[345+1].Pod scriptuarium.

Refleksologia.Sanatorium myśli. Sztuka (ta uważana za dobrą, i ta, która rzeczyoczywiście nią jest)  nie obroni się sama, nawet sztuka mięsa, no chyba, że jesteśmy wegetarian/kami/nami to wtedy szansa jest na sukces… Errare humanum est...Majaczy niby gest, szelest.  Smuga ścieżki.Sztuka szuka ujścia, czasami [przeszłymi, i szłymi szybciej, coraz to szyb…ej, to wolniej, nie w sam raz,  przyszłościowymi horyzontami zderzeń i zdarzeń, jak kurzem]. Czeka na o[d]krycie. Być m[n]oże  zimniej jest w tych stronach świat[ł]a? Takie mamy klimatorium. Klimakterium renesansowego zmęczenia znaczenia się zmienia, mienia z imienia. Niestety.

Czytania książek, obcowania z obrazami, nie chodzi o retoryczne prztyczki i gimnastyczne potyczki, słuchania i słyszenia,dostrzegania, obcowania, muzyk trzeba się nauczyć, żeby umieć, aby czerpać przyjemność. Wierzę w wiedzę, rzetelność przygotowania, szacunek, dystans  szans i ten do siebie, i biegi na orientację.

[Mich & Mitch and Zbig łodeggy, źródło nagrania].

[Mirch & Mitch and Zbigniew Wodecki w Studio im. Agnieszki Osieckiej, 3 Program Polskiego Radia, źródło nagrania].

 

Reklamy

[345]. Lubię wracać tam gdzie byłem już (czyli do Krakowa).

[Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch, Rzuć to wszystko co złe, źródło nagrania].

Co robić? Uświadomić sobie, że jutra może już nie będzie. Nauczyć się żyć chwilą, która jest. To znaczy przyjąć, że wszystko to, co było, to było, ale już tego nie ma, a to co będzie, tak naprawdę nie musi się zdarzyć. A więc bawić się tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia. Taka postawa dotyczy zresztą nie tylko zabawy.

To ideał życia w ogóle.

[Zbigniew Wodecki].

 w Zwierciadle, 1/1935, styczeń 2008 odpowiedź na pytanie, co robić, żeby się dobrze bawić.

 

Smutność. Piosenki Zbigniewa Wodeckiego kojarzą mi się z domem, potem z potokiem wod[ecki]y w kranie niezależnie od adresu meldunkowego myśli, czyli z wydłużającym się cieniem, życiem, śmiechem, tyciem dat. Mam wrażenie, że jest to Muzyk niedoceniany, jego jazzowe i big band’owe zacięcie (nie)znane, o wznowieniu ( a tak naprawdę, nagraniu na nowo) albumu z 1978 roku…  Nie będę przytaczała (zaiste ciekawej) biografii, czy  czasów Piwnicy, Marka i Wacka, historii pewnych podróży (nie tylko z Markiem Grechutą) debiutu, wojarzy (nie tylko) z Ewą Demarczyk, nie pisnę słowem o dystansie do swojej osoby, czy o poczuciu taktu (sic!) o rytmie nie wspomniawszy, i humoru, o tym wszystkim można przeczytać.Z  biegiem  dat, ze sztormem lat zaczęłam dostrzegać i doceniać to, że był  chciał i potrafił być, blisko ludzi, wspomnę tylko Jego życiową mądrość, to, że mówił to, co myślał i to piękną polszczyzną,empatycznie. Nie tylko zaczynał dzień od Bacha, ale rzeczywiście cenił jego kunszt. Wzdycham: Kiedyś to pisano piosenki, i to po polsku…Ciepłym barytonem je śpiewano.
I wyliczę: przygotowanie i szacunek. I to jeszcze jedno pytanie.

Panie Zbigniewie. I kto się ani chwili nie zawaha i dzień tak pięknie teraz, zacznie od Bacha?

[album: Jazz sebastian Bach, The Swingle singers, źródło nagrania, fuga, co czyni dodanie sekcji, album katuję od piętnastu lat…].

Za wcześnie, zbyt nagle. Przecież był od zawsze. Tak zwyczajnie (nad)zwyczajny.

 

344.Trzy w jednym. Trzeci element, czyli REMedium (#12 poniedziałków), (#bo świat jest ciekawy!) [antystresow_nick3].

[Georges de La Tour, The Penitent Magdalene, 1625-1650, Metropolitan Museum of Art, źródło zdjęcia].

[Dla Renyi].

Niech się spełnią wyśnione marzenia, a przynajmniej, to najważniejsze.

Za górami, za lasami, za siedmioma do[linkami], czyli gdzieś w sieci, bardzo, baaardzo… Blisko, albo niesamowicie daleko…eko…eko…Eeee, tam! Tfu, A może już tu? Tu? Czy tam? Czytam.Czytajcie  a znajdziecie, znaczy się, znaczy się opowieścią, wieścią…

Mogłabym tak zacząć,ale gps zgubił trasę, brak zasięgu,  [lack of coverage, czy jakoś w takt] ale napiszę tylko, że [g]lubię  sposób wykorzystania światła i geometrii w obrazach de La Toura,  a opowieść się sama potoczy, toczy,toczy, to, czy to, wysypując worki słów,ów,ów i znaczenia zmęczenia, jak okruchy chleba sypane przez Jasia i Małgosię.

Skupienie i cielesność to wybija się na pierwszy plan, w którym kierunku spogląda kobieta? Czy sięga wzrokiem ponad ramę lustra? Czy w ogóle zdaje się gdzieś sięgać, a może wybiega myślami? Kiedyś, zanim poznałam sposób czytania obrazów, i ich historię bawiłam się także w skojarzenia. Oczywiście można też (do czego wrząco zachęcam) wykorzystać czynność przyglądania się nim jako sposobność do medytacji, rellaksacji. Im dłużej pobędziemy, z treścią jako wzbudzaczem neurlonaliów własnych, tym więcej uda nam się dostrzec i – co równie ważne, wędrówka nasza będzie również soczysta. W językach pochodzenia germańskiego sen i marzenie mają znaczenie synonimiczne i stosowało się je zamiennie. Spojrzenie, to także dziwne słowo,można coś nagle zobaczyć, czyli zdać sobie z tego sprawę, uświadomić, można mieć widzenie, kontakt z ukrytą (dotąd) częścią rzeczy, która staje się oczywistością. Rzeczy[oczy]wistość jawi się w całej [oka]załości. Przeobrażenia wyobrażeń, wrzenia skojarzeń. Obraz, zapach, przeczucie, czucie. Namacalność.Rzeczywist.ość.

