[335]. Henry’ego Marsha refleksje (nie tylko) o medycynie.

[Po pierwsze, nie szkodzić - Henry Marsh,2016, WAB,]
[Po pierwsze, nie szkodzić. Opowieści o życiu, śmieci i neurochirurgii – Henry Marsh,2016, WAB, źródło okładki].
Wiesz dlaczego transport lotniczy jest uznawany jako ten, w którym zachodzi najmniej wypadków śmiertelnych i kolizji? Dlatego, że jest to organizacja otwarta, ucząca się na błędach i korygująca swoje struktury i sposoby działania bardzo szybko, tak w mikro jak i makro skali. Szereg skoordynowanych działań służy nadrzędnemu celowi: bezpieczeństwu. Organizacją, którą często przeciwstawia się jest przykład służby zdrowia, jako silnie hierarchizowanej, zamkniętej również na wprowadzeniu zmian. Jedni mówią, że dzieje się tak również dlatego, że pilotki i piloci narażają swoje życie, gdy tymczasem, personel medyczny naraża cudze. Warto się także przyjrzeć nieco z innej strony, inaczej traktujemy (jako społeczeństwo) prozę pacjencką (jeszcze zależy kto tzn z jakim schorzeniem), a inaczej publikację stworzoną przez personel medyczny, dysproporcję widać okiem nie uzbrojonym, choć nie jest to wiedza wygodna.

Zaczęłam w sposób nietypowy, recenzję książki napisaną przez Brytyjczyka, również neurochirurga Henry’ ego Masha pt: Po pierwsze nie szkodzić. Opowieści o życiu, śmierci i neurochirurgii. Ostatnio nie tylko na rodzimym rynku mamy zalew literatury około medycznej, bardziej popularnej, niż naukowej. (Inna kwestia, że poziom tejże drastycznie spada, ale tym aspektem nie będziemy się zajmować, przynajmniej nie teraz). Warto, nawiązać dialog z tekstem mając w świadomości również powyższe uwagi. Jeśli jesteśmy przy u_wagach, czyli czymś do czego przywiązuję się wagę, Jestem ciekawa jaki rodzaj wkładu miała tłumaczka, innymi słowy, z chęcią przeczytałabym pozycję w oryginale. Czytałam tę książkę dokładnie mając zaplecze doświadczenia, i nie powiem, ale mogę swobodnie napisać, że z wiekiem staję się coraz to bardziej krytyczna, czy zdystansowana, jeśli chodzi o dobór lektur. A zwłaszcza jeśli na okładce znajdują się takie słowa składające się w marketing i owe zdania jak „Światowa sensacja i wielki międzynarodowy bestseler„. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej,choćby seler był najbardziej the best misie na dobra noc lubią pora, to wiadomo nie od dziś. Ale powyższe zdanie uruchamia moją czujność, ale nie czujną ość. Nie chodzi wszak o to by przez nasze zwoje mózgowe przeleciała jakaś papka. Bardziej fast niż food.

Ad rem!Niemniej, książka napisana jest bez swady, narracja spokojna, acz trzymająca w napięciu nie tylko pięt, ale i myśli. Empatia, dystans, i przyznanie się do popełniania błędów, ale nie tylko jest jak snucie perspektyw, tych mikro i makro. Przy czym to prosta droga, by schronić się w gładkich zdaniach, ogólnikach i pozbyć się wpisanej w zawód neurochirurga, czy lekarza w ogólności odpowiedzialności. Na szczęście tutaj uniknięto osądzania i osiadania na mieliźnie. Nie chodzi też o to by się biczować, lecz by ocalić od zapomnienia cechę jaką jest rzetelność, czy szczerość (wobec siebie w tym przypadku jako przedstawiciela zawodu medycznego). Rozbroić przy okazji chociaż jeden przesąd. I może nie do dotrze to do wszystkich, wielu przejdzie nad tym do porządku, czy do bałaganu dziennego, ale warto czytać. Natknąć się na nie zawsze wygodne zdania.

