[467]. Garść. (albo: Bar -i to ten- w Folies-Bergere).

– Czym to ja się spodziewał Pić z takimi jak wy

Pierwszy będzie mi śpiewał Drugi będzie mi wył

Cyk, kompania na zdrowie Pijmy głębokim szkłem

Ja wam dzisiaj o sobie opowiem

W barze „Pod zdechłym psem” –

[Bar pod zdechłym psem, Władysław Broniewski].

Ostatnio mało mnie tutaj. Chociaż nie, jestem tutaj, zaglądam, odpowiadam. I jestem. Dzisiaj będzie, krótko, choć moim zdaniem, jednym- temat wart rozwarcia, rozdarcia, rozwinięcia.

 

 

[Nawiązanie do obrazu zaczerpnięty zeń także tytuł: Bar w Folies-Bergere, Jacek Kaczmarski, źródło nagrania],

Chciałam podzielić się z Tobą pięcioma mitami dotyczącymi tak zwanego rozwoju osobistego. W ujęciu popularno-amerykańskim. Taka garść.

 

Zawsze możesz wszystko. raczej: zawsze wiąż miąższ we wszystko.

Ileż to razy to usłyszałam? Ileż to razy w to uwierzyłam? Nie zliczę.Niczym mantra. Zgrana płyta.  To chyba pierwsza kojąca myśl, w którą chcemy w jakimś strupniu, chociaż wierzyć, że można zawsze zacząć od nowa, od zera, i osiągnąć wszystko.Wszystko? Nie, chociaż brzmi to bardzo niepopularnie, nie można osiągnąć wszystkiego (chociaż nie jest to usprawiedliwienie niepodjęcia pracy i odpowiedzialności nad własnym rozwojem osobistym). Nie, nie wszystko zależy od nastawienia. I nie, nie każda osoba może mieć przywilej bycia kowalem (kowalką) własnego lo(to)su. bo…

Czytaj Dalej „[467]. Garść. (albo: Bar -i to ten- w Folies-Bergere).”

Reklamy

[466].

Tumult, wrzask września (nie tylko) ptrzetykany słońcem- temperatur, gwar, szmer i to ta wysoka rozgościła się w  kraju  na skraju nad Wisłą. Lato. Mapy wspomnień, mgleń i mgnień.

Chodzę jakby w za małych butach, za dużych rozczarowaniach, a nie jestem wieźmą na emeryturze.

 

Łapię się na tym, że mój sposób w jaki  słucham ludzi i muzyki się zmienia.

Czas przyspieszył, sam dzierży w minutach, ach  zadyszkę. I nie chodzi o zawartość portfolio portmonetki. Monetetki. Dzień za dobrą monetę, tę, czy jednak tę? Zmoknięte rozstania. Smak ciszy, smak słowa. I płyną, płyną dni. Wiersze między stare starte miejscanowym smugane spojone spojrzeniem. Daty i post postanowienia.

Nadchłodzi zmierzch.

Pod skórą chłód. I pięciolinie ziemi.

[463]. Wujek Staszek, ten co na nazwisko miał Lem. Dyktanda czyli… W jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów.


[Dyktanda czyli… W jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów, Stanisław Lem, 2014 r, źródło zdjęcia].

Zastanawiam się

Zastanawiam nie zasłaniając, słaniając raczej, składając, słaniając się stojąc na jednej myśli bardziej wyg(ł)odnie  głodnej chłodem  zmierzwioną potem niż, niż tak, to on na drugiej długiej, może chmurnej.

Zastanawiam się, a myśl owa gnie się ginąc do wypłynięcia gotowa, gotować się w dół przez mur z chmur. Dlaczego to nastrój trzeba stroić nie w piórka, lecz szybciej uleczyć piórem, albo innym pixelem, poprawiwszy uprzednio jak makijaż z czczej czcionki gdzie zawijasy i ogonków strąki i zdania zadań ze zdań.

Zastanawiam się nastawiając swoje o!trzymane w standardzie stawy jak to wuj Staszek czytał swoim charakternym charakterystycznym głosem kładąc akcenty w słów odmęty okłady czyniąc z orto grafii i rumianku i  mięty lecząc  może i jęcząc przy tem  Stanisław Lem nieco tępiąc dys orto oto siostrzeńca Michała mierzwiąc humorum nonsensum.

A że opary(nie) do pary osadziwszy się na stronicach przetrwały  zastanawiam się jak to można zeskrobać tyleż okrucieństwa w histerycznych histeoriach geograficzno-orto [nadal] gra i fikuśno- ,skośno graficznych  i dydaktycznych. Tych i owych.

Opary abrurdwalium trzęsą się unosząc znad książki. Tych opowieści trzeszczenia w wymowie nie powstydzili by się bracia, którzy nie napisali ani jednej baśni [więcej tutaj], a przecież delikatni nie byli.

Jeśli wierzyć podaniom, i podanym informacjom, to Pisarz, pan Stanisław wzywał (wówczas) Michasia  codziennie, niezależnie,  czy dzionek był dżdżysty, czy mglisty, czy jednak na wznak przejrzysty, na minut sześćdziesiąt, na godzinę, – do gabinetu, przez miesiąc  i to w czasie wakacjowania się, czyli relaksacji, i to wiemy, w trakcie, których wakacji (dokładnie w podczas tych samych,których płotkarka Teresa Sukniewicz- Kleiber ustanowiła rekord świata w biegu na sto metrów przez płotki z wynikiem 12,8 s) Michaś, zdążył się już stać Michałem zachował wszystkie sześćdziesiąt osiem tekstów, które później wielokrotnie zostały wydane. A no tak, nauka nie pogalopowała w las, a jeśli już, to tylko w ramach rozprostowania o z kreską, i innych kędziorków, czy to należących do ę, czy ą, a wyniki, no tak wyniki były, pozytywne(nie mylić z radioaktywnymi!).


Czytaj Dalej „[463]. Wujek Staszek, ten co na nazwisko miał Lem. Dyktanda czyli… W jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów.”

[464]. Te(k)st.

założyłam się ze znajomym mym, nie innym a właśnie właściwie tym, że jestem w stanie nie po spożyciu, nie w tyciu, a w życiu, tym życiu… Po prostu złożyć coś  o wiadomo przecież czym. Czas na napisanie czterdzieści minut. Bez retuszu. Miało być nie do publikacji, ale w ramach dystansu do Się…

***

Czytaj Dalej „[464]. Te(k)st.”