[272+5]. Przemiany, czyli opowieść o Piotrze Pustelniku.

[Ja, Pustelnik, Autobiografia, wysłuchał Piotr Trybalski, Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski, Wydawnictwo Literackie, 2017, źródło fotografii].

Kto choć trochę interesuje się górami, tematami wspinaczkowymi, wie, czego dokonał, a przede wszystkim, kim jest Piotr Pustelnik. Nie chodzi o to, że zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, czyli zdobycie wszystkich ośmiotysięczników. Chociaż oczywiście nie umniejszam tego konania. Chodzi o to kim jest, kim się stał Piotr Pustelnik. O jego model bycia w górach. (I nie chodzi tylko o to, że swój ostatni ośmiotysięcznik zdobył w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat).  To nie arytmetyka,czy kronikarskie obowiązki (po nich tu ani śladu) chociaż tak są daty, wydarzenia, góry, nazwiska, szlaki, to wszystko tu znajdziemy. Zdobył koronę Himalajów i Karakorum jako trzeci Polak po Jerzym Kukuczce, i Krzysztofie Wielickim.

Autor wspomnień powiedział kiedyś, że nie sztuka być dobrym alpinistą, sztuka być starym alpinistą. Wiadomo, nie od dziś, że to wymagający sposób bycia, który nie wybacza błędów. Na tę książkę, czekałam z niecierpliwieniem, i nie zamierzam tego ukrywać. Oto mamy przed sobą nie tylko fascynującą lekturę, wspinacz dołożył starań by żargon, którym się (nie nazbyt często) posługuje był zrozumiały nie tylko dla osób zaznajomionych z wyżej wymienionym tematem. Choć to sprzyja klarowności narracji, nie to jest najważniejsze. Jeśli miałabym określić co jest clou publikacji, to proces. Wewnętrzna przemiana Piotra Pustelnika, i szczera rozmowa z również Piotrem (Trybalskim), który pozostaje jakoby w cieniu, w tle, dopowiada, dopytuje, nie nachalnie, ani nie na kolanach, jest to równorzędna rozmowa dwóch partnerów.Bez krygowania się, z taktem, i o górach, i o życiu w dolinach (także tym prywatnym, lecz bez zbędnego wchodzenia z butami, w najintymniejsze pielesze).

Rzecz inna, że Pustelnik zaczyna swoją przygodę ze wspinaczką, w czasach, które potem, zostaną określone jako złotą erę himalaizmu. Zaczyna się ten czas, a on, chociaż w nie najlepszej kondycji fizycznej, znalazł się we właściwym czasie, we właściwym miejscu, ale to nie wszystko. To, dopiero początek, początek drogi na sam szczyt góry, i to nie jednej. A jeszcze, by sukcesem zakończyć przygodę, trzeba bezpiecznie zejść, w doliny. I tak, dla niezaznajomionych, poznajemy, albo mamy okazję sobie przypomnieć o (nie tylko polskiej) historii himalaizmu, ale i  zrelaksować, ale i zadumać, dowiedzieć się co wspólnego ma z Piotrem Pustelnikiem Amundsen, jak można wspaniale słuchać (przykład Piotra Trybalskiego) i wspaniale opowiadać (Piotr Pustelnik) także, a może przede wszystkim, o rzeczach trudnych,łucie szczęścia, planach, zwieńczonych sukcesem i porażką, o krajobrazach życia, nie tylko z perspektywy szczytu, ani, z perspektywy wielu (szczytów). Porażka i sukces model tej samej monety. Awers i rewers.  zapraszam do lektury. Polecam uwadze. Dobrą rozmowę, o przemianie, pasji, o życiu.

Jedyną rzecz utrudniającą czytanie są podpisy pod zdjęciami, które potem odnajdujemy w tekście ciągłym książki, tak jak to miało miejsce w przypadku autobiograficznej książki o Jerzym Kukuczce. Cóż, taka moda…

 

 

 

 

 

41 myśli na temat “[272+5]. Przemiany, czyli opowieść o Piotrze Pustelniku.

  1. „…wspinacz dołożył starań by żargon, którym się (…) posługuje był zrozumiały nie tylko dla osób zaznajomionych z wyżej wymienionym tematem.”

    No proszę, jaki zbieg okoliczności; całkiem niedawno pisałem o innym „pustelniku”, z tą tylko różnicą że pan Piotr się wspina, a pan Andrzej – żegluje. Ale – podobnie jak Pustelnik – Urbańczyk również pisze przystępnym językiem, żeby nie przestraszyć nas, szczurów lądowych, tymi wszystkimi baksztagami, falszkilami czy knagami 😉

    1. O proszę, zajrzę koniecznie do Twojego wpisu, myślę, że najważniejsze w lekturze o której piszę, to jest przekaz, i niesilenie się na bycie bohaterem. Żeglarstwo, zwłaszcza samotne jest dla mnie sportem pustelniczym, chociaż po-trosze, każdy sport taki jest.

    1. Tak masz rację, nawet zastanawiałam się, czy o tym nie wspomnieć, wywiad z Kurtyką ma się ukazać w tym roku. Niestety, dokonania p. Wojciecha Kurtyki są bardziej znane za granicą, chociaż mam takie przekonanie, że to dotyczy również (niestety) p. Piotra Pustelnika.

