[239+9]. O obieraniu cebuli. (#by pamiętać).

W każdej sytuacji jest zawarty potencjał jaki niesie ze sobą (prawidłowe) udzielenie informacji zwrotnej, można po niego sięgnąć. Nie tylko odpakować/ rozszyfrować Potem spytać, czy uzyskane dzięki temu wiadomości wspierają mój osobisty rozwój, czy nie? A potem co z tym mogę zrobić? W jakim zakresie?A potem co chcę z tym zrobić? Teraz. W tej chwili. I jak chcę wdrożyć nabytą wiedzę (wypisać minimum trzy rozwiązania).

[Red & Black light wersja studyjna, a była i koncertowa, Ibrahim Maaloufźródło nagrania].

O obieraniu cebuli już było tylko, że trochę innym.

 

6 myśli na temat “[239+9]. O obieraniu cebuli. (#by pamiętać).

  1. Przeraziła mnie trafność. Może tylko na swoją modłę zinterpretowałam Twój wpis? No w każdym razie, jak to się mówi, „w punkt” 🙂

      1. Chętnie, chociaż będzie to długi komentarz, ponieważ to co piszesz odebrałam bardzo osobiście.

        Niedawno wdałam się w bardzo nieprzyjemną, internetową dyskusję. Unikam takich sytuacji, ale ponieważ ktoś źle odebrał moje słowa, poczułam się zobowiązana sprostować czyjąś nadinterpretację. Niestety, niczym nieopierzony uczniak, dałam się sprowokować. Druga strona starała mi się wmówić coś, czego nie napisałam, jednocześnie wmawiając mi podobny uczynek wobec samej siebie. Ponieważ mam wybuchową naturę, muszę po dwakroć ważyć słowa. Wychodzi mi, z reguły nieźle, a i tym razem miałam poczucie, że wyraziłam się jasno, zachowując maksimum kultury dyskusji.
        Mój oponent na mój spokój i prośbę o zejście nieco z tonu zareagował dość obcesowo: łapanie za słowa, metoda zdartej płyty, protekcjonalny, niegrzeczny ton i prorokowanie moich reakcji na uszczypliwości. Moje opanowanie zostało potraktowane jak słabość.

        I gdzie ten punkt odniesienia do Twoich słów? Cóż, śledzę Twój wpis, linijka po linijce i stwierdzam, że jest trafny w 100%. Otóż, zapytałam siebie o potencjał wypływający z tej wymiany informacji. Zapytałam siebie, co ta sytuacja mi dała, co mogę zaczerpnąć i co mogę z tym zrobić?

        To co mnie przeraziło, to fakt, że ja, tak sama z siebie nie mogłam wykrztusić bardziej złożonej refleksji, niż „na przyszłość, nie mogę dawać się wciągać w bezcelowe spory”. Skupiłam się na negatywach. A dopiero Twój post, prawdopodobnie (albo raczej na pewno) odnosi się do zupełnie innej sytuacji czy myśli, a jednak pozwolił mi spojrzeć pozytywnie na coś, co tak spaprało mi humor.

        Już nie wspomnę, że takie nieuprzejme zachowania, niektórzy nazywają „cebulackimi”, ale to już tak tylko z przymrużeniem oka 😉

        1. Spokojnie, komentarze, zwłaszcza te długie i merytoryczne, są mile widziane na tym blogu. Co prawda drzewko, w którym się je umieszcza/ zagnieżdża jest tylko sześciostopniowe, ale to dlatego, że inaczej blog traci na czytelności. Ale zawsze można napisać następny komentarz. Tak więc nie widzę problemu, i nie ma to nic wspólnego ze zmęczeniem oczu (to taki żart) :).
          Nie mogę się ustosunkować do tego, o czym piszesz, bo po pierwsze nie znam sytuacji i znam tylko jedną stronę tej opowieści, i to ogółem. (Nie chodzi o to, żebyś teraz przedstawiała szczegóły). Chyba, że czujesz potrzebę dodania czegoś (?). To oczywiście możesz się wypowiedzieć. Chodzi o nakreślenie punku wyjścia.
          Piszesz, o sytuacji, a ja bym proponowała zatrzymać się nieco wcześniej, kiedy nie jesteś jeszcze w wymianie zdań/ Propozycja zrobienia takiego czegoś na zasadzie stop klatki, uchwycenia kadru.Jeśli chcesz pobyć przy sobie,wszystko w wolności, oczywiście. Zadałabym pytanie, co (konkretnie jakie zachowanie i czyje) było zapalnikiem reakcji, co tak naprawdę było powodem Twojego zdenerwowania? (Nie musisz odpowiadać tutaj, to takie pytanie z którym można/ nie trzeba pochodzić). Zobaczyć na zasadzie kilku sytuacji, w których bierzesz udział.

