[363]. Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej …”[Czyli tam, gdzie kończą się legendy].

Zabierałam się za ten artykuł jak za jeżozwierza, ten, tego ten z opowiadania jednego, bądź innego stwora potwora (bo nie ma sensu, przecież wszystkie osoby to czytały, zwłaszcza, że serialofilm, zwłaszcza, że gra)… Jest taka grupa tematów, które pojawiły się jako jedne z pierwszych, ale jeszcze nadal są nie napisane, odkładanie, odwlekane oblekane w kurz. No cóż.. Jeśli zatrzymamy się przy dzisiaj opublikowanym, to jest to bez wątpienia (a co tam, i z powątpiewaniem może być) motyw, z którego poruszeniem się nosiłam, ale nosiło mnie też w inne świat(ł)a strony, ale nie idźmy tym tropem. Blask w tunelu może… No właśnie, psyt iskierka zgasła. Ad rem! I nie chodzi o fazy, a przynajmniej fazy snu… A może właśnie to nie jest (z)jawa? Mara, a może strzyże uchem strzyga? Idźmy głębiej, ciemniej, mroczniej, w las, a może właśnie do grodu? [a może og_grodu Bosch się kłania].

Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej (…) Nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. [Opowiadania Wieðźmińskie, Andrzej Sapkowski, Ostatnie życzenie, Audioteka].

Kto/sia nie słyszała o Białym Wilku? Geraltcie z Rivii. Renegacie, człowieku- mutancie wagabundzie, o tym,   Któremu Przepowiedziano/? Nie jest ważne tak naprawdę, czy zaczęłaś, zacząłeś już zacieśniać więzy z sagą autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, czy przeczytałaś/eś opowiadania, czy ta przygoda jeszcze przed Tobą. Zasiądź wygodnie w fotelu z ulubionym (bezalkoholowym) płynem w szklanicy i… Czytaj. Zmroź, zmóż, zmruż uszy! Słuchaj.

 

[Materiały prasowe, nagrywanie książek audio na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego, Krew Elfów źródło].

[Krew Elfów, Saga o Wiedźminie tom III, Andrzej Sapkowski, Fonopolis, 2014r, źródło grafiki].
Na początku była wieść, jedna, druga, trzecia, i kolejna, już bez liczebnika przypisanego doń. Potem saga, właściwa. Pięcioksiąg. Opowiadaniami zajmiemy się przy innej okazji. Właściwy pięcioksiąg otwiera Krew Elfów. Nie będę streszczała historii, po pierwsze: dlatego, że nie lubię takowych „recenzji” tak jak tłumaczenie treści piosenki, a o dziwo jest to praktyka coraz częstsza. Po wtóre: o książkach tych napisano już tyle… A będzie jeszcze więcej, gdy serial wejdzie na ekrany.

Rozważania o toż i samości. I tego co wieczne, przewala się przez przestrzeń i czas, chociaż nadgryzione przez niejeden ząb ludzkie namiętności. A pozory robią to, co mają wpisane w geny, i czynią to najlepiej. Mylą twory i potwory są tam, gdzie się ich nie spodziewasz. Najemny zabójca potworów, ratuje świat, choć tego nie chce, zmacawszy, zmazawszy się z własnym przeznaczeniem, odkrywa ludzką twarz i to jest jeden z filarów pięcioksięgu. Galeria postaci jest pełnokrwista, wielowymiarowa, zanurzona w słowiańskiej mitologii. Dorzuciwszy do tego adaptowanie łacińskich powiedzeń. I stylizowany na dawny, język, który posiada fakturę i smak. Nie zawsze jest pyszny, ale zawsze właściwy. Do tego Autor bawi się wadami, doprawiając humorem i spojrzeniem z dysonansu. Mieszając wszystko w najmniej spodziewanych proporcjach. Można bawić się w odzyskiwanie historii. Czarownica to ta, która wie. W odróżnieniu do niewiasty, która nie wie nic. I do tego jest obca (w domu męża). Stare kobiety, często wygnane były do sieni, gdzie panowało zimno, dlatego od takiego losu broniły się i uciekały do lasu, w którym musiały przeżyć, znały się na ziołach, i ekosystemie, którego były, od tej pory, częścią. Dlatego też stanowiły konkurencję dla ludności miejskiej. Mamy społeczeństwo kastowe, które walczy o wpływy. Dobra, te najbardziej doczesne. Historia ma tu swój dalszy, nie matematyczny ciąg. Chociaż samego Wilka jest tutaj mało, to rozłożenie akcentów na wątek Ciri ma swoje uzasadnienie, chociażby takie, by wprowadzić nowych czytelników i czytelniczki, te, osoby, które nigdy nie zaznajomili się z uniwersum stworzonego Sapkowskiego. I chociaż znajdziemy tu znajome motywy, Dziecko Sierotę, (Dziecko Przeznaczenia), wieszczenie w okresie dorastania, motyw snu, niczym wyjęte z romantyzmu. I takie to łuskanie znaczeń ma do zaoferowania rzeczona proza.

