Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…

No, nie da się ukryć, choć niektórzy/ niektóre próbują! Tego, o czym dzisiaj, nie można dotknąć, ba nie można nawet zobaczyć. A jednak pełni bardzo ważną rolę w naszym życiu. Tak Twoim też. Zapraszam do lektury, sprawa (nie) prusta, nie Prousta, usta usta? – nie,nie Prusa, przynajmniej, najmniej, tu i teraz, ale ciekawa, w artykule nie tylko o efekcie Prousta.

Na początek: Garść liczb.

Zacznijmy jednak od pytania: czy dziesięć tysięcy to dużo? Czy mało? Możesz powiedzieć, zależy czego, na jak długo i na jaki procent… No właśnie. 🙂 Receptory wewnątrz nosa pozwalają rozpoznać nie dziesięć tysięcy nut zapach(tych -i)owych,- jak do nie tak dawna sądzono, ale i z zapamiętaniem powtarzano, teraz wiemy, że ta liczba jest większa, znacznie: ba! Bilion! Mała różnica, prawda? Zanim zaczniemy się ekscytować liczbami, które-jednak, tak, są ważne, nadmienię, że trwa dyskusja o jej liczbie w odniesieniu do zapachów, jednak przeważają zwolenniczki/zwolennicy hipotezy, że tak naprawdę można wyróżnić ich aż siedem podstawowych zapachów: miętowy,kwiatowy, stęchły,ostry,ale też zgniły, kamforowy (np. zapach przeciw molom) i eteryczny. Wszystkie pozostałe które możemy wywąchać to miały być- wedle tej hipotezy, odmianą wyliczonych powyżej, to tak jak teoria barw podstawowych. Są trzy podstawowe- resztę można uzyskać mieszając pigmenty: czerwony, niebieski i żółty. Tyle podstaw.

Aby mieć przykrości za sobą, jak najprędzej, ekspresowo nadmienię, że te z nut, które są nieprzyjemne dla ludzkiego nosa mają swoją nazwę, tak lubujemy się w ich nadawaniu! To dlaczegóż nie z tej okazji? Wydzielanie potu o uporczywej woni: określamy jako bromhydrozę, albo po polsku,  nie z udając Greka/ Greczynki określenie jest mniej poetyckie i znaczy ni mniej, ni więcej tylko, tak zgadłyście, zgadliście: cuchnący pot. I tak zaczynamy z klucza znanego. Jednak, czy wiesz jak pachnie obrzydzenie, albo strach? No właśnie, to, że poszczególne części ciała człowieka mają swój indywidualny zapach, nie, nie, tylko włosy, dłonie, stopy, czy genitalia, ale także twarze- że każda z nich pachnie nie tylko z różną intensywnością, to wiemy, ale z fakt, że człowiek podświadomie może rozpoznać, czy jego towarzysz/ka czegoś się boi, albo czy jest (nie)szczęśliwy tylko po zapachu, to już może być novum. Zwłaszcza jeśli ktoś/ia jest osobą , z którą jesteśmy w bliskiej relacji. Nie powinno to dziwić, mimo wytężonych zabiegów kosmetycznych, to właśnie zapach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Nie, nie zawsze śmierdzi. (O zgrozo! O lotosie, O Losie!). Chociaż korzystając z komunikacji miejskiej w lecie, można sądzić inaczej. I tu nie trzeba zabliźniania się, niekoniecznie, z bliźnimi… Tu wim, to wiem, i Tuwim o tym też wiedział. Przekład? Przykład proszę Cię bardzo: interluda

[Śmierdziel, Tuwim, wykonanie Turnau,źródło].

