[317+1]. O grzaniu, rachowaniu i śpiewaniu. (# bo świat jest ciekawy! [2])

Dojrzewała. We mnie.

To ją przyjmowałam, to znów była daleka ode mnie. Może przez ekspozycję? Niemniej, zawsze doceniałam kunszt tekstu Pana Wojciecha Młynarskiego i muzykę Pana Władysława Korcza. Teraz, i o nie przez meteorologiczne fantasmagorie, i niezdecydowanie zimy, czy ma zostać, czy jednak odejść bardziej wgryzam się w mięsisty tekst. Errare humanum est. Nawiązując do poprzedniego wpisu, myślę, że ta piosenka mogła by być medytacją Steve’a Jobsa.

Mam wrzenie, a nawet pewną stałość pewności i ością mi stoi w gardle świadomość, choć rozglądam się uważnie to nie widzę na polskiej scenie muzycznej następcy zarówno Michała Bajora jak i Wojciecha Młynarskiego. Nie grzeje mnie ta myśl. I nie chodzi tu o awarię ani o varię, ani nawet o wariację na temat centralnego ogrzewania mości świadomości, ani ogłady światopo(d)glądu, ogłady ale i ogólnego rzeczy oczywistości w(y)glądu.

To taki teatr wielki zamknięty w strofach i otwarty w refrenie. Pieści uwagę, łechce rozwagę i skłania do myślenia gimnastykując ciekawość, która z biegiem lat odkrywa nowe sensy nasączona rzeczywistością doświadczenia. I tak wplata się sztuka w życie stając się jego częścią. Ogrzej Mnie było napisane dla Krystyny Jandy, tak, aby mogła pokazać swoje umiejętności dramatyczne jak również podrasować wolty, albo (inaczej rzecz ujmując) się wykrzyczeć Włodzimierz Korcz, gdy dostał tekst wiedział, że to majstersztyk, i dla kogo tekst ów był napisany, znał umiejętności Aktorki, cóż pozostało ten tego znaczy się tylko pójść w tango! Pierwsze jej wykonanie miało miejsce we Wrocławiu na Przeglądzie Piosenki Autorskiej podczas którego Krystyna Janda miała owacje na stojąco,  razy trzy,a warto zaznaczyć, że niebył to numer, którego wykonanie wieńczyło koncert. Na jednym z występów usłyszał tę piosenkę (a jakże by inaczej) Michał Bajor, który poprosił o użyczenie utworu, miał wykonać go inaczej, bo w obcym języku,  po angielsku (swoją drogą Bajor był jednym z pierwszych, jak nie pierwszym artystą estradowym, który nagrał album w tym właśnie języku przeznaczony zarówno na rynki zagraniczne jak i polski). Krystyna Janda się zgodziła. Wiadomo, że drzewiej, jak podania ludowe głoszą festiwale ogólnopolskie piosenki rozrywkowej były wydarzeniem i przygotowywano relacje telewizyjne z tego wydarzenia (i to bardzo popularne). Michał Bajor poprosił dziennikarzy by nie publikowali wykonania Ogrzej mnie, mogą wszystko pokazać oprócz tego gdyż Krystyna Janda nie utrwaliła swojego wykonania na taśmie, a on ten utwór jedynie użyczył, nie zrobi tego wcześniej niż ona. I co? I wiecie co  dziennikarze pokazali z recitalu Bajora… Tylko. Ogrzej mnie. Wieść ruszyła w rytm, rym i lód. I lud. I tak Michał Bajor zamienił duży ekran na mały. Maria Czubaszek napisała tekst parodiujący ów utwór,  Bogusław Kaczmarczyk wykroił   charakterystyczną formę i treść, niemniej nie to było najciekawsze, podszedł był do pianisty, i powiedział, że jakoś dziwnie gra te wstawki między zwrotkami, jego kolega , o jego kolega osobisty wykonuje to zgoła inaczej od pianisty na to muzyk powiedział: ale ja tę melodię napisałem… I dalej grał i siedział taki oto ton przybrawszy Ot, Kabareton

[Krystyna Janda, Michał Bajor, Ogrzej mnie, tekst: Wojciech Młynarski, muzyka: Włodzimierz Korcz, źródło nagrania].

