[327]. Człowiek o ciekawych nazwiskach.

[Walter Isaacson, Steve Jobs, tłumaczenie: Przemysław Bieliński, Michał Str,ąkow, Insignis,2011, źródło nagrania].
[Walter Isaacson, Steve Jobs, tłumaczenie: Przemysław Bieliński, Michał Strąkow, Insignis,2011, źródło nagrania].

Chciał by opowiedział o jego życiu, gdyż przeczytał jego uprzednią książkę, tą o Franklinie. Ten zgodził się, ale bez entuzjazmu —  po długich zabiegach, z zastrzeżeniem, że  nie proszący nie będzie dążył do kontrolowania wszystkiego, co jak dobrze wiemy, było jedną z jego wad, która w pracy bardzo często (ale nie zawsze) była zaletą.

Zdążył w ostatnim momencie, gdyż to, że Steve zmaga się — nie po raz pierwszy zresztą — z rakiem dowiedział się od żony, to ona uświadomiła mu, że  tej walki Jobs nie wygra, na melodię, która by go zadowalała, umiera. Nie będę rozwodziła się nad tym kim był kreator Nadgryzionego Jabłuszka.  Czytam tę książkę z innych perspektyw, i to także jest siłą tej publikacji. Nie jest to publikacja, dla entuzjastów/entuzjastek technologii, marketingu, socjologii, czy czynów postaci, którą sportretował Walter Isaacton, nie jest to także opowieść o dojrzewaniu, brawurze, snach, i smakach (o) wielkości. Przynajmniej nie tylko.

Im więcej przybywa mi lat, tym jestem bardziej krytyczna względem przeczytanych biografii, i sięgam po nie coraz to rzadziej. Gdyby nie Przyjaciel, który zakupił tę pozycję dla swojego Brata, sama pewnie bym nie sięgnęła, a przynajmniej teraz tak to widzę, nigdy nie wiadomo, co by było gdyby, i nie warto się nad tym rozwodzić. Oczywiście wiem, kim był Steve Paul Jobs.

Czytając mam wrażenie, że właśnie takiej życzyłby sobie Steve, ten wyrośnięty wagabunda z  marzeń, włóczęgi, konfitur z czasu i przestrzeni,  dojrzały emocjonalnie, świadomy. Ów proces dojrzewania można dostrzec  i je, pasje, zalety i wady, klimat tworzącej się dopiero Doliny Krzemowej (a w zasadzie jej legendy) i wiele, wiele innych aspektów. Połączenie tych składników daje w konsekwencji bardzo smaczną mieszankę, którą chce się popijać łyk za łykiem delektując się słowem, obrazem, i wartką akcją. Tak, to wydarzyło się na prawdę, a czytasz ten wpis na ekranie, czy to telefonu, czy komputera (osobistego).

Pan (ten, który patrzy na nas z okładki, spogląda bez mrugania) nauczył się godzić ze sobą sprzeczności, buddysta, który uważał, że przywiązanie do posiadania rzeczy jest przeszkodą, z drugiej przecież je kreował, ba! kreował nie tylko je, ale określanie Siebie poprzez ich posiadanie. A to tylko Pixar, tfu pixel w morzu bitów. Przyprawą jest jeszcze fakt, że teraz prawie każda osoba ma w swoim gospodarstwie domowym przynajmniej jeden komputer w domu, i nie rzadko (sic!) jest to laptop, do tego telefon dotykowy…I właśnie dlatego można przyjrzeć się swoim pragnieniom, czytając tę wieść za wieścią. To opowieść, która toczy(ła) się w dalekim kraju, urodziła się tam, pęczniała, zataczała coraz to szersze kręgi. Nie jest to pieśń li tylko o technologii. Można tu też wyczytać skąd wziął się minimalizm, tak ten, na punkcie którego teraz wszyscy szaleją. To historia sukcesów i spektakularnych upadków. I to w jaki sposób można się z nich podnieść. A w tle niebywałe przepadki, przypadki i synergia zderzeń i zdarzeń.

Wiele ze zdań Stevena przeszły (buddyjskim krokiem) do popkultury i z namaszczeniem są powtarzane, i je także tu znajdziemy, zobaczymy przez (nieco) uchylone drzwi jak (nie zawsze) działa marketing i jakie tego są skutki.  Do tego szczypta dekoracji, znanych nazwisk, także polskich.

W gwoli ścisłości, nie należałam i nie należę, ani do wyznawców Jobsa, ani do sympatyków (sympatyczek), ani też do przeciwników (przeciwniczek).

Jeśli już lekturę macie za sobą, jak Wam się (nie) podobała?

