[406]. [#12 poniedziałków]:Budżet, moje doświadczenia[1].

Pięknisty temat, taki klikalny jak konferencja o wskaźnikach komutatorów przestrzestrzennoczasowych, no dobrze, zostawmy to zanim się pogrążymy i wpadniemy jak inkaust w kompot, czy inna śliwka. Każda osoba wie, że pieniądze wymyślili Fenicjanie (tylko dlaczego tak mało), a przekaz pieniężny i kredyt ci rycerze, dzięki którym, przeklinamy każdy piątek, który wypada trzynastego… Pieniądze w różnych państwach miały różne formy np na terytorium Rzymu płacono niczym innym jak nadbałtyckim bursztynem… Polska to jeden z pierwszych krajów, w którym wprowadzono banknoty papierowe, ale nie zawsze tak było, do osiemnastego wieku oczywiście płacono różnymi monetami, ale także metalami szlachetnymi.

[Bursztynek, bursztynek piosenka z audycji Ciuchcia, źródło].

Nooo dobrze, żarty na bok, i to dobrowolnie wybrany bok, albo na obłok, w kosmos, jednym słowem, na odstrzał. No, ale pod ad rem. Jakiś czas temu zaczęłam prowadzić budżet, i powiem, że to było trudne doświadczenie, ale nie dlatego, że w ten proces jest wpisana konieczność monitorowania wydatków (i przychodów, tak tak tego też), ale nie wcale nie, nie z tego powodu. Budżet domowy to nic innego jak zaplanowanie w czasie i przestrzeni dochody i wydatki, dochody i wydatki, do i wy, dochody, i schody…. Ruchome piaski, i piski? Hę? Co było wspierające? To, że już przed zapisaniem, czyli dokonaniem wydatku dokonywałam preselekcji. To co mnie zaskoczyło, że przez tak długi czas od początku nie miałam czegoś takiego, że pieniądze przeciekały mi przez palce np, przez picie kawy na mieście.  Z drugiej strony, trzeba było zbierać paragony, a nie zawsze dokonywałam zakupów… I tego się nie spodziewałam. Taki myk.

1. Uwagi techniczne. Podstawy. Czym to się je?

  • Dwie kolumny dochody (i tu wszystko, naprawdę:
  • przychód z renty/ emerytury,
  • wynagrodzenie za pracę etatową,
  • z tytułu umów zleceń,
  • umów o dzieło,
  • stypendium,
  • posiadane oszczędności, nie wiem).

Wydatki:

  • opłaty
  • z tytułu najmu mieszkania,
  • komornego
  • (i tu wszystko gaz,
  • internet,
  • energia elektryczna,
  • wywóz śmieci)
  • opłata za telefon
  • transport- bilety kolejowe, tramwajowe, etc
  • środki pierwszej potrzeby: żywność
  • środki czystości
  • chemia
  • odzież i obuwie
  • lekarstwa
  • sprzęt rehabilitacyjny i.in
  • darowizny na cele społeczne, cele, których realizacje wspieram (oprócz przekazywaniem 1% podatku)
  • edukacja:
  • spłata kredytu
  • koszt utrzymania samochodu: benzyna/gaz
  • kultura
  • sport
  • rekreacja
  • wypoczynek
  •  (kawa, alkohol, słodycze).

Są wydatki stałe, które zawsze będą występować, nie zmieni tego ani czas, ani miejsce, ani przestrzeń, i tak będziemy jeść, pić, gdzieś mieszkać, myć się, to co mnie zaskoczyło, to też ilość wydatków stałych. Są też te, drugie, zmienne, to te z nich, które mają syndrom pojawiam się i znikam. Są wydatki konsumpcyjne, przejedzone, i te, które są inwestycją np we własny rozwój. I warto przemyśleć, do jakiej kategorii coś przypiszemy, uwaga: nie każde wydatki z kategorii edukacja są inwestycją. No proszę, czego nauczyłeś/nauczyłaś się na maksa przydatnego w szkole. Wydatki konsumpcyjnie nie są złe.  Moment(y) aha: nawet wydatki, które uznamy za konsumpcyjne można kategoryzować jako stałe i zmienne.  I takie myślenie nad budżetem, cóż, jest, może być fascynujące, bo ów budżet, jest częścią większej całości, to nie tylko kwestia pieniędzy, No ale zatrzymajmy się na tym wynalazku fenickim. Co więcej, moim kolejnym odkryciem jest to, że w czasie charakter niektórych wydatków się zmienia, to znaczy to, co wcześniej upatrywaliśmy jako wydatki na rozwój stają się kosztami, i jeśli dostrzegamy tę prawidłowość, może ona świadczyć o przestrzeni rozwoju.

