[399]. Pomysł na refren.

Miejsca wspólne, miejsca spójne, miejsca własne. Przestrzeń. Czas. Nieprzekraczalność i dotykalność. Ruch. Wieczory i poranki nasączone, albo rozmownym milczeniem i spojrzeniem w głąb (i nie chłodzi o warzywne deliberacje: oj kap, kap kapusta głowa pusta jak pisał klasyk). Mierzwieniem, a nie mierzeniem czasu. Ten nie ma tu, ani tam, nic do rzeczy, a za to  wiele do miejsc i do osób, do ludzi. Tętno. Smaki, zapachy, okrzyki.Dania, Zdania złożone w kancik.  Nieprzeczytane książki, nieodbyte rozmowy, przeżuty stra rrr ach! Od wyrzutów (su)mienia woli wolną (wolę), po wyrzut adrenaliny, albo innej liny. Może być (od biedy, lepiej starej) (po)most linowy. Wynik echokardiogramu. Gram życia. Mono- czy w zespole- dram. Radę dam. Dobrze, że linia nie jednostajna. O linie trzeba dbać. Tak, tak. Musi być gruba i wyrazista. Ta, czy inna.

Jak to jest, że rzesze osób, które przecież posiadają:imiona, nazwiska, profesje, zdrowie (mniej, bardziej, w ogóle nie wspomniawszy o strzykanie w szczególe) wzrost (albo spadek), wiek (niekoniecznie XXI, a i ten [ledwie][nad]gryziony), posiadają ulubione: jadłospisy, pomysły, wymysły, marzenia i mrzonki, plany i (rzadziej) [aero]plany drugie, trzecie, kolejne (a to już cała flota), może jakąś przyboczną grypę, i to czego tu nie wymienię i nie zamierzam wymieniać, bo mi czcionka zakwasów dostanie. Jak to jest, że te rzesze ludzi pragną być mądre, no dobrze, może nie tyle nieokreślona bliżej zbiorowość (ale pojedyncza i wielka w swych do-myślnych rozmiar-ach), co ludzie najbardziej, ludzie, a raczej człowiek, w liczbie swej najbardziej pojedynczej i pojednawczej i niepodzielnej, choć czasami niegramatycznymi odważnej: pragnie posiąść mądrość, ale ani jedna osoba z tej rzeczonej ogólności nie pranie być stara, albo nie dostrzega (choć czasami może widzieć, ale nie wiedzieć) że to tran_zakcja wiązana, dwa w jednym (czasami przynajmniej, ale bez gwarancji).

 

Stara, starta, strata. Stara się (wyżej wspomniana osoba) rozciągnąć czas i mięśnie, i co najtrudniejsze perspektywy. Zobaczyć więcej, usłyszeć gęściej. Przeszyć bardziej. A perspektywa nie tyle przeszywającego bólu, co zadyszki odstrasza. Zmarszczki czasu moszczą sobie wilgotne miejsca wokół oczu i ust (jakie szczęście, że nie potrzeba jeszcze botoksu).

Zasobnik na pastylki od złych słów i snów pomniejsza się, a opuszki palców już zaczynają drętwieć na samą myśl upływu czasu i sił witalnych. Jeśli jesteś kobietą, masz obowiązek stać na straży urody, nie przyprószonej siwizna startych, łamliwych, i rzadkich  snów. Jeśli wrzaski to tylko mody. Tej, wiecznie młodej, więc i nie każdemu (każdej) przystoi, nie mówiąc już o dotrzymywaniu [k]roku. Jeśli elegancja, to już patyna, znak poszczególny, naznaczenie, szyk (nigdy przestawny, ale zawsze odpowiedni). To już zobowiązuje, ale i związuje, na guzik z pętelką.

 

Dla pocieszenia na kokardkę. Nikt nie chce być stary. Starty na straty, starty na proch. Och. Miał miał. Taki fail start.

Choćby nie wiem w jakie podarki – osłodzić ten wiek. Czas związany ze stratą w roli głównej. Odchodzą Bliscy i dalecy, znani i nieznani, poznani i nie z szansą i bez najmniejszych, nawet tycich. Fakty stają się dokonane, albo podsypane solą gor(y)czy(cy), która nie tylko w oku, ale i w czynach, mowie i zaniechaniu, czyli nie uczynku. Nadzieje skonanie skostniałe, a przynajmniej anemiczne i mniej skłonne do spełnienia, płynne. Z wiekiem płyny trzeba uzupełniać coraz to częściej. I pamiętać o pigułkach, nie tyle po, co przed, i zamiast. Zresztą kolejność  tak przyimki,czyli wcale. Cale też nie ważne wcale, a wcale, bo rozmiar wszak znaczenia nie ma (Dość za to liczy się objętość, ale o tym sza, cicho sza).  Czyny gęściej mierzą się, mierzwią się wręcz, nie z motyką na księżyc więc, a na pewno trzeba wziąć wymiary  na (za)miary. Traci[my] perspektywy, a zyskujemy korekcje ,  a może prędzej korekcję [wz]roku. Kalendarz staje się krótszy,spróchniały,  i jakby czerstwy. Taki pomysł na re– re-tere-fere –refren. En do po-tęgi, tęgo mylę i myślę na(d)terminami.

Mity i te termity, po podgryzają plany mając nie mały apetyt na marzenia, by skrócić je jeśli nie o głowę, to i o mrzonki i inne korzonki, które jeszcze (i)grają (w zielone). Minę mam nie ten tego tęgą zamyśliwszy nad potęgą czasu przepadku, przypadku, czy lo to sru. Sru potykam się połykając powietrze na zdaje się prostej tej drodze.   Za to chodniki jakby bardziej niepraktycznie paraboliczne, para idzie w gwizdek (a lepiej by szedł w gwizd) miny nierówności każą patrzeć coraz to gęściej, uważniej, praktyczniej pod nogi. Choćby się ich miało w naddatku, albo co gorsza, w niedostatku. Patrzeć zawsze ku. Niezależnie od strefy ciążenia grawitacji zdziwień, znudzeń, pobudzeń, myśli pobrudzeń i strudzeń. Zmarszczki myśli. Gimnastyka znaczenia.  Głębia ostrości.

Ruch, znaczy życie. Ot,

To. Puls. Tętno.

Słyszysz?

Czujesz?

Widzisz?

Dostrzegasz?

Rozumiesz.

Umiesz.

Cykl ruchu. Strzałka czasu.

 

miany -Prze.

 

 

 

A miało być zupełnie o czymś innym.

 

[Wszystko gdzieś w nas, z albumu Drugi oddech, Krzysztof Napiórkowski, źródło nagrania].

 

Zbieżność  i podobieństwo miar  i innych jednostek do osób jest najzupełniej przypadkowe.

 

Zdjęcie miniaturki:

[Whistlers Mother, James Abbott McNeill Whistler, Przedstawiona osoba: Anna McNeill Whistler miejsce stworzenia Londyn, źródło zdjęcia].

 

 

Reklamy

2 myśli na temat “[399]. Pomysł na refren.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s