Jeszcze chwila, chociaż Wiedźmińska opowieść ładnie wygląda na półce. Warto zapoznać się z adaptacją dźwiękową. Szczególnie zimą, albo jesienią. Dwanaście godzin uczty, gry aktorskiej, i efektów nie tylko dźwiękowych.

A to dwa cytaty na koniec, a może na początek (przygody) z Ciri i resztą ferajny?

 

  • Tam gdzie dziś piętrzą się góry, będą kiedyś morza tam gdzie dziś zwełnią się morza, będą kiedyś pustynie. A głupota pozostanie głupotą.
  • Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych.
  • Z tą wodą to głupota (…) Mycie może choremu tylko zaszkodzić. Zdrowemu zresztą też. Pamiętacie starego Schradera? Żona mu się raz kazała umyć i Schraderowi zmarło się wkrótce po tym.
    —Bo go wściekły piec pokąsał.
    — Jakby się nie umył, toby go pies nie pokąsał.

A jakie są Twoje wrażenia, po lekturze? Co zachęciło Cię do słuchania/ czytania? Jak wspominasz lekturę? Jakie widzisz jej atuty?

 

 

 

Reklamy

[(239+4)+1]. W piątek, o szewskim poniedziałku.

Zabraliśmy ze sobą blaszany dzbanek pełen soku, w razie gdyby nam się zachciało pić. Zachciało nam się pić dosłownie zaraz, więc wzięliśmy długie źdźbła słomy, położyliśmy się dookoła dzbanka i piliśmy. Bardzo przyjemnie było pić sok przez słomki.

[Astrid Lindgren – Dzieci z Bullerbyn].

[Artur Andrus Piłem w Spale, spałem w Pile, Myśliwiecka, 2012 Mystic Production,źródło nagrania].

 

Pamiętacie lekturę Dzieci z Bullerbyn? A postać szewca, wiecznie pijanego? Nie zorganizowanego życiowo, ten od którego Olle wziął głodzonego psa? Właśnie. Powiedzmy sobie jasno i wyraźnie, a raczej, zważywszy na okoliczności, napiszmy (w czym pomaga zgrabny krój tym razem, czcionki), że ludzie tego zawodu nie mają dobrej prasy, nie jedna lek(ów)tura sprawia im ustawicznie zawód. Nie będziemy tu cienko śpiewać, czyli zawodzić, ani zwodzić. To, że przysłowia nie są mądrością narodów, już pisałam (i to nie jeden raz). I to będzie dalszy ciąg, niealkoholowo nie matematyczny. Otóż! Otwórz swe uszy. Uszyte są w języku takie związki frezeo(nie)logiczne jak pijany jak szewc, czy: szewska pasja. Z pasją, zajrzymy pod podszewkę, tego ostatniego wyrażenia. To, że odwołuje ono zawianych dni szewców, jest stereotypem, a te, jak wiadomo, trzymają się mocno, nie tylko w języku. Dlatego, warto zeskrobać tę warstwę. Tak też się ma sprawa z szewskim poniedziałkiem. A XIX wieczne powiedzenie: robić coś po szewsku?

