[(37+1),(327+1)]. Buty, buty i bunty? Nie sprzedawałem butów. Wierzyłem w bieganie.

[Sztuka zwycięstwa, Wspomnienia twórcy Nike, Shoe Dog: A Memoir by the Creator of Nike, Phil Knight, tłumacz: Maciej Szczepański, Rebis, 22 listopada 2016].
[Sztuka zwycięstwa, Wspomnienia twórcy Nike, Shoe Dog: A Memoir by the Creator of Nike, Phil Knight, tłumacz: Maciej Szczepański, Rebis, 22 listopada 2016, źródło zdjęcia].

Życie to wzrost, albo wzrastasz, albo umierasz.

[Phil Knight].

Już pisałam, że lektura żadnej książki nie jest w stanie zmienić naszego życia. I nadal jestem tego zdania. Zdania wielokrotnie złożonego. Po(d)partego doświadczeniem. Nie tylko moim. Co nie przeszkadza mi sięgnąć po następną porcję treści, co w pomiędzy czarnymi okładkami się mieści. Naturalną konsekwencją jest, że po biografii Jobsa, sięgnę po wspomnienia Phila Knight’a. Tak produkty Nike miałam na nogach dwu, albo nawet trzykrotnie. Pierwsze buty tej firmy wykonane były w Niemczech, super wytrzymałe i wygodne, co dla mnie jest ważniejsze niż, ośmielam się powiedzieć dla każdej innej osoby także tej, która zajmuje się bieganiem. Niestety, następne dwie pary były bardzo dużym rozczarowaniem. (Nie chcę myśleć, że to przez fakt, że kupione zostały w Polsce). Osobiście, zawiodłam się na produkcie, i na marce. Niemniej, jeszcze jej nie skreśliłam. Co jak widać nie przeszkodziło mi zapoznać się z opowieścią Knight’a. Opowieść jest prowadzona lekko, plastycznym językiem. Słucha się tego bardzo przyjemnie, bez wysiłku dzięki temu, że Wojciech Żołądkiewicz zna się na tym co robi i robi to dobrze. Nawet bardzo dobrze, tak, że nie uwaga człowieka jest swobodnie prowadzona w odpowiednim kierunku. Tak, że nie widać szwów. Poza tym, rola lektora/ki jest na granicy widzialności. W tym przypadku czujesz się tak, jakby Phil Night siedział na przeciwko Ciebie z filiżanką czarnej kawy w ręce i popijając swobodnie ciepłym spokojnym głosem wiódł opowieść.Odpowiada mi spokojny sposób prowadzenia narracji.

Jest to książka zupełnie inna niż Jobs. Bo i Phil Knight jest z goła innym człowiekiem, nie będzie to odkryciem Ameryki, zarówno Steve jak i Phil są zupełnie innymi ludźmi. Dlatego też lektura książki jest wnosząca. Nie sposób uniknąć porównań (zwłaszcza jeśli czyta się dwie pozycje w krótkim czasie) zarówno w kwestiach marketingu, podejściu do życia, charakteru, prowadzenia biznesu w zupełności. Jednak pierwsze na co zwróciłam uwagę to oczytanie w pismach religijnych, podróżowanie i podejście do kwestii buntu, tak buntu. Bunt i but.

Tak książka może być motywująca, ale nie na melodię American dream, i nie przez całą narrację wystarczy wysłuchać jak Phil prowadzi wózek inwalidzki swojego przyjaciela (którego zatrudnił dlatego, że go znał, to nie jest akurat motywujące) wiwat bariery architektoniczne. Tyle, że to były lata sześćdziesiąte XX wieku… A u nas czas się zatrzymał… Czas, a i owszem, to portret Ameryki, no może szkic. Z oddali. To z jednej strony odczytywanie i porównywanie z biografią współtwórcy nadgryzionego Jabłuszka. Z drugiej, wyłuskiwanie informacji z drugiego planu. Phil nigdy nie wierzył w moc reklamy, jeśli odpowiadał na listy pracowników firmy, robił to dość rzadko, i lakonicznie. Gdy stworzył firmę Nike, tą którą teraz znamy, za logo stworzone przez twórczyni  Carolyn Davidson zapłacił za nie $35. Z drugiej strony to opowieść o tym, że przyjaźń w biznesie jednak istnieje, chociaż bardzo rzadko się to zdarza.  Ile nieśmiałych osób odnosi sukces w biznesie? Nie chodzi o odniesienie rzeczy na miejsce, odniesienie wrażenia.

