[292+1].O rozpromienionej Marii.Bywałam także [RAD]osną,a nie tylko za[RAD]ną kobietą!

To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy, tak pełni wątpliwości

[Bertrand Russell].

Zastanawiałam się w jaki sposób napisać ten artykuł. Jaką perspektywę, czy też konwencję, tak jak czyni to fotograf(ka) przed naciśnięciem spustu migawki. Skupienie. Światło, kolor. Kadr. Czekanie. Światło, kadr, migawka, pisanie. Smak. Takt.

Składanie świat_t[ł]a. Opuszki palców już wiedzą…

Fotografia kobiety przyglądającej się z uwagą probówce zawierającej rad obiegła świat. Stała się stereotypem, czymś w rodzaju świętego obrazu, któremu oddaje się po latach cześć, nie bardzo wiedząc dlaczego. To zdjęcie utrwaliło Marię Curie dla potomności. Czas uczynił ją zastygłym symbolem kobiety uczonej, surowej, poważnej, w żałobie, po ukochanym mężu, symbolem nigdy nie osiągniętego szczęścia. Jakiż to kontrast z jej męskim odpowiednikiem, Einsteinem, uczonym trochę zbzikowanym, pokazującym język, geniuszem naigrywającym się z czasu, ale nie ze swego czasu.

[Maria Skłodowska -Curie, Leurent Lemiere, Świat Książki, Warszawa, 2011 s.9].

Nie przestaje mnie bawić, a to zabawa gorzka w swej istocie, gdy zniesiemy jej  pierwszą, wierzchnią, warstwę,  gdy widzę jak często Maria i Albert są zestawieni ze sobą na zasadzie przeciwieństw, na kwasie podobieństw. Nie, nie pójdę  tym tropem.

Ona pewnie by wsiadła na rower, który za czasu jej młodości był bardzo popularnym środkiem lokomocji. To właśnie je dostali w prezencie ślubnym Maria i Piotr. I to właśnie podróżując na dwóch kółkach i niespiesznie się oddaliła od wcześniej przywołanych skojarzeń. Tak oczywiście, można by napisać, że wkład w Teorie którą wyłożył (ustawiając tym samym perspektywę dwudziestowiecznej fizyki) miała olbrzymi wpływ jego żona, Mileva, którą porzucił nie mogąc jej sobie  podporządkować, tak samo jak nie zdecydował się wychować córki, i zmusił swą ówczesną towarzyszkę życia, by i ona tak uczyniła, ale przecież nie o Albercie. I tu można by iść drogą równań, co zważywszy na fakt, czym się zajmował uczony nie jest novum, a nie, zaraz (to nie taka duża ba[k]teria) chodziło mi o porównania.  Przekształcenia. Matę i tykę. Fizykę drgań, domagań i twierdzeń, rdzeń i rdza piękna, które nie pęka, lecz trwa.

W życiu niczego nie należy się obawiać. Należy jedynie zrozumieć.

[Maria Skłodowska- Curie].

Zarówno ona, jak i rodzeństwo, dorastała wśród probówek, pipet, odważników, Władysława Skłodowskiego. Niemniej jednak to tylko anegdota, pamiętajmy, że  jedną z reperkusji upadku powstania styczniowego był zakaz nauczania, wykładania przez polskich profesorów, a tenże obejmował także ojca Mani. Jedyne co mógł, i co robił, to zanurzać się w pismach naukowych, nie posiadał ani własnego gabinetu doświadczalnego, ani katedry, mroźny, styczniowy wicher historii, który wdarł się do domu Skłodowskich wymiótł wszelkie nadzieje. Czy można było się nadziać na zwątpienie?

     Absolwent matematyki i fizyki politechniki w Sant Petersburgu. Był, jedynie nauczycielem ze skromną pensyjką,a potem również podinspektorem, w jednym z warszawskich gimnazjów męskich. A wiadomo, że podówczas kierownictwo stanowiła  kadra rosyjska. Takie to życie w Przywiślańskim Kraju. Mroźnym.

Ojciec Władysława walczył w powstaniu listopadowym,  w poprzednim życiu był profesorem fizyki i chemii, przemaszerował boso dwieście dwadzieścia pięć kilometrów w kierunku jenieckiego. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, uciekł, lecz ból stóp towarzyszył mu do końca życia. Powstanie Styczniowe też zapisało się krwawą cyrylicą w rodzinie … O przywołanych tu zdarzeniach i ich konsekwencjach nie dało się zapomnieć.

Mieszkanie Państwa Skłodowskich znajdowało się niedaleko wałów obronnych Cytadeli. Tak, dokładnie tam dokonywano egzekucji na powstańcach, a ciała pozostawiono ku przestrodze i trwodze, tak to ulegały rozkładowi przez upalne dni… To żałobne, trwożne,  memento.

Mania miała także matkę, a w biografiach o matkach zwykle się zapomina, albo nie pamięta.

Młoda, piękna, wykształcona, i Oboje pochodzili ze szlachty, i tylko to im pozostało. Rodzice Bronisławy może i nie posiadali majątku, ale zdołali posłać córkę do szkoły przy ulicy Freta. Tak, tej samej, prywatnej szkoły dla panien,  w której Matka Mani w przyszłości miała przejąć dyrektorowanie. Dokonała nie lada wyczynu,  najpierw była nauczycielką, a potem dyrektorką rzeczonej placówki. Co nie tylko pozwalało się jej utrzymać, była niezależna finansowo, i posiadała przestronne mieszkanie, w dobrym punkcie Warszawy. A wszystkiego tego dokonała dzięki swojej zaradności, inteligencji i samozaparciu. Potem spotkała Władysława, wyszła za mąż, zaczęła prowadzić dom, urodziła piątkę dzieci (w ciągu sześciu lat). W roku w którym Alfred Nobel opatentował dynamit, a na na świat przyedł Władysław Reymont, urodziła się też Mania, która miała stać się  zaRADną dziewczynką, kobietą, szczęśliwą żoną, nieszczęśliwą kochanką, naukowczynią, Maria Salomea Skłodowska, ostatnia z piątki dzieci Bronisławy i Władysława.

[Kobieta niosąca chleb piosenka autorstwa Marka Grechuty w wykonaniu Grzegorza Turnaua, źródło nagrania, album Śpiewające obrazy].

