[…] I wiesz[cz], co jest grane. Absu[ra]da(va)lium (#3).

 

Stolik,w barze, tuż za rogiem. Tłok. I (złudzeń cierpko-słodki smak) i small, tłook? talk, czyli wałkowanie tych samych tematów(przez [kanciasty, albo okrągły, zależnie od tego czy jest przystępny, posępny, czy przestępny] rok. Przez tego i owego, czy tą, a może tamtą? Ten tego… Hmm. Chroniczne zapalenie dat. Czasu, czasu szmat. zmarszczka ledwie.   Pada ten i ów z nad_ miaru płynów i niecnych zmierzwionych, niedopitych, podjętych, nie podjętych? Wciętych, tych i tamtych zamiarów wymiętych, pada deszcz, waluta wypluta pada, wpada wypłata, padają słowa tułacze (już tłumaczę) i tamtejsze,  i wczorajsze, i  sprane,  sprawne (nie dość), czy czerstwe i dzisiejsze, nie jedno faux pas, też pada, z ripostą bez szans. I pada zmrok. Mrok. Mrok sączy się z nad kieliszka.  Sączą się płyny i słowa, słowa, słowa… Roz…Mowa. Mowa. Mowa. A z głośnika się wymyka muzyka i rytm pyka,pyka, tka się tka na przykład taki gładki… Gadki, gadki, gadki… Toczy się, toczy smer, szmer, ciarki, zamiarki, miarki, mary, zamiary…

[Jak na lotni, Andrzej Zaucha, źródło nagrania].

 

—W życiu harmonia jest najważniejsza. Powiedział akordeonista. Ten, albo inny zupełnie. Choć…

Choć…- podjęła Maria, nie skupiając się zbytnio na temacie rozmowy- Wolałabym stracić głowę z miłości…-Rzuciła beztrosko i jakoby do siebie,zapewne od nie -chcenia poprawiając perukę i upudrowaną facjatę przeglądając w puzderku.

Mario Antonino. Nie pożyjesz ty długo jeśli będziesz prze-(hyp)-rywać w pół słowa! Ot, rozmowa… Mowa-tratwa, drętwa, trawa, jak czci-na na wietrze. Zwietrzę tu nudę.

— Kto szedł na wietrze? Spytał muzyk nie dosłyszawszy, sensu.Siedział jak krótki, idąc do meritum i nie zmieniając metrum rozmowy.

— Jak to kto? Ten człek, który pożegnał się ze wszelkimi skalami….

— Hę?

— Pa, pa, Pascal. -scalając w wyrazy, w zdanie rzucił kto z głębi sali.

— Ja, nie Tadeusz Przerwa- Tetmajer, oburzyła się niemrawo i poniewczasie Mania…Chociaż, może wtedy nie zdążą odczytać wyroku śmierci? – Broni się   przykrywając zmęczenie,czy zmieszanie, a może zmęczenie zmieszaniem?  Nazbyt pospiesznie nerwowym śmiechem. Echem, a może czka, czka, czkawką? Mieszając kolorową ciecz w nazbyt cienkim, rozszerzanym ku górze kieliszku.

Aaa W życiu najważniejszy jest czas…Tylko gdzie ja go zapodziałem? W zacerowanych kieszeniach go miałem, z marszczkach snu, a może tam, tam, a może jednak na wznak tu. Nie widział/a ktoś/ia? Pytał gorączkowo Proust. Psyt.

— Psyt! Syt. Syt.Widywałem, a może zwidziało mi się, że widziałem, tylko Lalki i Em, emancypantki, powiedział Aleksander… Albo… Bolesław? Albo nawet mało apetycznie apatycznie zakrzyknęli razem, nadwyrężając znużony wzrok przesuwając go po  personach, kotarach i zasłonach.  Ej, Może jest u Einsteina? On pracuję teraz co prawda nad masą do kwadratu…

— To na pewno  kwestia pracy u podstaw, choćby pod zastaw, to kwestia gramatematyczna. —Wtraciła rzeczowo Elizawita Pawłowska herbu Korwin, primo voto Orzeszkowa, secundo voto Nahorska— Paste tense ma sens!