Remeau  pisze w swym traktacie o muzyce jako  nauce o dźwiękach,  Budd natomiast przekształca jej definicję jako sztukę dźwięków. Nie, nie będzie to traktat filozoficzny o emocjach w muzyce. Jeśli jednak ktoś/ia chętn_y/a to mogę podjąć temat. Podeprę się jeszcze jednym zdaniem:  Susan Sontag [w: Przeciw interpretacji i inne eseje, Karakter Kraków 2012] pisze:

Sekret komedii tkwi w martwocie reakcji lub reakcji przesadzonej czy też nie odpowiedniej do sytuacji: parodii, właściwego zachowania. Komedia, podobnie jak tragedia, odpiera się na stylizacji odpowiedzi emocjonalnej. Tragedia osiąga swoje cele dzięki wzmaganiu uczuć, komedia natomiast — pokazując reakcje osłabione czy nieodpowiednie w stosunku do normy emocjonalnej. [s.367].

A moim zdaniem, kreacja to dekoracja. Jeśli piosenka (zostańmy przy tym przykładzie) jest znoszona (lekko, nawet barwnie bardzo, nie ledwo co)  jak ulubione dzin[s]y. Czy inne napoje, nastroje niewinne… Troje to już tłok jak mówią alzaccy poeci. A tu już niedaleczko do pociągu do ciągu liczb. Tak tak, jako drugi biegun. Liczby są niejako przedstawiane i przestawiane jako przekład i przykład z drugiej strony spektrum. Albo inaczej: mówi się, że albo ktoś/ia ma uzdolnienia w dziedzinie nauk humanistycznych, albo ścisłych (gloryfikując te drugie).

Oczywiście historia chociażby starożytnej Grecji zna przykłady piękna liczb. Piękno nie miało wówczas statusu autonomicznego. Najpiękniejsze jest najwłaściwsze. Tak więc porcja proporcji. Na ten przekład Homer (nie Simpson, a właśnie to też ma związek ze Stevem Jobs’em) nie podaje definicji piękna. Chociaż, z drugiej, tej piękniejszej strony, wszelkie zło przepisuje (za Grekami) i przypisuje całe zło (wojna trojańska) piękności Heleny. Drugi nurt to blask piętno piękna form geometrycznych. I przypisanie odpowiednich żywiołów…

Presokratycy zastanawiali się nad początkiem świata. Każdy z nich hołdował innej prazasadzie. Ale wspólnym mianownikiem było pojmowanie formy i piękna.

Pitagoras zafascynowany dokonaniami matematycznymi Egipcjan splótł w jedną opowieść takie dziedziny nauki jak kosmologia, nauki przyrodnicze, matematykę oraz estetykę. I to on dał pierwszeństwo Liczbie. A to oznaczało także otwarcie horyzontu trwogi, to znaczy strachem przed nieskończonością. Wszystkie rzeczy mogą istnieć bo są obrazem ładu.  to swoista gramatyka matematyki. I jest to warunek sin qua non  piękna. To właśnie szkoła pitagorejska (a ściślej rzecz ujmując jej uczestnicy) wysnuli wnioski o stosunkach matematycznych  i tym że światem rządzą muzyczne proporcje, a cząstki ich to interwały, stosunek między długością struny a wysokością dźwięku. Teoria proporcji przechodzi miarowym krokiem do średniowiecza, a potem dalej. Niezależnie od tego, czy mówimy o muzyce sfer, czy o (nie tylko) starożytnych świątyniach.

