[96+1]. Pięć błędów przygotowywania kawy w warunkach polowych (domowych). I sposoby by ich unikać.

[Kobieta czytająca list przy otwartym oknie, Vermeer, źródło zdjęcia].
Kawa jest owocem. Tak, faktycznie. Wiadomo, pisałam i o tym kiedyś. W Holandii pije najwięcej filiżanek tegoż napoju. Dwanaście do trzynastu kilogramów na osobę. Polacy i Polki do trzy i pół. Tak dla porównania.

Ponieważ jednak od czasu do czasu, dostaję zapytania na temat tegoż napoju, to sypnę garścią refleksji, fleksji bo wiadomo: odmiana wyrazów, ta, na pewno, i to tych na które rzucony został snop światła. Pięć podstawowych błędów w przygotowaniu tego napoju, to, wyliczając na piechotkę. I tak, przygotowując ją rano często popełniamy wszystkie, nie tylko hurmem, ale hurtem. Zaczynamy! Będzie jak espresso (nie ekspersso). Szybko i treściwie.

 

#1 i 2.Za wysoka temperatura wody. I marnej jakości. 

Nie może być wyższa niż dziewięćdziesiąt pięć stopni. Nie wspominając o jej jakości, wszak kawa z dziewięćdziesięciu ośmiu procent składa się z ha dwa o.O. Wystarczy ją przefiltrować, albo wlać mineralną. I zagotować. I trochę odczekać.

#3 Bo to zła kawa była…

To znaczy -nic innego jak ziarno marnej jakości. Chociaż to, powoli się zmienia. Nadal w polskim społeczeństwie pokutuje mit kawy parząchy w szklance z koszyczkiem, nie, nie tyle ten obrazek, co ten smak. Goryczka być musi. A goryczka jak się wytrąca w tym rozumieniu jest nieporządana, nie mylić z kwasowością, która podbija smak i jest jednym z elementów bukietu. Ziarna kawy działają na wszystkie zmysły. Nie, nie tylko na smak. Wzrok, słuch, dotyk. Zanużyć palce w worku… A fotografie, często rozwieszane na ścianach przybytków rozpusty? Robusty znaczy się… Kawiarni?

#4 Niepoprawnie zmielona kawa.

To znaczy, albo za miałko, albo za grubo. I tutaj jest ziarno kawy pogrzebane. I to nie jedno. Nie potrzeba kupować eksperesu do kawy za ileś tam tysięcy, a raczej i nie warto. To  co warto to kupić dobry młynek, nie ekstra profesjonalny za 3000 złotych polskich, ale taki do użytku domowego. Co generuje małą ilość pyłu. Bo każdy sprzęt ją produkuje, i zamiast wskazać kasę w ekspress, który trzeba konserwować, a to nie lada zabawa już się robi. Ale najważniejsze nie jest to, tylko fakt, że całą zabawę z ziarnem, jego doborem, mieleniem, czasem kontaktu z wodą, czyli wszystkimi parametrami, które możemy sobie ustawić, przejmuje z automat. A my nie mamy na to wpływu. A to ważne, by móc eksperymentować, aby poznać efekty, parametry, i konsekwencje, zwłaszcza jeśli kupujesz ziarno dobrej jakości. I nie, nie chodzi by kupować Kopi Luwak. Nie tędy truchtamy… Nie tędy… I to wcale nie dlatego, że w jednym opakowaniu, może być tylko do trzech procent rzeczonego rodzaju ziarna… Chociaż tak, Indonezyjczycy sobie to zagwarantowali, żeby udostępnić kopi luwak w sposób masowy. Nie chodzi też o to by nad filiżanką kawy medytować, chociaż… Można, oczywiście… Nie chodzi o to by na sposób Marokańczyków i Marokanek, dodają oni do kawy sól i pieprz. Takie postępowanie nie jest wyjątkiem. Proszę bardzo, drugi z brzegu przekład, tfu, przykład. W Etiopii, oprócz wspomnianej soli, czy innych przypraw, koniecznie ostrych, dodaje się masło. Ma to na celu szybsze uwalnianie się aromatu z naparu. Ad rem. Ważna jest podstawa, czyli można pić mniej, ale poznawać, coś, co niby jest z nami od długiego czasu, coś co niby znamy. Znamy, a jakże, tylko niekoniecznie od smakowitej strony. Zamiast w ekspres, zainwestuj (z rozmysłem) w młynek.

