[364].[po]LEMizowanie i LEM(oniada).

[Lem. Życie nie z tej Ziemi. Wojciech Orliński, Agora/Czarne, Wołowiec II, Wołowiec 2017].
Le Mans to miasto nad rzeką Serthe w południowo Zachodniej Francji. Ośrodek Cenomanów, ale o nim pisać nie będę. Lemiesz to składowa pługa. Nie mylić z poleceniem LEM mierz! Nie będzie w tej notce od oddzielaniu ziarn od plew, ani o sprawdzeniu ile Lema w Lemie. Będzie za to o książce. Lem, życie nie z tej Ziemi to biografia pióra Wojciecha Orlińskiego. Książka, z którą mam nie lata marmolada i Lem-on- (ci) i [a] da mam nie lada kłopot.

Z lekturą zaznajamia się szybko. Jedni poczytają to za plus inni  wręcz przeciwnie. Schludnie wydana z ładnym zdjęciem na okładce. A ile treści się w niej zmieści? Czyli, dla kogóż jest ona przeznaczona?

Po pysznej scenie otwierającej, której cytować nie będę, pan Wojciech Orliński zapowiada w prologu: Będę pisał, co mi wiadomo— a nie „jak było”. I owszem mamy tutaj garście szarad, przedstawienie sceny, a potem jej rozszyfrowanie, była li ona? Z jakiej perspektywy? A czy na pewno? Bo taniec Stanisława z datami był dość powszechnie znany (dla entuzjastek i entuzjastów) twórczości pisarza.

Zaznaczyć należy jedno, Autor rzeczonej biogragii pisze z tej właśnie perspektywy [entuzjasty] co rodzi takie a nie inne konsekwencje. I jest to doskonała opowieść odczytywana  której (pod)  mógłby brzmieć”Moje życie z twórczością Stanisława Lema” i nie będzie to stanowiło wady. A i nie znaczy to, że proporcje w jakiś sposób są zachwiane. Stanowi to określenie narracji, snucie historii. Podążanie za opowiadaniem, może stanowić nawet pomoc w zrozumieniu rzeczywistości dawnej, młodszym Czytelnikom i Czytelniczkom.

To, że nie wiemy prawie nic o dzieciństwie pisarza oraz jego młodości (chociaż o tej, już trochę więcej) nie zdumiewa. To, że rodzice są ledwie zarysowani w biograficznej opowieści również, ale że Żonie i Synowi poświęcone jest tak mało miejsca? Więcej znajduje w niej przestrzeni umiłowanie Lema do motoryzacji. Przy czym nie chodzi mi o to, by nagłe wchodzić komuś z butami w życie. Przy zachowaniu proporcyj i dobrego gustu.  O pewnych wątkach dowiedziałabym się znacznie więcej, i nie chłodzi tutaj o relacje rodzinne tak jak ta z synem Tomaszem, chociaż to także, ale np o lekturach Lema, czy jego sposobie prowadzenia rozmów, np tych związanych z medycyną.

Gdybym miała przyrównać lekturę książki do obrazu, to na myś(ni[]ck)l przychodzi mi Georges Seurat  ze swoim Niedzielnym popołudniem na wyspie Grande Jatte. Ze względu na technikę wykonania obu dzieł.

To co wraca również uwagę osoby czytającej to język, którym Lem  i jego korespondenci się posługują. (Takie słowa jak blaga czy są z rzadka dziś w użyciu, a przy tym neologizmy Lemowo Staszkowe, albo odwrotnie* są pięknej urody). Skąd, aż skąd te pieśni Lema o niemożności i zastoju w Pracy Twórczej, w czasie, dodajmy pisania arcydzieł? Przekonanie (a może lepiej napisać przeświadczenie?) to, jak dowiadujemy się z lektury, nigdy Autora nie opuści.

Razi mnie sentymentalizm tej książki, krzepa bohaterów, papierowość bohaterki. Coś mi tam zalatuje Remarkiem z jego Trzech towarzyszy. Jest w tym jakieś gówniarstwo. A mówiąc spokojniej- autorowi nie wolno robić bohaterom przyjemności tylko dlatego, że im sprzyja. Romans w końcu mógł się skończyć jak w powieści, ale warunkiem koniecznym byłaby osobowość tej ukochanej narratora, a w istocie jest ona pustym miejscem.

[Lem. Życie nie z tej Ziemi. Wojciech Orliński, Agora/Czarne, Wołowiec 2017,Stanisław Lem o Powrocie z gwiazd w liście do Beresia, s. 208].

