[281+1]. O olbrzymie co śpiewa(ł) to głośniej, to cisz/ej/.

[Peter Bence, Fibonacci improvisation źródło] .

[Zestaw do strojenia pianin, źródło zdjęcia]
[Zestaw do strojenia pianin, źródło zdjęcia].

Lato pękło i rozlało się na ch[ł]odniki i na w(_)cale nie [ch]/g_[ł]odne myśli. Piąta para i pora na dłuższe wpisy, wypisy i spacery, listy i liście, widzę to zamaszyście (i nie chodzi o wyrok wad  wzroku, raczej o widoki na przyszłość, bez przeszch[ł]ód). Iście maściste nie mgliste, to spostrzegam- ostrzę i ostrzegram i nie jeden gram znam.  Ach, ach,dzisiaj będzie o olbrzymach, a w zasadzie o jednym, czarnym. Zidentyfikowano wieloryby, w których wnętrzach znajdował się harpun, albo grot strzał, takich, które używano na początku XIX wieku, i olbrzym żyje nadal. Ale nie o tym. Przynajmniej, nie dzisiaj. No tak. Znaczy, nie. :-D. Takie tam głodne kawałki, w czasach średniowiecznych spożywano dwa posiłki dziennie, pierwszy między dziesiątą, a jedenastą a drugi gdy już zmierzchało czyli  o 17.30, dopiero w czasach panowania Tudorów, i to nie od początku,  pojawił się zwyczaj śniadania (piszę o ludziach z wyższych warstw społecznych). Ale o jedzeniu też nie będzie (Casanova polecał by pierwszym posiłkiem było pięćdziesiąt ostryg, piędziesiąt ostryg Grey’a? No nie wiadomo, czyje były, ale wiadomo kto je [z]jadł) no to tyle. Jeśli chodzi o jedzenie, ale nie jeśli chodzi o pra, pra mgnienie, wróć,  pragnienie wiedzy. I jak tu płynnie przejść (a może przebiec) bez zadyszki do tematu, głównego?  Jak napięcie (na jakiej pięcie, na czyjej, ech, może zostawmy kończynę tę) Jak napięcie wzrasta, może czas przejść się po pięciolinii, co prawda, to prawda, na czworo się dzieli włos, głos czasami się łapie, znaczy, łamie, ale nie o tym…

Piano, miejscowość we Francji, a ściślej rzecz ujmując kłania się Górna Korsyka, zaludnienie: 16 osób na kilometr kwadratowy… To znaczy wbić się na kwadrat… Ale nie o tym…

→→→→→→

Wszyscy chociaż raz widziałyśmy i widzieliśmy tego olbrzyma, piękniście lśniącego, dostojnika. Największy mierzy 1,87 mera, waży około dwóch ton (aptekarsko rzecz ujmując 1,8 t) i mierzy ponad sześć metrów (6,04 cm). Najdroższy jaki został wyprodukowany (to ten złożony z okazji Igrzysk Olimpijskich w Pekinie), aby go mógł go nabyć Chińczyk, albo Chinka, któr_y/a zarabia przeciętnie musieliby przeznaczyć na to, bagatelna, dwieście dwadzieścia trzy lata. Życie jest w chwilą. :-/.

O dominację w muzyce, toczą [o]bój dwa instrumenty.W dwóch słowach: Zawracają gitarę, ach. [Użycie czasu teraźniejszego jest tu jak najbardziej (nie tylko na gramatycznym) miejscu] bowiem nie jest to kwestia rozstrzygnięta. I nie jest to kwestia oczywista. I też nie słodzę sądząc, że szybko wybór się  dokona. Dwaj bohaterowie, starszy (i mniejszy) to skrzypce, młodszy i cięższy to… Ten tego, tam, no…Gd założymy parę(i nie chodzi o tą co poszła w gwizdek) zadań i zdań, wyj[g]dzie tak, bez wycia… Jak z nut. O sprawa prosta jak drut, a w zasadzie i w kwasie  nie przeciągajmy struny (napięcie strun zależy od modelu, czyli kłaniają się gabaryty, waha się od 15 do 30 ton). Nadajmy ton, a może po prostu oddajmy głos (i tu jest miejsce na rysunek, film poglądowy, który sobie zobaczy_my)

[Z cyklu: jak to się robi. Źródło nagrania].