Świetnie się słucha piosenek o szczęściu, ale zwierzyła się Bronisława, gdyby wiedziała, jak wygląda życie mężatki, drugi raz by się na nie nie zdecydowała.  W 1967 roku Władpysław został nominowany na dyrektora gimnazjum, co wiązało się z przeprowadzką, a to, z kolei,  wiązało się z podjęciem dodatkowego wysiłku przez Bronisławę, peregrynacji na ulicę Freta, wiadomo było, że jej kariera będzie gasnąć, na rzecz budowania kariery mężowskiej. Wycieczki do pracy zaczęły ją wyczerpywać fizycznie, do tego w domu nie miała prawa, ani czasu by zregenerować swe siły. Zaczęła tracić szlachetne zdrowie… A to z kolei zmusiło ją do zrezygnowania z pracy zarobkowej. Mogła tylko nauczać w domu dwójkę swoich dzieci: Józefa i Zosię. By zaoszczędzić, w domu  sprzątała, i szyła, dysponując specjalną ławką, również buty.

Gdy Mania miała cztery latka na suchoty zapadła jej matka. Co spowodowało ograniczenie kontaktów między nimi  dwiema, córka odczytała to jako brak zainteresowania, niechęć, odrzucenie. Matka jako niezbędny środek ostrożności zachowywała dystans. Miała własny zestaw talerzy, ręczników, brak przytulania, i brak informacji co dzieje się w rodzinie. Coraz to większe opuszczenie i niezrozumienie. Nie leczono gruźlicy właściwie, pobyt w górskim klimacie plus popijanie wód.  To wszystko. Alicja Gawlikowska- Świerczyńska, lekarka opowiadała o bezradności lekarskiej w zakresie leczenia tej przypadłości. Mycobacterium tuberculosis, czyli prątki gruźlicy wyodrębniono dopiero 1882 roku, poinformował o tym podczas krótkiego marcowego wykładu Robert Koch. Dla Matki Marii było jednak za późno. Nie pomogły ani żarliwe modlitwy dzieci, ani zaangażowanie męża, ani zamiejscowe kuracje. Bronisława nie mogąc pozwolić sobie na towarzystwo akuszerki wzięła ze sobą dziesięcioletnią córkę, Zosię. Ani pobyt pod Innsbruckiem, ani w Nicei, Z nikąd ratunku, znikąd nadziei. Do tego rozstanie z rodziną i martwienie się o koszty terapii były przyczynkiem depresji u Bronisławy, która wyrzekłą się wszystkiego co dla kobiety niezależnej    stanowiło sens życia.

Tymczasem w Warszawie Mania tak jak jej siostry uczęszczała do szkoły przy ulicy Freta. Następnie, gdy miała sześć i pół roku została przepisana do szkoły znajdującej się blisko miejsca zamieszkania,  (od razu do klasy trzeciej). Szkoła podlegała  Jadwidze Sikorskiej, patriotce,która potrafiła tak zarządzać placówką, by zwieść carskie władze.

Ojciec Marii też został zadenuncjowany za taką działalność jaką prowadziła Sikorska, co wiązało się z wilczym biletem, utratą pensji i mieszkania. W taki oto trudny czas Bronisława z Zosią wracają do kraju, a Mania, czuję się odtrącona przez pierwszą (nie wie, dlaczego nie może ją powitać), i przez Boga, który nie wysłuchuje jej modlitw. Skłodowski wynajmuje dom i otwiera internat dla chłopców, żeby móc utrzymać rodzinę. W styczniu 1874 roku jeden z uczniów zaraża Bronię i Zosię tyfusem. To trzecia fala epidemii w Warszawie. Czternaście dni później umiera druga z sióstr Marii. Matka w skutek depresji i galopującej gruźlicy może obserwować sunący ulicą kondukt, wyłącznie z okna swojego domu.

Po śmierci Matki Maria zatraciła się w książkach, chowała swoje uczucia, tłumiła je, nie pozwalając sobie na ich uzewnętrznienie, czyż nie tego właśnie była uczona przez lata? Twarde wychowanie, autorytet rodzicielski, zimny chów, obserwacja sposóbu życia to Władysława, to Jadwigi Sikorskiej, wszędzie trzeba było być akuratną.  Tak będzie również u dorosłej już Marii, tej, którą, wydawało by się, wszyscy dobrze znają…

      Powróćmy jeszcze na chwilę do roku 1879 to wtedy profesorowi Skłodowskiemu wizytę domową składa dyrektorka szkoły, do której uczęszcza Mania, mówi mu, że a i owszem jego córka jest uzdolniona, ale też bardzo wrażliwa i słaba psychicznie. Sugerowała zatem by dziewczynka poczekała rok, zanim uda się do następnej klasy. Ale ojciec, postanowił by Maria zmieniła szkołę, powodem była nie tylko nadopiekuńczość dyrektorki, ale również to, żeby umożliwić córce dalszą edukację. Nie można było aplikować dalej po ukończeniu szkoły dla panien, po pierwsze kierowała nią Polka, po wtóre, kto by charakter tej placówki brał na poważnie?

Wszystkie dzieci Skłodowskich uzyskiwały formalne wyróżnienia, i zdobywały medale, tak jak Maria za rok 1883, i to nie dlatego, że były przymuszane, naturalne środowisko, w którym się wychowywały sprzyjało takim rozwojom wypadków. Dziś już wiemy, że postawienie pytania, w rodzaju tych, czy geny, czy (jednak) wychowanie mają kluczowe znaczenie, jest pozbawione sensu.Zarówno pierwsze i jak i drugie jest bardzo plastyczne, i bardzo silnie oddziałujące na (nie tylko młodego) człowieka.  Powróćmy  zatem do naszej opowieści.

