[568]. Bez tytułów tylu, gdzieś z przodu, gdzieś z tyłu…A morze, może obłok obok o krok, o bok…?

Chodzi ze mną, za mną, chłodząc i rozgrzewając aparat gębowy:

[źródło]

Znaleźć człowieka, z którym można porozmawiać nie wysłuchując banałów, konowałów, idiotyzmów cwaniackich, łgarstw, fałszywych zapewnień, tanich sprośności lub specjalistycznych bełkotów „fachowca”, dla którego branżowe wykształcenie plus umiejętność trzymania widelca jest całą jego kulturą, kogoś bez płaskostopia mózgowego i bez lizusowskiej mentalności- to znaleźć skarb.

[Waldemar Łyskak- podobnież, ale nie wiem nic ponadto].

Dykcja rzeczywistości może Cię przeżuć przez zęby w języku obojętności jakiejkolwiek objętości. Macać i migać (się) nie ma co. Migotliwość światła i świata obrót rzeczy przeklina przedzierając się przez szczeliny w szczegółach. Gmerając w datach i detalach, a może, morze chociaż w mechanicznych sercach godzin.

Wstążki wiatr i wyrzut (adrenaliny, albo strugi sumienia? Cóż nurt i znaczenie zmienia…) porusza i przemienia. Drgają drogi zapisy jesiennym deszczem i jeszcze, jeszcze… woła(sz) albo szeleści(sz) dialogiem z cisz, ścisz swe lamentatrakcje otwarte w pośpiechu zawarte wylewające się na chodnik i osąd chłodny, głośny, a niewygodny… Kraj i obrazów głodny… Z krokiem, wzrokiem zgodnym.

Kiedy to Echo, straciła swe imię (nimfy greckiej) przypięte nieopacznie do gramatycznego na wskroś anatomicznego badania kurczu, każdego, skurczu serca (nie tylko tego złamanego literalnie, a na wskroś, literacko — nie, nie szarmancko, ni elegancko), zwanego inaczej Holterem (od nazwiska amerykańskiego medyka) tak sobie cyk, cyk, cyka, tak puka, puk, puk Kołaczą, kołaczą,kołaczą…

Puk,puk, aj aj a ot, ot wożą Ci(ę),… (klatkę) (piersiową-oczy_wiś_cie, zawieszając oczy i głos, o włos)…. Aaa, anatomowie. ..(Albo i nie). Otwartym twardym tekstem, zastanowienie stanowienia. Co zadziwia i przemienia.

Przypomina się, z natłoku słów, solo. Wyimek z roku tysiąc siedemset pięćdziesiątego . Jan Sebastian, poważnie zaniemógł po_ważnie równomiernie wyglądał miernie, a wysiłki medyków spełzły na Nietzschem echem, znaczy, na niczem. Jednakże dyktować mógł (jeszcze). Kunst der Fuge. W głosie trzecim (fugi) ostatniej wprowadza temat nowy. Cztery nuty, notacja czterech liter nie od_głosu upadku, a nazwiska (b-a-c-h).

I tak myśli mi się szastają po nitce (tętna) do kłębka niespiesznie skraplają melodią melancholii niczym po pajęczynie babiego lata, latają ociężałe grawitakcją atrakcji, że jednak, czy na boku, czy na wznak, czy siedząc, czy przebierając nogami warto nie zetrzeć się starzejąc w splocie melodii myśli bez rymu lecz natrzeć się życzliwością, która nie dotyka tkliwości. Życzę obecności w ulotności, lub bardziej przyziemnie- niech będzie wam przyjemnie.

2 myśli na temat “[568]. Bez tytułów tylu, gdzieś z przodu, gdzieś z tyłu…A morze, może obłok obok o krok, o bok…?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s