Nie wiem, czy Maria, przebywa w przeszłości, przyszłości, czy teraźniejszości. Jest nieprzynależna do czasu i a(tra)kcji deko_racji, chociaż w niej zagnieżdżona, a może żegluje w stronę snu, może i tego na jawie? A może tego, który śniony był przez wiele epok, który hołubiono, ale także się obawiano tak jego jak i skutków. Gdyby spojrzeć na historię literatury holistyczne lwią część zajmuję tematyka śnienia, przywidzeń, wieszczeń. Także i w baśniach. Księżniczka na ziarnku grochu nie może wygodnie zażyć relaksu jaki daje chwila pożegnania się z tym, co przynosi dzienna aktywność,a więc pomyślnie przechodzi próbę, wiele dziewczyn zapada w letarg jest to synonim czasu dorastania, zachodzących przemian, intensywnego wzrostu (przecież nawet w śnie pojmowanym jako biologiczne zjawisko przybywa nam centymetrów). Zatem (a może przed_tem, a może:wtem),  Szekspir czy Salomon? Przykłady i przekłady można mnożyć. Opowiastki dla dzieci, czy liter tura dla dorosłych. (Chociaż te pierwsze są nie tylko dla progenitury).

Sen, krążenie krwi i czasu. Który upływa,niczym woda w kranie… Zużywa zmarszczki myśli i komórki ciała. Antonio de Pereda y Dalgado jest autorem obrazu, który nazywano na różne sposoby: Sen rycerza (albo: Sen kawalera),albo też: Życie jest snem… Ale jest też Śmierć i galant (Pedra de Camprobina), można by pisać, i pisać i pisać i zużywać niezliczone ilości czasu, pikseli, a i tak podobne by było to jak czerpanie wody przetakiem, nie zanurzylibyśmy się nawet po kostki w nurcie sztuki wariantywnej czy somnambulicznej nie zmoczylibyśmy nawet babcinych skarpet. Czas i sen, zestawienie dwóch rzeczywistości, czy dwa jej odbicia, wzajemnie się przenikające?

Albert Einstein powiedział, że czas istnieje tylko dlatego, żeby wszystko nie działo się na raz. Istnienie zarówno poza jak i w czasie, nie jest paradoksem.Osoby zajmujące się fizyką twierdzą, że postrzeganie tego zjawiska jako odcinków przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest błędne, chociaż bywa i poręczne, bywa i mydlące, tfu, mylące. Na percepcję  i przeżywanie  zjawiska (jakim jest czas) wpływa zarówno koncentracja, emocje, poczucie przestrzeni, czy pamięć nie należy też zapominać, że zaangażowane są w ten proces różne obszary mózgu.Podobnie jak i inne kwestie, tak i on nie mają charakteru liniowego. Przykład? Proszę bardzo.

Liniowe pojmowanie muzyki zostało przypisane (sic!) tej dziedzinie dopiero gdy tworzyli tacy jak Haydn, Beethoven, czy Mozart. Miało to także ścisły związek z rozbudową teorii muzyki.  I to bywa nieoczywiste, choć zrośnięte w postrzeganiu, gdyby się temu przyjrzeć bliżej. Czas i jego pojmowanie bywa różne, zależy od epoki, i co z tym związane,  (w przypadku teorii względności) układu odniesienia. Zanurzenie w sztukę, czy to z bliska, czy z odDali. Skojarzenia są przejrzystooczywiste choć… Śmierć Prokris, już nie jest tak czytelnym przykładem. Czy czy widzimy kobietę, która ucięła sobie drzemkę? Jaki charakter ma owe władanie Tanatosa? Ułożenie ciała niektórych badaczy sztuki wskazuje na to, że nie jest to sen, kobieta się nie zbudzi, zapadła na sen wieczny, a to za sprawą morderstwa. Piero de Cosimo, jak wielu mu współczesnych, korzystał uwieczniając postaci ludzkie ze zwłok, i takowe zostały mu dostarczone, wzmacnia to (czy wpisuję się to w)  wymowę owidiuszowej opowieści, główny motyw to przecież tragiczna w skutkach historia miłosna. Co więcej możemy zobaczyć? Świadectwo czasów alchemicznych, poszukiwań kamienia filozoficznego, chociażby za sprawą pelikana. Faun inaczej zwany Luperkusem, czyli tym, który strzeże przed wilkami, nieobecny w historii literackiej a tu to nic innego jak wyraz dzikiej, nieskalanie czystej siły.  Drzewo to ruch w dwóch kierunkach: z martwych wstawania i nieśmiertelności. A czerwień płaszcza podkreślona także przez umieszczenie na obrazie psa, to odniesienie do Hermesa który był uosobieniem niezmąconej mądrości. To on włada materią, i to on może kreować jej przemiany (o czym świadczy  zarówno umieszczenie na płótnie ptaków i ich wielkość, perspektywa, to nic innego jak metafora lotnej materii). Ruch, wszechobecny ruch, chociaż prawie wszystkie postaci są statyczne. Ruch na i pod powierzchnią widzialności.Zdrapywanie znaczeń, odkrywanie i zakrywanie. Odczytywanie.  Podążanie śladem opowieści.

Również roślinność wydaje się być przerysowana, niejako doklejona, przyczepiona do rzeczy oczywistości, do rzeczywistości. Do  szkieletu ości nieuchronnych skutków. Gdy patrzę na ten obraz to widzę drogę, która wiedzie nie w przód, ani w tył, ale w głąb,a zarówno postaci fauna jak i psa, biorą rzeczywistość w nawias. Zwierzęta na drugim planie ukazują ruch, przemiany, materii. Głębię.

[Śmierć Prokris, Piero di Cosimo, olej na płótnie, National Gallery, źródło zdjęcia].
Zbieżność, czy synergia? Pierwsze z brzegu pytanie: Czy obrazy mogą być akustyczne? W jakiej mierze następuje przenikanie sztuk? I czy ma to coś wspólnego z oczytaniem osoby, która patrzy? I widzi, patrzy i dostrzega. I przeżywa. Czy charakter prywatnego dialogu z muzyką zmieni wiedza jaką posiadam o tym, czego dokonał Hermann von Helmholtz?  Badacz ucha wewnętrznego, a dokładnie uwagę skupił na błonie podstawnej. Dostrzegł, że ta złożona jest z ponad dwóch tysięcy różnej długości włókien, rozłożonych w taki sposób   że przypominają ułożenie strun w fortepianie, włókna te  są elastyczne. A ich zakończenia reagują na dźwięki niejako zbierając je otoczenia i doprowadzając do mózgu. I reagują tak jakbyśmy w uchu nosili harfę. Stąd działanie ucha często było metaforycznie tak właśnie przestawiane. To czego badacz nie dostrzegł to rola płynu, który wypełnia ucho wewnętrzne. To on transmituje drgania błony bębenkowej,oczywiście wiemy o roli jaką o d g r y w a j ą  (sic!) kosteczki (ossicula auditora) znajdujących się w uchu środkowym: młoteczek (malleus), kowadełko (incus) i strzemiączko (stapes).  Wkładają nam do głowy już w szkole, że to najmniejsze kości w ludzkim organizmie, ale nie często mówi się o tym, że  To także jedyne kości, które nie zmieniają swojego rozmiaru przez całe życie człowieka, dlatego, że w momencie gdy przychodzimy na świat są już ostatecznie ukształtowane. W okresie płodowym tworzą się poza „obrębem czaszki” (a dokładnie są ukształtowane z łuków skrzelowych). Skojarzenie z rybami jest tu jak najbardziej na miejscu, z tą różnicą, że u nich kostki podtrzymują skrzela, a u nas wędrują ku środkowi głowy, aby ostatecznie stać się częścią aparatu słuchowego ( złożonego z ucha zewnętrznego, ucha środkowego oraz ucha wewnętrznego). Powróćmy do tematu, przewodniego, chciało by się rzec (albo napisać, w tych okolicznościach przyrody) motywu.