        1. Tak, jeszcze w tym miesiącu. Dokładnie w jego ostatnim dniu. „Kurtyka. Szuka wolności” (Napisana z Bernadette McDonald) Jest już dostępna po angielsku, wieści krążą, że jest to raczej podsumowanie tego, co już wiemy w jednej publikacji, ale jak jest naprawdę, poczytamy, zobaczymy…

  2. Przyznam, że od dłuższego czasu, ukradkiem czytam Twoje teksty .
    Cały czas staram je „oswoić”. W tym przypadku postanowiłem napisać, ponieważ wczoraj skończyłem tę książkę. O Piotrze wiedziałem niewiele ale z telewizji pamiętam osobę niezwykle spokojną i wyważoną, dającą się lubić.
    Pierwszy raz spotkałem się z postacią związaną z górami wysokimi, która nie robi z siebie herosa i kieruje się etycznymi wartościami. Dobrze napisana książka. Dobrze się ją czyta. Książkę o Kurtyce właśnie zamówiłem. ( dowiedziałem się o niej z dyskusji pod tekstem )
    Pozdrawiam.

    1. Cześć Marcinie,
      Miło Cię poznać, widzieć i czytać. 🙂 Miło mi również, że zechciałeś podzielić się Twoimi refleksjami na temat osoby Piotra Pustelnika, po pierwsze dlatego, że jest to dla mnie osoba ważna, ze względu na to co i w jaki sposób robi, po wtóre – dlatego, że mogłabym z powodzeniem podpisać się pod Twoim zdaniem. Również po raz pierwszy spotkałam się z bohaterem książki oglądając film. I z powodzeniem mogłabym sparafrazować Twoje słowa. Spokój, profesjonalizm, świadomość celów i drogi, oraz trudności, które z nią się wiążą. I tak oto zaczęłam poznawać to co i jak robi/ł Piotr. Ze zdumieniem odkrywałam, jak mało znany jest w naszym kraju. Książka, nie była pierwszym zetknięciem z osobą Piotra, ale miło mieć wszystkie fakty w jednym miejscu, pysznie podane, bez emfazy i niepotrzebnej fałszywej skromności. No nie tylko o daty tu chodzi, przecież najważniejsza jest osobowość, byłam ciekawa- przyznam- czy Piotr Pustelnik z filmów i wywiadów, to ta sama osoba, co w książce, oczywiście, chodzi o sposób opowieści, Nie zawiodłam się.
      Myślę, że słowo przyjazny, szczery to jedne z klucze. To nastawienie proczłowiecze czuć. I następna moja refleksja, już na marginesie. Jakże inny odbiór miałam Kukuczki ( https://5000lib.wordpress.com/?s=Kukuczka ), którego biografię czytałam nie tak znowu dawno, czy Rutkiewicz, o której też wiele wiedziałam. I zastanawiała mnie ta różnica w percepcji (nie chodzi mi tutaj o przeciwieństwa, to sprawa o wiele głębsza). I doszłam do wniosku, że:
      góry dla Kukuczki były (nie tylko) sposobem na awans społeczny, z jednej strony (rodzina robotnicza, z drugiej Górny Śląsk), zewnętrznie był postrzegany również jako „chłopak ze Śląska „(Górnego), z drugiej strony autorzy podają, że miał kompleksy bo nie umiał języka angielskiego (którego nota bene uczył się zaciekle) .Z trzej strony, okoliczności zewnętrzne, czyli to ściganie się o p i e r w s z e ń s t w o z Reinholdem Messnerem, człowiekiem zachodu. Człowiekiem Gór.
      Za to Wanda Rutkiewicz, żyła w męskim świecie, przecierała szlaki (dosłownie i w przenośni) w sportach uznawanych za męskie, i tylko męskie. Dlatego też miała gorzej. Do tego moment historyczny, w którym znajdował się nie tylko polski himalaizm, i alpinizm (to jedno) ale również Polska, historycznie. I tu, jak zawsze mamy ścieranie się okoliczności wewnętrznych (doświadczeń i aspiracji) z zewnętrznymi okolicznościami.
      U Piotra Pustelnika było inaczej. Nie tylko dlatego, że moment historyczny Polski był/ jest inny. Nie tylko ze względu na wspomniane okoliczności, sportów wysokogórskich, również ze względu na doświadczenia osobiste (nie tylko na różnice, w wychowaniu, środowisku, etc, co oczywiste). Mam wrażenie, nie wiem, czy tak samo, czy inaczej widzisz to jak ja, Piotr Pustelnik wspinając się, zdobywając góry, udowadniał (coś) konkretnego sobie. Nie musiał walczyć o pozycję, tak jak robiła to Wanda Rutkiewicz z oczywistych względów, ani tak jak czynił to Kukuczka, poza tym, jak zaczynał się wspinać, czynił to w najlepszym momencie himalaizmu i alpinizmu polskiego (co nie umniejsza jego dokonaniom, w żaden sposób) oczywiście może przyczynić się do nałożenia innego rodzaju odpowiedzialności, czy presji, o czym nie wspomina Pustelnik, ale nie musi, może być także środowiskowym wzmocnieniem. Pan Piotr wspomina o tym, że nobilitacją dla niego było wspinanie się z Wandą Rutkiewicz.

      Cieszę się, że dowiedziałeś się o książce (Kurtyki), która wcześniej ukazała się po angielsku. Dyskusje pod tekstem są ważne, można nie tylko dowiedzieć się czegoś nowego, ale również skierować rozmowę na inne tory.

