[324].Humor(k)reska, „Wiedźmikołaj” to nie (tylko) humordraska, sens tu iskrzy, a (z)dziwienie trzaska.

[Wieźmikołaj, Terry Pratchett, Świat Dysku tom 20, Pruszyński i S-ka, tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, źródło zdjęcia].
[Wieźmikołaj, Terry Pratchett, Świat Dysku tom 20, Pruszyński i S-ka, tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, źródło zdjęcia].

Jeśli Kto/sia chce sobie wymasować (albo wymacać) lingwistycznie neuronalia i inne utensylia myślenia i mylenia, to Wiedźmikołaj Terrego Pratchetta jest doskonałą okazją ku temu (łącznie z zagwarantowaniem delikatkoślawego ich łaskotania).  W trakcie lektury można spokojnie oblizywać palce. I drapać się po mózgoobwodnicy. Ta pięknie brzmiąco rytmiczna fraza, ta sarkastyczna faza. To obieranie znaczenia, łącznie z jego jednoczesnym poleropoznawaniem. Miał mniam, ćwir, ćwir, ćwir znowu Ty? Ach te cytaty z cykorii, alegorii. Galeopiada metaforiady, nie ma rady, czas zanurzyć by nie nużyć się w czcionce na granicy pasemka pisma. Moim, własnym, a może tylko oswojonym (?) zdaniem, można spokojnie, albo nieco wierzgając zacząć przygodę ze Światem Dysku, właśnie od lektury jej dwudziestej części. Od celnych cytatów do pięknej formy, tylko jedno rzucenie wzrokiem. Żonglowanie to jednym to drugim. Ale to nie tylko wy i tchnienie, ale także w jakiś sposób prawda, nie koniecznie, tylko o naszym świecie.  Odwrócenie grafit (i) akcji patrzenia gwarantowane. Nie jest to tylko idealna lektura na (grudniowe) święta. Można spokojnie zdjąć pierwszą, drugą i kolejną warstwę i odczytywać nowe znaczenia bez zmęczenia znieczulenia i zmiętolenia miętowego zdziwienia. A jednak można napisać książkę (która będzie zdatna do użycia (bez konieczności pytania lekarza lub farmaceuty) o czymś, o czym już napisano ich wiele. Dobrze, że nie ocenia się ich po okładce, bo omiecenie jej okiem nie zachęca do podjęcia dialogu z tekstem, pretekstem, i pratekstem. Smacznego. Każda osoba znajdzie to, co będzie miała odwagę zobaczyć. Chociaż zobaczenie nie jest równoważne z widzeniem i wiedzeniem. Chociaż może istnieć związek z wodzeniem (nie tylko wzrokiem) i zawodzeniem (chyba)…Ani nic, ani wszystko nie jest oczywiste. Na szczęście. I nie szczęście, nawet na niechrzęszczenie.

Jakoś tak mi się skojazaistrzyło:

[Ballada o przegranych, Jar Chojnacki, źródło nagrania].

Skrócony od_noś_ni(c)k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-1cb

10 myśli na temat “[324].Humor(k)reska, „Wiedźmikołaj” to nie (tylko) humordraska, sens tu iskrzy, a (z)dziwienie trzaska.

  1. Żeby było ciekawiej, w ekranizacji „Wiedźmikołaja” można ujrzeć samego Wieszcza. Zagrał epizod kilkusekundowy zaledwie, ale zagrał 😉

      1. Tak. Co najmniej trzykrotnie po polsku i prawie całość po angielsku. Gdyby nie Lem, Pratchett byłby na topie mojego prywatnego Panteonu 🙂

        1. Tak zauważyłam Twą słabość do T.P. I co, z ciekawości duże są różnicę między angielskim, a polskim (przekładem). Ja sobie poznaję Świat Dysku na wyrywki, dość nieregularnie, na początku przyznam, że się zraziłam. Ale kurczę, ciągnie mnie, i cieszę się, że jednak nie zaprzestałam lektury.

          1. Różnice są, siłą rzeczy. Tak wielowarstwowego humoru nie da się przetłumaczyć jeden do jednego. Niektóre tłumaczenia wyszły Pewucowi lepiej od oryginału, niektóre zaś gorzej. Ogólnie facet powinien dostać pomnik za solidne przełożenie tak złożonej serii. Prywatnie Pewuca wielbię właśnie za ŚD.