Otóż. Wiele inkaustu i pikseli tony poświęcono na to by pisać o barwie, o tonach, interwałach achi wałkach, i młoteczkach, ach (i nie chodzi tu o sławny już gest Kozakiewicza [przypomnienie dla młodszych])  niewiele, a przecież instrument instrumentowi nie równy… I nie chodzi o możliwości, a o… Socjologię, tak właśnie.  Dlaczego mówi się: grać pierwsze skrzypce, a nie grać pierwszy kontrabas? Kontra? że bas? Szapo bas? Szaaa bas? Cicho sza?Cichosza.

No właśnie, o starszym bracie fortepianu być może kiedyś napiszę. Dzisiaj chciałabym się zająć, tym drugim, chociaż często nazywanym pierwszym (i nie ma to nic wspólnego z powiedzeniem niech ostatni będą pieszymi,  pierwszymi). Bo o bieganiu już było. A o spacerowaniu i cerowaniu (nie certoleniu) jeszcze będzie. Teraz przejdziemy sobie mimochłodem po pięciolinii w tem i we w tempie, znaczy się, znaczy się jak z nut… Poprzez geografię  znaczeń i dźwięków, uf.  Dobrze, mogę przerzucać się słowem przekładając znaczeniem, ale nie o to gra. Można zawrócić gitarrrę, ale po co?

Niektóre osoby przerzucają laur pierwszeństwa przyznając to jednemu, to drugiemu instrumentowi. Traktując rzecz (z racji miejsca i charakteru publikacji) można stwierdzić, że obydwa atrybuty kojarzone są ze statusem i władzą. Widać to chociażby po liczbie osób chętnych chcących nauczyć się grać na obu, i porównując tę liczbę z liczbą osób aplikujących do innych klas…

(Chociaż jeśli chodzi o smyki, a raczej ich status, to sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo z jednej strony kojarzą się z Paganinim, a z drugiej— mają charakter iście ludyczny — czyli co, z jednej strony Janko Muzykant? To pociąga za sobą różnego rodzaju konotacje, o których ledwie wspomnę, a z drugiej frak i filharmonia).

Gdy spojrzymy na historię i fakt zrównywania instrumentów, to jest to fakt zadziwiający, wszak prototyp fortepianu pojawił się bardzo późno, a i tenże ulegał modyfikacjom, a raczej przeobrażeniom. Dwieście lat, to nie w trąbę dmuchał, dwieście lat  po tym jak skrzypce rozbrzmiewały pełnym i pewnym dźwiękiem, a do tego dochodzi jeszcze czas, gdy piano zdobywało (niebagatelną) popularność, czyli znów ile musiało wody w kranie upłynąć ile prześnić się snów…

Z reguły nie patrzymy na instrumenty muzyczne jak na wynalazki, a trzeba i w takiej perspektywie rzucić okiem (o czym dowodzi historia Saxa), ale też przecież sam fortepian był unowocześniany (wiwat mechanizm repetycyjny, wiwat   Sebastian Erard dopiero w 1821 roku! Powiedzmy, że zdążył facet w ostatnim metrum momencie),a to dopiero początek spoglądania i podpatrywania, świat nie stoi w miejscu, a przynajmniej nie dla wszystkich i tutaj właśnie mierzymy się z takim przypadkiem, wszak  albo nastają nowe możliwości wraz z z zastosowaniem nowoczesnych materiałów tak jak  dodanie elementów metalowych, jeśli chodzi o ramę — albo jej nowy kształt, w jakim obecnie ją rozpoznajemy, to wynalazek z XIX wieku! Dopiero. Wszak jak brzmi powiedzenie nie od razu parapet zbudowano! Et). A co jeśli dodamy do tego sposób naciągnięcia strun? Co także zmienia strukturę dźwięku, jego głośność? Albo jakość i skład powietrza. Nie, nie wspominam o wilgoci… Ale wróćmy do początku. Na początku był chaos, a potem pojawiła się muzyka… No dobrze, o laur pierwszeństwa bój toczą skrzypce i fortepian. Nie wierzysz?