Minusem książki jest to, że jej akcja kończy się w latach osiemdziesiątych XX wieku.

Oto garść cytatów:

 Wielozadaniowość nie zawsze jest dobra, można wyśmienicie radzić sobie wykonując zadanie jedno po drugim. Jednozadaniowość pomaga oczyścić umysł.

 

Nie przegrać to nie znaczy zwyciężyć.

 

(..) właśnie pomyślałem, pewność siebie, tego właśnie potrzeba człowiekowi bardziej niż kapitału i płynności. Żałowałem, że sam nie mam jej więcej, i nie mogę jej od kogoś pożyczyć. Z pewnością siebie jest jak z gotówką, trzeba mieć jej trochę by zyskać więcej, a ludzie nie chcą Cię wspierać.

„Niech nam pan sprzeda swoją firmę”— wypowiedział to zdanie bardzo cicho. Przemknęło mi przez myśl, że tak wypowiada się najtrudniejsze słowa w życiu.

Może i nie mamy prawa zwyciężyć, ale ja wiem tyko tyle, że jeśli wyjdę na bieżnię i będę wypruwał sobie flaki do utraty przytomności, a mimo to ktoś okaże się lepszy, i jeśli zmuszę go żeby sięgnął po ostatnie rezerwy sił i jeszcze dalej, a wtedy zwycięży, to będę wiedział jedno: Jest lepszy ode mnie. 

Jesteś jednym z nas, powiedziałem, jednym z nas. On dobrze wiedział co znaczą te słowa. Byliśmy ludźmi, którym nie w smak korporacyjne bzdury. Ludźmi, którzy pragnęli by praca była dla nich zabawą, ale zabawą, która coś znaczy (…) chcieliśmy stworzyć markę, ale też pewną kulturę, walczyliśmy z konformizmem, nudą i monotonią. Staraliśmy sprzedawać coś więcej niż produkt, idee, ducha. Nie wiem czy sam do końca pojmowałem kim byliśmy, i co tak naprawdę robiliśmy (…)

 

W końcu jednak zrozumiałem, że mam tylko jedno wyjście, grać w otwarte karty.

I jeszcze jedno. Warto przeczytać tę książkę jako rzecz o introwertyzmie, rzecz o różnicach, o bucie (a raczej jej braku), butach i buncie, i łagodnym zarządzaniu sobą, ludźmi i firmą. I przede wszystkim o porażkach. Oczywiście nic się nie stanie jeśli tej książki nie przeczytasz. Zupełnie nic.

 

 

(Jeśli lekturę książki masz już za/przed sobą), zapraszam do dyskusji 🙂

Skrócony [od]noś[ni(c)k] do tekstu: http://wp.me/p59KuC-1dR

15 myśli na temat “[(37+1),(327+1)]. Buty, buty i bunty? Nie sprzedawałem butów. Wierzyłem w bieganie.

    1. A to mnie zdziwiłeś. 🙂 Tam jest sporo o biegach, jako tło, ale zawsze (i tym bardziej cenne). Jest w postaci audiobooka, co dla Ciebie pewnie jest cenne.

