkło dobrej jakości.

Już w starożytnej Grecji czy Egipcie próbowano wytwarzać szkło, i robiono to z powodzeniem, choć jak możesz się domyślać, miało one nieco inne właściwości niż to dzisiaj spotykane w sklepach. Jednak dopiero w starożytnym Rzymie odkryto właściwości mineralnego nawozu, który występował w przyrodzie, chodzi o nic innego jak o węglan sodu. Dlatego też mieszkańcy wiecznego miasta i okolic mogli manipulować dowolnie temperaturą w piecach, i tworzyć szkło. Oczywiście ich możliwości były ograniczone, bogactwem naturalnym ww. składnika, jak i pieców (które musiały być poookaźnych rozmiarów, nie dlatego by je pokazywać, bynajmniej), ale dzięki temu, że posiadali bardzo dobrą sieć dróg i byli bardzo dobrze zorganizowani logistycznie mogli transportować dobra, w tym także i wspomniane lustra na cały kraj, i poza jego granice. Obniżono dzięki technice produkcji koszty szkła, tak,że Pliniusz mógł z przejrzystym sumieniem twierdzić, że na lustro stać każdego obywatela (kruczek tkwi w tym, że dobrze pamiętamy, komu przysługiwały prawa, w tym i miano obywatela w starożytnym Rzymie)- ale jednak.

Jeśli chodzi o Rzym, to właśnie w tamtejszych budowlach po raz pierwszy zastosowano… Szyby. Można było mieć oko na okno. (Podobieństwo nazwy nieprzypadkowe) to nie tylko niezidentyfikowany otwór, który trzeba było zapchać gdy robiło się zimno, czy nieprzyjemnie z innych względów, albo gdy chciano mieć trochę prywatności, albo mniej hałasu w domu. Różnica polegała na tym, że takie okno składało się z wielu mniejszych, barwionych kawałków łączonych z innymi materiałami. Przyczyna może wydawać się trywialna, po prostu nie potrafiono produkować dużych arkuszy szkła.

To nie jedyna różnica, powróćmy do luster,kiedy jeszcze nie wytwarzano szkła w Rzymie, a o eksporcie tego towaru z oczywistych względów, mowy być nie może, ani pisanego zdania ułożonego, to by skonstruować coś na wzór, czy podobieństwo polerowano blachę. Co rodziło różne problemy, nie tylko korozję. Wyobrażasz sobie, ktoś/ia spogląda w lustro i mydli, i myli problemy skórne z korozją… Dobrze, znaczy, źle, znaczy żarty na book,materiał przeżarty. Gdy w Rzymie zaczęto łączyć powyższe materiały okazało się nie tylko, że problem korozji zniknął jak szkłem odjąć, ale również że grubość tego ostatniego można regulować, co pozwala na zoptymalizowanie kosztów produkcji, co więcej nie ma rys, a jest więcej niż zarys postaci! Podobnie lustra produkuje się i dzisiaj. Co zdumiewa, biorąc pod wzgląd podstęp, postęp technikaliów. Z tym, że do I. w.n.e topiono, a następnie przelewano szkło do mniejszych form. Dlatego wykonanie takiego na przykład kielicha, choć był on nietrwały i pełen bąbelków, nie, nie chodzi o napoje mniej, lub bardziej wy-skokowe, ale o wadę szła, świadczyło o kunszcie osoby zajmującej się tymże rzemiosłem. Chociaż z tego względu kielichy były, często jednorazowe, szybko się tłukły, wystarczyło trącić jeden o drugi, to cieszyły się powodzeniem… Każdy zamożny człek chciał je mieć, bo świadczyło to o jego statusie, tak jak dla niektórych jest to co posiadają w kieszeni (wolę tych, co mają w głowie, nie mydlić z czubem). Podczas gdy Zachód zachwycał się chłodem i ciepłem szkła, to Chińczycy sceptyczni byli, no dobrze, w ogóle nie zwracali na nie swej uwagi, chociaż wiedzieli w jaki sposób je wyprodukować, przecież nie jest to drewno, czy papier… Więc po co się przejmować?

Z czego wynikała ta różnica? Taki mamy klimat! Można by było rzec- nie tylko dla nowinek technicznych, ot, co. Klimat. To słowo klucz. Szkło nawet takie, które łączy się ołowiem, i barwi to doskonałe zabezpieczenie, przed hałasem, kurzem, niekorzystnymi warunkami meteorologicznymi, chłodem,a do tego daje światło, a raczej pozwala się przedostawać do pomieszczeń. Co zważywszy na warunki pogodowe jakie panują w Europie ma o wiele większe znaczenie niż w Japonii, gdzie dziury w ścianach budynków zabezpieczano np papierem, czy w Chinach, materiały z których budowano domy są zupełnie inne pod tymi współrzędnymi geograficznymi . Gwoli porządku dopiero w XIX wieku zachwycono się możliwościami szkła (jeśli chodzi o Japonię).