#5. Zły wybór kawy do metody parzenia

Jeśli już to ergonomiczny i ekonomiczny przelewowy, tak ten sam, co mają częstokroć nasi rodzice, czy dziadkowie. Jest też chemex, który daje taki napar zbliżony do herbaty, jest zyskujący coraz bardziej na popularności, areopress, french press, drip, kawiarka. Proszę bardzo, proszę. Jeśli się poszuka można znaleźć. Naprawdę. I oczywiście, takie podejście wymaga czasu, umiejętności, nie rzadko uczenia się, i nie jest to cóż, metoda wstaw wodę, zalej zapomni (że piłaś/eś). Siup, hlup było, i się odbiło, czkawką i refluksem, fuksem. I jeszcze te fusy między zębami… Ziarno ziarnu nierówne. To wiadomo. (Poza tym takie dodatki jak cukier, czy mleko służą ukryciu bardzo złego ziarna). Tak, ale jeszcze warto pamiętać, że kupując kawę dobieramy ją do metod zamarzania. I to jest punkt wyjścia. Nie, nie znaczy to, że nie można pić kawy z mlekiem. Poza tym cukier i kawa to rodzaj protezy, chcąc nauczyć swoje kubki smakowe, nauczyć, bo ćwiczy się je jak mięsień, aromatów i smaków kawy należało by stopniowo rezygnować z cukru, i mleka, a potem można wybierać, czy chcemy ewentualnie np korzystać z mleka… Tylko do tego potrzebny jest czas, i chęć eksperymentowania np próbowanie różnych ziarnen, ale też, czasów ekstrakcji i tak dalej i tak dalej…

I Jeszcze jedno. Bonus.

#6. Sposób przechowywania.

Najlepiej w pojemniczku, puszcze, ale dodatkowo w tym opakowaniu co kupiliście, tak, poważnie, każde przesypywanie pozbawia aromatu. Po co? I dlaczego się go pozbawiać, przecież o to właśnie chodzi. O smak. I broń losie, żadnych lodówek. Poważnie. I najlepiej ziarno spożyć do miesiąca od daty wypalenia.

Smacznego! Eksperymentuj, baw się. 🙂

A Twoje doświadczenia z czarnym złotem?  Jeśli jesteście zainteresowani, zaiteresowane garścią refleksji na temat kawy. To zapraszam, do dyskusji, i lub zadawania pytań. :-).

20 myśli na temat “[96+1]. Pięć błędów przygotowywania kawy w warunkach polowych (domowych). I sposoby by ich unikać.

  1. Moja pierwsza myśl po przeczytaniu: „Jak by tu fajnie sfotografować kawę?” 🙂
    Przeszłam drogę od rozpuszczalnej z mlekiem i cukrem do mielonej w domowym młynku pitej bez dodatków (ewentualnie czasem… z kardamonem). I powoli zaczynam ogarniać, które ziarno jak smakuje.

    1. Cześć Kamilo. Myślę, że makro to fantastyczne rozwiązanie.
      I co? Fajnie, nie? A jakiego młynka używasz, tak z ciekawości? Jaka jest Twoja ulubiona kawa na dziś? Jeśli Ci pasuje, podziel się doświadczeniem. :-). Myślę, że wiele osób zaczynało właśnie od mleka i cukru (zwłaszcza na początku kawowej drogi są po to by ukryć mankament ziarna). A rozpuszczalka, była kiedyś (w Polsce) nowinką.

      1. No pewnie, że fajnie!
        Używam najprostszego młynka elektrycznego, wyprodukowanego przez niemiecki koncernu na B;) i kawiarki stawianej na gazowym palniku. A jak jest upał, to czasem robię kawę macerowaną na zimno (modnie nazywaną ostatnio „cold brew”).
        Aktualnie mam smaka na kawę Ethiopia Yrgacheffe, ale różne bywa – czasem wybieram coś z Ameryki Południowej.

        1. Ethiopia Yrgacheffe nie próbowałam jeszcze. Raz dostałam kawę z Etiopii nie smakowała mi okrutnie, ale myślę, że to był wypadek przy pracy. Moim pierwszym sprzętem, po tym jak zaczęłam nie pijać kawy zasypki plus woda. Rozpuszczalną zdarzało mi się pijać dopiero potem, to znaczy przed okresem studenckim, to właśnie kawiarka. A pamiętasz wypitą, swoją pierwszą „lepszą” kawę?