Forma, gombrowiczowska, witkiewiczowska, czy jakakolwiek inna. Co po nas stanie, a co zostanie? Nie nie pójdę w stronę, bierną, czynną jakkolwiek inną. Zapisaną bądź (jeszcze) nie. Ad rem! Pismo, jeśli patrzeć globalnie na historię Człowieka, pojawiło się bardzo niedawno. To ledwie mgnienie – pisma istnienie.  Przez olbrzymią część naszego istnienia na Ziemi doskonale się obywaliśmy bez pisma. I, o czym zdajemy się nie pamiętać, albo nie zdajemy sobie z tego sprawy,  dziś także wiele społeczności nie używa tego narzędzia. Dlatego, że nie jest im ono potrzebne. Spójrz na świat inaczej. Jeśli  byłabyś członkinią, (lub członkiem) małej grupy, oczywistym jest, że pismo jako transmiter wiedzy, podań, narzędzie do uprawiania historii, i drążenia w poszukiwaniu, wykuwaniu przyszłości nie jest Ci potrzebne, albowiem wszelką wiedzę począwszy od jej aspektu kulturowego, po techniczny będzie przekazywana ustnie. Taki rodzaj funkcjonowania sprzyja rozwojowi pamięci. Ludziom, którzy żyją w rytm takich prawideł nie są potrzebne mnemotechniki. Dlaczego bardzo wiele podań ludów które nie korzystały, lub nie korzystają z utrwalania myśli na piśmie zachowały się w formie tańca, czy pieśni? A no właśnie, dlatego. Popatrz zatem na rym i rytm w ten sposób. No dobrze, można przekształcić ważne podania w formę piosenki, a liczby? Co z liczbami, umiesz liczyć- licz na siebie. Один, два, три Kaszpirowski.  No, nie. Nie tędy droga. Pierwszym sposobem zaradzenia zapominaniu (chociaż po rosyjsku, zapamiętać, znaczy zapomnieć) było używanie patyków, które nacinano by nadać im wartość. Taka prapamięć jak najbardziej zewnętrzna i do tego ultra lekka. I ekologiczna. Jedna jednostka jedno nacięcie. Pamięć działa nieugięcie. Do tego narzędzie owe było wielofunkcyjne, zapisywano wszystko, od tego ile osób liczyła dana społeczność, ile ma zapasów na dni chłodne i dni głodne, np Maorysi zapisywali w ten sposób swoich przodków i przodkinie ocalając od zapomnienia. Wydaje Ci się to takie odległe i mało zaawansowane? Nic bardziej mylnego na wsiach angielskich karbowane kije stosowano do 1826 roku i nie była to praktyka stosowana na małą skale. Skąd wiemy, że tak właśnie było, kije rzecz biodegradowalna. A no, bo stosowano również inne (bardziej trwałe narzędzia) takie jak np kości. (W tym świetle, zupełnie inne znaczenie można nadać powiedzeniu: porachuję Ci kości, albo: kości zostały (po)(d)rzucone 🙂 ). Najstarsze znaleziska pochodzą z Turyngii, tak więc nie jest to sposób zapisu, który przynależy do jednego regionu geograficznego. Ale wizerunki na kościach, albo kamieniach nie muszą wcale takiej funkcji pełnić, bo mówi się także i o tym, że to nie jest sposób zapisu należności, czy utrwalania pamięci, ale wyraz sztuki. Wszelkie próby zakotwiczenia sposobu liczenia (bardzo dokładnego) w historii człowieka, trudno odnaleźć. Wiemy, jakie to były narzędzia, np takie sznurki z supełkami można je znaleźć w Chinach i to już w III wieku przed naszą erą, ale kiedy zostały użyte po raz pierwszy. (To jedno) czy zostały wynalezione  z myślą o notowaniu (oo drugie). Nie ma takich dylematów co do sposobu notacji Inków. No dobrze, zależnie od tego jakiego rodzaju materiału używano, było zależne jakiego rodzabju surowiec naturalny był pod ręką (i to dosłownie) trudno bowiem w górach szukać muszel. (A i takie były stosowane).