Jeśli nie zamierzacie jej przeczytać podzielcie się tytułem książki (może być to [auto]biografia, choć nie musi) którą warto przeczytać, i zdanie komentarza, dlaczego właśnie ten tytuł? Dziękuję. I zostawiam z piosenką.

[W lesie, w lesie, Michał Bajor, źródło nagrania, MTJ największe przeboje].

PS. Mam jeszcze jedno pytanie, czy masz pomysł skąd tytuł tego artykułu?

23 myśli na temat “[327]. Człowiek o ciekawych nazwiskach.

  1. Nie czytałam i nie wiem, czy kiedyś ta książka wpadnie mi w ręce, ale jak wpadnie… skończyłam kilka chwil temu Czasomierze Mitchella, i Tokarczuk – prowadź swój pług przez kości umarłych. Pierwsza jest w stylu Mitchella, więc jak znasz Atlas Chmur, lubisz, to Cię wciągnie. No i jest tam tyci o Irlandii, bo przecież Mitchell mieszka w zachodnim Corku, a książka Olgi, to w zasadzie drugi raz, bo już trochę zapomniałam i musiałam przypominieć wątki, no i czekam na Pokot, aż się pojawi w moim kinie, jest szansa.

    1. Książkę wydano także w postaci audiobooka, schludnie to brzmi, co może być jeszcze jedną okazją do zapoznania się z treścią, bo taszczenie siedmiuset stron to może być problem. Nie czytałam Atlasu Chmur, ale zastanawiałam się nad Czaasomierzami i to kilka dni temu. A jaką książkę o Irlandii polecasz? Z Olgą zamierzam się zapoznać, na półce czekają Księgi Jakubowe…

        1. I jak wrażenia z Ksiąg? O historię. Znam trochę, ale z chęcią bym się wczytała dokładniej. Albo o prozie, która jest inspirowana historią, albo coś co uważasz za warte zapoznania się, a ja, nie wymieniłam. 🙂

          1. Księgi to ogrom opowieści, mnie się książka podobała, chociaż mam trochę uwag, ale człowiek oczekuje z wielkiem więcej i ma za swoje 🙂 Olga wielką pisarką jest. Co do Irlandii, nie wiem, jakie książki są w języku polskim, ale na początek może poszukaj i poczytaj o Constance Markievicz jeżeli chodzi o historię, a tam pewnie nawinie się mnóstwo wątków pobocznych, to moja idolka 🙂 Bo klasyki nie będę tu wypisywała, bo tego jest cała masa, a powszechnienie znana literatura. Gdybyś się wybierała do Dublina , bardzo przyjemny przewodnik i mnóstwo historii http://lubimyczytac.pl/ksiazka/83157/dublin-z-ulissesem
            http://lubimyczytac.pl/ksiazka/182575/labirynt-i-drzewo-studia-nad-ulissesem-jamesa-joyce-a
            z poezji
            http://lubimyczytac.pl/ksiazka/150531/szesc-poetek-irlandzkich
            http://lubimyczytac.pl/ksiazka/111429/kolejowe-dzieci – tu nie tylko poezja, ale również o samym autorze, wątki biograficzne 🙂

            Czytam teraz Tanglewood Bolgera,

            http://www.irishtimes.com/culture/books/tanglewood-by-dermot-bolger-review-an-outstanding-piece-of-work-1.2214112

            to tak w skrócie 🙂

            1. To, że z wiekiem człowiek oczekuje więcej, jak również to, że spostrzega, że myślenie (wbrew obiegowym opiniom) boli. Jeśli nie jest to myślenie o tym, że się myśli, albo czytanie na akord, albo dla kogoś. Dobrze, ja tak mam, napiszę by nie zasłaniać się figurą retoryczną.
              Tak Irlandia i Ulissess, to temat rzeka, i to nie jedna, a sam autor miał ciekawą biografię, postrzegany jako niezykle „trudny” człowiek. Marka sama w sobie, tak jak Franz Kafka dla Czechów. Po „Sześć irlandzich poetek” chciałam kiedyś sięgnąć, ale mi uciekła ta książka, po prostu o niej zapomniałam. Natomiast o Constance Markievicz to dla mnie nowenazwisko, poszukam z chęcią,Kolejowych dzieci też nie znam. I jak wrażenia z lektury [Bolgera]? Jakbyś chciała skrót rozwinąć, poszerzyć etc, to się polecam 🙂

            2. Markievicz znam tylko z nazwy budynku w Sligo („Markievicz House”), gdzie znajduje się centrum wydawania kopii aktów urodzenia. Kasują dychę za egzemplarz, dranie 😉 Po tych tutaj komentarzach aż zerknę z ciekawości któż to taki był.