  Wszystkie perypetie: trudne dzieciństwo (funkcjonowanie pod zaborem rosyjskim w szkole polskiej), najpierw śmierć siostry, potem matki (która cierpiała w skutek przewlekłej  zakaźnej, choroby) tprzypłaciła Maria załamaniem nerwowym. Odmawiała jedzenia, czy picia, ale całe dnie spędzała w łóżku, w ciemnym pokoju… O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny/I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,/Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…/Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną/I światła szarego blask sączy się senny…/O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…¹

Ojciec postanowił więc, że wyśle ją do rodziny na wsi, by podreperowała swoje zdrowie. I wróciła do równowagi psychicznej. I tak wespół zespół podarowali jej pospołu najszczęśliwszy rok życia, w którym to nareszcie mogła po początkowym wypoczynku i regeneracji sił, po prostu być dzieckiem. Zamiast topić swój wzrok we wzorach matematycznych, czytywała powieści, zamiast wykonywać zadania, ganiać z kuzynostwem, łowić ryby, bawić się w berka, czy tańczyć. W listopadzie odwiedziła kolejnego wujka, który rezydował koło Karpat, tam była otoczona literaturą, muzyką, i sztuką, tam także spędzała dni uszyte z radości, wytchnienia, i szczęścia. Wtedy to dotarła do niej wiadomość od jednej z byłych uczennic Matki, że ona i jej mąż zapraszają zarówno Manię jak i Helenę do siebie. I tak oto, zanurzone po raz kolejny w radość, spędzały dni, które mijały nadzwyczaj szybko, wśród osób o wyszukanych manierach, ale także takich, które potrafiły docenić codzienność i pracować w manufakturze radości w rytm mazurka, który rozbrzmiewał do świtu. Tak Maria potrafiła się śmiać, radować, flirtować, a miała takie dwanaście miesięcy w swoim życiu, podczas których robiła to często, bez miarkowania. I dobrze! I bardzo, bardzo dobrze.

Be the chan­ge you want to see in the wor­ld.

[Ghandi].

[Nagranie pochodzi z Gali jubileuszowej 40-lecia Jazz Juniors / Jazz Juniors 40th anniversary gala
4.12.2016, Centrum Kongresowe ICE Kraków / ICE Kraków Congress Centre
Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Paweł Kaczmarczyk, Piotr Orzechowski „Pianohooligan” – „Enjoy The Silence” Depeche Mode   źródło nagrania]. O fortepiano razy four for you and me. Skojarzenie to.

 

W wieku szesnastu lat Maria wraca do Warszawy w czasie gdy ojciec rezygnuje z prowadzenia internatu, zmienia także lokum (na mniejsze). Czas opłacić edukację Józefa.  Tym bardziej było to dodkliwsze, że Uniwersytet Warszawski nie był otwarty dla kobiet, i w czasie gdy Starszy Brat Mani mógł realizować swoje medyczne pasje, ona nie mogła podjąć kształcenia na poziomie wyższym. Zarówno Bronisława (juniorka) jak i Maria zostały ze swoimi marzeniami. I pustymi kieszeniami, i głową pełną równań. I trwogi. Przynajmniej być kimś. To zdanie powtarzała Maria jak mantrę…

W roku w którym ukończyła gimnazjum, pozytywiści otworzyli tajną szkołę,nazywaną Uniwersytetem Latającym,  dla kobiet, do której zapisało się ponad dwieście dziewczyn. Edukacja nie mogła potrwać długo gdyż działalność edukacyjna  została zdemaskowana, a nauczyciele wysłani tam gdzie diabeł nawet nie potrafi powiedzieć Dzień dobry Syberio, gdyż szczęka wypada mu ze stawu Żuchowo skroniowego, a zęby dzwonią niczym listonosz, i to nie tylko dwa razy… Jednak szkoła wznowiła działanie, i wykształciły się w niej tysiące kobiet, w tym siostry Skłodowskie. Czy zaskoczeniem będzie, że wśród miejsc, w których się spotykały, był też dom Jadwigi Sikorskiej? W tym też czasie zaczęły także udzielać korepetycji, by zarobić na własne utrzymanie. Jednakże dochody w ten sposób pozyskane były gorzej niż mizerne. Dlatego Mania, która stawała się Marią zdecydowała się poszukać pracy guwernantki, zatrudniła się w rodzinie nuworyszy, która  służbę traktowała jako zło konieczne, co tam zło, zbędność rzeczy martwych. I w takim klimacie wytrzymała trzy miesiące, aż trzy miesiące. Bronia, która łączyła pracę zarobkową, ale i wypełnianie obowiązków matki, zdołała odłożyć kwotę potrzebną  do ukończenia pierwszego roku studiów. Dlatego Maria zdecydowała zmienić klimat (i dosłownie, i w przenośni) się zatrudnić jako guwernantka, tym razem na prowincji, by otrzymywać wikt i opierunek,a tym sposobem będzie mogła połowę pensji wysłać starszej Siostrze, a gdy ta zdobędzie już uprawnienia wykonywania wymarzonego zawodu to rolę się odwrócą i Maria będzie mogła podjąć, tak jak i ona, studia na francuskiej Sorbonie. I tak następnego tygodnia Maria zaczęła pracę u rodziny Żorawskich, Podpisując kontrakt na pięćset rubli rocznie.  W Szczukach osiemdziesiąt kilometrów na wschód od Warszawy. W domu, nieopodal cukierni, a wiadomo jak w tamtych czasach, jeszcze na początku naszego wieku wyglądała praca w takowych przybytkach, bród, smród, karaluchy, dymiące kominy…A Żorawscy, to byli państwo, nadzorowali chłopów, którzy zajmowali się jak to chłopi, uprawą roli. Państwo Ci mieli pięcioro dzieci, najmłodszy Staś miał podówczas trzy lata, a najstarszy Kazimierz, studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim.

Jaka to odmiana dla młodej Marii, która początkowo była traktowana jak przybrana córka. Forma tego zdania sugeruje, że sprawy uległy zmianom, i to niebagatelnym, gdy Rodzina dowiedziała się, że młodzi, Kazimierz i Maria, mają się ku sobie. Guwernantka, która, a i owszem miała w głowie Socyjologiję Spensera (po francusku) czy fizykę Daniela, które to czytała gdy świtało, albo w nocy, ale to za mało, o wiele za mało. Rozwiązywała zadania, które przysyłał jej ojciec, ale ta dziewczyna ma przerost ambicji, nie bywa na balach, nie wie co to jest peformatywność gestów, i może tak, wie jak nauczać dzieci, ale to nie partia dla  I c h   Syna, syna, który będzie  zacnym profesorem, a ona? Kim? No kim może stać się dziewczyna, która dorastać zaczyna. Okazali jej serce, i dobroduszność. Pracuje niczym nasza mróweczka. To szlachetne, że naucza niepiśmienne dzieci chłopstwa, składania liter tak w mowie jak i na kartce, tylko tyle. Kim będzie? Kim może być Maria?Profesorową? Tak się wkupi do rodziny, ta kobieta, która lubi  mozolną pracę, ale nie zna ani ogłady, ani do sfer wyższych się nadaje… Nie, nie, stanowczo, takie jak ona, powinny znać swoje miejsce. Przecież to należy do zasad kindersztuby (takie niemodne słowo), ach.  Cóż za fantasmagorie kryje ta mała, poczciwa,pełna marzeń,mnożeń, i mrzonek,  główka… Nasz syn, małżon_ek!

