[305]. — Masaż Myśl(_)n[c]i(k_ów).—

Krótki od[noś] ni(c)k do teks_tu: http://wp.me/p59KuC-16L

Jeżeli (li nie będzie o jeżach, ach…)

Jeżeli ostatnimi czasy zdarza mi się szukać i słuchać muzyki to takiej, która przyjazna jest moim neuronom. Niespiesznie je masuje, daje wy_tchnienie. Piszę jak najbardziej poważnie. Nie jest to (tylko) zgrabna meta_for_a.

Jeśli szukasz skroplonego w dźwiękach i wydzwiękach impro_wiza_cji i innych przepustek do lepszego świata, gra tego Greka wychowanka Tatiany Nikolayevnej oraz Rudolfa Serkina jest w sam raz dla Ciebie, a jeśli nie, to przynajmniej skosztuj.  To, że Eicher zdecydował się podpisać z nim kontrakt, było nobilitujące, niczym wypisanie biletu w jedną stronę. Stronę światowego jazzu, oczywiście. O nim już wspomniałam [tutaj]. Co nie znaczy, że nie można zażyć powtórnie dawki kojącej radości. Wiem, wiem, Akroasis (bo o tym albumie dzisiaj), składa się z   adaptacji na fortepian (jakżeby inaczej?)  bizantyjskich hymnów, które wykonuje się w czasie Wielkanocy, więc tak jakby nie to święto, jakby mi się policzkowało. Tsabropoulos czerpie pełnymi garściami z tradycji swoich przodkiń i przodków. A jednocześnie potrafi, wiem, że to patetycznie i Herbertowsko zabrzmi, być wierny sobie, intuicji i i… Improwizacje przychodzą mu lekko,jak gdyby od chceniaod niechcenia zarazem, teraz-zaraz i zaraz-potem, płynnie obraca powietrze w palcach by włożyć weń dźwięk. Zwiewnie wplata w nie  niuanse harmoniczne. To się nazywa erudycja. Erudycja, która chroni i koi moje neurony i prostuje [myśl_ni(c)k]. Można nazwać wydany na płycie materiał para_doks_em, gdyż choć jest zwarty, krótki i treściwy, to nie męczy i nie międli osoby słuchającej i odpocząć przy dźwiękach chcącej. Wiem, że to album nie nowy, ale przecież nie o to chłodzi, jest to materiał do którego nawet po czternastu latach wraca się z chęcią, i ciekawością [ciekawością, którą nie zawiera żadnej ości, a tylko samą pieszczotę smaków]. Nie, to nie jest nostalgia, to tkanie radosnych oksymoronów. Albo po prostu, dobra muzyka, która doskonale komponuje się z szybko zapadającym zmierzchem, i zaopiekowanymi kubkami smakowymi…

Zatem smacznego!

Reklamy

[269+2]. Tak[t] m[n]i[e] się pomyślało…

To mi się utrwaliło…

1dni-tygodniaKu drogom, om.

Spacero_Logium stosowane. Choć czasami (niegrama_nie gra, nie grama ty stycznym, Mi i sto sowane. Stosowane). By pamiętać, międlić, i w krańcu końca puścić. By zcić, by iść, do celu. Dziwne słowo zcić, to, w którym zaszyty jest ruch, działanie. Dział nie słychać, ani fan far, ani fanfar. Na codzienną ość. Można zapomninąć zapomnieć, wszystko, ważne by ważkie sobie przypomnieć w odpowiednim czasie, i co[ś] z [tym] zrobić.

 

303. Ćwiczenia z czytania syliszniestatyczne ze zdumieniem. (I (zrozu)mieniem), [albo echa].

[z]Nosi. W [o!_]sobię książkę. [Prze]Czucia [prze][d]/[t]arcia [bezre]sny widzenie i wiedzę  ślad nie jednej miedzy wiedzy między neuronalnym [po]rządkiem w[_]rządku początkiem a kacem tabletek na rzeczy_o/czy[?]_zwistość i [z]jadanie [m]roku [b]rak mydlenia mylenia myślenia mdle_nie lenie nomadyczność wodzenia wiedzenia wiedzy kołysze się ciekawością na czubku języka między pierwszą głoską grama_tyki a [roz]mową elaSyczność ze świat i tłem pulsuje w gęstości [z]dum_i_[mi]enia.

ascetyczna punkcja inter jest z[a]mierzwiona. 🙂

[269+1]. Antystresow(ni[c]k).Adresownik (2).

[Dla Ciebie walc, utwór oryginalny, Leonard Cohen, wykonanie Michał Łanuszka, tł. Michał Kuźmiński, źródło nagrania]. Piosenka bez okazji i bez kontekstu

Z przymrożeniem o![dwł]oka i innych części,nawet gdy coś strzyka i chrzęści. I nawet gdy się coś śni w fazie REM ad REM!

Czyli jak żyć ze stresem i nim zarządzać. A raczej sprawić by meldował on się pod innym (nie naszym) [a]dresem, czy innym [u]braniem. Dawaniem i rozdawaniem:www.niedaleko.do.lata.com Tia.  Łatwo napisać, trudniej zrobić. Do lata, ale ile jeszcze wiosen przeminie? Będę dzieliła (nie chodzi tu o sekcję zwłok, i lekcje anatomii] będę dzieliła się swoimi sposobami (pewnie Ameryki nie odkryję, może Arktykę? A przynajmniej drogę do Lodówki, wędrówka ludów już była, wędrówka po lody nadejdzie. Miętowe: pistacjowe, czekoladowe, te i owe. Takie zabawy [m]oralne), ale te, z nich, których wdrożenie mi pomogło żyć mądrzej podam dalej. Jeśli chcesz, skorzystaj. Jeśli nie, cóż tę wiedzę odłóż. Jeśli jednak wybierasz rozwiązanie pierwsze, podziel się refleksami (nie my[d]lić z refleksami) – jeśli masz inne [roz]wiązania podziel się, swoją wiedzą, sposobem. Pokaż mi swoje wiązania a powiem Ci jakim  spinaczem, wpinaczem jesteś? Czy jakoś tak na wznak znak…

1Medytuj. A jeśli nie, to przynajmniej szukaj swojego sposobu relaksacji. Bywa, że nie jest to łatwe, i że potrzebujemy pomocy, osoby, np które mają (silną) spastykę. Jeśli ktoś/sia jest ciekaw_y/a to wysmażę artykuł na ten właśnie temat.