O harmonii, wszelakiej, tej dotyczącej ciała, złotej proporcji, matematyki i dźwięku wspominał już Pitagoras. Skojarzenia, których doznał Helmholtz z fortepianem, pewnie dlatego podszepnął mu mózg, że gdy jako żak wyjeżdżał był by podjąć studia lekarskie,wziął ze sobą ten właśnie instrument, i pomimo obowiązków jakie wiązały się ze studiowaniem, grywał na nim  przynajmniej godzinę dziennie. Zauważył, że każdemu tonowi towarzyszą dźwięki wyższe (zwane harmonicznymi albo inaczej alikwotami).  To nie jest tak, że struna drga jednostajnym dźwiękiem, można powiedzieć (upraszczając kwestię) że mamy dźwięk podstawowy, on służy do określenia wysokości, i równocześnie możemy rozpoznać, dźwięki towarzyszące które nasączają wysokość dźwięku barwą. Przyjrzał, a może bardziej trafne określeniem było by przysłuchał się wszystkim alikwotom w które wyprodukowali ludzie grywający w orkiestrze. Sztuka i nauka splatają się niczym nerwy wzrokowe w organizmie człowieka. Warstwy. I wieczny ruch. Prospero w szekspirowskiej Burzy wypowiada kwestię Życie to chwila jawy między dwoma snami, tak więc i tu kolejna warstwa. Sen. Spójrz proszę, czy i Maria Magdalena nie śni? Czy to nie jest punkt, od którego zaczęliśmy opowieść wieść? Wejść do tego świat(ł)a…

[Noc. Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Głosy, źródło nagrania].

Czy wiesz, że nieprzerwany sen sławetne osiem godzin spoczywania w łóżku, to wynalazek bardzo świeży? Onegdaj sypiano inaczej, a wiązało się to z tym, że nie mieliśmy do dyspozycji sztucznego światła (Psyt, iskierka zgasła). I nie chodzi tylko o to, że chodzono spać z kurami, czy innymi owcami, ale o to, że zażywano snu na raty. W nocy urządzano np uczty, albo spotkania recytatorskie. Czy wiesz, co to jest podkurek, albo doświtek? To nic innego jak rodzaj posiłku nazwa określa porę spożywania (przed pierwszym pianiem koguta). Pierwsza transza snu trwała około trzech godzin, potem biesiadowano,albo modlono się, albo zacieśniano relacje (i tu mam na myśli wszelkiego rodzaju, od prowadzonych biesiad, po spółkowanie i płodzenie potomstwa, bardzo często w podręcznikach medycznych pisanych w  XVII wieku zalecana była ta pora płodzenia) przez około dwie godziny, by następnie znów pożegnać się z jawą, aż do świtu. Tyle, że tu nie chodzi o korzystanie, bądź nie prywatnie z wynalazku elektryczności. Jedna kwestia to stosowanie różnego natężenia i różnej barwy sztucznego światła, a druga, to oświetlenie miast. Przeszkadza ono nie tylko entuzjastkom i entuzjastom astronomii.  Bywało tak przed rewolucją przemysłową, a więc rozpatrując historię ludzkości jako continuum bardzo niedawno spano na raty.Tak jak ładowanie baterii w urządzeniach elektronicznych.

Oczywiście, jak to bywa z innymi przykładami czynności tak i w tym przypadku wraz z nią dostajemy cały pakiet wierzeń i przesądów i praktyk. Na Wawelu można zobaczyć (ale już nie dotknąć, jak to w muzeum bywa) bardzo maleńkie łóżka królów. Dlaczego, bynajmniej nie z racji braku funduszy, albo puszczenia z dymem zamku (co zdarzyło się Zygmuntowi Wazie) A dlatego, że władcy sypiali na siedząco. Tak, na siedząco (a Masajki Masajowie na stojąco). Ci pierwsi bali się bowiem, że gdy oni są we władaniu Tanatosa, rychło umrą. To przekonanie było bardzo powszechne: sen jako brat śmierci, nawet medycy tak ujmowali seans, sens rzeczy. Nie jest to dziwne, dlatego, że zachowanie pacjentki/ pacjenta w czasie snu naprawdę niewiele wnosi. To co najważniejsze ukryte jest dla oczu.

W 1869 roku została opublikowana książka  Cooke‚a pt: Siedem sióstr snu, autor przedstawia tam wyniki ówczesnych badań nad siedmioma głównymi narkotykami świata. (a były nimi, zależnie od regionu geograficznego,: tytoń, opium, konopie indyjskie, orzechy betelu, koka, bieluń,  i… Muchomor czerwony, nie pisał o alkoholu. Autorka tego blogu, jest przeciwna używkom (!) Bardzo często przywoływane są takie postaci jak Witkacy, czy Carroll jego Alicja w krainie Ciar_uff, czarów. Sen i widzenia, mary, czary, przywidzenia i powidoki to szeroki nurt literatury. Przez delikatność nie wspomnę o romantyzmie czy młodej polsce. W tym czasie jesteśmy sami ze sobą, do tego bez broni. Zwierzęta często śpią z przerwami (często te z nich, które są zagrożone ze strony drapieżników).

Teraz gdy dysponujemy techniką, owe znaki snu, jeśli występują, stały się dla nas czytelne, bardziej cielesne, namacalne, przejrzyste, niezaprzeczalne, oczywiste. Prawdziwą rewolucję w dziedzinie badań nad snem to cenzura jaką stanowi wynalezienie encefalografu (z języka greckiego enképhalos – mózg, gráphō – piszę) a więc i  metody,której użycie pozwala na zbadanie i/lub zdiagnozowanie bioelektrycznych czynności mózgu. Dlatego też odkryliśmy, że sen ze swej natury  jest zjawiskiem niejednorodnym, ale też jest  bardziej  skomplikowanym, niż to się wydawało na pierwszy rzut oka (sic!). Jednocześnie do dziś nie wiadomo, dlaczego tak naprawdę śnimy, jest wiele hipotez, wiele szkiców, ale żadnej wiążącej i ostatecznej odpowiedzi. Jedną z najbardziej popularnych jest to, że jako ludzie potrzebujemy czasu w którym następuje  konsolidacja nabytych umiejętności, tych, które opanowanie ćwiczyliśmy/ ćwiczyłyśmy poprzedniego dnia (dlatego tak ważne jest wysypianie się podczas sesji egzaminacyjnej na studiach), czy tworzenie wspomnień. Taki zapis na twardy dysk. Także jest jakieś czucie i wiara w uczeniu się przez sen, ale nie w takim kształcie jak to się propagowało (podkładanie książek pod poduszkę) albo/i używanie programów i taśm z nagraniami słówek w języku (tak samo jeszcze) obcym.