      Ad vocem nowości, w Polsce ukazała się książka
      Maurice’a Herzoga pt. Annapurna, dosyć niedawno (kiedyś wydana przez Iskry) dzisiaj wznowiona przez Marginesy. Z tego co się orientuję, więc nie nowość. Napisz jak przeczytasz wywiad z Kurtyką (swoją drogą też niedoceniany, i bardziej introwertyczny chyba) w Polsce alpinista. Wieść głosi, że to informacje zebrane raczej niż nowość, ale nie przesądzałabym, że jest to stanowi minus tej publikacji.

      Jeszcze raz witam Cię serdecznie, i życzę niech Twój dzień będzie dobry. 🙂 Zapraszam do czytania i komentowania.

      1. Po tak obszernej odpowiedzi, nie sposób nie wciągnąć się w rozmowę. Zgodzę się z Tobą, że pan Piotr nic nikomu nigdy nie udowadniał. Chyba tylko sobie. Poza tym ważny jest fakt, że ma odwagę powiedzieć, tak spieprzyłem. Uderza mnie również jego świadoma samokrytyka oraz trzeźwa ocena swoich możliwości. Dla mnie osobiście, świetne jest zakończenie książki. Trawers Grenlandii i odkrywanie innego sposobu przeżywania. Monotonia wędrówki jako sposób na rozmowę ze sobą. Ten rodzaj dialogu wewnętrznego jest mi szczególnie bliski ( choć w odmiennych warunkach, ponieważ uwielbiam długie wyjazdy rowerem ) i zrozumiały. Poza tym, patrząc ze swojego męskiego punktu widzenia, facet musi mieć odskocznię od codzienności. Tak jesteśmy skonstruowani. Niestety jedni po drodze gubią i rodzinę i bliskich i relacje z nimi. Ważny jest balans.
        Co do Kurtyki to dla mnie postać bardzo tajemnicza. Tak jak z Piotrem, o Wojtku dowiedziałem się z filmu dokumentalnego ( chyba o Kukuczce nie pamiętam już ). Oczekuję, że po lekturze „Sztuki wolności”,poznam pana Wojtka bliżej.
        Odbiór postaci Kukuczki z książki panów Pietraszewskiego i Kortko, był zdecydowanie odmienny i w moim przypadku. Wielu sytuacji nakreślonych tamże nie sposób jednoznacznie określić jako fair lub nie fair. Moim zdaniem, pomimo wątpliwości moralnych, nie powinno się oceniać akcji górski i decyzji tam podejmowanych, jak to czynią niektórzy.
        Oj, rozpisałem się.. ( to niebezpieczne, ponieważ wtedy robię dużo błędów, niestety nie jestem humanistą )
        Tobie życzę również udanego dnia.
        PS. Tak się rozglądam, patrzę w górę i na boki, miło tu..:-)

        1. Cieszy mnie chęć rozmowy, w ten sposób niektóre wątki mają szansę być dostrzeżone, niektóre pogłębione. Miło spotkać kogoś, kto czyta te same książki.
          Pozwól, że odniosę się do tego co napisałeś.
          [W kwestii „udowadniania sobie”] Piotr Pustelnik nie musiał nikomu nic udowadniać, był w innym miejscu, i w innym czasie niż wspomniani już Kukuczka i Rutkiewicz, miał inne możliwości. Nikomu poza sobą. Z książki wiemy, że przez lata toczył wewnętrzny bój, który wygrał również dzięki temu, że spotkał na swojej drodze kogoś takiego jak np Piotr Morawski (chociażby). Porównania w tej kwestii na nic się zdadzą.
          [Samokrytyki]: myślę, że to bardzo ważna umiejętność, nie tylko w górach, ale uniwersalna. I ja to widzę tak jak to przedstawiłeś.
          [Trzeźwej oceny możliwości]. Myślę, że to wyraz pokory, tej niedocenianej,acz bardzo cennej cechy, którą można łatwo przebrać w inny strój, na szczęście Pustelnik tego nie czyni.
          [Odskoczni]. Myślę, i tu w odwód przychodzi np Maslow ze stworzoną piramidą potrzeb,że kwestia, jak to określiłeś, „odskoczni” jest uniwersalna. A to, jaki ona przybierze charakter nie jest przypisana do płci, ale do np zwyczajów kultywowanych w rodzinie, środowisko, itd. Jak wiele kobiet się teraz wspina? Uprawia sporty siłowe, czy to rekreacyjnie, czy to profesjonalnie? Niektóre tak jak np skoki narciarskie nie były przez lata dostępne dla kobiet, ale to nie oznaczało, że one nie miały takiej potrzeby. Analogicznie ze wspinaniem się. To jest bardzo złożona kwestia, bo dotykamy tutaj wielu aspektów. Takich jak moment historyczny, kwestia świadomości itp. także w aspekcie tego, że liczy się nie tylko siła (fizyczna) ale o czym wspomina chociażby Anna Czerwińska w wywiadach, z wiekiem rośnie znaczenie siły psychicznej, o technice nie wspomniawszy. Kukuczka nie wyglądał na predestynowanego do wysiłków górskich (jak piszą sami autorzy książki) a w górach się przeistaczał, tak więc kwestią zasadniczą nie jest płeć.
          Balans, czy równowaga jest bardzo ważna, o czym wspomina, jak wiesz, chociażby Pustelnik. Myślę, że na ile jest to możliwe, do przewidzenia warto by człowiek zawierał związki, zwłaszcza te, które mają ze swej definicji trwać aż do śmierci, w sposób maksymalnie świadomy. Niezależnie czy zajmujemy się zdobywaniem ośmiotysięczników, czy, wytyczamy nowe szlaki siedząc za biurkiem. Łatwo napisać trudniej zrobić. Mam nadzieję, że na tyle jasno się wyraziłam, że intencja jest czytelna.
          [Trawersu]. Także zwróciłam na to uwagę, ale fajnie, że też to zauważyłeś! 🙂 I na myśl przychodzą mi książki nie kogo innego jak Marka Kamińskiego, tyle, że jako komentarz na marginesie. Myślę, że osoby, dla których aktywność  stanowi trzon zawodowego życia bardzo często przechodzą do innych sportów. Tak jak osoby aktywne w młodości, nie porzucają tego spędzania czasu na emeryturze, zmianie ulega nie jej charakter, a sposób, czy intensywność.
          [Osoby W. Kurtyki] także poznałam przy okazji filmu. I także myślę, że jest bardzo skryty, osoby, które się o Nim wypowiadają, jak i On sam, podkreślają, że góry to sposób na życie,to znaczy przyjęcie pewnej filozofii, paradygmatu.