Nawiążę jeszcze raz do liczb: w identyfikację zapachów zaangażowane jest do sześciu milionów receptorów węchowych. Czy to dużo? Odpowiedź może Cię nie usatysfakcjonować: To zależy- do czego tę liczbę porównamy, to na przykład: czterdzieści cztery razy mniej niż ma to miejsce u psów. Zresztą nie są one wyjątkiem. Obecnie mamy zimę, która jak co roku zaskoczy drogowców/drogowczynie, ale za kilka miesięcy staniemy się mobilnym posiłkiem dla komarzyc. Czy to się Tobie podoba, czy raczej wręcz przeciw-nie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy/ niektóre z nas są częściej kąsane/ kąsani od innych? Komarzyce należą do tych owadów, które mają węch i nie zawahają się go użyć są… Tak, na przykład dlatego, że potrafią one wyczuć zapach posiłku z bagatela odległości trzydziestu metrów. Mało? Proszę, próbuj odczytać tekst, pisany standardową czcionką, albo ręcznym pismem, z tej odległości. Zwłaszcza, jeśli masz wiele bodźców, np w bibliotece-chociaż to nie przebodźcowane miejsca, raczej ciche, no dobrze to spróbuj wyczuć swojego przyjaciela/ przyjaciółkę z tej właśnie odległości… A powinno to być, chociaż w teorii- jak przeczytamy później- łatwiejsze, bo Każdy/ Każda z nas ma swój naturalny (powtórzę to jeszcze nie raz) zapach, dlatego też samice komarów potrafią sobie wybrać z menu, i dlatego też ci/te z nas,którzy są częściej posiłkiem, dla tychże owadów, cóż, mogą powiedzieć, jestem bardziej atrakcyjny/atrakcyjna. A przynajmniej: Mój zapach jest bardziej słodki. Jednakże nie tylko chodzi o liczbę receptorów, to nie, nie, zapachy mamy w nosie, ale one tworzą się zupełnie gdzieś indziej— tak, właśnie tam: w mózgu. Nie tylko zresztą o receptory ich ilość biega: Człowiek posiada około czterystu czynnych genów, których zadaniem jest kodowanie receptorów węchowych. Dużo? Tak? Myszy w standardowym wyposażeniu mają ich około tysiąca trzystu, tak tu.

Dlaczego zmysł powonienia jest dla nas tak ważny (o czym możemy się dowiedzieć z artykułu) a jednocześnie tak niedoceniany? Tak, dziś (także) o tym. Zapraszam nie tylko do lektury, ale również, a może przede wszystkim? – do zastanowienia.

Czytaj Dalej „[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…”

[521]. Suplement.

I co? I to mnie dzisiaj zatrzymało. Dlatego zostawiam tutaj bym mogła sobie do tego sięgnąć. Chociaż nie wiem nic o snach ważek, ciem i motyli.Myślę, że warto przypomnieć, odświeżyć. Do czego i Ciebie, Droga Czytelniczko/ Czytelniku zapraszam, #bypamiętać, a jeśli jednak chcesz sięgnąć do innych artykułów o oddechu,właśnie, no cóż, nie mogę Ci tego zabronić. Przytaczam, tylko niektóre.

Pozdrawiam,niech Ci czcionka nie lepką, lekką będzie, do jutra. A hooj.

O tym, co mam na myśli.

Nie tylko o katariadach. A no właśnie o tym.

Słowo o przeponie. Czy sięgniesz po nie?

Możesz też wstać. I stać. Czy Cię na to stać?

[520]. Najwyższa Miłość: „Po raz pierwszy mam wszystko gotowe”.

Zanim zaczniemy, oto artykuły, które mogły Ci umknąć, te z nich, które (luźno) powiązane z tematem dzisiejszego, a mogą Cię zainteresować. Jeśli nie czytałeś/ czytałaś: zapraszam:

Kto/ sia czytała nie jeden artykuł dotyczący muzyki na tymże blogu, wie dobrze, że nie potykam, nie przepadam za poznawaniem jakiegokolwiek gatunku od albumów, które ktoś/ia uznał/a za (jak to mawiają Rzymianki/ Rzymianie, ale tylko Te/Ci, z nich, którzy żyli w czasach starożytnych): Best of the best. Jestem zwolenniczką innego poznawania, np jazzu, który uchodzi za gatunek trudny w odbiorze. Dzisiaj wyjmiemy wyjątek, ale tylko dlatego, że jeśli jesteś stałym Czytaczem/ Czytaczką tego, co się tu wyprawia, to już zdążyłaś się przyzwyczaić, że jazz jest! A jeśli zamierzasz być (stałym Czytaczem/ Czytaczką tego, co się tu przy-wy-prawia) to może pora przyzwyczaić się do obecności muzyki (tak, wszelakiej)?

