[415]. Warstwami.

to(n) Bar(ów). Zmienny wymienny niewymierny w liczbie swej, wymięty (po)rwany na atomy tomy zdarzeń i zamierzeń niespisanych mierzwień rzewień refen fen ten z  licznych gruźliczych wieści i opowieści (po)wraca czkawką zapomnienia mieni się niepowodzeniem podchodzenia do metrum meritum, tłum ciał i chceń, westchnień i natleń teł i świat, świateł gasnących choć pragnących (u)chwycić obrys, smutności rys i ryt rytm Tm, tm, tm. Nie ch(ł)odzi o gwar ów, gwary obcych i obytych, kanciatych i obłych miłych i podłych słodkich, gorzkich, tym i tamtych nieobmacanych języków gra gra i wrzeszczy gram ma(m) gramatych obarczonych bełkotliwą gramatyką nietkliwą,  nie chodzi o przelicytowane zmęczenia cieniorytów człowieka łuskanie zbłądzeń i złudzeń, śpiewanki pobudzeń tak nagłych co nagich, pobrudzeń przebłądzeń i przebudzeń przepadkowych,nawet o ciśnienie, które (prze)drze się na usta (po) równanie po linii jak najbardziej pochyłej nie chłodzi. Chyłej, chyłej, hy?  Nie szkodzi,wąskie gardło przeżera, żera, żera przez molekuły nikotyny. Kaszel rozpiera się w trzewiach,  uchyla minuty tu ty i inne obrazy (s)kraju nadgryzionego, gryz, gryz, i o(n)ego. Kęs  szybki szczypty w swej niespieszności. zemdlony w teraźniejszości. Następna kolej(ka). Lejka, lejka, lejka, lej… No to łup. chlup! Spojrzenie (l)up. Lub…Trrr, trrrup? Nie… Zmierzch  sPadł hurmem  hukiem humorów granatu tu i ów gdzie. Zastosowanie swe znajdzie natarciem spraw (z)jaw, (sn)uff (Za)duch wierci się w ciele, spraw, gnań i drgań, położonych na nich rozstań, wiele zbyt. Lub nie byt.By..

Bar wdów czarr_t(n)ych myśli. Mierzwi znaczenie słów, sącząc między wersjami wersów, ów wybierając uff. Wdech.Wydech, Wdech Głęboki.Bardziej.Bardziej. Bar gdzi(ej)  Nad wyraz na raz, na dwa mgła. Mgła. Mgła. Trendy nie pokazują  tędy. Geografia meta_for. Matematyka na metr kwadrat i owy licz na liczby i przeciągi Fibonacciego,motamy, motamy platońskie engramy, galaktyki,  linie te i owe linie, linie brzegowe niż papilarne lapidarne, płatki  śniegu,płuca ludzkie, faraktalność i stan alfa, alfa.bet. Gama doZnań,i rozStań obrazów, Mary, miary, i wymiary (nie tylko Sierpińskiego) Zmierzch się wzdłuża minutami skraplając zmęczenie zmącone. Smutne miej miejsca i wesołe melancholie. Zgubione ciągi dalsze, i odnalezione przeciągi zdarTe  refreny dni.Zdarte refreny dni, zdar… Dar… Przeszł ość… Scenografia nastrojów uchwycona na wrzącym uczynku ku niepowrotom. Ommm Ommm…

Nie chodzi o to. Lubię baryton i ten kwadra(n)t, rant sytuacji wolnego przepływu pływu i wypływu wpływu chwili gdy życie było niezakreślonym okręgiem zdarzeń i zamierzeń przed(e) mną, mną się wspomnienia znużone i zanurzone w piosence już zasłyszanej. Słyszanej, słysz..

Psyt.

[(54+1)+1].[170+1]. Z oblizywania świat(ł)a.

Kiedyś pisałam o tym, że warto czytać poezję, nawet jeśli się jej nie rozumie. A może, morze właśnie, wtedy delty niedorze(k)czności nośności, i gór (na dole) ruchomość.Oś i ość. Obrys.

Z nią jest jak z językiem tym, najbardziej (ob)cym.Cym, cym, rymcym cym.Prym wiedzie rym, kaszel rytmu,tu. Chociaż nie. Nie, nie obcym, a w jakiś sposób nieobłaskawionym, niepoznanym,chropowratym a mnoże i (nie)pozornym. Jak z (roz)poznawaniem. Śpiewać swoje ulubione melizmaty (czytaj: najbardziej znane) ale  sięgnąć po coś nowego, nadgryźć, potrzymać na języku, jak rozpuszczającą się pastylkę styku stylu i znaczenia,mlasnąć. Beknąć, lecz nie w towarzystwie (z)dań jak najbardziej towarzyskich.  (Za)snąć. Jak z obrazu: Sen Kawalera (s)cena. Obmacać zmącenia zmęczenia,zapomnieć jak się sobie przypomina i przypina znaczenia nowe do zużytych, na(d)tartych gnam, gram po gramie gram gram i tyką zdań, dania i przebieżki, Gra, gra(m) sam, samo i dzielnie, mono gram. NoSięg[r]am po zbiór miniaturowych nie-b(e)z(-)dur do w mol, to w dur. Aaaa, au, au to rstwa, warstwa po warstwie, słowa twe, ma mar, mar-czy- twe? Zdzieram (na)skórek, a skóry nie sprzedaje (ani tanio, ani drogo).  Raz, po raz. Raz po razie. Zrazie na deser. Czcionki szmer. Po raz: pierwszy. Po raz: drugi, po raz: trzeci, (s)cena wywoławcza. Chociaż to coraz bardziej, i bardziej o pro, czyli, za, (nie)zależnie od kierunku proZa życia. Czytana z dystansu ukrycia, albo od.wrot.nie zamiennie mieniam słowa wa. war.s.twa po war. No war. Między ruchem, między prze (d)szkodą, a sza. Cicho -(n)-są. Cisną się miedzy Między wersami, między wierć wierszami, miedzy wersjami. Kraj i obrazy. [S]poza map(y). Jutro napiszę wiersz o miłości, po jutrze o wojnie. Nie.[O!]bieg my ślij.

[272+6]. Piękno jest dla mnie bramą do innego świata, czyli: wspinaczka to sztuka (czasami cierpienia, czasami piętna, nie rzadko: piękna)..

To książka podobna jak ta, o Piotrze Pustelniku, i jego drodze. A jednak bardzo odmienna. To publikacja o tym, jak można się różnić, skutecznie, od siebie sprzed lat, i wśród ludzi. A może to publikacja o wyobraźni? O tym jak można chadzać na obrzeżach mapy? O godzeniu, nie mylić z głodzeniem, przeciwieństw, czy jeśli chodzi o dobór partnerów, a szczególnie jednego, o czym (nieco) później, czy liczebność wypraw (o czym nieco wcześniej). To na wskroś „dziwny przypadek” Wojtka Kurtyki.

Wojtka, nie  Wojciecha, Kurtykę zna każda osoba, która choć trochę interesuję się wspinaniem na światowym poziomie, ale to coś więcej.To dziwne, bo wspinanie, które uprawiał m(i)a(ło) charakter intelektualny- z jednej strony (i to od ogółu do szczegółu i odwrotnie: począwszy od filozofii, którą w sobie budował, na odżywianiu i  doborach lektur skończywszy) i anty sportowy, choć jeśli by tak spojrzeć, to i styl alpejski (a o tym właśnie myślimy, mówiąc i pisząc: Kurtyka) toż sport najwyższej próby. Próby złota, i nie chodzi o Świetlistą ścianę (Gaszerbrum’a IV). Przynajmniej nie tylko.

Czytaj Dalej „[272+6]. Piękno jest dla mnie bramą do innego świata, czyli: wspinaczka to sztuka (czasami cierpienia, czasami piętna, nie rzadko: piękna)..”

[412]. Tylko.

Zdecydowanie mało czy tam. Miej. Mniej, w tym roku, coraz (zi)mniej.Tempera tempo temperatury koloryt koloratura. Uwertura Pa pa, palcami, sta(ram)raj się dotykać. Prze(od)-czuwać. Widzieć kształt majaczący na horyzoncie zderzeń i zda się na to, że wrzeń. Dat. Kolej na pod róże mające pogłaskać delikatność i bliskość. Bliskość, czułość blaskość mlaskość i dalekość. Za oknem. Za drzewem, i w kieszeniach.  Perspektykwa. Linia torów, (do)- dot . do do ty dotyka – nie świata. Kawa. Ka(n)wa. Smak na języku.Wzór   obcych nieobłaskawionych wyłuskanych, wymuskanych, chropowatych znaczeń, zmęczeń, straceń. Zdążeń i op po dążeń. Kro(k) i kropka. Logopedyczna układanka z niedzieli, nie dzieli (c)ha-(c)ha sss. Arytmetyka asymetrii oddech, koniecznie przeponowy, nowy, wdech- wydech. Oddech. Unosi się brzuch, klatka piersiowa zostaje w pozycji statycznej. Stycznej. Psyt. Wzrok głaszcze widzenie. Widzieć znaczy wiedzieć.

[Jóhann Jóhannsson A Pile of Dust, źródło].

[120+1]. Ach te daty, (π-i)? Żegnaj, Profesorze!

[Stephen i Monty Python – Galaxy Song,źródło]. Chociaż bardzo często są przytaczane jego wypowiedzi, jak te poniżej…

 

 

Przez miliony lat, ludzkość żyła tak jak zwierzęta. Wtedy stało się coś, co uwolniło siłę naszej wyobraźni. Nauczyliśmy się rozmawiać, nauczyliśmy się słuchać.