Cykl naszego funkcjonowania wyznacza zegar biologiczny,niektóre osoby zajmujące się nauką i badaniami nad snem twierdzą, że dysponujemy więcej niż jednym takim zegarem. Niezależnie od tego, którą z perspektyw przyjmiemy możemy być pewne i pewni, że zegar(y) połączony/e są z centralnym układem nerwowym, z mózgiem. W ten sposób następują regulacja procesów biologicznych a także układów wewnętrznych związanych z gospodarką hormonalną organizmu, temperaturą ciała, koncentracją, nastrojem, czy przemianą materii. Co więcej, nasz cykl snu i czuwania pokrywa się z ruchem ziemi. Inaczej przebiega u dzieci, u nastolatków (nie dziwne, że często spóźniają się na lekcje) i osób dorosłych,czy seniorów.

Na jego jakość wpływają czynniki zewnętrzne takie jak (nie)obecność światła naturalnego, nawyki wytworzone i wdrożone w cyklu życia. Nawyki, czyli czynności wykonywane rutynowo, które jednak pozostają pod naszą kontrolą. Zalecenia, odnoszące się do higieny snu mogą wydawać się proste, ale ich wdrożenie już takie nie jest.

Chociaż każda osoba ma określony chronotyp i wedle niego działa (jesteśmy skowronkami, sowami, albo posiadamy zestawienie ze sobą dwóch typów, czyli typ mieszany) to możemy zaobserwować, że najwyższe ciśnienie krwi mamy w okolicach godziny osiemnastej trzydzieści (nie wspominam o sytuacjach gdy to szef/owa, zwierzchniczka, zwierzchnik, lub inny osobnik homo sapiens przyczyni się do podwyższenia tegoż) najlepszą koordynację ruchową można zaobserwować około godziny czternastej. Mówimy tu o osobach dorosłych, i oczywiście godziny te mają charakter punktów orientacyjnych. Najlepiej jest więc pobyć przy sobie i poznać swój organizm. Niemniej,występują prawidłowości,i obserwując swój sposób funkcjonowania można zauważyć, że około godziny szóstej po południu do wpół do siódmej mamy najwyższe ciśnienie krwi, a o wpół do czwartej nad ranem mamy najniższą temperaturę ciała (nie dziwi ten fakt, gdyż najefektywniejszy sen mamy od drugiej w nocy, do właśnie, trzeciej). od szóstej trzydzieści ciśnienie krwi wzrasta, około ósmej organizm zaczyna produkować melatoninę około czternastej mamy najlepszą koordynację a o piętnastej trzydzieści najlepszy czas reakcji. Można odnaleźć prawidłowości, ale i tak należy słuchać siebie. Swojego chronotypu.

Tak naprawdę nie robimy się nagle senni nagle, potrzeba, chociażby zażycia drzemki narasta wraz z upływającym czasem, chociaż tak, możemy dostać nagły zastrzyk energii. I tak osoby, które mają nie normowany czas pracy, albo pracują na zmiany, mogą potwierdzić, że tak jak nie da się wyspać na zapas (raz niewyspana noc przepada), tak nie da się jej także odespać, trudno jest dlatego, że wtedy działamy w sprzeczności ze swoim zegarem biologicznym. Jeśli pracujemy rano i kładziemy się spać nocą możemy zaobserwować tworzenie się „okna snu” nocą najbardziej efektywny czas to między drugą a trzecią, tak jak pisałam, ale jest także drugie okno, jeśli odczuwasz senność wczesnym popołudniem (jeśli jesteś skowronkiem) albo nieco później (jeśli jesteś sową).

Kiedyś spędzano czas inaczej, zażywano więcej ruchu (albo po prostu, wskutek pracy, i /lub braku praw pracowniczych) było się do tego zmuszoną/zmuszonym, nie było technologii, nie było także produkowanego niebieskiego światła. Nie chodzi o to, że jest ono złe, chodzi o to, że zaburza ono naturalny rytm naszego organizmu, powoduje, że jesteśmy spięci/spięte, nasza uwaga ciągle w gotowości, jeśli śpimy to jest to sen śmieciowy. Tak jakbyśmy ciągle napychali swoje żołądki „jedzeniem” z fast foodu. Do tego jesteśmy tak z urządzeniami wszelakiej maści zrośnięci, że (chociażby) spacerując mamy telefon/tablet/komputer przy sobie, mało tego słuchawki na uszach, a przynajmniej zawsze gdzieś w pobliżu. Jeśli nauczymy się wychodzić bez urządzeń, wstawać przy analogowym (sic!) budziku, a nie WszystkomającymNiekoniecznieSmartAleFonie to jakość naszego życia wzrośnie. Jeśli korzystasz z urządzeń elektronicznych wieczorem, nie idź od razu spać, można to zrobić przed toaletą wieczorną, tak żeby nie pobudzać się do spirali myśli.

Chcąc zainwestować w swój sen, pomyśl o nim jako o następujących po sobie cyklach dziewięćdziesięciominutowych. (Taki jeden składa się z czterech do pięciu faz) jeśli musisz wstać wcześniej, to wstań dziewięćdziesiąt minut wcześniej, wtedy będzie to mniej uciążliwe. Mózg człowieka lubi rutynę. Pamiętasz gdzie ostatnio  położyłaś/ położyłeś klucze? Jak wychodzisz z domu to ubierasz najpierw prawy, czy lewy but? Zastanawiasz się, bo przecież robisz to odruchowo, a no właśnie tak samo z rytmami snu i przebudzenia, warto nauczyć się wyliczyć ile potrzebujemy cykli snu, by czuć się wyspanymi, i odmierzać czas właśnie cyklami, a nie godzinami przespanymi. Do tego zacząć przywiązywać wagę do tego jakie rytuały towarzyszą nam przed snem i po spaniu w ciągu magicznych dziewięćdziesięciu minut, tak to wymaga samoobserwacji i zaangażowania, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. Jeśli jestem sową i nie lubię ani robić śniadań, ani nie odczuwam od razu głodu, jem coś co nie angażuje mnie na długi czas, wrzucam do blendera dwa banany, miętę, i mleko i popijam sobie koktajl, dopiero drugie śniadanie, gdy organizm się rozbudzi jest bardziej treściwe. Jeśli zauważam, że mam problem z zasypianiem, rezygnuję z angażujących emocje filmów i ciężkich rozmów (oczywiście, są wyjątki)  i kawy (wiem, wiem co pisałam o kawie nadal ją bardzo lubię- choć kofeina zostaje w organizmie sześć godzin po wypiciu filiżanki, a zaczyna działać pobudzająco dopiero po dwudziestu minutach od wypicia). Faza nRem snu, to ta w której organizm regeneruje zarówno tkanki jak i psychicznie odbudowuje, faza Rem dodatnio wpływa na kreatywność, ale nie zapominajmy, że sen jest z natury polifazowy i potrzebujemy przechodzenia od faz płytkiego snu, głębokiego i do wybudzenia, to jest system naczyń połączonych. Gdy noc trwa nasze cykle też zmieniają charakter coraz krótsze są te, w których doświadczamy płytkiego snu, coraz dłuższe w fazie REM.