Planowanie wydatków, czyli zarządzanie budżetem to praca nad swoim charakterem, nie jest to odkrycie kopernikańskie, to coś co przydarza się przypadkiem, na marginesie. By tę pracę zainicjować warto sobie zadać pytanie: Po co na cholerę planować swój budżet? Jeśli motywacja jest zewnętrzna, może zadziałać, oczywiście, jeśli jest wewnętrzna to dostajemy silnik rakietowy do dyspozycji, poznajemy Siebie. To reguła śrubokręta. To czy będziemy tworzyć budżet na piechotę w notatnikach zeszytach, czy exelach, to jest drugorzędne. To co warto przeczytać i usłyszeć to nie tylko zapisywanie poniesionych wydatków i posiadanego przychodu, ale: jest zasada dwóch kolumn stosowania zapisywania planowanych wydatków i planowanych przychodów. I zaczynamy od tego, że zapisujemy je w sposób ogólny. I tak

Przychody:

Wydatki:

Wydatki stałe: Wydatki zmienne: Wydatki stałe:

Ot, wszystko. Całaż filozfiaż będą wydatki: do jakiej kategorii zaliczysz OC? Podatek gruntowy? Książki? Ale kolejną kolumienką, trzecią jest: wydatki nieplanowane, i nie chodzi o to, że pójdę na kawę dzisiaj popołudniu, bo se zapiszę w trzeciej kolumnie. No nie, jak pójdę to blogosławieństwo na drogę! Smakuj, nie chodzi o to, by wiecznie sobie czegoś odmawiać. Odmawiać to można, a zresztą, i bez reszty (tu wymowne machnięcie ręką, nogą, albo ramionami)

Jeśli decydujemy się oszczędzać, to kolejna reguła dodatkowe dochody i oszczędności.

Propozycja pierwszego kroku.

Najlepiej sobie założyć kajecik, albo inny mały, poręczny zeszycikonotesik im bardziej poręczny i mniej skomplikowany, tym lepiej, nie potrzeba żadnych aplikacji, tak to pociągające, ale jak będzie awaria? Najpierw zapisuj, wszystko, dosłownie wszystko co możesz kategoryzować wydatki, dochody.

Co można jeszcze zrobić?

A można, skoro pewne rzeczy są stałe (śmierć i podatki) to można zaplanować budżet kilka dni przed dochodem, tak tak, i to kolejny moment aha, to daje nam dwie przewagi:

Uczenie się myślenia perspektywicznego, zakotwiczenie w czasie, trzecia rzecz, jeśli pojawią się pokusy to będzie to nasza oręż, nasze ubezpieczanie, i nie chodzi o to by sobie wszystkiego odmawiać i od dziś, dwudziestego szóstego lutego, cóż asceza, post o chlebie i wodzie (z kranu- bo najtańsza). Zaplanujmy też przyjemności, jeśli czytamy, to załużmy sobie jeśli mamy taką możliwość, że miesięcznie mamy do dyspozycji dziesięć złotych na wydanie na prasę, książki, i tak może nie zdobędziemy danej pozycji za tę cenę, ale to może pokazać nam nasze realne możliwości i to, ile czasu zabierze nam kupno danej pozycji, która może być hitem, gorącą bułeczką w piekarni, czytelni, a może gdy emocje opadną nie warto jej kupić, a może jednak okaże się wprost przeciwnie, może warto zainwestować w czytnik, ten zakup radzę dobrze przemyśleć, bo może on być kosztowny, nie tylko ze względu na samo urządzenie, ale na pokusie dostania książki jednym kliknięciem, no i książka nie zajmuje miejsca na półce, co może być również wadą (jak i zaletą) kupimy więcej, szybciej i mniej przemyślanie (jeśli w ogóle) a może być też zaletą, a może się w ogóle nie przydać- zauważymy, że nie potrafimy zapamiętywać treści tak, jak to się dzieje w przypadku książek papierowych (zapach i szelest kartek jest mniej ważny). Może okazać się też, że daną książkę mieć trzeba i warto na nią poczekać, albo (jeśli to możliwe) przegrupować część wydatków z innych kategorii by mieć ją szybciej, a może udać się do zapomnianego przybytku: biblioteki?

