[383]. Autobusem przez wtorek.

Nie wie, czy też tak masz, chociaż czasami. I czy tak samo. I co to w szczególe znaczy. Jak smakuje?  Chodzi o gram gramatyki codzienności. Korzystasz z dowolnego środka transportu, i nie ważne, czy są to własne kończyny dolne, czy samochód, tramwaj, dyliżans, czy auto i czy jeszcze bus. Nie tyle oglądasz  świat za szyby. Doświadczasz. Truizm. A raczej tu bez -izmów. (Nie ociera się o słowa angielskie truth). I nie biega, ani nie truchta mi o patetyczne doznania. Poznania, czy zobaczenia. Patrzysz, ale czy widzisz? Ludzi,pośpiech, powolność, po i wolność,  twarze, miny, tłok w autobusie, szukasz, ale czy znajdujesz? miejsca, czasy, zwroty, słowa, bilety: dokąd? Skąd? Na jak długo? I czy w ogóle? Zwracasz uwagę na słowa proszę, dziękuję, przepraszam, a to ciekawe. Naprawdę ciekawe, jakby było ciekawe na kłamstwo. A może słowa, to tylko przystanki, które dają przestrzeń temu, co dzieje się poza nimi. Poza, jedna, druga, trzecia, mina, gest, szelest, spojrzenie i ton. Ton, ton i echo, ech, o! Zdziwienie, emocja. Smak, zapach. Skojarzenie. Pierwsze zdanie, a może jego środek? Środek ciężkości? A może oś ciekawości? Doświadczenia i spotkania. Gdzie zaczyna i kończy się (nie) wiedza, co otwiera, a co zamyka. I czy klamka zapada zdzwieniem, pytaniem, czy raczej na głucho. Na wieczność momentu. Tu, a może tam? Tamte tam. A może nie nawykliśmy, nie nawykłyśmy nasłuchiwać…

 

Które drogi prowadzą do „nikąd”? A może to tylko te, mniej uczęszczane, mniej, lub w ogóle (przez grzeczność nie wspomniawszy o szczególe) tren czy teren niezagospodarowany (jeszcze, i to jeszcze, które niesie nadzieje). Obraz i kraj na skraju. Zupełnie odwrotnie? A może od wrót nie?  Zastanawiasz się, czy i jak dana ulica będzie wyglądała za pięćdziesiąt lat? Kto/ sia wtedy i dokąd będzie się spieszył/a. Kto/sia przeżyję swój pierwszy, drugi i ostatni raz, i czego będzie on dotyczył. Co wtedy będzie ważne, ważkie, o czym zdążę pamiętać. Czy osobiste zapominanie złapie zadyszkę? Co trzeba ugorować na wtorkowy obiad?  Czy zobaczysz swoje pomarszczone czasem ręce? Czy jeszcze wtedy będę mogła pić wodę mineralną. Co wtedy będzie dla mnie ważne? Jaki list byś napisał/a z tego miejsca? Czy utrzymał/(a)bym pióro i myśl. Jakie rozmowy, Obecności.I nicości, nadziejne nadzieje, i nadziane złudzenie,  a może zupełnie o coś innego? Ludzie, twarze, myśli, łapanie się w pół słowa i serce, spotkania, potknięcia, zbliżenia, i oddalenia, były by, będą ważkie i ważne. Co za historie, opowieści, smaki, zapachy i doświadczenia niesie w torbie ta osoba, która siedzi naprzeciw mnie? A raczej  obok. Tuż tuż, Na brzegu, nie chodzi o atrament, zamęt czy czcionkę, ale o mgnienie, moment, istnienie, bycie i stawanie się, dzięki doświadczeniu. Łyk herbaty, jej aromat, smak, ciepło rozlewającsię po krtani.

 

I jedziesz tramwajem, pociągiem, autem, spacerujesz, stoisz w miejscu…. I spoglądasz na grafikę za okno, tuż obok. Czy to miasto jest moje? A co to znaczy? Czy to miejsce jest wspólne, aa może osobne? W jakim względzie? I co to znaczy? Jak widzisz, czujesz, z jakiej perspektywy? A co to ze sobą niesie? Styczne z Kim? Droga  nie ma w jakiś sposób magiczny prymat nad celem (chociażby podróży). To kwestie równoważne. Zależne od rozłożenia akcent_uff. Pauz, przystanków i znaków, przystankowych, zdziwień, rozmów, pytań i odpowiedzi, spotkanych Ludzi.Ale czy spotkać ludzi to spotkać człowieka? Którędy wychodzi się na ludzi, a którędy do pracy? Nie chłodzi o wyjścia awaryjne.

[Port morski, z willą medycejską,olej na płótnie Claude Lorrain, źródło zdjęcia].