  2. Bolgera zaczęłam, dużo muszę sobie tłumaczyć, bo angielski irlandzki nie jest dla mnie aż tak zarozumiały, jakbym sobie tego życzyła i niektóre wątki czytam po kilka razy, ale możliwe, że jak przeczytam do końca, to rozwinę, co to za historia 😛 ale nie spodziewaj się po mnie tak obszernej recenzji, jak Éilís Ní, zaciekawiła mnie opowieść o świecie nieruchomości, przekrętów, tym bardziej, że w Dublinie brakuje 20 tys. mieszkań. przerażająca ilość… nie spodziewam się, że książka będzie odpowiedzią, ale… w każdej historii jest jakieś źdźbło prawdy. Póki co, utknęłam na przedmieściach Dublina 🙂

    1. Recenzje nie muszą być obszerne, ciekawe są też dyskusje o książkach, polecanie sobie ma tę zaletę, że często (przynajmniej ja tak mam) nie sięgnęłabym, nie miałabym takiej okazji by zauważyć . Z tego co piszesz, kojarzy mi się polskie ’13 pięter”, ale tej nie czytałam (jeszcze). W książkach oprócz, powiedzmy głównej narracji jest fascynujące odkrywanie drugiego dna, albo znajdowanie historii takich, jakich nie spodziewalibyśmy się dostrzec. To tak jak wracanie do wiersza, który dojrzewa wraz z nami, wędrując przez życie. 🙂

  3. Na mnie ta lektura wywarła wielkie wrażenie. Gość tak pisze, że z przyjemnością przeczytałem biografię Einsteina i teraz jestem w trakcie Innowatorzy – powinien zdecydowanie więcej pisać!

    1. Cześć Robert, witaj na blogu (oficjalnie) dobrego czytania i komentowania. Tak, myślę, że opowieść nie była by tak fascynująca gdyby nie umiejętności Autora, nie widać szwów. Nie sposób odnieść wrażenia, że filozofia pisania W. I jest taka sama jak tworzenia produktów przez Jobsa. Dlaczego książka wywarła na Tobie wielkie wrażenie? Nie wiem, czy Walter powinien pisać więcej, niech pisze dobrze 🙂 Biografia Einsteina ciągle przede mną, jestem ciekawa w jaki sposób ukazana tam jest postać Milevy.

      1. Łatnie to właśnie ujęłaś: nie widać szwów. Książkę czyta się niemal jednym tchem. W moim przypadku to był akurat audiobook. Słucham ich m.in. podczas biegania. Książkę połknąłem już parę lat temu, ale jak dziś pamiętam, że specjalnie wydłużałem treningi biegackie aby jeszcze dłużej móc słuchać książki (gdy nie biegam, to wtedy sięgam po słowo czytane moimi oczami 🙂 ).
        Ponadto, narracja nie jest liniowa. Normalnie czytelnik mógłby się pogubić, ale nie u tego autora – on to robi tak, że książka stale trzyma w napięciu i zainteresowaniu (a przecież to jednak biografia!).
        W roku 2012 (bo wtedy ukończyłem książkę) tak o niej pisałem:
        „śpiew dwóch ponadczasowych geniuszy: Steve Jobs’a i Walter Isaacson’a”
        „to jest lepsze niż powieść kryminalna czy horror”
        „zaskakujące zwroty akcji – niemal jak kino akcji!”

        1. Dziękuję. Myślę, że właśnie to skłoniło Jobsa do tego by właśnie Walter napisał jego biografię. Poza tym Stave, chciał zawsze wszystko kontrolować. I tutaj też zostawił swoistą kopię bezpieczeństwa. Chociaż, jak dobrze wiemy, sam zdzwonił do ludzi i namawiał ich na udzielenie wywiadów i pełnej szczerości.
          Osobiście nie umiem połączyć wykonywania ćwiczeń z słuchaniem muzyki, czy książek (te pierwsze są dla mnie zbyt angażujące i trudne) . Nie czytuje kryminałów (poza Wszystko czerwone Chmielewskiej— dawno temu) czy (jeszcze bardziej) Horror, ale tak, masz racje, opowieść jest wartko napisana. 🙂 Długo biegasz? Jak zacząłeś? Co było najtrudniejsze?

