[337]. Cztery pory chłodu.

[C]zzuć, żuć miejsca, klimat, zapachy, dźwięki, rozmowy. I to miejsce w sobie gdzie warto spojrzeć. Zostać. Porozglądać się. Zamknąć oczy. Zmrużyć uszy. Od_dychać.

[Wiosna przyjdzie i tak, Kayah, Royal Quartet, źródło nagrania].

tak, powrócą dłuższe wpisy. 🙂

 

 

Reklamy

[336+1]. (Z notatek na marginesie(IV)).

Grawitacja zmęczenia.Grawitacja znaczenia.Patrzenie i widzenia. Widzi mi się. Jakże to takt? Taszczę wszelkim szelestem i gestem to, to, to  i bołek. Jeszcze trochę. Na inną nutę. Metę i miętę. Za horyzont zderzeń i zdarzeń.A może i więcej, niż… Wyż. Zużywa się czcionka w rozmowie nie mniej niż myślenie milczenia mylenie znaczenia miętolenie zmęczenia. Różnica ciśnień. Cytat z dawno przeczytanej książki pozostał na dnie szpargałów. Uff. Bez rozwiązku (pozosta)W(i)am

Skąd się w nas bierze potrzeba przekładania doświadczeń na lekcje? Dlaczego życie stara się być szkołą? Czy z cierpienia musi rzeczywiście coś dobrego wyniknąć? Uprawomocniamy je, szukając jakiś znaków.

[Ćwiczenia z utraty, Agata Tuszyńska, Wydawnictwo Literackie 2007 s.117] .

 

A może mnożę jest i tak, że nie na [w]znak tylko na wspak? Życie się nie stara, tylko starzeje, w śniegach grzeje a w słońcu topnieje. Dnieje i… ([nie] zawsze wprost) przeciwnie. Tnie i skraca dnie. Psyt! Pozostawmy niedosyt.

Można czytać cytat po wielokroć inaczej tracąc z oczu w nocy wzrok. Nadając kilka znaczeń. I zmęczeń. I ostrząc coraz cieńszy cień na brzegach czcionki. Nawiązując dialog z tekstem (i znaczeniem). Może to nie lekcje? I nie chodzi (przynajmniej nie tylko) o cierpienie? A znaki? O nich (nieco) później. Zastanawialiście się nad tym (i owym)? I jeszcze jedno (Dwa) Dyskutujecie z przeczytaną myślą zawartą gdzieś pomiędzy okładkami…? Czy zachowujecie tylko te cytaty, z którymi się zgadzacie?

 

[na zdjęciu: Jerzyk zwyczajny (Apus apus) źródło zdjęcia].

 

[Po pierwsze, nie szkodzić - Henry Marsh,2016, WAB,]

[335]. Henry’ego Marsha refleksje (nie tylko) o medycynie.

[Po pierwsze, nie szkodzić - Henry Marsh,2016, WAB,]
[Po pierwsze, nie szkodzić. Opowieści o życiu, śmieci i neurochirurgii – Henry Marsh,2016, WAB, źródło okładki].
Wiesz dlaczego transport lotniczy jest uznawany jako ten, w którym zachodzi najmniej wypadków śmiertelnych i kolizji? Dlatego, że jest to organizacja otwarta, ucząca się na błędach i korygująca swoje struktury i sposoby działania bardzo szybko, tak w mikro jak i makro skali. Szereg skoordynowanych działań służy nadrzędnemu celowi: bezpieczeństwu. Organizacją, którą często przeciwstawia się jest przykład służby zdrowia, jako silnie hierarchizowanej, zamkniętej również na wprowadzeniu zmian. Jedni mówią, że dzieje się tak również dlatego, że pilotki i piloci narażają swoje życie, gdy tymczasem, personel medyczny naraża cudze. Warto się także przyjrzeć nieco z innej strony, inaczej traktujemy (jako społeczeństwo) prozę pacjencką (jeszcze zależy kto tzn z jakim schorzeniem), a inaczej publikację stworzoną przez personel medyczny, dysproporcję widać okiem nie uzbrojonym, choć nie jest to wiedza wygodna.

