[314+2][406+1].[#12 poniedziałków]. Budżet:moje doświadczenia [2]. Lista, lista, lista przebojów, albo inne (a)trakcje.Prosto do celu? Cel? Pal…

Słowo się rzekło, i tak zostało. I jak zostało, tak stało stało i się nie przewróciło. Wracamy do idei #12 poniedziałków, czyli drugi przed nami. Kontynuować będziemy kwestię przed tygodnia, czyli budżetu domowego. Pierwszy krok to taki kulinarno-techniczny, wiedzieć z czym i jak to się je. Drugi, to dy dy, dy, cholera jąka mi się czcionka, dyyyyscyplina datków i innych wydatków. I tu, na bank,ten nasz domowy, będą, po pop po po pod pod i inne tknięcia, tyknięcia, i pospolite ruszenia.

Budżet stoi na trzech nogach, pierwsza to świadomość kosztów, i przychodów, druga: to konsekwencja, trzecia: dyscyplina, i nie chodzi o taką szkolną, bacik i wacik. Dzisiaj będzie o świadomym gospodarowaniu.  I tak, będziecie się mylić, i potykać, to część drogi. Jakże fascynującej, jeśli macie już za Sobą odpowiedź na pytanie po co tak naprawdę prowadzę budżet? Będzie Wam łatwiej, co nie oznacza, że pójdzie jak zjazd z Kasprowego w zimie. Chociaż i z tym różnie bywa…

Po pierwsze: W pierwszej kolejności zapłać. Komorne, rachunki za telefon, internet, kartę miejską,OC,AC i inne OK wstępy na basen jeśli to część Twojej pracy, a nie rekreacji, czyli ureguluj zobowiązania, i tak to Cię czeka, więc po co odkładać?

Po drugie: zakupy z listą. (Nie jest ważne, czy kupujemy książki, czy sałatę-ta jest dobra nie tylko dlatego, że zielona ona ).

Wiem, wiem, że to stare jak wynalezienie szczoteczki do zębów, no ale cóż, Planowanie zakupów spożywczych, jeśli nie musisz, nie jesteś osobą o ograniczonej motoryce, starszą, czy nie wyjeżdżasz gdzieś — nie kupuj żywności na zapas. Chociaż od tego mogą zdarzać się wyjątki, czasami bywa tak, że nie można filtrować wody, albo pić z kranu, czy woda przegotowana nam nie służy jak wybieramy się na zakupy zmotoryzowani to warto wziąć zamiast jednej zgrzewki wody mineralnej, trzy. Warto zwrócić uwagę na fakt, że produkty w marketach nie są układane w taki sposób, by sprzyjać naszym wyborom. I nie chodzi o to, że nie są przypisane do miejsca, ale np o to, że produkty świeże są często u wejścia do sklepu, potem jeśli błądzimy między półkami to cóż, łatwiej się skusić na chpisy, czy coś słodkiego, jeśli w koszyku już mam warzywa i owoce! Pamiętaj.  Zakupy to nie sposób na spędzanie wolnego czasu. Z tym wiążę się jeszcze jedna kwestia, jeśli na takim „wypadzie” towarzyszy Ci progenitura, to z jednej strony podwyższa to wysokość rachunku, a z drugiej, uczysz dzieci takiego właśnie spędzania czasu. Jeśli przyjdziesz i kupisz, tylko to, po co przyszedłeś/ przyszłaś wydasz mniej pieniędzy, tak samo jeśli zakupy będziesz robić w tygodniu, kiedy jest mniejszy tłok. No i oczywiście jemy przed wyjściem.

Po trzecie:Płać (tylko) gotówką,

z nią trudniej się rozstać. I wiemy konkretnie ile mamy. Nie zawsze jest to możliwe, ale warto na tę kwestię zwrócić uwagę, chociażby dlatego, by robić to częściej.