[Zgodnie z planem (a może świt błyśnie), Raz, dwa, trzy, Adam Nowak, album: Skądokąd, źródło nagrania].

I nie było już ważne, że ta młoda, piękna guwernantka od plotkowania woli rozprawy naukowe, płynnie posługuje się trzema językami) (i nie chodzi tu, bynajmniej, o wiązanie, wzuwanie butów, sznurówek na kokardkę) i umiłowała sobie przyrodę, świat nauki, tak humanistyki jak i ścisłych nauk. Dobrze, było ważne, dla Kazimierza, ale ten, nie potrafił, i nie chciał przeciwstawić się woli rodziców. Bał się widma że spadek spanie nie w jego ręce. Gdy więc młodzi poinformowali starszych rodu, że zamierzają się pobrać, nagle okazało się, że Mania, a i owszem. Jest dobrą partią, ale…Co dla jednych jest podłogą, dla drugich jest sufitem. I tak trwali Mania w upokorzeniu, a Kazimierz, z wygody, przecież nie może poślubić dziewczyny, która nie przynależy do jego stanu.. Konta. Konwenansów, Kontaktów. Wie ten i ów, a on, na co by się narażał, na brak comiesięcznego przekazu, jak utrzymałby się na studiach w Warszawie?

Maria czuła się biedna,(po raz wtóry) odsunięta, głupia, przeżywała tortury. A to wszystko z brakiem perspektyw w(cale nie) tle, i jeszcze brakowało jej miejsca, w którym sama mogła by się uczyć. I ta depresja… Jej siostra Helena została tak samo potraktowana, nie był to więc wyjątek. Nie jest to  także usprawiedliwienie.

I tak Maria pochłonięta została przez Melancholię, chorobę duszy i ciała, którą nazbyt dobrze nauczyła się maskować śmiechem bo przecież nie makijażem, czy obrotem zdarzeń, nie tylko formułkami matematycznymi. To pojawia się niczym refren, zgranej piosenki, którą niby znamy od pierwszych taktów, a i tak pojawia się ciężar w opuszkach palców, i gdzieś w okolicach żołądka. Szczęście w nieszczęściu było takie, że ojciec objął posadę dyrektora w podwarszawskim domu poprawczym, mógł tym samym wspomóc starszą córkę Bronię, i sprowadzić młodszą do domu.

Bronia była jedną z trzech kobiet, na tysiąc osób, która ukończyła wydział medyczny,a  gdy poznała Kazimierza Dłuskiego,  oboje się zakochali, nastał czas wesela, w Krakowie, potem wyprowadzili się do Paryża. A gdy marzenia Mani wyparowały, no bo ileż można marzyć marznąć i cyfry to zapisywać to mazać? Śnić i wierzyć? Dlatego gdy Siostra zaprosiła ją pod swój dach, mówiąc, że gdyby tylko mogła zaoszczędzić kilka rubli, to w dwa lata na pewno zdobyła by dyplom. A Mania odpisuje, że już straciła wszelką nadzieje, że życie nie jest tego warte, że nie wie co robić. Ona nie wie, że zarówno Bronia, jak i ich Ojciec wie, co jest grane, gdzieś w zaka i markach serca tli się ballada o Kazimierzu. Maria cały czas ma nadzieje, że jej luby podejmie właściwą decyzję , i mimo sprzeciwu rodziców,będą obietnice, przyrzeczenia i śluby, lub jeden ślub. Ożeni się z nią. Z tą myślą jedzie wiosennego dnia, roku kolejnego do tatrzańskiego kurortu. Nie wiadomo jakie toczyły się rozmowy, to co było jasne, to to, że nie pomogły spacery. I górskie powietrze.

Po ośmiu latach wyrzeczeń, Maria napisała do siostry, że jeśli tylko jest w stanie jej dopomóc, i zaoferować pokój i wyżywienie, to ona, jednak,  zapisze się na Sorbonę. Co też uczyniła. Dała słowo ojcu, ojcu, którego kochała, który jej był bliski, i którego niebawem miała pożegnać.

Spakowała, materac z pierza, ubrania, jedzenie i stołek, zakupiła najtańszy bilet w trzeciej klasie i ruszyła, w nieznane. Po czterech dobach pociąg wjechał na stację Gare du Nord, czekał tam na nią Kazimierz. Dłuski. I razem powędrowali do mieszkania na rue d’ Allemagne, które znajdowało się w dzielnicy robotniczej. Za dnia, przyjmowano tam pacjentów i pacjentki, zarówno Bronisława jak i jej mąż mieli tam swe gabinety, i przyjmowali niezależnie od tego, czy ktoś mógł, czy nie mógł zapłacić za poradę.  Dwa dni, bez pobierania opłat, tak, by do opieki medycznej miały dostęp także osoby, których doświadczeniem jest bieda, czy ubóstwo. I w taki sposób by przy okazji nie splajtować.

Niesowite i niesamowite było to jaka wolność panowała wtedy na Sorbonie, egzaminy zaliczało się jakie tylko się chciało, w czasie dogodnym, a wykładali najlepsi w swoich dziedzinach, wystarczy wspomnieć Paula Appella ,czy Gabriela Lippmanna. [Ten ostatni był znany, z tego, że wynalazł wraz z braćmi Curie kilka narzędzi pomiarowych, jak również powinniśmy przypomnieć sobie jego imię i nazwisko za każdym razem, kiedy spoglądamy na kolorową fotografię, bo to właśnie za to odkrycie, został odznaczony w 1908 roku Nagrodą Nobla].