Zaczęłam w sposób nietypowy, recenzję książki napisaną przez Brytyjczyka, również neurochirurga Henry’ ego Masha pt: Po pierwsze nie szkodzić. Opowieści o życiu, śmierci i neurochirurgii. Ostatnio nie tylko na rodzimym rynku mamy zalew literatury około medycznej, bardziej popularnej, niż naukowej. (Inna kwestia, że poziom tejże drastycznie spada, ale tym aspektem nie będziemy się zajmować, przynajmniej nie teraz). Warto, nawiązać dialog z tekstem mając w świadomości również powyższe uwagi. Jeśli jesteśmy przy u_wagach, czyli czymś do czego przywiązuję się wagę, Jestem ciekawa jaki rodzaj wkładu miała tłumaczka, innymi słowy, z chęcią przeczytałabym pozycję w oryginale. Czytałam tę książkę dokładnie mając zaplecze doświadczenia, i nie powiem, ale mogę swobodnie napisać, że z wiekiem staję się coraz to bardziej krytyczna, czy zdystansowana, jeśli chodzi o dobór lektur. A zwłaszcza jeśli na okładce znajdują się takie słowa składające się w marketing i owe zdania jak „Światowa sensacja i wielki międzynarodowy bestseler„. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej,choćby seler był najbardziej the best misie na dobra noc lubią pora, to wiadomo nie od dziś. Ale powyższe zdanie uruchamia moją czujność, ale nie czujną ość. Nie chodzi wszak o to by przez nasze zwoje mózgowe przeleciała jakaś papka. Bardziej fast niż food.

Ad rem!Niemniej, książka napisana jest bez swady, narracja spokojna, acz trzymająca w napięciu nie tylko pięt, ale i myśli. Empatia, dystans, i przyznanie się do popełniania błędów, ale nie tylko jest jak snucie perspektyw, tych mikro i makro. Przy czym to prosta droga, by schronić się w gładkich zdaniach, ogólnikach i pozbyć się wpisanej w zawód neurochirurga, czy lekarza w ogólności odpowiedzialności. Na szczęście tutaj uniknięto osądzania i osiadania na mieliźnie. Nie chodzi też o to by się biczować, lecz by ocalić od zapomnienia cechę jaką jest rzetelność, czy szczerość (wobec siebie w tym przypadku jako przedstawiciela zawodu medycznego). Rozbroić przy okazji chociaż jeden przesąd. I może nie do dotrze to do wszystkich, wielu przejdzie nad tym do porządku, czy do bałaganu dziennego, ale warto czytać. Natknąć się na nie zawsze wygodne zdania.

I Jeszcze jedno, to jeden z najbardziej rozpowszechnionych stereotypów,: „ograniczenia jakiej natury by nie były, dają pewne możliwości”. [To nic innego jak stereotyp,  a te wiadomo są  zawsze krzywdzące].  Chyba, że słowo pewne, potraktujemy jako synonim namiastki kryjącej w sobie niedostatek jakiegoś rozwiązania. Dziwne, że rozpatrując kontekst takiego zdania, wyrażają je osoby, które bardzo często (a to znaczy nie zawsze)  moszczą się w swoim bardziej wygodnym życiu. Jakby oglądając z daleka, czyli z bezpiecznej odległości, niezbyt  piękne krajobrazy. Nie jesteśmy wolni/wolne od stereotypów, ale można nad tym aspektem życia pracować.Gdy sprowadzi się przywołane powyżej zdanie do konkretnej sytuacji, konfrontując z rzeczywistością, traci ono swój powab magicznej maksymy, a widać tylko niezręczną niekompetencję, ale i z tym można sobie poradzić przykładem jest tekst Brytyjczyka bowiem sam autor rozprawia się z kilkoma sytuacjami, a za punkt życia ma własny życioobrys czyli curriculum vitae. Stanięcie ze sobą w prawdzie (tak jak np wtedy gdy opisuje pobyt na Ukrainie i pomoc jednemu z tamtejszych stażystów, czy powody pójścia na medycynę, staż na oddziale geriatrycznym, czy popełnione- tragiczne w skutkach czasami pomyłki, ale również przekonania lekarzy o sobie samych tak jak np:

Lekarze chętnie uważają medycynę za sztukę, w podtekście: za coś ponad samą wiedzą. Zawsze wydawało mi się to pretensjonalne— osobiście wolę myśleć o swoim fachu jak o rzemiośle (…)

[Cytat pochodzi z recenzowanej książki].