Jeśli przyjrzymy się choćby reklamom, czy teledyskom popowym, to zauważymy, że widok fortepianu, nawet gdy ten stanowi on tylko statyczny element dekoracji służy niczemu innemu jak właśnie podrasowaniu wizerunku, (pod)niesieniu podwyższeniu  statusu. Nadaniu posmaku luksusu…

Instrumenty nigdy nie istnieją w próżni.  Chociaż mogłoby się nie tylko tak wydawać, ale po prostu i pokrzywu tak nas wessało przyzwyczajenie, że jesteśmy o tym przekonani i przekonane. Dlaczego o tym piszę? Od samego początku, czarne pudło było kojarzone z burżuazją,ze szlachetnie urodzonymi, po prostu. Co nasuwa, trafne skojarzenie, że że ludzie należący do tej warstwy społecznej naśladowali, aspirowali do ludzi sytuowanych bardziej, do elity. Dlaczego kojarzmy klawesyn z arystokracją? No właśnie. Protoplasta fortepianu. To o czym piszę, dotyczy w równej mierze cyklu życia produktu, najpierw dociera on do warstwy najbardziej zamożnej i najbardziej wpływowej, i jest podkreśleniu statusu (tu przykładem może być szlachta w XVIII wiecznej Austrii) dopiero potem przejmuje sposób zachowania warstwa niższa. I tu pojawia się zapotrzebowanie, a jeśli tak, to i odpowiedź rynek. Nie tylko produkty, ale możemy także mówić o takich samych zachowaniach znajdziemy w języku, sposób wyrażania się przejmują osoby aspirujące do pewnych grup społecznych.Przykłady i podkłady można mnożyć. I rozdzielać. Ać.

Do tego wszystkiego mamy przecież moment historyczny. I tak fortepianowi na bank pomogły/ a przynajmniej nie zaszkodziły/ a to już bardzo dużo, przetaczające się właśnie rewolucje:tak  francuską  jak i przemysłową. A to znaczy ni mniej ni więcej, tylko regulacje rynkową zamykającą się w dwóch słowach: popyt i podaż, i władzę wynalazku Fenicjan, a nie regulowanie odgórne, nakazy, i zakazy, kto może, nie może, kto powinien, a kto odwrotnie, chce a nie może…

Jaki fortepian jest każdy widzi… Ale nie każdy słyszy. Dla burżuazji, to po prostu rodzaj luksusowego, bo luksusowego, ale jednak, mebla. Takie tam sprawy. Oczywiście, nie żeby mebel był na położenie oczu, oczy to się stawia, i do tego potrzebny jest słup, up.

Mebel oczywiście to namacalny świadek,  glejt statusu, do czego można by porównać? Do auta, eletelektroniki… Ważne, że można było go nabyć, ale żeby zaraz (albo teraz, albo teraz- zaraz, albo: zaraz potem) grać? No toż już przesada.  Przydawka taka przystawka. Może stół może ławka. Wystarczy, że stoi, a wokół niego wystarczająca ilość powietrza, i cholera! Ciasna? O nie, nie, nie ciasna, byle nie ciasna. Może być…   Jasna i ciemna, i każda inna— byle dość metrażu, wszak fortepianu nie trzyma się w garażu.  Oczywiście i na ten fakt, znalazło się remedium, ale to przecież nie to samo.Wynaleziono różne gabaryty, kształty, o zez Ty! Bałaganu w oczach można dostać od nadmiaru możliwości.    I świeca, i żarówka jest źródłem światła, tyle, że widać różnice. Można sobie wmawiać, albo być przekonanym/ przekonaną, że ta pierwsza stanowi romantyczny element wystroju, i powrót do przeszłości, ale co pstryczek to nie knota prztyczek…

Tak więc  na drugim krańcu pojawiły się art piano, czyli fortepianomeble. Miały zdobyć i zdobić, miały nie być użytkowe.A więc jednak wieszanie oczu…. Przynajmniej, nie tylko, albo tylko przy okazji mogły grać na nerwach, ach byle nie na strefach (erogennych).

