[557]. I ‚m James. James [B](L)ONT. Ta[ka] kobieta to Skarb[ek].

Już nie ma tej kawiarni.
Jest popisujące się złoto.
W pośpiechu wykonana reprodukcja.

Nie ma chłopców: filatelistów
zbieraczy pocztówek i listów.
Kolekcjonerów czarno-białych uzdrowisk.

Skatalogował ich czas.

Nie ma już sobotnich poranków.
Dogmatycznej mgły.
Krótkowłosych sportowcówce
wsłuchanych w umięśnione samogłoski.

Nie wybaczam piękna
tamtym minionym chwilom
kiedy zapadaliśmy się
w czerwone skórzane fotele
i dodawaliśmy chmury do kawy.

[Cafe Museum, Ewa Liska,[w:] Gdzie Indziej, Wydawnictwo Literackie, 2004].

     Życie smakuje się na piechotę, o tę,  czy ma się na to ochotę, czy dysponuje możliwościami, czy wręcz przeciwnie, w kierunku odwrotnym, a może i odwróconym. Niezależnie, czasami zbieżnie, czasami pobieżnie, czasami: przeszłymi, teraźniejszym i przyszłymi. Życie nie pyta o bieg: na orientację, rzek, czy wydarzeń, czy następstwa przeziębień i gramatyki. Grama akrobatyki, ekwilibrystyki tu nie brak. A tak[t] czasami się gubi.

Dekoracje wyposażając więcej niż w deko racji. Jeszcze jeden krok, w górach. W górach. W gór ach, ech ech. Wdech i wydech. Wyżej, wyżej, wyżej, o tak[t].

Paradotks. Doks, czyli kropka. Para, czym jest para, ta co idzie nie piesznie, choć i niecierpliwie w gwizdek.

Niezrozumiana choć zasłużona. Najpierw skazana na wielkie zapomnienie. Afazję Pamięci. Dla upiornych upartych arche[ch]olożek i arche[ch]ologów herstorii i historii, utrwalOna w drugoplanowej roli kochanki głównego bohatera, taki James. James Błąd. Wiele błąd. Karawana pędzi dalej na szóstym biegu zmysłów, ale stawmy się na Start.

[Nie daj się zwieść wesołemu rytmowi, W pewnym momencie, [w:] Cały świat płonie, wykonanie i muz. Agnieszka Chrzanowska, słowa: Michał Zabłocki].

Kobiety i konflikty zbrojne. Mnogość sytua[k]cji. Skojarzenia. To nadużywanie, czy gwałcenie wolności osobistej, albo: jak to miało miejsce podczas Wielkiej Wojny gdy mężczyźni ginęli na frontach, kobiety mogły wreszcie zamienić przydługie suknie, niewygodne gorsety na spodnie i ruszyć do fabryk, w których i tak już pracowały wcześniej, albo: tak jak Maria Skłodowska Curie, ruszają na front, prześwietlać żołdaków, albo pracują w Czerwonym Krzyżu, albo idą wraz z mężczyznami w bój. Albo: wybierają jeszcze inną drogę.

Porzucone kochanki historii.

Ileż to się mówi o Macie Hari, chociaż gdyby włożyć okulary, czy też przysłuchać się niektórym głosom, nie była ona taką agentką jak to maluje wielkomiejska histeria. Chociaż oczy może i miała  wielkie, ładne. Nie, dziś nie o niej. Nie żeby dyskredytować jej osobę, czy też dokonania, jakkolwiek by by nie były one przedstawiane.

¿¿¿?¿¿¿

Daty. podaje się różne, miejsca także. Czy to postępowanie a’la Brzechwa,tak, ten Pan od Wie[r]sz[cz]y czy też to konieczność, albo próba zmielenia, tfu,  zmylenia Historii? Tak tej, tej która bierze udział w sprincie dziejów, tej, której oddech, nieświeży, czujemy na karkach, tej, z której korepetycji nie wyciągamy nauk przedmałżeńskich romansując z czasem, na krótką, bo krótką, ale jednak przyszłość. Tłumacząc się wadą wzroku, krótkowzrocznością pamięci, albo nie sumitując się wcale, ani o cal,  odkładamy ad acta.

[Krystyna Skarbek, źródło zdjęcia].
[Krystyna Skarbek, źródło zdjęcia].

