[434]. Oj.

[ Niełatwy dzień.No Easy Day, Kevin Maurer, Mark Owen, Matt Bissonnette Kraków, 2013, Wydawnictwo Literackie, Wydanie: I,tłumaczenie: Łukasz Małecki
 Lektor: Przemysław Bluszcz, źródło fotografii].
„Jedyny łatwy dzień był wczoraj”.

„Wiedziałem, że spokój i czysty umysł to podstawa przy podejmowaniu decyzji”.

„Byle do śniadania, pomyślałem.
Jakbym znowu trafił do Green Teamu. Wiedziałem, że gdy człowiek za bardzo skupia się na zadaniu, zaczyna pękać. Jedyny sposób przetrwania polegał na myśleniu o najbliższym posiłku, więc kilka godzin przed najważniejszą misją w karierze obchodziło mnie tylko śniadanie.

[Niełatwy dzień, Mark Owen, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013].

 

 

Nie lubię takich książek, a  w zasadzie, i  w kwasie, nie czuję chemii do tematów przewodnich takich jak na załączonym obrazku obraz ku źrenicy oka, oka cyklonu, w którym rozgorzała już dawno walka. Walka na śmierć i życie. Dlaczego o niej piszę?

Nie wiem, zapewne nie dlatego, że miałby to być rodzaj wyjątku, albo sam on w postaci czystej, potwierdzający niejako powyższą regułę, i to nie jako tako, czyli po japońsku, po jońsku, czy japońsku warto zmierzać ku clou.

Z książką po raz pierwszy zetknęłam się,  chyba zaraz po premierze, „zetknęłam” to za dużo napisane, omiotłam okładkę spojrzeniem, i pomyślałam, że jest gustowna niczym kornik w galerii sztuki, a że powtarzano mi z uporem walki o słuszną sprawę, że nie ocenia się książki, po wiecie czym, a że wspomniany egzemplarz tejże był własnością bliskiej osoby mojej znajomej, który zafascynowany był (może i jest nadal?) armią amerykańską, i kupiłby wszystko co nosiło by chociaż domniemanie mglistego  wspomnienia, skojarzenia zetknięcia ze wspomnianą tematyką… Kurtuazyjnie, i bez przekonania, powiedziałam, że może kiedyś (kiedyś, czyli bliżej nieokreślone jutro, a bliżej, czy nawet dokładnie określone: nigdy) przeczytam… Kiedyś okazało się nadeszło pięć lat od tego niepamiętnego spotkania. I pewnie tylko dlatego, że wspomnienia wydano w postaci książki czytanej (przez Przemysława Bluszcza, który czyni to fantastycznie). Potrzebowałam lektury, która nie jest wymagająca intelektualnie, i choć z rzadka sięgam po bele-tele-trele-tryska-tykę, a jeszcze rzadziej bo (auto)biografię, to tym razem zdecydowałam.  Zapomniałam dodać, że wartko opisane tu jest przyroda, Orzeszkowa nie pogardziła by takim nakreśleniem krajobrazu. A nauczycielki i nauczyciele by pewnie coś wspomnieli o laniu ha dwa o. O i to jest w zasadzie główny zarzut co do lektury, a szkoda, rozumiem, że nie o wszystkim wolno mówić – ze względu na specyfikę zawodu.

 

Matt Bissonnette wespół z Kevinem Maurerem, snuje opowieść zaczynając jak to zwykło od swoich początków, czyli od testów, które zobligowani są przejść, ba! Przekroczyć ci, którzy chcą należeć do elitarnej jednostki. Jednakże nie rozwleka się nad tym zbytnio. (Ta perspektywa jest zarezerwowana dla nieistotnych szczegółów). Poza tym przeplatane są one kadrami z jego życia rodzinnego (dzieciństwo na Alasce, i pierwszy kontakt z bronią palną jako narzędziem przetrwania i polowania, dla zapewnienia pokarmu rodzinie).  I raczej jako potencjalne źródło powiedzeń, takich jak te, które otwierają tekst. Jest tu ledwie wspomniana akcja ratowania kapitana Philipsa z rąk somalijskich piratów (szkoda, że tylko jeden akapit)- na marginesie, polecam wrząco film z genialnie wcielającym się w rolę kapitana Tomem Hanksem.

Jeśli chodzi o akcję, to jestem bliska porównania z mgłą. Jest to dobra lektura wagonowo- tramwajowa, czasami- wakacyjna. Chociaż, czy na pewno?  Jeśli już przy okazji dyskusji o niniejszej propozycji rozmawiamy, to przypomniał mi się taki epizod z wczesnego życia docześnie czytelniczego. Pewna osoba powiedziała mi, że powinnam, niejako z obowiązku i dla wyrobienia sobie „właściwego oglądu” spraw przeczytać bardzo dużo książek kiepsko napisanych. Nie wiem, czy takie postępowanie jest słuszne. Nie wiem, czy trzeba czytać wszystko, jednakże jestem przekonana, że warto sięgać po lekturę z otwartym umysłem. I sięgać po różnorodne pozycje. I pro-pozycje. I z takim oto nastawieniem, gotowością na zmianę zdania, światooglądu i światpo(d)glądu, a przynajmniej na zapoczątkowanie tego procesu.