Rozmowa umożliwiła przekazywanie pomysłów, dzięki czemu nauczyliśmy się wspólnie budować niemożliwe. Największe osiągnięcia ludzkości tworzone są w rozmowie, a jej największe niepowodzenia są skutkiem braku rozmowy.

Nie musi tak być.

Nasze największe marzenia mogą stać się rzeczywistością.

Z technologią, którą dysponujemy możliwości są nieograniczone.

Wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy.

  • Źródło: reklama British Telecom (1993), 11 września 2012.Podkreślenia własne.

 

[Stephen William Hawking (1942–2018) człowiek nauki, także jej popularyzator  astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk].

Jest jedynym w historii, który w serii Star Trek: a dokładnie, Star Trek Następne pokolenie zagrał sam siebie.( Ten film uwielbiał także Randy Pausch).

Magia liczb od samego początku, czy początku końca? A Phi, wzruszasz być może ramionami teraz, no a Pi?* Urodziny Hawkinga przypadły w trzechsetną rocznicę śmierci Galileusza. A (dzień) śmierci to również dzień, tym razem urodzin  innego naukowca,do którego Hawking był często porównywany, Einsteina. I Cóż, zarówno jeden jak i drugi był cele bitami, celebrytami w świecie N (auki).Umiał SMAkować życie. To także znak charakterystyczny brytyjskiej kultury i uprawiania nauki, niech za przykład posłuży takowy obrazek: Zorganizował imprezę dla podróżników w czasie, na którą… Nikt nie przyszedł. I nie dla tego, że olał zaproszenie Stephena. I co, mały smuteczek, wielkiego (astro)fizyka? Nie, radość, a raczej raaadocha,  W sali uniwersytetu Cambridge przygotowano sale i nakrycia, jednak nikt nie przyszedł,na podwieczorku w scenie Alicji w Krainie ciar, przepraszam, czarów, było inaczej, raczej skromnie, wiecie, królik, Szalony Kapelusznik, a tu Stephen w krainie, co najwyżej, kwarków, i dlaczemu, powód do uciechy? Zapraszam wszystkich gości kończy mi się data ważności (wrze świata)? Jest mały haczyk,wysłał zaproszenia dzień później, czym dowiódł, że, nie nie, że koleje państwowe mają problem, w czasie i przestrzeni, czy inni przewoźnicy, ale, że nie możliwe jest podróżowanie w czasie…Ot, nauka. Jak sam Hawking mówi(ł) lubi wino i proste eksperymenty, prosto także potrafił mówić o nauce, stąd jego książki, również dla dzieci, stawały się bestselerami.

 

 

 

*Dzień π obchodzony jest 14 marca i znów te daty,a raczej jej zapis w… USA – notuje się ją jako 3.14. Inauguracja  o 1:59 (po południu). Ciekawe dlaczego, pewnie to Pi, razy drzwi, nie? 🙂 Pewnie wiedzą ci,którzy mają (po)ciąg do liczb, a raczej do jednej…Ot, rozwinięcie tematu:

π, 3,141592

I jeszcze taki cyt, cyt, cytacik:

[grafika własna,wypowiedź: Stephena Wiliama Hawkinga]. Dla osób chcących poczytać więcej o Stephenie, polecam artykuł i dyskusję pod tekstem.

[408]. I teraz hurmem, chórem znaczy się:”Koniec z hurtem, czas na detal”. Chili, di…Et,a tkwi w szczególe (i to nie jed(y)nym)..

[Jeden z głodnych kawałków, popkultury Hungry Eyes, wykonanie:Eric Carmen, źródło nagrania].

Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia.

[George Bernard Shaw].

No i miało być o powrocie do korzeni, a no będzie i nie roślinniee, nieeee. będzie, będzie wege ta riańsko, czy vegańsko, ale —-nie teraz, nie teraz, ani teraz- zaraz, ani: zaraz-potem. Będzie o tym co obiecywał Churchill, krew, pot i łzy, ale nie tak by się wykrwawiać, ani, by się odwodnić.No nic, będzie to artykuł dla kobiet, także dla mężczyzn, a co, i teraz, prośba,nie- prośba, kwestia do zastanowienia, jeśli znacie kogoś, kto dobrze by było by przeczytał to co jest teraz napisane, to podeślijcie sznurek, jeśli też macie pytania, albo chcecie się dzielić doświadczeniami, czy refleksjami, piszcie śmiało.

Nie tak dawno odbyłam rozmowę, i to nie jedną. Przyszła do mnie Znajoma, i tako rzecze, że chce schudnąć, i tak w ciągu roku zrzuciła nie mało. Zaczęła się ruszać tu i tam, zwłaszcza tam. I jako, że ja bardzo się zmieniam, i to nie chodzi, o to, że mierząc swój obwód pod piersiami ubyło mi piętnaście centymetrów. To część większej i atrakcyjniejszej, i bardziej złożonej całości.  Nie o tym dzisiaj.  Rzecze, że przechodzi teraz, a właściwie zamierza, na bardzo popularną dietę, cud, która propagowana jest bardzo często. Witki mi opadły i to aż do piwnicy (niech będzie, że pod Baranami, to geograficznie, trochę skomplikowane, no ale od czego mamy wyobraźnię? Tę, ważniejszą od wiedzy, jako rzekł Albert, t e n Albert). I nie chodzi o to, że dieta to styl  życia, nie chodzi o life styl, i trenerskie bajdurzenie, tyle, że coraz częściej przekonuje się, że to kwestia nie tyle dokonywania (trudnego) wyboru, ale poruszania się i zdobywania wiedzy, no bo przecież trzydzieści, czy czterdzieści lat temu nie było tyle chemii w jedzeniu, a jedzenie to mały pikuś, Pan Pikuś, chociaż smaczny. Palce lizać, oczy by jadły i takie tam, ale ad rem! i nie chodzi o sen. (Przynajmniej jeszcze nie teraz). No to sprzedaję, ten głodny kawałek, że jeśli chce przejść na dietę, to tylko pod kierunkiem lekarza, po wykonaniu badań podstawowych itd, a i tego medyka (lub medyczkę) trzeba starannie wybrać, na co komentarzem będzie tylko wzruszenie barków. Uff? I komentarz, który myślałam, że zdarza się tylko w filmach, albo: wymyślony na podstawie kolorowych magazynów:

— Ale ja nie mam czasu. Chcę efekty już.

Gdyby mi nie opadły przedramiona wcześniej, zapewne zrobiłyby to teraz, teraz mogłaby siostra grawitAkcja podziałać na piersi. Naprawdę. I co, słyszę, że na szczupłą dziewczynę przyjemnie jest popatrzeć.

I myślę sobie tak, że dieta to teraz pozornie najłatwiejszy sposób (a przynajmniej postrzegany jako taki) na załatwienie sobie wielu innych spraw, np znalezienie męża, albo chociaż chłopaka, atrakcyjniejszego towarzystwa, zyskania odwagi (sic!) od!wagi, jarzycie słowo? Czy nie przywiązanie wagi do innych spraw? PrzyPrawa, życia? W języku angielskim słowo odwaga także ma ciekawy źródłosłów, ale nie o ligwi i stycznych potyczkach tutaj. I pozornie dyscyplinowanie ciała jest najłatwiejszą praktyką i od razu widać efekty… Nie dyskredytuje tego sposobu, jak również mam świadomość, że wpisany jest w czas, w którym żyjemy. Jednak niepokoi mnie fakt, że czasami (sic!), a nawet bardzo często próbujemy, a nawet jesteśmy przekonani i przekonane, o konieczności drastycznych praktyk ciała.

Patrząc przez na fitness club przez pryzmat jego funkcji(…) okazuje się, że jest to także miejsce służące zaspokajaniu pewnej puli społecznych  (a i w tym i jednostkowych) zapotrzebowań, realizacji fasadowości wynikającej z przyjętego stylu życia. Jest zatem również (a może i w szczególności) miejscem, w którym możliwe staje się zadbanie o wygląd ciała, poddanie go biologicznej osnowie, wykonanie różnych zabiegów korygujących, krótko: miejscem w którym realizowana jest jest część szerokiego projektu poprawiania siebie (…)wcielania w życie wskazówek świata mody.

[Ciało w centrum, Dorota Mroczkowska, [w:] Ciało w kulturze i nauce, pod red Beaty Ziółkowskiej, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa, 2009,s.25].

We wspomniane praktyki są wpisane, a dyscyplina (żelazna) i kontrola. Zazwyczaj niewidzialna i nienazwana, a jeśli już to w samych superlatywach, jako cel, do którego powinniśmy, i powinnyśmy dążyć, nieustannie i niezmiennie, a takie niezbaczanie z raz obranej drogi to przymiot charakteru, zaleta. Jeśli jednak wyrazi się sprzeciw wobec takiego wzorca, natychmiast przypisywane są albo: choroba, która nie jest stanem pożądanym (i bardzo często potrzebujemy eksperta zewnętrznego by się pozbyć takiego stanu) albo: nieporadność życiowa, albo: jedno i drugie, jak z biedą. I tu, dotykamy ciekawego aspektu, często praktyki cielesne są zewnętrznym wyrazem przynależności, czy też aspirowania do danej klasy społecznej (trener personalny, czy dieta pudełkowa- kosztują, tu nie wystarczy tylko posługiwać się językiem branżowym) nie, nie jest to praktyka nowa, ale stara jak świat. I przykłady można by było wymieniać, ale to nie jest tekst naukowy. Jednak jeśli ktosię, kogoś ten aspekt interesuje zapraszam do dyskusji, a może jakieś zaobserwowaliście, zaobserwowaliście i chcecie się podzielić spostrzeżeniami?