          1. Yrgacheffe jest bardzo delikatna w smaku, więc właściwie w jakimś to ten gatunek jest sprawcą przełomu w moim piciu kawy. Po prostu jak kiedyś jej spróbowałam, to się okazało, że nie ma sensu nic do niej dodawać. Teraz lubię do niej czasem wracać Z picia rozpuszczalnej zrezygnowałam znacznie wcześniej, ale nie pamiętam, w jakim dokładnie momencie.

            1. Tak to jest, z chwilą kiedy, choćby incydentalnie spróbuje się dobrego rodzaju ziarna, czuć, widać, różnicę. Nie tylko w smaku, również wizualnie. Wiadomo czym pachnie i jak wygląda spocone ziarno. I że nie „potrzeba” sztucznie dodawanych aromatów, że ziarno ma body, kwasowość może być dobra, podbijająca smak i zła (wytrącenie się goryczki np zdarza się przy przepatrzeniu nawet dobrego ziarna).
              Kawę rozpuszczalną piłam bardzo krótko, dłużej już zalewaną. Cukier i sól to generalnie protezy smaku. A ten pierwszy w kawie, lub/ i mleko ma za zadanie przykrywać defekt ziarna, np w kawiarniach, chociaż nie zawsze przecież istnieje dziedzina jak np latte art, bardzo często w marketach…

              Ps. O swoich doświadczeniach z cukrem wspominałam tu: https://wp.me/p59KuC-1n8

  2. Ja jeszcze się nie nauczyłem pić kawy. Przydałby się jakiś osobny przewodnik. Póki co jeszcze traktuję kawę użytkowo. Ale na pewno można się nauczyć smakować, podobnie jak z whiskey.

    1. Mnie osobiście jest bliższy rytuał picia kawy, niż alkoholu. Można kawę i użytkowo i smakować równocześnie. Tyle, że kawa, jako ziarno w domowym użytku jest b. drogie, a w kawiarniach, cóż… Są oczywiście takie, które posiadają dobrej jakości ziarno, osoby obsługujące wiedzą, że inne są pod espresso, a inne pod alternatywy, ale to jaskółka, która wiadomo, w liczbie jak najbardziej pojedynczej wiosny nie czyni, a co masz na myśli jeśli chodzi o przewodnik? Jakiego on powinien być rodzaju żeby był dla Ciebie użyteczny?

  3. Kawa z chemexu to było naprawdę niezwykłe doświadczenie. Czytałam zawsze opisy kawy o owocowych nutach, porównania do herbaty itp, ale dopiero przy spróbowaniu takiej kawy faktycznie w to wszystko uwierzyłam.
    W czym robisz kawę, swoją drogą?

    1. W areopressie, właśnie, jest wygodny gdy się podróżuje, można eksperymentować z czasem ekstrakcji, rodzajem wody, albo innego płynu. Tak to jest warto spróbować. Jeśli chodzi o rodzaj ziarna, trudno myśleć o aromatach i tym, że są one n a t u r a l n e w kawie, to doskonały przykład pewnego przyzwyczajenia i kultury picia kawy (z marketów)… A Ty w czym najczęściej pijasz kawę? Widziałam na Twoim blogu jakąś książkę o kawie, więc wykoncypowałam, że eksperymentowanie w tym temacie nie jest Ci obce? :-).

      1. W ramach uczczenia obrony szarpnęłam się na młynek i aeropress. I właśnie trochę eksperymentuję, bo sporo czasu w sumie piłam co dawali, dopiero niedawno zaczęłam zwracać na smak kawy uwagę 😀
        A książkę, swoją drogą, polecam właśnie jak ktoś chce zacząć kawową przygodę, bo całkiem sporo fajnych informacji w niej jest. I zdjęcia śliczne 😀

        1. Z moich doświadczeń, przynajmniej zakupu areopressu nie będziesz żałować. Nie wiem jaki model młynka kupiłaś, więc się nie wypowiadam… (Chcesz się podzielić tą wiedzą?) Jak pierwsze, drugie i kolejne wrażenia z picia kawy?

          1. Aeropress fajna rzecz, przyznaję. Do posiadania to moje pierwsze podejście, ale już wcześniej korzystałam.
            Technikę jeszcze usprawniam, ale zadowolona jestem bardzo. A młynek mam Hario Slim, jeśli mnie pamięć nie myli.