  1. Biegać uwielbiam, ale książek o bieganiu faktycznie nie wiele przeczytałem. Mając jednak abonament w Audiotece już książeczka jest w kolejce 🙂 (koniecznie w audiobooku)

      1. Tak jak nie lubię biografi, tak ostatnio, za sprawą pana Isaacsona, coraz chętniej sięgam po tego typu książki. Ostatnio połknąłem biografię Elona Muska a obecnie czytam Innowatorzy (można powiedzieć, że to forma zbiorowej biografii). Ta książka więc wpisuje mi się w moje ostatnie poczynania czytelnicze 🙂

        1. Biografia, biografii nie równa. Z wiekiem, moim oczywiście, stosunek do treści zawartych w książkach jest coraz bardziej krytyczny, jeśli chodzi o biografię w szczególności. Ad vocem Knight’a jego osobowość bardziej mi odpowiada niż Jobsa, jest mi bliżej do pierwszego, niż do drugiego. Nie sposób uniknąć porównań. Tak jak napisałam powyżej. Z chęcią z Tobą podyskutuję, jak będziesz po lekturze.

  2. Ja zupełnie nie na temat za co przepraszam, ale dałaś mi przyzwolenie, by się upominać, co niniejszym czynię, bo nie wiem, czy to moje maile do Ciebie nie dochodzą, czy Twoje do mnie…
    Nie mam odpowiedzi na mail z 27 lutego oraz 8 marca…

    1. Hej, fajnie, że przeczytałeś książkę i możemy o niej porozmawiać. I tak, rzeczywiście jest ciekawie napisana,wartkim językiem, i tu widzę tak samo.
      Zaskoczyła mnie Twoja uwaga o tym, że autor chciał się wybielić, ja nie odniosłam takiego wrażenia. I nie zamierzam z tym wrażeniem polemizować. I pytanie jest właśnie takie, czy gdyby miał inne usposobienie, odniósłby sukces? Tego oczywiście nie wiemy,i to czysta gdybologia, więc zostawię i to bo nie jest rozstrzygalne , to co nasuwa mi się po przeczytaniu Twoich wrażeń,następne pytanie, to to, czy rzeczywiście można mieć wszystko? I czy ja mam prawo oceniać, postępowanie Phila w kwestiach nie biznesowych? Nie wiem, po prostu nie wiem, ale z chęcią się dowiem, co konkretnie skłoniło Cię do takich refleksji? Czy polecasz książkę, jako wartościową? (Chociaż zdaję sobie sprawę, że to jest lektura wakacyjna). Co wziąłeś sobie z lektury? Odnośnie chociażby (ale nie tylko) homeostazy między życiem rodzinnym a zawodowym, z chęcią przeczytałabym Twoją refleksję na temat Kukuczki. Dzięki za przeczytanie i podzielenie się opinią, bo to pozwoli mi na spojrzenie na książkę z innej strony. Pozdrawiam,

  3. Zacznę więc od tematu „wybielania”, bo takie zarzuty zawsze powinno się uzasadniać. Moją uwagę przykuły sformułowania, które są wprost eufemizmami. Pamiętasz drugi poród? Po porodzie gość wmawia żonie, że powinna zostać w szpitalu, bo ubezpieczyciel płaci za 3 dni, więc powinna zostać w szpitalu 3 dni, podczas gdy on właściwie był już umówiony na mecz. Poród nie zrobił na nim większego wrażenia. Sam komentuje mniej więcej w taki sposób: „zachował się niestosownie”. Albo innym razem wspomina jak latami nie odpowiada na listy swojego najlepszego pracownika, którego, sam przyznaje, nigdy nie pochwalił, nigdy mu nie pomógł (nawet po wypadku, gdy sam prosił o pomoc i pocieszenie!) i można domniemywać, że nawet z szacunkiem do Jonsona był na bakier. Innym razem rozkminia swoje relacje z rodziną, ale tłumaczy to „budowaniem czegoś wielkiego, czegoś ważnego”. W drugiej części książki ni stąd i zowąd wspomina o aferach związanych z niewłaściwym traktowaniem pracowników w swoich fabrykach – odpowiedź jego jest prosta: „ja i tak lepiej traktuję ich w porównaniu do innych” – to doskonały przykład budowania sztucznego szalunku aby stanąć na podium przygotowanego z trupów innych. Albo wspomina o niskich płacach w fabrykach – wykpił się tym, że przecież tak mu kazali lokalni dygnitarze(sic!). O nielegalnym zatrudnianiu nieletnich w fabrykach już przezornie nie wspomina…
    Albo co chwila wspomina o tym, że „zapamiętają cię z powodu zasad, które złamałeś” po czym nie robi nic innego jak je łamie. Książka za to doskonale tuszuje biznesowe nieczyste zagrania, tworząc iluzję konieczności chwili…