Nie chodzi o to by być abnegatką, czy abnegatem i mieć w… Lędźwiach to wszystko, o czym piszę, i nie dlatego, że tak się nie da.

  • Co poradziłam Znajomej?
  • Spytałam, czy chcę mojej rady, to ważne, bo cóż, ile słyszymy, rad, i nie chodzi o to, co zrobiła Maria, rad chcianych, o niechcianych, już nie wspomnę.
  • Po pierwsze:
  • Odpowiedź na pytanie, dlaczego właściwie, chcę schudnąć? Jakie sprawy chcę tym załatwić?

I to pokaże kierunek, bo jeśli chcę znaleźć męża, chłopaka, przyjaciela, to może nie tędy droga? Może trzeba wychodzić, więcej rozmawiać, albo mniej rozmawiać, a więcej słuchać? Nie wiem, trudno decydować za kogoś nie znając trybu życia zwyczajów, nawyków, przekonań i tak dalej, i tak dalej, i… Wiadomo.

  • Po drugie:
  • dieta to styl życia,

tak, jasne, tylko należało by, albo inaczej, warto rozróżnić dwie kwestie, intencji, podążania bez refleksji, pomydlenia i pomylenia znaczeń. A druga, do której mnie osobiście bliżej przyjrzenia się swoim zwyczajom. Dieta nie może być sensem życia, i wszystko jej nie może być podporządkowane, no, chyba, że – z tym bardzo ważnym zastrzeżeniem- że czyimś doświadczeniem życiowym, nie jest choroba, np autoimmunologiczna, albo cywilizacyjna, ale i tu zalecana jest ostrożność i wyważenie kwestii, ważne jest, żeby mieć życie,nie, nie pozagrobowe, ale: poza chorobą. Dieta, odczarujmy to słowo- nie chłodzi o poselską:

[Dieta, Kabaret OT.TO, źródło].

 

Śpiewająco o efekcie jo-jo. To chyba nawet Rubensowi się nie śniło. Chociaż może się mu odbiło,chodzi o refluks. Ale miało być o zasadach, a nie o kwasach, ach, zmierzajmy do celu, cel: pal. Znaczy nie pal.

Przyjrzyj się swoim posiłkom, i nie chodzi o to, żeby roić, robić zdjęcia posiłkom,albo zobaczyć je jak(o) wypisz, a raczej wymaluj na obrazach, o tym jeszcze będzie-  i tym innym wysiłkom, om, om (przepraszam, za czka, czka, w czkaw, czawkę czcionki, połykam z głodu ogonki) przyjrzyj się wszystkim, nawykom, najlepiej jakby to zapisywać przez tydzień. No, ale praktycznie nikt tego nie zrobi, więc może chociaż przez trzy dni?

Co Ci to da, obiektywny obraz, co jesz, ale także kiedy, np kiedy sięgasz po przekąski, czy one są zdrowe? W jakich miejscach, w jakim towarzystwie i jakie emocje temu towarzyszą. Może jadłabyś więcej zdrowych przekąsideł jeśli byłby pod ręką, może jesz je o stałych porach, no dobra por, to też warzywo. Warzmy zatem słowa. Na zamiary takie linlingwistyczne zapasy (ale nie tłuszczu). Potraktuj to jako ciekawostkę, a nie kolejny obowiązek, ciężko się robi od samego myślenia o tym, spocić się można. Ciekła wostka,o psia kostks, to ciekawostka, ale to także informacja o tym, czy np nie mamy w zwyczaju zajadać stresu, albo jeść… Z nudów. Nie chodzi o jedzenie nudli, ale nie dążmy w makaronizmy, nie lejmy też wody, o niej, za chwil kilka.

Z jednym zastrzeżeniem, zmiany te, na ile się zgodzimy (nie, nie mylić z zagłodzimy), że ich wprowadzenie jest konieczne, nie należy zebrać ich i od dzisiaj, teraz i zaraz, albo:zaraz: potem, wszystkie na raz, (na raz, na dwa).

Po pierwsze będąc na diecie, i pisząc o diecie rozumiem odżywianie się, a nie totalną i wieczną, a przynajmniej długą redukcję, redukować to można matematycznie, albo chemicznie, na lekcjach, a nie w diecie.Będąc na diecie trzeba jeść, jeść dużo i smacznie. Jak to jest, że pamiętamy o tym, żeby samochód był na przeglądzie,albo,  żeby telefon naładować, a siebie częstokroć głodzimy odmawiając sobie czegoś? I to ma być nomen-omen, przepis na sukces? Es, ech. Tak, jemy odpowiednio dużo, i smacznie. Jeśli mamy przegląd tego co, w jakich sytuacjach jemy, i tego jak wygląda nasz dzień. Ty- jesz? Nie, dziękuję,jestem na diecie. Acha, Ty tyjesz? 🙂 O linię trzeba dbać, tak, powinna być gruba i wyrazista. Ale to nie lekcja rysunku. Dla niektórych osób odpowiednie będzie pięć, dla niektórych trzy posiłki dziennie, ważne, by nie dopuścić do uczucia wilczego głodu, i zobaczyć w jakich odstępach jemy, co nam bardziej sprzyja. Wyregulować godziny posiłków, do trybu naszego życia. To tak jak z puzzlem, nie zmieniamy kształtu, tylko wpasowujemy element na swoje miejsce. Wyregulować godziny naszych posiłków. Tak, żeby odstępy między głównymi posiłkami były równe, to uchroni nas przed np gwałtownymi spadkami cukru i przed uczuciem wilczego głodu. Dobrze różnorodne, zbilansowane, czyli zawierające i tłuszcze, i węglowodany i białka posiłki w równych (w miarę:(sic!)) odstępach czasu. Dopasowane do naszego spędzania czasu.

Odpowiednia podaż płynów. Między posiłkami, albo do posiłków, ale małymi łyczkami, do dwóch litrów dziennie (bez kawy, czy herbaty, o gazowanych nie wspomnę,czy też takich spożywanych przez osoby, które uprawiają [wyczynowo] sport). O ha!dwa i, jeszcze o, już pisałam. Wiem, że może to być bardzo trudne, i sama także nad tym pracuję. Pić, soki np z grejpfruta jeśli nie potrafimy patrzeć na wodę, to znaczy urozmaicać sobie to, co przepływa przez nasze gardło.

Unikanie żywności wysoko przetworzonej, fastfoodów, ale nie w sposób rygorystycznie, raz na jakiś czas wypad na pizzę, czy do baru bardzo szybkiej obsługi nikomu nie zaszkodzi, jeśli nie jest co podstawa żywienia. Szukajmy naturalnych słodyczy, np owoc gruszki jest bardzo słodki. A dostrzegłam to, dopiero gdy odstawiłam cukier i ograniczyłam sól zaczęłam poznawać smaki, i nie wszystkie były przyjemne, to jest takie, które by mnie odpowiadały, albo: uwaga, których jestem nauczona, i tak kawa, którą nadal piję z kroplą mleka, wiem, wiem, dla koneserek i koneserów, to jest nie do przyjęcia- i słusznie.Otwórzmy się na nowe smaki, sposób żywienia, czy(li)jadło spis, czyli spis jadła, lista, lista, lista przebojów, ma być nie poligonem doświadczalnym małej chemiczki, czy fizyka, ale przynajmniej częściej placem zabaw. Smak u kobiet zmienia się co siedem lat, jeśli damy temu szansę bardziej, jeśli nie, cóż i tak się zmieni. Poznawajmy nowe smaki bez ulepszaczy, czy wzmacniaczy chemicznych.

W naszym kraju, odnośnie żywienia, pożywienia i biesiadowania są dwa popularne wzorce. Pierwszy: I co, ze mną się nie napijesz? We wszelakich odmianach. Nie, jeśli to jest alkohol i jeśli nie chcę go pić, bo np. z zasady nie piję, to z Tobą, ani ze Zdzisiem z siódmego piętra, ani za Twoje zdrowie i pomyślność, nie, nie napiję się. I tak, bez moralizatorstwa, po prostu nie wszyscy przez wzgląd, że żyją w Polsce, muszą lubić alkohol. I tak, mam świadomość,że np w młodym wieku (około dwudziestki i po) odmawianie uczestniczenia w tym wydarzeniu jest, może być bardzo trudne, ale możliwe. Czy chcę komuś zaimponować, tym, że napiję się alkoholu, i czy wtedy i dlatego, ktoś/ia będzie mnie lubił/a? Będzie mnie poważał/a. I wiem, że łatwiej się mówi, bo niż robi.

No cóż, drugą taką sytuacją jest okazywanie miłości przez jedzenie. To znaczy, nie mam nic przeciwko, a nawet, jestem za. I nie jestem także za tym by wiecznie mówić magiczne słowa, nie, nie chodzi o: proszę, dziękuję, i do widzenia, ale o : jestem na diecie. Jeśli zwykle nie jem słodkiego, to o ile nie mam poważnych wskazań, lekarskich, to jeśli spotykam się przy świątecznym stole. abo przy innej uroczystej okazji, jem wszystko, na co przyjdzie mi ochota. Jeśli jednak ktoś/ia mnie nakłania, że jeszcze jeden kawałek, albo: że zjedzenie wszystkiego z talerza jest wyznacznikiem dobrego smaku, tak osoby spożywającej jak i tej, która to jadło przygotowała… Tak, jeśli oczywiście nakładam sobie sam/a, oczywiście, że powinnam zjeść tyle ile jest na talerzu, ale jeśli ktoś robi to za mnie, i nie słucha tego, co do niej/niego mówię,że już wystarczy, to uważam, że niestety, mam prawo zjeść tyle ile uważam.Po trzecie nakłanianie mnie do zjedzenia jeszcze kawałka, no taakiego maluutkiego,no takiego, spójrz (nie chodzi mi o propozycję, ale o nakłanianie właśnie) i analogiczną sytuację co do trunków. Cóż, takie to jedzenie to nie wyraz miłości, a co najwyżej mdłości. Jeśli naprawdę nie chcemy jeść np tortu, to powiedzmy to jasno, i kiloetrowo się nie usprawiedliwiajmy. Jestem na diecie jeszcze przez tydzień, i nie jem słodyczy, i dziękuję,że proponujesz. —–Ale to nie działa, możesz powiedzieć, jasne. Dlatego mówię tak: Staram się ograniczać słodycze, ale jeśli to nie sprawi Ci problemu, to jeśli możesz zrób mi dobrą kawę, herbatę, albo jeśli jesteśmy bliżej z daną osobą, to może nam zaproponuję coś innego? I w ten sposób, i my przestrzegamy swojego sposobu żywienia, i ktoś/ia czuje, że nas ugościła. Do tego nie drążymy tematu diety i nie mocujemy się, kto kogo i jak przekona, to, nie ma sensu i jest po prostu w złym tonie.