Pytania kontrolne:

  • Po co i w jakim celu prowadzę budżet?
  • Czy jest to mój własny wybór? (Dlaczego tak? Dlaczego nie?)
  • Jakie kategorie należy umieścić pod szyldem budżet domowy?
  • Co jest wydatkiem, a co dochodem:
  • Które z kategorii są stałe, a które zmienne?
  • Co zrobiłam/ zrobiłem dobrze?
  • A co poprawię w najbliższym okresie (miesiąc) jakie zmiany wprowadzę w moim budżecie?
  • Co mnie cieszy?

Warto chociaż spróbować nawet jeśli masz dochód minimalny i całą serię wydatków, nigdy nie jesteś za biedną, ani za bogatą osobą by nie prowadzić budżetu. Jeśli masz pytania, zadaj je proszę w komentarzu. Rozmowa jest ważna. 🙂

Następny odcinek w najbliższy: poniedziałek albo czwartek 🙂 Do przeczytania. 🙂

Jakie są Twoje refleksje w prowadzeniu budżetu? Co się zmieniło, a co się jeszcze zmienia? Jakie były Twoje początki, fajnie by było gdybyś podzielił/a się opinią 🙂 Dzięki!

Co prawda, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale warto od czegoś zacząć, czyż dzisiaj to nie wspaniała okazja by od czegoś zacząć? No i cóż, można na okrasę dodać zamykając artykuł ciekawostką filo logiczną. , że przytoczone przysłowie znane było już w starożytności, a wiemy o tym stąd, że można się na nie natknąć chociażby czytając komedię Arystofanesa (a konkretnie : Rycerze i Ptaki) ale Arystoteles w Etyce Nikomachejskiej. Tak, tak wiem, że oba dzieła dzieli ni mniej ni więcej tylko wiek cały. I jeśli myślisz, że powiedzenie to pochodzi z bajek, których autorstwo przypisuje się Ezopowi, to jesteś w prawdzie! Bingo. A konkretnie (Rozrzutnik i jaskółka). Przysłowie to znajdziemy we wszystkich językach (tych europejskich) po łacinie prezentuje się ono następująco: una hirunda non facit ver. Popularność czyni mem (nie mam na myśli bio- lololo-logicznego rozumienia tegoż pojęcia), czyli dany pierwowzór obrasta w różne warianty: dla przykładu jedna randka nie czyni małżeństwa, jedna słonka nie czyni zimy, albo chińskie: jeden aktor nie czyni sztuki. Ale mało kto wie, że  bajka to źródło jeszcze jednego przysłowia, mianowicie: będą z tego nici. I nie chodzi o wieszczenie niepowodzenia z prowadzeniem budżetu, bynajmniej, ani, ani przytaczanie, czy toczenie opowieści o Ariadnie, czy Arachne, tym to się nici przydały! Nie bez kozery polski zespół śpiewać może „Przyszyj to sam!” nawołując do pospolitego ruszenia guzikiem, nawet z pętelką i igłą i nitką! I w tej bajce (znamy ją z przekładu Biernata z Lublina) występuje mądra jaskółka. I tak zupełnie na zakończenie, kiedyś sądzono, że jaskółki nie odlatują za morze do ciepłych krajów, tylko wybiera wakacje w kraju, nawet zimowe ferie, i to niektórzy się zarzekali, że przecież widzieli, spotkali jaskółki nad stawami, czy bagnami… A wiedza ta była powszechnie uznana nawet w XVII wieku pisał o tym fakcie ceniony Gabriel Ręczyński.