2. Bądź obowiązkow_y/a. Wykonuj to co masz najlepiej jak potrafisz. Nie odkładaj tego co masz zrobić, jeśli możesz zrobić to w tej chwili. Ucz się obowiązkowości. Jeśli postępujesz w sposób perfekcyjny to temperuj nieco te zapędy, przycinaj pędy bo obrośniesz nim z nawyku tego wyrośniesz.  Pytanie brzmi: Co odkładałam na później? Co teraz zrobię?

3. Planuj, realizuj. Bądź tu i teraz. Nie: teraz- zaraz, albo zaraz-potem. Potem to wiadomo co śmierdzi. A zaraz to w uproszczeniu to taka duża ba[k]teria. O!W tej właśnie chwili.Poczuj zmarszczki czasu. Jeśli zmywasz naczynia, to zmywaj. Poczuj jak stoisz, jak przelewa się woda, jaka jest jej temperatura? Co trzymasz w dłoniach?

3. Zadbaj o porządek. W swojej szafie. Dokumentach. I innych mętach i momentach, ach. Na tablicy korkowej. Na biurku. W lodówce. Na półce z książkami, jeśli wiesz, że niektóre tytuły nie będą przez Ciebie czytane,a nadal są w dobrym stanie, oddaj je do biblioteki, albo jeśli wiesz, że osoba znajoma ucieszy się z prezentu, to podaruj jej. Nie ma to być zapchaj dziura, wypchaj się. Nie musisz robić rewolucji od razu. Pisać rezolucji. Małymi kroczkami, byle sukcesywnie. Często wietrz pomieszczenia, w których przebywasz. Doświetlaj się. Dbaj o odpowiednią temp i era i turę. Erę tur [nie chodzi mi o tura, co się turla, albo gulasz z tura].

3. Poczuj swoje ciało. Jeśli tego nie umiesz, naucz się tego. Nie siedź ciągiem przed ekranem. Wstawaj co pół godziny, choćby po to by zmienić pozycje, przejść się. Jeśli masz tendencję by spędzać długie godziny ustaw sobie budzik, a potem natychmiast wstań. Zadbaj o komfort siedzenia.

4. Słuchaj ciszy. Chociaż dziesięć minut dziennie. Codziennie. Niech to się stanie Twoim zwyczajem.[Czaj czaj, a jak nie czaisz czaju to może być kanwa tfu,  kawa, albo czekolada]  Wi[a]domo, że nigdzie nie ma ciszy absurdalnej, co cieczy, cieszy, absolutnej. Znaczy się.  A raczej nie często tak bywa choć czasu i cieczy w kranie, ubywa. Ale świadomie wyłącz przeszkadzajki. Nie słuchaj radia, muzyki. Nie noś słuchawek w uszach. Nie prowadź rozmów. I wymówek i rozmówek. Ten tego dialogu wewnętrznego.

5. Czytaj. Czy tu, czy tam. W zasadzie i w kwasie nie obojętne deko_ recenzje_racje przyrody. Ważne by nie na głodniaka, w schludnym, dobrze oświetlonym pomieszczeniu, i by Twój kręgosłup miał wygodnie.

6. Daj upust swoim emocjom. Jeśli masz ochotę to płacz. Jeśli masz obniżony nastrój, to po prostu pobądź przy sobie, swoich przeżyciach. Pozwól sobie na to, w sposób bezpieczny dla Ciebie i otoczenia. Oto toczy się sz/życie. Nie jeden zna ścieg, bieg znaczy się na orient_atrakcje, na orientację. Na przełaj. Tylko się za to nie łaj.  Do not ask me why I.. .Daj sobie czas, i przestrzeń na wielbłąda. Możesz go zapachrkować w miejscu dozwolonym.  Nie cierpię nadużywania słowa „depresja” jeśli nadchodzi zimo i zimno ma nie. To zaczynają się karawany porad. To madame Curie była zaRADna. I nie chodzi o to, że świeciła przykładem jak to rzucić się w wir pracy. Może pora, wyparować, znaczy wypracować sobie ryt [a]uał.

7. Wysypiaj się. Jeśli możesz ustal sobie stały plan dnia, pory wstawania i zasypiania. Nie zawsze jest to możliwe. Na przykład gdy ma się małe dziecko. Mój patent na znormalizowanie pór dnia, spania i wstawiania. Po pierwsze wsłuchuję się w swój organizm. Wymaga to czasu, wyczucia i (stałej) nauki, ale ona procentuje. Gdy chcę się położyć o 23 to ustawiam sobie dzwonek w telefonie na 22.45 wiem, że jak zadzwoni mam piętnaście minut na dokończenie wszelkich czynności, np umycie z[r]ębów: czyli pozmywanie myśli. Jeśli chcę nauczyć się wstawać wcześnie[j] a ustawienie ulubionej muzyki działa na nerwy i inne karabiny, to ustawiam sobie budzik jednynie pięć minut wcześniej, i tak przez tydzień, a za siedem dni dziesięć i tak przesuwam aż osiągnę daną godzinę. Co mi z tego jeśli przestawię sobie godzinę wcześniej, a potem pięć razy będę odraczała wstawanie. Akcja frustracja gotowa. I ugotowana. Na miękko, lub twardo. Tak trzeba mieć jaja. Chociaż jak sobie człowiek źle pościele to i nie jedno może znieść, byle go nie znieśli. Primum non nocere, nawet spacerem. Po pierwsze nie schodzić. Nie schłodzić. Jak to mówią. Zadyszki można dostać, więcej niż za(-) dyszkę. Wdech i wydech. Od i dychaj. Głęboko. Nie na oko. I sąsiadowi nie chuchaj w ucha.

