(607). O entuzjazmie, z nutą improwizacji- albo odwrotnie. (Tak, tak o jazzie).

Padam na tę część głowy, która jest z przodu, czyli na p… Płaskotwarz. Chyba będę musiała zmienić dzień, publikacji artykułów, ale nie wiem, jeszcze, który to będzie- na bank nie czwartek. Taki to jazz. No właśnie, Jazz.. .Że bez entuzjazmu tu? Nie, no nie. Nie wiem, czy czujesz bluesa, ale ja czuję, i to wyraźnie jazz. Co jest wiadome, jeśli czytasz ten blog, od jakiegoś czasu.

Wiemy już, ta gałąź muzyki wywodzi się z niewolnictwa na tle rasowym. Jako muzyka genetycznej wolności, która jest bardziej zrytmizowana jeśli chodzi o wskazanie różnic między jej europejską odmianą, a afrykańską. Spójrzmy na chwilę na jeszcze jedną kwestię, mianowicie taką, smaki, które są znane na świecie, jeśli chodzi o kuchnie i rozpieszczanie naszych kubków smakowych, to nie inna jak, ta, którą przywiozły ze sobą osoby emigrujące ze swoich ojczyzn, nie inaczej ma się muzyka. I chociaż osoby doznające zniewolenia nie miały nic poza siłą własnych mięśni, w umysłach, sercach, i pamięci przywiozły ze sobą coś więcej, tym czymś co czyni różnicę była

świadomość własnej kultury i tradycji, chyba jedyne czego nie mógł odebrać biały człowiek. W bardzo dużym skrócie jak to się przekładało na muzykę? Jedną z wielkich różnic jaką możemy usłyszeć, to to, w jaki sposób jest ona zorganizowana, na poziomie rytmu, jest takie ładne, acz zapomniane dzisiaj słowo polirytmia, a drugie (zapomniane jeszcze bardziej) polimetria,układamy warstwami, warstwami, war… Poza opresyjnym wychowaniem i traktowaniem toczyło się swoim rytmem (sic!) coś, co można nazwać wymianą kulturową. Muzyka więc nie pełniła tylko roli służebnej, czy nie była narzędziem, którego zastosowanie pomagało np wejść w trans. Spytasz może trans, jaki trans, transatlantyk, że Afryka to daleko. Jeszcze zarzućmy wędkę najpierw bliżej, czy kiedyś słyszałaś/ słyszałeś szanty? To nic innego jak pieśń ludzi pracy na statkach, pozwala wejść w rytm, na poziomie biologicznym, ale, ale wędkę zarzucamy dalej, to nie tylko inkantacje, mogły pomagać w pracy na plantacjach, ale, o czym mam wrażenie, często się zapomina, że to rodzaj komunikacji. Diabeł tkwi w szczególe-a nawet nie jednym, czy nie jedynym, więc podrążmy to w ogóle. Nie chodzi o komunikację w ogóle, ale komunizację między między tymi, którzy i które były zniewolone. Wiem, wiem na filmach to wygląda „nieco” inaczej (jak zresztą wiele kwestii). Afryka nie jest monolitem, wiem, wiem, świadomie bądź nie, wiele osób przyjmuje to za pewnik, albo się nie zastawia nad tym,ale to tak jakby przyrównać Europę do jednego kraju, przecież w jej ramach, czy granicach, mówimy innymi językami, chociaż jej terytorium jest o wiele mniejsze niż np Chin (gdzie z racji mnogości dialektów porozumieć można się tylko pisemnie)- a jednak oglądając film , bardzo często nie zastanawiamy się nad tym jak ludzie przybywający z różnych stron Afryki mogli ze sobą rozmawiać. Muzyka to im ułatwiała. Przy czym mówimy tu, tylko o Stanach już Zjednoczonych, a nie o sytuacji np we Francji.

Na początku XIX wieku można było zobaczyć, albo i doświadczyć spotkań ludzi, odbywających się poza zabudowaniami stałymi, w naturze np w lesie, zrzeszali się na wspólne tańce i śpiewy, to był rodzaj ich ekspresji, budowania więzi, transmisji kulturowej, emocjonalności i dodania wartości dodanej, wystarczy chociażby przywołać gospel, ale nie tylko (chyba najbardziej znany przykład).