[Kołysanka o niedoli, Wiedźmin 3 Dziki Gon, źródło nagrania].

Co pomaga zasnąć (czyli oczywiste oczywistości na senne przypadłości):

Sen to nie wyabstrahowana przestrzeń i czas w rzeczywistości, to nie jest poświęcenie jednej trzeciej naszego życia na nieproduktywne działania.   Co pomaga zasnąć i dobrze wstać:

  • poznanie swojego chronotypu, i działanie w zgodzie z nim, nawet jeśli częściowo dostosujesz się to będzie to i tak dużo. Wiedząc, że jesteś sową możesz np w pracy przysunąć biurko bliżej naturalnego źródła światła, jeśli masz wybór za rzeczy bardziej wymagające nie brać się natychmiast po przyjściu, przygotować śniadania wcześniej. Jeśli jesteś skowronkiem odwrotnie, kwestie skomplikowane brać na warsztat jak najwcześniej. Umówić się z osobą, z którą jesteś w związku, że wolisz przygotowywać poranne posiłki, zamiast kolacji.
  • zadbaj o stałą godzinę pobudki, z zasadą pięciu (lub czterech- to zależy od preferencji) przespanych cykli snu
  • zadbaj o to, by łóżko kojarzyło się z dwoma rodzajami aktywności (obie zaczynają się na literę es :))  Łóżko także nie jest tak starym wynalazkiem jak się wydawać mogło, na początku spano, albo na podłodze, albo na ławach, które służyły także do (niewygodnego siedzenia) przy stole podczas posiłków, luksusem było posiadanie stodoły, ale Ad rem! Nie czytaj (chociaż z lekturą przed spaniem to sprawa sporna), nie roztrząsaj dnia następnego. Jeśli mieszkasz w kawalerce i nie możesz wydzielić innej przestrzeni do spania, a na przykład lubisz czytać przed snem, to po tym jak już skończysz obcować z tekstem, zgaś światło, wyjdź na chwilę np umyć zęby, do pomieszczenia łagodnie oświetlonego i wejdź znów do ciemnego pokoju, mózg odbywa podróż ze światła do ciemności, naturalny kierunek ku zapadnięciu w sen.
  • naucz się relaksować, medytować, wyciszać, zaproponuj sobie rytuał wyciszania (a może zaproponuj swój sposób?) możesz się rozciągać, ale z ćwiczeniami ostrożnie one pobudzają do działania, dlatego lepiej je wykonywać po przebudzeniu. Ważne jest pierwsze dziewięćdziesiąt minut po pobudce i dziewięćdziesiąt minut przed zaśnięciem.
  • ostatnią kawę pij do godziny siedemnastej jeśli ją w ogóle pijasz, jeśli cierpisz na bezsenność, zrezygnuj z tego napoju.
  • nie odsypiaj w weekendy, ani nie śpij dłużej to tylko rozstraja organizm,oczywiście można zafundować sobie piżamowy dzień, ale to co innego niż spanie do trzynastej. Można wstać o stałej porze, a potem znów powrócić do łóżka. Brzmi to być może kuriozalnie, ale pozwala uniknąć roztrojenia organizmu.
  • stosuj w ciągu dnia przerwę od technologii,choćby miało być to tylko pięć minut (potem stosownie wydłużaj ten czas). Ta już tak wrosła w nasze życie, że nawet jej nie zauważamy. Jeśli biegamy, dysponujemy elektroniką, która mierzy i podpowiada, mamy wszystko smart, ale coraz to mniej w życiu art, mniej sztuki życia, więcej sztuki przetrwania (a może tylko/ aż[?]trwania?);
  • jeśli korzystasz z drzemek to idealnym czasem będzie pół godziny, albo półtorej (chyba, że sypiasz nieregularnie to wtedy zrezygnuj z nich). Pamiętaj, że kofeina zawarta w kawie zaczyna działać dwadzieścia, albo nawet trzydzieści minut po tym jak jak ją się uraczymy;
  • dbaj o ciszę, stosuj dietę bogatą w przetwory mleczne, jedz w sposób regularny, lekkostrawne posiłki wieczorem, nie kładź się głodn-a/y ani z uczuciem przejedzenia
  • miej optymalną do spania temperaturę w pomieszczeniu do dwudziestu jeden stopni, w którym się kładziesz (może pomóc letni prysznic tuż przed snem), i przewietrzone pomieszczenie (uwaga na komary w okresie letnim, podczas okresowych upałów nie otwieraj okna popołudniu, tylko rano i wieczorem);
  • pracuj z ciałem, przede wszystkim go słuchaj, gdzie gromadzą się napięcia (gwarantuje Ci, że one się zbierają) ?
  • jedź śniadania, i pij wodę (mogą być też koktajle, zupy, czy inne mięty z cytryną) małymi łyczkami;
  • mózg lubi nawyki, zgodnie z cyklem dziewięćdziesięciominutowym snu określ swój czas pobudki, i trzymaj się tego, nawet w dni wolne od pracy;
  • Korzystaj z „analogowego” budzika, naucz się wstawać zaraz po tym jak zadzwoni. Nie korzystaj z zegarka wbudowanego w telefon, najlepiej gasić go na noc, jeśli nie korzystać z godzin ciszy, to włączyć wibrację i wynieść do innego pomieszczenia.
  • miej dobry materac, wietrz pościel i regularnie ją pierz;
  • jeśli nie potrafisz usnąć w przeciągu dwudziestu minut, wstań i zajmij się czymś, nie leż próbując usilnie zasnąć;

Wprowadzenie małych zmian, może znacząco wpłynąć na komfort snu, nie, nie na komfort życia, przecież sen jest także jego częścią, istotną. Tak np spisywanie „kwestii do załatwienia” i (oddzielnie) planowanie dnia następnego. Traktowanie tych dwóch kwestii rozdzielnie może wprowadzić ład i ujarzmić myśli, tak by nie kłaść się z dniem następnym do łóżka.

Tak naprawdę, choć rozczepiliśmy atom, byliśmy na księżycu, i odkryliśmy nie jedną Amerykę to nie wiemy dlaczego sen jest nam potrzebny. Jest niewiele kwestii które nas łączą nie tylko jako ludzi, śpią już organizmy bezkręgowe, to jak śpi to zależy jakiego rodzaju ma fotoperiod nocny, czy dzienny (tak jak np człowiek). Ciekawym przykładem jest przykładem ssaków morskich [sen delfinów używają do tego połowy mózgu, czy foki uchatki, które mogą spać dwadzieścia godzin na dobę].