Nie mamy ani zajadać problemów, ani pocieszać, jedzenie to  przyjemne, mające dawać radość, zaspokojenie głodu, nie znaczy, że nie ma być przyjemne, radosne i piękne. Niekoniecznie zawsze musimy odmawiać, ani na wszystko się zgadzać, ale też nie jeść z nudów, czy w ramach nagradzania się za coś.

Odpowiednia podaż błonnika w diecie, czyli po prostu warzywa, warzywa, owoce warzywa i zasmażka. Wracamy do dobrze zbilansowanej diety.

Czytajmy etykiety. I to jest upierdliwe, no bo jak rozróżnić te wszystkie E? Eee tam, wystarczy mieć świadomość co powinno być w składzie danego produktu, a co niekoniecznie. Dajmy sobie czas na połapianie się w tym wszystkim, albo przynajmniej w części, i nie eliminujmy wszystkiego, bo tak przecież jest zdrowo. Wiem, wiem, to nudne, potrzebny jest czas i konsekwencja, czas bo cóż, jednak czytanie małego druku gdzieś w sklepie przy jarzeniówkach, dwa zapamiętywanie tego wszystkiego…

Ruszajmy się, i nie chodzi o obruszanie, albo chociaż o bieganie na orientację (to znaczy do przybytku, do którego nawet król, choćby fasolowy, chodzi piechotą), maratony, mary tony, i inne majaczenia modne, czy siłownię, czy powtarzanie gestów podczas holenderskich uczt… Przyjrzyjmy się stanowi naszego zdrowia, i wraca do nas pytanie, jak spędzamy dzień? Czy pracujemy w domu? Czy musimy wyjść do pracy? Czy potrzebujemy pomocy w poruszaniu? Jak często wychodzimy na zewnątrz? Czy to jest zależne od pory dnia, czy roku? Nie chodzi o to by się katować, bo przecież wszyscy tak robią… No nie, wystarczy, przyjemniej na początku, gdy dojeżdżamy do pracy autem, zamienić go na autobus, a potem może nawet skrócić podróż o jeden przystanek, albo przesiąść się na rower, a co? Można. O ilości litości, i o losie, wystarczy pamiętać i czasami, sukcesywnie, pomału wdrażać te zasady. Nie dajmy się zwariować.  I tyle moich dobrych rad. Proste, logiczne, i znane.Wszelkie diety, powinny być wdrażane pod okiem i pieczą kompetentnego lekarza- restrykcyjne eliminowanie produktów, bez takiej konieczności i tu widzę tylko stan zdrowia, jest wyrazem nieodpowiedzialności i skazane jest na porażkę, która nie rzadko skutkuje pogorszeniem się stanu zdrowia, np sprawy hormonalne, rozchwianie tej gospodarki, a takie zmiany trudno odwrócić i jest to czasochłonne. A nie brane z Internetu bo taka jest moda, bo ktoś/a stracił/a pięć, dziesięć, piętnaście kilo, ale nie wiemy jakim kosztem, taka jest różnica. Strata wagi nie zawsze jest pożądana. A na pewno nie jest i nie powinna być remedium na problemy. Jedzenie także powinno nas cieszyć, chociaż nie pełnić roli zastępczej.

Można zjeść wszystkie rozumy, i móżdżki, można wydawać sądy, i wydawać posiłki. Można posilić się słowem, mówi się (i pisze) o intelektualnej uczcie. I nie, nie Platona, litera i tura na bok. (Czyli literatura i kuchnia na bok) a tu takim kuchennym jendak wejściem, uczty rzymskie:tam jadano do oporu i wedle hierarchii, najważniejsza płeć i funkcja, siadano na szezlongach, wymiotowano, i dalej jedzono, i jedzono, i rozmawiano i jedzono i wymiotowano i…

Ukazywanie jedzenia to także wyraz przepychu. Chociaż czasami jedzenie było uważane za czynność nader wstydliwą, a zatem — ukrywaną. W sztuce także ukazywano rozpustę, okraszone regułami (renesans i Leonardo da Vinci takowe też opracował, bo był na dworze także mistrzem ceremoniału Nie należy wrzucać resztek do talerza sąsiada, uprzednio nie spytawszy o zgodę- oczywiste, teraz tak). Psy kiedyś pełniły rolę sprzątaczy, po ucztach, jadały resztki z pańskich stołów. Jedzenie to także biesiada, sytuacja społeczna, kto i gdzie usiądzie, na jakim stołku. Gotowanie ze smakiem, czyli emocją.

Oto wyraz radości, fizjologia smaku, sznyt natury, tekst i pre -tekst, i morał:

[Przestrzeganie zasad”zdrowego? Owego (wy)żywienia: ruchu (szkoda, że jednostajnego) i uzupełniania płynów…Czy oby na pewno? Król pije, Jacob Jordaens,olej na płótnie, Ermitaż, źródło reprodukcji].

Jedzenie nie tylko zaspokaja biologiczne potrzeby człowieka, jest transmiterem zwyczajów i obrzędów, czy wartości związanych z religiami i wierzeniami, czy też społecznych, świeckich.Dla przykładu, dzieło Jana Steena z 1668 roku eksponowany w Staatliche Museum w Kassel, albo prezentowana tutaj reprodukcja pod tytułem: Król pije Jakoba Jordaensa to nie tylko sfotografowanie jakbyśmy dzisiaj powiedzieli,  biesiadników w święto Trzech Króli. Głównie w Niderlandach,można odnaleźć  zwyczaj,  poszukiwania na talerzach ukrytej — w specjalnie wypiekanym na tę okoliczność cieście, fasoli  i ta osoba, która wyławiała w swoim kawałku tortu fasolę, była ogłaszana królem imprezy, i mogła wybierać królową i świtę.  A wszyscy inni, zobligowani byli do powtarzania nie tylko ruchów, ale i czynności króla,  gdy ten wznosił  kielich wina do ust, wszyscy gromko krzyczeli Król pije! (Stąd też tytuł obrazu) W Holandii zwyczaj ten ten nosił nazwę: Driekoningenroud, albo dwunastej nocy. Podówczas panowała swobodna atmosfera, król nie zwracał uwagi na zachowanie, które w jawny sposób łamało zasady kindersztuby  pod tą szerokością geograficzną: głośne śpiewy, rubaszne żarty i zaloty, chrumkanie(a i z czasem chromolenie), czkanie i pierdzenie, łamanie zasad, było obowiązkiem. Cóż możemy dostrzec, przyjemność, na wrzącym uczynku. Tu, nikt z osób biesiadujących nie zastanawiał się, ile jest pestycydów w diecie, a może, jakieś e? E tam, no, tak zwłaszcza t a m.

 

Termin martwa natura nie oznaczało, ani możliwości, czy konieczności resuscytacji kogoś, ani tego, że skończyła się data ważności, czy data zdatności do spożycia, a termin pić do kogoś, to raczej przepijać do kogoś, niż wyrażenie słownej szermierki.Chociaż i na tą pierwszą warto tu, zwrócić uwagę:posiłki są nader skromne,tak, czy oby na pewno? Czy dzisiaj je takimi spostrzegamy, szynka i chleb (powszedni). Światło, dynamizm,  wylewające się życie, to tak jakby ktoś nagle wyciszył dźwięk w telewizorze,ów kontekst być może nawiązuje do flamandzkiego przysłowia: Tak młody szczebiocze, jak stary śpiewa. Większość mężczyzn jest w podeszłym wieku, przemiana pokoleń. Temat, który nigdy nie umiera, on tylko zasypia. Zasypany przepisami tymi, tymi, no bogatymi w błon i (innymi) nick. Jedzenie to wyraz sił witalnych, albo starości (jeśli nadgryza je ząb czasu) gdy widać plamy, niedoskonałości, pleśń, to także etap w odrodzeniu się, rytm pieśni przemiany, odwiecznie wpisanych w cykl życia człowieka. Są także, a jakże sceny  te i owe rodzajowe:

[Wnętrze tawerny, lata 30. XVII w, Pieter de Bloot, źródło reprodukcji].