Oglądając filmy o Marii można dojść do wniosku, że mieszkała  ona w nieogrzewanym mieszkaniu, jadła niewiele, i siostra jej nie wspomagała. Problem jednakże był inny, za dnia, Dłuscy prowadzili gabinety (a to łączyło się z gwarem, ściskiem, hałasem), wieczorem odbywały się tam imprezy, (a to łączyło się z gwarem, ściskiem, hałasem). Mało tego Kazimierz rozpraszał Marię chcąc ją wyciągnąć na zabawy, a jej atmosfera dosyć luźna, nie odpowiadała. Może było tak, że to był jej sposób, który wypracowała sobie przez długie lata, odgrodzić się w jedynie bezpiecznym świecie nauki. Musiała poradzić sobie z wyzwaniem. Z akcentem, z językiem francuskim,z nadrabianiem zaległości na uczelni…I doświadczeniem dyskryminacji krzyżowej, a także z doświadczaniem = wolności i… możliwością spełnienia własnych marzeń…

[Stephen Hawking].
[Stephen Hawking].

To wszystko przyczyniło się do jej decyzji by za dwadzieścia pięć franków miesięcznie wynająć nieogrzewany pokoik na poddaszu sześciopiętrowego budynku przy ulicy Flatters 3. I tak pierwszy z czterech pokoi znajdujących się na poddaszu zaczął być częścią jej legendy. Ballady o Marie Curie. Tak jak i jej czarne stroje. O ile uczelnia dawała Marii schronienie, chociaż słowo studentka było równoznaczne, w ówczesnych słownikach, z synonimem kochanki (studenta) o tyle pozycja społeczna kobiety tak w Polsce, której nie było na mapach, tak i Francji była podobna. Na ile Maria nie była świadoma ograniczeń, na ile nie chciała takiej świadomości posiąść, a na ile budowała swoją legendę, bo, że ją tworzyła było oczywistym, nie wiadomo…

Tak, bała się egzaminów końcowych, że przez pierwszych kilka chwil, nie potrafiła przeczytać co było napisane na arkuszu. Czy zdziwi nas to, co napiszę, że zdała najlepiej ze wszystkich osób, które  do niego przystąpiły? Swoją zaradnością, konsekwentnym wykonywaniem prac, i wiarą w niemożliwe, zyskała również stypendium Aleksandrowicza, przyznawane ubogim, acz utalentowanym studentom. Licencjat z matematyki obroniła z drugą lokatą w grupie, gorzka to dla niej pigułka była, wiele z siebie łez i narzekań wyrzuciła… Cóż, life is brutal. Ale nie do końca, wszak wspomniany Lippman przekonał członków Towarzystwa Wspierania Przemysłu Krajowego by wypłaciło czesne jego ubogim studentom, a ci w rewanżu będą zajmować się badaniem magnetycznych właściwości różnych rodzajów stali. I tak oto Maria stała się członkinią zespołu badawczego. Mogła korzystać z pomieszczenia, małego laboratorium swojego profesora, był tylko jeden problem, było ono za małe i nie mogła sprowadzić wszystkich przyrządów… I tak oto przyjaciel Broni poradził jej by spotkała się, z mało znanym fizykiem, tak co prawda jest jednym z ekspertów francuskich, młody, zajmuje się magnetyzmem, ale mógłby Marii pomóc w zdobyciu bardziej komfortowego lokum… Tak, dokładnie ten, jeden z braci, który wynalazł kilka przyrządów fizycznych. Pierre Curie. Ten przystojny, trzydziestoczteroletni, dyslektyk wciąż mieszkający z rodzicami. Miejsca co prawda jej nie udostępnił, ale służył fachową wiedzą, odnośnie elektrometru kwadratowego, bo tak się składa, że pomógł go unowocześnić. To on sformułował ogólną zasadę symetrii (prawo Curie)  i to jego zainteresowała natura kryształów. Wszak czy Plutarch mógł się mylić określając bursztyn elektronem?! Przecież wystarczy go potrzeć by widzieć jak się elektryzuje… (Bursztyn nie Plutarch, oczywiście).

Piezoelektryczność, tak to bracia Curie odkryli, tak to im zawdzięczamy ultrawdzięki, ultradźwięki, dzięki nim mamy telefonie komórkową, czy kineskopy… A zegarki kwarcowe… Czy może dziwić fakt, że tych dwoje miało się ku sobie? Tak. Może, zwłaszcza jeśli poznamy poglądy Piotra na rolę kobiet, i ich (jego zdaniem) niezdrowy erotyzm, który rozprasza mężczyzn, odrywając od Naprawdę Ważkich i Ważnych Spraw Tego Świata. Wyrósł z nich, nigdy też nie ulegał konwenansom, i był nadzwyczaj skromny. Tak przynajmniej głosi jego legenda. Podobno, miał tak napisać w swoich dziennikach, podejmując każdą decyzję w życiu wahał się, każdej towarzyszyła niepewność, zastanowienie niemoc i trwoga. Każdej. Każdej, prócz jednej. Tej, że chce swoje życie spędzić u boku Marii Skłodowskiej. Chciał by była jego żoną i partnerem w badaniach. A ona, była pewna, że jednego co chce, to pojechać do Warszawy, a może w ten sposób chciała wypróbować uczucia Piotra? Może bała się, że nie nauczyła się niczego ze związku z atrakcyjnym Kazimierzem? A może bała się, że ugrzęźnie w konwenansach żony, matki i kochanki? Taka z_(ż)ona oczekiwań. Strefa niebezpieczeństwa. I straconych nadziei, okupionych ciężką pracą. Sytuacja, w której Piotr chcąc zdobyć względy Marii musiał o nią zawalczyć. I zrobił to. Wyznając nawet, że owszem kocha Francję, zżyty jest z rodziną, ale przeprowadzi się do kraju, którego nie ma na mapie, żeby tylko z nią być.  Tak Maria zyskała jeszcze jedno, kochających teściów. I mężczyznę swojego życia, który darzył uczuciem zarówno jej ciało, umysł, ambicje, potrafił być wyrozumiały i konsekwentny, a także czuły. W dwudziesty piąty dzień lipca roku 1895 w ogrodzie domu w Sceaux, gdzie mieszkali rodzice Piotra, zgromadzili się Bliscy i Znajomi by być świadkiniami i świadkami zawarcia małżeństwa między Marią ze Skłodowskich, a Pierrem Curie, a w prezencie ślubnym, państwo Młodzi otrzymali… :

[Yaro, Rowery dwa, źródło].