Z przekonań ludowych wierzono, że uwicie przy domostwie gniazda przez jaskółki to zwiastun szczęścia i dobrobytu, ale nie żeby tylko to taki rodzaj polisy ubezpieczeniowej, czy zapewnienie znalezienia męża (własnego, znaczy przyszłego).

 

Zapachniało Wam wiosną?

Paachniało, przyjajmniej wtedy gdy to pisałam. No i zapomniałam Wam napisać, wracamy do idei #12 poniedziałków. Jeśli chodzi o prowadzenie budżetu, będzie jeszcze jeden wpis w tej materii.

Reklamy

10 myśli na temat “[406]. [#12 poniedziałków]:Budżet, moje doświadczenia[1].

    1. Cześć Adamie, dobrego czytania i komentowania.
      (Następny odcinek w temacie, już za tydzień).
      Dlaczego sądzisz, że nie osiągniesz poziomu planowania?
      Oczywiście nie musisz, jeśli sądzisz, że nie jest Ci to potrzebne.

      1. Czekając na kolejny odcinek dodam że po prostu próbuję planowania 3 razy w każdym kwartale od 20 lat dorosłego życia. I jeszcze nigdy nie wyszło 😉 Na szczęście otaczają mnie mądrzejsze kobiety.

  1. Rodzinny budżet to faktycznie temat-rzeka jest. I można go rozegrać na zylion sposobów! Znam gościa, który robi tak: dla każdego miesiąca, po stronie przychodów wpisuje swoje miesięczne przychody, a następnie dzieli je przez ilość dni w każdym miesiącu, podobnie robi po stronie wydatków: wszystkie wydatki stałe (tzn. takie, których nie da się obejść: rata kredytu, jakieś ubezpieczenia itd. itd.) przelicza na dniówkę (tzn. ile go to kosztuje dziennie), a wydatki „zmienne” (żarcie, rachunki, transport, chemia etc.) zapisuje na bieżąco i zawsze przelicza na dniówkę. W ten sposób ma wyliczony średni „budżet dzienny”, który mu „wędruje” przez kalendarz, informując go, czy stać go na to czy tamto w danym momencie, czy niekoniecznie. Mi się taka metoda średnio podoba, ale u niego działa bez pudła.

    My z kolei robimy tak: tabelka w excelu, po lewej stronie na górze wpisane salda wszystkich kont (faktyczne, wraz z kartami kredytowymi, kontem kredytu mieszkaniowego itd.), a pod spodem w pierwszej kolumnie po lewej kategorie wydatków (podobne do Twoich, chociaż nie aż tak szczegółowe), a w kolejnych kolumnach – nagłówki miesięcy, dodawane po jednej kolumnie co miesiąc. W miesiącu bieżącym (i poprzednich) wpisujemy wydatki faktyczne, w miesiącach przyszłych – planowane. Na górze, nad każdym miesiącem, wyliczone oczekiwane łączne saldo konta na koniec danego miesiąca. Wreszcie w osobnym arkuszu historia z porównaniem sald wyliczonych i faktycznych (dzięki temu wiemy, jak dokładne okazało się budżetowanie w każdym miesiącu). Na początku plan vs życie rozjeżdżał nam się dość mocno, ale ostatnio zeszliśmy z błędem poniżej 5%, a to już całkiem niezły wynik.

    Dzięki takiemu podejściu trudniej „zapomnieć” różne ważne wydatki, głównie roczne (na przykład subskrypcja Office 365 czy ubezpieczenia aut itd itd). No i doskonale widać, gdzie można próbować zaoszczędzić, a gdzie się nie da.

    1. Po pierwsze dzięki za komentarz. Doceniam, to ważne, rzeczywiście budżet na początku się rozjeżdża. I to część etapu jest. Nie wydzielam racji dziennej, jeśli o mnie chodzi. Myślę, że, u mnie przynajmniej ważna była praca z budżetem. Na pewno wydatki stałe sobie rozpisuje rocznie. A 5% to bardzo, bardzo dobry wynik, gratuluję Wam. 🙂 Kiedy zaczęliście, zacząłeś prowadzić budżet? Pamiętasz swoje zaskoczenia w tym temacie? Chcesz się nimi podzielić?

