[120+2]. Testament.

Jeśli jest to pierwsza książka Hawkinga,albo w ogóle pierwszy kontakt z Autorem, to lepiej od niej nie zaczynać swojej przygody z fizyką. Nie dlatego, że jest trudna, ale dlatego, że nie jest miarodajna.
Angielski wydawca pisze w przedmowie, że została ona dokończona przez współpracowników fizyka. Jest to książka pożegnalna.
To co przeszkadza mi w odbiorze treści to wplątanie w książkę wątków autobiograficznych, ale rozumem skąd to może wynikać. Po prostu książkę trzeba było ukończyć.A już wstęp Redmayne’a tonieporozumienie. Odnieść można wrażenie, że Aktor kieruje światełko uwagi na siebie, a już pisanie o niepełnej sprawności fizyka jego heroicznej walki, i bardzo ekspresywnych brwi… Jak ten aspekt ma się do książki popularnonaukowej? Nie rozumiem.
Autor(zy?) wprowadza(ą) i utrwalają błąd, Galileusz nie wymyślił teleskopu, on go udoskonalił.(Pierwsze znane teleskopy, które można było wykorzystać do poznawania nieba zostały skonstruowane … w Holandii na początku XVII wieku przez… Hansa Lipperheya).

[Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania, S. Hawking, tł, M, Krośniak, Zysk i Spółka, Warszawa 2018, źródło].

Niewątpliwym wkładem Autora jest propagowanie istoty nauki, jej poznawania dla osób, których drogi potoczyły się w sposób inny, tak, że ścieżki ich życia nie przebiegają do/ z instytutów fizyki, chemii,ale nadal potrafią i chcą patrzeć.
Doceniam fakt, że Autor może skierować do mnie swoje pożegnalne słowa. I jakkolwiek wcześniejsze słowa wstępu poczynione przez innych do mnie nie trafiają, są nie na miejscu, to słowo kierowane przez Stephena mogło by z powodzeniem otwierać książkę.
Im bardziej w głąb czytelniczych podróży z książką pt. Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania jest przekonanie, że nie jest to podróż w głąb fizyki, nie należy jej treści porównywać z Krótką historią czasu ale właśnie pożegnaniem Hawkinga z fizyką w tle.
Czy polecam przeczytanie tej książki? Jeśli weźmiesz pod wzgląd to co napisane powyżej, tak. Dla opowieści. Dla wytchnienia. Dla relaksu, i by się pożegnać, albo przywitać z Hawkingiem. Niezależnie od tego, czy się z nim zgadzamy, czy jednak nie? Warto poznać jego poglądy — a nie powtarzać zasłyszane. Czy książka spełnia swoje zadanie? Czy odpowiada na Wielkie Przykładowe pytania:

Czy istnieje BÓG? Albo początek czasu. Jak to się wszystko zaczęło? Dlaczego istniejemy? Czy nasz Wszechświat jest jedyny w swoim rodzaju? I czy się skończy? Czy są inne istoty rozumne we Wszechświecie? Jakie jest prawdopodobieństwo innego życia we wszechświecie i jak może przebiegać ewolucja? To tylko niektóre z nich.

Im dalej w opowieść tym więcej fizyki w fizyce, a wątki autobiograficzne są tylko spójnikami, wtrąceniami, które pozwolą na toczenie się opowieści w sposób uporządkowany.

Dla kogo jest lektura tej książki? Dla osoby, która chcę zaprzyjaźnić się a astronomią, fizyką, osoby, które zawodowo zajmują się wymienionymi dziedzinami, chyba jednak nie znajdą tam nic nowego, a z dużym prawdopodobieństwem ci, którzy są zaznajomieni z poglądami Hawkinga, który odnoszę nieodparte wrażenie napisał tę książkę dla Siebie samego, jako manifest, albo testament- pożegnanie. Można się z jego poglądami nie zgadzać, ale najpierw trzeba je znać.

Czytałeś, Czytałaś? A może dopiero zamierzasz sięgnąć? Jakie są Twoje wrażenia?

[552]. Odwlekane porządki.