Szewski poniedziałek, odnosi się do takiego dnia, gdy pracownik/pracowniczka przychodzi do pracy mocno niedysponowan/y/a a co z tym związane jest nie może zaangażować się w pracę na sto procent. Skojarzenienn z procentami, innymi rzecz jasna, podchmielona nie jest jednak celne. (Albo tak celne jak kulą w podeszwę, co najmniej). Szewski poniedziałek, to taki czas gdy nie ma zbyt dużo pracy, nie dlatego, że człowiek nie jest w pełni swych sił witalnych, ale dlatego, że drzewiej buty wykonywano ze skóry, którą wcześniej trzeba było przygotować do obróbki, odpowiednio namoczyć, a że nie było dostępnych materiałów, to i pracę (a przynajmniej tę jej część, która jest widoczna i kojarzona przez osoby nie zajmujące się szewstwem na co dzień) trzeba było wykonać później, czyli następnego dnia… A jeśli chodzi o szewską pasję…  To sprawa też ma się nie tak, jak na pierwszy rzut oka, czy ucha nam się zdaje. Słowo: pasja, w swoim początku mało konotację religijną. Tylko i  wyłącznie taką. Spotykany jest już w XVI wiecznych łacińskich tekstach. Następnie znaczenie to i zakres tematyczny przesiąknęło najpierw jako określenie nabożeństw, a potem do sztuki (malarstwa, czy muzyki) dzieła, których tematem była męka Chrystusa. Dopiero dwieście lat potem, słowo pasja zaczęto określać czynność tę, którą się nie tylko bardzo lubi, ale również wykonuje z zaangażowaniem. I to znaczenie przyszło z Francji. W XIX wieku określenia, o którym tu piszę, używano zamiennie na określenie furii. Szewska pasja, to frazeo(nie)logim, który wiążę się (także błędnie) choć powszechnie  niejako z faktem, takim, że osoby, które szyją buty, w dawnych wiekach musieli wchłaniać (co nierozerwalnie wiązało się z ich profesją) chemikalia, używane do produkcji obuwia, ale to także stereotyp. Spróbuj się uderzyć w palec kilkanaście razy na dzień, i nie zakląć choć raz… A nie, przepraszam, to nowa technika medytacji przecież… Albo masażu. Przecież wtedy szuka się słów wykwintnych i używa z rozmysłem. Jeśli w ogóle… O smoleniu dubów, czy o smaleniu, smoleniu cholewek nie wspomnę, przynajmniej dzisiaj.Ot, takie buty.   Najwyraźniej te, bez których chodzi szewc, bo przecież pożyczył je Vincentowi, nie żądając ani centa za ich wykonanie, albo nie? Ale, czyż nie poznać pana, po cholewach?

[Wiersz Bolesława Leśmiana,pt.  Szewczyk, w wykonaniu Nataszy  Czermińskiej, źródło].

 

[360].

Zjada się dzień tygodnia kolejny. Syci się noc czkawką g(ł)odnych godzin. Ryż z curry,oliwkami, suszonymi pomidorami i serem pleśniowymi cierpliwie czeka na nie ostatnią wieczerzę grzeczności. Książki na półkach, i ochach. Zdziwieniach uwer_TUr. i lek_TUr. TAMa zmierzchu leniwie puszcza fastrygi letniego powietrza. Utkana z zakurzonych pytajników odpowiedzi powiedzie…

[Pieśń łagodnych, Wolna Grupa Bukowina, źródło nagrania].

 

[359]. …

O!Twórz głowę i wymasuj my!śli. Ślij emocje. /Roz/prostuj cisze słów.Ci(_)arki snów. Szerzej szczerze(j). Obłóż (odł)óż krok/ów podróż w lek!tury laby i ryntów ranty. Spaceruj na [r]a[r]ty.  Z ziemią pod nogami, z myślą pod chmurami, z dotykiem pod po_Wiek_ami.  Mechaniczno zmurszały zegarmistrz stylu tylu ty lu spojrzeń jarzeń i skojarzeń klej kalejdoskopu. Wiatr zieloności na twarzy. Sekunda wrzenia wrażenia.  Chłód bez znaków poszczególnych. Postrzeżeń ogólnych. Krok. Cztery por[t]y zdarzeń zdarzeń i /za/mierzeń. Bezmiar miar.[D]ar?

[Hans Zimmer,Interstellar źródło nagrania].

 

 

[358].[Faj]Rant? albo Łuskanie czasu.