Jeśli chcesz poznać, kim był John Coltrane, musisz znać A Love Supreme.

[Elvin Jones- perskusista, muzyk, który brał udział w nagraniu rzeczonego albumu. (ur. 9 września 1928 w Pontiac, zm. 18 maja 2004 w Englewood w stanie New Jersey). Magazyn „Life” napisał o nim, że jest „najwspanialszym perkusistą rytmicznym świata”].

Osobiście wolę najpierw posłuchać nagrań, czy przeczytać książkę, nawet pomdytować, usiąść w nim/ niej, rozgościć się, wsiąść, wziąć na język, posmakować, ugryźć. jeśli atmosfera jest przyjezdna, przyjazna, dopiero potem dowiedzieć się o historii jego/jej powstania, ale jeśli chcesz, to zapraszam już teraz, ale później także! Do lektury-A jakże!. (A jeśli nie nawykłaś/nie nawykłeś do niesymetrycznych rwanych dźwięków, to nie zrażaj się proszę pierwszymi minutami nagrania). Przyjemności! No dobrze, żartowałam: it ‚s free (jazz) ofcourse!

Czytaj Dalej „[520]. Najwyższa Miłość: „Po raz pierwszy mam wszystko gotowe”.”

[519]. Myśli luzem.

Gogol wspomniał kiedyś: Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie. To jednak bardzo bolesna czynność. Zwłaszcza jeśli człowiek uświadomi sobie, że stan jego (nie)wiedzy przekłada się na jakość życia. Tego, czasu którego ciągle ub…

Czytaj Dalej „[519]. Myśli luzem.”

[518]. Don’t Stop Me Now. Zgryz? Nie, nie zgryz,dodatkowe siekacze, czterooktawowy, i bary(i)_t(on czyli: Show must go) on…

[Quenn, Live at Aid 1985, źródło]

Wtedy było już oczywiste, że jego dni są policzone, ale on chciał prowadzić nadal normalne życie i tworzyć. Powiedział: „Piszcie dla mnie i nagrywajmy. Dokończycie, kiedy mnie już nie będzie”. Potrafił wspaniale pogodzić się z losem.(…) Nie czuł się dobrze, ale jeśli było trzeba, pytał: „Potrzebujemy wokalu? Zaśpiewam.” Wypijał kilka kieliszków wódki, opierał się na biurku i śpiewał zachwycająco, z wielką pasją i siłą. Dopóki nie padł ze zmęczenia. Myślę o nim cały czas. Nie ma dnia, żebym o nim w jakiś sposób choć raz nie pomyślał.

[Brianem Mayem, rozmowiał Neil McCornick, The Daily Telegraph, tłum. Forum, 10 października 2011 r.-wspominając ostatnią sesję nagraniową Queen z-uwaga- 1991 roku]

Dokładnie pamiętam moment kiedy się dowiedziałam, że frontman Queen zmarł na Aids, a chwilę przedtem, że ma doświadczenie życia z tą chorobą. Pamiętam rozmowy toczące się przy stole. I szok, tak szok. I smak tamtych chwil.

Czytaj Dalej „[518]. Don’t Stop Me Now. Zgryz? Nie, nie zgryz,dodatkowe siekacze, czterooktawowy, i bary(i)_t(on czyli: Show must go) on…”

[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…

Zarówno kończący się rok jak i ten rozpoczynający się to czas robienia porządków, również w książkach. Powody? Są przynajmniej dwa. Potrzeba przestrzeni i robienie prezentów, a raczej kończenie tegoż procesu, bo jestem z osób biegających długodystansowo raczej, niż ze sprinterek. Zwłaszcza jeśli chodzi o upominki, książkowe, dla mnie to coś co nie ma stać i przyciągać kurz, albo być rzeczą przechodnią. Nie jest zatem upominkiem pierwszego wyboru. Nie, nie jest pudełkiem pełnych pralinek.

Czytaj Dalej „[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…”
Wyobrażenie protogwiazdy ukrytej wewnątrz globuli Boka

[516]. Pewna pełna pewność.

Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.
[Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana, źródło].