Odwlekane porządki nawlekane myśli (a może odwrotnie? Ot, przemeblowanie). Czytam czy tu, czy tam książkę, ślady, znaki, smugi i pojawiają się nieoczekiwanie pytania, zbłądzenia zdziwienia, z niemniej nieoczekiwanymi przeziębieniami. Może (zapewne wsparte lekturą leku turą turkocą q zna znajomym znakom). I wstążki para boli mórz. Na teraz, na zapomnienie, na napomnienie na już. Pojawiają się niespiesznie już zmierzwione, a jeszcze, jeszcze niepocieszone, i jakoby pod powierzchnią mierzwią się mierzwią. Pod denkiem nie tyle snów, co rzeczy oczywistości. Nawlekane porządki. Na to co jest. Na zmierzchły gest. Na nagą kreskę myślnicka. Na zmarszczkę co nie znika, nie znika, nie znika nie…

[D.Hockney, Mr and Mrs Clark and Percy,akryl na płótnie, Londyn, źródło].
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.

Całuję cię w metafizyczny pępek – pisał Witkiewicz do żony – to spodobało mi się zważywszy na moje własne, całkiem prywatne upodobanie do ruchu. Ruchu q ku. I nie chodzi o matematyczne spacery całkiem, ani w szczególe, ani po całce, całkiem nie. Ruszmy cztery litery, albo chociażby gałkami ocznymi. W spacero i logię dalej niż zaszedł był Pitagoras. Nie, nie namawiam do powrotu (do powrotu do szkoły)…

Czytaj Dalej „[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.”

[548]. Gorzko.

Łuskasz, nie łuszczysz, albo łudzisz, uczysz: szukasz bardziej. [Ro]stanie w zostaniu. Zostanie w rozchodzeniu. Zatrzymanie czasu chociaż w interwale borowania. To lato najwyżej jesienią utkaną ze zmarszczek. Nie zdążysz, nim podążysz, nim zaśniesz, nie jaśniej. Pod paznokciami deszcz i melodia Fredericka Deliusa a może George’a Butterworth’a (wspomnienie nie więcej)… =. Znak.

Ledwie.

Medytacja na fotelu dentystycznym lub w innej świątyni co do dumania skłania.

[544+2]. Moment [3].

Żonkil (komu) się śni. Kolor nasycony zapachem nasączony kształtem. Słońcem wiatrem po(śpi)ech_(em). To nie z obrazów Degasa piękno rozbłyska tętni i wygasa. Bez szmeru bez śladu. Namiętnie trwa choćby tylko w pieśni, którą nuci jedno z ech, ech. Może to tylko ruch po(wietrza) od(d)ech, przez moment, ten o niewyraźniejących krawędziach przed tu tuż prze przed światem tuż przed świtem.

[544+1]. Płyń (2).

Płyń moja opowieści (z) pulsem oddechu milczeniem zgrzebnym a zgrabnym centymetr po centymetrze jeszcze ponad ciszą zmarszczoną wierzchu zmierzchem (z)męczoną pyłem przez być mo(r)ze wszelkie (małe i wielkie) tak i nie zdań składnie (wy)tarte warte i nie warte te/tam tam tamtą (nie)dokładnie cytatem (ze) wspomnień napomnień mgnień wrażeń wytężeń wydarzeń nadwyrężeń smugę wartką

Płyń moja opowieści w geście dotyku na styku smaku i szelestu w ruchu równo-ważnym równoznacznym impersoniStycznym rozważnym geometrycznie (nie) statycznym nie statecznym (nie) stężałym wahadle cieniorytu w labiryncie mięśni miarowym tętnem melodii warstwami warstwami warstwami lat niczym wierszem p(r)ozą interunkcją rozMową, a komunikAkcją.

Płyń, płyń (już) (nie tylko) moja opowieści wznosząc opadając wznosząc opadając (wz)nosząc opada(jąc) znosząc o(pa)d(d)a(jąc)… Płyń płyń dając od(daj) przybliż oddal straw i zostaw styrane starania satyr i rozstań zostań stań płyń pył płyń