Szkicuje się noc za ok[i][n]em i zmierzch w ciele (nie niebieskim). Sen nie przych[ł]odzi, co in[n]\/ego Znaki. Spiesz[c]zą z zadyszką szepTu  (nie tylko) na rantach czcionki. Melodie – mandale powracają echem, choć jeszcze nie (czkawką) powroTu. A m[n]oże Tam?TamtarantamTam: Tik tak[t](!). Nie można umościć się nutą w dniach przeszło-przyszłych tych, lub tamTych przyjdzie dziać się wydzierganym  czasownikom innym, choć może i tych samy[ch]m przyPuszczeń przypruszeń poruszeń Przez_Znaczeń.

[Zapiszę śniegiem, Robert Kasprzycki, źródło nagrania].

[357].Nad Oceanem Spokojnym.



Nie jest to album, którego  się słucha łatwo, uchem nie wprawionym w histerię, histerorię, znaczy hidstorię jazzowe. Nie nawykłym do tego rodzaju narracji. I nie chłodzi wcale i o cal nie chodzi o to, że zachwyca jeśli nie zachwyca.  Słuchanie muzyki, poza oczywistą, a raczej nauszną, czy między-uszną przyjemnością, to także nauka tejże czynności. Materiał zarejestrowany na krążku przyciąga uwagę i jej nie puszcza. I choć dla świeżych adeptek/adeptów jazzu może odbiegać od wyobrażeń muzyki przyjemnej utożsamianej z prostą linią melodyczną i kojącym woalem wokalu, wchłanianym wraz z kawą w jakimś małym, może nadwiślańskim lokalu to…

 

Zaczynamy od peregrynacji w przeszłość,  wraz z hiszpańskimi  najeźdźcami.Nie wiedział żeglarz Vasco Nunez, że na cześć dokonanego odkrycia, ktoś będzie pisał nie tylko pieśni,ale i nuty jazzujące.Chociaż, mógł o tym marzyć, gdy nie dojadał i marzł.  Nie ma tu zbędnych znaków i nawiązań.  Instrument ten, czy ów, perkusesyjne czy śpiewy, nawiązują do przeszłości mieszkanek i mieszkańców Panamy, monolog w dialekcie Guna także nie jest przypadkiem. A i tytuł, chociażby nagrania otwierającego jest znamienny: Ponowne odkrycie Morza Południowego. A to wszystko podane w transfuzji, czy fuzji tradycji nowoczesności i przy doskonałym warsztacie muzyków biorących udział w zamieszaniu. A biorąc pod wgląd ich muzyczne biografie to zaiste fascynujące To album któremu przewodzi Panamczyk na cześć okrągłej rocznicy istnienia państwa, z którego pochodzi. (Wystarczy wspomnieć osoby, z którymi współpracować mu przyszło i od których się uczyć mógł:  Shorter,  DeJohnette, Sandoval Joe Lovano, o  Gillespiem nie wspominając). A może to przede wszystkim jest pewnego rodzaju podsumowanie działalności muzycznej Danilo Péreza? Jakkolwiek jest nie zamierzam się dłużej rozwodzić nad miksturą dźwięków. Można jej smak na języku. Choć opowieść i wieść nie jedna interludium wzięta jest na języki.

[źródło nagrania: Rediscovery of the South Sea, Danilo Perez].

 

Artysta: Danilo Pérez;
Album: Panama 500;
Rok ukazania się albumu : 2014;
Wytwórnia: Mack Avenue Records
Rodzaj muzyki: World Music, Contemporary Jazz,  Fusion
51:58 minut

Utwory:

01. Rediscovery of the South Sea
02. Panama 500
03. Reflections on the South Sea
04. Abita Yala (America)
05. Gratitude
06. The Canal Suite: Land of Hope
07. The Canal Suite: Premonition in Rhythm
08. The Canal Suite: Melting Pot (Chocolito)
09. The Expedition
10. Narration to Reflections on the South Sea
11. Panama Viejo
12. Celebration of Our Land

Muzycy:

Danilo Pérez – piano, cowbell
John Patitucci – electric bass (2); acoustic bass (3, 4, 9)
Ben Street – bass (1, 5, 8, 11)
Brian Blade – drums (2 – 4, 9)
Adam Cruz – drums (1, 5, 8, 11)
Alex Hargreaves – violin (1, 2, 8)
Rogério Boccato – percussion (2, 3, 8)
Milagros Blades – ripcador (1, 7), caja, pujador (7)
Sachi Patitucci – cello (3)
Román Díaz – percussion, chant (1)
Ricaurte Villareal – caja, güiro (1)
José Angel Colman – vocals in guna language (3)
Eulogio Olaideginia Benítez – gala bissu (4), gala ildi (12)
José Antonio Hayans – Gammuburwi (12)

[3+1].[76+1]. To jest świat.