Ona. Owoc małżeństwa zwartego i  zawartego z rozsądku. Matka: Arystokratka. Stefania Goldfeder. Majętna. Namiętna mniej, tak głosi płotka plotka, której ufać nie należy. Nie grzeszy urodą. Ciała. Nie ducha. Wykształcona, pobiera nauki u najlepszych Pragmatyczna. Retoryczna. Potomkini rodziny bankierów. Żydówka. O nienagannych manierach. Potrafiąca się porozumieć w języku francuskim. I nie mam tu na myśli języka ciała. Ojciec: Jerzy Skarbek. Zubożały hrabia z tradycjami, i… Tyle, który to ubóstwiał córkę. (W przeciwieństwie do syna, którego zdawał się nie zauważać). Nazywał ją swoją Gwiazdeczką. Uczył w jaki sposób się wspinać i zjeżdżać, a także dosiadać konia. Nie mógł przypuszczać, że te umiejętności nie tyle uratują jej życie, nie, co zapiszą na KartacHistorii, tyle, że potem, zaraz potem, rozpęta się wirus niepamięci i choroba zapomnienia. Tym czasem, borem lasem, a raczej w internacie dorasta mała Krystyna wzdłóżając swój cień, w przyklasztornej szkole sióstr nazaretanek mieszczącej się w Jazłowcu. No, gen ryzyka w sobie miała i podważania rygoru i reguł. Na ogół. Wybierała tylko te z zajęć, które ją interesowały, nie piszę o płataniu figli, jak sobie spłatasz, tak się wyśpisz, mówi przysłowie, tak, albo jakoś inaczej…, wystarczy wspomnieć, że raz podpaliła księżą sutannę, chcąc sprawdzić, czy nieustannie będzie odprawiał mszę, czy jednak nie. I tak oto stawała się liderką,  i relegowano ją ze szkoły, a raczej- ze szkół.  Tolerancja wobec poczynań nastoletniej, a raczej nastowrzącej, buntowniczej podówczas Krysi, skończyła się gdy rodzice przestali dysponować majątkiem, który musieli sprzedać, gdyż w dzieje rodzinne zaczęła wplatać swoje trzy gorsze Histeria Historii. I tak dekoracje uległy zmianie.  W 1926 roku po sprzedaży majątku, i spłacie długów, ta część kwoty, która się jeszcze ostała została zainwestowana w wynajem mieszkania na warszawskiej Ochocie. Ojciec opuszcza rodzinę i udaje się w raz z nową partnerką do Szwajcarii, by tam umrzeć cztery lata potem wskutek postępującej gruźlicy.

Nasza bohaterka bawi się na salonach ówczesnej stolicy, została wyróżniona w konkursie Miss Polonia, chociaż ubiera się skromnie i nie ma w zwyczaju nakładać makijażu.  Po raz pierwszy jest zmuszona zapracować na swoje utrzymanie, znajdując zatrudnienie w zakładach Fiata. I tak oto stała się sekretarką. Przez ściany budynku, w którym przebywała przedostawał się dym z tamtejszej fabryki, i tak oto nabawiła się cieni na płucach. Jeszcze nie wie, że to w przyszłości pozwoli jej na pewien wybieg, a raczej sprint ku wolności, ale nie uprzedzając, wyprzedzając faktów wolno zmierzajmy ku mecie. Tymczasem Krystyna niepokoi się o stan własnego zdrowia, mając w pamięci przyczynę śmierci swojego ukochanego Ojca. Lekarz prewencyjnie zaleca wyjazd do prewentorium w Zakopanem.

[Poziom adrenaliny, Zakopower, źródło nagrania].