Robię porządki, regularnie pielę grządki. Po woli i powoli. W rytmie własnego bębna. Pulsu. Powracam do oddechu, choć tak, chciałabym szybciej, ale wolę mądrzej i w sposób wewnętrznego prowadzenia.

Życie to chwila jawy między dwoma snami. [kwestia Prospera w Burzy Wiliama Szekspira].

Czytaj Dalej „[516]. Pewna pełna pewność.”

[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…

Aż zabrakło mi tchu, żeby [do]kończyć tytuł.Normanie się zakorkowałam.

No dobrze, nie tylko na myśli. Tutaj daję swój upust mojej fascynacji tej, która rośnie, powraca i tętni, nie tylko w te dni, ale i tamte.Zmierzajmy ku meritum.

Czytaj Dalej „[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…”

[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że jak pijesz kawę, herbatę lub zupełnie innym płynem nawilżasz usta i przełyk, to,że czujesz, i temperaturę filiżanki, i jej ciężar, i odczucie chłodu lub ciepła danego płynu w ustach, smak, zapachy, i to tylko część bogactwa, które możesz nazwać i odczuć. Nazwać i zapamiętać.To, że potrafisz usytuować położenie filiżanki względem swojego ciała. Trafić do ust nawet z zamkniętymi oczami, to, i jeszcze tryliard miliardów kwestii, potrzebnych i zbędnych.

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że udaje Ci się nalać do czajnika właśnie tyle wody, żeby starczyło akurat tyle ile potrzeba by napełnić dwa kubki? Czy nie jest fascynujące, że my, jako ludzie nie tyle potrafimy – przy odpowiednim nakładzie sił i środków- wylądować na księżycu, ale badać funkcjonowania swojego własnego mózgu? Oczywiście relatywnie bardzo niewiele o nim wiemy. Najmniej z całego kosmosu spraw, i rzeczywistości robimy trzy kroki na przód, nawet jeśli równocześnie zrobimy dwa w tył, to i tak bilans wychodzi (sic!) in plus. Bogactwo, wrzenie i puls świata. Na wyciągnięcie ręki, albo i nie. Możesz ją trzymać w…

Czytaj Dalej „[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?”

[512]. Owca i bycie baranicą (nie mydlić z baraniną).

Bycie zajętą osobą jest bardzo modne, ale nie znaczy to wcale, że spędzamy swój czas pożytecznie, albo produktywnie. Często, choć nie zawsze, wręcz przeciwnie.

Co to w ogóle za wyrażenia spędzać, spędzać to tak jakby odganiać, albo pędzić, pędzić to można a) na złamanie karku (nie radzę, mamy jeden w standardzie i to tego marnie chroniony) albo b) bimber- to z kolei nie zdrowe…

Produktywność. Słowo, które robi zawrotną karierę, coraz częściej mówi się o zblokowanym czasie przeznaczonym na wykonanie pewnych zadań, i słusznie, a jeśli nie słusznie, to często celnie. Tylko jeśli tak kwitniesz, przed komputerem, nie masz wrażenia, że zapuszczasz jeśli nie korzenie to pędy  i… Spinasz się coraz to bardziej przyjmując niefizjologiczną pozycję, dzięki czemu napięcie odkłada się w najmniej odpowiednich miejscach, najbardziej u Ciebie wrażliwych, a potem tu stryka, tam boli i karnawał bólu gotowy… Można przegiąć w drugą stronę (nie że bierną) tylko bardziej zastaną. A z pewnością zasiedzianą….

Czytaj Dalej „[512]. Owca i bycie baranicą (nie mydlić z baraniną).”

[510+1]. Podróż w siedmiu krokach dla tych osób, które nie robią postanowień noworocznych, albo robią, ale nie wychodzi, albo: wprost przeciwnie. Wychodzi. Bokiem…

Nie bez kozery w poprzednim artykule odwołałam się do obrazu Medytującego filozofa. Kontynuując temat życzeń. Tych, które składamy w kancik, i równie szybko o nich zapominamy. Dzisiaj będzie, krócej i o nich, i o kruchych rzeczach na p.

Czytaj Dalej „[510+1]. Podróż w siedmiu krokach dla tych osób, które nie robią postanowień noworocznych, albo robią, ale nie wychodzi, albo: wprost przeciwnie. Wychodzi. Bokiem…”