            1. Warto sobie usztywnić trzpień w tym młynku bo z czasem zacznie się chwiać (chyba, że już poprawili tę wadę). Rzecz jest bardzo, przydatna, u mnie osobiście, sprawdza się bardziej niż kawiarka, którą miałam wcześniej, i można eksperymentować bardziej. Przyjemności życzę, można z areo zrobić dużo, warto pamiętać jednak o jednym, żeby nawilżyć przed użyciem uszczelkę gumową. Mam do Ciebie pytanie, nie związane z tematem kawy, od pewnego czasu, dłuższego już, obserwuję epidemię odchudzania się, nie tylko wśród znajomych, czy Ty również?

              1. Akurat moi znajomi nie odchudzają się chyba wcale. Prędzej zdarza mi się słyszeć, że ktoś bardziej dba o to, co je albo że zaczął ćwiczyć. Także nie wiem – może ludzie jakoś w ten sposób przygotowywali się do wakacji?

              2. Pewnie tak, to, że ćwiczą więcej i się ruszają to jedno, i to, że wakacje to drugie, w moim otoczeniu jest masakrycznie wiele osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn, którzy stosują drakońskie diety i ciągle mówią o jedzeniu- co wynika np. z głodu. Oczywiście, nie wszyscy. Ok, zgodzę się, dieta jest ważna, nawet bardzo. Piszę dieta, rozumiem pod tym całokształt odżywiania i warto nie zagłodzić zdrowego rozsądku… Chciałam dopytać, czy u Ciebie też tak jest, a to dziwne, że ludzie ćwiczą, a zupełnie pomijają inne kwestie. To znaczy, dobrze, że ćwiczą i ruszają pupencję sprzed ekranów…
                Wracając do kawy, słodzisz? Pijesz z mlekiem, czy czarną? Jeśli zdarza Ci się pić z mlekiem, to może spróbujesz dodać szczyptę cynamonu. To obniży poziom cukru zawarty w mleku.I urozmaici smak (jeśli lubisz-?- cynamon). Masz ulubione przepisy kawowe? Czy jak używasz areo rzadziej zdarza Ci się pić kawę w kawiarniach? Czujesz różnicę? :-). [PS. Drzewko komentarzy pewnie się zaraz skończy, ale możesz napisać nowy, tak informacyjnie ododam].

  4. Akurat u mnie się nieco uspokoiło pod względem ćwiczeń. Za to w zeszłym roku sporo moich znajomych nagle zaczęło „zmieniać swoje życie” czyli głównie bardzo intensywnie ćwiczyć i jeść sporo twarogu (bo białko). Na szczęście, trochę zmienili podejście do teraz i jakoś rozsądniej do ćwiczeń podchodzą.

    Rozpuszczalną piję z mlekiem, w kawiarniach zamawiam czasem mleczne kawy, ale alternatywy wolę zdecydowanie czarne. Lepiej smak czuć 😀
    Do kawiarni nie chodzę może rzadziej, ale zdecydowanie zaczęłam wybierać lepsze kawiarnie. A w większości kawiarnianych sieciówek wolę zamówić herbatę czy lemoniadę, bo kawy są jakieś takie kleiste i smakują mało atrakcyjnie. A ty? Też masz takie wrażenie?

        1. [O ćwiczeniach] i podejściu, a raczej o smędzeniu, co my ślę na temat siedzenia pisałam tu: https://wp.me/p59KuC-1wF Myślę, że jesteśmy przyzwyczajane/ przyzwyczajani do szybkich rozwiązań typu weź pigułkę na urodę, sprawność, gibkość,piętno piękna itd.
          Cenię sobie myślenie i użyteczność, praktyczność, a ta rodzi się z doświadczenia i doświadczania.
          [O zmianie] kiedyś napiszę, tak sobie powtarzam, mam chęć, ale nikt się nie upomina, więc może jest to temat dla szerszego grona odbiorczyń/ odbiorców nieatrakcyjny?
          [o kawie] do kawiarni chodzi się zwykle nie tylko po to by wypić kawę. Jest to wydarzenie społeczne. Jednakże u nas, w Polsce, nie ma jeszcze kultury picia tego napoju, ziarno w przeważającej większości (nie zawsze, i nie wszędzie- na szczęście) jest złej jakości, ale mleko, cukier, czy syrop przykryją wszystko. Nieprawdaż? :-(.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s