Promocja po czwarte:

Wiemy, że nie każda promocja jest promocją w istocie. I to frazes, dlatego przyjrzyjmy się temu bliżej. Jak to jest, że jeśli myślimy o uleganiu reklamom, to zazwyczaj, o sobie powiemy,  że my to nie, jesteśmy bardziej świadomymi konsumentami i konsumentkami niż przeciętny przedstawiciel naszego społeczeństwa (ten wiecie od statystyki, co wychodzi z psem na spacer i ma trzy nogi) A jeśli pomyślimy pomyślimy o tym jaką szansę statystycznie możemy mieć by dzisiaj przytrafiło się nam, właśnie nam coś dobrego (np w pracy)? No właśnie, widać różnicę, czuć? Jeśli kupujemy coś, co znamy z reklamy, czy nie tłumaczymy, że chcemy coś „w y p r ó b o w a ć”?Ha! Haczyk, w zwracaniu uwagi na reklamę nie ma nic złego, jeśli robimy to świadomie.

A dlaczego tak często stosowana jest obniżka 20% bo właśnie według badań taką wysokość  osoba kupująca ma szansę odczuć. I na taki haczyk się nabrać. Nie każda promocja jest promocją, często jest to czyszczenie sklepowych półek. I tutaj, warto mieć listę np książek, które chcemy kupić, zadziwiająco często można natknąć na gorącą listę warzywną, pierwszej potrzeby bestseller, który koniecznie, niezaprzeczalnie, musisz przeczytać przed śmiercią, a te book haule? I miesięczne zakupy książek, i chwalenie się czy półkami, czy paczkami? Ciekawe ile z tych książek jest naprawdę trafionych? No dobrze, ale popatrzmy na moim przykładzie, zejdźmy z innych, rozpaczkingowców. Mam listę książek, które naprawdę chciałabym mieć, ale nie dlatego, żeby kurzyły się na półkach, ale dlatego, że byłyby skuteczne, i naprawdę bym z nich korzystała (dlatego poza poezją i esejami, a to i tak bardzo rzadko, nie kupuję beletrystyki) Generalnie w domu książek mam bardzo mało, dużo za to do mnie nie wróciło, ale także uważam książkę za jeden (wcale nie naj) ale z lepszych podarków, i też najintymniejszych (przynajmniej mających szansę stać się takim) . Mam listę i zauważyłam, że jej zawartość bardzo rzadko się zmienia, jeśli już coś na nią trafi to tam pozostaje, chociaż zdarzają się i takie pozycje, które ku chwale Ojczyzny i potomności wylatują. Więcej jest takich, które nie trafiają nań (zasada preselekcji). Jeśli mam taką możliwość to przyglądam się książce.Natomiast trzeba przyznać, że ta praktyka nie często jest stosowana.  Rzadko chodzę do księgarń, nie jest to sposób na relaks, to po prostu sklep, taki jak mięsny, oczywiście może być prowadzony z misją i przestrzenią na różne działania, ale pamiętajmy, że nie misją się płaci za michę, prąd i inne dobra. No dobra, idźmy dalej, jeśli o liście to warto rzucić okiem na artykuł.  Lista, w tym przypadku książek, daje nam świadomość tego, jak kształtuje się cena danego towaru, tak i wielokrotnie nie chwyciłam okazji, bo po prosu nie było mnie w danym momencie na nią stać, były inne, ważniejsze wydatki, i jak widać, przeżyłam, albo też przestrzeliłam, no ale cóż, wiem, że promocję będą się tarzać, tarzać i  powtarzać. Jeśli mamy świadomość ceny danego produktu i jeśli on nie spada z naszej listy, to wiemy, czy coś rzeczywiście jest promocją, czy nią nie jest. (Często przy okazjach takich jak CzarnyPiątek). Oczywiście są artykuły które a) musimy mieć natychmiast, np nie pozbędziesz się miesiączki bo za tydzień, albo za trzy miesiące będzie promocja na czteropak artykułów higienicznych, a są i takie, które warto kupić drożej, bo tanie np nie będą zdatne do długotrwałego użycia. Większe zakupy, planuję, a jeśli wyboru nie muszę dokonać teraz-zaraz, albo: zaraz-potem, to go odkładam.