8. Pij. Wodę. Naprawdę, jest już za późno gdy odczuwasz pragnienie. Małymi łyczkami, powoli i po woli. Jeśli nie lubisz jej smaku, to wyciskaj soki, gotuj więcej zup, zup kremów. Z własnego doświadczenia wiem, że warto poszukać odpowiedniego dla siebie smaku wody mineralnej i jednak się przekonać, tkanki i powięzi organizmu wydajniej pracują jeśli pijemy dostatecznie dużo dobrej jakości wody.

9.Spaceruj. Nie biegnij, nie idź, tylko SPA_ceruj. Nie truj. Centruj. Remontuj, ale nie remamentuj, ani nie reglamentuj, ani nie piłuj, ani nie pi[ł]lnuj, ani nie pluj. Spa_ceruj. To naturalny ścieg wydarzeń, czyli cerowanie w spa, reperowanie /cementowanie swojego zdrowia! Jeśli zwykle jedziesz do pracy, zaparkuj samochód trochę dalej, niż zwykle, jeśli idziesz, idź inną drogą, jeśli nie w dwie strony, to przynajmniej jak będziesz wracał/a. Popatrz w niebo. I kałuże te małe i te duże.

10. Ale jeśli Cię coś naprawdę martwi nazwij to i pomyśl nad rozgwiazdami. Rozgwizdami. Skrzyżowaniami.  Rozwiązaniami zna_czy. I krokiem wprowadzenia ich w szycie, gobelinu tkanego na miarę. Wymiar miar. Wyjaśniaj by rozjaśnić wszystkie sytuacje, które tego wymagają. Tak to proste przykłady i inne kładki. Kredki. Choć pomaluj mój świt, przedświt i przeźroczystość, być może to oczy_wistość.

[301].[…].

TeleGram. MonoDram. Nie monodream.

Świat[ł]a wrzenie.  Tęsknota za hopperowską przeźroczystością. Spokojem na wierzchu skóry.Zmierzwione myśli neuron_óff[?]/./.. Myślenie mylenie mydlenie pełne błędów orto gra Graficznich.Zim[i_]nnych granicznych py_t[a/]oń i  snów. Metodycznych i medycznych. Trzeszczy rzeczyOCZYwistość ma wielkie gałki. POkrętła znaków i znamion imion. Głęboki wdech nie pomaga na rozgorączkowane zza_s[t]sanie treści. Mdłości miłości co wszystko wyp[r]ac[s]za. Trzewia świata nie znają czujności, czułości… Lekcje anatomii, autonomii? Astronomii. Świat{tła} i jego tła. Znaki poszczególne. Lato pękło. Szk[ł]o[ło] szkiełko i oko nie pomogło. Klej i kolejdoskop [o!]błędu. Metodologia, metrologia, [al]chemia [pat][w]rzenia.Adres meldunkowy spokój. Przed[s]pokój.

[Droga do Marine Edward Hopper – artchive.com, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2348472, źródło zdjęcia- Wikipedia].

[231].[(231+1)+1]. Metaforiada, albo GEOmetria świat:[(-ów)]a.

Gdyby nie fakt, że cykle, w które układa Le Guin swe powieści są obszerne (oczy_wiście entuzjastki i entuzjaści sajens fikszyn i fan i inne -tezy,-fazy, tfu -tazy* widzieli nie takowe dziwy i taszczy_ły-li bardziej obszerne i obrosłe w czcionkę tomiszcza), z chęcią podyskutowałabym o nich w Internetowym Klubie Dyskusyjnym (no chyba, że porwiemy się na takowe szaleństwo, w którym podobnież jest metoda, a może i metodologia?). Ależ oczywiście, że tomiszcza to nie zgliszcza i czytać warto książkę z okładki obdartą nawet w postaci ebooku. Czytać warto opasłe książki, a biorąc pod uwagę gatunek do jakiego przynależy cykl o Ekumenie, nie jest to opasła pozycja, jest to pozycja pro, czyli propozycja, a nie antykoncepcja czytelnicza.

Wydawnictwo Pruszyński i Spółka po Ziemiomorzu (o którym pisałam tu i ów[g]dzie) , we wszelakich dostępnych sposobach rejestracji i utrwalenia, powołało do życia na półkach blibliofilek i bibliofilów Sześć śwatów Hain,w podobnej szacie graficznej. Tyle, że, z tego co mi wiadomo, nie zdecydowano się (jeszcze) na wydanie w postaci książki do słuchania. Niemniej jednak, rok temu na rynku wydawniczym pojawiło się wydanie jednotomowe (drukowane i elektroniczne) zawierające: „Świat Rocannona” (pierwotnie ukazało się w 1966 roku), „Planetę wygnania„(w tym samym), „Miasta złudzeń„(wydane rok później), „Lewą rękę ciemności„(dwa lata później), „Wydziedziczonych„(1974 roku) oraz „Słowo las znaczy świat„(1976). Szkoda, że bez „Opowiadania świata„(2000) oraz „Czterech dróg ku przebaczeniu” (1995), tedy to był by już komplet, brakuje domknięcia, tak jak mieliśmy do czynienia z włączeniem do cyklu Ziemiomorze,opowiadań właśnie.