W tym samym roku gdy Ojciec Krystyny rozstaje się z życiem, ona sama, żegna stan panieński, wychodząc z domu rodzinnego, nawet nie wie, że za pół roku wróci. Różnica charakterów. On młody przemysłowiec świeżo upieczony małżon spędza godziny w pracy, jej to się nie podoba, woli kawiarniany dym i spleen, nie wpisywała się w ciepłą atmosferę  powinności żony. Od domowego ogniska, wolała ogniskować życie miejskie w soczewce swojej źrenicy. I do tego nie chciała rodzić dzieci. Nawet nie chciała o tym rozmawiać.  Nie dla niej akcja stabilizacja. Po prostu, a może i pokrzywu, nie chciała umrzeć z nudów, uwolniła się od tego związku Uff. Służyły jej wyjazdy do Zakopanego, tam przynajmniej coś się działo… No i można było pozjeżdżać sobie na dół, i wspiąć się do góry, nie chodzi tylko o zaspokojenie ambicji. Narty, przecież tego uczył ją ojciec. No nie szmuglowania papierosów, co czyniła dla sportuUff, i nie chodzi o markę papierosów… I tym samym poznawała ważne szlaki, drogi, nabywała umiejętności, które jak miała się przekonać w niedalekiej już przyszłości miały jej się przydać. Czy już wtedy przeczuwała? Czy wiedziała. ? Niemniej ostatnim gwoździem zabijającym jej małżeński rozwiązek było przyjęcie przez nią tytułu Miss Nart w 1931 roku bo i urok osobisty i mistrzowskie umiejętności no i frajda jaką czerpała to z jednego, to z drugiego. Małżonek nie zdzierżył był… I tym samym wróciła do mieszkania na warszawskiej Ochocie, i do Salonów ówczesnej Warszawki! No i do problemów finan owych, ale kto by się tam przejmował nimi zbytnio? Pikanterii dodawał fakt, że bywając w kawiarniach, które były wszak wrzaskiem mody, etykieta nakazywała by kobiecie towarzyszył mężczyzna, ale czy już nie powiedzieliśmy sobie tego dosadnie i głośno, chociaż inteligentnie, że Krystyna nie z tych… No powiedzmy sobie szczerze, że kobietę wykreślano z innych kręgów, np pewna niedoszła teściowa, wybiła pewnemu młodzieńcowi dobrze urodzonemu, a jakże, małżeństwo i miłość, no bo gdzieżby Żydówka, bez posagu, do tego rozwódka i kobieta z t a k ą reputacją… (Czyż nie znamy tej melodii, a Skłodowska? Jej także odmawiano miłości, a przyszły niedoszły mąż nie potrafił postawić się rodzicom! A Mania chciała z tego powodu rozstać się z życiem… Tyle dygresji i porównań, chociaż nie równania będą jej towarzyszyły do końca -nomen omen- życia). Lekarstwem był podróżnik i pisarz Jerzy Giżycki. A w zasadzie miał być. Skoro już przeżył spotkanie z jej nartami… :-).  To małżeństwo ze starszym o ponad dekadę mężczyzną było trampoliną, a raczej przepustką do warszawskiej elity. I nowych doświadczeń. I znajomości. I możliwości. I mogła odetchnąć pełną piersią, no tak, cieni na płucach się nie pozbyła.. Zatopiona w kawiarnianych dysputach o zbliżającej się wojnie, której tupanie żołnierskich butów słychać było przed drzwiami warszawskich salonów.  Ale może to jeszcze nie ten czas? Aliści się nie ziści. Grozy doza. Wielka Wojna numer Dwaaa…

Kiedy mały kapral podpala Europę Krystyna wraz z mężem przebywają poza granicami kraju. W odległej, i bezpiecznej Kenii… Nie dla niej to klimat już o tym wie. Mało, jest o tym przekonana. Jej mąż (długo nim zresztą nie pobędzie, w teorii: już o tym wie, praktycznie rozwiedzie się po wojnie) pracuje tutaj jako dyplomata.  Decyzja powzięta. Wyjeżdżają do Londynu.  Adaptują dom, w którym bywają tamtejsi politycy. Zyskują rekomendacje sir Vantsittarta i Federica Voigta, ona sama zaś nawiązuje kontakt z Georgiem F Taylorem (tak to jeden z ojców założycieli SOE, dokładnie ten).  Podania o tym jakie zrobiła na nim wrażenie podpalają nie jedną wyobraźnie i masują nie jedno ego.  Fakt, faktem jest pierwszą kobietą, emigrantką, Żydówką zatrudnioną w SOE, drugą zatrudniono dopiero dwa lata po niej.  Tak to właśnie ona miała wejść głównymi drzwiami, zaproponować współpracę i nie wychodzić dopóty dopóki nie osiągnęła swojego celu.