Chociaż różnica między zapotrzebowaniem na sen się różni, autor teorii względności jeśli nie przespał dwunastu, no, jedenastu godzin czuł się źle, Napoleonowi, wystarczyło tylko kilka godzin. Fazowa aktywność spoczynkowa mózgu, to określenie czasu snu, można go podzielić na dwie fazy nonREM (regeneracja biologiczna, zasypianie, czas między snem, a czuwaniem, sen płytki) i stadium REM (jest to bardzo aktywny rodzaj snu, w którym aktywność mózgu można zmierzyć zużyciem tlenu i glukozy, i uwaga, jest ono momentami większe niż gdy jesteśmy na jawie zniesienie napięcia mięśniowego,pojawienie się marzeń sennych, następuje szybki ruch gałek ocznych, tutaj przeżywamy swoje doświadczenia, marzenia, pragnienia i lęki na poziomie neurobiologicznym bardzo mało wiemy o śnie wiemy, że następuje konsolidacja śladów pamięciowych).

Ze względu na udział fal wolnych sen podzielono na cztery podstawowe stadia. Pierwsze trzy wchodzą w skład fazy NREM, natomiast czwarta to faza REM (sen atawistyczny po przodkach):

  1. stadium pierwsze, w którym świadomość bodźców docierających ze środowiska stopniowo maleje, w zapisie EEG pojawiają się wolne ruchy gałek ocznych, znikają fale alfa, a dominują te o częstości 2–7 Hz o amplitudzie nie wyższej niż 75 μV
  2. stadium drugie, można rozpoznać po tym, że bodźce zostają bez odpowiedzi, można też zaobserwować występowanie  wrzecion snu  (czasami nazywane są falami sigma) i zespołów K;
  3. stadium trzecie, podczas badania polisomnograficznego, takim badaniem jest np EEG w od 20–50% czasu zajmują fale o częstości 2 Hz lub wolniejsze o amplitudzie nie mniejszej niż 75 μV;
  4. stadium czwarte, pięćdziesiąt procent jego treści to fale wolnych o amplitudzie powyżej 75 μV.

 

Nie da się wyspać na zapas. Po deprywacji snu (wymuszonej bezsenności) więcej jest stadium trzeciego i czwartego, sen nie jest dłuższy, ale jest inny (proporcje faz i ich kolejność). Sen to jestem nadal ja, ale w innym stanie. Nie mogę się za kogoś wyspać. Relaksuj mózg przed snem. Zrób swoisty masaż neuronnaliów.

Zadanie dla osób chętnych:

  1. Co dostrzegasz na obrazie de la Toura? Opisz, zobacz.
  2. Przyjrzyj się swojej higienie snu, co możesz zmienić? Wprowadź jedną zmianę, ale zrób to dzisiaj.

I tu zbiegły się wszystkie nitki naszej opowieści, uprzedzałam, że będzie długo

Smacznego, treściwego snu, życzę.

[343]. Droga Matka.


[Droga 66, Dorota Warakomska, 20212, Biblioteka Akustyczna, źródło zdjęcia].
Droga 66 jest okazją do spotkania z ludźmi i historią, tak tą ukrytą w rodzinnych opowieściach, czy szeptach liści i kraj_obrazów, niesionych przez wiatr, tak i tej społecznej napęczniałych od dat, ukrytych w datach, wydarzeniach… Akcja toczy się swoim rytmem, odnieść można wrażenie, że jedzie się drogą, choć jednocześnie niespiesznie, tak, w sam raz, by móc wysłuchać opowieści napotykanych ludzi. Przyznam, że mam problem z tą pozycją, z dwóch powodów. Pierwszy to używanie słowa: Murzyn (o tych kwestiach już pisałam) a druga to kwestia koncepcji.

Książka którą można spokojnie wziąć ją do pociągu (niekoniecznie byle jakiego), tramwaju, czy czytać rozdział po rozdziale w drodze z/do pracy w całkowicie innych okolicznościach przyrody czyta się szybko. To, że lektorką jest Autorka, jest bardzo dużym plusem. Jednak mam wrażenie, że to co dostaje nie jest opowieścią pogłębioną, to tak jak robienie zdjęć polaroidem. Czy jest to wadą? Może być (zwłaszcza gdy nie jest to pierwsza lektura o historii Stanów Zjednoczonych Ameryki). Przecież może być to przyczynek do sięgnięcia po inną książkę, nie tylko podróżniczą. Zastanawiam się, czy nie jest to lektura, która potwierdza nasze wyobrażenia? Portret z lotu ptaka?

Jeśli chcesz sięgnąć po lektury na lato to możesz przeczytać na przykład te. A T y, co aktualnie czytasz/ polecasz?

[342]. (400 x10¹²) albo: Smuga Świat(ł)a.

[Idąc zawsze idź, Grzegorz Tomczak, źródło nagrania].

Homo sapie[ns] buduję konsekwencję właśnie wtedy gdy po raz kolejny wstaje, decyduje i robi jeszcze jeden krok. Właśnie wtedy gdy grawitacja w uszach i żyłach dudni najgłośniej. Nauka chłodzenia, nauka chodzenia[1,2,3].[ Przy][po]wieść o ratowaniu, a może opowiastka o radowaniu? Maj uderza  w nozdrza dawno zapamiętanym zapachem. I nasycone inkaustem niebo spada na gimnastykujące się myśli.Się my[d]li w smugach, gramach, gamach, gafach i grafach świat[ł]a. I zieloność jaw, traw wdziera się do źrenicy oka tuż przed zmierzwionym, nieco zniecierpliwionym i z[dręt]wiałym jeszcze [zmi]e[rz]chem. [D]jeszcze dreszcze i grama[tyka] tyka. [u]tyka, tyk, tyk, ty…

Pośród innych w krwi wyodrębnić można sześć miliardów bilionów cząsteczek hemoglobiny (400 x10¹²). Następują ciągi reakcji chemicznych, dzięki którym pozyskana zostaje energia do ż.ycia.

A [a]lchemik (z obrazu Thomasa Wycka) tak samo ćwiczy się w przełykaniu wiedzy i przymykaniu powiek. Po wiek dwudziesty pierwszy. To pewnie re_akcja alergiczna na  kurz.

 

PS. Długi wpis już w poniedziałek (wieczorem).

[Kukuczka, opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście, Marcin Pietraszewski, Dariusz Kortko, Agora SA].

[272+4]. Szczyty i (za)szczyty, czyli o (nie)możliwościach i motywAkcjach.

[Kukuczka, opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście, Marcin Pietraszewski, Dariusz Kortko, Agora SA].
[Kukuczka, opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście, Marcin Pietraszewski, Dariusz Kortko, Agora SA,2016, źródło zdjęcia].

Carsolio: –Kukuczka zamykał się przy obcych. Był naburmuszony. Kolumbijczycy trzymają dwa psy. Jeden czarny z grzywą, która przypomina wielką brodę.