Na początku posiłki, a raczej ich umieszczanie na obrazach było niczym innym jak metaforą. Zgoda, dzisiaj urzeka kreska, czy światło mistrzyni, czy mistrza pędzla, i zwróćmy uwagę, w jaki sposób czytamy obrazy, i co jest nam do tego potrzebne wiedza. Bardzo często żywność, nie była portretowana na żywca, choć żywo wyglądać musiała, o tym świadczy chociażby zestawienie czy roślinności, czy pożywienia, które nie miały prawa wystąpić razem na stole, gdyż w naturze (nie tej martwej, ale [nad]zwyczaj żywej) dzielił je czas, czyli pora występowania. Postać, tak po stać, nie posiedzieć, zwłaszcza gdy ma się problemy jelitowo-gastryczne, niezależnie od epoki, monotematyczne, postać umieszczona przez de Bloota w centrum, ma dość, ewidentnie nie przestrzegała zasad diety zrównoważonego żywienia i odpowiedniej podaży płynów, z tego wynika za dużo błonnika?A może po wody zbyt mnożę? Może suszy faceta zbyt, mało pił, za wiele w żołąd wbił, i nie czytał biedak etykiet, i tak zabrudził parkiet (dobra, tam nie było parkietów)? Nie wiadomo ale na pewno po wypróżnieniu tą drogą, jej ulżyło. Za to kot zaraz pęknie z przejedzenia. Taki armagedon filozoficzno-gastryczny na ludową nutę, hej przeleciał ptaszek. I… Wiadomo już jakie stworzenie jest sponsorem białka w dzisiejszym pożywieniu.

No dobrze- allbo i nie, od XIX wieku jeśli się przyjrzeć i przejrzeć sztukę to malarki i malarze to jedzenie to nic innego jak instagramowe foty, wypełniacze, no, a może nie, może fotosy foodów, to taki manifest społeczny? Nie zmienia to faktu, że XIX wiek, to taki wypełniacz niderlandzkiego malarstwa. W XVII wieku w Holandii to jakiś makaronizm, nie, nie wróć, monotematyzm,  powstało kilka milionów obrazów, z których większa część pokazywała jedzenie. Zaraz, zaraz, i nie chodzi mi o bakterię, albo o to, żeby utrzymywać higienę (myślenia i mylenia) to zawsze warto. Nie znaczy, to, że bohaterowie uwieczniani na obrazach, byli najedzeni, bo posiłek na talerzu jak malowany to jedno, ale przypisywanie i przepisywanie znaczeń, to drugie i o wiele ważkie i ważniejsze (i lekkostrawne dla wątroby, to oby, oby). Dlatego do XIX wieku nie wiemy nic o treści, (żołądkowej) biesiadniczek i biesiadników. Jedzenie to pretekst, metafora. Warzywa, owoce czy surowe mięso wydawały się ludziom bardziej idealne w sam raz na raz, niż zrobione z nich potrawy, nawet jeśli mowa o tłustych, czy pysznych (ha, ta wieloznaczność znaczeniowa!) pieczeniach lub ciastach gęstych od dodatków. Po drugie ([z]danie) łatwo i niejako z biegu,  dopasować symbolikę. Wiśnia, czy czereśnia to symbol męczeńskiej śmierci, odniesienie do krwi jest tu nader jaskrawe. Ogórek, czy tykwa to pomyślność losu i ziszczona nadzieja. Nie bez znaczenia jest fakt, że ta druga po prostu się pnie, rośnie .Martwa natura jako samodzielny okrzepły w siły witalne temat…  W malarstwie pojawiła się po raz pierwszy w wieku siedemnastym i tu można przytoczyć prace takich malarzy jak: Pieter Claesz,  ten od „portretowania” sera. Francisco de Zurbaran,  Floris van Dijck. cytryny to wyraz albo fałszywego przyjaciela, albo też: płodności, pomarańcze metafora małżeństwa, ostrygi to  nic innego dzika erotyka, czyż i dziś tych ostatnich nie mamy za afrodyzjaki, czyli te pokarmy, które wzmacniają, urozmaicają życie cielesne?

Umieszczanie jedzenia przy konkretnych stołach, to także podkreślenie, czy wyraz pozycji, statusu socjoekonomicznego.  To, co rosło blisko podłoża, płody ziemi takie jak buraki, cebula, stanowiło pokarm dla chłopstwa. Stąd też nie dziwi obraz Vincenta van Gogha, Jedzący kartofle, ponury, ciemny, brudny, niemal cuchnący To, co rosło wysoko, na drzewach, czyli  orzechy, zaliczane było do pokarmów ekskluzywnych na które mogły pozwolić sobie tylko najznamienitsi goście figi, czy wspomniane wiśnie to pokarm dla bogatych i wpływowych. Kto z nas, w taki sposób dziś myśli o twarogu, czy żółtym serze powiedzmy sobie szczerze? (Dziś wegetarianizm, czy weganizm może być wiązany z wysoką pozycją społeczną, no ale sam ser?)Inna sprawa, że jedzenie ma związek z postrzeganiem medycznym ciała (średniowieczny rozkład humorów), czy stanu, dla przykładu ryba była pokarm doskonały dla mnichów, zimny i wilgotny , czyli taki który pozwala zapanować nad ochotami ciała, czy wręcz nieskupianiu się na nich, przynajmniej tak było w zamyśle. Jedzenie to temat ocean. Pyszny, można palce lizać, no tak, żeby nie uperniczyć klawiatury…I oczywiście można przytoczyć jeszcze wiele innych obrazów, sennych mar, doczesności marności i rozmaitych pyszności i pych, wojny postu z karnawałem, i melancholii nawałem, ale i tak to jak czerpanie przetakiem z przepastnej rzeki wątków, wątek ten i ów mam nadzieję, że zachęci zanęci do dyskusji.

[Walka karnawału z postem, Peter Brugel, olej na desce, Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu, źródło reprodukcji].

Oczy wiście,chyli się o zawieszenie wzroku, tu i (zwłaszcza) ówdzie:) na smakowitych kąskach i przekąskach ma się rozumieć (i rozpłynąć na języku, a nie w dłoni :D… Nie chodzi o to, żeby pleść to co ślina na język przyniosła, nie, nie,  nie dajcie się zwieść ani prostocie obrazu, ani kresce Brugela, kto z Was zauważył durszlak na głowie, ot taki niby to kuchenny przyrząd, a symbol tego, że zdobyte łatwo dobra zostaną natychmiast roztrwonione, cóż, nie będę się przyglądać interliniom kuchennym, ani ich znaczeniom, żeby nie przyczynić się do Waszego zmęczenia, malarstwo to dla mnie łuskanie znaczeń, poszukiwanie smaków, a nie -smaczków. To intelektualna uczta, tyle, że nie na sposób rzymski, czy średniowieczny, czy też pogoda (ducha) średnio wietrzna, uciekając od meteorologicznych przenośni, nie chcąc lać wody, kto potem będzie sprzątał kałuże (nie duże)? Kołcze i kończę temat, i stawiam (na baczność) kropkę. Smacznego, oczywiście, albo posmacznego, chociaż podobnież teraz już się nie życzy tak wyśmienitego posiłku…

[InspirAkcja]: Do zastanowienia.

Na szybko. Na już. Do zapamiętania? Do zanotowania? Do zastanowienia.

Choć popełniałeś błędy,

zawsze masz następną szansę.

Przypuśćmy nawet, że próbowałeś i ponosiłeś porażkę za porażką.

Zawsze możesz wystartować ponownie, ponieważ to, co nazywamy „porażką”, nie jest spadaniem w dół,

ale pozostawaniem na dole.

[Mary Pickford].

Jeszcze powrócę do tego cytatu. Jeszcze, nie teraz. A co Ty o nim myślisz? Skojawrzenia, wyrażenia i wrażenia?

[408]. Wpis z okazji Dnia Kobiet.

[Uwaga: Czytasz na własną odpowiedzialność, przed spożyciem skontaktuj się z lekarzem bądź farmaceutą, i popij dużą ilością wody niegazowanej].

Dzień kobiet? A jakże, jeden z kolejnych w kalendarzu, nawet tych, którymi dysponuje Piotr Szczepanik. I zastanawiałam się nad tym kto dziś zagości na łamach blogu, że takiej meta i fory użyję, dobrze, dobrze, żadnych for, ani forów, no może poza jednym: this article is for you, really! Gdyby spytać ludzi o najwybitniejszą kobietę w świecie nauki, bardzo często, jeśli nie prawie zawsze, pierwszym skojarzeniem, przynajmniej w naszych czasach, i w naszym kraju, jest (pozornie znana Panna) Maria, rozsądna, ale i radosna. Ale to już było, też moglibyśmy/ mogłyśmy zaśpiewać, ale nie będziem, ani, ani męczyć krtani- chyba, że w ramach fitnessu.

Dzisiaj będzie o Marii, a co tam! Taam, i jeszcze… Tam. A co? A oto jak prezentuje się, w nie całej, ale jednak, okazałości:

[Bohaterka dzisiejszej opowieści, Mary Corinna Putnam po mężu: Jacobi, źródło zdjęcia].
Wypisz, wymaluj, a raczej fotografuj: Mary Corinna Putnam.