No dobrze, nabożeństwa, spotkania to jedno, druga odnoga, a raczej noga, tym razem zanurzona w kulturze świeckiej to jakżeby inaczej: ragtime (mający swe korzenie w tańcach, i to brytyjskich) i blues (a jednak będzie o jego czuciu- chociaż odrobinę- blues, czy raczej blue, tak wiele trosk, zmartwień, kryje pod swą nazwą, właśnie chociaż dla nas to w pierwszej mierze nazwa gatunku muzycznego, blues to liczba mnoga, można przetłumaczyć jako smutek, rozpacz, troski, ale też zwróć proszę uwagę na wyrażenie be in a (blue) funk).

Wiem, wiem miało być jazzowo, a wyszło… Igor Strawiński Ragtime na jedenaście instrumentów… [źródło]Kevin Field,LIVE from Dewan Filharmonik Petronas, KLCC in the Malaysian Philharmonic Youth Orchestra (MPYO) Chamber Concert on 2nd June, 2009. Muzyka jest żywa i nie przejmuje się narzuconymi podziałami.

Dopływamy naszą łajbą do teatru minstreli – o jakże szybko- (występowały osoby Białe przebrane za Niewolników). Jeśli przyrównać do czegoś to: z jednej strony były to występy publiczne, łączące ze sobą sztukę owacyjną oracyjną, muzyczną (wykorzystywano np banjo, i synkopację) , ruch, taniec (np powolniejsze walk and around tutaj mamy korzenie Cake-walk‚ a innego tańca towarzyskiego, który także przeszedł do muzyki klasycznej jako inspiracja stąd jeden krok do ragtime‚u ) , czyli jakbyśmy mogli dzisiaj powiedzieć, taki ówczesny kabareton. I niestety, tak jak to ma źródło i dziś transmisja kulturowych stereotypów (nie tylko, ale również). Ragtime posiadał nie tylko rytm, ale rytm i przyległości, które można było zapisać nie tylko ocalić od zapomnienia, ale również przenieść na i do salonów elity. Co pozwoliło na powtarzanie, zrozumienie, przeniesienie i utrwalenie (vivat pianola!). Pierwsze zespoły jazzowe (chociaż słowo to nie istniało dopiero w 1915 tak nazwano tą gałąź muzyki- przecież ona była pierwsza, melodia) to właśnie te, które swoją genezę miały właśnie w ragtime. Zatrzymajmy się tu na chwilę, albo popędźmy innym nieco kierunku.

W gwoli ścisłości słowo jazz pojawiło się w nieco innej niż dzisiaj pisowni (jas lub jass) w języku ulicznym, czyli slangu (najbardziej żywej warstwie języka) około 1912 roku- a dokładniej rzecz ujmując- slangu Zachodniego Wybrzeża USA. Nie, nie od swojego początku nie miało konotacji muzycznych. W ogóle. Trop prowadzi do gazet o tematyce… Sportowej i w taki sposób druga liga baseballowa przeszła do historii, a dokładnie: Pacific Coast League. Pierwszy przykład użycia słowa „jazz” odnalazł szperacz bibliotekarz George A. Thompson, Jr. dosyć niedawno bo siedemnaście lat temu (i niech mi ktoś ia/powie, że praca w bibliotece jest nudna) . Słowo pojawiło się w „Los Angeles Times” datowanego na dzień 2 kwietnia 1912 r. w wypowiedzi zawodnika (pitchera) Portland Beavers Bena Hendersona. Chociaż było to pierwsze (czy za takie uważane) użycie tego słowa, to w kontekście sportowym nie jedyne. Nota bene oba słowa, czyli jazz i ragtime) zostają użyte do opisania entuzjastycznych, żywiołowych, energicznych… zachowań, zagrań sportowców… Co więcej- Gleeson (Ralph Joseph Gleason) zużył tego słowa w kilku artykułach w marcu 1913 roku a potem? Potem to już poszło z siłą wodospadu (a raczej czcionki drukarskiej). W czasopiśmie San Francisco Bulletin z dnia 5 kwietnia artykule autorstwa Ernesta J. Hopkinsa zatytułowanym W hołdzie ‚Jazzowi, futurystycznemu słowu, które właśnie wzbogaciło nasz język. (Język angielski) znajdziemy wyjaśnienie, że jest ono neologizmem, stosowanym na określenie radochy, wigoru, entuzjazmu, dezynwolturę, chciało by się napisać- brewerię- no jakże by inaczej – chodzi o pulsowanie życia, o jego niespokojną, energetyczną, piękną naturę.Podobieństwo do słowa jasm nie jest przypadkowe, takiej między innymi upatruje się etymologii słowa jazz (pisanego na dwa różne sposoby, albo przez jedno, albo przez dwa zet). Co więcej, owo słówko: jasm ma nie tylko swój rodowód w slangowym jism co można przetłumaczyć jako iskrę, czy odwagę albo też nasienie, ale jeśli się dłużej zastanowić to może to tylko moja intuicja, albo chcenie by tak było ? Nie wiem, ale jasm, czy to słowo nie brzmi Ci znajomo? No powiedź, nie skwarzy i kojarzy Ci się z enthusiasmem? Czy dziwi zapożyczenie zatem słowa jazz przez muzykę, dzisiaj słysząc jazz, nie chodzi o to, że słyszymy muzykę, koniecznie ,z rytmem synkopowanym w metrum parzystym (4/4), zanurzoną ,ba stworzoną z interpretacji i improwizacji. Tym czasem pierwsze użycie terminu w kontekście muzycznym pojawiło się w 1916 roku w dzienniku Chicago Tribune w artykule Will give „Jas Parade– no dobrze odpłynęłam, ale jak improwizacja, to improwizacja.