Jeśli np kupujemy zostańmy już przy tematyce książkowej, np.  czytnik, i wiemy, że nie będziemy zmieniać go za rok, ani dwa to może warto się zastanowić jakie są nam niezbędne parametry, jakie chcielibyśmy by on miał, ale nie są niezbędne, w jakich okolicznościach przyrody będziemy chciały i chcieli go używać? Jeśli np zdecydujemy się kupić produkt wiodącej marki na rynku, strzelam, że jest to Kindle, to liczmy się z tym, że tym samym wiążemy się z zakupem, jeśli nie dożywotnim to długo terminowym, także i przeznaczonego formatu, z drugiej strony po co nam” tysiąc pincet”  formatów, skoro dwa są najpopularniejsze, a może i trzeci się przyda bo w pracy z niego korzystamy. No i po co najwyższa rozdzielczość hit tego roku (a więc cena wzrasta) skoro oko tego nie rozróżni? Może warto kupić czytnik lepszy niż najtańszy, ale np dwuletni? Albo jeśli czytamy dużo, to może warto zaoszczędzić na nowość, bo dłużej nam posłuży? Dokonując zakupów pamiętajmy o czymś takim jak paradoks wyboru (dotyczy to zwłaszcza dużych zakupów) tym zajął się w swojej pracy  Barry Schwartz. Krótko nieograniczony (albo uznawany za taki) wybór nas zabija, możliwości wyboru, zastanawiamy się, zastanawiamy i każdy wybór nam nie pasuje, mamy przekonanie, że gdybyśmy dokonali innego, to przecież było by lepiej,  coraz to nowe kryteria przytłaczają. No, ale zaraz górnik pracujący w kopalni, ciężko w ścianie nie ma takiego dylematu. To paradoks naszych czasów, chłopi pańszczyźniani w średniowieczu także nie mieli takich bolączek. Wracając jednak do naszych czasów i naszego przykładu. Kupując niech już będzie, że ten czytnik, czy inny domofon, warto narzucić sobie czas w jakim niezaprzeczalnie dokonamy wyboru. Jeśli takowego odgórnie nie mamy. Warto też nie odkładać zakupów prezentowych na koniec roku, albo coś zrobić samej, samemu jeśli mamy uzdolnienia w danym kierunku (zawsze możemy ćwiczyć, ćwiczyć, ćwierkać cienko, cienko, cieniuteńko- co za cudeńko). Jeśli wiemy, że ceny elektroniki zawsze idą w górę w kwietniu,  maju (czas komunii) to jeśli możemy to na los, nie kupujmy tego w tym czasie, nie chodzi o mniejszy wybór, ale bardziej o presję czasu, i to, że na bank, przepłacimy. Jeśli dana osoba jest dla nas ważna, to pamiętamy o jej urodzinach, nie tylko tydzień przed datą, albo wtedy gdy mózg elektroniczny, czyli dana aplikacja nam o tym przypomni. Uczmy się tego, nawet jeśli teraz tak jest.

 

Wracamy do marketu, bardzo często produkty umieszczone na wysokości naszego wzroku są droższe. Warto zastanowić się, czy nie kupić zamienników. Jeśli tańszy zamiennik do filtrowania wody z kranu trzeba zmienić po trzech zamiast po sześciu tygodniach, a korzystamy z tego wynalazku często (pijemy dużo wody, mamy liczną rodzinę) to nie warto.

Osobiście uczę się także (co przychodzi mi z trudem, nawet jak to piszę), że nie warto oszczędzać na jakości jedzenia, to nie znaczy, że mam teraz kupować wszystko naj (droższe) chodzi o racjonalny wybór. Wiadomo, jest, że jeśli nie wlejesz benzyny do baku to samochód nie pojedzie, nie pomoże zaklinanie się na Los, czy odmawianie koronki różańca, no nie. Jeśli masz dom, który położony jest z daleka od bardzo uczęszczanych tras szybkiego ruchu,  i dysponujesz jeszcze jakimś, choćby najmniejszym placykiem, warto zastanowić się, czy nie posadzić tam kilku warzyw.

Po piąte: Zwierzak.