[Bicycle Race, Queen, źródło nagrania].

„Ruch” -powtarzałem sobie. (…) Dopóty byłem w ruchu, dopóty byłem zdrowy.

[Lance Armstrong: Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie,  Sally Jenkins,Studio Emka, Warszawa, 2000r. s.108].

Sądził, ba, nie zawahał się o tym nawet napisać,a ja  (już daaawno wspomnieć) On w prasie a zważywszy na czasy, w których żył, i kim był,  i czym się parał, miał rzesze czytelników i czytelniczek. Ja skromnie na blogu. On: Napisał, że to najznakomitsza maszyna wieku XIX.Jedyne co uznawał, to właśnie rower. Może ze względu na klaustrofobię na którą cierpiał, czy też, na inne choroby towarzyszące? Od pary, paro i innych wozów wolał kółka dwa.  Kolej  na kolej to  o wiele za wiele. Określał tę ostatnią jako: latające więzienie, a to dlatego,  dzieli się z towarzystwem, które nie zawsze przystaje do naszego smaku. Osiem wiorst szybkości, narzędzie oswajania przestrzeni, i uniezależniającym  pośrednio również ekonomicznie również człowieka od niej.Oto można i podróżować tanio, i odwiedzać krewnych mieszających nawet poza miastem, dojeżdzać do pracy, zażywać ruchu na (jeszcze wtedy świeżym) powietrzu. Wybór, oto co się tli  nie tak znowu w oddali. Oddali nam konstruktorzy tegoż wehikułu wybór.

Rower cenili także państwo Curie, którzy zaraz po udzieleniu sobie ślubu w ogrodzie wyruszyli w podróż poślubną, takie to sprzęty dostali bowiem w prezencie, zażyczywszy sobie je wcześniej. Maria, jak już wiemy, była do bólu praktyczna, zawsze.

Nie chodzi, a nawet nie jeździ, o rozstrzygnięcie dylematu:  zapłacić za bilet uprawniający do podróżowania komunikacją (pod) miejską (a szykują się podwyżki)! Warto zauważyć, że kiedyś,  lokowano robotników blisko fabryk, a to rodziło problemy różnej natury. Nie tylko powstawania gett, podwyższenia opłat czynszowych, czy też problem z rozrastaniem się aglomeracji. Nie bez znaczenia był też fakt, że rower, w produkcji był stosunkowo tani, jak i w eksploatacji, co więcej nie trzeba było specjalnych uprawnień, do tego by nim kierować,a poza tym, można było się nim dzielić. Kto/sia z podwórka nie zna tego zawołania: Ej, daj się kolnąć.  I nie jeźdź, tu, znaczy nie chodzi tutaj o połączenia telefoniczne. Chociaż element wspólny jest, gdyby się tak zastanowić: dzwonek, który powinien był teraz dać znać, gdyż ponieważ, jak również ,i jak krzywo, biegniemy w dygresje. 

Rower miał i tę zaletę, że mógł być, przynajmniej ten wynaleziony w 1885, określany jako bezpieczny, mógł być używany powszechnie, a ten przymiotnik oznaczał, że mogły nim poruszać się także kobiety. (Ach te XIX wieczne suknie! I tutaj dojeżdżamy do wniosku wpływ dziejów na modę kobiecą (ale to całkowicie inny temat, więc czynimy objazd).

