[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.

Całuję cię w metafizyczny pępek – pisał Witkiewicz do żony – to spodobało mi się zważywszy na moje własne, całkiem prywatne upodobanie do ruchu. Ruchu q ku. I nie chodzi o matematyczne spacery całkiem, ani w szczególe, ani po całce, całkiem nie. Ruszmy cztery litery, albo chociażby gałkami ocznymi. W spacero i logię dalej niż zaszedł był Pitagoras. Nie, nie namawiam do powrotu (do powrotu do szkoły)…

Nie drogowego bynajmniej, ale drogiego, cennego, i życiodajnego. Witkiewicz pisał dalej, choć nie w tym samym liście: Życie nie na szczytach czego-bądź jest nonsensem. Największy sens ma życie na szczycie nonsensu. To z kolei mnie zatrzymało, ale jak wspomina Stanisław: Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki. Budzisz się, tak albo mimo budzików śmierci tak właśnie żyjesz. Czy to nie jest ciekawe, czasami cierpkie? Czasami gorzkie, słodkie i słone. Wygrzebując grząską przesieką między Nie wiem, nie wiem jeszcze, a chybotliwą pewnością znajdując ścieg ścieżki jakie, ale coś się pewnie znajdzie. Jeśli poszukasz. Coś zeskrobiesz, do czegoś dojdziesz, gdzieś usiądziesz.W ciągłym ruchu, chociaż statycznie, stycznie bywa statycznie nie tylko w styczniu , chociaż bywa i buja się na odległość. Nie tyle, nie tylko na lodzie i chłodzie. Gdyby przyjrzeć się filozofii na przykład to można spostrzec to, że homo sapiens od zawsze interesował  się tym, w jaki sposób ludzie znaleźli się na tej Błękitnej Kropce (nie  tyleż w kropce) i w jaki to właśnie sposób powstał Wszechświat? Połknięci przez głód wiedzy. Strawieni ciekłą wściekłą (czasami) ciekawością, gdzieś pomiędzy śniadaniem, a osią ości po pod wieczorku, a przed łaknącym kształtów zmierzchem.

[Édouard Manet – Le Déjeuner sur l’herbe, 1863, olej, Musée d’Orsay, źródło],

Świat:Duże. Wszechświat, jeszcze bardziej wszechduże słowo – zwłaszcza z lotu drona, ptaka, niech dron lotu nie zawłaszcza! Gram a tyka inter punkcji. :). Melodia w maku interpunkcji wybicie, skok w dal, skok w życie, zdanie wielokrotnie (ro)złożone. Na czynniki nie pierwsze, i z pewnością nie ostatnie, dostatnie, ale dostrzegalne. Nie zawsze okiem nieuzbrojonym. Chociażby zatrzymane, w kadrze powyżej. Dlaczego to co namacalne jest dotykalne, chociaż nie zawsze (dostatecznie)obmacane? I gdzie trzeba sięgać, jak i kiedy wzrok nie sięga, nawet gdy oko uzbrojone jest nie tylko w cierpliwość patrzenia, widzenia i dostrzegania. Nie wiem, czy przed wynalezieniem elektryczności, a dalej, przed żonglowaniem ogniem, człowiek, ten przykładowo Kowalski, czy Nowakowa, byli bliżej gwiazd, czy, a jeśli tak, to w jakim stopniu mógł lub mogła pozwolić sobie na rozważania o naturze otaczającej nas rzeczywistości, co na ten temat wiedziała, a z tego co było sprawdzalne,weryfikowalne i w jak(i sposób) użyteczne? Słyszysz podszept Édouarda: A dlaczego użuteczne? No dlaczego? A może prosi o coś innego, a nie pyta na przykład…

Proszę, wyobraź sobie w jak to jest obserwować gwiazdy. Nie, nie chodzi mi o buszowanie w mediach zwanych społecznościowymi, albo przesiadywanie przed tubą, ale chociażby tak i nie nazwane (jeszcze) bez dostępu do sztucznego światła, które to jak wiadomo utrudnia obserwację… Ciemność, widzę, ciemność. Nie chodzi o to, że tęsknię za brakiem dostępów techniki, elektroniki, sztucznego szkiełka i oka,  nie, raczej, o przypomnienie, że taki stan był. Gwiazdy, są w każdej znanej nam kulturze, stronie świat[ł]a, w podaniach popularnych i wysokich, przypisuje się im różnorakie znaczenia, i zdarzeń zmęczenia, zmącenia, czy kierowanie nie tyko światłem, ale i światem i jego dziejami. I dobrodziej[k]ami. Dziwne, że osoby znane. powszechnie rozpoznawane, albo trochę mniej nazywa się gwiazdami właśnie… Zastanawialiście/ łyście się właśnie nad tym? I nie chłodzi, a nawet nie chodzi o to,że…