-Najpierw masa, potem rzeźba, tylko kto/sia to pierwszy powiedział/a… Mitoraj, czy Abakanowicz? A może Michał co (nie) był Aniołem… ? Nie pamiętam, w  każdym razie należy dbać o linię. Zadumał się Bonaparte. Taki mi to raj gdzie trzeba używać schodów nieruchomych, prze-truchtać się chociażby tak z ósmego na parter codziennie, w ramach dbania o demarkacyjną linię talii. I nie Italii, nić z tego  żadna szyta na miarę wyprawa, geografia wzruszeń, wyruszeń żadna, tylko centymetry w udach. Ach, może się uda. Taki lajf jak to mówią dzieci wiosny,westchnął, wsuwając kolejne już ciastko.  Tak, tak- ciągnął dalej- Należy dbać o linię….Pochłaniał ciastko z bitą śmietaną. Ubitą niezaprzeczalnie śmiertelnie.

—- Linia powinna być gruba i wyrazista, chociażby rzęs, czy to ma sens… westchnęła MariA. Ech, już dawno zaleciłam danym poddanym, jak nie mają chleba niech jedzą ciastka, jak pan.

—No tak,kto jak kto—  podjął Napoleon, puszczając dym z fajki i słowa Marii Antoniny mimo uszu.  —Ty masz go pod dostatkiem. Czasu znaczy, szczęśliwi nie łapią, znaczy nie obłapiają znaczy, nie gubią, nie zliczą Usermaatreasie Ramzesie II Wielki. Nie jedną piramidkę mógłbyś sobie strzelić. I nie była by to piramidka herbaty…Chociaż na pewno z prądem! No przyznaj się, co łykasz na długowieczność? Jakiż to suplement diety, dietę masz pokaźną, poselską, znaczy drakońską, faraońską…

— Prąd to mam we członkach, artretyzm mnie nadgryza, ząb czasu, a może  i cały zębów garnitur, nie tkniętych pruchnicą, dlatego, że pleciesz wać pan piramidalne bzdury, bajdurzysz. Nużysz, i chytrą hydrę masz w głowie Napoleonie, niech ci ją urwę, niech ci ona spłonie. Ciepłej herbaty Ci wlać w termos i zapatrzeć w gorące kalesony. A przede wszystkim wybić Ci ten marsz na Rosję, imaginuj sobie wszak już Karol, ten król szwedzki się przejechał na tymże  przemyśle, pomyśle.  Wyszedł był jak Zabłocki na mydle…

—- Przemyśliwać nie ma co. Był już taki co powiedział co wiedział. Myślę więc jestem i zniknął był w niebycie takie to miał krótkie życie, tycie, tycie. Był, był i krótko tył. Taki pokarm dla duszy go skruszył.  Nie mydl mi pan  uszu, bo oczu nie musisz mydlić, same łzawią od dymu, ani innych członków, które moje są nie myl i nie mydl…Wiadomo nie od dziś, że kąpiele szkodzą niebanalnym zapachom naturalnym.. Ramzesie, ad rem, ja krótko śnię i śpię, to 9z]jawa, wyprawa. Rosja, postanowione! Aaaale on, tenże, jak powiadasz,  Karol, o którym wspominasz nic nie przemycał był! Nie miało więc mu się co roztopić, więc jak?

—Napoleonie! O Losie! Rozsądek jemu, jak i Tobie się roztopił. Rosja, Piotr Wielki! Porażka… Historia lubi się po…

—A no właśnie, Wielki.Wielki. Zamyślonym głosem podjął Francuz. A jam, choć wielki, to ciągle (za)mały. I tak pozostanie, chociaż mam te 168 ,a dokładnie 168, i p ó ł    centymetra wzrostu. No i pieróg jeszcze dodaje swoje pięć! Rosnąc, rosnąć mam chęć.