 

Gdy w końcu kobietom umożliwiano kształcenie na kierunkach medycznych, panowało przekonanie, że to szkodzi powodując niedorozwój jajników i bezpłodność. A dlaczego? Kobiety nie są zdolne do tego by wykonywać dobrze dwie czynności równocześnie, z takim samym zaangażowaniem mięśnie, kobiece narządy i mózg nie mogą jednocześnie funkcjonować. (Porównaj z publikacją: Płeć w edukacji, lub sprawiedliwa szansa dla dziewcząt opublikowanej w roku 1873). Tak, Maria doskonale znała tę publikację i wiedziała jedno: jest warta, oczywiście, że tak, funt kłaków. I to wiecie, takich co zostają po umyciu głowy w wannie, bo żeby je specjalnie sobie rwać? No to nie jest zachęcająca perspektywa, owszem, co do konceptu ozdrowieńczo wpływających kuracji na życie człowieka, to, nie, nie ta. Szczerze, matka także w nią powątpiewała, nawet wtedy gdy jako pierwsza kobieta dostała się na studia do paryskiej Ecole de Medicine . Tak wiemy, że Maria zapewniała rodzicielkę, że pobieranie nauki tam,  to najlepsze co mogło jej się przytrafić w życiu, że doskonale się bawi na studiach. To tak jakby szpital był Disneylandem. Ważnym jest to, że podejmując naukę we Francji dysponowała już przecież jednym dyplomem uzyskania tytułu magistra (we własnym kraju). Nie dziwi fakt, jeszcze nie skończywszy dziesięciu lat wiedziała, co chce w dorosłym życiu robić.Najstarsza z jedenaściorga dzieci, urodzona w Anglii, wychowania w Stanach Zjednoczonych. Pierwszą nauczycielką dziewczynki była matka, gdyż Maria rozpoczęła edukację w domu, jak to nierzadko bywało w tamtych czasach.  W wieku dziewięciu, cóż zastanawiała się, czy zrobić w ramach zabawy, oczywiście- sekcji zwłok zdechłemu szczurowi… W międzyczasie pisywała opowiadania, pracowała w firmie wydawniczej (rodziców) takie tam, pospolite zajęcia…Nawet ojciec był przeciwny jej edukacji w College’u Medycznym w Pensylwanii i był gotów jej płacić za to, żeby odstąpiła od swego zamiaru. To się nazywa wsparcie rodziców! I w Paryżu nie ułatwiano jej życia (znane są przykłady gdy wyznaczano jej specjalnie miejsce do siedzenia, albo nakazywano bezwzględnie wchodzić innymi drzwiami na aulę). Po pięciu latach wróciła do kraju gdzie zajęła się, czymże innym, jak nie medycyną? I założyła pierwszy oddział pediatryczny w Nowym Jorku. Zmarła na nowotwór mózgu, którego przebieg sama opisała. Była orędowniczką zyskania przez kobiety,  praw wyborczych  i prowadziła ponoć zapierające dech w piersiach wykłady, nie tylko zatem miała pisane, ale gadane, a zachwycić żołnierzy w środku wiru wojennego to nie w lufę karabinu dmuchał/a…

Na zakończenie dziewięć ciekawostek o ludzkim ciele:

  • Idea, że mamy pięć zmysłów, to tak naprawdę koncepcja filozoficzna („dzięki Arystoteles) ale gdyby się temu p r z y j r z e ć (sic!) bardziej mamy więcej niż pięć zmysłów, zestaw powiększony to odczuwanie bólu, temperatury, czy umiejętność orientacji ciała w przestrzeni…
  • W ciągu całego życia możemy stracić bez odchudzania nawet kilkanaście kilogramów bez specjalnych zabiegów, ani wybiegów, chili co? A no dzięki złuszczaniu się naszego naaajwiękzeeeego organu, czyli skóry.
  • Najbardziej zapracowane w ludzkim ciele są mięśnie rzęskowe, to te, dzięki którym, nie, nie stajemy na rzęsach, ale potrafimy poruszać gałkami ocznymi, kto by pomyślał/a, a jednak: Zmiana napięcia mięśni rzęskowych powoduje zmianę kształtu (uwypuklenia) soczewki oka. Żeby nasze mięśnie nóg mogły poczuć się jak wspomniane wyżej mięśnie musiałby przebiec w ciągu dnia powyżej osiemdziesięciu kilometrów!
  • Nie tylko odcisk palca jest unikatowy, ale także, tak, tak dobrze pomyślałaś, pomyślałeś odcisk języka i nie chodzi o gramatyczno- lingiwistyczne umiejętności. A to tylko przykład, tak naprawdę jesteśmy bardziej unikatowi/unikatowe niż się wydaje na pierwszy rzut oka, a właśnie tęczówka, kojarzycie wszystkie te filmy z zabezpieczeniami, które można pokonać tylko dzięki skanowi tęczówki?
  • Tak naprawdę posiadamy tyle samo włosów ile nasi bracia szympansy i siostry szypansice, ale to co nas różni to, nie, nie tylko ich rozmieszczenie, ale przede wszystkim to, że różnią się strukturą, u nas są bowiem bardziej cienkie i niewidoczne (no chyba, że je stroszymy, albo podczas orgazmu, albo podczas gęsiej skórki kiedy to ciało próbuje zapobiec uciekaniu ciepła)….
  • Gdzie w ludzkim ciele znajdziemy najwięcej bakterii, niektóre z nich nie były znane? Naukowcy i naukowczynie mówią o przyrównują to miejsce do lasów deszczowych, nie, ich w swoim ciele nie mamy,piszę o miejscu w którym każdy i każda z nas nosi ślad po Mamie, własnym pępku! Ale nie wylewajmy z tego powodu łez…
  • A właśnie, łzy, wiesz, że łez łzie nie równa, i nie chodzi o rozmiar, a o to, że tak naprawdę potrafimy rozróżnić trzy rodzaje łez to co je różni to funkcja i skład chemiczny. I tak są łzy podstawowe, które stanowią taki nawilżacz oka, dzięki temu mogą sprawnie i wydajnie pracować. Łzy odruchowe, pojawiają się wtedy, gdy coś np wpadnie nam do oka (nie mylić z sytuacją, gdy ktoś wpada nam w oko). I to nas łączy ze zwierzętami, te dwa rodzaje łez, trzecie to łzy emocjonalne.
  • Dlaczego płacz w sytuacjach stresowych może pomóc? Bo łzy zawierają takie związki chemiczne, które powalają uśmierzyć ból. Czujesz? Nie, nie nic tu nie śmierdzi…
  • Nos, właśnie w chwili śmierci ostatnim zmysłem który tracimy jest właśnie węch, ale nos nie służy nam tylko do zaciągania się zapachem kawy, (z)jawy, i tak dalej,o czym za chwilkę, czy kich-… Aaaapik, -ania nie da się kichnąć z otwartymi oczami wydychane w ten sposób powietrze wydostaje się z prędkością 150km/1h, a to przecież teren zabudowany…) ale także ogrzewa powietrze i udrażnia je pozbywając się różnych świństw , dopiero po takiej kontroli zostaje ono wprowadzone do wnętrza organizmu, i co ważne praca jednej i drugiej dziurki jest niezależna, jedna rozpoznaje inne zapachy niż druga, może być przy tym wrażenie jakby lekkiego przytkania jednej z nich, ale nie jest to tak, że jest to jedna i ta sama dziurka na zawsze, fakt ten ulega zmianie, a do czego nam jest to potrzebne? Proste, żeby rozróżnić więcej zapachów, jedne z nam znanych, to znaczy takich, które mamy szansę rozróżnić wchłaniają się szybciej, inne zaś, wolniej, ot, filozofia, znaczy, fizjologia.

 

[314+2][406+1].[#12 poniedziałków]. Budżet:moje doświadczenia [2]. Lista, lista, lista przebojów, albo inne (a)trakcje.Prosto do celu? Cel? Pal…

Słowo się rzekło, i tak zostało. I jak zostało, tak stało stało i się nie przewróciło. Wracamy do idei #12 poniedziałków, czyli drugi przed nami. Kontynuować będziemy kwestię przed tygodnia, czyli budżetu domowego. Pierwszy krok to taki kulinarno-techniczny, wiedzieć z czym i jak to się je. Drugi, to dy dy, dy, cholera jąka mi się czcionka, dyyyyscyplina datków i innych wydatków. I tu, na bank,ten nasz domowy, będą, po pop po po pod pod i inne tknięcia, tyknięcia, i pospolite ruszenia.

Budżet stoi na trzech nogach, pierwsza to świadomość kosztów, i przychodów, druga: to konsekwencja, trzecia: dyscyplina, i nie chodzi o taką szkolną, bacik i wacik. Dzisiaj będzie o świadomym gospodarowaniu.  I tak, będziecie się mylić, i potykać, to część drogi. Jakże fascynującej, jeśli macie już za Sobą odpowiedź na pytanie po co tak naprawdę prowadzę budżet? Będzie Wam łatwiej, co nie oznacza, że pójdzie jak zjazd z Kasprowego w zimie. Chociaż i z tym różnie bywa…

Po pierwsze: W pierwszej kolejności zapłać. Komorne, rachunki za telefon, internet, kartę miejską,OC,AC i inne OK wstępy na basen jeśli to część Twojej pracy, a nie rekreacji, czyli ureguluj zobowiązania, i tak to Cię czeka, więc po co odkładać?

Po drugie: zakupy z listą. (Nie jest ważne, czy kupujemy książki, czy sałatę-ta jest dobra nie tylko dlatego, że zielona ona ).

Wiem, wiem, że to stare jak wynalezienie szczoteczki do zębów, no ale cóż, Planowanie zakupów spożywczych, jeśli nie musisz, nie jesteś osobą o ograniczonej motoryce, starszą, czy nie wyjeżdżasz gdzieś — nie kupuj żywności na zapas. Chociaż od tego mogą zdarzać się wyjątki, czasami bywa tak, że nie można filtrować wody, albo pić z kranu, czy woda przegotowana nam nie służy jak wybieramy się na zakupy zmotoryzowani to warto wziąć zamiast jednej zgrzewki wody mineralnej, trzy. Warto zwrócić uwagę na fakt, że produkty w marketach nie są układane w taki sposób, by sprzyjać naszym wyborom. I nie chodzi o to, że nie są przypisane do miejsca, ale np o to, że produkty świeże są często u wejścia do sklepu, potem jeśli błądzimy między półkami to cóż, łatwiej się skusić na chpisy, czy coś słodkiego, jeśli w koszyku już mam warzywa i owoce! Pamiętaj.  Zakupy to nie sposób na spędzanie wolnego czasu. Z tym wiążę się jeszcze jedna kwestia, jeśli na takim „wypadzie” towarzyszy Ci progenitura, to z jednej strony podwyższa to wysokość rachunku, a z drugiej, uczysz dzieci takiego właśnie spędzania czasu. Jeśli przyjdziesz i kupisz, tylko to, po co przyszedłeś/ przyszłaś wydasz mniej pieniędzy, tak samo jeśli zakupy będziesz robić w tygodniu, kiedy jest mniejszy tłok. No i oczywiście jemy przed wyjściem.