Henry wspomina o niedogodnościach, i kosztach jakie ponosi człowiek decydując się na taki zawód. I łatwo wpaść w ton zachwytu nad książką, zwłaszcza, że jej lektura uchyla nieco (ale tylko nieco) drzwi do nieznanego wszystkim świata,mitycznego świata, chociaż każdy z nas może i z pewnością kiedyś będzie pacjentką, lub pacjentem, nie każdy będzie nosił kitel. Ja zamiast tak uczynić (czyli zahaczyć o wysokie tony) zadaję sobie pytanie, np to: w jakich sytuacjach i w jaki sposób mogę wykazać się empatią i uważnością? To bardzo, bardzo ważne nie tylko dlatego, że podczas najważniejszych chwil w życiu nie grają fanfar, nie chodzi też o to by uderzać w wysokie tony. To współodczuwanie, właściwy do sytuacji ton głosu, szukanie okazji by czegoś nowego o sobie się dowiedzieć, czegoś nowego nauczyć, a może podszkolić swoje umiejętności, podważyć własne przekonania,uważnie słuchać, śmiać się pełniej, smakować bardziej,wąchać, czuć,słyszeć i usłyszeć, patrzyć i widzieć i dostrzegać.   Tylko o to, by czynić świat lepszym miejscem do życia i umierania. W takiej skali w jakiej mogę, a czasami przekraczając swoje możliwości. Zawsze świadomie Angażując się, w czas, który pozostał.

Z chęcią podyskutuję o książce. Jej lektura może być przyczynkiem do zastanowienia się nad życiem. Własnym życiem, a może być [li tylko] ciekawą opowieścią wysłuchaną podczas podróży z punktu a do punktu be. Wybór należy do Ciebie. Skusisz się?

[Steen Eiler Rasmussen Odczuwanie architektury, Karakter 2016, źródło okładki strona wydawcy].

[169+1]. Pierwszy krok ku [od]czuwaniu architektury.

[Steen Eiler Rasmussen Odczuwanie architektury, Karakter 2016, źródło okładki strona wydawcy].
[Steen Eiler Rasmussen
Odczuwanie architektury, Karakter 2016, źródło okładki strona wydawcy].
Autor we wstępie jasno określa odbiorców i odbiorczynie swojej publikacji i to jest cenne. Jest to książka dla tych, którzy chcieliby/chciałyby się zaprzyjaźnić z architekturą, lecz wcześniej nie mieli okazji. Niemniej, warto zajrzeć nawet wtedy, gdy nie jest to pierwsza tego typu lektura. Jasny, przejrzysty styl jest jak budowanie przestronnego jasnego wnętrza, który ma okazję stać się dla nas domem.

Jeśli ktoś/ia chciał/aby sprezentować ją komuś bliskiemu, to także pyszny pomysł. Zwłaszcza, że temat architektury i wzornictwa jest teraz bardzo modny. Sto pięćdziesiąt zamieszczonych zdjęć doskonale ilustruje to, o czym Steen Eiler Rasmussen pisze, to sprzyja jasności przekazu, i nawet gdy nie podróżujemy po świecie wygodnie siedząc w swoich czterech kątach (nie zawsze) nieostrych, nie  miałyśmy/mieliśmy okazji doświadczyć budowli,o których mowa możemy chociaż trochę poczuć, zobaczyć, czy nawet usłyszeć o tym co przedstawia Duńczyk.  Dziesięć rozdziałów to dziesięć opowieści, jedna prowadzi ku drugiej. Szkoda, tylko, że niektóre wątki nie zostały pogłębione (jak kwestia słyszenia architektury), czy niektóre zgoła nie poruszone (jak kwestia dostosowań lub ich braku). Nie zmienia to faktu, że może to być fantastyczna książka,z którą można się zapoznać podczas podróży. Forma przypomina eseje, można smakować każdy rozdział w dowolnym czasie, albo jednym haustem przechodząc po kolei od pierwszego do ostatniego. Kierunek zwiedzania dowolny. Smacznego.

Tytuł: Odczuwanie architektury
Autor: Steen Eiler Rasmussen
Wydawnictwo: Karakter
Tłumaczenie: Barbara Gadomska
Premiera: luty 2015 rok
Liczba stron: 256 lub (171 w wydaniu cyfrowym)
Okładka: twarda lub wydanie elektroniczne.

[334]. Jedno imię.

Doświadczanie zieloności odpręża. Gustaw też jest tego zdania, wielokrotnie złożon(z)ego w gramatyczny  kancik. Smaki smutku głębsze. Lśnią w marcowym słońcu zaostrzając krawędzie. Klamry słów pięknie polerowane znaczeniem i zmęczeniem nasączone pochwałą wątpliwości przypominają obieranie cebuli. Podróż do wnętrza. sTyka pewności i gram niecierpliwości. Popite spojrzeniem wiedzy.

Harmonia drażnienia dążenia. Raj(d) utrącony utrudzeniem. I zanurzeniem znużenia. Leniwa niedziela kamerdynera snów. Lato znów pękło smakiem ciekawym. Wyżej! Wyżej. Wyż.ej po czubki zdziwień. Cerowanie spacerów. Uff…

 

Pustka i Przestrzeń. Metamorfozy jednego imienia. Wystarczy obrócić spojrzenie ku architekturze.