Jednak jedna sytuacja wymaga wyjaśnienia, a raczej rozgraniczenia, nie każdy sposób używania symboli, jest uznany za pismo. Dopiero gdy istnieje silne związanie między konkretną treścią i znaczeniem ten warunek zostanie spełniony. Ile razy wyrzekamy na ludzi piszących niczym medycy? Albo przyrównując postępowania osoby do kury na grzędzie, albo ta, która ugrzęzła na grządce pisząc pazurem, nie z pazurem. Ale to właśnie pismo, umożliwiło uprawianie (trzymajmy się tej metaforiady) pamięci społecznej, a przy tym i jej dziedziczenie. Podstęp i postęp też był dzięki temu możliwy, na większą skalę. Było niczym wynalezienie koła. (Do zera jeszcze wrócimy). Nie wiemy, w jakim rejonie geogragicznym (geo_ graficznym (sic!)) pojawiło się jako pierwsze. Osobiście nie odczytywałabym (sic!) historii jako ruchu w jedną stronę, pismo umożliwiło, ale jako ruch w obydwie strony, to cywilizacja stawała się bardziej skomplikowana. Łuskano świat znaczeń i nadawano znaczenia.

Ekonomia zrodziła pismo. Przynajmniej na Bliskim Wschodzie, gdzie odkryto liczmany (pod postacią dysków, czy cylindrów). Bryłki gliny. Niby nic, a ruszyły z posag bryłę (i rozumienie i [przed]staw[i]anie) świata. Pismo zawdzięczamy (w dużym uproszczeniu) sposobowi księgowania, to taki młodszy jego  brat. Na początku liczmany utożsamiano z  formą spędzania wolnego czasu,rozrywką zabawą, albo: przeciwnie ze  sferą sacrum. Dopiero  potem badaczki i badacze niezależnie od geografii odkryć doszły i doszli do wniosku, że to nic innego jak jeden ze sposobów księgowania.

Gdy ludzie zaczęli czynić sobie ziemię poddaną i osiadać na niej uprawiając rolę to potrzebny był sposób zapisu, który mówiłby o zasobności gospodarstwa, i ukazywał jego rozwój w czasie na przestrzeni pokoleń. Tak działo się już dziesięć tysięcy lat temu na Bliskim Wschodzie. Rolnictwo,prowadzenie osiadłego trybu życia,  wymuszało niejako handel, albo inaczej, było związane właśnie z takim sposobem egzystencji. A to z kolei wymagało wynalezienia innych narzędzi,które ułatwiły by zarządzanie majątkiem, albo inaczej, ich zastosowanie pomogło nie tylko w utrzymaniu, ale i rozwijaniu, poszerzaniu zasobów i stref wpływu. Tak więc by prowadzić buchalterię potrzebny był system zapisu, i to bardzo precyzyjny, taki wielokrotnego użytku, który można by było przekazać i nie byłby zależny od pamięci osobniczej.

Potrzeba matką wynalazku. Liczmany musiały sprawować swoją funkcje wyśmienicie bo były używane przez kolejne cztery tysiące lat. Gdy ludzie zaczęli się przemieszczać, wpłynęło to także na sposób zapisu. Wyobraź sobie proszę, że do Twojego miasta przybywa znamienity kupiec, który oferuje towary, piękne, dobrej, ba, bardzo dobrej jakości do tego nieznane wcześniej, a użyteczne, które możesz nabyć bo Cię na to stać! W jaki sposób napiszesz, że je nabyłaś (i zapłaciłaś) i w jakiej sytuacji się znajdujesz, gdy widzisz, że on stosuje inny rodzaj nacięć na swoich… Liczmanach?

No dobrze, ale przecież sprzedaż bezpośrednia to jedno, a rozwój w perspektywie makro to drugie.  Nie zapominajmy, że wymiana towarów łączyła się z podróżowaniem. Po pierwsze odległości były bardzo duże, po wtóre nadawca/ wytwórca (nadawczyni/ wytwórczyni) towarów nie rzadko nie widzieli się z tym, kto ten towar zamawiał. To wymagało stworzenia całej sieci powiązań. I tak pojawili się pośrednicy. Ze swoimi zapieczętowanymi woreczkami, pełnymi liczmanów (bulle) poświadczającymi rodzaj towarów i jego ilość. Czek wynaleziono dopiero w wiekach średnich (O!Templariusze).