A to, że ragtime może nam się on kojarzyć z fortepianinem, fortepianem, to już inna kwestia. Chociaż nie, to pewne uproszczenie. Przecież rytmy te przebiły się i do muzyki klasycznej, choć tworzone były na tak nie klasyczne instrumenty jak gitara (zwróćmy uwagę, że jeśli gitara zawita pod strzechę filharmonii to dzieje się tak w celu spopularyzowania być może odświeżenia repertuaru, ale nie znajdziemy tegoż instrumentu w pierwotnym instrumentarium). Niemniej, wracając, to cóż, szczyt panowania ragtime to aż dwie dekady do 1917 roku rozpisywane na instrumenty wszelakie. Ten rok to także śmierć Scotta Joplina (tak to nazwisko musiało się pojawić).

Skąd my to znamy? Tango, Valse and Ragtime from Stravinsky Histoire du Soldat [źródło].

Dlaczego o tym wspominam? Chciałabym zagaić. Czy powiedzieć w jaki sposób zakochać się w jazzie? Nie, co to, to nie. Po pierwsze, nie wszyscy muszą zakochiwać się w tym samym. Po wtóre, dlaczego od razu zakochać? Może wystarczy- na p o c z ą t e k- dostrzec, zauważyć, liznąć, wziąć na uszy- czy jakoś inaczej prze-gimnastykować przez błonę bębenkową? Po trzecie jazz to jest muzyka skomplikowana, nie dla samego zagmatwania, ale dla wyrażania świata, uczuć, to tak jak z nauką języka, na początku uczymy się pojedynczych słówek, a nawet nie słówek. Echolalii – nie mylić z echem, które wykonuje lala- echolalia to próby naśladowania mowy dorosłych ma to miejsce poprzez wielokrotne powtarzanie sylab, które dziecko usłyszy. Po okresie helofrazy, wypowiedzi jednowyrazowej, przeważnie po ok półtora roku pada pierwsze wyrażenie np. tata tam. I następuje przyspieszenie.Dziecko nabywa kompetencje. I tak jest z słuchaniem muzyki, jazz to nie muzyka to kotleta, ani uprzyjemniacz w klubach (chociaż jestem zdania, że najlepiej muzyki słucha się na żywca) . Warto przechodzić z form nam znanych i otwierać się na nowe, na mniej obmacane uszami. To tak jak z językiem małych dzieci, proste wyrazy, które potrafią już wymówić takie jak np: ko ko, (nie, nie mam na myśli Gabrielle Bonheur znanej jako Coco Chanel) mają tę przewagę, że nie trzeba ich odmieniać, co przy nauce języka, co przy nauce pierwszego języka w życiu, i nie tylko jego, jest szalenie trudne. Tak jest z muzyką, nie komponujmy dla samego komponowania,tfu komplikujmy sobie dla samego komplikowania bo nie o to chodzi. Dajmy się jej ponieść, nie zadowalajmy się tylko tym co jest emitowane w radio, telewizji, albo w podawane na playlistach w internecie. Nie, nie piszę, żeby w ogóle takich praktyk zaprzestać, chodzi o to, by się takimi tykami li tylko nie podpierać, bo będziemy drętwieć- czyż nie można posłuchać nie tylko roztrojonego fortepianu (że co)? Chociaż, nie, nie na tym polega (free) jazz- a i tak jak historia pokazuje można zagrać zaj…zjawiskowy koncert i nagrać najlepiej sprzedający się album w sekcji solo piano, ale to już inna historia, historia do której przeczytania zachęcam, jak i do przesłuchania koncertu- a jakże! Jazz to nie jest szaleństwo radowe, które ogarnęło wiele krajów na świecie. (O Marii możesz przeczytać )część pierwszą)a o szaleństwie radowym tutaj. Wspomnę tylko odnośnie tego ostatniego. Dodawano go (gdy nastała radomania i wszyscy się nie tylko radowali z nowego odkrycia, ale dostawali na jego punkcie bzika) nie tylko do kosmetyków, czy past do zębów (brrr) ale również… Do leków! Nie w czystej postaci, ale w rozrzedzonej. To wystarczyło przykład pierwszy z brzegu. Remedium sprzedawane bez recepty, Radithor. Eben M Byers miał w zwyczaju używać go jako tonik, raczył się jedną buteleczką co rano- dla zdrowotności, i tak przez około 1096 dni, czyli trzy lata. Trwało by to dłużej gdyby nie zauważył, że nie tylko miękną jego kości czaszki do tego stopnia, że zaczynają się rozpuszczać, ale do tego stopnia nastąpiła degeneracja, że odkryto ubytek nie tylko części czaszki, ale również szczęki.