A trzy lata później pewien lekarz weterynarii wynalazł był doń oponę  (inna sprawa, ciekawe czynili wynalazki medycy, ale to na inny artykuł, znowu).  John Boyd Dunlop, poszedł (sic!) za radą kolegi po fachu, ponieważ lekarz zalecił jego dziewięcioletniemu synowi,dużo ruchu, i tak się składa, że rower byłby świetnym instrumentem do zastosowania gdyby nie to, że nie można zamortyzować wstrząsów… Kto by pomysłał, że tak dalekosiężne będą skutki tego zalecenia. Ba można by napisać więcej, kto by sięgając dalej, głębiej w historię, kto/sia by pomyśłał/a że, takie będą skutki wynalezienia przez barona Karla von Draisa drezyny! (1817 roku). A samo określenie rower pojawiło się… Nie tak znowu dawno bo w 1860 roku! Dla porównania uznawane już za legendarne siodełko Brooks B17 produkowane jest w niezmienionej formie od blisko stu dwudziestu lat. Taka mobilna mapa myśli.

 

 

[Rower, Lech Janerka, źródło nagrania].

Drzewiej, jak  był Wyścig Pokoju, to pustoszały ulice. Cicho wszędzie, głucho wszędzie co to będzie, co to będzie.Mało kto/sia pamięta, że jeszcze w 1931 trasa wyścigu Tour de France liczyła nawet 5000 kilometrów. Bagatela. Dzisiaj mamy wersję krótszą o 30 do 40% tego dystansu.  Największy sukces odniósł  we wspomnianej rywalizacji Zenon Jaskuła, zdobywca trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej (1993 roku).

John Urry w jednym ze swych artykułów, pisze o tym jak wynalezienie aut, podróżowanie właśnie tym środkiem lokomocji zmienia świat, przestrzeń i czas. I dziwi się, że u progu nowego wieku, nie ma zainteresowania socjologów i socjolożek rodzajami ruchu tak w mieście jak i na wsi. Ja jednak będę twierdził– pisał [wtrącenie 5000lib]- że: automobliność jest dla nowoczesności cechą równie konstytutywną co ogólniejsze procesy urbanizacji (w znaczeniu, w jakim rozumiał je w latach 20. XX e. Corbusier).  Do tego mówi o rodzajach czasu, przedefiniowaniu przestrzeni w XIX wieku, a przez to i funkcjonowanie społeczeństw(a). Można także żyć w samochodzie. I  to na różne sposoby. A gdyby tak zastanowić się jakie znaczenie miało a) wynalezienie roweru, b) jego upowszechnienie . Można by taką refleksję poczynić czytając refleksje Johna Urry’ego. * A jeśli czasu na tę akurat lekturę nie chce się poświęcać, może warto wsiąść na rower i obniżyć, tak przy okazji ryzyko chorób cywilizacyjnych? Już o tym wspominałam, że rower to instrument wskrzeszania czasu, ale i jego modelowania. I także uczestnictwa w wielu grupach społecznych. To nie tylko sposób na zgrabną sylwetkę i zdrowy styl życia. Rower, to jest świat. Jak śpiewa Lech Janerka. Tylko czyj świat? I kto do niego ma wstęp (wolny, szybki). I czy nie żyjemy równocześnie w kilku takich przecież inaczej odbieramy krajobrazy, dekoracje i ludzi poruszając się na dwóch nogach, a inaczej kółkach. A jeśli sprawę skomplikuję, i się spytam tak na koniec osoba poruszająca się za pomocą wózka (niekoniecznie z napędem elektrycznym) to po chodniku, czy po ścieżce rowerowej? A jak przestrzeń miejska jest zmieniona gdy posiada sieć dróg przeznaczonych dla rowerzystek i rowerzystów?

 

*John Urry (2000) Inhabiting the Car [w:] International Journal of Urban and Regional Research.

[355]. O __________ albo______________ albo jeszcze________ o czymś takim [to]ż_samy/m.In_nym.

Przejdzie. Jak grypa. Na sąsiada. [o!]Siada jak muł na dnie rzeki. Powoli przeciw woli? Rzekoma cisza trzy(_)ma brzegi myśli w treści nabiera ile się zmieści. Ile zmieści. Dno drugie. Oka. O[/u]kazuje się, że (Z) mięśni wyczytać można: Na(pięcie) Na pięcie, na twarzy na karku na dłoni. To przeminie. Minie.[M]nie. Mina i dzięki niej wdzięki dźwięki mimiki nitki czasów, atłasów, mapy z atlasów.[Trajektoria terytoriów i mapy]. Dźwigacz zestawiający się bezpośrednio z czaszką. Pełni funkcje podtrzymującą [o!]raz decyduje o jej ruchomości. Mości [k]Ości ku  ruchu mnogości niczym rycina śmiechu. Echo. Echolokacja przeszłości: Rys[unek] na szkle. [K]rok. Jeden, drugi. Trze… Trze o powierzchnię stopa. Przejdzie.