Tak jak w latach pięćdziesiątych XX wieku porządna, przykładna, i pożądana miała kuchenkę i telewizornie, no dobrze, powiedzmy w drugiej połowie owej dekady, to w wiktoriańskiej  rodzinie, były obrazy i wieeelki wieloryb, fortepiano znaczy, właśnie o to  chodzi, stoi że duży, wielki. Takie instrumentarium przedłużenia… E[r]go. Ale przecież rynek nie śpi, to nie królewna. Oczywiście można wyróżnić najmniejsze i największe instrumenty. Piszę instrumenty, bo kiedyś,drzewiej właśnie tak nazywano te czarne potwory 🙂 nazwy pianino i fortepian (niesłusznie mylone ze sobą, pianino nie jest gorszym bratem fortepianu, to inny instrument o odmiennej dynamice,sposobie ułożenia strun, co ze sobą jest powiązane.  Pianino, i forte-pian, sama nazwa na tą różnicę wskazuje, przynajmniej polska nazwa, bo już w języku angielskim nie znajdziemy takiego rozróżnienia, chyba, że pojawi się nazwa upright [piano]– określenie jednoznacznie wskazuje na pianino. Zresztą, o nazwach można by rozprawiać i rozprawiać i nie było by to dzielenie barwy na czworo. Przykład kim jest pianist[k]a? Gra na: forte- i czy na pianie? A taper/ka? A czym jest fortepianówka? Zresztą i bez reszty.  Skojarzenie z pisaniem na maszynie jest jak najbardziej na miejscu. Na właściwym miejscu. Taper kojarzy nam się z kinem, a taperka z pracą sekretarki.  A jeśli skompilujemy sprawę rodzajami instrumentów przyporządkowanymi do konkretnych gatunków muzycznych? Ale to zostawmy w spokoju, a może i w przedpokoju).

Ponieważ rynek zareagował żwawo na kiesy klientów, to wzbogacił się asortyment tychże. Fortepian to następca wspomnianego klawesynu. W powszechnej świadomości jest on (w odróżnieniu od pianina) przypisywany zawodowcom, a i gabaryty są tu nie bez znaczenia. Dlaczego rozwodzę się nad nazwą? Ponieważ nie jest ona li tylko określeniem przedmiotu, i jak już pisałam przy innych okazjach, wychodzi poza nią. Nie stanowi tylko wyodrębnienia przedmiotu z tła, ale o istocie języka pisałam już na tym blogu, osoby chętne mogą wrócić do tych rozważań i wrzeń, i wrażeń. Tymczasem interludia, tia mnogo ludia, mnogo jak na jeden fortepian:

[A co tam popowa zabawa z przymrożeniem, przymrużeniem klawisza, zostajemy w konwencji nagrań lekkich, łatwych, przyjemnych i efektownych. Ekipa Piano Guys, słynie z takowych, źródło nagrania].

FortePian to pierwszy instrument,władca dynamiki, nie tylko tej tkliwej, ale tej głośniej, nośnej, a nie tylko znośnej. Przecież klawesyn, co by dobrego o nim nie napisać, łączył się nieodmiennie ze zmianą, ale jednak  ręczną zmianą rejestrów, nie za bardzo sprzyja graniu jak z nut, a o płynnych przejściach (jeśli nie mamy na myśli wody), to ciszej, to głośniej to musimy zapomnieć. Tuskin i Erard ze swoim wynalazkiem sześciu pedałów, spóźnili się „nieco” bo na scenie był już czarny wieloryb. A więc po co inwestować w malucha jak można mieć (co jest teraz wyznacznikiem motoryzacyjnego kunsztu i możliwości?) no właśnie. To można mieć. To zupełnie inna sytuacja niż ta, w której znajdował się Sax.

Erard stworzył mechanizm repetycyjny, czyli coś co umożliwia z jednej strony płynne łączenie dźwięków, i szybkie ich przetwarzanie i tak unowocześnił fortepian. No a tu już krótka droga do ukazania swych możliwości, kunsztu, techniki, nadanie znaczenia, i zaznania sławy. Wystarczy wspomnieć o fakcie, że toczono pojedynki muzyczne (tak na skrzypce, jak na fortepian) to przypomina turnieje rycynowe, arcy nowe, znaczy rycerskie, tu także stawką był rząd dusz. I uzależnienie się od orkiestry, a nie tylko jej przewodzenie, wszak niezależnie od tego na ile ról rozpisany był utwór oceniano go biorąc do rąk wyciąg fortepianowy, czego wcześniej nie było bo być nie mogło. I lider (wszak czym innym jest fortepianówka, kiedyś drzewiej można spotkać nazwę fortepianiści)… No dobrze, wspomnę tylko, że teraz może i turnieje, czy owe pojedynki nie są aż tak popularne, ale np bije się rekordy (i nie jest to uderzenie w dzwon), tak jak ten wpisany do Księgi Guinnessa: Najdłuższy koncert trwał (bagatela, nie mogę wstać z fo[r]tela!) 103 godziny i 8 sekund.