Gdy okazało się, że glina to podatny materiał na przekształcenia zaczęto zamiast nieporęcznych liczmanów odciskać w niej więcej informacji. Taki rodzaj ja wiem, obrazków. Daleko im było do pisma w dzisiejszym rozumieniu. Te nie powstało od razu, była to wędrówka do słówka.  Peregrynacja do zdania, ni mniej ni, więcej system kroków połączonych. Trzeba było przypisać znakowi fonetykę, sylabę. To zadziało się dużo później, gdy IV wiek przed naszą erą dobiegał końca. I wtedy dopiero możemy mówić o powstawianiu pisma. (To jedna z hipotez) tak, hipotez, bo choć posługujemy się pismem sprawnie (nie licząc instrukcji obsługi sprzętów wszelakich, recept na życie etc) to nadal nie jesteśmy pewni jak to naprawdę było.

Pierwsze były piktogramy, glina i rylec, który potem zamieniono na charakterystyczną trzcinkę. Zmienił się też sposób notacji, z kolumnowego na wersowy (nie mylić z wersem Sowy). Wraz z fonetyzacją zmieniła się także struktura pisma. Tak, to bardzo skomplikowane. I nie oczywiste. Chociaż na takie dzisiaj wygląda. Sposób zapisu od Sumerów przejęli Babilończycy, potem Asyryjczycy. Proces fonetyzacji to sekret ekspansji pisma (jego przetrwania). Bo to właśnie ona umożliwiała ruch w dwóch kierunkach: zapisu i odczytu. (Już widzę oczyma wyobraźni żart rysunkowy, prędkość zapisu/ i prędkość odczytu). Niemniej dopiero wtedy pismo przestało służyć jednej grupie profesji, nastąpiło jego wchłonięcie przez inne dziedziny,jak historia, kultura, sztuka. Jeśli zaś postrzegamy pismo jako połączenie fonetyki z zapisem, to te egipskie śmiało może konkurować z mezopotamskim. Nie wiemy do końca (a raczej do początku) która cywilizacja dzierży rysik pierwszeństwa, szala wiedzy przechyla się na jedną, to na drugą stron(ic)ę zapisaną coraz to nowymi faktami. Niemniej najnowsza technika przychodzi z odsieczą, tak jak i histeoria, histeria, znaczy historia wojen i można stwierdzić, przynajmniej dzisiaj, że hieroglificzny zapis wcale nie był tym pierwszym. Niemniej i tu, i tu służyło ono bardzo przyziemnym celom, administracyjnym.

 

Poparz proszę na sytuację z szerszej perspektywy, Palestyna, Liban, czy zachodnie tereny Syrii to miasta portowe. Port (nie usb) to możliwość handlu, swobodnej wymiany, transferu usług, umiejętności, towarów, tak więc wykształcenie uproszczonego systemu, tj. pisma jest narzędziem kontroli, wchodzi ono w konflikt ze sprawowaniem władzy przez nieliczną grupę ludzi, która sprawuje kontrolę. Niemniej miasta te, na terenach, o których wspomniałam nie były przypadkowymi punktem na mapie, ale łączyły ówczesne imperia, a to znaczy, że ich znaczenie rosło w siłę. Świat nie istnieje w próżni, świat społeczny. Nie ch(ł)odzi o kosmos. Sytuacja kosmopolityczna sprawiała, że warto było wynaleźć prostszy sposób posługiwania się pismem, ta umiejętność będzie dostępna dla większej liczby ludzi. Taki alfabet, za pomocą którego można będzie zapisać nazwy obcobrzmiących miejscowości, adresy meldunkowe, imiona i nazwiska. Prototypy zestawy pierwszej pomocy, składały się z spółgłosek samych. Egipt i Mezopotamia ze swoimi systemami znaków miały w tym swój udział.

Rewolucja na imię miała łacina. Oczywiście są ślady Fenicjan i ich zapisków, tyle, że papirus był dobrym materiałem biodegradowalnym, ach ten klimat! I cóż pozostał popiół i kurz. W wielkim uproszczeniu, pismo rozszerzało się dalej,  z jednej strony jako narzędzie używane przez mieszkanki i mieszkańców Izraela, Palestyny, Aramejki i Aramejczyków (Syria) a potem Arabia. Z drugiej Strony Europa i, oczywiście, Grecy… (w okolicy IX w.p.n,e). Ale to, o czym rzadko się mówi, a co było wynalazkiem greckiej kultury, to przystosowanie alfabetu przez dodanie do zaistniałego zestawu samogłosek, a tu już mamy pełne pole możliwości by oddać każdy dźwięk, przetworzyć z formy mówionej, w pisaną. I zapisaną. I zapamiętaną.