 

 

[354].

Bierze urlop od myśli. Myś-L-nic[c]k w biurze idei zagubionych, zgrabnych i zgubionych, czasami gramatycznymi myślami tak ty cz(n)y_mi zgarbionych błąka się nieco zmoknięty wczorajszą treścią nut bluesowych, tych i owych. Owo_c bierze się tonem za wysokie Ce. Ceregielić nie mglić, nie miętolić przez rumianek, skończyło się rumakowanie,

a jednak ziścić znak na/[w][w]znak. Bierze nogi za pas. Paskudnie niechlujnie spacerologię uprawiać zacznie zmęczeniem na piątą stronę świtu. Tu i ówdzie bliskie to daleko, eko [i] logicznie . Brać bratatatać się czy brnąć, wstać, czy utknąć, wytknąć czy pod_ knąć, kląć wyjątków wymowy. Dyktando przez erudy[k]cję odmiany wypadki przypadków kładki kłaść w mozaikę tak tak tyk tyk tyk i I zmęczy o!raz. Dwa, Trzy, Trzy_ma w garści liczebników resztę. Tę i tę, temperament momentu. Tu. A mo[r]ze tam. Po zdarzeń horyzont. Dotąd. Smykle smukłe chropowate pytanie. Nie, nie, tak tak, takt tak,takt. Zgłoski. Samo (-)i współ(-). Dania (ze) zdań. Ostrzy[ż]zone one do minimum. Pad[a]ło. Od wczorajszego rana. Od przedwczoraj? Absu[rad]valium, akwarele trele czy bardziej akwarium niż skwarium.

 

 

 

Obraz miniatury:

Nighthawks, Edward Hopper, painting at The Art Institute of Chicago [więcej tutaj].

[353]. Pocztówka z przeszłości.

[Open piano, Wojciech Kamiński, Polish Jazz, źródło zdjęcia].
Bez zbędnych wy[s]tępów uff. Napiszę tylko, że pora odkurzyć linie na tym blogu, nawet ich pięć jeśli ktoś/ia ma chęć. Chili będzie o jazzie. I (co się przecież nie wywiolinuje, znaczy nie wyklucza) lekko i przyjemnie. Wyciągniemy z mroków i mroczków zapomnienia album Wojciecha Kamińskiego pianisty, aranżera, kompozytora. Jeśli ktoś/ia nie zapoznała się z jego twórczością to już (najwyższa pora). Zdaję sobie sprawę,że słuchanie jazzu, przez wielkie, albo największe z większych dży, stało się modne, i można zażywać tych [w]dzięków z różnych powodów,(bez) z racji wywodów. I gromko gombrowiczowsko zakrzyknąć donośnym szeptem: jazz dobrym jest, jak nie zachwyca jak zachwyca. Można też, po prostu bawić się słuchaniem muzyki, przypomnieć sobie lata minionych me_ lodię. Bo to takie sięgnięcie do przeszłości bez ości młodości. Czasami przywołani poszarpanego metrum.  – parzystego 2/4 (z wyjątkami), umiarkowanego tempo złożonego i  silnie synkopowanego rytmu (przecież to ragtime). Joplina twórczość zostaje przywołana nie tylko ze względu na nieśmiertelne The Entertainer. Zwróć proszę uwagę na skład zespołu. Nie mogę się zdecydować, które z nagrań tu zacytować, żeby zachęcić do posłuchania. Mam wrażenie, że albumu słuchać należy w całości, opowieści przechodzą od niechcenia jedna w drugą. Szybciej się kończą niż zaczynają. Może lepiej po prostu, po cichu włączyć play, w odtwarzaczu?