Tak kobiety również grywały tyle, że ściśle amatorsko, (okazyjnie w salonach, na życzenie, tak jakoby pokazać się, powiedzieć wierszyk, ukłonić etc). Lider był tylko jeden. Na niego spływała boska gloria, chwała, sława. Chociaż nie do końca, bo o ile skrzypce były instrumentem z klasą i błyszczącym na salonach i filharmoniach, to także otaczała je aura narzędzia niebezpiecznego, diabelskiego, kuszącego, szatańskiego, kojarzącym się co prawda z klasą i kasą, ale również z podrzędnymi lokalami, soczystymi przekleństwami,spelunami,  ociekającym seksem, ekscesem, a to przecież nie przystoi damom. Omm. Nie przystoi kobiecie grywać na takim instrumencie, może męcie? (Z poważaniem dla instrumentalistów/ instrumentalistek) :).

A taki parapet w salonie, za pomocą którego  można się jeszcze zafortepianić, znaczy, zasłonić, a może nawet , pochwalić, poprosić w ramach ciekawostki, by się kobieta pokazała choć, zasłoniła, wszak najważniejsze niewidoczne dla oczu…  I tak jak świat światem: wirtuozi to mężczyźni, a kobiety do… Salonów. Istnieją takie linie myślenia,pięciolinie, że kobiety dlatego zostały tak dobrymi stenotypistkami,, że wcześniej potrafiły grać na forte- i pianie. Takie prywatne zadanie jak okazyjne przygrywanie w domach pozwoliło na:, z jednej strony trzymały kobiety w świecie przypisanym do domu, kształtowanie uległości/charakteru,  doskonały sposób wyrażenia i komunikacji nie wprost, wzmacnianej przez socjalizację u kobiet, ukazanie jako niewiastę ułożoną, cichą, pokorną, dbającą o dobrą atmosferę. Tą, która nie tylko pobiera nauki, ale również potrafi posiąść tajniki  zapisu nutowego (w zamyśle przekaz prosty: nie głupia kobieta), a równocześnie, ma „odpowiednie” do czasu i roli (jej odgórnie narzuconej) ambicje, cóż. To było coś, przynajmniej dla osób zaliczonych do mieszczaństwa.

No i jeszcze jedno muzykowanie, czyli zagospodarowanie wolnego czasu, czas wolny to też wynalazek, ciekawam, kto o tym pomyślał/a? Czasem wolnym nie dysponują wszyscy, w tamtej epoce, epoce pojawienia się fortepianu… Następna sprawa to uprawianie muzyki i sposób jej doświadczania, i uniezależnienie się od wykonań na żywo. Cóż, nieoczywiste, prawda? Przecież cóż, nie można było zapuścić mp3 (o zgrozo! — profanacja), płyty nie tylko chodnikowe ale cd wtedy nie istniały, albo chociaż walkmana nie uświadczysz. Przestrzenią, publiczną,w której miała szansę rozbrzmiewać muzyka, to kościół, ale to specyficzna przestrzeń, przynajmniej przez dłuższy czas. A i wykonania różnego autoramentu,… Jeśli obecnie jest drogie uczęszczanie na koncerty, to jak było drzewiej? Że rzewniej? No na bank. Zwłaszcza jeśli nie było benzyny. No, ale to co rozwijało granie, zwłaszcza amatorskie, amatorskie, czyli domowe,patrz akapit wyżej. Ale nie tylko to.

Pełna harmonia (i nie mam na myśli zabiegu lingwistycznego, a na ten przykład: bas cyfrowany. I akordy. Kwestie dzisiaj tak oczywiste, że aż nie do pomyślenia, że kiedyś ktoś je wymyślił i upowszechnił. Ale to jeszcze nie wszystko, wynalazki (i ich upowszechnienie!) to zbieżność wielu czynników. Wynalezienie druku to także postęp w notacji i wynalezienie sposobów zapisu! A teleelektryczność? A jak wpłynęło wynalezienie pianol na muzykowanie w domach? Nie pisząc o nowoczesnych noś_ni(c)k_ach, ach! No właśnie, nie pisząc o strumieniu danych.  Jan Sebastian (który w na zwisie pisząc nie skomponował żadnego [u]tworu na fortepian) widząc dzisiejszą jakość muzyki, i sposób jej doświadczania ma szanę zrobić Bach w grobie, nie, nie broń Losie, nie uogólniam…