I Jeszcze jedno, to jeden z najbardziej rozpowszechnionych stereotypów,: „ograniczenia jakiej natury by nie były, dają pewne możliwości”. [To nic innego jak stereotyp,  a te wiadomo są  zawsze krzywdzące].  Chyba, że słowo pewne, potraktujemy jako synonim namiastki kryjącej w sobie niedostatek jakiegoś rozwiązania. Dziwne, że rozpatrując kontekst takiego zdania, wyrażają je osoby, które bardzo często (a to znaczy nie zawsze)  moszczą się w swoim bardziej wygodnym życiu. Jakby oglądając z daleka, czyli z bezpiecznej odległości, niezbyt  piękne krajobrazy. Nie jesteśmy wolni/wolne od stereotypów, ale można nad tym aspektem życia pracować.Gdy sprowadzi się przywołane powyżej zdanie do konkretnej sytuacji, konfrontując z rzeczywistością, traci ono swój powab magicznej maksymy, a widać tylko niezręczną niekompetencję, ale i z tym można sobie poradzić przykładem jest tekst Brytyjczyka bowiem sam autor rozprawia się z kilkoma sytuacjami, a za punkt życia ma własny życioobrys czyli curriculum vitae. Stanięcie ze sobą w prawdzie (tak jak np wtedy gdy opisuje pobyt na Ukrainie i pomoc jednemu z tamtejszych stażystów, czy powody pójścia na medycynę, staż na oddziale geriatrycznym, czy popełnione- tragiczne w skutkach czasami pomyłki, ale również przekonania lekarzy o sobie samych tak jak np:

Lekarze chętnie uważają medycynę za sztukę, w podtekście: za coś ponad samą wiedzą. Zawsze wydawało mi się to pretensjonalne— osobiście wolę myśleć o swoim fachu jak o rzemiośle (…)

[Cytat pochodzi z recenzowanej książki].

Henry wspomina o niedogodnościach, i kosztach jakie ponosi człowiek decydując się na taki zawód. I łatwo wpaść w ton zachwytu nad książką, zwłaszcza, że jej lektura uchyla nieco (ale tylko nieco) drzwi do nieznanego wszystkim świata,mitycznego świata, chociaż każdy z nas może i z pewnością kiedyś będzie pacjentką, lub pacjentem, nie każdy będzie nosił kitel. Ja zamiast tak uczynić (czyli zahaczyć o wysokie tony) zadaję sobie pytanie, np to: w jakich sytuacjach i w jaki sposób mogę wykazać się empatią i uważnością? To bardzo, bardzo ważne nie tylko dlatego, że podczas najważniejszych chwil w życiu nie grają fanfar, nie chodzi też o to by uderzać w wysokie tony. To współodczuwanie, właściwy do sytuacji ton głosu, szukanie okazji by czegoś nowego o sobie się dowiedzieć, czegoś nowego nauczyć, a może podszkolić swoje umiejętności, podważyć własne przekonania,uważnie słuchać, śmiać się pełniej, smakować bardziej,wąchać, czuć,słyszeć i usłyszeć, patrzyć i widzieć i dostrzegać.   Tylko o to, by czynić świat lepszym miejscem do życia i umierania. W takiej skali w jakiej mogę, a czasami przekraczając swoje możliwości. Zawsze świadomie Angażując się, w czas, który pozostał.

Z chęcią podyskutuję o książce. Jej lektura może być przyczynkiem do zastanowienia się nad życiem. Własnym życiem, a może być [li tylko] ciekawą opowieścią wysłuchaną podczas podróży z punktu a do punktu be. Wybór należy do Ciebie. Skusisz się?

5 myśli na temat “[335]. Henry’ego Marsha refleksje (nie tylko) o medycynie.

  1. Zastanawiałam się, czy sięgnąć po tę książkę. Moja poprzednia okołomedyczna lektura (za nic nie mogę sobie przypomnieć, co to było) trochę mnie rozczarowała i nie byłam pewna, czy ta będzie lepsza. Ale chyba się skuszę, jak mi w księgarni wpadnie w ręce.

      1. Hm. Czegoś ciekawego, ale żeby książka nie była tylko zbiorem anegdot z życia lekarzy, bo one nie zapisują mi się zbyt mocno w pamięci. Bo ja wiem, czegoś skłaniającego do myślenia?

        1. To ta książ…a jest zbiorem anegdot, ale poszukam czegoś ciekawego skłaniającego do mylenia, myślenia i dam znać na bank. 🙂 Pozdrawiam,

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s