W IV w.p.n.e w Grecji obowiązywał alfabet joński składający się z dwudziestu czterech liter, a dalej powiózł go na swoich barkach (koniach, czy zwał jak zwał) Aleksander Wielki, ten, któremu zachciało się podbić cały świat.

Wróćmy jeszcze na jedną chwilę do piosenki jako takiej. Zastanawiasz się może od czasu do czasu dlaczego tyle osób jest chętnych by śpiewać i to publicznie, z parciem na to lub owo szkło. Być może jest to pragnienie tego ego by przejść do histerii, do historii miarowym krokiem? Kiedyś, by zostać skrybą trzeba było wykazać się dozą konsekwencji, kiesą (nie jedną sakiewką). I pewnie, tak znajomościami. Teraz gdy technika pobiegła sprintem tak daleko, każda osoba może być przekonana, że umie śpiewać, że inni chcą jej słuchać, o pisaniu (tekstów) nie ma co wspominać, wszak to bólka z masłęm. Czy jakoś tak, a mnie to rybka!

Otaczamy się hałasem, chcąc odgrodzić się od szumu zakładamy słuchawki z potokiem słów, głośno jest niemiłosiernie. w pracy, w domu, w drodze z punktu a do punktu b. Wszędzie jest dźwięk, a my, potęgujemy sobie doznania, czasami, a nawet bardzo często mam wrażenie, graniczące z pewną ością, że zacierają się znaczenia muzyki. Oczywiście nie mówię tu o zbiegach i zabiegach formalnie zamówionych i zamierzonych, nawet nie o kiczu, o kąpaniu się w hałasie.Hałas to chaos.  A piosenka to mikrokosmos i makrokosmos w jednym od ogółu do szczegółu i z powrotem biegnąc refrenem wracając wykrotem.

Jak zawsze w tego rodzaju artykułach ( #…Bo świat jest ciekawy!, i 12 poniedziałków, mam propozycje wykonania zadań, jeśli masz gotowość, czas i chęć podziel się proszę refleksjami,albo wynikami w komentarzu poniżej.

Zadania dla osób chętnych:

  1. Spędź dzisiaj czterdzieści minut w ciszy. Wyłącz telefon, dostęp do Internetu, radio, telefon i inne przeszkadzajki. Możesz wybrać się na spacer. Sam/a bez towarzystwa i bez wspomagaczy brzęczących w uszach. Zwróć proszę uwagę na to, co robisz, w jaki sposób stawiasz stopy, jak zachowuje się Twoje ciało, co odczuwasz, być może jesteś rozluźnion_a/y. albo partie mięśni są napięte (zbytnio) które, o czym myślisz, jeśli chcesz się skupić na tym co jest teraz, gdzie ucieka Twoja uwaga, a może jesteś skupiona/y? Jaką trasę wybrałaś, wybrałeś. Może jest coś, co zobaczyłeś, zobaczyłaś po raz pierwszy?
  2. Usiądź weź kartkę i długopis spisz tytuły piosenek i książek, z którymi chciałabyś, chciałbyś żeby osoby Tobie bliskie się zapoznały, takie które ocalisz od zapomnienia. Dlaczego właśnie te? Przeczytaj powstałe listy (każda ma min. 20 max 30 pozycji), czego możesz się dowiedzieć o świecie, o sobie?
  3. Czy jest coś / a jeśli tak: co to jest?/, co zdziwiło Cię po wykonaniu tych zadań? Czego(ś) się dowiedziałaś/ dowiedziałeś? Co to było? Czy łatwo Ci było je wykonać (dlaczego tak, dlaczego nie)?
  4. Czy po przeczytaniu tego tekstu inaczej (a może tak samo)postrzegasz np piosenkę.

2 myśli na temat “[317+1]. O grzaniu, rachowaniu i śpiewaniu. (# bo świat jest ciekawy! [2])

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s