Jeśli dysponujesz (naj)mniejszym dochodem, to warto zastanowić się, czy zakup pupila to dobry pomysł. To przede wszystkim poświęcanie czasu i spędzanie go w inny sposób, np wychodzenie na dwór (czy będzie tak miło wychodzić o czwartej rano w zimę, a wakacje, z kim zostawić rybki jeśli wyjeżdżamy na dwa tygodnie?…) To także, choć nikt nie lubi o tym mówić koszty zabiegów, wizyt u lekarzy, lekarstw. Jeśli potrzebujemy zwierzaka to zastanówmy się nad tym, czy i kiedy warto go przygarnąć. Może zamiast kupna psa, możemy poświęcić godzinę tygodniowo by wyprowadzać psy ze schroniska, jeśli nie potrafimy, nie możemy, czy nie chcemy wykroić godziny przez trzy miesiące ciągiem, raz w tygodniu, to sytuacja ulegnie zmianie jeśli będziemy mieli czworonoga w domu? Sądzę, że na gorszę, acz mogę się mydlić, mylić znaczy. Może w ciągu tych czterech godzin w miesiącu nauczymy się czegoś nowego o zwierzakach, nad którymi zdecydujemy się podjąć opiekę, np w praktyce zobaczymy, że dana rasa psa będzie nam bardziej odpowiadała np zobaczymy, że popularne jamniki to nie psy kanapowe, ale takie, które potrzebują się wybiegać i to sporo. Może warto zamiast psa wybrać złowią albo świnkę morską? Niezależnie od dokonywanego wyboru warto ująć go w budżecie. Nie, nie tylko pieniężnych wydatków, to ważna część, ale część, liczy się także czas, jaki możemy i chcemy, i czasami będziemy musieli, poświęcić. A także aktywność, jeśli nie lubimy spędzać czasu na powietrzu, albo mieszkamy w mieście nie kupujemy psów rasy husky. Jeśli planujemy mieć dzieci, choćby za pięć lat, to także przemyślmy tę kwestię w tej odległej, jeszcze, perspektywie.

Po szóste: Inne sposoby oszczędzania.

Pamiętaj by z wyprzedzeniem pamiętać o własnych wizytach lekarskich. Nie tylko zakupach, o których się tu i tam trąbi sporo.

Jeśli kupujemy sprzęt „z wtyczką” warto by to była klasa energetyczna A aaaale niekoniecznie Az pięcioma plusami bo mogę się założyć, że prędzej nam się sprzęt zużyje, czy zepsuje niż będziemy mogli dostrzec różnicę w rachunku (za energię elektryczną) Zawsze, ale to zawsze wyciągajmy wtyczkę z prądu, no nie mówię o sprzęcie ratującym życie…. Jeśli nie korzystamy z wi-fi, albo z komputera, choćby był by to laptop, to po co jest włączony?

Jeśli nie korzystamy z ubrań, to albo: jeśli są w bardzo dobrym stanie, to oddajmy je osobom potrzebującym, nie kupujmy także na zapas- gdy schudniemy, nie, nie schudniemy dla tej fantastycznej spódniczki, jeśli natomiast tak się zdarzy, wtedy i tak będziemy musiały, musieli zmienić garderobę.

Czasami zamiast fryzjera w centrum miasta można poprosić uzdolnioną znajomą osobę, którą znamy, i której warto zapłacić (albo na zasadzie wymiany usług) , albo zakład,który znajduje się nieco dalej, a przecież tam też mogą być osoby, które się znają na swoim fachu, lubią to co robią, a może są mniej znane? Jeśli razem ze znajomymi pracujesz w jednym miejscu to może zorganizujecie sobie wspólne podwózki, a koszty będziecie dzielić? A może warto część drogi chociaż w jedną stronę spacerkiem?

Jeśli już budżet prowadzisz trzy miesiące, możesz podsumować sobie wydatki na kulturę, rekreacje, i te, z nich, które się da, obniżyć, np ustalając limit, nie zawsze tak się da uczynić,ale wtedy gdy da się to zrobić spróbuj, nie drastycznie. Stopniowo.

Eksperymentuj i niech to sprawia Ci przyjemność, a nie będzie karą, chociaż tak, oczywiście nie rzadko oszczędzanie bywa koniecznością.