          Myślę, że ciężko się wypowiadać, chociażby na podstawie książek, które są pisane z danej perspektywy, i oceniać, czy coś było, czy chociażby wygląda na bycie fair, czy nie fair. A nawet jak jesteśmy w danej sytuacji, to także nie musi/ nie może być łatwe, czy obarczone błędem. I w tym aspekcie także się z Tobą zgadzam, nie warto oceniać akcji górskich, z tego względu, że bardzo łatwo mówić, a w sytuacji gdy się tego nie doświadczyło (a nawet i to nie daje asumptu do takiego postępowania) jest to i pozostaje tylko gdybaniem.

          Rozpisuj się rozpisuj. Błędy można poprawić, a i one nie są najważniejsze.
          Dziękuję i zapraszam :).

          1. Wydaje się, że p. Wojciech stoi po jasnej stronie mocy: zależy mu na odkrywaniu swoich wewnętrznych światów, nie na zdobywaniu i podbijaniu światów zewnętrznych. Niezależnie od spektakularnych osiągnięć jest po prostu normalnym, trzeźwym, zwyczajnym facetem.

    1. Wieść krąży, o książce taka, że jeśli jest to pierwsza (przeczytana) książka to jest ok, natomiast jeśli kolejna, po Chińskim Maharadży, to już występuje wiele powtórzeń, jaka jest prawda, nie wiem. Dlatego pytam, z jakiej pozycji startujesz. 🙂

      1. Nie nie, jako książka o p. Kurtyce to zupełnie pierwsza. Bardzo się cieszę, że akurat od niej „zacznę”. Kilku poważniejszych „góziarzy” znam osobiście i chociaż różne to osobowości, zawsze wartościowe z nimi spotkania są.

        1. Myślę, że tak czy inaczej warto przeczytać tę książkę. Zwłaszcza, że Kurtyka unika wywiadów jak ognia. Kilka filmów można zobaczyć, i tyle. Jest „Chiński Maharadża” a i ona nie jest łatwo dostępna. Różnice są bardzo wnoszące, chociaż nie jesteśmy, jako społeczeństwo uczone, budowania na nich. Czytałeś coś oprócz „Ja, pustelnik”?

            1. Nie czytałam, więc się nie wypowiem jakie jest moje zdanie na jej temat, ale dzięki, a teraz, co czytasz? (Ja, Pana Lodowego Ogrodu tom II).

              1. Przyznam uczciwie, że słaby ze mnie czytelnik, bo fabularnych rzeczy prawie w ogóle nie czytam (kolorowe gazetki, wiesz, to jest to! ;-))
                A poważniej, teraz kończę „Wspomnienia warszawskie” Słonimskiego i „Bricks and Mortar” D. Pichaske o opuszczonych miejscach w USA i PL (nie wydana w kraju, dostałem w pdfie od autora).
                „Pan Lodowego Ogrodu”, hm… coś mi się kołacze, że chyba znane..

              2. Bele tele try i innej styki nie czytam często, i nie lubię,Grzędowicz będzie chyba jednym z dwóch wyjątków w tym roku, Przynajmniej tak bym chciała. Przyznam, że jakbym miała sięgać po PLO nie w audiobooku było by mi bardzo ciężko. „Wspomnienia” także kojarzę. Słonimskiego również. 😀

              3. Ale mimo tego (preferencji posiłkowych) warto urozmaicać dietę, nawet jakby nam miało coś nie smakować, wzbogacamy się o wiedzę, a raczej jej część, bo przecież na posiłek także składa się metoda przyrządzania. 🙂 Góry mają w sobie coś pociągającego…

              4. A propos „warto”. Jak miałam osiem lat to byłam na obozie, gdzie były nocne warty, a że swojego czasu była popularna zdaje się reklama „z Wartą warto” to stało się to hasłem nocnych wart. Tak mi się przypomniało. Wracając już do tematu, to jestem otwarta na sugestie czytelnicze, jak coś to polecaj. Jeśli masz ochotę oczywiście.