    I tak mógłbym długo 😉 Jako osoba, Phil mnie nie zachwycił – mówiąc eufemicznie. Pomysł książki, możliwość poznania historii NIKE – zdecydowanie OK. Czy polecam? Namawiać nie będę, ale też nie będę odwodził od przeczytania. Chętnie porozmawiam o książce, a zdaje się, że dla książki jest to już wielki sukces, jeśli się o niej mówi – niezależnie czy dobrze czy źle 🙂

    A tak na koniec to jeszcze taka mała dygresja na temat „Posłowie”, które zaczyna się mniej więcej tak: „… muszę podziękować przede wszystkim NIKE”. Żona i rodzina wymieniania jest na samym końcu. Nie używa nawet zwrotu typu „the last but not least” tylko wprost mówi: „… i na koniec chciałbym podziękować…”

    1. Dziękuję serdecznie za podzielenie się opinią.
      Uświadomiłeś mi jedną ważną rzecz (w kontekście dyskusji o Nike) czytałam tę książkę zaraz po innej biografii, człowieka o ciekawych nazwiskach.I być może jest tak, że zaczęłam ich postępowanie i optykę zestawiać ze sobą. Przyjmuję Twoją optykę. I tak, Twoje spostrzeżenia są trafne, można na wyżej wymienione kwestie spojrzeć w ten sposób. Zgadzam się. To pierwsza z moich refleksji (po przeczytaniu Twojej opinii).