Na początku napisałam, że nie przepadam za biografiami (a stanowisko to ewoluowało na przestrzeni lat, które dane było mi przeżyć)biografiami, a więc nie wspominam tu o temacie książki, nie zajmuję stanowiska co do opisanych operacji militarnych , a i kończąc- nie dlatego ta nie przypadła mi do gustu, potrafię (i to robię) docenić tematykę i styl pisania, za którym nie przepadam, po które zwykłam nie sięgać zwyczajowo, jednak Niełatwy dzień nie jest tego przykładem.  Nie jest to książka zła, lecz lektura, która nie spełniła moich oczekiwań (a zbytnie skupienie się na szczegółach,takich jak rodzaj podłogi, a raczej jej brak, nie wnoszących nic, a nic do akcji- cóż nasuwa pytanie, czy nie służy napompowaniu ilości stron? I nie skupieniu się na wątku przewodnim?

Jednakże warto docenić sposób w jaki czyta Przemysław Bluszcz, i przesłuchać w drodze z-do pracy, z miejsca a do d, do tych punktów stycznych, z zadań matematycznych.

[Komplikacje. Zapiski chirurga o niedoskonałej nauce, Atul Gawende, tł: Adriana Sokołowska-Ostapko,Magnum, 2015 źródło zdjęcia].
Nie przepadam, za (auto)biografiami, może dlatego, że już się sporo ich naczytałam, może trochę obrosłam światem i słowem?

Słowem: nie wiem, czy istnieje jedna przyczyna, ale zdarza mi się po nie sięgać.  Tak jak po literaturę bardzo popularną, o niej (także) piszę na blogu. I następna pozycja, propozycja literatury czasu wolnego, i czasu transportowego to „Komplikacje. Zapiski chirurga o niedoskonałej nauce” autorstwa Atula Gawende — wspomnienia z czasu rezydentury.Zaczyna się od przywiezieniu na izbę przyjęć nastolatka z raną wlotową po kuli i zaordynowaniu, jak się później okazało, nie potrzebnego zabiegu.

 

 

 

 

 

W takich właśnie chwilach medycyna przeradza się w praktykę lekarską. I z takich chwil składa się ta książka— z momentów, z których widać jak to wszystko naprawdę działa. Oczekujemy od medycyny, że będzie uporządkowaną dziedziną. ,obejmującą określony zakres wiedzy i opartych na niej metod. Tymczasem jest inaczej. To niedoskonała nauka, zbiór nieustannie zmieniających się wiadomości, niepewnych informacji, omylnych profesjonalistów i ludzi, których życie wisi na włosku. Naszą rękę prowadzi owszem, wiedza, ale często także przyzwyczajenie, intuicja, a czasem zwykły traf. Rozziew między tym, co wiemy, a tym, do czego dążymy, wciąż istnieje. I komplikuje wszystko, czego się chwycimy.

[s.13-14, tamże].

Fantastyczny cytat. Okrągły, taki, który nadaje się na okładkę, nieprawdaż? Trudno się z nim nie zgodzić? Może Cię zmartwię, a może nie, niepewne informacje (i to ciągle napływające do naszych zmysłów)  to funkcjonowanie w niepewnym świecie, wyborów, dylematów, niedoborów i trudnych decyzji jest także naszym wyborem. Owszem, nie wiem, czy zdarzy nam się decydować o życiu ludzkim w taki sposób jak robi to chirurg, pewnie nie, ale może w innym. Odrzućmy okrągłość cytatu i pierwsze skojarzenia. Czy nie brzmi on jak usprawiedliwienie (świadome, czy też nie). Medycyna nie działa w próżni. nie są to zapiski o niedoskonałej nauce, nauka to wytwór ludzki, ale o niedoskonałości człowieka i systemu. Może i z zazdrością, czytamy takie lektury jak ta, z amerykańskiego kręgu kulturowego, gdy to osoba zajmująca się medycyną potrafi i chce przyznać się do popełnionego błędu w sztuce, gdy obnaża niedoskonałości systemu. Jak jest w Polsce? Jak wygląda dostęp do godnej medycyny osób starszych i lub nie w pełni sprawnych? Jakie są posiłki w szpitalach? Dbanie o intymność osób w nich przebywających? Dostęp do świadczeń…. No właśnie, lubimy czytać takie książki jak komplikację nie tylko dlatego, że pozwalają nam na obserwacje przez dziurkę od klucza nie dostępnych dla nas chwil. Czyż ciało człowieka ze swoją mapą tętnic, żył, arterii, układów i narządów nie jest fascynujące? Czy to, że możemy je naprawiać, a  obserwować nie jest zdumiewające? A jeśli (w założeniu, że robimy to w sposób humanitarny i ku dobru ogólnemu) schlebia historii homo sapiens. Czytamy takie książki jak Komplikacje, albo : Po pierwsze nie szkodzić, Henry’ego Marscha dlatego, by się pocieszyć, a może upewnić, że jeśli przyjdzie nam położyć się na szpitalnym łóżku to nie tylko trafimy pod oko i rękę profesjonalisty, ale również (i co o wiele ważniejsze) to fakt, że jeśli tej osobie przydarzy się błąd to będzie potrafiła i chciała się do niego przyznać (co także wpisuje się w eksperckie podejście do swojego fachu). Czytanie takich książek można śmiało przyrównać do oglądania seriali.  Piszę o tym dlatego, nie żeby zdyskredytować takie podejście, ale dlatego by nie tylko  uświadomić, że między nim, a praktyką bywają szczeliny, szczeliny, niedoskonałości praktyki konkretnych ludzi, których warto być świadomą i świadomym dlatego by stąpać po ziemi, a nie uczyć latać się w chmurach, ale i różnice kulturowe. Warto także i to zauważyć, nie żeby wytknąć, ale żeby mieć szerszy obraz,że i w taki sposób można. Nie dzielę nici chirurgicznej na czworo, nie wskazuję skalpelem tam jest tak, a tu (niestety) tak. Jestem za tym, żeby dostrzec pełnię. I można to zrobić również w lekturach bardzo popularnych. One także są częścią kultury, a ta, wbrew obiegowym opiniom, zabiegom i etykietom, nie dzieli się na niską i wysoką. Jedna jest częścią drugiej i wzajemnie się przenikają.