       Prezent musiał być praktyczny, a rower właśnie przeżywał swój szczyt popularności. I tak oto państwo młodzi wybrali się w podróż poślubną, która trwała aż do końca października, kiedy to wrócili do stolicy Francji. Tej, która eksplodowała od odkryć naukowych, jakże niedawno to było, gdy nie znany nikomu, skromny fizyk…  Jak mu było? Ach, Roentgen, prowadził badania nad promieniami katodowymi, a Faraday, do trzech stanów skupienia, dołączył czwarty- który nazwał materią promienistą. Tak to co poczytujemy jako zastałe, i oczywiste od wieków, takim nie jest. Bezpiecznie jest myśleć, że promienie X zostały wynalezione wieki temu, że to stan_dar(d) w medycynie, która wszak jest królową nauk, ale to ułuda. W rzeczywistości, piątek ósmego listopada (1895) roku zdarzył się niedawno, zaledwie wczoraj, to wtedy Roentgen był -jak to zwykle czynił- sam w laboratorium, i wtedy przeprowadzał doświadczenie w lamie próżniowej Crookesa, podłączył wszystko do cewki Ruhmkorgffa i gdy strumień elektronów wędrował między anodą a katodą można było zaobserwować słabą poświatę. Młody fizyk chciał zobaczyć, czy owo promieniowanie wydostało się poza lampę, ale było one tak słabe, że pokój był oświetlony, że nie mógł wyciągnąć wniosków,ale gdy zasłonił żaluzję mógł zobaczyć, że ekran, który przeznaczony był do innych eksperymentów lekko poblaskuje. Po powtórzeniu eksperymentu stało się jasne (sic!), nie mylić z nastała jasność, chociaż czemu nie (?) było oczywiste, że promienie nie tylko przeniknęły przez osłonę, ale także przebyły drogę powietrzną, by na końcu osiąść na ekranie, zupełnie przypadkiem odkrył więc promienie X. I w ten oto sposób zagospodarował sobie kolejne dwa miesiące, kiedy to zabarykadował się w swoim królestwie, minimalnie tracąc czas na jedzenie i picie. Nie chodzi o to, żeby przytaczać teraz wielość eksperymentów jakie wykonał, z jakimi materiałami, w jakich konfiguracjach. Scena gdy prosi do laboratorium Berthę, swoją żonę, wydaje się tak odległa na początku XXI wieku, a jednak tak nie jest. Podobno wtedy to imaginowała sobie własną śmierć w męczarniach, a Wilhelm chciał jej tylko zrobić selfie, no dobrze, w zasadzie prosić ją o rękę, znaczy, o kończynę górną, która została uwieczniona, i rozpowszechniona w prasie. I to było jedno z najbardziej rozchwytywanych (sic!) zdjęć w historii fotografii! Nie tylko ludzie oszaleli na jego punkcie, ale sam badacz został zaproszony na dwór cesarza Wilhelma II by nie tylko odebrać Order Korony, ale przede wszystkim dać prywatny pokaz. Nie było niczym dziwnym, że marketing to zaraz podchwycił, a w sprzedaży pojawiły się lornetki z wkładem rentgenowskim w celu podglądania zacnych, person, przez niecne osoby. A rentgenowskie ubrania? Były, a sugestia szkół medycznych by prześwietlać studentów i pokazywać schematy na żywym organizmie? Były. Poruszenie nie jest właściwe naszym czasom, to znaczy tym, których doświadczamy. Niezdrowa ekscytacja, przechodząca w huraganowe zachwyty nad nowinkami techniczno-medycznymi, nie jest nam tylko właściwa. Co więcej, w historii ekonomii mówi się, że oceniając postęp techniczny, zbytnio przecenia się wynalazki niedawno wdrożone, jak na przykład Internet, a nie docenia starsze (które de facto odegrały ważniejszą rolę) jak np wynalezienie pralek automatycznych. Wróćmy do Wilhelma, który dostał za swoje odkrycie, jak wiemy pierwszą Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki, i —co też nie bez znaczenia— około siedemdziesiąt tysięcy złotych franków francuskich przeznaczył na cele dobroczynne, jak wiemy był bardzo ubogim człowiekiem. No tak, powie ktoś/ia ale na co mu nagroda, nawet sowita, skoro opatentował swój wynalazek. Otóż, nie opatentował. Zatrważające jest to, że firmy farmaceutyczne, u progu XXI wieku potrafią tak postępować z sekwencjami genów… Postęp czy podstęp?

Piotr który jeśli chodzi o sposób noszenia odzieży wierzchniej był abnegatem, jeśli chodzi o strzyżenie było mu wszystko jedno, tak samo jak o jedzenie, jedyne co się liczyło to praca. Tak jak dla Marii. Przeprowadzili się do małego, skromnego trzypokojowego mieszkanka, wyposażyli je rodzice Piotra, którzy podarowali im używane meblem luksusem były świeże kwiaty na mahoniowym, rzeźbionym stole, który też, a jakże by inaczej, dostali. Do legendy przejdą jej (udane) próby uczenia się gotowania, z metodyczną myślą, i żarliwym zapałem, aptekarską dokładnością robiła przetwory. Tak więc to nie tylko spisywanie wydatków i przychodów, prowadzenie drobiazgowego domowego budżetu. Do tego cały czas się szkoliła, kończyła kursy nauczycielskie (wszak życie we dwójkę jest droższe) poza tym, oczywiście, nie, przede wszystkim: prowadziła badania nad właściwościami magnetycznymi stali. (Za które to dwa lata później dostała Nagrodę Gegnera). Ażeby mieć zagospodarowane wieczory, i lepiej rozumieć to, czym zajmuje się Piotr uczęszczała na zajęcia na temat kryształów. Ja chętnie udałabym się do Marii na kurs zarządzania sobą w czasie. Spełniała te obowiązki i wywiązki z podziwem, do czasu gdy okazało się, że jest w ciąży. Pewnie i to by wpisała w grafik, gdyby nie te mdłości, które trwają całe dnie. Bez ustanku. I tak 12 września 2897 roku na świat przyszła Irena, ważyła nieco ponad 2700 gramów. W tym samym miesiącu na raka piersi zmarła matka Piotra. Krąg życia zatacza koła. Zatacza o_kręgi. Płynie. Wszystko płynie

[Maeva in Wonderland, kompozycja.: Ibrahim Maalouf solo: Ibrahim Maalouf, Maeva, Ibrahim Maalouf & hr -Bigband, tp; Tony Lakatos, ts aranżacja.: Jim McNeely, dyrygent.: Jim McNeely, Niemcy, Frankfurt, 2013, źródło nagrania].