Nawyk oszczędzania a inne zachowania:

Nie ważne, czy mieszkasz w pojedynkę, czy z przyjaciółmi, albo masz już rodzinę (własną) . Jeśli zauważysz, że jest jeszcze jakiś inny nawyk, który chcesz zastąpić innym, bardziej wspierającym, zachowaniem to zaproponuj taki oto zwyczaj.

Za każde przekleństwo do wspólnego słoika wrzucamy dwa złote. Uzbieraną kwotę za rok od tej daty (np 5.III.2019 roku) przeznaczamy na (i tu cel ważne by był ważny dla nas wszystkich np na wyjście do teatru dla całej rodziny, albo sponorowanie części kosztów wyjazdu na długi, albo krótki weekend ) albo: (wprost przeciwnie)  uzbieraną kwotę przeznaczamy na cele charytatywne (ale w przypadku gdy chcemy wyplewić zły nawyk, warto zastanowić się, czy nie poszukać takiej fundacji, czy stowarzyszania, które będzie prezentowało odmienne od naszych wartości, żeby jednak nie przekazując danej złotówki czuć się dobrze, czyli nieświadomie jednak  się rozgrzeszać, a jednak coś dobrego zrobiłem). Intencja jasna?

Jeśli zdecydujemy się przeznaczyć pieniądze ze słoika na jakiś cel charytatywny, niezależnie od idei (która zawsze musi być warta wspierania, choć nam  daleka, o takim przypadku piszę wyżej) warto pamiętać, że to nie to zachowanie nie ma nam zastąpić np darowizn, które uwzględniamy w rocznym budżecie . Głównym motorem, nie jest tu oszczędzanie, ale praca nad nawykiem,chociaż to już temat na całkiem inny artykuł… I jeśli będziecie chcieli/ chciały…

Innym sposobem jest wprowadzenie raz w tygodniu dwóch godzin bez prądu. To znaczy, spędzanie czasu inaczej niż przy komputerze, telefonie, np gra w gry planszowe(zaraz Ktoś napisze, że przy świecach, ach może być przy świecach, ważne, że nie przy samochodowych). I nie chodzi by rekreacje podporządkowywać temu, bo oszczędzam. Chociaż z drugiej strony warto, z głową planować wypady na miasto. I wszystko robić metodą małych kroków. Jeśli natychmiast zjemy całego słonia, to dostaniemy zaparcia, albo, albo lepiej nie myśleć co się stanie,oj stanie się. Na jednej nodze i straci równo —i jeszcze— wagę. Przewróciło się niech leży, jak śpiewa(ł) klasyk… Ale w innym kontekście.

 

W jaki sposób mogę zobaczyć czy mam oszczędności? Gdzie się one kryją? Czy muszę kupować jeszcze jedną kanapę, albo co zrobić ze starą, wyrzucić, może komuś oddać, albo sprzedać za symboliczną złotówkę. Czy książki, które dostałam a nie zamierzam czytać, albo już przeczytałam, przeczytałem mogę oddać do biblioteki, czy komuś po prostu dać, czy potrzebuję konkretny bibelot na półkę, taki, który kiedyś przyda, albo i nie, albo taki co będzie biernym kolekcjonerem kurzu? I nie chodzi mi o to, by dawać na prezent, czy inny brezent Bliskim czy Dalekim nam ludziom, napoczęte, nadgryzione nie, nie jabłka, ale też inne rzeczy, zużyte, bo to jest po prostu, nie no witki opadają, pewnie zwiędły… Prezent to powiedzenie innym sposobem, doceniam Cię, jesteś dla mnie ważny, ważna. To chyba jasne, jak jarzeniówka w bibliotece, nie?

Czy jeśli kupuję dany artykuł (buty, kurtkę, sprzęt elektroniczny dla siebie, czy też na prezent) upewniam się, czy jest możliwość zwrotu towaru do sklepu?