***

Zgiełk, zapach przepoconych ubrań, pośpiech, zgubione słowa, poszarpane zdania wrzucone przekleństwa, świdrujący w nozdrzach smród ryb i zmęczenia. Za plecami słychać, krótkie i szorstkie Più veloce, più veloce – ktoś gani umorusanego, na oko  może dziesięcioletniego chłopca, któremu właśnie wyślizgnął się kosz pełen owoców morza. Trudno rozpoznać języki, strony światła i świata z których pochodzą, akcenty, jednak to co wszechobecne to trud, brud, i pośpiech. Nic tylko pośpiech, spracowane dłonie, z brudem za panzoocjami,  starzejące się, pomarszczone spojrzenia jak wzburzone fale na św(a)it na ludzi na rzeczy.wist.ość.

Jak to jest, że w społeczeństwie tak hierarchizowanym, pasterz, którego światem i świtem i światłem powinny być krowy, łąki i niepogody złe, wybił się na świat i został uznanym pejzażystą, takim, wedle którego nauk i przykazań budowano ogrody, parki i krajobrazy? Oczywiście, to nie dowodzi, że każda osoba może „wystarczy tylko, że się postara” to taki ówcześnie  hołubiony mit. Chyba raczej każda osoba się postarza, a raczej starzeje, a może dojrzewa. Co dostrzega? Sierota, nie pobierający formalnych nauk pozostawił po sobie kształt wyobraźni uwieczniony na obrazach. Wychowany przez starszego brata zajmującego się intarsją w wieku lat trzynastu zmienił adres zameldowania z niemieckiego na włoski.

Lotaryńczyk uczeń,  m.in. Agostina Tassiego, uczeń, dobre sobie, raczej chłopiec od sprzątania, i co najwyżej rozcierania farb. To Claude stworzy(ł) własny styl, zachwycający, kim jest ten człowiek w kapeluszu odwrócony do nas tyłem? Jakie ma plany? Co zaprząta jego głowę? Gdzie i czy w ogóle zwykł popijać expesso? Co malarz widział i wiedział, co czuł tuż przed stworzeniem, chociażby tego obrazu? Dlaczego nigdy się nie ożenił? Jakimi (jeśli w szczególe) żonglował rozterkami, zachwytami, pewnościami i przekonaniami wybierając się w świat? Pracowity jak nikt nie udzielał się towarzysko, nie zabiegał o kontakty podczas dworskich uczt i hulanek, brzdęku szklanek. Z czym (oprócz kopiowania swoich dzieł, które na potęgę kradli inni, dlatego stworzył Księgę Prawdy swoich dzieł) się zmagał zanim dopadł go artretyzm, tak silny atak podagry przeszywał jego członki i myśli, że zdecydował się spisać testament (powierzając  prawie wszystko swej nieślubnej córce, którą sam wychował, dalszej rodzinie i przyjaciołom) a potem przeżył jeszcze dwie dekady? Jak smakowało jego życie? I to nie te pełne zaszczytów, tytułów i funkcji. Śmierć zaskoczyła go przy pracy, aż do końca, ale te pełne rozmów, i wędrówek przed świtem.

 

Reklamy

3 myśli na temat “[383]. Autobusem przez wtorek.

  1. Hmmm… Tramwaj i autobus raczej nie, ale podróż pociągiem potrafi mnie nastrajać refleksyjnie. Zwłaszcza, że podróżowanie sprzyja metaforom. Początek-koniec. Przy podróżach moich (z północy na południe i odwrotnie) też wschód-zachód. Trasa pociągu jest linią podziału – jeden świat po jednej, jeden po drugiej. Coś zostawia się za sobą, coś czeka przed nami.

    1. Też tak mam, Podróże pociągiem,kiedyś, bardzo lubiłam. Myślę, że każda podróż sprzyja metaforom, nie bez kozery jest coś takiego jak literatura drogi. (I nie chodzi o słynną Rute 66). Dlaczego baśnie są takie pociągające? a Iliada i Odyseja?
      Piszesz,że trasa pociągu jest linią podziału. Geograficznego? Mentalnego?
      Popatrz proszę, podczas gdy powstawała wielka żelazna kolej ze swoimi szlakami kwitły wzdłuż jej torów ośrodki miejskie i życie. A dzisiejsze usytuowanie miast?
      Ruch to wolność. Odkrywa je nawet (a może przede wszystkim?) małe dziecko gdy zaczyna raczkować.

  2. Najczęściej tak, bardziej jednak ze mnie obserwator podglądacz, niż nasłuchiwacz. Miasto jest moje i niemoje, w zależności od okoliczności (im więcej ludzi, tym mniej) – podejrzewam, że tak samo bywa ich i nie ich. Jak będzie wyglądać? Co chwilę wygląda inaczej.
    A rzeczywiście, na pewno czasem się patrzy i myśli, że coś zwykłego, a tak naprawdę szał (a w środku taki sam, jak zwykły).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s