Niesamowite jest to jak Maria radziła sobie w sytuacjach niecodziennych, gdy postawieni zostali w sytuacji opieki nad nowo narodzonym dzieckiem, to pojawił się kolejny dziennik: postępów Irenki, pomiary główki, czasy karmienia. Na nic dzisiejsze wymysły marketingowe te i owe, w stylu: mój pierwszy (k)roczek. Rok z życia dziecka, cóż. Brak pokarmu odczytała jako osobistą porażkę. Dlatego też musiała na początek wynająć mamkę, a potem, drugą opiekunkę. I do tego to nawracające przygnębienie Marii. Wycieczenie, czy ataki paniki. Gdy dziadek zaproponował, że zajmie się zarówno prowadzeniem domu jak i opieką nad Irenką, wszystko wróciło do poprzedniego stanu, czyli do normy. Maria mogła zacząć prace nad doktoratem, dysertacje otworzyła w czasie gdy Thomson odkrył istnienie tych dziwnych kapsułek… Elektronów. A Moseley odkrył, że to ich liczba, a nie masa stanowi o atomowej liczbie pierwiastka.

Czyż dziwi fakt, że Maria chciała, jak inni zająć się promieniami X, ale mąż doradził jej, by zamiast tego zajęła się promieniami Becquerela. Marii pomogło wnoszenie przez Piotra poprawek do elektrometru (tego samego, który współwynalazł). I ona była przecież znana z wynalezienia nie jednego przyrządu, który zadziwiał dokładnością. A jej skrupulatność i wytrwałość nie miała sobie równych). Mieli przecież tylko do dyspozycji, kawałki szkła, drutu, jakiś klej i kryształ, no jeszcze kawałek blachy. Ktoś wyrzucił sklejkę, a oni po prostu zrobili z tego całkiem nową,  komorę próżniową. No, dobrze mieli jeszcze malutką pompkę, taką, co pomocna była do wytworzenia próżni. Nie w kij dmuchał(a). (Chociaż dmuchać to Maria potrafiła, zrobione przez nią lampy, nigdy nie pękały). Niezrażona niepowodzeniami odkryła, że tor, pierwiastek odkryty przez Jonsa Jacoba Berzeliusa wytwarza promieniowanie elektryczne. I tak szła, szła, aż doszła do wniosku, że musi poszerzyć spektrum badań o inne pierwiastki, w tym wykonywać doświadczenia na blendzie smolistej. Nie nie, nie jesteś w blędzie, w wielbłądzie, tfu we wbłędzie.

W 1898 roku Maria otwiera nowy rozdział, trwożny, któż mógł przypuszczać, propedeutykę do stworzenia bomby atomowej, odkrywa nową właściwość materii, proponuje nazwać ją promieniotwórczością. Tak więc twierdzi, że promieniotwórczość można zmierzyć. Szkiełkiem i okiem.  I jest to właściwość atomowa. Atomowa Dziewczyna z Marii.  Bombowa kobieta, która ożywiła ów temat, temat, w którym rzekomo nic nie dało się już wymyślić, niczego odkryć. No i oczywiście chemię i fizykę, nie popularne dziedziny wiedzy w owych czasach, społecznie, bo jeśli chodzi o naukowczynie i naukowców…

Rozpoczął się wyścig, kto pierwszy odkryje nowe pierwiastki, a konkurencja w peletonie była silna, wystarczy spojrzeć na nazwiska, same tuzy, dzisiaj, cóż. Uczymy się o nich z podręczników, nie chodzi o to, że książki są pod ręcznikami. Taka zakazana lektura 🙂 Ale całkiem jawnie. Thomson, Rutherford, Curie, którzy potrzebowali coraz to więcej pieniędzy, dlatego też Piotr zabiegał o to, wiem, wiem to oksymoron w jego przypadku, ale jednak, by wykładać na Sorbonie. Jednak nie został wybrany, cóż, za słabe nazwisko, cóż, że bardziej kompetentny, jakby się nazywał Perrin, to z pewnością… A tak? A tak Piotr porzucił krainę kryształów, by udać się w wir przygody poszukiwania wraz z Marią nowego pierwiastka, taka opowiastka.

Jako pierwsza opracowała technikę frakcjonowania. I wieść pogalopowała w świat, i tak oto obudziła konkurencję, która jakoś tak „przypadkiem” zainteresowała się bardzo tematem nad którym pracowali Curie. Wyniki przez nich uzyskane potwierdził sam Becquerel (gdy ten ostatni dzięki swoim wpływom uzyskał granty na dalsze badania, pogratulował tylko Piotrowi, skąd my to znamy…). Podobno nie tylko lekceważył Marię jeśli chodzi o wkład naukowy, ale także dzięki jego staraniom kandydatura Piotra na Członka Akademii Nauk (to samo przecież miało spotkać Marię). Maria tym czasem, pracowała, pracowała, pra…. I tak oto stał się Polon. A zapisek z dziennika pokładowego w laboratorium z dziewiętnastego grudnia 1898 roku brzmi: „Rad”(Rad po łacinie oznacza promień). Tak oto Maria odkryła dwa pierwiastki, za pomocą nie stosowanej dotąd metody, mierzenia poziomu promieniotwórczości. Jednak aby odkrycie nie było tylko teoretyczne należało ten nowy pierwiastek wyizolować. To jaką batalię przede wszystkim, stoczyła Maria jest już częścią jej legendy, Piotr pisze w dziennikach, że on, osobiście, dawno by się poddał. Dni, tygodnie, miesiące, lata, praca w karygodnych warunkach, pozyskiwanie materiału, dużej ilości, i jeszcze większej ilości materiału… I szczęście w rodzinie Curie. I dysputy o nauce. I miłość. No  uzyskanie profesury przez Marię. Potem rozterki genewskie i objęcie stanowiska na Sorbonie przez Piotra. A Maria nad probówką próbuję rad wyodrębniać. Stało się to dopiero po czterech latach mrówczej pracy. I jedna pięćdziesiąta objętości łyżeczki do herbaty już jest. Dokładnie!Ponad jeden centymetr sześcienny szczęścia. W swojej zaciętości doszła do wyniku jednego grama. Umieściła rad, w tablicy stworzonej przez Mendelejewa a jego numer osiemdziesiąt osiem. Niestety, nie dożył stwierdzenia tego faktu Władysław Skłodowski, który uznawał co prawda trud Marii i Piotra, ale wiedział (i z tym stanem wiedzy pozostał), że znaczenie ma znaczenie ledwie teoretyczne.