To ona miała podlegać brytyjskiemu wywiadowi, i tu stanowiła wyjątek, bo jako Polka powinna podlegać zwierzchnikom w kraju.  To ona zaproponowała, że będzie kolportowała ulotki z Budapesztu do Polski. Nie tylko, oczywiście. No i tu przydało jej się doświadczenie, i umiejętności (znakomita jazda na nartach) i wiedza (o trasach przemytniczych) i przemycanie fajek okazało się próbą generalną. Do tego znajomości topografia, topografią, ale przecież ona nie musiała, ani łapać kontaktu z przewodnikami tatrzańskimi, ani ich do siebie przekonywać, przecież od lat się znali! No i znakomicie znała francuski! I jej szyk, i inteligencja, Do twarzy jej z adrenaliną!

Przyjęta na półroczny okres próbny. Dobre i to. Zważywszy na fakt, jak restrykcyjny był proces rekrutacji, jak wieloetapowy, jak ostrożnie wybierano agentów (agentów bo przecież nie było kobiet) złowionych z najlepszych uczelni, … A ona zgłosiła się sama. Zupełnie. Oczywiście miała protektorów. Na małżeństwo z polskim arystokratą była za cienką w uszach (bo przecież nie w talii, co najwyżej w kieszeniach) ale by aplikować do SOE to już nie! Podówczas miało dwa wydziały, dywersja i sabotaż, a głównym im działaniem było pozyskiwanie informacji. Oto polska patriotka, doskonała narciarka, mówiąca po francusku bez akcentu i nade wszystko poszukiwaczka przygód i miłośniczka adrenaliny była bardzo cennym nabytkiem. I co warte zaznaczenia, jako jedyna podówczas samodzielnie planowała własne akcje.

Madame Marchand. Przyjęła tożsamość francuskiej dziennikarki. Dwudziestego pierwszego grudnia trzydziestego dziewiątego roku była już na budapesztańskim bruku. Nie wiadomo jakiej dokładnie misji miała się podjąć, oczywiście mówi się i o ulotkach, o zagrzewaniu do walki, o dawaniu nadziei, o zawiązaniu kontaktów, o rozpoznaniu sytuacji, o tym by pozyskać informacje w jaki sposób i w jakim natężeniu rozlokowane są oddziały wroga, ale nie mówi się o wszystkim, poza tym, że ta misja to z sortu tych samobójczych była… W węgierskich dekoracjach poznała… Miłość swojego Życia. Miłość na Czas Wojny… Nie, nie rozwiodła się z Nim, nawet nie zdążyli się pobrać. Nie dane jej było Kochać w Czasach Pokoju, ale po kolei. Andrzej Kowerski. Spotkali się po raz drugi. (Pierwszy w zakopiańskiej kawiarni, gdy on opowiadał o swoich wyczynach, w dokonaniu których nie przeszkadzał mu niepełnosprawność fizyczna, a ona bawiła się z ówczesnym mężem). Ponieważ wojsko polskie nie chciało go widzieć w swoich szeregach zgłosił się do angielskich kolegów po fachu. On nie mógł maszerować? No, wyśmienicie skakał… Brzmi dziwnie? Nie jeśli dodamy do tego spadochron… Taki skok w życie, i w wir historii. Piorunem awansował, a zaczynał od najniższego stopnia, zwykłego szeregowca. Do tego alianci jakoś nie widzieli przeszkód by zrzucać go za linią wroga. Był tak zapobiegliwy, że w ekwipunku miał nie tylko maciupką fiolkę cyjanku, ale również… Zapasową protezę! Logiczne przecież, gdyby wróg do niego strzelał i uszkodził sprzęt, za pomocą którego się poruszał, to kto mu go naprawi? Ok, drewniana noga nie ukrwiona, co jednak mu się przyda w przyszłości jak absurdalnie by to nie zabrzmiało, ale przecież poruszanie się to niezależność. [O czym już pisałam].

*** *** ***

Ale rządźmy się chronologią. Na każdej fotografii uśmiechnięta, może i nazbyt filigranowa, jeśli brać w rachubę standardy z czasów tamtych. Konkursu piękności nie wygrała, ale zdobyła tytuł Miss Nart, a umiejętność i wzbudzania poruszenia, i piękna i jazdy na nartach przydała się w czasach najmniej spokojnych. Migdałowa panna o lekko zmrużonych powiekach lubiąca jeździć konno, ale to dawne, dawne czasy, nie z tego świata, czyli przed Wojny. Nikt nie widział jaka była naprawdę, fakty przedstawiają tylko część. Ważną, ale to zaledwie puzzli kilka. W chwili tragicznej śmierci ma czterdzieści trzy lata, a nie, jak mówiła, sześć mniej. Brzechwa, ten prawnik, pisarz i twórca prawa autorskiego, pisarz dla dorosłych, co nie chciał być pisarzem dla dzieci, choć dla progenitury pisze się podobno tak samo jak dla dorosłych tylko lepiej, nawet on odmłodził się co prawda, to prawda o lata dwa, ale tu chodziło o cały wiek, także dlaczegóż by się dziwić Krystynie. 