      1. Kiedy? Nie pamiętam dokładnie, ale pewnie z 10 lat temu, a może dawniej?

        Zaskoczenia… Te trafiają się od czasu do czasu do dziś. Na ogół coś „wyskoczy” znienacka w połowie miesiąca, potem się o tym zapomina, a przy budżetowaniu nagle dziura. Siada wtedy człowiek, przegląda transakcje na koncie, po czym wali się łapą w czoło – no tak, przecież ostatnio kupiliśmy niezaplanowaną naleśnikarkę, czy bilet, czy co tam jeszcze…

        Do miłych zaskoczeń natomiast zaliczamy niektóre wydarzenia rodzinne, na przykład opanowanie nocnika (pieluchy!), albo wyleczenie zwierzaka z przewlekłej choroby (lekarstwa + wizyty u weterynarza też słono kosztują).

        Żeby zminimalizować „niespodzianki”, staramy się co miesiąc budżetować rozsądnie wysoką kwotę na pozycję „inne” 😉

        1. Właśnie!
          To znaczy, to o czym piszesz, zaskoczenia trafiają się zawsze, no chyba, że człowiek wymeldował się z tego świata, tego nie życzę, warto to mieć na uwadze, owe „inne”.
          Natomiast cieszy mnie bardzo „Do miłych zaskoczeń natomiast zaliczamy niektóre wydarzenia rodzinne, na przykład opanowanie nocnika (pieluchy!), albo wyleczenie zwierzaka z przewlekłej choroby (lekarstwa + wizyty u weterynarza też słono kosztują).” Pieniądze, my to wiemy, są zawsze środkiem pomocniczym, wtedy gdy stają się clou, nie tylko radość życia umyka, ale po prostu dzieje się coś nie teges. Nadwyżka na „inne” to jeśli możesz zdradzić, procentowo, ile u Was wynosi? Nie chodzi mi o konkretne kwoty.

  2. Budżet rodzinny postanowiliśmy prowadzić od początku tego roku. Ja osobiście poszedłem na skróty i pobrałem excela od Michała Szafrańskiego. Na początku plik wygląda na skomplikowany, ale dla mnie rozkmina nie zajęła sporo czasu. Obecnie jesteśmy w drugim miesiącu budżetowania i oczywiście mamy spory rozjazd i dużo przypominania na co wydaliśmy tyle pieniędzy. Obecnie staramy się zagospodarować całą kwotę jaką mamy z umów o pracę, starając się maksymalizować oszczędności. Rekordową sumą było zaoszczędzenie 2000 PLN w przeciągu ostatniego miesiąca. Żona ma, jest urodzoną księgową z umiejętnością maksymalizowania oszczędności. Co ważne, oszczędzanie nie odbija się negatywnie na poziomie naszego zadowolenia. Znaczy to tyle, że oszczędzanie nie wpływa negatywnie na nas, czyli nie czujemy się źle bo czegoś sobie odmówiliśmy w imię oszczędzania. Świadomość wydawania pieniędzy to to czego uczy budżetowanie. Dzięki szkicowi budżetu na cały rok, zobaczyliśmy w jakich okresach i ile możemy odłożyć ( na wakacje ), kiedy musimy/możemy wydać ( np. wakacje ).
    Życzę miłego dnia.

    1. To jest bardzo ważne co piszesz, mianowicie oszczędzanie jeśli wpływa źle na poziom zadowolenia, to można/trzeba się temu przyjrzeć, czasami tak po prostu jest i jest to etap, a bardzo często pieniądze gdzieś uciekają.
      Rozjazd mniejszy bądź większy, jest zawsze, tym nie należy się przejmować (para w gwizdek) ale go niwelować i uczyć się z tego rozjazdu.
      A co, prócz rozjazdu, było dla Ciebie zaskoczeniem?
      Dzięki za podzielenie się przykładem, dla mnie bardzo wpierające jest, że tyle osób budżetuje 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s