Nie, nie chcę napisać, że jazz wyżrę Ci mózg, ani nie chcę powiedzieć, że trzeba popadać ze skrajności w skrajność- wręcz przeciwnie. Możemy traktować muzykę jako tło, jako nośnik ekonomiczny, tak, tak, a czymże jest emitowanie piosenek świątecznych w marketach już na początku grudnia? Jako rodzaj transmisji kulturowej (co ukazuję w tym tekście) budowania więzi, wyrażania emocji i przeżyć. Muzyki można nauczyć się słuchać, i tak, takim przykładem gatunku jest jazz, czy opera (nie, nie mam na myśli popularnej przeglądarki internetowej). W tym przypadku można podążyć dwoma ścieżkami, tropem emocjonalnym, i intelektualnym, co więcej: nie potrzeba do tego bilokacji, a jeśli zrobi się to w sposób umiejętny, to nabędziemy nie tylko pewnego rodzaju kompetencję (chrzanić to!)ale przede wszystkim odnajdziemy przyjemność, a nie- jak się powszechnie uważa- utracimy ją. Nie zachęcam Cię, żeby rozbierać partyturę na nuty pierwsze, drugie, kolejne i ostatnie, i tak przez tur wiele i pary partytur nie tylko na party, chociaż jeśliś uparty/ uparta i w tym właśnie upatrujesz źródła swej przyjemności, czemu nie? Chodzi o coś więcej, albo mniej, zależy jak patrzeć- o pozwolenie by się zagubić. A w zasadzie, bo przecież nie w kwasie, może powinnam zadać pytanie (tak właśnie to robię): dlaczego chcesz polubić jazz?

Jazz wy-ułożony jest warstwami, warstwami, war… Nie ma jednej odpowiedzi, i wcale nie o to chodzi, o tę wielokrotność, i asymetrię. Chodzę, nucę sobie i Tobie polecam:

Keith Jarrett Trio – When You Wish Upon a Star [źródło].keith jarrett : piano, jack dejohnette : drums ,gary peacock : bass

8 myśli na temat “(607). O entuzjazmie, z nutą improwizacji- albo odwrotnie. (Tak, tak o jazzie).

