[546]. Racja.

Bardzo często mówi się, że spokój jest lepszy niż posiadanie racji. Im dłużej żyje, a coraz to skraca mi się cień, tym jestem zdania, że …

Po pierwsze kluczowe jest dla mnie owo (nie)posiadanie. Racji się nie posiada. I ot, cały myk. Rację się robi, i nie chłodzi o rację żywnościową, ale i racja pracuje i nie chodzi o trawienie. Ona też pracuje. Są rzeczy trywialne, są kwestie nad, którymi warto się zastanowić (choć to trudne, nudne, wymagające) i nie. Nie piszę o „posiadaniu” racji. Jeśli to właśnie robię kolekcjonuje sobie rację to nie tędy droga. ścieżka nitka. Pajęczynka to raczej wizyta w muzeum. Zagnieżdżanie się w przeszłości- jako eksponat, skostniały, zakurzony, niepotrzebny nikomu dlatego pewnie zapomniany. Jeśli tak popatrzy się na problem nie- posiadania racji versus nie-świętego (ale jednak) spokoju to nagle może okazać się, że a) rozmawiamy o dwóch różnych kwestiach; b) nie ma świętego spokoju.

Po wtóre: Jeśli już wiesz, że nie chodzi o posiadanie racji, ale o szerszy kontekst, a np (chociaż niekoniecznie o) wprowadzenie zmiany w życiu, albo o zobaczenie tego co jest, albo o zobaczenie tego co jest, ale z innej strony etc Nie mówię o rzeczach trywialnych, błahostkach, I racji w tym kontekście. Gdy racja pracuje i pozwala na stworzenie, wprowadzenie nowej jakości (cokolwiek przez to rozumiesz) są kwestie, o których nie tylko „warto”, czy: „trzeba” rozmawiać,ale jeśli jest to pierwszy krok do czegoś nowego, albo chociaż do robienia czegoś to nawet święty sposób na święty spokój się nie zda na nic, ale zda się na bardzo krótko. Na krócej niż myślisz. Są kwestie, które warto sobie (innym) odpuścić zupełnie inne zderzenie neuronów. Jeśli już rozróżnisz, które kwestie włożyć do pierwszej, a które do drugiej przegródki, cóż pozostaje odpuścić, albo robić rację. Racja?

12 myśli na temat “[546]. Racja.

  1. Czy według tego, co tu piszesz, „manie” (mieć) lub „nie-manie” (nie mieć) racji jest tożsame z jej POSIADANIEM, czy jednak jest tu gdzieś jakaś różnica w tych określeniach? A przez to i w rozumieniu całej kwestii, jaką tu poruszasz? 🙂

    Pozdrawiam gorąco!

        1. A już rozumiem, mieć to to samo co posiadać, tylko, że moim osobistym odkryciem jest to, że warto wyjść poza to (posiadanie/mienie) racji. Pozdrawiam!

          1. Ja też z biegiem czasu coraz bardziej przekonuje się o tym, że święty spokój jest jednak dużo cenniejszy niż ulotna satysfakcja z posiadania racji 🙂 Miło Cię znowu widzieć 🙂

            1. Jednak nie to miałam na myśli o czym piszesz.
              1.Najpierw dziecięciem będąc czasami chodziło mi o posiadanie racji.
              2. Potem stwierdziłam, tak jak podobnie teraz Ty, że święty spokój jest ważniejszy od jej „posiadania”
              3. Natomiast teraz. Mam w nosie czy posiadam, czy też nie. Sądzę, że to nie zmienia nic, albo prawie nic. Oczywiście, że na poziomie ogólnym możemy sobie dywagować, czy mikro-, czy makro-, ale to co było/ jest istotą to przede wszystkim to, że „posiadanie racji” to nie środek ciężkości, nie clou. Pozdrawiam.

              1. Teraz lepiej Twój post rozumiem i komentarze do niego 🙂 Ciekawe, kiedy ja dojdę do etapu trzeciego 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  2. Racja to pojęcie baaaardzo względne (nawet jeżeli pominiemy oczywiste humorystyczne odniesienia spożywcze).

    Na poziomie kwantowym coś takiego jak rzeczywistość obiektywna nie istnieje, w każdym razie nie w sposób obserwowalny (bo proces obserwacji zmienia obiekt obserwowany), tym samym bezzasadne jest jakiekolwiek ustalanie racji.

    W świecie makro natomiast ograniczeni jesteśmy wąskim spektrum naszych zwierzęcych zmysłów: patrzałki wyłapują niezwykle wąski zakres widma elektromagnetycznego, akustycznie też kiepsko (i z wiekiem coraz gorzej), węch i smak też się za bardzo nie liczą, bo każdy ma inaczej porozkładane kubeczki czy co tam jeszcze, a zcas reakcji układu nerwowego na poziomie 15-20ms sprawia, że i tak obserwujemy świat sprzed pół sekundy.

    Innymi słowy może być tak, że każdy ma rację, chociaż każda strona ma inną (pozornie sprzeczną z tamtymi).

    Moje osobiste podejście jest takie, jak w Twoim pierwszym zdaniu: manie racji mam głęboko w rectum. Tam się ono przynależy i mam dzięki temu więcej spokoju.

  3. Otóż to ważne co piszesz. Można sobie dywagować czysto akademicko – jeśli sytuacja nas osobiście nie dotyczy, nie chodzi mi o stronność czy bez, ale o zwykły sposób komunikacji, szumy komunikacyjne, zaangażowanie itd.Uszywiście (jak może być oczy-wiście…). Im jestem starsza tym wiem bardziej, że posiadanie racji chociaż może być punktem odniesienia, to nic nie zmienia, chociaż to także zależy od sytuacji. Jeśli mówić czysto teoretycznie (sic) o znajomo- rodzinnym gronie to co mi da posiadanie racji, jeśli za tym nie idzie chociażby rzetelna refleksja? Po co więc posiadanie racji? Dla samej zasady? Chyba dynamiki, albo hmm… No cóż… Jest jeszcze tak kwant. I nie chłodzi o program w telewizji.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s