Mit i logos, a przede wszystkim chęć poznania, jak to było naprawdę, mieszały się, a to możemy śledzić nazwy gwiazdozbiorów. Odrywać i odkrywać naszą historię. Łuskać z mroków. A może tylko, albo także? O znajdowaniu tego co znane, i co ważne (ważniejsze) znajome. Nie chodzi o zbratanie się astrologii i astronomii do wypracowania przez ludzi metody naukowej, przynajmniej nie tylko. Jak wiadomo, bliżej nam do gwiazd, ba! Jesteśmy z nimi nierozerwalnie związani, nawet jeśli nie mamy tego świadomości, i nie jest to związane z magią, chociaż to czysta magia… Za i chwytu, zdziwienia i piękna (nie mydlić, mylić z piętnem). Magia czasu, właśnie czasu, to one, gwiazdy, te dam daleko w górze, pozwalały nam niejako zacząć ujarzmiać   miejsce, czyniąc je bardziej urodzajnym dzięki rolnictwu,posiadaniu we władaniu ognia, metody termicznej obróbki żywności czy lodówek chociażby i prostokątów z papieru.

Fenicjanie to ci, którzy wymyślili pieniądze, wedle przekonań za mało. Ale dlaczego o nich wspominam? Bo to oni właśnie wedle gwiazd i ich ruchów potrafili określać położenie w przestrzeni,a tym samym odbywać większe i mniejsze podróże. I te— całkiem odległe. Przestano myśleć o nich (gwiazdach, nie podróżach, jako o punkach, nieruchawych i nieruchomych). Oczywiście, wiście na dowolnie wybranej gwieździe (nie mydlić z gwoździem: to nie zupa chociaż wszechświat wedle niektórych kiedyś zupa był) chodzi o to, by sięgać dalej niż wzrok, niż mędrczyni szkiełko i oczodół. A raczej to co w nim. Mrrru i drrrga. Medycyna i gwiazdy, astrologia, to historia to dłuższa od drogi mlecznej. A jakże, fascynującą. Niemniej na inną okazję. Dzisiaj podążajmy za gwiazdą. Za jedną z nich, w której mieści się, jeśli nie cały kosmos zdarzeń i zderzeń, to szereg reakcji termojądrowych. Choćby palcem po obrusie, człowiek od kiedy przeszłość zaczął nazywać zawsze, to pragnął nie tylko pić i jeść, ale także wiedzieć, skąd się wziął na kropce, tej błękitnej. Chociaż jeszcze wtedy nie nazwał jej kolorem, ani rozmiarem nie określił.

jasność widzę, widzę jasno(ść).

Sieć zarzucona na połać nieba, rozświetlała to co poniżej, wcześniej niż, wynaleźliśmy jako ludzkość żar_uff_ki, ba, wcześniej aniżeli ujarzmiliśmy ogień, i zmieniliśmy życie na ziemi, dlatego, że na przykład poddaliśmy obróbce termicznej żywność, również w metaforycznym sensie, odniesienie do żywotów ludzkich, była powszednia, to tę nić, która spaja nas z kosmosem znajdziemy w podaniach, mitach, legendach wielu kultur. Dopiero gdy wynaleziono metodę naukową losy astrologii i dziedzin naukowych rozdwoiły się. A tak to wielka kosmiczna zupa była (sic!). Takie ślady myśli ludzkiej (bo czyjej innej?) znajdziemy na niebie. Chociażby w nazwach gwiazdozbiorów, ale nie tylko nasz mózg jest tak skonstruowany by w przypadkowych kształtach widzieć to co znane. Jeśli chodzi o postrzeganie gwiazd i znalezienie tego co już znamy z codziennego, życia to dzieje się tak dlatego, że mózg postrzega niebo nie jak przestrzeń, ale jako płaszczyznę. Nie widzimy tego, że poszczególne gwiazdy oddalone są od siebie nawzajem o setki, albo tysiące lat (i to tych świetlnych). Za to przy okazji możemy przyjrzeć się zjawisku pareidolii. Przerwa na (nie na reklamę, ale na MW) Mały Wtręt:

Pareidoliazjawisko dopatrywania się znanych kształtów w przypadkowych szczegółach, czemu towarzyszy poczucie nierzeczywistego charakteru owych spostrzeżeń (co odróżnia je od iluzji), przeważnie pojawiające się przy pełnej świadomości.

[Adam Bilikiewicz (red.): Psychiatria : podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL, 2007, s. 716].