Nader szybko uświadomiono jej, że nie jest dzieckiem zrodzonej z miłości, a jej rodzicom nie wybaczono w towarzystwie mariażu, przecież t a k i  c h rzeczy nie czyni się w sferach naszych, czasach, no wiesz, w t y c h    czasach. Ojciec utracjusz w dzielnicach podejrzanych bywający, a matka bogata… Żydówka. Ależ to była wystrzałowa dziewczyna, dziewczyna o której musiano i chciano milczeć, nawet w klubie ocalonych (ocalonych przez nią— oczywiście). W jej życiu istniał tylko czas teraźniejszy, aż do czerwcowego popołudnia, kiedy wszystko się skończyło.

W Trzepnicy nie było już dworku, lecz tabliczka, że wejście doń grozi życiu. Skarbek z góry to nader ciekawa historia i wielu zacnych antenatów znający, ale dlatego, coby tekstu nie wydłużać, tylko wspomnieć, że nic nie ma, ani koni, ani komnat, ani snów, ani popołudni, podczas których w pokoju jadalnym Krystyna gościom umilała czas recytując wiersze po francusku, bien sûr. Wszystko zajął komornik, nawet stół inkrustowany różanym drewnem.

Lata trzydzieste, wielki kryzys. I Panna na wydaniu. Bez posagu, nie pomoże tu majątek matki, po nim tylko wspomnienie i nader dokuczliwe burczenie w brzuchu, i to nie jednym. I nie jedynym. Po tym jak ojciec rozstał był się z życiem, musiano przeprowadzić się do Stolicy, szumnie nazwano, do malusieńkiego mieszkanka przy ulicy Rozbrat w Warszawie, reszta cóż, długi, niewesoła, nie krótka i nie w sam raz piosenka.  Sprzedali nawet bank, czy rezydencję przy ulicy Zielnej, ale to na nic się zdało. Jedno co się udało to wyszukać przez nitki znajomości posadę dla młodej Krysi w warszawskim salonie Fiata. Krystyny, bowiem już wtedy wiedziała jaka moc tkwi w powiedzeniu: jak cię widzą, tak cię piszą, dlatego nie wahała się (albo przynajmniej nic o tym nie wiadomo) wydać na pończochy połowę swojej ówczesnej pensji. Gdy jeden z bogatych klientów zaproponował jej relaks przy kolacji, w przytulnej warszawskiej knajpce, nie odmówiła. Nie miała nic. Nawet widoków na przyszłość, i nie chodziło o ciasny pokoik, w którym pracowała. Nie wiedziała, że może liczyć na siebie, że ta arytmetyka nie tylko się przyda, ale nie ma tu nic z rachunku nieprawdopodobieństwa. Bieda i brak krajobrazu na chociażby lepsze jutro. Zawsze żyła czasem teraźniejszym, to niezależnie od biegów wydarzeń nigdy nie miało ulec zmianie.  Odkryto u niej ogniska w pucach. A to wiadomo, cóż… Wyrok. Może to nie przepadek ów bogaty klient?

