[395]. Lekko, łatwo i przyjemnie.

Dziś lekkostrawne i krótko. Pod moje palce trafia pudełko. Okazuje się,że w nim, a jakże!- jest srebrny krążek nie jestem zdziwiona ani trochę gdyż stoję przed regałem z płytami. Ani tym, że materiał na nim (tym krążku oczywiście) jest sprzed lat trzynastu. Nie rozumiem tego pędu by słuchać nowości, nowości, aż tu nagle okazuje się, że to tylko to, czym się otaczamy to jakieś gorące, ba wrzące, które musisz, chcesz, konieczności.

Z drugiej strony, nie myślę, by zanurzanie się w klasyce było jedynym słusznym wyborem. Chcę powiedzieć, że zapominamy o tym co zostało nagrane, zapisane chociażby przed dekadą. Czas płynie wartko.

 

Przedstawiam bez dalszych wstępów i występów. Bohaterkę dzisiejszego artykułu:

Miroslav Vitous, Jan Garbarek, Chick Corea, John McLaughlin, Jack DeJohnette i Universal Syncopations. I chociaż album ten nie ma wysokich notacji. To moim zdaniem choćby dla przyjemności, czy zaznajomienia z gatunkiem można niezobowiązująco posłuchać. Nie wiem, czy jest to wystarczająca rekomendacja. Szczerością nie ma się co podpierać, ani pocieszać. Pora jednak się streszczać:

1 Bamboo Forest 4:38
2 Univoyage 10:54
3 Tramp Blues 5:19
4 Faith Run 4:58
5 Sun Flower 7:21
6 Miro Bop 4:03
7 Beethoven 7:19
8 Medium 5:10
9 Brazil Waves 4:26

Każda przygoda, czy to z muzyką, plastyką, akrobatyką, czy czytaniem (ze zrozumieniem) koniecznie musi mieć, nie nie punkt wywrotny, czy zwrotny, ale początek. Nie trzeba płyt ambitnych brać od razu na warsztat, z drugiej strony, dlaczego nie? Chodzi o przyjemność smakowania, a gustu, czy też umiejętności słuchania (w tym przypadku) nabiera się z czasem, wysłuchaną ciszą i wciskanym hałasem. Przeżeglować między dźwiękami dobrymi, między nietrafionymi w kontra i punkt. To truizm. Być mnożę, ale ważny. Przecież dopiero z hektolitrami wysłuchanej muzyki mamy szansę, się dowiedzieć, co jest ozdobnikiem, a co treścią, nie powinno nam to odbierać przyjemności z poszukiwań, a zaChwyt nie musi zawsze trzymać wysokiego C (albo w tym przypadku Z). Nie trzeba wymyślać koła, nawet krążka srebrnego. Oczywiście można się zachwycić wszystkim, albo prawie, gusta są różne, można się bez napinki i spinki nauczyć słuchać muzyki, a jazz nie jest (i nie musi być) skomplikowany, ani zbytnio prosty. Poznawanie czegoś też może być przyjemne. Truizm? Może być.

[Universal Syncopations, Miroslav Vitous, Jan Garbarek, Chick Corea, John McLaughlin, Jack DeJohnette,ECM, Oslo, 2003, źródło zdjęcia].
A jakie są Twoje płyty, którymi chciałabyś/ chciałbyś się podzielić? Cieszmy się dźwiękami. Splotami, tropmy radości. I żeby się nauczyć smakowania, poszukiwania i znajdowania.

 

 

 

Reklamy

9 myśli na temat “[395]. Lekko, łatwo i przyjemnie.

  1. W Garbarku chyba najbardziej uwielbiam, ze potrafi szanowac kazda nute. I kazda pauze. Jedna z moich ukochanych plyt, ktora zmienila moje zycie na zawsze, to Twelve Moons. Norweska scena generalnie urywa dupe przy samych uszach. A juz 5 lutego w Gdansku 1 raz w Polsce Molvær! Szkoda, ze nie moge tam byc…

    1. Stefku. Garbarek na tej płycie, moim zdaniem wypadł najlepiej. Moje pierwsze zetknięcie z tym Artystą to chyba Visible World. Twelve Moons zaczyna się monumentalnie. Najlepiej chyba słuchać gdy już zmierzcha. Inna sprawa, że jazz norweski jest teraz modny, ale też mają wielu mocnych zawodników.
      A słyszałeś „One-Armed Bandit” (Jaga Jazzist) ? To też z kraju na N…

      1. Jeszcze lepiej w dobrych sluchawkach, zeby odizolowac sie od swiata kompletnie. Moda mnie nigdy nie interesowala. Albo ktos jest dobry, bo jest dobry, albo niech spada na drzewo. Jak na przyklad to dziwadlo Gregory Porter. Ale wracajac do JJ… ta plyta ma kilka niezlych smaczkow (jak np. Banafluter Overalt), ale tytulowy numer jest dla mnie za bardzo Nu/Acid. Ja to tak bardziej w strone Espen Eriksen Trio. Na styczen akurat mi pasuje ostatnia plyta (chociaz ma juz kilka zim) o wymownym tytule Never Ending January. Ale jak juz sie skonczy styczen, mozemy wypatrywac maja i nowego albumu EET + Andy Sheppard. Moze byc ciekawie.

        1. Nie chodzi mi o to, czy interesowałeś się modą, czy jednak nie, jednak to co jest modne, odciska się mniej lub bardziej na teraźniejszości. Dzisiaj przemknęła mi przez uszy Baluji Shrivastav & Re-Orient – czyli: Hossam Ramzy, Andy Sheppard, Guy Barker sprzed dwunastu lat, słyszałeś? Chociaż to całkowicie inna bajka od powyższych.

          1. Czasem lubie takie etniczne klimaty. Tez jestem dzisiaj jedna noga w 2006 za sprawa debiutanckiego albumu The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble. Druga noge wkladam w Mount Fuji Doomjazz Corporation (a to glownie dlatego, zeby mi sie nogi nie rozjechaly za mocno).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s