Pytania powyższe pozostają bez odpowiedzi, chociaż omówienie dorobku Lema zajmuje trzon książki, tropienie wątków autobiograficznych, rozszyfrowywanie ich. To doskonała koncepcja, zwłaszcza dla tych osób, które dopiero zamierzają się zapoznać z dorobkiem Autora. Jest to moja pierwsza książka o tej tematyce, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy to dalszy ciąg (nie matematyczny) wątków lemo-logicznych, a tematy nie rozwinięte w tej pozycji są wcześniej omówione gdzie indziej. Nie ma to być usprawiedliwienie, jeno głośne zastanawianie się nad przyczyną, czy koncepcją, może ktoś  kto czyta/ł biografię zechce o wrażeniach podyskutować ze mną.

Poza tym od śmierci bohatera (tejże książki) minęło już, a w przypadku pisania książek biograficznych ledwie jedenaście lat. Z jednej, można by było napisać z pierwszej, strony tworzenie książki jako pierwszej biografii jak i potem kolejnych (oddalonych w latach, co się rozumie jako konsekwencje) skutkuje takimi a nie innymi konsekwencjami (wszak te będą zawsze). Chociażby to, że żyją Najbliżsi Autora. Korespondencja, z drugiej strony, a więc i kolejnych jestem ciekawa jak na dorobek  autora Solaris będą patrzyły pokolenia dziś wchodzące w życie? Zwłaszcza, że żyją one już z trzecim okiem technologicznym/informatycznym. Tutaj (niezależnie gdzie ono się mieści) zaczyna się oddychać Internetem.

To co zdziwiło mnie, a jest zaledwie wspomniane w książce, to problemy pana Stanisława ze zdrowiem, i chroniczne niedomaganie fizyczne. To, np. że nie słyszał dobrze, kładłam na karb wieku, nie zaś wybuchu w czasie niepokojonym, a w zasadzie dwóch, z których uszedł z życiem. Nie mówiąc (nie pisząc) już o innych dokuczliwościach życia. Nie tylko to mnie dziwi, także sposób wyłuskiwania rzeczywistości, (kraj)obrazy, horyzontów zarówno zderzeń i zdarzeń. Rzeczywistości słowem nie pixelem malowane.

Druga kwestia: jak byłam młodsza (dużo) to łączyłam poczucie Lemowskiego pisania z Mrożkowym poczuciem humoru i rzeczy [oczy]wistości, i choć wiem od dosyć dawna, że Panowie się zaprzyjaźnili (chociaż w tej książce jest to wątek mniej niż poboczny. Może dlatego,że parę lat temu została opublikowana korespondencja obu Gentlemanów. Nie zdążyłam się z jej treścią jednakże zaznajomić gdyż nieopatrznie pożyczyłam książkę na wieczne, jak się okazało, nieoddanie…)

Czy książka pomogła mi w zrozumieniu fenomenu Stanisława Lema? Nie, a to dlatego, że pierwszym ważnym rozmówcą na TE tematy był i mam nadzieje jest i jeszcze będzie i tu zwracam czcionkę w Twoim kierunku, tak Twoim [Xipil]. Mam nadzieję, że podzielisz się (nie że Się sklonujesz,albo spierwiastkujesz, nie mylić z odpierwiastkowaniem, broń Cię Logiko!i wszelkie wielbłądy gram!atyczne) wrażeniami z lektury, bo to, że książkę przeczytasz… To pewne. Na pewno sięgnę jeszcze po lekturę z kręgu tych, napisanych przez Stanisława Lema. Tylko którą?

Zapraszam do dyskusji. I smacznego czytania. Warto.

 

Reklamy

6 myśli na temat “[364].[po]LEMizowanie i LEM(oniada).

    1. Mnie za to czyta się zdumiewająco szybko. Zwłaszcza nocą, albo wczesnym rankiem (5.30). Masz e-booka, czy papier? To miło, że nie omieszkasz! 🙂 Liczę na wymianę (dań ze zdań). :))

        1. Tak myślałam, a pytam, bo książka schludnie wydana. A jeszcze jedno, nie masz wrażenia, że narracja przypomina niejako (hmm jakby to nazwać) takie naszkicowanie Lemowego Krajobrazu?To może być pytanie na przyszłość (po lekturze). 🙂

  1. Przeczytam. Od biografii raczej stronię, ale dla Lema poczynię wyjątek. Wspomnianą korespondencję czytałem, a także wspomnienia Tomasza o ojcu. Mam dla Lema duży sympatii mimo, a może nawet i za jego mizantropię. Zresztą dzielili się nią z Mrożkiem.

    1. To dużo z tej książki będziesz znał. Wtedy będzie takie podsumowanie. Dziwne, ja też im dłuższy mam staż w czytaniu, tym prędzej odchodzę od biografii…
      Czy dystans, w tym wydaniu, jest mizantropią? Biografia Mrożka jest w podobnym stylu napisana.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s