Nie była przygotowana do małżeństwa,a któż jest? Można by napisać z więzienia uciekła po dwóch latach, musiała zmienić wyznanie na  i zabór na austriacki tylko tam dawano orzekano rozwody, no i oczywiście ta pensja na zachodzie Polski dla dobrze urodzonych panienek… Nie wiedziała, kim zostanie w przyszłości, i czy Sobą, i co to oznacza, ale wiedziała, że nie zakonnicą. I jeszcze konie i powrót do Trzepnicy. Choćby na chwilę, na haust powietrza. Pomiędzy kłótniami rodziców, romansami ojca (wieloma)wyścigami konnymi (licznymi, a jakże, chociaż nie przynoszącymi dochodu) gośćmi nazbyt poważnie traktującymi polskie przysłowia (gość w dom, bóg w dom) i migren żony. Wspomnienia, krążą wspomnienia pomiędzy jednym, drugim, a piątym krokiem. Jak odnaleźć się we mgle wspomnień? Czasów pogmatwanych, zapewne niegramatycznych? Dat ważnych. Tak jak ta majowa, a dokładnie z czternastego maja tysiąc dziewięćset trzydziestego roku. Tatek, jak go Krysia (która wolała być już Krystyną) nazywała, umiera, powoli bez woli, acz sukcesywnie żegna się z życiem, medycy próbują zaprzeczać, bezskutecznie. Dzień po jej dwudziestych pierwszych urodzinach, po rozmowie z ojcem, tej, co zamierza, i dlaczego uratować majątek, czyli dokonania niemożliwego, nieodwołalnie umiera. Tak jak to miejsce, i ono było od zawsze. Od zawsze. Odkąd pamięta. Zawsze wracała, tutaj miało ten zapach, ten smak, i dźwięk jego słów.

Siódmy lipca tegoż samego roku. Obiad z kupcem, więc można i trzeba sprzedać mu topniejący majątek, którego już nie ma. I od wielu lat nie było. Potem wspomniana przeprowadzka, wspomniana praca i takież małżeństwo. I po małżeństwie.

Tysiąc dziewięćset trzydziesty siódmy, stok, tańce, zakopiańskie powietrze i Adam, nocne wędrówki i znowu tańce spotkania ze znajomymi takim np Stasiem  (z jego bratem, Jankiem będą wędrowali przez Tatry w konspiracji- oczywiście)i Adam, Adam, Adam. No i stok, no i… Nie, Krystyna nie lubiła alkoholu, trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, rzeczy oczywistość i rzeczy obrót wolała po stokroć.  I noce. Po raz pierwszy widzi przyszłość. Wspólną z Adamem. No ale przy pierwszej nadarzającej się okazji, gdy Adam wyjeżdża do Krakowa, przyjeżdża jego Matka, ta, co nie lubi rozwódek. I wszystko wiadomo. I koniec miłości. Nie nazywa jej tak. Przynajmniej głośno. Tylko w pamiętnikach.

Urodziwa, nieprzeciętna pełna temperamentu, i charakterna (co w wieku szkolnym przyczyniało się do tegoż, że rodzice musieli szukać coraz to nowych szkół— mimo tejże niedogodności uzyskała staranne wykształcenie, nie tylko na papierze, władała kilkoma językami nader biegle) uprawiała taternictwo znana w towarzystwie  także kół dyplomatycznych akredytowanych w stolicy. Pielęgnowała indywidualność i zdolność do improwizacji. Posiadała wszystko, a w wieku dwudziestu dwóch lat i męża numer dwa: pisarza i dyplomatę Jerzego Giżyckiego , z którym  pod koniec trzydziestego ósmego roku wyjechała do Afryki, Nairobi gdzie ten miał objąć urząd polskiego konsula, ale i to małżeństwo nie wytrzymało próby czasu i temperatur, i nie chodzi tu tylko o klimat, bo ten pokochała. Tak jak pokochał ją, od pierwszego wejrzenia i wtedy gdy spadła w jego ramiona, tak, tak dokładnie, i to gdzie w Zakopanem, na tatrzańskim stoku, to trza zapamiętać. I pewnie nie raz to wspominała, ale i lazur afrykańskiego nieba, gdzie nie istnieje ani przeszłość, ani przyszłość i tak różne jest od tego co w europie, i tak zawładnie jej pamięcią…Gorąc, gorąc, smak, zapach, woda, i noce z Jerzym. I gruchanie turkawek. I jakby ściszają się pierwszego września trzydziestego dziewiątego roku. A potem gdy wiadomo, że ani Francja, ani Anglia… Zupełnie milkną. Cisza? Ale jaka cisza, nawet nie grobowa? Tylko taka co przeszywa. Nota dyplomatyczna? Nie, nie gazeta i październikowy powrót.