Przekład? Przykład? Proszę bardzo. Tak się dzieje, gdy leżymy na kocu, w letni dzień i obserwujemy chmurę, która dla interpretowana jest przez osobę oglądającą w taki bądź inny sposób dlatego, że przypomina kształtem postaci ludzi, czy zwierząt , albo chociażby przez dostrzeżenie w dwóch symetrycznych kształtach, okrągłych obiektach oczu, ale to nie tylko interpretowanie tego co widzimy, ale także słyszymy. Przypisywanie znaczeń, piosence, którą słyszymy puszczoną od tyłu. Praktycznym wykorzystaniem pareidolii jest test psychologiczny, „de Rorschach”, polegający na interpretowaniu przez badanego nieforemnych, symetrycznych plam,tak jak to miało miejsce w badaniu weteranów wojny w Wietnamie.

To nie wszystko. Znacie może mapę nieba? Jeśli byliście chociaż raz w planetarium to widzieliście widziałyście gwiazdozbiory. A co tam planetarium można odpalić komórkę i mieć je w garści! Ale cofnijmy się nieco w czasie i przestrzeni. Pareidolia była dosyć użyteczna np tak, podczas nawigacji- i nie jest to wynalazek nowożytnych podróżniczek i podróżników. Górny paleolit. To dwa słowa (klucze- jeszcze nie zardzewiałe), wtedy gdy powstała sztuka i zdobienie na narzędziach. To również czas kiedy podobnież rozróżniano około dwudziestu sześciu gwiazdozbiorów, ale nie to jest najważniejsze, ludzie wtedy wynaleźli nowe rodzaje budownictwa, polowania na zwierzynę, ale również uprawę pól, co jest związane z następstwem pór roku. I nieuchronnie z astronomią, dostrzeganiem roli gwiazd na życie w dolinach. Wspominam o tym dlatego, że jakoś dzisiaj żywimy się (sic!)przekonaniami, że bardzo dużo wynaleźliśmy i ogromnie dużo wiemy. Wystarczy wspomnieć, że naleśnikami, takimi takie, które znamy dzisiaj zajadano się już w starożytnej Grecji,tak jak prysznice, Za to pasty do zębów zażywano przy porannych ablucjach w starożytnym Egipcie. A Minojczycy centralnie ogrzewane podłogi w zimie. Dobrze, powróćmy jednak do tematu głównego. Obrus. Nie, nie ten, który można podziwiać przy niedzielnym obiedzie, ani nawet ten, bez którego nie odbyła się średniowieczna, czy renesansowa impreza (w Polsce).

[Mapa wszechświata Ptolemeusza według Andreasa Cellariusa].
[Mapa wszechświata Ptolemeusza według Andreasa Cellariusa źródło zdjęcia]. To jeden z uczonych, władał takimi dziedzinami jak matematyka geografia astronomia, a i lubił uprawiać sport ekstremalny taki jak pisanie…W trzynastu księgach zawarł ówczesną wiedzę astronomiczną dorzuciwszy do tego matematyczny wykład teorii geocentrycznej- dlatego teoria o „panowaniu ziemi” we Wszechświecie trzymała się mocno i długo Tal, że dzisiaj można o tym wspomnieć. Dużo też zaczerpnęliśmy z Dalekiego Wschodu, mapa, czyli obrus. Jednak to co niezbywalnie pomogło obserwacji nieba, to to, że wynaleziono, a potem udoskonalano narzędzia potrzebne do tego rodzaju czynności. I nie, Galileusz nie skonstruował teleskopu, on go udoskonalił.

Sięgać tam…Czyli dalej niż daleko dalej…

Z greki: tēle-skópos ‚daleko widzący’ – narzędzie, które służy jak określiłby poeta by sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga A kto pierwszy wynalazł to cudo techniki? Optyk i wynalazca Hans Lipperhey. Można zapamiętać. Teraz mogłabym się rozwodzić nad tym, albo lepiej rozpływać, czy raczej rozgwieżdzać, nad tym jak to technika, elektronika za pomocą stalowego ramienia szturmowała niebo, i my jako ludzie zaczęliśmy je poznawać daleko przed tym jak pierwszy homo sapiens dotknął stopą powierzchni księżyca. ale jeśli ktoś/ia myśli, że za pomocą techniki (przynajmniej teraz, a już na pewno drzewiej) nie zastępowało to mrówczej pracy, którą na harwardzkim uniwersytecie wykonały kobiety, nie dlatego, by były bardziej lub mniej predestynowane do tego zajęcia, ale przemawiała ku temu polityka państwowa, ich płaca była o wiele niższa, od tej, którą mogliby zarządzać za to zajęcie mężczyźni, a zresztą, w postrzeganiu tych ostatnich mało prestiżowa. Jak naznaczają ceokreślenie harem Edwarda Pickeringa… To określenie krzywdzące, ale kto zna to nazwisko? Idźmy nieco dalej. Nie samymi zdobyczami techniki, czy technologii człowiek żyje, i nie nie chodzi o chleb, czy pizze, która była znana tak, tak, dobrze myślisz już w starożytnej Grecji. Ad rem! Nie, nie chcę byś zasnął, czy zasnęła, raczej niech snuje się opowieści dalszy ciąg…