Po trzecie:Płać (tylko) gotówką,

z nią trudniej się rozstać. I wiemy konkretnie ile mamy. Nie zawsze jest to możliwe, ale warto na tę kwestię zwrócić uwagę, chociażby dlatego, by robić to częściej.

Promocja po czwarte:

Wiemy, że nie każda promocja jest promocją w istocie. I to frazes, dlatego przyjrzyjmy się temu bliżej. Jak to jest, że jeśli myślimy o uleganiu reklamom, to zazwyczaj, o sobie powiemy,  że my to nie, jesteśmy bardziej świadomymi konsumentami i konsumentkami niż przeciętny przedstawiciel naszego społeczeństwa (ten wiecie od statystyki, co wychodzi z psem na spacer i ma trzy nogi) A jeśli pomyślimy pomyślimy o tym jaką szansę statystycznie możemy mieć by dzisiaj przytrafiło się nam, właśnie nam coś dobrego (np w pracy)? No właśnie, widać różnicę, czuć? Jeśli kupujemy coś, co znamy z reklamy, czy nie tłumaczymy, że chcemy coś „w y p r ó b o w a ć”?Ha! Haczyk, w zwracaniu uwagi na reklamę nie ma nic złego, jeśli robimy to świadomie.

A dlaczego tak często stosowana jest obniżka 20% bo właśnie według badań taką wysokość  osoba kupująca ma szansę odczuć. I na taki haczyk się nabrać. Nie każda promocja jest promocją, często jest to czyszczenie sklepowych półek. I tutaj, warto mieć listę np książek, które chcemy kupić, zadziwiająco często można natknąć na gorącą listę warzywną, pierwszej potrzeby bestseller, który koniecznie, niezaprzeczalnie, musisz przeczytać przed śmiercią, a te book haule? I miesięczne zakupy książek, i chwalenie się czy półkami, czy paczkami? Ciekawe ile z tych książek jest naprawdę trafionych? No dobrze, ale popatrzmy na moim przykładzie, zejdźmy z innych, rozpaczkingowców. Mam listę książek, które naprawdę chciałabym mieć, ale nie dlatego, żeby kurzyły się na półkach, ale dlatego, że byłyby skuteczne, i naprawdę bym z nich korzystała (dlatego poza poezją i esejami, a to i tak bardzo rzadko, nie kupuję beletrystyki) Generalnie w domu książek mam bardzo mało, dużo za to do mnie nie wróciło, ale także uważam książkę za jeden (wcale nie naj) ale z lepszych podarków, i też najintymniejszych (przynajmniej mających szansę stać się takim) . Mam listę i zauważyłam, że jej zawartość bardzo rzadko się zmienia, jeśli już coś na nią trafi to tam pozostaje, chociaż zdarzają się i takie pozycje, które ku chwale Ojczyzny i potomności wylatują. Więcej jest takich, które nie trafiają nań (zasada preselekcji). Jeśli mam taką możliwość to przyglądam się książce.Natomiast trzeba przyznać, że ta praktyka nie często jest stosowana.  Rzadko chodzę do księgarń, nie jest to sposób na relaks, to po prostu sklep, taki jak mięsny, oczywiście może być prowadzony z misją i przestrzenią na różne działania, ale pamiętajmy, że nie misją się płaci za michę, prąd i inne dobra. No dobra, idźmy dalej, jeśli o liście to warto rzucić okiem na artykuł.  Lista, w tym przypadku książek, daje nam świadomość tego, jak kształtuje się cena danego towaru, tak i wielokrotnie nie chwyciłam okazji, bo po prosu nie było mnie w danym momencie na nią stać, były inne, ważniejsze wydatki, i jak widać, przeżyłam, albo też przestrzeliłam, no ale cóż, wiem, że promocję będą się tarzać, tarzać i  powtarzać. Jeśli mamy świadomość ceny danego produktu i jeśli on nie spada z naszej listy, to wiemy, czy coś rzeczywiście jest promocją, czy nią nie jest. (Często przy okazjach takich jak CzarnyPiątek). Oczywiście są artykuły które a) musimy mieć natychmiast, np nie pozbędziesz się miesiączki bo za tydzień, albo za trzy miesiące będzie promocja na czteropak artykułów higienicznych, a są i takie, które warto kupić drożej, bo tanie np nie będą zdatne do długotrwałego użycia. Większe zakupy, planuję, a jeśli wyboru nie muszę dokonać teraz-zaraz, albo: zaraz-potem, to go odkładam.

Jeśli np kupujemy zostańmy już przy tematyce książkowej, np.  czytnik, i wiemy, że nie będziemy zmieniać go za rok, ani dwa to może warto się zastanowić jakie są nam niezbędne parametry, jakie chcielibyśmy by on miał, ale nie są niezbędne, w jakich okolicznościach przyrody będziemy chciały i chcieli go używać? Jeśli np zdecydujemy się kupić produkt wiodącej marki na rynku, strzelam, że jest to Kindle, to liczmy się z tym, że tym samym wiążemy się z zakupem, jeśli nie dożywotnim to długo terminowym, także i przeznaczonego formatu, z drugiej strony po co nam” tysiąc pincet”  formatów, skoro dwa są najpopularniejsze, a może i trzeci się przyda bo w pracy z niego korzystamy. No i po co najwyższa rozdzielczość hit tego roku (a więc cena wzrasta) skoro oko tego nie rozróżni? Może warto kupić czytnik lepszy niż najtańszy, ale np dwuletni? Albo jeśli czytamy dużo, to może warto zaoszczędzić na nowość, bo dłużej nam posłuży? Dokonując zakupów pamiętajmy o czymś takim jak paradoks wyboru (dotyczy to zwłaszcza dużych zakupów) tym zajął się w swojej pracy  Barry Schwartz. Krótko nieograniczony (albo uznawany za taki) wybór nas zabija, możliwości wyboru, zastanawiamy się, zastanawiamy i każdy wybór nam nie pasuje, mamy przekonanie, że gdybyśmy dokonali innego, to przecież było by lepiej,  coraz to nowe kryteria przytłaczają. No, ale zaraz górnik pracujący w kopalni, ciężko w ścianie nie ma takiego dylematu. To paradoks naszych czasów, chłopi pańszczyźniani w średniowieczu także nie mieli takich bolączek. Wracając jednak do naszych czasów i naszego przykładu. Kupując niech już będzie, że ten czytnik, czy inny domofon, warto narzucić sobie czas w jakim niezaprzeczalnie dokonamy wyboru. Jeśli takowego odgórnie nie mamy. Warto też nie odkładać zakupów prezentowych na koniec roku, albo coś zrobić samej, samemu jeśli mamy uzdolnienia w danym kierunku (zawsze możemy ćwiczyć, ćwiczyć, ćwierkać cienko, cienko, cieniuteńko- co za cudeńko). Jeśli wiemy, że ceny elektroniki zawsze idą w górę w kwietniu,  maju (czas komunii) to jeśli możemy to na los, nie kupujmy tego w tym czasie, nie chodzi o mniejszy wybór, ale bardziej o presję czasu, i to, że na bank, przepłacimy. Jeśli dana osoba jest dla nas ważna, to pamiętamy o jej urodzinach, nie tylko tydzień przed datą, albo wtedy gdy mózg elektroniczny, czyli dana aplikacja nam o tym przypomni. Uczmy się tego, nawet jeśli teraz tak jest.

 

Wracamy do marketu, bardzo często produkty umieszczone na wysokości naszego wzroku są droższe. Warto zastanowić się, czy nie kupić zamienników. Jeśli tańszy zamiennik do filtrowania wody z kranu trzeba zmienić po trzech zamiast po sześciu tygodniach, a korzystamy z tego wynalazku często (pijemy dużo wody, mamy liczną rodzinę) to nie warto.

Osobiście uczę się także (co przychodzi mi z trudem, nawet jak to piszę), że nie warto oszczędzać na jakości jedzenia, to nie znaczy, że mam teraz kupować wszystko naj (droższe) chodzi o racjonalny wybór. Wiadomo, jest, że jeśli nie wlejesz benzyny do baku to samochód nie pojedzie, nie pomoże zaklinanie się na Los, czy odmawianie koronki różańca, no nie. Jeśli masz dom, który położony jest z daleka od bardzo uczęszczanych tras szybkiego ruchu,  i dysponujesz jeszcze jakimś, choćby najmniejszym placykiem, warto zastanowić się, czy nie posadzić tam kilku warzyw.

Po piąte: Zwierzak.