          Druga kwestia:
          Skąd wiesz, że Twoje opanowanie zostało potraktowane jako słabość? Sprawdź proszę: A może to umiejętność, którą dopiero ćwiczysz (może od niedawna) , i w której czujesz się niepewnie? Nie wiem sprawdź proszę, jeśli masz ochotę czy tak jest. Bo może tak nie jest.

          Ta sytuacja, ta o której piszesz, jest wielopoziomowa, i wieloaspektowa, tak ja to widzę, nie wiem, czy Ty również.
          Pisząc, pozwól, że zacytuję, „na przyszłość, nie mogę dawać się wciągać w bezcelowe spory” mówimy, przynajmniej ja to w ten sposób widzę, o unikaniu sytuacji.
          Życie składa się z sytuacji komunikacyjnych, nie zawsze można ocenić, przewidzieć, zobaczyć, czy dana wymiana zdań jest sporem, chociaż to już prędzej, czy jest bezcelowym,można się także pomylić, a można także zmienić pewne sytuacje, nie zawsze oczywiście. Do tego dochodzą emocje,okoliczności w jakich rozmawiamy, środki przekazu jakimi dysponujemy, czy jest to dyskusja jeden na jeden, czy bierze w niej udział więcej osób? etc. I wiele innych czynników (także fizycznych, przestrzeń, poziom hałasu itd).
          .Warto przypomnieć, że (o czym oczywiście dobrze wiemy, ale przez to, że wydaje nam się to oczywiste, to także staje się/albo może stać się, w jakiś sposób przeźroczyste / niewidoczne) nie rozmawiamy o akademickim,wyabstrahowanym przykładzie, który możemy sobie obracać w palcach jak kostkę do gry by się jej przyglądać. Dobrze, jeśli zobaczymy tak sytuacje , niektórych z nich możemy uniknąć, drugich nie, trzecich nie będziemy chciały i chcieli uniknąć, a niektórych nie będziemy mogli i mogły, bo także są takie. Nie ma prostych podziałów między nimi, chociaż nie wszystko jest skomplikowane, a i pewne rzeczy, czasami z perspektywy czasu widzi się jasno. Albo dostrzega nowe, nie widoczne wcześniej aspekty, nadaje znaczenia etc.

          Ad rem! Abstrahując od niuansów i wariantów, nie wszystkiego da, i nie wszystkiego trzeba, i można w życiu uniknąć. A też nie ze wszystkim warto, trzeba i czasami można wszystkiemu (w danym momencie) wyjść na przeciw, albo iść równym, równomiernym tempem obok.

          Warto poznać Siebie, być przy sobie, poznać osobę, bo przecież „z nią spędzimy resztę swojego życia” że posłużę się metaforą. Możemy wejść w związek małżeński, możemy nie, ale sobą będziemy.
          Tak, też to tak widzę, i teraz przechodzę do treści komentarza i wpisu, to jako odbiór sytuacji, w której wybieram rozwój, i wspieram go przez dokonanie konkretnych wyborów i wdrażanie rozwiązań, nie chodzi o określenie pozytywne/ negatywne, bo to może implikować skrót —> „pozytywne myślenie”. I pójście stereotypowym myśleniem (wiem, że nie miałaś tego na myśli). Jeśli zobaczę daną sytuację i moje w niej zachowanie z perspektyw opisanych we wpisie, po pierwsze: mogę rozłożyć daną sytuację na czynniki pierwsze, po wtóre mam pole do działania (które rzeczywiście jest), ale którego mogę nie zauważyć, ponieważ obrało się inną perspektywę. Oczywiście unikanie także jest rodzajem działania. Chodzi o dwie kwestie, o jego kierunek tego działania i dokonanie wyboru, czy chcę unikać, czy chcę działać. Dysponujemy w ten sposób alternatywą, a nie koniecznością.