          1. Łojej! Pytanie rzeka! 🙂
            Moja przygoda z bieganiem zaczęła się jeszcze w podstawówce – niemal zaraz po poważnej punkcji kolana, która miała przekreślić moją przyszłość sportową (zawsze byłem aktywny), kiedy to lekarz powiedział, że bieganie powinienem zostawić innym. I wtedy odkryłem, że ja chcę biegać 🙂
            Bieganie jednak bieganiu nie równe. Biegałem na tysiąca, na trzy, na orientancję, przełajowe i od ponad 10 lat długodystansowe. Każde bieganie jest inne i stawia inne wymagania od biegającego. Każdy też z tych rodzajów wprowadza zupełnie inne kontuzje. Swego czasu wiele się o tym rozpisywałem.
            Generalnie biegać uwielbiam – to moja pasja. Co najtrudniejsze? Chyba przede wszystkim te wymuszone kontuzjami przerwy – niezwykle frustrujące. Przymierzam się do usystematyzowania moich dawnych zapisków i prezentowania ich na blogu jako fragmentów (być może) przyszłej książki, więc zachęcam do śledzenia tej części biegackiej – jeszcze się będzie działo 😉

              1. Głupio Ci się rozpisywać w komentarzu, czy tego nie chcesz, bo (np )unikasz odpowiedzi?Nie wiem, czy tak właściwie jest. (Jest?) Jak nie chcesz, to nie, oczywiście szanuję Twój wybór, wolę komunikaty wprost, bo to pozwala się skomunikować i podążyć za intencją, :)Nie wiem, czy Cię właściwie rozumiem, traktujesz to jako rodzaj tajemnej wiedzy? Jeśli tak to po prostu szkoda. Ale rozumiem. Na blog jak chyba zauważyłeś, za zaproszenie dziękuję, 😀 Jeśli się mylę, jestem w błędzie to proszę mnie popraw. 🙂

              2. No i zobacz co narobiliśmy – nie mogę już odpowiadać na Twój ostatni komentarz 🙂 No ale ok – rękawica została rzucona! 😉
                Oczywiście nie jest to wiedza tajemna – w zasadzie nie ma co ukrywać. Po prostu biegam z pasji a zaczęła się biegami na orientację. Bieganie w określonym celu (szukanie punktów kontrolnych, rozwiązywanie zagadek topograficznych itd) bardzo mnie rajcowało. Szybko się przekonałem, że biegania ogólnie sprawia mi dużo frajdy, więc treningi już wtedy były dla mnie czymś przyjemnym. Gdy zacząłem wygrywać kolejne zawody i mistrzostwa – wtedy działało to już jak narkotyk 🙂
                Biegałem więc od 6 klasy podstawówki aż do późnych lat studiowania.
                Potem z przerwami podejmowałem biegania i odpuszczałem (wiele różnych perypetii życiowo-rodzinnych). Na dobre wróciłem do biegania, gdy usłyszałem, że jakiś osiemdziesięciolatek przebiegł maraton. Ponieważ od szkoły średniej marzyłem o czymś takim to dostałem znowu speeda na bieganie, na przebiegnięcie maratonu. To było gdzieś w okolicy 2011 roku. Od tamtej pory biegam (jak nie mam kontuzji 🙂 ). Mam za sobą jeden maraton (w tym roku podchodzę do drugiego) i już niezliczoną ilość półmaratonów.
                Co najtrudniejsze? A to już pisałem 😉

  4. Oczywiście, że możesz odpowiedzieć, w nowym drzewku. Ponieważ jednak ten szablon zmniejsza komentarze, nie wygląda to estetycznie. lista zagnieżdżonych jest zmniejszona, tyle.
    Biegi na orientacje były kiedyś bardzo popularne (zdarzyło mi się organizować i te, i gry miejskie). Nie rozumiałam Twojej intencji w pierwszym komentarzu, przepraszam, mój błąd. Nie miałeś nigdy problemu z motywacją?

  5. Też odsłuchałam tę książkę 🙂 później zamęczałam otoczenie, prosząc by co ciekawsze według mnie fragmenty odsłuchać ze mną. Myśle że Jobs był niesamowitym człowiekiem, pełnym sprzeczności.

    1. Tak to człowiek, który z biegiem lat nauczył się łączyć sprzeczności, dojrzewał, jak uczył się na (także swoich) błędach. Popatrz jak wiele powiedzeń przeszło do kultury. Zwróć proszę uwagę na jeszcze dwa aspekty, na to, że miał zapewnione warunki do rozwoju, i na jego socjalizację (i reperkusje tegoż w późniejszych latach). Popatrz proszę. jeszcze jak nauczył się łączyć kropki to jest korzystać z różnych dziedzin nauki, sztuki, korzystać z życia. Bez wątpienia był człowiekiem nietuzinkowym, potrafił czerpać zarówno ze swoich wad, jak i ze swoich zalet. Jestem pewna, że minimalizm także przeszło właśnie od Jobsa, popatrz w jakich latach tworzył Steve i na rozwój jakich dziedzin miał wpływ (nie rzadko bardzo odległych). Niestety, nikt nie prosił mnie abym odsłuchała wybrane fragmenty, a jestem chętna i takim właśnie decyzjom i działaniom kibicuję gorąco. 🙂

Odpowiedz na Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s