(1/30) Reminiscencje lekturowe.

[oko człowieka, źródło zdjęcia].
Jak opada liść?

Przyglądaliście się, kiedyś jak o! Pada liść?

Niespiesznie, albo w mgnieniu oka. Kilka słów o tańcu. Choćby kroku. Krok ku. W t(R)ak(t) jesiennej zadumy. Spacerologia stosowana.  Wpadłam na pomysł. I się nie przewróciłam, że można by zrobić eksperyment blogowy. Tu i teraz, i przez następne trzydzieści dni. Kolej!No…

Będą tu się ukazywały cytaty,okraszone komentarzem, albo  tylko własne refleksje. Flekscje, czyli daję słowo! Słowo daję. Taka iskierka na wspierająco ropoczynający się dzień, albo na takie jego zakończenie. Uff… Taka pamięć zewnętrzna. Zachęcam i zapraszam do towarzyszenia w tej podróży. Listopad owy blogownick będzie na lekko.

#iskierki

Kiedy chodziłam do szkoły powszechnej, języka polskiego uczyła mnie pani profesor, która w sposób rzetelny spełniała swoje obowiązki.  Nie ograniczając się do czterdziestu pięciu minut lekcji. Była wymagająca, a według mnie, również dzięki temu poważana i lubiana przez uczniów i uczennice. (Nie wiem, czy wszystkich).  Lubiłam lekcje języka polskiego, tyle, że nie lubiłam czytać, chociaż zdarzały się wyjątki, tak to przynajmniej postrzegałam- przynajmniej wtedy. A już na pewno nie lubiłam czytać lektur (co jeśli bywasz tu częściej, albo nie jesteś tutaj pierwszy raz, to z pewnością o tym wiesz). Zdarzyło się kiedyś, że byłam odpytywana z Krzyżaków, i nie chodzi o te przemiłe pajęczaki, a że przerwał tę torturę dzwonek, o ambrozjo bogów!, zanim na dobre torturę się rozpoczęła, wiedziałam, co będzie jutro, a zaznajomić się z Jurandem ze Spychacza nie dam rady. A nie przyjście do szkoły nie wchodziło w rachubę. Zawaliłam. I to piękniście. Koncertowo. Skończyło się rozmową z Rodzicem, w mojej obecności.  I nie, nie przeczytałam Krzyżaków, i nie polubiłam lektur (chociaż wyją tki, tki są np Lalka, tylko jak na imię autor miał Aleksander, Bolesław, czy Jan?) 

W Podejściu  Pani Profesor, o której wspominam, zawierało się także i to, że nie umilała sobie żywotu nauczyciela poczciwego taką praktyką jak  plotkowanie w pokoju nauczycielskim. A kiedy miała dyżur na przerwie rzeczywiście po nim chodziła, z uważnością, nie zabawiając się rozmową z gronem, czy też ciałem jak najbardziej nauczycielskim. Dlaczego o tym piszę? Chociaż wspomniana przeze mnie sytuacja nie ma w sobie nic z sekretu, zdecydowałam się przytoczyć jako rodzaj jeśli nie ilu stracji to chociaż szkicu. Jedną z zasad, która kieruję się w życiu, a która jest dla mnie bardzo pomocna to:

Cokolwiek mówisz , a zwłaszcza, jeśli czynisz to w sekrecie, mów to w taki sposób, jakby obok Ciebie stała osoba, której ów sekret dotyczy.

To znosi (jeśli takowe w ogóle są) pokusy podania dalej informacji, jeśli owa powierzona została w dyskrecji. A i porządkuje obrót rzeczy. Świat czyni prostszym dodając do codzienności szczyptę uważności.

 

Reklamy

2 myśli na temat “(1/30) Reminiscencje lekturowe.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s