      Dodam jeszcze kilka zdań, w korespondencji z tym co napisałeś. Nie będę i nie chcę usprawiedliwiać i tłumaczyć postępowania Phila. Po pierwsze dlatego, że jestem przekonana, że to po prostu zbędne. Nie odniosłam wrażenia, że książka jest próbą wytłumaczenia się z decyzji. I to mnie zaciekawiło, gdy napisałeś, że Ty to dostrzegłeś.Nie wiem, czy tak jest, czy nie jest, z pewnością można to także i tak spostrzegać. Dla mnie osobiście, jest to książka -zapis urzeczywistnienia amerykańskiego snu, i to niejako biorąc się do lektury, warto mieć gdzieś z tyłu głowy.
      Moim zdaniem autor się nie tłumaczył,z nietrafnych decyzji, a i o swoich niewątpliwych wadach pisze otwarcie, przykłady przytaczasz, ale mogę być w błędzie. I poprzez zestawienie lektur (o czym pisałam powyżej odniosłam właśnie takie wrażenie). To co mnie uderzyło w tych dwóch lekturach, to odmienny sposób zarządzania. Nie wiem, czy gdyby był inny osiągnął by sukces. Na tak postawione pytanie nie ma, i nie może być odpowiedzi. Nie popieram jego decyzji.
      Następną kwestią,którą poruszyłeś, jest łączenie życia zawodowego i prywatnego. I tu, pozwól zatrzymam się. Czy sądzisz, że świat niejako narzuca na nas pewne oczekiwania, czy powinności? Mianowicie, że mielibyśmy łączyć te dwie dziedziny życia w sposób idealny? Tak by ani jeden, ani drugi aspekt nie ucierpiał? Czy jest to możliwe? Oczywiście, co podkreślam, nie jest to wytłumaczeniem dla postępowania, w tym przypadku Phila. Pisał otwarcie, na tyle na ile chciał, o swoich niedoskonałych relacjach, znamienitym przykładem może być postawa jednego z synów, który był nastawiony do produktów Nike bardzo „sceptycznie” jeśli już używamy eufemizmów.
      Wymiana zdań pozwoliła mi jeszcze na przypomnienie sobie jeszcze jednej kwestii. Właśnie dlatego jestem sceptycznie nastawiona do dziedziny literatury jaką jest (auto)biografia,że z czasem i (czytelniczym) doświadczeniem wiem, że trudno jest dotrzeć do rzetelnie napisanej biografii. To co jest jeszcze ciekawym spostrzeżeniem w tej książce to tło społeczne, przemiana obyczajów, spójrz proszę na Phila i jego postępowanie wobec bliskich, także z tej perspektywy.
      Nie trzeba brać wszystkiego z lektury, ba, nie trzeba jej nawet czytać. Można się uczyć na błędach.
      Nie wiem, czy dla książki mówienie o treści niezależnie, czy dobrze, czy źle jest wystarczającą już nagrodą, może po części jeśli potraktujemy ją li tylko jako produkt marketingu? Co coraz częściej przeważa, na rynku mamy zalew niechlujnej „literatury”. Trawestując piosenkę, którą wykonywał Stuhr Pisać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej. Z chęcią przeczytam także jakie książki polecasz.Może po którąś z nich zdecyduję się sięgnąć, a może już czytałam? Tak wiem, piszesz o lekturach na swoim blogu, a coś poza (nie musi być ani [auto]biografia, ani o bieganiu 🙂 ani nawet o butach.
      PS. Dedykacja też mnie zaskoczyła. Dla mnie „Nike” jest dobrą lekturą na wakacje, tak zresztą jak(wspominany już) Kukuczka. Czytałeś może Dotknięcie pustki?

      1. Tak jak słusznie zauważyłaś, chodzi o moje odczucia – nie mam pojęcia co tak naprawdę autor miał na myśli. Czytanie książek, powieści czy wierszy daje nam tę możliwość (w końcu już nie zależymy od tego co nam szkoła narzuca), że możemy to dość dowolnie interpretować a co ważniejsze w każdej takiej literackiej części znaleźć coś tylko dla siebie. Swoimi spostrzeżeniami oczywiście chętnie się dzielimy i rozmawiamy o nich (przynajmniej niektórzy). I zasadniczo nie po to aby innych przekonać, lecz sprawdzić co o tym myślą inni, skonfrontować nasze poglądy i w dogodnych okolicznościach czerpać wiedzę i mądrość od innych. Stąd pewnie ta moja dość szorstka opinia o samym Philu (bo nadal muszę i chcę podkreślić, że książkę faktycznie czyta się lekko) a jednocześnie radość z możliwości dzielenia się swoimi odczuciami.
        W swojej ocenie „piłem” nieco do jego życia prywatnego, po czym pytasz mnie o złoty środek. Zgadzam się z Twoją sugestią (bo tak to odczytałem), czy nie da się pogodzić życia zawodowego z życiem prywatnym. Od 2001 prowadzę własną firmę (w spółce) i wiem o czym mowa. Sam popełniłem wiele błędów i sporo zaniedbań, które nie pozostały bez wpływu na jakość mojego życia rodzinnego (lub niekiedy wręcz jego brak!). Być może z tego powodu tak bardzo mnie dotknęła postawa Phila, jaka wyłania się z tej książki. Niewykluczone, że jest ona niepełna, niewyraźna i mocno nieobiektywna. Gdy jednak czytamy to i pracujemy głową, wyobraźnią – tam gdzie nam brakuje – dopowiadamy. Może właśnie dlatego biografie pisane przez Issacsona tak oczarowują mnie swoją komplementarnością.
        Co do rekomendacji, to nie będzie mi łatwo odpowiedzieć. Wszyscy się różnimy między sobą, zwłaszcza gustem i oczekiwaniami. Pomimo tego inspirację czerpię od znajomych, rodziny a także z serwisów typu LubimyCzytac.pl. I tu powinno nastąpić wiele przypuszczeń opcjonalnych:
        – jeśli szukasz czegoś mądrego – polecam książki ks. Jana Kaczkowskiego oraz wszelkie inne, gdzie jest rozmówcą,
        – jeśli szukasz czegoś o przyrodzie – to książki pana Wohlleben’a są wspaniałą odskocznią,
        – jeśli chcesz zobaczyć świat pod lupą Nesbo, to polecam całą serię o Harrym Hole (doskonale zilustrowany problem alkoholowy!),
        – jeśli chcesz przybliżyć sobie starość (nie dla siebie, ale przede wszystkim, aby zrozumieć ludzi starszych), to bezwzględną lekturą są pamiętniki pana Hendrika Groena,
        – jeśli czujesz, że świat to nie tylko to co widzimy i czujemy, szukasz wytłumaczeniu wielu spraw – to sięgnij po alternatywę wyłuszczoną w sadze o Enderze (zaczyna się Grą Endera),
        – jeśli chcesz przybliżyć sobie teorie i wyniki badań dotyczące powstania życia na ziemi – to polecam trylogię nieznanego autora A.G. Riddle (Gen Atlantydzki),
        – jeśli chcesz wiedzieć jak działają tajne służby – koniecznie weź do ręki serię Vincentego Severski (Nielegalni),
        – i tak mógłbym długo 🙂
        Myślę, że czasami warto iść na żywioł a czasami na intuicję – tak odkrywane książki często budzą moje najskrytsze emocje 🙂