 

Kto ostatni gasi światło w Waszym mieszkaniu, czyli lista kontrolna:

  • Co oznacza dla Mnie znaczy pojęcie (mieć) oszczędności?__________________
  • Moje sposoby, które stosuje, albo mogę zastosować związane z racjonalnym wydatkowaniem energii elektrycznej___________
  • Moje sposoby na dokonywanie zakupów________________________
  • Czy wprowadziłam, wprowadziłem i w jakich kategoriach limity wydatków?
  • Dlaczego to zrobiłem (zrobiłam)?
  • Dlaczego tego nie zrobiłem (zrobiłam)?
  • W jaki sposób mogę wpleść idee oszczędzania tak by była praktyczną częścią mojego/ naszego stylu życia?
  • Czego się nauczyłem, nauczyłam dzięki oszczędzaniu____________________?
  • Które z rozwiązań się sprawdziły______________________a, które z nich warto zmienić________________?

A może zechcesz się podzielić refleksją po przeczytaniu tego tekstu, w komentarzu?

Na tym kończę moje medytacje te i owe budżetowe. Tanecznym krokiem, już z nie nowym rokiem, by nie wylądować goły jak święty turecki, bo ani święty, ani turecki. Ale żeby cóż, skończyć filologiczne (nie mylić z fizjologicznie, ani filozoficznie) to przysłowie goły jak święty turecki, ma swoje źródło, nie, nie w bajce, a udzierała go Sierotka (ale nie ta od siedmiu, nie, nie nie boleści, ani krasnoludków) to pseudonim Mikołaja Krzysztofa (Radziwiłła) marszałka wielkiego litewskiego, tego samego, który w 1582 roku udał się z pielgrzymką do ziemi świętej. (Droga tam, przez Wenecję, Trypolis, Damaszek) a z powrotem Egipt, Kreta, Włochy. Zajęło mu to dwadzieścia cztery miesiące. I ta podróż dostarczyła mu materiału do książki pt. Peregrynacja albo Pielgrzymowanie do Ziemi Świętej. A jeszcze bardziej konkretnie szukając to można natknąć się na akapit, w którym to autor opisuje i to w dosyć niewybrednych podówczas słowach derwisza.

A tańczyć nie zamierzam, napiszę tylko, w ostatnim zdaniu 🙂

Do przeczytania i skomentowania.

Następny artykuł w czwartek, ósmego marca.

Reklamy

4 myśli na temat “[314+2][406+1].[#12 poniedziałków]. Budżet:moje doświadczenia [2]. Lista, lista, lista przebojów, albo inne (a)trakcje.Prosto do celu? Cel? Pal…

  1. Doskonały wpis, w tym dwa podpunkty, z którym się konstruktywnie nie zgadzam 😉

    Po kolei:

    1. Płacenie „obowiązkowych” pozycji: od tego się nie wykręcimy, nie ma tu żadnych wątpliwości. W szerszej perspektywie można jeszcze dodać, że jeżeli mamy możliwość wcześniejszego spłacenia kredytu (bez kary umownej, która czasem wrednie siedzi drobnym druczkiem na siedemnastej stronie umowy), zróbmy to – zaoszczędzimy na odsetkach, a także powiększymy kołderkę na kolejne miesiące.

    2. Zakupy z listą: zdecydowanie warto. Nie tylko dlatego, że jako kliniczny przypadek człowieka roztargnionego zapominam wszelakie listy powyżej trzech elementów (a więc jak mnie żona wysyła do spożywczaka po pięć rzeczy, ale bez listy, wrócę albo z trzema, albo co gorsza z dziesięcioma, z czego tylko dwie prawidłowo utrafione), ale także dlatego, że trzymając się listy nie musimy się zastanawiać i nie nakupimy głupot.

    3. Płacenie gotówką: nie, nie i jeszcze raz nie. Gotówkę łatwiej zgubić (zdarzyło mi się), mogą nam ją ukraść (zdarzyło mi się), no i nie mamy żadnego wpisu w dzienniczku transakcji bankowych. Płacąc kartą jesteśmy bezpieczniejsi (wyjątek: jak nam ktoś tę kartę ukradnie, ale zdarzyło mi się to już i wiem, że wcale nie jest to takie straszne i końcem końców nic nie kosztuje oprócz chwili strachu), a poza tym mamy wpis na wyciągu bankowym, czyli łatwiej to potem przeanalizować na koniec miesiąca. Oczywiście są sytuacje, kiedy chcemy ukryć wydatki przed współposiadaczem konta (jeżeli takowy istnieje) – na przykład jakieś prezenty urodzinowe czy walentynkowe. Wtedy gotówka jest uzasadniona.