              5. Czasem wolę świadomie przez jakiś czas w ogóle nie czytać. Zgodnie z myślą:
                „Sensei podsumowując
                Powiedział, że możesz
                pół życia poświęcić na to,
                by coś tam kartkując
                dowiedzieć się tyle
                ile mógłbyś spacerując.”
                😉

              6. To co piszesz, jest mi bliskie. I mogłabym o tym napisać, ale wspomnę. W szkole dyskutowałam, z nauczycielką, że w książki nie są najważniejsze. A patrzenie w ten sposób może być nie wspierające. Co więcej, najpierw nie potrafiłam osiągnąć „52 na rok, gdy wyzwanie się pojawiło, a potem przeszłam mimowolnie na ilość, mimo tego, że statystyki czytelnicze (i jakiekolwiek inne) nie są i nie były dla mnie nie tylko najważniejsze, ale nawet- ważne. A w tym roku chcę przeczytać mniej, dużo mniej. 🙂

              7. Ostro. Osobiście nie mam wystarczająco dobrej pamięci, żeby ogarnąć zawartość tego, co czytam, więc czasem zwyczajnie nie doczytuję książki. Potem, miesiąc-rok, dwa później wracam do niej i znajduję zdania (nieraz podkreślone własnoręcznie przeze mnie!), które wystarczają mi, żeby chodzić z nimi przez następne dni. Pamiętam, że czytałem (lub słyszałem) u Kapuścińskiego, kiedy opowiadał, że jakiś pisarz wrócił do książki X i znalazł w niej swoje notatki, których kompletnie nie pamiętał. Może chodziło o Waltera Lippmanna? Nie wiem, musiałbym odszukać… Ale to może też kwestia gatunku prozy, którą się czyta?

              8. Ostro? Dlaczego ostro?
                Ciekawa jestem dlaczego w taki sposób to odbierasz?
                Pamięć jest ulotna, więc wcale mnie to nie dziwi, a jeśli czyta się za pomocą takich wynalazków jak chociażby czytnik e-książek, to nie korzystamy z pamięci kinestetycznej, do czego jesteśmy, w mniejszym-lub większym stopniu, do tego przyzwyczaj_eni/jone. I do tego czas, oczywiście. No i nabywanie nowych doświadczeń. Myślę, że to nie jest zależne od gatunku, ale np od tego, do czego przywiązujemy wagę? Co jest nam potrzebne, ważne, z czym się (nie) zgadzamy?

  3. Dorzucę jeszcze coś do tematu. Bieżące wydarzenia na K2, skłoniły moich współpracowników do zadania pytania, ( pytanie do mnie ) po co ludzie tam idą ? W góry wysokie. W pierwszej chwili nie potrafiłem odpowiedzieć. Wszak każdym kierują trochę inne bodźce. Pytanie skontrowałem pytaniem do jednego z kolegi : a co powoduje Tobą, że muzykujesz ? Chyba zrozumiał. Pasja nie jedno ma oblicze. Drugi chyba nie skumał, ale to już jego problem. Co do książki to jeszcze chciałbym zwrócić uwagę na jedną ważną kwestię zawartą na początku. Czego uczą góry ? I tu jest sedno sprawy. Góry wyciągają z Ciebie wszystko złe i dobre a twoją rolą jest opowiedzenie po której jesteś stronie. Piękne i prawdziwe.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

    1. Dorzucaj, dorzucaj.
      Myślę sobie, że z górami jak z podróżami.
      Mówi się, że podróże kształcą. Oczywiście, tyle, że tylko tych, którzy chcą. To samo odnosi się do gór. Pustelnik o tym mówi, że np mogą być doskonałą ucieczką od życia. A co do samej techniki zdobycia góry… Góry to nie tylko specyficzne środowisko, ale także ciągłe przebywanie z tymi samymi osobami, w ekstremalnych warunkach. Góry to temat rzeka 🙂 Jakby to ująć, monstrualnie. A co jeszcze czytałeś? Czytasz?
      Pozdrawiam! Dobrego dnia również życzę.

      1. Dyskurs rozwija się, jak wnioskuję z postów dzisiejszych.
        Zadane pytania skłoniły mnie do refleksji, co przeczytałem, co czytam, co chcę czytać ? Obecnie jestem w drodze powrotnej do czytania. Urok rodzicielstwa rzadko ma oblicze czytelnika, chyba, że blogów parentingowych :-). Oboje z żoną wracamy do czytania. W momencie gdy na swojej liście czytelniczej zobaczyłem okładkę Ja Pustelnik, zadziałał impuls. Rzadko to robię ale mu uległem….
        Co czytałem:
        Dawniej sporo opowieści ( tolkieny, sapkowskie, jeszcze dawniej Szklarski)
        Z uwagi na malarstwo czytałem też Whartona.
        Trochę historii według Wołoszańskiego.
        Z ksiąg o górach:
        Zaczęło się od „Sygnałów ze skalnych ścian” Wawrzyńca Żuławskiego. Wydanie z opowieściami tatrzańskimi miedzy innymi Skalne lato. Wtedy największe wrażenie wywarły na mnie akcje ratunkowe i tragedie tatrzańskie. A miałem wtedy … nie pamiętam ile lat.
        Później na pewno coś było ale nie pamiętam wiele.
        „Lśniąca Góra” Petera Boardman’a ( piękna góra, Kurtyka zrobił tam wejście w akcji non-stop )
        Poźniej gdy zainteresowałem się biografiami:
        „Kukuczka” ale to już wiesz
        „Atak rozpaczy” Hajzera
        ( mało tu kobiet ale Anka czeka )
        To takie pozycje najważniejsze dla mnie. W planach wiele więcej. Dzieci podrosły i czasu na czytanie mamy więcej. Nawet z chłopakami zaczęliśmy słuchać płyt!!!
        Co czytam?