Oczywiście mogłabym streścić zawartość, powiedzieć na jakie części podzielona jest książka, ale wiecie już, że tego zwykłam nie robić, a poza tym, tego można dowiedzieć się jeśli nie ze spisu treści to ze wstępu. Zapewne sytuacja ludzi zajmujących się medycyną sensu largo jest skomplikowana (sic! ) i w tej komplikacji tkwi trwoga i piękno, zdumienie i nauka. Książka ta to przede wszystkim refleksologia stosowana (nie mylić z terapią światłem) rezydenta w Stanach jak najbardziej Zjednoczonych.

 

[Pasma i smugi, Janusz Limon, Słowo Obraz Terytoria, Gdańsk 2017, źródło zdjęcia].
Trzecia propozycja jest czymś pomiędzy poezją a prozą, impresją, dziennikiem a wspomnieniami. Pisałam już o

pierwszej pozycji popełnionej przez Janusza Limona, teraz- polecam drugą. Nie tylko można, ale i warto. I to nie haustami, ale po troszeczku. Pomału. Po wielkiemu mału. Lekturę nie tylko smakuje się pod względem stylu, czy kompozycji, ale także treści. No tak, ale przecież to słowo na t to clou lektury? Co mam na myśli? Znajdowanie i wyłuskiwanie. Na przykład nazwisk, osób i zdarzeń. Ucieszyłam się na wspomnienie zapomnianego już Jana Czocharskiego, a przecież znamienity to polski uczony, dzięki któremu mamy układy scalone i to tak popularne. Wielka to szkoda i bieda w czeluści zapomnienia ginąć i dokonaniom i osobie tak znamienitej. Nie jednej, jest też Mary Seabright, dokładnie ta, która jako pierwsza na świecie, opisała prążkową strukturę chromosomów człowieka, czy żonę Jana Heweliusza, która nie tylko zajmowała się domem, a przecież to praca na etat przynajmniej jeden, ale także prowadziła badania, najpierw z mężem, a potem do jego śmierci.

Smuga, cień, i pasma, podane lekko, zgrabnie w znanej już z Przestrzeni i zaułków formie. Niech ona Was nie zmyli. To książka, którą czytać warto warstwami, którą można wziąć do torby podróżnej, by podczytywać w czasie przemieszczania się, a może w całkowicie innych kontekstach i przyległościach? Jest to lektura słodko- gorzka. I piękna nie poprzez smaki zawarte między wersami, ale przez prozę, która staje się poezją, mimochodem, niezupełnie przepadkiem. Do porannej kawy, do przedpołudniowego spaceru smugą zieleni, młodości, starości, umierania własnego i Bliskich.

 

A co Ty czytasz? W pociągu, tramwaju, trolejbusie? A może wolisz rozmawiać? Czy w przedziale (nie chodzi mi o wiekowy, tylko jak najbardziej tymczasowy) jeszcze się rozmawia? A jeśli tak, to o czym?

Reklamy

6 myśli na temat “[434]. Oj.

  1. Ja w tej chwili zaczęłam Wojnę Końca Świata czytać. Zobaczymy, jak mi z nią pójdzie.
    Pociągami jeżdżę rzadko i jeszcze rzadziej w nich z kimś rozmawiam. Ale już jeżdżąc uberem zdarza mi się zaczynać rozmowę 😀

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s