Nie wiem, czym kierował się redaktor prowadzący działając wedle takiego klucza.

Wydanie sześciu książek w jednej oprawie ma tę zaletę, że można czytać je  ciągiem, a tym samym, pozostawać w temacie, szukać powiązań, wynikań, wikłań i wszelakich innych zawiązkach i związkach, konsteracjach. Chociaż przemieszczanie się z takim gabarytem jest utrudnione, nie wyklucza to pociągu do liter_a i tury…

 Uważałam, nadal jestem tego zdania, i (ważyłam słowa, zdania i znaczenia) mówiąc, że jeśli ktoś/ia uważała, że to klasyka gatunku, i po prostu trzeba przeczytać (szkoda, że nikt nie mówi o zrozumieniu, i czytaniu, a przede wszystkim połączeniu tych dwóch czasowników). Owszem, Ursula K Le Guin, to postać fantastyki, choć w naszym kraju prawie nie znana, poza oczywiście wyżej wspomnianymi entuzjastkami/ entuzjastami. Może to się zmieni, gdy na ekrany kin wejdzie obraz opowiadający losy autorki Ziemiomorza? Zwłaszcza, że to żyjąca  pisarka jest.

Jean de La Fontaine pisywał bajki, znamy zasadę, pod postaciami zwierząt ukrywał, czy też ukazywał to, czego ludzie o sobie wiedzieć nie chcieli. Jak to napisał Gogol? Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie! Tyle, że to nie jest śmiech po słonecznej stronie życia… Always Look on the Bright Side of Life… Gorzki śmiech popijany czkawką złudzeń. Już pisałam, o tym, że by stworzyć fantastycznych światów obracanie z gramatyką grawitacji trzeba posiadać po pierwsze wiedzę z wielu dziedzin i zmysł obserwacji. Oczy wiście, albo nie wiście bo czytajcie. Czytajcie to wszyscy, albowiem warto. Jeśli ten wpis, w który właśnie się wpijasz, i czcionkę ze znaczeniem spijasz to wiesz doskonale, że nie zwykłam streszczać książek. Ad rem!

Świat Rocannona

Jak odróżnić legendę od prawdy na tych światach oddalonych o tyle lat? – na bezimiennych planetach, zwanych przez swoich mieszkańców po prostu Światami, planetach bez historii, gdzie przeszłość to sprawa mitu, gdzie powracający badacz stwierdza, że jego własne czyny sprzed kilku lat stały się gestem boga.Irracjonalizm wypełnia przepaść czasu, której dwa brzegi łącza nasze światowce, a w jego mroku plenią się jak zielsko niepewność i niewspółmierność.

[Świat Rocannona, Ursula K. Le Guin, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2015 s.7: ].

Pomyśl, że nie wszystkie drogi, które prowadzą w dół, prowadzą również w górę.

[j.w. s.14].

Opowieść Rocannona zaczyna się od poszukiwań powziętych przez Semley z Kirien, żonę Durhala z Hallan.  swojego klejnotu, stanowiącego jej posag,  nazwanego Oko Morza, który przyćmiewa wszystkie bogactwa świata. Poruszona pragnieniem wyrusza w świat, ludzi różnych światów, różnych ras. Różnych spojrzeń na świat, na życie, z różnymi możliwościami i historią. Kosmiczny Etnograf, zostaje przez przypadek głównym bohaterem, bez fajerwerków, bez fanfar. W pierwszym tomie Świat Rocannona zostaje on wplątany, albo sam się wplątuje dzięki podjętej decyzji w awanturniczą przygodówkę. Nie sposób jest zobaczyć z jednej strony podobieństwa do zbierania drużyny „odmieńców” by wyruszyć na spotkanie swego Przeznaczenia mimo niewygód, a może właśnie dlatego, z drugiej, jest tu położony akcent na kulturowy kontekst (od)czytania historii, nigdy wcześniej nie był on tak dla mnie czytelny, również przez fakt, że głównym bohaterem autorka uczyniła kosmicznego etnografa. Okazuje się, że więzy, które włączyły kiedyś zintegrowany świat różnych ras nie tyle są rozluźnione, co uległy atrofii, a wiedza etnograficzna jaką dysponuje główny bohater pełna jest dziur, niedomówień, a najważniejsze są pytania,które się mnożą, już na początku wędrówki zagubione zostają mapy, ale nie szczątkowa wiedza. A główny bohater może dysponować swoimi talentami tylko w ruchu, ujmując rzecz metaforycznie. Przychodzi mi tutaj na myśl myśl Durkheima: człowiek nie jest, człowiekiem się staje. Czy to się komuś podoba, czy nie – czy będzie to (po)czytane (sic!) jako zaleta, czy jako wada, skojarzenia przy czytaniu mam iście socjo– i – logiczne. I to nie nudne, dzięki oszczędnej, ale i poetyckiej (nie wzniosłej) narracji, która staje się Znakiem rozpoznawczym Urusli K Le Guin. I jeszcze jedna uwaga. Mało w tym tomie kobiet, na planach pierwszym i kolejnych, z jednej strony, a z drugiej płci istot nie tylko niektórych, ale wielu trudno odgadnąć…

Można powiedzieć nic nowego. Można, ale nie będzie to uprawnione odczytanie, a przynajmniej niepełne. Po pierwsze dlatego, że koniecznym jest by mieć z tyłu głowy myśl, że jednak powieść ta powstała (jej pierwsza część, od której zaczynamy recenzję) powstała w 1966 roku, po wtóre, takie urządzenia jak asambl, Le Guin wymyśliła, i to od niej ten pomysł zaczerpnęli inni (autorzy i autorki).

