[432]. Po dzisiejszym,wczorajszym.

Jest piątek, albo jeszcze sobota zjeżdżająca na czwartek i do tek innych sennymi minutami uszczuplająca dzień, eń,en  podnoszone zadyszką do potęgi godzinę nader po_ranną, o losie, o l(og)osie jak trudno dno πeszcząca szeleszcząca dr.apaniem od spodu. Jak bardzo trudno rozprostować zwoje neuronaliów, albo nie, nie co to, to nie, bo jak się nie zwiną powrotem, i  postanowią się nitkować do zaniku komplet_(n)ego? O losie, o l(og)osie, jakże trudno (od)kleić powieki, po wieki zajmuje przed świtem, przed prześwitem, czyli  gdzieś około trzynastej.

Nie umiem znaleźć cienia, który się zanadto wycieniorytował remontując zmarszczki może gdy się ratował haustem słońca, gdzieś w bardzo bliskiej gala i tyce,  może wymiękł, a mnożę się wy… Miętolił gdzieś podczas gimnastyki zmiany czasu rozparł się kątem najwyraźniej (za) ostrym.  Śnia(danie) dnia, przez swą liczbę pierwszą i najwyraźniej ostatnią (nie mydlić z dostatnią, ani wymierną (co najwyżej liczbą czkawek, czyli przypomnień ewolucji) i   głód zamieść by zmieścić w postaci pył q, który może się przy…Czepić gdzieś pomiędzy przełykiem a zrośniętym kręgiem guzicznym. 

Susza w ustach, ach i szukanie języka, a tam tylko oś(ć)-dobrze, że nie belka w oku, bo to byłaby wada (wz)roku,    liczbowa i  (ro)zbiór liczb spełniających układ nierówności,o losie, o logosie jakie nierówności z przynajmniej jedną wi(a)domą.  A monoże to po krzywu nieskończoność, śpiąca ósemka, co zasnęła z (bez) nadzieją… Rozsupłania. Suplą a może sapią myśli co się mieszczą i moszczą i znoszczą złością pomiędzy uszami. Głośno, głośno, głośno…Przeczywistość wrotności oczywistości przypominają się galopiadą zaKwasUff.

 

—- Gdzie są moje Buty?zapytuję głośno ściszonym głosem.

—- U van Goha.Pada głucho — ni to od ni to po ni to (jeszcze bardziej) wiedź,

Odpowiedź alternatywna: (wiedzie gdzie twoja (bez)szczelność, chyba u hydraulika, albo u innego buntownika codzienności niezmienności)

Pada blada odpowiedź niewiadoma niewidoma skąd (znaczy wiadomo de domo, ale żal albo strach blady na nie wróble i inne orły sokoły herosy osy tam zaglądać- i tak lekko-z tupotem oporem wstać. Trzeba zaangażować zginacze (i inne mięśnie o których pojęcia się nie miało)  i grawitacje (nie jedną) spowoooooooolnić na mgnienie, mrugnięcie znużenia znudzenia gdy witać się będę prze-lotnie z podłogą.Bach.

 

Rach ciach ciach. Ni(uch!). No to bach:

[Dimitri Naïditch: Bach, Concerto in A Minor [in Jazz] – La Gaîté Montparnasse Theatre (Paris)  źródło nagrania].

 

 

#…I wiesz[cz] co jest grane. Absu[ra]da(va)lium

Reklamy

4 myśli na temat “[432]. Po dzisiejszym,wczorajszym.

  1. Bach, rach, ciach, ciach.
    W książce The Chesil Beach (Iana McEwana) spodobała mi się uwaga pani, wykonawczyni muzyki klasycznej – usłyszała nagranie muzyki pop i zaskoczyła ją natrętność perkusji. Dlaczego oni tak walą w te bebny i talerze? Przecież ta muzyka ma swój naturalny, bardzo wyraźny, rytm, nie ma potrzeby tego dodatkowo podkreslać. Spójrzyjmy na skład argentyńskiej orkiestry grającej tango – to już moja obserwacja – to jest taniec wyjątkowo eksponujący rytm, a w orkiestrze nie ma perkusji.
    A po co jest perkusja w jazzie a la Bach?
    Odnoszę wrażenie, że pianista demonstruje problemy jakich moze doświadczać osoba cierpiąca na czkawkę, niekontrolowane drgawki itp. Perkusja jest potrzebna żeby było odniesienie do zdrowego świata.
    Traktuję więc to nagranie jako przybliżenie osobom zdrowym problemów z jakimi baryka się coraz większy procent ludzkości.
    W tym sensie jest to na pewno szlachetna misja.

    1. Cześć Pharlap, miło Cię czytać :-)…
      Ad vocem tekstu czkawka jest usprawiedliwiona. Na ile jazz jest usprawiedliwiony przez formę, nie wiem…
      A wysłuchaj tego proszę:
      Tutaj Bach jest bardzo jazzowy z założenia:

  2. Przyznam się, że nie lubię Swingle SIngers. Akurat w tym agagio ich wykonanie mnie nie denerwuje, ale 1750 razy wolę skrzypcowy oryginał.
    Muzyka J.S. Bacha jest mocno synkopowana i trochę rozumiem jazzmanów, że uznali to jako wyzwanie, ale ja jestem tylko skromnym słuchaczem i w muzyce nie szukam wyzwań ani pojedynków – J.S. Bach, taki jaki jest, wystarcza mi w zupełności.

    1. I ja nie lubię Swingle Singers. Niemniej myślę sobie, że ten kawałek (Bacha) to czysty jazz. I że Bach był jazzmenem swoich czasów, przecież utwór (podlinkowany) to jazz w stanie czystym, nie trzeba udziwnień wielkich filozofii, ani wyzwań, muzyka sama niesie.

      Wiele osób zajmujących się jazzem, ma chcąc, nie chcąc, korzenie z muzyki klasycznej.
      A co wolę? Ogólnie rzecz biorąc jestem osobą, która odnajduje przyjemność w słuchaniu muzyki, tzw. klasycznej. A jeśli się zna background to i jazz (czy jakikolwiek inny gatunek muzyczny) ma szansę stać się wielowymiarowy, albo chociaż odwołania są bardziej widoczne, to tak jak z literaturą….

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s