          Spokojnie. Dlaczego Cię przeczytanie wpisu przeraziło, a może popatrz na to, tak, i tu jest moja propozycja, wolna perspektywa, że coś cennego (wnoszę, po tym co piszesz, że to jest cenne dla Ciebie) odkryłaś. Oczywiście wiąże się to z nakładem pracy, drożeniem, i tak dalej, ale może warto na to w ten sposób spojrzeć? Jak sądzisz?

          Co do cebuli. I to wcale tytuł nie był przypadkowy. Pamiętasz wiersz Szymborskiej? Pod tytułem: Cebula cyt.
          Co innego cebula.
          Ona nie ma wnętrzności.
          Jest sobą na wskroś cebula
          do stopnia cebuliczności.
          Cebulasta na zewnątrz,
          cebulowa do rdzenia,
          mogłaby wejrzeć w siebie
          cebula bez przerażenia
          .(…).
          To po pierwsze.
          Po wtóre, nie ma nic bardziej oczywistego niż cebula, wydawać by się mogło. A no właśnie, podobnie ma się z postrzeganiem sytuacji w sposób zero jedynkowy. Jedno wymiarowy, poza tym, cebula jest takim warzywem, które podkreśla smak potrawy, wystarczy wkroić ją do niepozornej kanapki… Chociaż fajnie widzieć też następne skojarzenie, przytoczone przez Ciebie, z przymrożeniem, przymrużeniem oka 🙂

          Konkludując, [na marginesie dyskusji, bo wiem, że o tym pisałaś, i ja także o tym nie wspominałam we wpisie] nie chcę przez to napisać, że nie ma sytuacji granicznych, trudnych. Są. Nie, żeby trywializować sytuację, która została przytoczona przez Ciebie. Nie, nie porównuję tych sytuacji, tą, która teraz przychodzi mi do głowy, całkiem przypadkiem, i tą opisaną przez Ciebie. Moją intencją jest przekazanie takiej oto informacji, są takie sytuacje graniczne, trudne, co do których powyższy tekst, może mieć zastosowanie, albo może odnosić się na dalszych etapach rozwiązywania sytuacji, albo nie mieć zastosowania w ogóle.
          Dla zwizualizowania sobie o czym piszę.Nie wyobrażam sobie na przykład, bym poczęstowała Ojca, albo Matkę takim tekstem, którzy właśnie stracili dziecko. Co oczywiście nie oznacza, po latach może się okazać, że choć nadal tęsknią, kochają i przeżywają, bo oczywiście mamy tę perspektywę, i o niej należy pamiętać, żałoba też i życie ze/ po stacie także ma swoje etapy, to złożona kwestia. Ich życie, nie napiszę, że dzięki temu, bo wcale nie, że to ich spotkało, ale to w jaki sposób przepracowali tę sytuację,chcieli, mieli odwagę, być może pomoc rodzaju x,y, z, sytuację której nie mogli uniknąć, i w jak świadomy sposób żyli, stworzyli coś, o czym wcześniej nie myśleli .
          Na marginesie. Nie twierdzę, i będę to przy każdej nadarzającej się okazji powtarzać, a taką tu też widzę, nie twierdzę, że cierpienie uszlachetnia. Nie nie uszlachetnia.(Jakoś nie widzę, tłumów ludzi na fotelach dentystycznych, którzy mówią bez znieczulenia proszę, osób na stołach operacyjnych, mówiących: (na przykład) Pan XYZ: jako osoba,która twierdzi, że cierpienie uszlachetnia, poproszę jako znieczulenie kołysankę: Aaaa kotki dwa, w tonacji d-dur, bo to mnie uspokaja. Bzdura.

          Tak jak nie twierdzę, że pozytywne myślenie, oznacza, bo w taki sposób nie czytam, nie odbieram tego co napisałaś, hurra optymizmu, czy myślenia życzeniowego. Nie, tylko wskazuje też taką możliwość, i konsekwencje jakie może zrodzić podążanie ścieżką, ale dobrze wiem, że miałaś na myśli dostrzeżenie wnoszących aspektów sytuacji.

          Odpowiedź także nie należała do najkrótszych.
          Jeśli chcesz się do niej odnieść, albo coś dodać, zapraszam.
          I pozdrawiam,:)

          1. Ciesze się, że odpowiedziałaś 🙂
            Wiem, że nie możesz odnieść bezpośrednio, ale też zupełnie tego nie oczekuję, nie powinnam i nie chcę. To co napisałaś wcześniej dało mi do myślenia i przede wszystkim pojawiło się w dobrym momencie.

