[466].

Tumult, wrzask września (nie tylko) ptrzetykany słońcem- temperatur, gwar, szmer i to ta wysoka rozgościła się w  kraju  na skraju nad Wisłą. Lato. Mapy wspomnień, mgleń i mgnień.

Chodzę jakby w za małych butach, za dużych rozczarowaniach, a nie jestem wieźmą na emeryturze.

 

Łapię się na tym, że mój sposób w jaki  słucham ludzi i muzyki się zmienia.

Czas przyspieszył, sam dzierży w minutach, ach  zadyszkę. I nie chodzi o zawartość portfolio portmonetki. Monetetki. Dzień za dobrą monetę, tę, czy jednak tę? Zmoknięte rozstania. Smak ciszy, smak słowa. I płyną, płyną dni. Wiersze między stare starte miejscanowym smugane spojone spojrzeniem. Daty i post postanowienia.

Nadchłodzi zmierzch.

Pod skórą chłód. I pięciolinie ziemi.

Reklamy

6 myśli na temat “[466].

  1. Albo, jak mówią w jednym popularnym serialu – nadchodzi zima i czuć w tych słowach całą złowrogość, lęk i chłód tego, co ma nastąpić. Tak właśnie się czuję.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s