  1. Bo to muzyka jest uznawana podobno za najszlachetniejszą że sztuk. Nie da się jej opowiedzieć namalować. Trzeba ją poczuć. To jest fascynujące… ta eteryczność… słuchałem dziś podkastu Muzykalności z rozmową z Miłoszem Brzezińskim o motywacji artystycznej ( i jak zwykle, z Miłoszem, nie tylko o tym) i tak mi się to spięło z Twoim tekstem, że komentuję. Jazzu słucham od dawna ale raz z przekonaniem raz bez… może dlatego że mało skupienia jest u mnie ? Teraz zacznę bardziej uważnie, dzięki Tobie..

    1. Po pierwsze bardzo miło mi Cię czytać. Bardzo miło! Nie wiem, czy muzyka jest najszlachetniejszą ze sztuk, być może, co nie znaczy, że nie możesz jej za taką uważać. Świetnie, mam pytanie do Ciebie skoro muzyki nie da się namalować, oczywiście są śpiewające obrazy (to nie tylko tytuł albumu Marka Grechuty)- czyli takie, których tematem jest muzyka, a czy da się wytańczyć obraz, czy go wyśpiewać? Oczywiście jest coś takiego jak psychodrama, czy pantomima. Jasne. Pytam poważnie. Zastanowiło mnie to, co piszesz.
      Nie zawsze musimy muzyki, czy jazzu, czy nie, słuchać z przekonaniem, pewnie o tym wiesz, dla mnie także jest to bliskie doświadczenie. Dziękuję za bardziej uważne słuchanie jazzu, to dla mnie komplement, i warto było podzielić się tym tekstem. Muzyka jest fascynująca, bo jest to zdarzenie społeczne, może być intymne i dzielone z innymi, bliskimi, czy nieznajomymi. Myślę, że nie trzeba zawsze, nie pisząc o tym, że za wszelką cenę, słuchać nabożnie i w skupieniu, przecież koncerty rockowe tak różne od filharmonicznych to nie tylko rytuał, ale uwolnienie wyrażenie, ekspresja intencji i emocji. A wiesz, że ja także miałam kłopot ze skupieniem się? Jeśli chcesz, to możesz się podzielić tym doświadczeniem. Zapraszam. I pozdrawiam.

  2. Emocje to klucz. Tak myślę. To można wytańczyć, wyśpiewać namalować, zagrać. Obecnie muzyka którą lubię słuchać nie może towarzyszyć mi np podczas pracy. Nie mogę się wtedy na niej skupić ( na pracy ). Lepiej wtedy słuchać chociażby świergotu ptaków lub deszczu. Muzykę którą lubię wolę słuchać w skupieniu ( chyba że na koncercie, to wtedy raczej jako doświadczenie społeczne ). Pozdrawiam.

    1. Jeśli pracuję to w ciszy. I powiem Ci, że kiedyś bardzo dużo słuchałam muzyki, i generalnie było w okół mnie więcej hałasu, w takim, a nie innym miejscu, co też ma swoje plusy i minusy, teraz, więcej przebywam bez niej, co nie znaczy, że w ciszy. Z mojego doświadczenia wiem, że tego też musiałam się nauczyć. Lubię słuchać muzyki świadomie, z przyjemnością. Mogę Ci coś poradzić w kwestii skupienia?

  3. Wydaje mi się, że historia/kariera jazzu nie jest aż tak bardzo zależna od jego niewolniczych/robotniczych korzeni, ile od… jakby tu powiedzieć i w więzieniu nie siedzieć?… od podłoza rasowego.
    No tak wypadło, ze ludzie pochodzacy z Afryki czy Karaibów przynieśli ze sobą rytmy i kopy synów (znaczy syn-kopy), które ożywiły ludzi pochodzenia europejskiego. Na dodatek zdarzyło sie to w USA, kraju który specjalizuje się w masowym rozpowszechnianiu.
    Nic takiego nie wypadło natomiast w przypadku etnicznej muzyki ludów Azji i Australii :(((((