Nie będę apologetką twórczości Amerykanki, chociaż przyznam, że przy jej prozie udaje mi się odpocząć, nie uciekając od ważnych pytań i ważkich rozważań,i wrzeń tego i innych światów. Uf. I to niewątpliwie jest argument, który stanowi o tym, czy po książkę warto sięgnąć i się giąć przy czytaniu. A w zasadzie nie się, tylko swoje myśli, bo myślenie czasami boli.  A działanie tym bardziej.

Pierwsze część należąca do cyklu Ekumeny jest krótka, akcja toczy się wartko. Co warto wspomnieć powieść się nie zestarzała, jak to stało się w przypadku Fionavardziego gobelinu, zapoznajemy się z Bohaterami, problemami, światami, geometriami wyobrażeń. Chociaż nie w taki sposób jak jesteśmy do tego przyzwyczajone i przyzwyczajeni. Wędrowiec „wybiera” sobie ludzi na jakiś czas.Uznawany jest za Pedana czyli… Chociaż w wyniku doświadczeń staje się osobą z niepełnoprawnością. I umiera na końcu pierwszego tomu, osiadłszy na jednym ze światów.

Jeśli ktoś/ia chce zdystansować się, ale nie uciec od problemów tego świata, może zanurzyć oczy i myśli w światach, których kreatorką jest  Ursula K Le Guin. A Świat… jest jej debiutancką powieścią.

Jany głos Kyo był tej nocy stanowczy i nalegający. Rocannon słyszał go wyraźnie, chociaż strumień szumiał u ich stóp, a wodospad hałasował przy wylocie z kotliny.

— W tej podróży na południe każdego dnia natrafiam na legendy, których moi ludzie uczyli się kiedy byli dziećmi w zielonych dolinach Angien – mówił Kyo – I odkryłem, że wszystkie te legendy są prawdziwe. Lecz połowa z nich została zapomniana. O Kiemhirirach, małych Zjadaczach Słów, śpiewamy w naszych pieśniach, ale nie o Skrzydlatych. Pamiętamy przyjaciół, nie wrogów. Światło, a nie ciemność. A teraz wędruję wraz z Olhorem,  który zmierza na południe, pomiędzy legendy, bez miecza u boku, których chce odnaleźć głos swego wroga, który przebył wielką ciemność,  i widział nasz świat zawieszony w mroku jak błękitny klejnot. Jestem tylko półczłowiekiem. Nie mogę iść dalej, niż sięgają wzgórza. Nie mogę iść z tobą w wysokie góry Olhorze!

[Świat Rocannona, Ursula K Le Guin, Pruszyński i S-ka, Warszawa, 2015 s. 109].

Istotą życia jest zmiana. Ale za dokonanie każdej płaci się cenę:

Chociaż w czystym ubraniu, które mu dali, wyglądał jak oni, chociaż poruszał się jak oni, gestykulował jak oni, to jednak w grupie stał się samotny. Czy było tak dlatego, że obcy nie potrafił rozmawiać z nimi w myślach, czy też dlatego, że dzięki przyjaźni z Rocannonem stał się innym człowiekiem, bardziej zamkniętym w sobie, bardziej samotnym?

[j.w. s 111].

W wielu kulturach i ich podaniach, baśnie osadzają się na wyprawach po Imię i gdy ono zostanie zyskane, odkryte, skonstruowane następuje koniec opowieści, a może jej nowy Początek, tyle, że nieopisany:.

— Władca Gwiazd, daleko podróżujący, srebrnowłosy, pan klejnotu…- powiedział Kyo z uśmiechem- Co jest imieniem?

— Srebrnowłosy? Czy ja posiwiałem…? Nie jestem pewien czym jest imię. Moje imię, Garveral Rocannon, otrzymałem przy urodzeniu. Te słowa nie opisują niczego, a jednak oznaczają mnie. A kiedy widzę nowy gatunek drzewa pytam ciebie (…) jak się nazywa. Jestem niespokojny  jeśli nie poznam jego imienia.

— Ale istnieją różnice, Kyo! W każdej wiosce, do której przybywamy pytam, pytam, jak nazywają się góry na zachodzie, szczyty, w których cieniu ci ludzie spędzają całe życie, od narodzin aż do śmierci, a oni odpowiadają: To są góry Olhorze!

— Bo to prawda – odparł Kyo

— Ale są przecież inne góry (…)

[s. 112].

6 światów hain Ursuli K Le Guin
[Sześć światów Hain, Ursula K. Le Guin, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2015, źródło zdjęcia].

————————————————————————

Sześć światów Hain
Tytuł oryginału: Rocannon’s World, Planet of Exile, City of Illusions, The Left Hand of Darkness, The Word for World is Forest, The Dispossesed
Autor/ka: Ursula K. Le Guin
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumacz/ki: Dorota Górska, Lech Jęczmyk, Juliusz P. Szeniawski, Jacek Kozerski, Agnieszka Sylwanowicz, Łukasz Nicpan
Projekt okładki: Dark Crayon
Ilustracja na okładce: Dark Crayon/Piotr Cieślicki
Miejsce wydania: Warszawa
Rok wydania: 2015.

*  pisownia bardziej niż do-wolna (bardziej wolna niż szybka. Szybek tu brak, no nie licząc monitora).

————————————————————

 

[237+2].[Odę (do)]Tchnij! (Albo: Szczelin w szczegółach ciąg dalszy (3)).