            1. To dobrze wiedzieć, nie odważyłabym się (jeszcze) czytać T.P w oryginalnym języku. Chociaż może, kiedyś…Ciekawa byłam Twojego zdania, właśnie na ową perspektywę, a wracając do książki, to pewna warstwa humoru jest nieprzekładalna (dla mnie) i nie chodzi o idiomy i neologizmy, a nawet w polskim języku nie potrafię tego nazwać, w odniesieniu do T.P.

  2. Pratchett. zatęskniło mi się, ba, zdążyłam już nawet zapomnieć kilka części. niedobrze. trzeba odkopać znów, przypomnieć sobie.

    a jak Ci się podoba, wpadnij na Konwent Fanów do Nawojowej Góry – coś, co koniecznie trzeba przeżyć:-)

    1. Cześć Tigi, miło, że zagościłaś w me progi, mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Rozgość się, miłego czytania i komentowania. Dziękuję za zaproszenie. Co najbardziej lubisz u T.P (w ogóle)? A w szczególe, jaką część Świata Dysku polecasz? Pozdrawiam,

      1. powracam, jako ta córka marnotrawna, mam nadzieję, że faktycznie na dłużej tym razem;-)

        co lubię? trafność obserwacji chyba najbardziej. wiesz, takie uczucie, że czytasz i ciągle nachodzi Cię myśl, że w samo sedno, w środeczek, dokładnie tak, choć czasem nawet się nad tym nie zastanawiałaś wcześniej. i ten przecudny humor angielski (ale też bardzo uniwersalny i nie tak hermetyczny). czytałam całość po polsku, większość 2-3 razy, trochę w oryginale (co mi się akurat udało dostać. ale z angielskim mam problem – bo lubię się w angielskim smakować (filologiem angielskim jestem z wykształcenia) i w związku z tym potrzebuję sporo czasu i ciszy na czytanie. nie umiem z przyjemnością czytać książki po angielsku w tramwaju. zresztą, tak samo mam z polską literaturą, w której jest coś więcej niż tylko fabuła).

        ale, wracając do tematu – szalenie lubię uniwersalizm Pratchetta, każdy może znaleźć w nim coś innego, co przyciąga, ciekawi, bawi. jedni kochają Straż i Sama Vimesa, inni czarownice, jeszcze inni Rincewinda i Magów albo Śmierć i jego specyficzny sposób patrzenia na świat i ludzkość. ciężko polecać konkretną książkę – dużo zależy, do której grupy się zaliczasz;-) ja w sumie lubię wszystkie (nieco mnie nudziły pierwsze dwie książki – Kolor Magii i Blask Fantastyczny, ale tylko za pierwszym razem, chyba trochę za mała byłam, a one trochę przegadane jak dla dzieciaka), generalnie fajnie się je czyta od początku i obserwuje jak cały zamysł, cały wszechświat ewoluuje, jak poszczególne postaci się rozwijają, jak autor dokłada im głębi, jak zmienia się tematyka i poruszane problemy.

        chciałam Ci podać jakieś moje ulubione, otworzyłam https://www.terrypratchettbooks.com/discworld-reading-order/, coby sobie przypomnieć. i nie umiem:-) co na którąś spojrzę, to myślę „może ta? dobrze się czytało. tę niby trochę gorzej, ale w sumie też była dobra. o, i ta, też ciekawa, oooo, i ta też”. pomyślałam, może jednak cykle – lubię cykl z czarownicami, hmm.. i ze strażą… i uwielbiam Śmierć… o, a magowie są świetni… itd. więc chyba – powodzenia, przyjemnego odkrywania!:-)

        1. Ciekawa byłam Twojej opinii właśnie. Zestawienie całości ŚD znam. Tak więc nie pomogło mi, ani nie zdziwiło. Przypomniało mi o kosz -marności polskich okładek. Nie chodziło mi o dokonanie wyboru, który ma (miał) być w zamyśle (i domyśle) ostateczny. Trzy Wiedźmy, ani w ogóle, ani w szczególe mnie nie zachwyciły. I gdyby nie Xpil, Ty, pewnie bym nie sięgnęła, albo zrobiła to z wielkimi opornickami, po następne części.

Odpowiedz na xpil Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s