        Ostatnio na pierwszym miejscu są biografie ( od niedawna )

        Zaczęło się od „Beksiński portret podwójny” Grzebałkowskiej. Jeżeli chodzi o Beksińskiego to chłonę wszystko filmy, audio, teksty wywiady itd. to takie moje zboczenie 🙂 Uwielbiam Zdzisława i to nie, jak by można sądzić, za malarstwo. Przede wszystkim za jego profesjonalizm i … ale to już zupełnie inna opowieść. Napiszę tylko, że przesłuchałem całą fonotekę pana Dmochowskiego umieszczona na jego stronie ( coś ponad 100 godzin, ale w pracy mogę, więc korzystam)

        Następnie znów historia i tutaj znów pojawi się Grzebałkowska ze swoim „1945. Wojna i pokój”.

        Szczególne miejsce ma u mnie Stasiuk. Tutaj tylko na razie dwie pozycje ” Wschód” jak na razie najlepszy i oczywiście ” Jadąc do Babadag”. Druga pozycja to inspiracja do podróży, którą już zaplanowałem i miała się odbyć kilka lat temu ale nie zdecydowaliśmy się obarczać naszymi marzeniami nowo narodzonego dziecięcia. Do zrobienia.

        Oprócz powyższych dużą dozę ekscytacji dały mi książki Kaczkowskiego ( księdza ) a raczej wywiady z nim. Jan pokazuje jak poukładać.

        Dodatkowo, poradniki fotograficzne, albumy malarstwa, książki jak żyć, ….instrukcje serwisowania amortyzatorów Rock Shock :-))))))

        zapomniałbym, blogi, dużo blogów (sic!)

        się rozpisałem…..

        Z uwagi na porę życzę spokojnej nocki i dobrego dnia.
        Pozdrawiam.

        1. Myślę, że te pytania (chociażby o czytelnictwo) są ważne, tyle, żeby się nie dać zwariować. O czym już pisałam, ja popłynęłam, w któreś to edycji 52/52. I z perspektywy czasu, wiem, że to podejście obecnie się u mnie (przynajmniej) nie sprawdza. Z tym, że pytania dalej zachowują swoją aktualność. Tyle, że lista jest, ale krótka. I (jak zawsze) otwarta jestem na sugestie, ze strony osób, z którymi dyskutuję o książkach. (Chociaż na blogu o nich piszę mało, i także nie o wszystkich, które decyduję się przeczytać). Jakże fascynujący temat poruszyłeś! Powrót do czytania! I jakże, moim zdaniem niedoceniany. Tyle mówi się o promocji czytelnictwa, a o tak ważnym wątku, przynajmniej z mojej perspektywy, cicho- sza. I nie jest to piosenka Turnaua. 🙂
          O ja też przeczytałam Tolkiena (ale Trylogia mnie, przynajmniej, nie przypadła do gustu, może przeczytałam ją za późno?) Za to wątki autobiograficzne Tolkiena mnie zaciekawiły. Przeczytałam też parę lat temu, dobrych, Sapkowskiego, który zauroczył mnie językowo (Saga o Wiedźminie) i koncepcją opowiadań, Trylogia, tym razem Husycka, podobała mi się o wiele mniej. I zadaję sobie pytanie, czy miała znaczenie kolejność czytania, czy to kwestia wysoko postawionej poprzeczki, czy może temat, w moim mniemaniu nie tak atrakcyjny? odczytania Braci Grimm na nowo. (Oni też mieli ciekawą biografię, ale o tym też wspominałam). Szklarski (cykl o Tomku Wilmowskim) jest już klasyką. Zdziwiłam się, że autor napisał te wszystkie tomy (sic!) nie ruszając się ze swojego mieszkania. W sensie geograficznym, a nie motorycznym. Nie chodzi o to, że tak jak Prus lubił siedzieć w swoim pokoju. Kaczkowskiego (księdza) też kilka książek zdarzyło mi się przeczytać. [Swoją drogą jak przeczytałam Twoje zaznaczanie, to zaraz pomyślałam, że chyba słuchasz Trójki]. 🙂

          Z książek o górach, czytałeś może wielokrotnie wznawianą „Wołanie w górach”?
          Co do biografii po latach mi przeszło.Trudno znaleźć bezstronnie napisaną.
          „Beksińskich portret podwójny” też przeczytałam.
          A 1945, czeka.
          Jeśli lubisz/ lubicie biografie, dzienniki to polecam dwie:
          Dziennik Pilcha, niby z czasów choroby, ale zadziwiająco tam dużo o czytaniu (właśnie). Bardzo mnie cieszy fakt, że choroba jest jednym z puzzli, i wcale nie najważniejszym.
          Druga książka, to niepozorna Janusz Limona, prowadzącego także dziennik. O czym wspominałam tutaj. Jeśli zaś lubicie eseje o sztuce, to polecam, zapomnianą dzisiaj Pollakównę , albo Obronę żarliwości, Zagajewskiego. A „Białą gorączkę” czytałeś? No i oczywiście Wołoszańskiego też zdarzało mi się czytać.
          Jakie masz refleksje (o ile chcesz się nimi dzielić, wszystko w wolności) odnośnie powrotu do czytania?
          Co do muzyki nie umiem, a może nie chcę poruszać się w granicach gatunku.

