[539]. Czytając książkę, oglądając ruchome obrazki.

Ciepła opowieść w amerykańskim stylu.

Którą, nie tylko, warto obejrzeć, ale i obmacać.

Dwa razy. Przynajmniej.

A przynajmniej pomyśleć, przy tym gimnastykując neuronalia.

Green book, źródło.

To co urzeka to muzyka i zdjęcia. I motyw drogi, tak metaforycznie jak i fizycznie jest zawsze, ale to zawsze chodliwy(sic!). A jeszcze, jak dowiemy się, że to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami… No to czegóż chcieć więcej? Biletu do kina?

Można wyjść z sali z uśmiechem, można prawie wszystko.

I nie biega tutaj o niezgodność z faktami, podróż trwała o wiele dłużej niż w filmie, którego kulminacyjna scena to świąteczna kolacja w gronie włoskiej rodziny. Po prawdziwej nie ostatniej wieczerzy — trasa została wznowiona. Trwała około roku. Inne było miejsce urodzenia głównego bohatera (Dona Shurley’a- w Pensacoli). To prawda, że nie pozwolono mu zostać muzykiem klasycznym, jazz to muzyka buntu. I niejako przypisywana do osób Czarnych.

Ale to wszystko nic, jak możemy się dowiedzieć, Krewni Shirleya potępili obraz, zarzucając twórcom, iż ci kontaktowali się z nimi na etapie powstawania scenariusza, przez co niezgodnie z rzeczywistością przedstawili relacje pianisty z rodziną.Maurice Shirley, czyli brat muzyka miał powiedzieć, że ten nigdy nie postrzegał Tony’ego jako przyjaciela. Ich relacje były czysto zawodowe. Jednak to nie mieściło się w koncepcji filmu. A i — zdaniem krewnego—- wpływało na kreowanie fabuły. Jak było? Nie wiem. Jednak warto się zastanowić nad odmiennym scenariuszem, i jego wymowie. Kiedyś, nie mieściło się w konwencji by osoba o czarnym kolorze skóry mogła zatrudnić białego człowieka, jeszcze przypisać temu ostatniemu mniej prestiżowe stanowisko pracy. Tego typu napięciowe pytania graniczne są poukrywane w fabule filmu, jednak niewidoczne na pierwszy rzut oka, czy ucha. Tak żeby widz/ka mógł/mogła wyjść pokrzepiona z sali kinowej. Dla mnie zupełnie zmarnowany potencjał filmu, jeśli nie zada się sobie odpowiednich pytań, na przykład o mus wpisywania się w stereotypowe role (jedzenie kurczaków pieczonych, albo: słuchanie „odpowiedniej” dla Afroamerykanów)rodzajów muzyki)- ale to tylko początek, który nie ma właściwie poprowadzonego ciągu dalszego. Co rozumiem przez użycie słowa— właściwie? A no pytanie o tożsamość. Jest to historia schematyczna, której końca spodziewamy się od początku. Taki film świąteczny.

A tytułowa Zielona Książka– zauważyliście/ zauważyłyście — jaki miała podtytuł? I w jakim kluczu on został skonstruowany? Takich kwestii jest więcej…

Zakończenie zdumiewa, ale nie dlatego, że nie jest oczekiwane. Nie jest to ciepły film, ale równocześnie może takim się stać jeśli pozostaniemy tylko przy wierzchniej warstwie. Film nie zadaje ważnych pytań, ale równocześnie wie, że one są i wie. I to główna strata, i niewykorzystany potencjał obrazu. Kilka zgranych zagrań…Tak się skojawrzyło.Oglądałyście Oglądaliście może Kamerdynera?

A propos zagrań. Muzyka jest świetnie dobrana, krajobrazy, zdjęcia, fantastyczne. To opowieść druga.

A jakie są Wasze refleksje dotyczące obu obrazów? Jaka jest Twoja opinia? Refleksja?


Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s