[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

Bardzo dobrze pamiętam to niebieskie opakowanie z charakterystycznym, białym napisem.

Co więcej, nie miałam szansy o nim zapomnieć -remedium na spierzchnięty nos w czasie katariad, bo toż to kaaaatari/j/ady były i są, nie jakaś tam ledwie stróżka z nosa, lecz potężny obrzydliwie czerwony nochal z przyległościami jakże po tyradach libacji (jestem egzemplarz bezalkoholowy) ale z tymi przygłodami z wielkiego Kat…

Jestem egzemplarzem, co pamięta element wspólny ołówka i ten dziwny prostokąt z brązowo-czarną cienką tasiemką, nie mydlić z taśmą klejącą (o której jak i mydle potem, choć mydło nie tylko na pot i nad i pod…) jestem  egzemplarzem co wie co, jak gdzie się wkłada, żeby zagrało, jestem egzemplarz pamiętający gumy turbo/ donald i historyjki zawarte w nich, jestem egzemplarzem, który potrafi/ł /a obsługiwać pyszną oranżadę ze słomką w woreczku niezmiennie kojarzoną z początkiem maja.Jenak dosyć fantasmagorii. Ze wspomnień kalorii kategorii.

Ciemnoniebieskie, okrągłe pudełko musiało być obecne w domu. Nie tylko moim. Chociażby nie wiem ile było tubek, puzderek i innych maści opakowań, tubek innych maści. Niezależnie od dni, dat, czasów, zdarzeń i adresów (meldunkowych, bo paska adresu jeszcze wtedy nie było, co najwyżej pasek mógł być zaadresowany na części, tej uważanej za szlachetną mniej, tam gdzie kończą się plecy… Ale to inna histeria.) a() dresów tych, czy owych kojarzę je, zwłaszcza z przebytymi infekcjami górnych dróg oddechowych. Jakież zdziwienie moje było ooogromne (nie mydlić z ogrem, choć ogr to się mydlić nie lubił… Chyba…) gdy dowiedziałam się, że Oskar urodził się… W Gliwicach. jako jedno z dwojga dzieci Agnieszki  Ach. A jeszcze większe gdy dowiedziałam się co wyskoczyło z puzderka!

 

[Opakowania kremu Nivea z lat 1924 -2010, źródło zdjęcia].
Większe nawet od tego, że to Max Faktorowicz,

tak skojarzenia najwyraźniej celne stworzył zwrot make up, a właściciele firm obuwniczych Adidas i Puma, nie tylko kiedyś założyli wspólnie fabrykę — co przecież niejednokrotnie się zdarzało, że dawni współpracownicy stawali się konkurentami na wieki wieków, chociaż wcześniej zjedli nie tylko beczkę soli, ale i nie jednym bochenkiem nie pogardzili, pewnie suto posmarowanym masłem (takie wiecie co nie roztapiało się w dłoni, a i  na kromce rzadko).

Obaj panowie: bracia, powszechnie wiadomo, że skłóconymi przez lata (nie)świetlne, po cichu i to wielkiemu ciachu, cichu zda(r)żyli* pogodzić się przed śmiercią. No ale nie o tym. Za czasów gdy krem był przechowywany w metalowym niebieskim pudełku zawsze, ale to zawsze upierniczałam kremem brzegi, czy Tobie też się to zdarzało? Otóż, tusze, tusze zostawmy w [s]pokoju (nie świętym, ale zawsze), być może trudno sobie wyobrazić, ale Oskar nie interesował się farmacją, ba, wolał światłocień, perspektywę, galerie (i to, o zgrozoriado! Nie handlowe), nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że rodzice, tak matka, jak i ojciec, nie pochwalali jego zainteresowania histerią sztuki. Za namową wujka rozpoczął studia farmaceutyczne, ale spokojnie, ich nie ukończył, wytrzymał na na uczelni dwa lata. Nie żeby dźwigał na barkach (własnych) trzy lit(e)rowy skrót, dobrze znanego magazyniera.

W tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym roku użyczywszy pieniądze od rodziców, zainwestował w upadające laboratorium dermatologiczne, które zakupił wraz z zatrudnionymi tam (jedenastoma) ludźmi (tam też poznał dermatologa  Garson Unnę)  za „jedyne” siedemdziesiąt tysięcy marek.

Wolny czas zabijał umiejętnie, np zrobiwszy doktorat z filozofii, założywszy podstawową komórkę społeczną z Gertrudą Mankiewicz, nie zdecydowali się wychować, „posiadać” progenitury. Energię włożył w unowocześnianie swojego już laboratorium. Można by powiedzieć, a zważywszy na okoliczności napisać, że trafił na swój czas, w dobry, ba najlepszy moment, to w ostatniej dekadzie dziewiętnastego jeszcze, wieku powstała użyteczna wreszcie pasta do kłów, ale nie zapominajmy o tym, że nie była powszechnie używana, chociaż… Ci co odkryli jak ważną rolę pełni marketing i na paście do zębów potrafili ukręcić nie jedne lody… No,ale nie tylko o reklamę tu chłodzi, ale o to, że proszek wcześniej używany był po prostu bardzo szkodliwy dla szkliwa.  To Troplowitz wyprodukował w małych, szklanych puzderkach pastę Pebeco, kolportowaną na świat. Tak, tak w stanach, w tych Stanach, najbardziej zjednoczonych też. I Kandadzie, i los wie, gdzie jeszcze.