          1. Dzięki Twojej odpowiedzi, pokuszę się stworzyć szkic listy czytelniczej na ten rok. Pewnie znajdą się tam książki, które polecasz. Na razie z uwagi na to że mieszkam w inne miejscowości niż przed laty postanowiłem, mając na uwadze minimalizm, zamiast kupować niezliczone pozycje, zapisać się do biblioteki tam gdzie mieszkam obecnie. Jakoś nie przyszło mi to do głowy wcześniej.
            52/52 tu mam ambiwalentne odczucia. Na taki projekt się nie zdecyduję.
            [powrót do czytania]
            Jestem uzależniony od czytania, i niedawno ciągle byłem na głodzie. Ratowałem się czytając w sieci, w pracy ukradkiem. Tak pomału wsiąkałem w blogi. Powrót do czytania to jak powrót do domu z długiej podróży. Poznajesz stare, dobrze znane miejsca, zwracasz uwagę na to co się zmieniło podczas twojej nieobecności. Niestety drogę do domu pozarastały zielska i krzaki, więc nie jest łatwo, Wchodzisz w znane przestrzenie, robisz porządki układasz wszystko na swoją modłę. Biorąc pod uwagę nabyte doświadczenia, układasz plan jak to obecnie ma wyglądać, bo dookoła sytuacja się zmieniła. I zaczynasz, zaczynasz czytać, czytać dzieciom, czytać sobie. Ja przykładam się do tego aby dzieci częściej widywały mnie z książką niż z telefonem i to daje efekty.

            Pilcha nie mogę oswoić, może to jeszcze nie ten moment.
            Tak wychowałem się na Trójce, ale dopiero w momencie gdy świadomie zacząłem słuchać muzyki. Obecnie słucham bardzo wybiórczo.
            „Wołanie w górach” nie ale pewnie przeczytam.
            Muzyka dla mnie rozciąga się od Szostakowicza przez The Prodigy, Metheny’ego po Royksoop, z wyłączeniem poleczek i walczyków. Bez barier.
            Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia.

            1. Myślę, że biblioteka to rozsądne miejsce, dzięki niej można spokojnie sięgnąć po tę z książek, po którą w innych okolicznościach nie miało by się okazji, chociażby dlatego, że by się o niej nie wiedziało.
              Mam „system” kupowania książek. I na blogu też pisałam o moim sposobie tworzenia list, jeśli chcesz, możesz skorzystać, spróbować, czy to rozwiązanie u Ciebie się sprawdza.
              Także mam co najmniej ambiwalentne odczucia co do rozwiązania 52/52.
              A co, z Twojej perspektywy, zmieniło się najbardziej?
              A co z tych rozwiązań Cię wpiera, a co utrudnia czytanie?
              Także słuchałam Trójki, uważam, że tak naprawdę w muzyce gatunki nie są rzeczą najważniejszą, ale pełnią rolę komentarza na marginesie. Tak by sobie pewne rzeczy przyporządkować, ale niekoniecznie się w nich mieścić. Nie wiem, czy to co napisałam jest jasne.
              Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
              Aha, jeśli Pilch Ci ciężko przychodzi, tak jak podobnie i mnie, to myślę, że Drugi Dziennik na oswojenie się z jego pisaniem może być dobrym wyborem, acz mogę się mylić.

  4. „Wyskoczę” z odpowiedzi bo rozciąga tekst. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem pytanie, ale zapewne chodzi Ci o zmiany w czytelnictwie lub powrocie do niego. Nie zastanawiałem się nad tym. Na Pinterest widziałem kiedyś jakieś listy must read czy podobne. Może to pozwala poukładać w głowie co czytać. Nie przyjmuję na razie żadnej strategii. Obecnie wydaje mi się, że nie potrzebuję zewnętrznych bodźców stymulujących potrzebę czytania. Głód jest bardzo silny.
    Czy można prosić o link do wpisu o tworzeniu list. Nie mogę znaleźć. Przybliż proszę ” system” kupowania książek. Chyba, że masz o tym tekst.
    Dziękuję.
    Życzę miłego dnia.

    1. Cześć,
      Mam nadzieję, że Twój dzień jest dobry. Rzeczywiście zagnieżdżanie komentarzy nie jest tu dobrze zrobione, i po pewnym czasie się one rozjeżdżają, dlatego warto zakładać nowe wątki. Niby mogę to z poziomu administratorki zrobić tak, żeby było powiedzmy trzy, czy cztery komentarze do jednego wątku, ale wierzę w osoby czytające, że potrafią, chcą zadecydować same.
      Chodziło mi o to, z sięganiem po książki, po przerwie:Czy coś się zmieniło? Z treści? Sięgasz po takie, których byś nie przeczytał wcześniej? Czy zmienił się język, którym posługują się autorki/ autorzy? Czy np dysponujesz czytnikiem, i sięgasz po te, elektroniczne, albo po książki czytane (audiobooki)? Czy forma czytania predestynuje treść? Wiem, że dużo pytań, dlatego, że Twoje doświadczenia takie właśnie są. Jeśli zechcesz odpowiedzieć, w wolności, oczywiście. 🙂
      U mnie zarówno eksperyment 52/52 nie przyniósł oczekiwanych elektów, tak jak powszechnie tworzone listy must read, więc zrobiłam swoją. Oto tekst, który może być pomocny do tworzenia list czytelniczych, albo chociażby, do zastanowienia się nad tematem. Proporcję dobieranych książek, mogą być różne tak jak kategorie. Do tego, o czym piszę -w tekście, nie warto robić sztywnych, długich list.