Naukowczynie, to one zajmowały się katalogowaniem gwiazd Drogi Mlecznej. Czy znacie takie nazwiska jak Williamina Fleming, Annie Jump Cannon, Henrietta Swan Leavitt i Аntonia Maury?Nie? No to dla przykładu wspomnę o wymienionej jako pierwszej w kolejności.

na przykład: Wilhelmina Fleming.

Los zmusił ją do podjęcia pracy jako służącej u Pickeringa. Ponieważ ten, w tym czasie był oburzony jakością wykonywania prac przez swych asystentów, pewnego dnia powiedział, że jego gosposia wykonała by tę prace lepiej od nich. No cóż, było to i ekonomicznie korzystniejsze. Nie, nie była zwykłą służącą. Trzeba dodać, że to osoba światła i wykształcona. Skatalogowała gwiazdy, mające najwięcej wodoru w swoim spektrum zostały określone jako „A”, a kolejne litery alfabetu oznaczały,że jest go coraz mniej). To ona była współtwórczynią katalogu gwiazd Henry Draper Catalogue. W ciągu niemal dekady, no dobrze, lat dziewięciu skatalogowała ponad 10 000 gwiazd, odkryła pięćdziesiąt dziewięć mgławic, ponad trzysta dziesięć gwiazd zmiennych i dziesięć nowych, by w tysiąc dziewięćset siódmym opublikować listę odkrytych przez siebie dwieście dwudziestu dwóch gwiazd zmiennych. Taka to sobie gosposia, ale to tylko przykład, bo nie na tym koniec dokonań Pani astronomki. Dzisiaj już zapomniana. Przykryta kurzem rozważań, może ktoś/ia wspomni nazwisko, przy obiedzie, czy innym śniadaniu, śniadaniu na trawie… No, tak zwłaszcza wtedy, w tym kadrze, skandalicznego obrazu a jakże! Głównego tego, który należał do Salonu Odrzuconych, wyszydzanego. Proszę pań i panów jakże nagość może być ukazana bez tekstu, bez pretekstu mitologicznego chociażby, tak ważnego ważkiego by nie napisać (nie)zbędnego? No jak? Kadr bez tematu przewodniego. I nie chodzi o roznegliżowaną płeć piękną. Nie, no wcale nie. Nie tak bardzo znaczy, kurtyzana w roli nimfy? No i otoczenie rodzinne, przecież te postaci mają imiona i nazwiska! A do tego obraz płaski jest… Cóż to za bez przestrzeni gest?! No dobrze, jest to pierwszy obraz, olbrzymi, odwiercający niebanalny rozdział nowoczesności w malarstwie, historia bez historii. Pierwsze co wybija się z ciemnych werniksów, przestrzeń. Palimpsest. Przeszukiwania artystyczne. Postaci nie rzucają cienia, płaskie bryły i tło, więc skąd światło i równowaga kompozycyjna podpierana plamami koloru. Czy ktoś tu milczy o Wilhelminie, której jeszcze nie ma… ? Édouard Manet , który buntownikiem być nie chce. I kropla, i kropka. Człowiek bez perspektyw(y)…

[z albumu „Solo i w duecie” , 1984, Polskie Nagrania Muza ‎– SX 2103 Muzyka: G. Łobaszewska, P. Schulz, Z. Górny Tekst: J. Cygan, źródło].

2 myśli na temat “[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.

    1. Mikroby na bok. (Nie na- book). Fizyczny wiadomo, meta- fizyczny. No tak meta to nie tylko miasto w USA, czy prawy dopływ Zadrny.. Meta to także przedrostek oznaczający coś ponad czymś. Z anatomicznego punktu widzenia pępek do ruchu ma bardzo, bardzo, dużo. I to jest fascynujący temat. A jeśli mówimy o metaforze życia, zwłaszcza jego początków to częsta jest metafora wprawiania czegoś w ruch, jako początku. A zaraz, i to nie jeden żyje w naszych prywatnych pępkach. Podobnież tyle tam mamy żyjątek ile znajduje się na terenie lasu deszczowego… Nie, nie chodzi o brak higieny.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s