Zastanawiałaś, albo zastanawiałeś się nad obrazami, toposami w kulturach świata dotyczącymi stworzenia świata? Czy to zapisanymi w Świętych Księgach czy mitologiach? Zadziwiająco często pojawia się tam wyraz tchnienie. Zresztą, mówiąc o kimś obdarowanym szczególną mocą mówimy, że został nad_tchniony. Ile to razy czułaś lub czułeś oddech czasu na karku. Własnym? A zstępując z obłoków na Ziemię ile to razy słychać, że coś jest nam potrzebne do życia jak tlen? Wiesz, ile razy w życiu oddychasz? Ile wdechów bierzesz w ciągu całego życia, jednego roku, miesiąca, tygodnia, dnia, godziny i minuty? Jeśli maszyna, czyli Twoje ciało działa bez zakłóceń i uciążliwości, daję głowę, chociaż ona jest mi potrzebna, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nigdy się nad tym nie zastanawiałaś, nie zastanawiałeś.

Czy nie zadziwia fakt, że eksplorując nowe terytoria zastanawiamy się, czy możliwe  tam jest życie, [woda] i ten tego… Ten  tlen. A czy mówiąc o  miejscu bądź towarzystwu, w jakim lubisz i chcesz przebywać nie zdarzyło Ci się wspomnieć o smacznej,  dobrej atmosferze? A czy ktoś tę  cudowną atmosferę zepsuje, to tak jakby ją zanieczyścił, puszczając bąka? Nie idźmy śladem wiatru. A jak Tak więc dzisiaj.  Możesz odetchnąć spokojnie. Pełną piersią. Może już nie młodą, ale! Zapatrzeć się w kubek z gorącym napojem, i zacząć czy tu, czy tam czytać. Mam tam. Ponieważ o tuptaniu i truchtaniu  już było, to będzie o oddychaniu! Wdech i wydech, jak w zgranej orkiestrze. I jeszcze! Jeszcze! Jeszcze!

lib5000bienczyk-cytat

 A po[d]rzucając na chwilę meta_for/y to można napisać tak, a jak?

Jak Człowiek wygląda każd_a/y widzi, wystarczy spojrzeć w lastryko, znaczy lustro, no może trochę głębiej… Sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga…:

[Układ oddechowy człowieka, źródło zdjęcia].

 Jedynie w ciągu sześćdziesięciu sekund:

  • serce bije (bim bam bom) 70 razy by przetoczyć  siedemdziesiąt litrów krwi przez dziewięćdziesiąt sześć tysięcy kilometrów,
  • w szpiku kostnym zostaje wyprodukowane pięćdziesiąt milionów krwinek czerwonych,
  • dwieście pięćdziesiąt metrów kwadratowych jelit trawi posiłek… To i wiele. wiele innych nieświadomych procesów dzieje się w Twoim organizmie właśnie Teraz! Od poczęcia aż do ostatniego oddechu…

2przekroj

[Przekrój poprzeczny płuca człowieka, źródło zdjęcia Wikipedia].

Płuca. Trwale połączone z żebrami klatki piersiowej i przeponą, która znajduje się pod nimi. Dwadzieścia tysięcy wdechów i wydechów. Uff. Oddechów, których nawet nie zauważasz, jeśli oczywiście Twoja maszyna zwana ciałem działa bez zarzutu. I tam i tu. I jeszcze tu. I jeszcze…

Dlaczego człowiek musi oddychać? (inaczej się u- dusi– uuu jak śpiewał Sthur, ale miał na myśli inną czynność, nie następującą automatycznie, ale… Śpiewanie ma wiele wspólnego z dychaniem i oddychaniem! W tym procesie bardzo ważne jest oddychanie przeponą). Nie dlatego, że brakuje mu tlenu! Dlatego, że w organizmie znajduje się nadmiar dwutlenku węgla, który trzeba szybko wydalić.

Co? CO2 to produkt uboczny powstający w wyniku procesu pozyskiwania przez organizm energii. Ale sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, gdyby nie usuwać go z komórek, to krew krążąca w organizmie, po prostu by skwaśniała, tlen nie zostałby doprowadzony,  co doprowadziło by do śmierci. Krąg życia przetacza się.  Życia krąg toczy, t[ł]oczy się dalej.

Dwa te  „miechy”, mają powierzchnię dużego mieszkania, dużego? Czyli jakiego? Takiego które mierzy sto metrów kwadratowych. A mieszczą się w klatce, nie złotej, a piersiowej. Możliwe jest to dzięki budowie pęcherzykowatej. Pęcherzyki płucne, choć niepozorne, to w nich tkwi moc, to najważniejsza część płuc, to ich masz od trzystu do pięciuset milionów. Można przyrównać do malutkich mieszków, które znajdują się na końcu kanalików wewnątrz płuc. To jest adres meldunkowy, to tutaj musi dotrzeć powietrze. Sieć pęcherzyków jest niepozorna, piękna i cienka, dzięki czemu niezwykle elastyczna. Można przyrównać ją do powierzchni nadmuchanego balonu. Siatka otaczająca pęcherzyki to naczynia włosowate, bardzo ważne w procesie oddychania i transportowania tlenu. Czerwone krwinki wychwytują tlen z powietrza i rozpowszechniają po całym ciele.

To za ich pomocą następuje coś bardzo ważnego, coś dzięki czemu i Ty i Ja żyjemy. Wymiana gazowa.

Diaphragma  brzmi dumnie! Brzmi przepięknie i tajemniczo (jeśli nie znasz łaciny) a to po prostu, albo po łukowatemu Przepona, która podczas wdechu się obniża, a tym samym zwiększa się powierzchnia klatki piersiowej następuje zasysanie powietrza następuje to dzięki rytmicznym skurczom. Om. Om. Przy wdechu pracują mięśnie międzyżebrowe.  zewnętrzne to ich praca umożliwia rozluźnienie się klatki piersiowej. Mięśnie wiotczeją a powietrze jest wypychane.