 

Nagrania:

1. Codzienny blues / The Daily Blues;
2. Deszczowy maj / A Rainy May
3. The Wika Rag;
4. The Entertainer;
5. Wchodź po trzech / Enter After „Three;
6. Autumn Leaves
7. Ruchome schody / Escalator
8. I Wish I Could Shimmy My Sister Kate
9. Blues dla dziewczyny / Blues For A Girl
10. Jazz Me Blues

Muzycy:
Wojciech Kamiński – piano
Zbigniew Jaremko – tenor saxophone
Henryk Majewski – trumpet
Janusz Zabiegliński – alto saxophone, clarinet
Władysław Halik – bass saxophone
Zbigniew Konopczyński – trombone
Marek Bliziński – guitar
Janusz Kozłowski – bass
Jerzy Bartz – drums.

[352]. O urodzie.

Z widokiem na [s]życie. Zużycie. Chudniecie czy tycie. Tycie czy jeszcze miększe, większe geometrie źrenicy oka. Okazuje się, że smak, zapach i dotyk mają swe  perspektyw faktury.  Z widokiem na mijanie, ulic, widoków widm świateł i teł, ów  ludzi, twarzy, marzeń, zdarzeń, zaopatrywań, przygód, głodów, apetytów, tur i lektur, medykamentów i mankamentów. Cisz. Natężeń, zmierzchów [róż]dźwięk[ów].

 

Patrzę na zaparzoną świeżo kawę. Zapach wydobywa się z kubka. Dotykam jego powierzani. Para dotyka moich palców. Ciężar kropli na języku. Ciepło. Przesłodzona. Książki czekają na zużycie i przeżuwanie słów i zaznaczeń, przytrzymanie w zaznaczeniu, i zmęczeniach zobaczone w tłuczeniu. /Pszyszyj to sam/ a,a to nie ta melodia. Wzruszeń, poruszeń, skruszeń, znaków, nie znak_ów? Turkotów.ów, uff, uff zadyszka czcionki myśli.

PS.

[Mały wielki człowiek, 2 plus 1, obecnie:Bisquit ,źródło nagrania].

[351]. Lelczyków gawędy. [Absu[ra]da(va)lium].

(Więcej niż)Siedem zmokniętych (z)dań (wy)wracam czcionką na dół. Inkaustu haustem na wierzch. Porządki na grządkach zmierzchu ile tchu. Ile ech ma cierp_li!w[ości] [od]dech. Wejrzenie [w obraz Edwarda]  jako rodzaj medyt-akcji. Składają się myśli w origami do góry [gra][m]!(n)ami.

[Nighthawks, Edward Hopper, painting at The Art Institute of Chicago, źródło obrazu].
Raczej Ćmy Barowych wieści opowieści. Wyabstrahowana oś(i)_Nic (nić). Raczej cisza niż d-mol. ka.Fluorescencyjne świa(t)tła buczenie (b)wrzas_ku nowoczesności niż wrzask mody, nabrzmiałość gawęd Lelów. Ot. Portret społeczeństwa, (s)kraju, sytuacyjn[ość]:  Rok 1942 wyschła już farba. Prawie sześćdziesięcioletniemu Edwardowi (Temu odwróconego Tyłem do Osoby Patrzącej, temu wraz z kobietą w czerwonej sukience) i koncept masuje neurony. Oto jest, napięta struna drga masowana białym światłem, które zawiera wszystko, po ataku na Pearl Harbor. Zastygnięci dniem nieobjęci. Milczeniem ściśnięci, oprócz barowych ciem jeszcze Oddech bez [ś]ciem. Pracuje przepona.I wyrazistość wyobraźni. I (Now)ość światła jarzeniowego zażywają kąpieli w  w ulicznym akwarium.

Możesz ich zauważyć przechodząc obok.

Gdzie jest wejście, księga Wyjścia [awaryjn(ego)]? Tkanka miejs[c][k]a (nie) tylko z okładek płyt. Pieśńi tworzenia (własnego mitu).Party i tura pieśń o wonności wolności. Potęga kinematografii. Kaligrafia rzeczywistości samotności. Cytat z performatywności  wspomnień, mgnień, gestów. Kształtów_uff. Perspektyw. Styl() i( )styk. Styk  lat czterdziestych odbija ja się, się się, czka, czka, czkawką kąt ostrości świateł. Wcięcie świat_eł i mgieł.

 

Nasycenie b(r)a(r)w.

 

Hopper brat Leonarda i Jana [Vermeera].