        1. Najpierw podziękowania za zaangażowanie w dyskusję, to mi pomogło w zobaczeniu pewnych spraw inaczej.
          I takie spostrzeżenie na marginesie, ułatwiło by mi dyskusję, gdyby każda osoba wypowiadała się w swoim imieniu, to znaczy bez zasłaniania się (w sposób świadomy, albo i nie) ogółem typu: ludzie zwykle. Oczywiście można przytoczyć daną tendencję np w badaniach socjologicznych, i jeśli dyskutujemy tak jak tu o książce, to pomogło by mi w tym gdyby każde z nas, to znaczy Ty i tak samo ja pisalibyśmy o własnych odczuciach (a nie zwykle: ludzie szukają). Pytam się Ciebie, czego szukasz bo jestem ciekawa Twojego zdania. 🙂 Lepiej mi się także odnieść do konkretu, zamiast do ogólności, i gdybania, tak naprawdę nie wiem, czego ludzie (jako ogół) szukają w książkach. Mam nadzieję, że to czytelna intencja?
          Wracając do meritum dyskusji, myślę, że jedno spojrzenie i drugie (w tym wypadku) się nie wykluczają.
          Nesbo spróbowałam, ale się nie przekonała, nie wykluczam, że jeszcze spróbuję. Kaczkowskiego czytałam co nieco, nie jest mi też obca metoda pracy Jana. Wohlleben jest na czasie, ja teraz czytam co innego, i czekam, aż kurz nieco osiędzie na tych książkach. Druga tematyka jest mi znana, raczej jestem ciekawa pozycji wydanej jako pierwszej.
          Żeby zrozumieć problemy ludzi starszych i żyjących z chorobą,chronicznym bólem polecam (może nie Ostatni Wykład teraz jestem bardziej krytyczna). Jeśli będziesz miał okazję obejrzeć jeszcze film, o którym mowa tutaj, to gorąco polecam.
          Tak na marginesie polecam też płytę, ale ostrzegam, że jest trudno dostępna. Reszta tytułów obiła mi się o jedno, bądź drugie ucho, ciekawa jestem czym Cię urzekł Gen atlantydzki? i Gra Endera?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s