Jeśli dysponujesz (naj)mniejszym dochodem, to warto zastanowić się, czy zakup pupila to dobry pomysł. To przede wszystkim poświęcanie czasu i spędzanie go w inny sposób, np wychodzenie na dwór (czy będzie tak miło wychodzić o czwartej rano w zimę, a wakacje, z kim zostawić rybki jeśli wyjeżdżamy na dwa tygodnie?…) To także, choć nikt nie lubi o tym mówić koszty zabiegów, wizyt u lekarzy, lekarstw. Jeśli potrzebujemy zwierzaka to zastanówmy się nad tym, czy i kiedy warto go przygarnąć. Może zamiast kupna psa, możemy poświęcić godzinę tygodniowo by wyprowadzać psy ze schroniska, jeśli nie potrafimy, nie możemy, czy nie chcemy wykroić godziny przez trzy miesiące ciągiem, raz w tygodniu, to sytuacja ulegnie zmianie jeśli będziemy mieli czworonoga w domu? Sądzę, że na gorszę, acz mogę się mydlić, mylić znaczy. Może w ciągu tych czterech godzin w miesiącu nauczymy się czegoś nowego o zwierzakach, nad którymi zdecydujemy się podjąć opiekę, np w praktyce zobaczymy, że dana rasa psa będzie nam bardziej odpowiadała np zobaczymy, że popularne jamniki to nie psy kanapowe, ale takie, które potrzebują się wybiegać i to sporo. Może warto zamiast psa wybrać złowią albo świnkę morską? Niezależnie od dokonywanego wyboru warto ująć go w budżecie. Nie, nie tylko pieniężnych wydatków, to ważna część, ale część, liczy się także czas, jaki możemy i chcemy, i czasami będziemy musieli, poświęcić. A także aktywność, jeśli nie lubimy spędzać czasu na powietrzu, albo mieszkamy w mieście nie kupujemy psów rasy husky. Jeśli planujemy mieć dzieci, choćby za pięć lat, to także przemyślmy tę kwestię w tej odległej, jeszcze, perspektywie.

Po szóste: Inne sposoby oszczędzania.

Pamiętaj by z wyprzedzeniem pamiętać o własnych wizytach lekarskich. Nie tylko zakupach, o których się tu i tam trąbi sporo.

Jeśli kupujemy sprzęt „z wtyczką” warto by to była klasa energetyczna A aaaale niekoniecznie Az pięcioma plusami bo mogę się założyć, że prędzej nam się sprzęt zużyje, czy zepsuje niż będziemy mogli dostrzec różnicę w rachunku (za energię elektryczną) Zawsze, ale to zawsze wyciągajmy wtyczkę z prądu, no nie mówię o sprzęcie ratującym życie…. Jeśli nie korzystamy z wi-fi, albo z komputera, choćby był by to laptop, to po co jest włączony?

Jeśli nie korzystamy z ubrań, to albo: jeśli są w bardzo dobrym stanie, to oddajmy je osobom potrzebującym, nie kupujmy także na zapas- gdy schudniemy, nie, nie schudniemy dla tej fantastycznej spódniczki, jeśli natomiast tak się zdarzy, wtedy i tak będziemy musiały, musieli zmienić garderobę.

Czasami zamiast fryzjera w centrum miasta można poprosić uzdolnioną znajomą osobę, którą znamy, i której warto zapłacić (albo na zasadzie wymiany usług) , albo zakład,który znajduje się nieco dalej, a przecież tam też mogą być osoby, które się znają na swoim fachu, lubią to co robią, a może są mniej znane? Jeśli razem ze znajomymi pracujesz w jednym miejscu to może zorganizujecie sobie wspólne podwózki, a koszty będziecie dzielić? A może warto część drogi chociaż w jedną stronę spacerkiem?

Jeśli już budżet prowadzisz trzy miesiące, możesz podsumować sobie wydatki na kulturę, rekreacje, i te, z nich, które się da, obniżyć, np ustalając limit, nie zawsze tak się da uczynić,ale wtedy gdy da się to zrobić spróbuj, nie drastycznie. Stopniowo.

Eksperymentuj i niech to sprawia Ci przyjemność, a nie będzie karą, chociaż tak, oczywiście nie rzadko oszczędzanie bywa koniecznością.

Nawyk oszczędzania a inne zachowania:

Nie ważne, czy mieszkasz w pojedynkę, czy z przyjaciółmi, albo masz już rodzinę (własną) . Jeśli zauważysz, że jest jeszcze jakiś inny nawyk, który chcesz zastąpić innym, bardziej wspierającym, zachowaniem to zaproponuj taki oto zwyczaj.

Za każde przekleństwo do wspólnego słoika wrzucamy dwa złote. Uzbieraną kwotę za rok od tej daty (np 5.III.2019 roku) przeznaczamy na (i tu cel ważne by był ważny dla nas wszystkich np na wyjście do teatru dla całej rodziny, albo sponorowanie części kosztów wyjazdu na długi, albo krótki weekend ) albo: (wprost przeciwnie)  uzbieraną kwotę przeznaczamy na cele charytatywne (ale w przypadku gdy chcemy wyplewić zły nawyk, warto zastanowić się, czy nie poszukać takiej fundacji, czy stowarzyszania, które będzie prezentowało odmienne od naszych wartości, żeby jednak nie przekazując danej złotówki czuć się dobrze, czyli nieświadomie jednak  się rozgrzeszać, a jednak coś dobrego zrobiłem). Intencja jasna?

Jeśli zdecydujemy się przeznaczyć pieniądze ze słoika na jakiś cel charytatywny, niezależnie od idei (która zawsze musi być warta wspierania, choć nam  daleka, o takim przypadku piszę wyżej) warto pamiętać, że to nie to zachowanie nie ma nam zastąpić np darowizn, które uwzględniamy w rocznym budżecie . Głównym motorem, nie jest tu oszczędzanie, ale praca nad nawykiem,chociaż to już temat na całkiem inny artykuł… I jeśli będziecie chcieli/ chciały…

Innym sposobem jest wprowadzenie raz w tygodniu dwóch godzin bez prądu. To znaczy, spędzanie czasu inaczej niż przy komputerze, telefonie, np gra w gry planszowe(zaraz Ktoś napisze, że przy świecach, ach może być przy świecach, ważne, że nie przy samochodowych). I nie chodzi by rekreacje podporządkowywać temu, bo oszczędzam. Chociaż z drugiej strony warto, z głową planować wypady na miasto. I wszystko robić metodą małych kroków. Jeśli natychmiast zjemy całego słonia, to dostaniemy zaparcia, albo, albo lepiej nie myśleć co się stanie,oj stanie się. Na jednej nodze i straci równo —i jeszcze— wagę. Przewróciło się niech leży, jak śpiewa(ł) klasyk… Ale w innym kontekście.

 

W jaki sposób mogę zobaczyć czy mam oszczędności? Gdzie się one kryją? Czy muszę kupować jeszcze jedną kanapę, albo co zrobić ze starą, wyrzucić, może komuś oddać, albo sprzedać za symboliczną złotówkę. Czy książki, które dostałam a nie zamierzam czytać, albo już przeczytałam, przeczytałem mogę oddać do biblioteki, czy komuś po prostu dać, czy potrzebuję konkretny bibelot na półkę, taki, który kiedyś przyda, albo i nie, albo taki co będzie biernym kolekcjonerem kurzu? I nie chodzi mi o to, by dawać na prezent, czy inny brezent Bliskim czy Dalekim nam ludziom, napoczęte, nadgryzione nie, nie jabłka, ale też inne rzeczy, zużyte, bo to jest po prostu, nie no witki opadają, pewnie zwiędły… Prezent to powiedzenie innym sposobem, doceniam Cię, jesteś dla mnie ważny, ważna. To chyba jasne, jak jarzeniówka w bibliotece, nie?

Czy jeśli kupuję dany artykuł (buty, kurtkę, sprzęt elektroniczny dla siebie, czy też na prezent) upewniam się, czy jest możliwość zwrotu towaru do sklepu?

 

Kto ostatni gasi światło w Waszym mieszkaniu, czyli lista kontrolna:

  • Co oznacza dla Mnie znaczy pojęcie (mieć) oszczędności?__________________
  • Moje sposoby, które stosuje, albo mogę zastosować związane z racjonalnym wydatkowaniem energii elektrycznej___________
  • Moje sposoby na dokonywanie zakupów________________________
  • Czy wprowadziłam, wprowadziłem i w jakich kategoriach limity wydatków?
  • Dlaczego to zrobiłem (zrobiłam)?
  • Dlaczego tego nie zrobiłem (zrobiłam)?
  • W jaki sposób mogę wpleść idee oszczędzania tak by była praktyczną częścią mojego/ naszego stylu życia?
  • Czego się nauczyłem, nauczyłam dzięki oszczędzaniu____________________?
  • Które z rozwiązań się sprawdziły______________________a, które z nich warto zmienić________________?

A może zechcesz się podzielić refleksją po przeczytaniu tego tekstu, w komentarzu?

Na tym kończę moje medytacje te i owe budżetowe. Tanecznym krokiem, już z nie nowym rokiem, by nie wylądować goły jak święty turecki, bo ani święty, ani turecki. Ale żeby cóż, skończyć filologiczne (nie mylić z fizjologicznie, ani filozoficznie) to przysłowie goły jak święty turecki, ma swoje źródło, nie, nie w bajce, a udzierała go Sierotka (ale nie ta od siedmiu, nie, nie nie boleści, ani krasnoludków) to pseudonim Mikołaja Krzysztofa (Radziwiłła) marszałka wielkiego litewskiego, tego samego, który w 1582 roku udał się z pielgrzymką do ziemi świętej. (Droga tam, przez Wenecję, Trypolis, Damaszek) a z powrotem Egipt, Kreta, Włochy. Zajęło mu to dwadzieścia cztery miesiące. I ta podróż dostarczyła mu materiału do książki pt. Peregrynacja albo Pielgrzymowanie do Ziemi Świętej. A jeszcze bardziej konkretnie szukając to można natknąć się na akapit, w którym to autor opisuje i to w dosyć niewybrednych podówczas słowach derwisza.

A tańczyć nie zamierzam, napiszę tylko, w ostatnim zdaniu 🙂

Do przeczytania i skomentowania.

Następny artykuł w czwartek, ósmego marca.