 ———–

[Staff, Deszcz Jesienny].

14 myśli na temat “[292+1].O rozpromienionej Marii.Bywałam także [RAD]osną,a nie tylko za[RAD]ną kobietą!

    1. Dziękuję,wrażenie może to wynikać stąd, że ja inteligentnie postąpiłam nie napisawszy, że ciąg (nie matematyczny) dalszy nastąpi… Może dlatego?

      1. A ja się równie yntelygętnie nie domyśliłem, że ów ciąg nastąpi, więc jest remis. Z innej beczki, gdybyś wydała książkę o życiorysach słynnych uczonych, sprzedałabyś co najmniej jeden egzemplarz. Naprawdę fajnie opisana ta Skłodowska.

        1. Spokojnie, ale moim obowiązkiem było by zamieścić trzy magiczne literki.
          Dzięki, to nawrzucam Ci jeszcze dwa linki? Chcesz?
          https://5000lib.wordpress.com/2014/10/04/01-kobieta-ze-zlamana-dusza-caly-swiat-plonie/
          Niedoceniona postać.
          A ta stereotypowo postrzegana:
          https://5000lib.wordpress.com/2014/10/06/02-u-steru-tuz-przed-switem-w-prowincjonalnym-malym-miescie/
          A o tej nic prawie nie wiemy…
          https://5000lib.wordpress.com/2014/11/03/18-o-boschemoczy-szeroko-zamkniete/

          1. Bardzo ładne wpisy (ten pierwszy pamiętam dość dobrze, czytałem go już wcześniej, zapada w pamięć, pozostałych dwóch wcześniej nie znałem) – tylko że one nie dotyczą naukowców. One dotyczą artystów. Artyści są ważni w życiu, ale czytanie o ich życiu lub twórczości kompletnie mnie nie kręci. Napisz o Einsteinie, Bézier-ze czy Lisie Meitner, a będziesz miała we mnie zaczytanego czytelnika.

            1. Przymierzam się do takowych, nawet trafiłeś z nazwiskami. (O dziwo, nie dziwo?), najpierw chciałam wystartować z Curie. Jeszcze co najmniej jeden wpis się ukaże.

  1. Może legendy nie pokazują prawdy (albo całej prawdy), ale własnie dzięki temu tak silnie oddziałują na poszczególnych ludzi, na bardzo długo. Dla mnie Maria Skłodowska-Curie jest wzorem w pokonywaniu przeciwności i własnych słabości, wzorem determinacji, siły i niezależności. W historii kobiet, jest dla kolejnych pokoleń kobiet, niewyczerpanym źródłem inspiracji.

    1. Legendy są snute w jakimś celu. Tak też Curie nie była wyjątkiem ona w sposób świadomy budowała, jakbyśmy to dziś nazwały markę osobistą. Córka Ewa, która na początku nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z Matką Marią — Irena miała wspólne pole- naukę, napisała apologetyczną książkę o dzielnej Marii. Co oczywiście nie przeczy Jej dokonaniom, czy przeczy przeszkodom, które pokonała. Bywa wzorem, a jakże, i nie jest to wzór chemiczny. Świeci przykładem i wyczuciem ładu. I nie jest to miara promieniowania, promieniotwórczości…Moim zdaniem po części zważywszy na powyższe, a po części dlatego, że historia kobiet nie jest znana, nawet jeśli (a tak przecież jest) mężczyźni zawdzięczają wiele. Tak jak było to w przypadku Claudel. A kto./sia zna chociażby Marcelinę Kulikowską [07].i jej dokonania? Co o tym sądzisz? W jaki sposób to widzisz?

  2. Nigdy nie mogłam zrozumieć, czemu w szkole tak mało się mówi o niej. Wspomina się rad i polon, wspomina, że córka również pracowała naukowo, pokazuje zawsze to samo zdjęcie. I tyle.

    1. A czego chciałabyś się dowiedzieć?
      Bo może nauczyciele/ nauczycielki też mało wiedzą?
      A może to jest uważane za zbędną wiedzę? No bo w końcu, po co się uczyć o niezależnych kobietach?

      1. No ja wiem, że to nie jest najważniejszy temat, ale powinniśmy więcej mówić o tym, przez kogo mamy jakiś polski fragment układu okresowego. Albo chociaż o tym, nad czym pracowała Maria, bo przecież nie zabierała się do pracy z myślą, że odkryje jakiś pierwiastek.

        1. A dlaczego nie najważniejszy? Dobrze, ja uważam, że bardzo ważny. Nie tylko ze względu na obecność kobiet w nauce. Kto wie o takiej Kuligowskiej chociażby? Wiele tożsamości ma Maria, o których warto pamiętać, nie tylko była naukowczynią, która łączyła życie prywatne z zawodowym, albo odwrotnie, nie tylko była kobietą w nauce, była partnerką w związku, ateistką, emigrantką, kobietą walczącą na wojnie… Pierwiastek to wierzchołek góry lodowej, ważny, ale jeden, no dobrze dwa 😀 A dla Ciebie dlaczego Maria jest ważna?

          1. Nie najważniejszy, bo o takich osobach wspomina się przeważnie na lekcjach chemii (czy innego przedmiotu, z którym dana osoba ma związek), a tam zwykle czas goni. No i nie ma takiego zwyczaju, żeby omawiać życie naukowców jak pisarzy na lekcjach polskiego.
            Dla mnie ważna głównie ze względu na to, że chemię studiuję. 😀 A jak wspominali o niej na moich studiach to się okazało, że to naprawdę ciekawa postać była. Nie tylko przez swój wkład w tablicę Mendelejewa.

Odpowiedz na Ruda Wstążka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s