— Ni w pięć, ni w dziewięć…  I czasami cylinder, nieprawdaż? Za to palto pana wyszczupla. Rzekła konspiracyjnym tonem Maria Antonia Josefa Johanna von Österreich Ale to był szept teatralny…Stęchły i banalny. I w gwarze (choć nie wiadomo, którego języka,choć przydało by się, by swój osobisty, czasami trzymała za zębami, własnymi, rzecz jasna) W gwarze, hałasie, , czy zamierzeniach niedosłyszany zamilkł…

— Nie ma to jak pisać życie jak z nut. – Podjął temat melodyjnie Bach, i nieopatrznie potknąwszy się o inter_ wał, czyli o jakąś kłodę która leżała niechybnie całkiem spokojnie i niezaprzeczalnie, a może to była fałszywa półnuta niezrozumienia wiadomo tylko jedno Bach zrobił bach… Aż rozdzwoniły mu się wszystkie zęby. Choć cicha rozbrzmiała polifonia. Symfonię swe słyszę ogromną. Omm. Ommm. Wyseplenił do siebie.  Plomba mi ledwie z piątki wypadła… Adła. A tym wieku (jak z resztą i bez reszty w każdym innym) zabieg niebezpieczny,  taki spadek formy, choć u fowistów się sprawdził, ale w skutkach swych fizjologicznie identyczny, gdyż trzeci komplet kłów nie rośnie… Przynajmniej za darmo.

—- Tobie dobrze mówić, Janie Sebastianie, Ty masz nawet muzyczne nazwisko, nie wspominając koneksjach. Cała gamma muzycznych skojawrzeń. Wejrzeń… Znaczeń. Rodzina… Ach ro…

No tak, kąśliwie podjął Bach, ach, w życiu najważniejszy jest takt. Napoleonie, a tego najwyraźniej Panu brak. I nie chodzi o posłuch muzyczny, czy klucz wiolinowy identyczny… W życiu, najważniejszy jest, podjął niestudzenie…

(…) upamiętnienie miejsca urwania filmu

 

 

W życiu najważniejsza jest przestrzeń, a właściwie p r z e s t r z e n i e (nie mienie). Wymamrotał półsennie Stefan Banach, niedbale otrzepując się z resztek snów i słów, zsuwając się z (nazbyt wąskiego) łóżka (boleści- a imprezowało się wczoraj w Szkockiej, imprezowało, oooo, nie jedno rozbroiliśmy, rozebraliśmy… Równanie- zamarzył macając swą głowę,czy nadal jest na przyzwoitym miejscu). Wzuł buty, tą parę, którą pożyczył od mistrza van Gogha, no może nieco sfatygowane, dumał. Ależ czego się spodziewać, po używanej parze kupionej na jednym z pchlich targów paryskich, do tego  przemoczył je intencjonalnie, bo przecież były mało przedtem zmęczone używaniem….Zaczął się zżymać sięgając po pierwszego tego dnia papierosa. Wciągając w nozdrza zapach kawy. I dziś trzeba mi wyjść przez szereg  (szereg Fouriera ma się rozumieć) i zmierzyć się z tym  ledwie żywym, choć nie żwawym (przynajmniej jeszcze) dniem, pomyślał… I  tak też zrobił. Najważniejsze są przestrzenie- . Powtórzył matematyk niejako upewniając się w swych myślach.

 

 

***

Chociaż Przestrzenie Banacha, to już całkiem inny (nie muzyczny) temat, na całkiem inny artykuł. Chociaż zależnie, co tam komu w duszy i ciele gra. Takie kiszki, na przekład i przykład, grają tylko żałobne marsze… Żołądek mi się marszczy, obwijając obwisły kręgosłup, dosyć tego! Żegnam się, smacznego!

#I wiesz[cz], co jest grane. Absu[ra]da(va)lium

 

[ Miniaturka, ‚Cumaean Sibyl Sistine Chapel ceiling’ Michał Anioł Sybilla umięśniona jak zwykle postaci kobiece u tegoż malarza, źródło zdjęcia].

 

Reklamy

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s