– Wiesz jak nazywa się ten pies?-pyta Kukuczkę jeden z kolumbijskich wspinaczy.

— Nie – odburknął. To jest Messner. Drugi pies ma groźny wyraz pyska, warczy.

Kolumbijczycy: – Czy wiesz jak wołamy na tego?

— Nie -znów mruczy Jurek.- Jak zdobędziesz wszystkie ośmiotysięczniki, nazwiemy go Kukuczka. Carsolio: Wtedy Jurek się uśmiechnął.(…)

Dziwił się,gdy się skarżyli, że nie potrafią czegoś zrobić — Jak to , nie potrafisz [zwracał się do synów-przypis 5000lib] To niemożliwe! -mówił- Przecież to trzeba umieć zrobić, jak się nie umie, to się trzeba nauczyć.

[Cytaty pochodzą z książki: Kukuczka, opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście, Marcin Pietraszewski, Dariusz Kortko, Agora SA,2016].

Na wstępie zaznaczę, nie zamierzam nawet wspominać o dwóch kwestiach, mianowicie:

Pierwsza:  rozstrzyganie,czy przekonywanie, odpowiadanie na następujące pytanie: czy  najlepszą osobą wspinającą się jest Wanda Rutkiewicz, czy Jerzy Kukuczka.

Druga jest streszczanie publikację co bardzo często jest spotykane na portalach, czy blogach.To nie jest ,pyk i jest bryk! Szeleszczenie, streszczenie lektur nieobowiązkowych. Opowiadanie o książce w ten sposób mnie nie interesuje, i wierzę, że Was również, chyba, że się mylę? Inaczej, po co czytać? Ad rem! I nie chodzi o fazę snu, o tym kiedy indziej. 🙂

Zostałam wychowana w przekonaniu, że nie ocenia się książki po okładce. I nadal się tego trzymam, z drugiej… Strony (Sic!), przekonałam się, że umiejętność zastosowania zasad, które dotyczą składu tekstu jest równie ważna, co treść i  jest r ó w n i e ż jest wyrazem (sic!) szacunku do osoby, która poświęca czas, a nie rzadko i sumę pieniędzy, by nawiązać dialog z tekstem.  Na uwagę zasługuję fakt bardzo estetyczne wydanie książki, jedyną kwestią, która utrudniała czytanie, czy wręcz mnie irytowała  w tym aspekcie jest sposób podpisywania zdjęć, kopiowanie kilku zdań z tekstu. Schludne wydanie, zdjęcia nie pełniły roli wypełniaczy, a to- niestety- coraz częściej się zdarza, a cytaty z dzienników Jerzego są sprawnie wplecione. Sposób prowadzenia narracji jest wartki i spójny, zapomina się o tym, że książkę tworzyło dwóch autorów. To świadczy tylko o tym, że nie widać szwów. Uwagę przykuwa sposób otwarcia opowieści. Zabieg prosty, ale spełniający zadanie, czyli przykuwający uwagę.

 

To kim był, co osiągnął Jerzy Kukuczka wiadomo, teraz, jeśli jest to pierwsza książka dotycząca wspinaczki i środowiska, po którą zamierzasz sięgnąć, możesz się dowiedzieć, jak żył, jak odbierano  jego postępowanie.Przeczytać o dawnych, a może i nieznanych z autopsji, czasach. Nie tylko o wspinaniu się. Autorom udaje się (przynajmniej nadkruszyć klika mitów). Nakreślają szkic Polski. Tak eufemistycznie rzecz ujmując sprzęt, który miały do dyspozycji polskie ekspedycje odbiegał od tego, którym dysponowały te z zachodniej części świata, ale z drugiej strony, o czym warto pamiętać, na  ufundowanie takich wypraw składało się społeczeństwo, od hut, czy kopalń począwszy, po wszelkich innych zakłada pracy, instytutach skończywszy, których to jednak nie będę wymieniać szanując i czas i czcionkę, dysponowali jedzeniem, wszelkimi rarytasami, czy udogodnieniami, mogli podróżować, smakować świat (we wszelkich jego  aspektach).

Nie jest to pierwsza książka dotycząca tej tematyki, brakowało mi rozwinięcia tematu, relacji zawodowych Kukuczka — Rutkiewicz,czy perspektywy Anny Czerwińskiej, a już wypowiedzi Piotra Pustelnika nie uświadczyłam, szkoda. Oczywiście, jestem świadoma tego, że nikt nie może (i nie powinien nawet o tym myśleć) narzucić takiego obowiązku. Jest też trafnie zbudowana proporcja planów góry versus życie prywatne, wypowiedzi żony Cecylii,czy syna jest jak na lekarstwo. Pewnie wiążę się to z chęcią zachowania prywatności. Przecież nie chodzi o to by o wszystkim pisać, tylko dlatego, żeby uwiecznić to w formie piksel_uff albo w druku.

Zastanawiam się, czy portret bohatera był nieco wygładzony, albo nieco z dalszego planu napisany, czy jednak nie?  I szczerze napisawszy, nie mam  gotowej odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony dostrzegam fakt, że autorzy nie przyczynili się do stworzenia laurki, i całe szczęście, z drugiej nachodzi mnie myśl, że za mało dla mnie było planów na których mógłby być rzutowany np charakter Kukuczki, swoistym przykładem będzie tu zestawienie dwóch przeciwieństw osobowościowych głównego bohatera książki i Wojciecha Kurtyki. Oczywiście, można napisać, że w ten sposób można poprowadzić tok myślenia, że Kukuczka wpisany zostaje w  w stereotyp Ślązaka, z drugiej strony, ukazane zostają złożone charaktery ludzkie. I to, że idąc za pasją, mając odpowiednie wsparcie (czego Jerzemu nigdy nie brakowało) można budować swoje życie w taki sposób jak się tego pragnie. Miał świadomość swoich zalet i wad (nieumiejętność posługiwania się językiem obcym, co próbował mozolnie naprawiać przez podjęcie nauki własnej, albo pytanie o znaczenie trudnych, niezrozumiałych dla niego słów tym razem z ojczystej mowy) czy tego jak odbierają go osoby postronne.Nie będę zdradzała wszystkiego by nie odbierać przyjemności z obcowania z tekstem dlatego tak niewiele jest tu szczegółów, czy cytatów.

 

Po tę książkę warto sięgnąć, nawet jeśli tylko po to by odświeżyć sobie wiadomości. A jakie są Twoje refleksje dotyczące lektury? Niewątpliwie, jeśli Ktos/ia szuka książki w sposób mądry i szczery inspirującej, niech sięgnie. Nie trzeba być ideałem, by osiągać szczyty. Ale, niewątpliwie bez efektywnej pracy, odpowiednich perspektyw, spotkań z ludźmi, nie stanie się nic. Przeczytałabym z chęcią refleksje (dotyczące) Piotra Pustelnika i Wojciecha Kurtyki.