Freddy Foyd wydawca jednego z angielskich magazynów, to on po jej uporczywych namowach był jej prorektorem w nowo powstającej komórce wywiadu brytyjskiego, chyba się w niej podkochiwał. Co oczywiście nie było ani nowością, ani niczym co by mogło zaskakiwać, a nawet jeśli nie, to niewątpliwie był pod  bardzo dużym wrażeniem, jej niebanalnej urody. Warto zaznaczyć, że wtedy jeszcze nie było wiadomo, czym będzie się zajmować brytyjski wywiad, a przynajmniej ta komórka, do której skierowano Polkę. Kryteria? Owszem, były główne to znajomość języków obcych, a te jak wiadomo, miała Krystyna w małym palcu i piękny to był palec… (Nie ujmując nic gibkiej reszcie). Major Taylor był szefem sekcji bałkańskiej i to on ją ostatecznie zatrudnił, na okres próbny. Zachowała się nawet notatka o tym, jakie widzi u niej predyspozycję, także o fakcie, że swobodnie radzi sobie w bliższych kontaktach damsko — męskich, ale też inteligencję, elegancję, znajomość języków obcych (francuskiego bez akcentu) i patriotyzm. Przełożyła plan budapesztańskiej wyprawy, której celem miało być zorganizowanie produkcji ulotek, które miały psychicznie wesprzeć rodaków i rodaczki jak również mogłaby przerzucić jeńców, oczywiście przez Tatry, ma znajomości wśród autochtonów, a co najważniejsze wśród ludzi, którzy zajmują się przewodnictwem górskim, sama jest wysportowana i przecież uprawiała narciarstwo.

Jako dziennikarka pojawiła się w Budapeszcie dwudziestego pierwszego grudnia tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Tak to już jest, że ludzie chociażby się i mijali wcześniej krążąc po tych samych nitkach ulic, w końcu i trafią na siebie  znowu i tak było z nią i Andrzejem Koweskim, któremu generał Maczek zlecił zorganizowanie przerzutu ludzi do Francji. Nie wiadomo dlaczego ten mający doświadczenie noszenia protezy wskutek wypadków, które potoczyły się sobie znajomym biegiem, podczas jednego z polowań, znalazł się w wojsku i to jeszcze, gdy go spotkała Krystyna w stopniu podporucznika, a to przecież nie koniec awansu. Jak widać można nie iść stereotypową ścieżką, wystarczy dać szansę by potencjał mógł zostać zrealizowany. I został w dwójnasób. Oczywiście krążą legendy jak to Andrzej wskutek swojej wyjątkowej sprawności przekonał komisję do tego by mimo kategorii D przyjęła go do grupy wojaków, ale nie sposób oddzielić mitu od prawdy. Jedno jest pewne Krystyna i Andrzej się spotkali, także w Budapeszcie, i to nie było ich pierwsze chociaż ona o tym nie wiedziała… Dopiero on przypomniał jej jak to spotkali się w jednym z zakopiańskich (sic!) sklepów sportowych, kiedy to Jerzy, jej były partner i mąż zostawiał w komis sprzęt, a Andrzej zdecydował się od niego go nabyć. I nie była to sytuacja nowa, to znaczy, tak, wiem, znowu narty, i znowu polskie Tatry, i małe zakopane miasteczko (którego, na przykład, Witkacy nie cierpiał, nie znosił, i z którego uciekał), ale nie była to ani rzecz nowa, ani to, że Krystyna zapoznawała ze sobą byłych i obecnych swoich partnerów, a ci mimo zazdrości i emocji potrafili ze sobą współpracować, a nawet i — z czasem — zaprzyjaźnić.  Tak np na Kowerskim Giżycki zrobił bardzo duże wrażenie. Krystyna mówiła, że ten ostatni ma bardzo trudny charakter, ale przecież sama go zaanonsowała i ściągnęła do pracy w wywiadzie. 

Krystyna z Kowerskim zaczęła… Współpracować. I jeździć na wspólne akcje,z domieszką adrenaliny i niebezpieczeństwem na horyzoncie. Ona: zawsze na pierwszej linii. Pierwszej linii najwyższego napięcia. Tak na wojnie jak i w miłości, w czasach niespokojnych i niespodziewanych. Przybliżali się i oddalali, znali i poznawali i całkiem, całkiem (nie ciałem) nie znali…

CDN…

2 myśli na temat “[557]. I ‚m James. James [B](L)ONT. Ta[ka] kobieta to Skarb[ek].

    1. Cześć,
      Mały Kapral to oczywiście Napoleon, ale jakież było moje zdziwienie gdy spotkałam się z tym, że to pseudonim przypisany także Adolfowi.

Odpowiedz na Qbuś pożera książki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s