      Co do kupowania książek. Nie wiem, czy słowo system nie jest za szerokie, ale, oczywiście podzielę się jeśli chcesz.
      Po pierwsze tworzę sobie listę wstępną książek, które chciałabym mieć na własność. Kryteria „wciągnięcia na taką listę mogą być różne. W moim przypadku jest albo jeden albo drugi, albo dwa razem. I tak, albo spędzę z daną pozycją tyle czasu, że trzeba będzie przedłużać dany tytuł wielokrotnie w bibliotece (o ile ona tam jest), albo sięgnę po nią więcej niż trzy razy. I tak oto, powyższe założenia pozwalają mi na wstępną eliminację.
      Wcześniejsze stworzenie list: Chciałabym mieć, zastanawiam się nad kupnem: mają w moim poczuciu tę zaletę, że mam tytuły pod ręką, mogę np przyjrzeć się im, mam pod ręką, i bez uszczerbku np wyrzucić, co minimalizuje koszta finansowe, do tego jeśli ktoś/ia mnie pyta jaką książkę chciałabym dostać (co bardzo rzadko), to mam w miarę gotową odpowiedź. To rozwiązanie pozwala na minimalizację szybkiego kupowania książek pod wpływem np „promocji” bo wiem, np. jeśli mam listę, czy cena danej pozycji uległa zmianie, a jeśli tak, to jakiej? Itd.
      Oczywiście to rozwiązanie może się sprawdzić w moim przypadku, ale czy sprawdzi się w Twoim? Do tego wiem, że takie podejście wymagało, przynajmniej ode mnie- u Ciebie może być inaczej- praktyki i cierpliwości.
      Pozdrawiam, i życzę dobrego dnia, wzajemnie.

      1. Witam.
        Kolejny piękny dzień. Mam nadzieję, że dla Ciebie też.
        Do meritum.
        Czy coś się zmieniło ? Może to mało ważne, ale bardzo dużo książek jest drukowanych na kiepskim papierze. Wiem koszty, ale jakość też jest ważna. Co zmieniło się w treści ? To zależy co czytamy. Zauważyłem w obecnych czasach chęć pokazania wielu stron wydarzeń historycznych ( Tokarczuk, Grzebałkowska ) w inny sposób, z innej perspektywy, co wzbudza skrajne emocje. Język pisania w mojej opinii zmienił się, ale to proces, który trwa i będzie trwał.
        Czy sięgam po pozycje, których wcześniej nie przeczytałbym, tak biografie. Po raz pierwszy czytałem kryminał ( sic!). Na razie nie będę sięgał.
        Dysponuję czytnikiem, niestety jest to czytnik niskiej jakości, kupiony z ciekawości. Miałem okazję używać Kindle i myślę, że ta technologia jest rewelacyjna. Nic nie zastąpi papieru, ale względy minimalistyczne powodują, że biblioteka w torbie jest przyszłością, z którą nie będę walczył. A książki tradycyjne ? Do końca życia będę miał na półce. Są jak w muzyce winyle, w fotografii błona fotograficzna i papier światłoczuły.
        Audiobooki. Tu miałem styczność z tylko jedną pozycją. „Zmagania o Beksińskiego” Piotra Dmochowskiego. To nie był dobry pomysł. Książka, przynajmniej na początku pełna żali do świata ( tego nie lubię ), i czytana przez pana, nazwiska niepamiętam, którego maniera czytania mnie drążniła. Cały czas miałem wrażenie, że robi to od niechcenia i jest nieprzygotowany do czytania. Brrrr…
        Czy forma predestynuje treść? Za mało doświadczenia by się wypowiadać.
        Twój ” system” kupowania, trochę przypomina mi mój sposób wybierania fotografii. Analogia może zgrubna :-). Najpierw impuls ( najszerszy zbiór ), później jakość ( czy jest poprawna ), następnie dokładne porównania, dokładniejsze odczucia, finalne zatwierdzanie ( najwęższy zbiór ). Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

        1. Cześć,
          A dziękuję dobry.
          Myślę, że papier jest ważny, zwłaszcza jak się podróżuje z ksiązką, lub czyta więcej niż dla przyjemności.
          Kryminałów nie lubię, to znaczy nie wnoszą na razie nic do mojego życia czytelniczego, czasami za to wolę go obejrzeć niż przeczytać.
          Co do czytnika to polecam uwadze rozejrzeć się nie tylko za Kindle, dlatego, że do tego urządzenia jest przypisany tylko jeden format, co na dłużą metę może być nurzące. To nie jest wszak moja refleksja, ale osób mnie otaczających. Tak, są czytniki kiepsko wykonane, które zaprogramowane są w ten sposób, żeby obsługiwać mnogość formatów. Tak, że radzę uważność przy wyborze, ale także mieć świadomość, że istnieje nie tylko Kindle.
          Co do książek audio, istnieje jeszcze jedna zmienna lektor/ka i sposób czytania, prowadzenia niejako osoby, która jest przy lekturze. Dla mnie słuchanie książek jest również ćwiczeniem.
          System kupowiadania książek. Hmm nie wiem, czy analogia jest trafna, czy nie. Z jednym zastrzeżeniem, nie raz to jest wspomniany przez Ciebie impuls, ale bardzo często już znam upodobania czytelnicze, więc ów system stosuje dlatego, żeby chociażby, ograniczyć ilość humbugów w swojej czytelniczej biografii. Wielu książek nie mam, a chciałabym mieć. Wiele także pożyczyłam na wieczne (jak się okazało) nieodddanie.
          Również pozdrawiam i życzę dobrego popołudnia.

Odpowiedz na dychadziennie Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s