Warto wspomnieć,że Dwadzieścia pięć lat temu zginęła Wanda Rutkiewicz. Kanczendzonga (8586 m w wolnym tłumaczeniu na język polski znaczy: Pięć Skarbów pod Wielkim Śniegiem. Pierwszego zimowego wejścia na główny szczyt dokonał duet Kukuczka-Wielicki… Historia zatacza koła…(Ale gór nie przekosi, przenosi).

Wpisy, które mogą Cię zainteresować to:

[272]:Jeszcze jeden krok /”Miejsce kobiet jest na szczycie’/.

[273+(1)].Ryt_[Tu]ały (1).

[271+3] „Szkoda, że zostawiłem raki”.

[GrubSon, Na szczycie, źródło nagrania].

 

[338]. []Uwaga o wadze, czyli…Nie tylko o humorach.

Jeśli Ktoś/ia spodziewa się sążnistego artykułu, w rozwiązku z obietnicą, to nie tędy bieg (na orientację) co najwyżej na skróty, nie mylić ze skrótowcami, mamy grypoobieg, i zacieśnianie zażyłości i innych ości z łóżkiem, dlatego  plany zeszły na ten drugi, mniej widoczny kadr, w związku z tym nie mam zamiaru dać plamy. Ale by nieco sobie potańczyć na przykład taki wojskowy kadryl, i chociaż po chrzęści części zacząć wywiązywać się z (po)danego słowa będzie o nich właśnie mowa, czyli to i owo językowo. Z przymrożeniem czcionki. I wagi. Przywiązywania do tegoż. I uwagi, ależ, ależ…

Jeśli już jesteśmy przy niemocy, to zastanówmy się, czy mówi się kasłam, kaszlę, smarkam, czyli smarczę? Jeśli chodzi o odpowiedź na pierwsze pytanie: o trzech czasownikach oznaczających tę  czynność. Przestarzały mamy do wyboru:kaszlać, kasłać i kaszleć, wszystkie są poprawne, z zastrzeżeniem, w starannej polszczyźnie preferowany jest kaszleć. Kasłać odmienia się tak jak czasownik czytać, Inaczej ma się rzecz ze  smarczeniem, jest to forma niepoprawna, jeśli już określać inaczej wydmuchiwanie nosa, to tylko smarkać. Nie uświadczymy w słownikach bezokolicznika smarczeć. Jednak słowo smarkać możemy odmieniać na dwa sposoby. Wyboru nie mamy jeśli chodzi o udrażnianie i udrożenie np górnych dróg oddechowych. To już całkiem inna histeria, histeoria, teoria, znaczy…  Tak, tak, doskonale rozumiem, że można nie być w sosie, gdy zważymy na wszelkie reguły rządzące językiem. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o bakterię, ani baterię)* czy wiemy skąd wzięło się to powiedzenie? Jeśli się przyjrzeć bliżej można zauważyć, że ma wiele wspólnego, z ludzkim ciałem, opisywanym przez Greków, następnie  wierzenia  przejęli ludzie żyjący w  średniowieczu. Drzewiej wierzono, że zdrowie człowiekowi zapewnia homeostaza czterech płynów- czyli humorów,które znajdują się w  ciele mianowicie: krwi, zażółci, czarnej żółci, i flegmy,tak uważał już Hipokrates, ( cenił sobie także praktykę lekarską, obserwację i zachowanie zdroworozsądkowego osądu, a nie tylko odwołanie do sił wyższych, czy nazwewnictwa) to on nazwał płyny humorami a że zauważono również podobieństwo między śluzem, a sosem, i przekonaniami, że humory (sic!)  oddziałują zarówno na nastrój człowieka jak i jego/ jej temperament, konotacja była logiczna.  Takie to mamy somatyczne rozprzestrzenienie i ślady w języku, o czym pewnie szerzej napiszę jak rozstanę się z choróbskiem. Język, cóż za fascynujący temat! Niemniej, teraz o innym języczku.

Języczek u wagi.    Chociaż bardzo często w Internecie można zauważyć błędną pisownię tego wyrażenia jako: języczek uwagi, to tylko ta pierwsza jest poprawna. Nie chodzi o uwagę, a o wagę, i to tę starą, szalkową, gdy spojrzymy w ten sposób na to wyrażenie, wtedy to jego znaczenie stanie się dla nas jasne. Mówimy o języczku u wagi,wtedy, kiedyy to pozornie nie znaczący czynnik może zyskać kluczowe znaczenie, to jest przechylić (nomen omen) szalę, Jak wiemy między dwoma takimi (szalami)* znajduje się strzałeczka, ona wskazuje przechylenie. Nici z szukania (i znajdowania) tu uwagi, no chyba, że w sposób niepoprawny użyjemy zwrotu, o którym mowa, wtedy możemy zyskać na uwadze, a raczej stracić, zostaniemy bowiem zapamiętane jako osoby, które w sposób niepoprawny posługują się językiem… Niezależnie od stażu, czy czynią to…

 

Rok czasu, miesiąc czasu, tydzień czasu, itd. To popularny (niestety!) pleonazm. Pleonazm to takie wyrażenie, które zawiera w sobie już definicję, inaczej pisząc, masło maślane. Przecież nie mówimy, kilometr odległości, a określenie tydzień, miesiąc, czy rok zawiera w sobie już przypisany czas, wiemy, że tydzień trawa siedem dni, a rok ( w zależności, czy jest przestępny, czy nie) trzysta sześćdziesiąt pięć, albo sześć.Jest jeszcze jeden hahahaczyk, są zwroty pleonastyczne, takie, których nie uważamy, na pierwszy rzut oka, lub ucha za błędne, a jednak! Używamy ich wtedy gdy chcemy zaakcentować sens tego, co mówimy przykładami są: cofnąć się do tyłu, zjechać windą na dół, iść na piechotę, krótka chwilka, wirus HIV,panaceum na wszystko, ale… Nie będę wskazywać palcem…. Przejdźmy do następnej kwestii.

Rożen, znany od szesnastego wieku, na początku oznaczał nic innego, jak palec (wskazujący) dopiero potem takie narzędzia jak szpadę, czy ostrokół, czy pręt na które nabijane zostało mięso. Niezależnie od zmieniającego się znaczenia, rożen zawsze był rodzaju męskiego, wyrażenie to rożno zatem jest błędne. Ale dlaczego tak się dzieje? Wyrażenie to znane z literatury, i to wcale nie najnowszej, zostało przeniesione i przy okazji zdeformowane. Kto/sia nie pamięta błędnego wyrażenia kiełbasa z rożna, tak popularnego w ubiegłym, już, wieku? Język jest tworem żywym, i pewnie za jakiś czas, używanie słowa rożno, stanie się normą, na razie tak nie jest… Psyt, to na tyle dziś opowiastek owych. Garść słów. Znaczeń i oglądów.

 

A Twoje ulubione powiedzenie, zwrot? A może o czymś Chciałabyś, Chciałbyś przeczytać?

*nie mylić z  garderoby, w liczbie mnogiej. 🙂