            Jeśli chodzi o punkt zapalny… chyba do tej pory WordPress (a może internet, a może ludzie w ogóle) mnie rozpieszczał, albo ja byłam bardziej zachowawcza. Wszystkie wymiany myśli były, jeśli nie przyjazne, to w najgorszym przypadku lekko chłodne. Kiedy los mi zsyła kogoś o innym poglądzie to raczej próbuję czerpać z tego. Nie przekonuję do swoich racji za wszelką cenę (nawet Klienta w pracy, nie zmuszam ;))
            Chyba ten wojowniczy ton drugiej strony mnie zaskoczył i tu moje opanowanie nie przeszło pomyślnie próby. Kiedy już się uspokoiłam było trochę za późno, bo w chwili irytacji wyklikałam kilka, w moim mniemaniu, zgrabnych wersów.
            Co do tego całego opanowania – to ćwiczę. Jako że jestem z natury choleryczna, muszę poświęcić tej gałęzi nieco więcej pracy. Od kilku lat notuję nawet niezłe wyniki (mniej więcej).

            To co znajduję w Twoim wpisie teraz, to dość wyraźne echo tego wcześniejszego i moja refleksja jest podobna. Dobrze tak z kimś (nawet obcym, nawet tak ogólnie) pogdybać i pochybać.
            Z perspektywy czasu patrzę na całe zajście bardziej naukowo (?). Tego co się stało nie zmienię ale będę miała w przyszłości większy wpływ na obrót sprawy. Zobaczyłam jak reaguję w środowisku mniej sterylnym i kontrolowanym. Teraz nie jestem pewna czy celowe, świadome unikanie takich rozmów (czegokolwiek w sumie) jest w ogóle możliwe, czy potrzebne. Ale to trzeba pozostawić autopsji, może z większego dystansu, może z innego kąta. Tak jak piszesz, parafrazując, w życiu sytuacji komunikacyjnych jest masa i nie sposób przewidzieć jak niektóre z nich się potoczą czy zakończą. Jest wiele czynników, które trzeba by było wziąć pod uwagę.

            A z tym cierpieniem to też ciekawa sprawa. Moja babcia kiedyś mi powiedziała, że cierpienie uszlachetnia tylko tych co się za mało nacierpieli. Albo to kolejny banialuk albo złota myśl. Czyli pewnie nigdy się nie dowiem, bo też kwestia perspektywy.

            Dziękuję za Twoją odpowiedź i pozdrawiam 🙂

            1. Proszę bardzo, odpowiadam na komentarze, czasami (trochę) dłużej mi to zajmuję, ale odpowiadam.
              Tak jak pisałam wcześniej, nie chodzi o to byś opisywała ze szczegółami, całe zajście. (Poza wszystkim weźmy też specyfikę blogu, która jest inna niż spotkanie twarzą w twarz). Nie sądzę by było to konieczne, a moja uwaga dotyczyła określeniu punktu startowego.

              Myślę, że takie punkty spustowe można zauważyć, jeśli zbierze się kilka sytuacji tego rodzaju. To o czym piszę, to więcej niż opanowanie, opanowanie może być, i tu z pewnością jest (w taki sposób to widzę) częścią składową. Przy obserwacji tego w jaki sposób reagujemy i odpowiadamy, w danej sytuacji zauważamy więcej składowych elementów.
              Jest ważnym czynnikiem, ale jednym z grupy, ważnej. Jeśli zauważam z jakiego powodu się złoszczę, to sięgam głębiej. Nie skupiam się na tym by się opanować, i opanowanie jest skutkiem podjętych działań. Nie zaś celem samym w sobie, a dzięki pracy jaką włoży się w poznanie siebie można uzyskać rodzaj samowiedzy, która będzie przydatna do rozwoju osobistego, samoświadomości i podjęcia konkretnych, które są przydatne i wzmacniające, działań.
              Także my, ludzie rozwijamy się, i nasz rodzaj komunikacji i jej jakość wraz z nami. Tak to truizm, ale ważny.
              Myślę, że w tym, co mówi Twoja Babcia jest sporo racji, z tym, że określenie „dużo”, „mało jest nieprecyzyjne. Niemniej ciekawe jest pójście za tą myślą.

              Proszę bardzo, polecam się na teraźniejszość i przyszłość.
              Niech Twój dzień będzie dobry. Pozdrawiam również. 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s