Barwione szkło to nie tylko okna, choć także architektura, np katedry. Obok betonu i stali to najpopularniejszy materiał wystarczy rzucić okiem na współczesne budowle. Dlaczego Stefan Żeromski śnił o szklanych domach? Były wyrazem luksusu, statusu i komfortu. Ci co posiadali szkło w swoich domach, jak i również osoby, które potrafiły je wytwarzać i kształtować sztukę użytkową ich status w społeczeństwach rósł, ale to jedno.

Drugi aspekt to wykorzystanie takiego materiału poza architekturą, czy wyposażeniem wnętrz, no chyba, że chodzi o wnętrza laboratoriów, to piękna pieśń, nie tylko przyszłości, co powszedniości. Można było skonstruować lupę, co tam lupę, okulary, co tam okulary (znane już w średniowieczu) tele… Nie nie telewizor, teleskop i mikroskop to jest to! Zwróć proszę uwagę, że to dwa wektory! Nie nie jestem taka pewna, czy zastosowanie tychże narzędzi w XVII wiecznej Europie było impulsem do rewolucji naukowej, ale można się pokusić, że warunki ku temu zostały stworzone. Można było uczynić obserwację najmniej bezstronną, zarejestrować dane zdarzenie, czy je zaobserwować na gorącym (przynajmniej) uczynku, a co, tak jak to miało miejsce np w laboratoriach chemicznych kiedy to zaczęto często, a teraz już powszechnie stosować pipety, próbki, zlewki, ampuły, rozdzielacze, wkraplacze, wymrażacze, czy inne cylindry Nesslera, wszystko szklane. Zaczęto inaczej obserwować świat. Inaczej postrzegać, nie tylko naturę światła, którą można było obserwować nie jako przy okazji produkcji np wspomnianych luster. Tworzenie się pryzmatów, pytanie o natury barw, pytanie o optykę, nie tylko w malarstwie (Vermeer był znany z tego, że wykorzystywał w swoich obrazach osiągnięcia nauki np optyki). Przeźroczystość, użyteczność, nie tylko we wspomnianych dziedzinach, ale również, co tu dużo strzępić pixele, zalet szkła jest wiele, np to, że szkło jest neutralnym materiałem, nie wchodzi w reakcję z innymi, patrz wszelakiego rozdzaju laby, jak i to, co bardziej przyziemne (przyziemne- nie nie chodzi o grawitację, ale raczej o zatacz, za za, zataczanie się, stan u!pojenia) to że można oceniać napój nie tylko po smaku, ale również kolorze, zawiesistości płynu, jego konsystencji. Co może wydać się ciekawe na początku, biorąc pod uwagę repertuar napojów imprezowo- anty-grawitacyjnych, w przeźroczystych naczyniach pito tylko wino. Piwo do XIX w rozlewano do kufli zrobionych z drewna lub cyny co nie wpływało na czyny po spożyciu, konsekwencje pomogły być różne, nie zachęcam do spożywania alkoholu. Porzućmy trunki, kiedy to wynaleziono szkło borowo- krzemowe można było zacząć bawić się temperaturą nie walcząc w tym czasie o życie własne, czy osób, które (nie)przypadkowo znalazły się w tym samym miejscu i czasie, co my. Co więcej zlikwidowano jak szkłem odjął wady, z którymi borykano się w starożytnym Rzymie, co przyczyniło się do popularyzacji szkła. Na potrzeby przemysłu samochodowego wynaleziono szkła nie tyle kontaktowe, co hartowane, tak tak te same, które mają osoby dysponujące bystrym fonem.

Szkło…. temat rzeka, można by było powiedzieć, temat wszystko płynie, temat samograj. Ileż to razy go nie zauważamy? Ileż to razy potrafimy się zachwycić jego właściwościami, nie tylko kiedy jest lśniące a więc – w domyśle- przynajmniej- h i g i e n i c z n e, przymiotnik przeźroczysty, zawiera w sobie, nadzieję na czystość, jeśli nie pewność takową… Ileż to razy mówimy o nim nie wspominając w ogóle, mając na myśli przestrzeń, jasność, która budzi nas ze snu…?

Mam nadzieję, że kiedy dzisiaj będziesz spoglądał, spoglądała w lustro zrobisz to nieco inaczej… W końcu nie jest to wypolerowana blacha… A wehikuł i świadek czasu.

A (nie) miało być o synapsach… Chociaż za pomocą takiego s z k i e ł k a i o k a… Okazuje się, że… Że to opowieść, którą można wieść, i wieść…

2 myśli na temat “[614]. Sen Stefana, albo wehikuł czasu.

    1. Oj tam rozprawa. Przecież zaczynałam od takich właśnie artykułów,a teraz jest podobno więcej czasu na czytanie… 🙂 Czy się mydlę? Mylę znaczy się…

Odpowiedz na Adam Madulski Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s