    1. Z tego co wiem, o historii muzyki, i – również jazzu, to jest to historia społeczeństw. Tak, także ta niechlubna – jak niewolnictwo. Może nam się to nie podobać, lub/i możemy czuć przed tym opór- co nie zmienia faktu, że tak było. Z drugiej strony, to, że prawa socjalne były wywalczone dla jednej grupy, kolejnym było łatwiej i mogli iść dalej, osiągać więcej.
      Z trzeciej strony, żyjący, czy wychowani w Europie, patrzymy na historię właśnie z tej perspektywy.-europocentrycznej, bardzo często. Cóż np wiemy o- dajmy na to, dla przykładu- mitologii, czy wierzeniach Tajlandii? Albo o muzyce, historii? Jakby zapytać o to pierwszą z brzegu osobę, która zamieszkuje w Europie i nie ma styczności z tym kręgiem kulturowym? Z czwartej strony, nawet zamieszkiwanie w danym kraju, nie daje stuprocentowej gwarancji.Taka jest prawda,niestety, żyjemy w danym momencie historycznym, nie nie usprawiedliwiam tego, warto mieć po prostu świadomość,a to, boli. Jestem zdania, że myślenie może boleć.

      Poruszyłeś trudny, ale- potrzebny temat. Sztuka, a i muzyka nie jest odrębnym bytem, który żyje sobie w oderwaniu od rzeczywistości, a więc i historii. Myślę sobie, że o wielu kwestiach możemy nie wiedzieć, nie przyglądać się im, albo… Zapomnieć.

      Pozdrawiam, dobrego dnia Ci życzę. Dziękuję za komentarz.
      PS. Pierwszy z brzegu przykład: muzyka etniczna Nowej Zelandii. Bardzo mało o niej wiemy, jeśli chodzi o etniczne pieśni, nikt z Europy, czy Stanów Zjednoczonych się nie przyglądał temu. Wiemy nieco o tych, które były tworzone w języku angielskim, ale także niewiele.
      To co możemy stwierdzić na dziś to:
      muzyka a warunki bytowe (dla przykładu i klarowności wywodu będę trzymała się Nowej Zelandii: kryzys gospodarczy, który miał miejsce w latach osiemdziesiątych XIX wieku, tak jak i ten późniejszy z lat trzydziestych wieku ubiegłego nie trudno domyślić się, że uległy znacznemu pogorszeniu warunki życia dużej części ludzi. To był zaczyn do powstania poezji, czy pieśni protestacyjnych, niezadowolenia społecznego w tym aspekcie wyrażonego i w ten sposób utrwalonych, a to, że o tym nie wiemy, czy nie pamiętamy, nie znaczy, że tak nie było. To ruchy pracownicze tworzyły zaczyn kultury w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, to w tych trudnych czasach ocalano kulturę, z dzisiejszej perspektywy nazywanej ludową. Dziesięć lat wcześniej, czyli 80. wieku XIX w. di lat czterdziestych wieku następnego stworzono XX w. kulturę, którą można nazwać i określa się kulturą włóczenia się. Niby romantyczna nazwa? ale czy na pewno? Kto ją w taki sposób określił? I dlaczego? A to nic innego jak ruchy wysiedlonych osób,pracowników, którzy byli na marginesie społecznych interakcji, uwagi, nie wspominając o prestiżu. Tak to był ruch masowy,dzięki temu? mamy nie tylko opowieści, ale i pieśni. Takich przykładów jest multum. Dlatego, choć może być to historia trudna, warto ją poznać. Przynajmniej, moim zdaniem. :-).

      1. Powiązania ekonomiczne, społeczne, muzyki.
        Wszystko to zapewne istnieje mnie jednak chodziło tylko o prosty fakt: jak ludzie usłyszeli muzykę typu NewOrlean lub Dixieland, to nikt nie badał uwarunkowań, tylko wszyscy zaczęli podskakiwać.

        1. Skąd wiesz, że nikt nie badał uwarunkowań?Niestety, nie zawsze jest to możliwe- dziękuję, że zwróciłeś fakt na kwestię niemożliwości, to bardzo ważne. Tak jak pisałam, sztuka nie powstaje w próżni. Ma swoją, nie rzadko, bolesną i trudną historię, o której nie często chcemy słyszeć, albo znać. Jeśli zamykamy się na ten nurt, to nie znaczy, że on w magiczny sposób zniknie. Badania nad tym co zawdzięczamy osobom, które mają trudne doświadczenia ze względu na niesymetryczność stosunków i powiązań nie są rozpowszechniane od zawsze, co nie znaczy, że nie istnieją. Chociaż są tacy, którym tupanie do jazzowych rytów by przeszkadzało mentalnie, gdyby znali i u-znali historię wpisaną w – tym przypadku- w muzykę.

Odpowiedz na Pharlap Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s