Przy jednym wdechu możemy wchłonąć do organizmu pięć lub sześć litrów powietrza. Ile dokładnie? Gdy mięśnie się rozluźnią następuje (zwolnienie maszyny blokującej)  uwolnienie dwutlenku węgla. Weź głęboki wdech. Czujesz się pełny/ pełna. No cóż, wykorzystujesz zaledwie 1/8 pojemności własnych płuc. Ile dokładnie? Nie wiadomo, to zależy od wielu czynników. Od masy ciała, wzrostu, budowy anatomicznej, co logiczne, płci ale także w jakim miejscu się znajdujemy. Inaczej reagować będziemy inaczej w górach, inaczej w dolinach.

Gdy nie wykonujesz absorbujących czynności fizycznych, po prostu odpoczywasz. W takiej dekoracji przyrody wykonujesz od dziesięciu do dwudziestu oddechów w ciągu sześćdziesięciu sekund. Niewiele? Powietrze nie tylko się ogrzewa podczas rozprzestrzeniania się po organizmie. Trafia do gardła, krtani, tchawicy, następnie do oskrzeli. W ciągu dwudziestu czterech godzin jest go jedenaście litrów. Oskrzela możemy przyrównać do kanałów, które nie tylko prowadzą do płuc, ale po części są w nich zanurzone. Mówi się o drzewie oskrzelowym. I to porównanie nadzwyczaj celne, grube konary rozgałęziają się na coraz to cieńsze części (oskrzeliki). Najmniejsze z części nazywane są pęcherzykami płucnymi właśnie. Które układają się w grona. I jest to podstawowa jednostka anatomiczna płuca.

To takie „klocki”. Te tworzą segmenty, a te znów płaty.

Ściana oskrzeli jest wyściełana błoną śluzową z nabłonkiem rzędowym migawkowym. Dzięki temu powietrze zanim trafi do płuc zostaje oczyszczone z toksyn. Dzięki systemowi rzęsek. A te to nic innego jak taka ekipa sprzątająca organizmu.  Mają one do pomocy także wydzielanie się śluzu. Dzięki czemu zanieczyszczenia mogą zostać niejako złapane w sieć, unieruchomione, nie mogą dalej się przemieszczać, a co więcej zostaną albo połknięte, albo wydalone z organizmu, bo rzęski ruchem wymiatającym przesuwają go do oskrzeli i tchawicy, a resztę robi kaszel. System rzęsek pomaga jeszcze w jednym w utrzymaniu kształtu płuc, dzięki czemu przepływ powietrza jest sprawny. To dzięki pierścieniom, w które układają się rzeczone rzęski, tam gdzie nie ma na to miejsca, powstają płytki lub wysepki.

Powierzchnia prawego płuca podzielona jest dwoma szczelinami,szczeliną skośną i szczeliną poziomą, na trzy płaty. Piękna ta geometria. Płuco lewe ma jedynie szczelinę skośną która dzieli je na dwa płaty.

Zaś całość płuc otoczone są opłucną, taką cienką błoną.  I dzięki temu gdy płuca przy oddychaniu się poruszają to nie doznają otarć, bo opłucna jest stale nawilżona. Ale to nie wszystko, ta składa się z dwóch blaszek:

  • ściennej (łac. pleura parietalis), która bezpośrednio styka się z powięzią piersiową, śródpiersiem i przeponą;
  • trzewnej (łac. pleura pulmonalis) pokrywającej płuco i ściśle do niego przylegającej, nazywana także opłucną płucną…

Ale żeby nie było za prosto. To jeszcze pomiędzy nimi znajduje się szczelinowata przestrzeń, i ją nazywamy jamą opłucnej. To ona zawiera kilka mililitrów płynu surowiczego. I to zmniejsza tarcie przy oddychaniu.

Kiedy powietrze dociera do płuc  tlen dociera do najmniejszych komórek ciała. Do bardzo, bardzo drobnych naczyń krwionośnych, tych które otaczają pęcherzyki płucne. Ten proces jest możliwy dzięki różnicy ciśnień. Po natlenieniu w płucach krew system naczyń krwionośnych rozprzestrzenia się po całym organizmie, i dzięki temu możemy żyć. Rozłożenie glukozy i wytworzenie energii w mitochondriach komórek. W takich małych własnych elektrowniach. Dwutlenek węgla odbywa tę samą drogę, którą wcześniej przywędrowało powietrze.

Tak możemy oddychać beztlenowo. Tyle, że wytwarzano w ten sposób jest bardzo mało energii. Taki proces odbywa się w mięśniach. I powstaje coś takiego jak dług tlenowy. I tak powstaje kwas mlekowy i zakwasy.Dzieje się tak dlatego, że tlen jest zużywany w komórkach dużo szybciej, niż może być uzupełniany. Kwas pirogronowy wówczas nie podlega już żadnym dalszym procesom utleniania. Przekształca się natomiast w szkodliwy dla organizmu kwas mlekowy. Gdy już przeniknie do krwi, to zostanie przetransportowany do wątroby, centrum metabolicznego organizmu.

Czy można określić, co jest ważniejsze wdech, czy wydech? Oczywiście, żeby proces mógł zaistnieć i jedno i drugie jest ważne, jednak mówi się, że wydech jest ważniejszy. To stworzenie przestrzeni na nowe,i zapobieganie, przeciwdziałanie zakwaszeniu organizmu,  ale ważne jest jeszcze coś, rytm oddychania, to on jest zaburzony w chorobach układu oddechowego takich jak astma.