    4. Promocje: jeżeli znamy dany sklep i chodzimy tam regularnie, nie damy się złapać na fałszywą promocję, a na prawdziwej możemy ciut ugrać. Jeżeli sklepu nie znamy, traktujmy każdą promocję z wielką podejrzliwością 😉

    5. Zwierzaki: oj! Weterynarz, żarcie, zwierzęce hotele przy dłuższych wyjazdach, akcesoria, zabawki, lista jest długa. No i trzeba pamiętąć, że to nie jest akcja na jeden sezon, tylko na całe lata.

    6. Kupowanie na zapas: nie zgadzam się! Z własnego doświadczenia wiem, że taniej i sprawniej wychodzi odwiedzić duży dyskont spożywczy raz czy dwa razy w miesiącu i kupić na zapas, niż zaopatrywać się codziennie w mniej lub bardziej lokalnym spożywczaku. Trzeba tylko mieć odpowiednie warunki do składowania żarcia, inaczej się będzie psuć i trzeba nadwyżki wyrzucać.

    7. Słoiczek na karniaki za przekleństwa: spróbowaliśmy tego kiedyś, jeszcze w internacie ogólniackim. Słoiczek był wspólnym funduszem piwnym, niestety z racji nadmiernego używania kurwolingwistyki zaczęliśmy się obawiać o nasze młodociane wątroby i po trzech miesiącach ideę zarzuciliśmy…

    8. Godziny bez prądu? Hm. Może i miałoby to sens gdyby prąd był drogi. Akurat u nas prąd jest tani, więc tu oszczędności są przyzerowe. Nie zmienia to jednak faktu, że warto raz na jakiś czas oderwać się od ekraników.

    1. Hej,
      Dzięki za komentarz.
      Jeśli, nie zgadzasz się, w sposób konstruktywny i jeszcze, chcesz to zawrzeć w komentarzu, to taka sytuacja mnie cieszy, gdyż np mogę Ci opowiedzieć, i sądzę, że nie tylko ja. I nie będzie to odpowiedź ogniem, albo ogniem piekielnym. :)).
      Dobrze, no to zaczynam.
      3. Pisząc o płaceniu gotówką miałam na myśli unikanie robienia zakupów w sposób bardzo impulsywny, pod wpływem emocji. Cóż, jeśli mam dużą transakcję, warto się zaznajomić, i zastanowić, czy nie warto zrobić takowej przelewem. Co do niewidoczności gotówkowych zakupów, zawsze warto mieć a) notesik, b)któż w telefonie wszystkomającym dzisiaj nie posiada notatnika? Kwestia praktyki. I konsekwencji.
      8. Godzinę bez prądu praktykuję z innych przyczyn, no,ale to się wpisuje w temat, no i zawsze wyłączam sprzęty elektryczne z gniazdka, jeśli jest taka możliwość, wiem, wiem, śmieją się ludzie, ale co tam…:) Dobrego dnia!

      1. „Co do niewidoczności gotówkowych zakupów, zawsze warto mieć a) notesik, b)któż w telefonie wszystkomającym dzisiaj nie posiada notatnika?”

        Oczywiście, wszystko można, tylko że to jest dodatkowy krok, o którym trzeba pamiętać przy *każdych* zakupach gotówkowych, podczas gdy przy płaceniu kartą *nie trzeba*. Jestem za ułatwianiem sobie życia i staram się nie używać gotówki, chyba że naprawdę nie mam innego wyjścia.

        A godzinę bez prądu zdecydowanie popieram!

        1. Godzina bez prądu się wpisuję w oszczędzanie, ale to nie clou.
          Wszystko można, a i owszem,
          Co do zakupów (bez)gotówkowych, myślę, że to jest zależne od rodzajów zakupów i od dyscypliny wewnętrzej, jeśli ktoś/ia jest wewnętrznie zdyscyplinowana to ok, można przez bank, to najbardziej ok, przecież to tylko narzędzia, one mają służyć, a nie, być wyznacznikiem, także, dla każdej/go coś miłego. 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s