Nie wiadomo, czy pierwszy był produkt Oskara, czy amerykański, który po wielu perypetiach, teraz nazywa się Colgate. Jedna z wieści głosi, że podczas wizyty  w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym pierwszym roku w zakładach  gości stomatologa z z zawodu doktor Floris i to  za przez niego zachęcony, Oskar zdecyduje się stworzyć pierwszą na świecie pastę. Wiesz, szczotka, pasta, kubek ciepła woda…

 

 

Diabeł tkwi w szczegółach, jak to zwykle i nie chłodzi tu o mak, nawet nie o maczek,niesekretne i niedyskretne zapisy w umowach tyle, że pasta z ciągle jeszcze z New) Yorku była sprzedawana w tubkach, a Oscar cóż upychał je do szklanych słoików, teraz to by była hipsterka i wyraz hade made marmolade, nie spod, a na ladę hyc,  wtedy liczyła się wygoda. To czego- być może- nie wiemy, albo nie kojarzymy to również to, że to Właście Oscar wynalazł, wyprodukował jako pierwszy samoprzylepny plaster opatrunkowy! I całkiem przypadkiem, nie żar (żar to leje się z nieba, także niebiesko-białawego miejscami) nie żartuje przepadkiem stworzył jedną z pierwszych (a może pierwszą) taśmę (najwyraźniej) klejącą, wtedy z przeznaczeniem do naprawiania dętek, i spraw najwyraźniej technicznych ulepszania. Ale to nie do ust, do ust to wyprodukował szmir, a nie szminkę taką wysuwaną, po raz pierwszy, i formę mydła (biała zapachowa kostka) też zmienił, a Gertruda nadała jej nazwę… A jakże Nivea.  Nawiązuje (nazwa nie Gertruda) do zwrotu z łaciny „nix nivis”, białe jak śnieg, śnieżnobiałe.

Można powiedzieć, a raczej zważywszy na oko i liczności… że tyle  wymyślił i tyle zmienił i nie chodzi o zmianę żony na nowszy model, a znany jest z niebieskiego puzderka z białym napisem, tyle, że diabeł  nie, nie nieszczególnie w szczególe tkwi tylko drzemie w kremie…

Tak, tylko kremu, tylko, że ten krem, to innowacja. Wtedy  nie tylko były używane przez nieliczne osoby (i nie winny jest li tylko brak potrzeby) ale używałabyś/ używałbyś produktu, który robiony na zamówienie (a więc drogi) jęczał, a może i nie jęczał, ani nie jąkał się, ale jełczał i był zaraz do wyrzucenia, jąkać i to jeszcze jak! Można było jak się w q…iło. A co do zarazków, to przecież w takich puzderkach, zważywszy na oko… i wiecie co, toż to kolonie były. (Nie mylić z wakacjowaniem i innym birbanctwem).

To Oscar wraz ze swymi pracownikami odkryli, że by wyprodukować krem, który spełniałby oczekiwania, potrzebny jest emulgator. To nic innego jak rodzaj „transmitera”, a raczej łącznika nie ognia z wodą, ale wody z gliceryną, kwasem cytrynowym,  tłuszczem i olejkami eterycznymi. W grudniu tysiąc dziewięciuset jedenastego roku produkt znany był w ponad trzydziestu krajach.

Ale to co ważne, dbał o swoich pracowników i pracownice, a personel niebotycznie się rozrósł i rósł coraz to bardziej, wprowadził nie tylko płatne urlopy, ale znacznie skrócił czas pracy nie przycinając wysokości pensji, gwarantował też pełnowartościowe posiłki.Wiedział jak ważny jest komfort pracy, jak również to, że liczy się jakość nie ilość, zaangażowanie i realizowanie marzeń.

 

Dziś już inaczej patrzę na niebieskie pudełko (szkoda, że plastikowe). A i nie ma to nic wspólnego z wadą wzroku. A Ty?

*pisownia celowa.

 

 

4 myśli na temat “[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

  1. Któż nie miał w domu kremu Nivea, nawet moja babcia miała i w zasadzie innego nie używała, a cerę miała jak krew z mlekiem.
    Nie znałam znaczenia nazwy, dzięki za dokształcenie:-)
    Wielu gigantów świata kosmetyki miało ciekawe biografie…

    1. Bardzo ciekawe! Polecam biografię Heleny Rubinstein, jeśli nie miałaś jej w ręku (książki nie Heleny) zrobiła na mnie wrażenie, szczególnie okres kiedy była w Melbourne.

  2. A malo kto wie, ze Maksymilian Faktorowicz wyskoczyl ze Zdunskiej Woli. Miasto z dziwnych przyczyn woli byc niestety kojarzone z innym Maksymilianem – Kolbe. Smutne.

    1. Stefku. Myślę, ale możliwe, że się my(d)lęże ogólnie mało wiadomo o życiorysach ludzi, skąd, co i dla i czego dokonali. Nie jest to oczywiście usprawiedliwienie. Max Factor, kojarzyłam przez długi czas z zagraniczną marką, jakież to było moje zdziwienie…

Odpowiedz na 5000lib Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s