Tak zwany przeciętny człowiek, czyli taki, który nie uprawia sportów, jest w stanie zatrzymać proces oddychania na około sześćdziesiąt sekund, ale jak to się dzieje, że osoby zajmujące się nurkowaniem swobodnym (bez butli tlenowej) mogą zatrzymać ten proces na około dwadzieścia minut? Po pierwsze trening czyni mistrzynię lub mistrza,  po wtóre specjalnie się do tego przygotowują. Ale jeśli nie urządzenia, to co? Stosują  technikę oddychania.  Jeszcze na brzegu tuż przed zanurzeniem osoba taka oddycha bardzo szybko, to jedno, ale stosują i to ważne (bardzo głębokie wydechy) by uwolnić z organizmu jak najwięcej C02 i spowolnić procesy zachodzące w organizmie jak będą już pod wodą.

Jeśli oddychanie to także wdychanie. Może być czynne może być (o zgrozo) bierne, czyli słowo o:

[ Tylko nie pal,Małe gnojkiRaz, Dwa, Trzy, Adam Nowak, źródło nagrania].

Pęcherzyki płucne, u osób które palą, „zyskują’ pasażera, na gapę, osadza się w nich dym. To tak jakbyś wdychał/a spaliny. Z każdym oddechem. Śniadanie, obiad, kolacja – wypożyczalnia. Nie będę pisać, jak to strasznie jest palić, jak to szkodzi, i ogólnie nie szczególnie jest. (Także, a może przede wszystkim, dla osób palących biernie, które się na posiadanie tego nałogu nie zgadzają, a który zostaje im niejako implementowany). Zajmiemy się jednak inną, pokrewną niejako kwestią: czy organizm może się pozbyć się tych zanieczyszczeń? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Bo z jednej strony: sprzątanie następuje zaraz po wypaleniu ostatniego papierosa, ale… No właśnie, jest ale, to sprzątanie podzielone jest niejako na dwie fazy. Po pierwsze trzeba to jasno powiedzieć wyraźnie artykułując głoski, nikotyna zabija rzęski, czyli unicestwiają ekipę sprzątającą.  Te małe szczoteczki. (Szczotka, pasta, mydło ciepła woda, a nie nie to nie ta piosenka). Tak więc jest mniej, ruchów wymiatających zanieczyszczenia do oskrzeli i dalej w górę. Ale organizm walczy o zachowanie homeostazy. Ponieważ szeregi ekipy, która sprząta są przetrzebione brud osadza się na oskrzelach, drażni to ich śluzówkę, i prowokuje do większego produkowania śluzu (w celu usunięcia niepożądanych gości), co gorsza w organizm zapada na stan zapalny, jako całość, a nie tylko jako część. Jednym wyjściem, awaryjnym, z sytuacji jest zaprzestanie palenia.

Gdy już zdecydujemy się, że papieros był naszym ostatnim. I zdecydujemy się rzucić, ale nie żonę, albo męża, po prostu się rozstać, z nałogiem. To po pierwsze, w naszym organizmie odbywa się szybkie czyszczenie. Wyproszenie nikotyny i nadmiaru CO2.  Wydalenie ich wraz z moczem.

A po drugie następuje długi proces regeneracyjny, tym dłużej trwa im dłużej w naszym życiu obecny był rytuał palenia pieronów. Pierwszy jej etap może zamknąć się w widełkach od sześciu miesięcy do roku, drugi, nie tak optymistyczny, w dwóch dekadach, ach.

Cel pal! Nie pal, czyli Korzyści z rzucenia… Palenia.

1nie-pal

 [Korzyści z rzucenia, palenia].

Ale nasza opowieść była by niepełna. Chociaż to wpis z sercem, ale nie był by pełny, gdyby o nim nie wspomnieć. Chcesz się dowiedzieć jaki ma rozmiar Twoje, chociaż pewnie masz je na dłoni, wystarczy ją zacisnąć w… Pięść by poznać jego rozmiar. To, czy serce jest pompą organizmu czy nie, to rzecz sporna, choć przez wiele lat było tak właśnie przestawiane, to razem z płucami tworzą zespół marzeń. Pięć litrów krwi w sześćdziesiąt sekund. Dziennie tłoczy siedem tysięcy dwieście litrów. Węzeł zatokowy koordynuje skurcze serca, jest jak dyrygent.  Co daje pięćdziesiąt pełnych wanien, a w życiu można by było napełnić tankowiec.Krąży w nas gorąca krew. Krew nie woda. Każde uderzenie ser, ser, serca. Trzy miliony razy. Dzięki wespół zespół wspólnej pracy płuc i serca krew przenika do tkanek, do najmniejszych. Gdy ta traci tlen, staje się bezużyteczna dla organizmu, a ponieważ ten niczego nie marnuje,dlatego krew zostanie powtórnie uzdatniona w płucach.  Serce koordynuje ten proces. Krew przedostaje się do płuc. Gdzie zostaje natleniona, po czym wraca do serca. Zostaje rozprowadzona po całym organizmie. Proces zaczyna się od początku.

 Tak oczywiście, ten tekst jest chroniony prawami autorskimi, jak każdy inny na tym blogu. Uwaga: nie jestem lekarką, nie wykonuje zawodu medycznego, więc tekst ten nie może stanowić i nie stanowi porady lekarskiej.

KoneSer[ia] wpisów:

PS. Jeśli masz taką możliwość, weź oddech.Głęboki. Teraz

Weź [może nie na własność] i żyj. Pełną piersią! Odetchnij z ulgą… Życzę Ci dobrego, smacznego życia.
PS.II Do przeczytania.