A mobilność instrumentu? Wracając do metrum, znaczy meritum, do fortePianu Zameldujmy się. Zatrzymajmy się na chwilę tu. Gdyż to właśnie stateczność i statyczność jest wzmacniana przez trudności w jego transporcie. Zupełnie inaczej niż np skrzypiec, czy gitary (no i tutaj też wędrują z nami skojarzenia określonego stylu szycia życia jakże instrument przywdziany w czarno biały frak pasuje do mieszczańskiego salonu!). Ale by odpowiedzieć na mąki, czyli potraktować temat (muzyczny) nieco od kuchni, i męki, i  choć trochę żywot nie wieczny osobom, które grając (nie na nerwach, a przynajmniej nie tylko) zarabiają na tycie i życie, wynaleziono (i to już w XIV) klawikord.

Chociaż, cóż tu kryć, i tak się nie da, ten instrument  miał marną reputację, targetem byli nie tylko młodzi, ale i/ przede wszystkim / dla tych osób, co  mogą być i grzeczni, i nie grzeczni, ale z pewnością nie grzeszą bogactwem i  mogą przymierając głodem, no dobra może perfumy jakieś mają (wszak to nie wynalazek nowy), ale groszem to oni na pewno nie śmierdzą! No i do tego, powiedźmy, a raczej napiszmy, nie jest klawikord taki przenośny jak go malują. Wynalazek elektryczności i jego upowszechnienie namacalnie wpłynęło, ba umożliwiło wynalezienie instrumentów! I tak redukując na przykład struny, czy pudło, można było pochwalić się keybordem (ale reputacja została w dużej mierze ta sama, co odziedziczona po klawikordzie). No ale my tutaj gadu gadu o klawiszach, a nie bierzemy pod uwagę , że właśnie z wynikiem tychże eksperymentów było magiczne pudełko, nazywane… Świnią, czyli akordeonem.  Takie czerpanie, ba zżynanie,  ze starszego brata, znajduje odbicie także w nazwie, tym razem angielskiej, (buton accordion, albo piano accordion, zależnie od odmiany). Tak więc nie tylko unowocześnianie, już istniejących instrumentów (ewolucja) ale i rewolucja (powstanie nowych).

No ale dosyć już o akordeonie, wszak najważniejsza w życiu jest harmonia to wiemy (i tutaj niechcący zaczepiamy się o nieprecyzyjne polskie rozróżnienie na akordeon i harmonię).

Brzmienie piana (nie byle jakiego) tylko Fender Rhodes przejął jazz, a ściślej jego odmiana zwana fusion. Czyli nastąpiło radykalne cięcie od skojarzeń, które postępują wraz  z(a)  keyboardem. Ach te strefy wpływu! A przecież jazz to niebezpieczne napięcie, narzędzie i przyjemność, i głośność i cichość… Ponieważ ten wpis rozrasta się do niebagatelnych zaMIAR uff, jak gorrrąco, znaczy, rozMIARów, zasupłuję, znaczy skonkluduję jednym zdaniem. (Wniosek: Z cyklu: przyszyj to sam/a)….

Gdy się zajrzy pod maskę, tfu klapę, chociażby fortepianu, gdy się przyjrzy nic nie staje się, albo nie pozostaje oczywiste… To nie jest całkiem tak, że wstajesz i wiesz[cz], ale posłuchać możesz (z cyklu: Ocalić od zapomnienia):

[Colin Vallon Trio, o którym już było,źródło nagrania].

5 myśli na temat “[281+1]. O olbrzymie co śpiewa(ł) to głośniej, to cisz/ej/.

  1. Przepraszam za nachalną (ale nie nachlaną) i bez-szczebelną auto-lekramę, ale tak się składa, że o fortepianie Fibonacciego pisałem kiedyś na blogu: https://xpil.eu/muzyczno-matematycznie/. Niestety nie dysponuję chwilowo odpowiednio zasobnym portfelem, żeby sobie takie cudeńko kupić. Może i lepiej. Stałby tylko i się kogucił… tfu, kurzył znaczy.

    1. Szczerze pisząc liczyłam, że się odezwiesz! No dobra, nienachalnie przyznaję,że byłam tego pewna (prawie) a wpis miałam w zamyśle prawie od początku blogu, trochę mi się zeszło… Za reklamę dziękuję, przygarnę. :D.A może to byłby kogut, który by znosił złote jaja? (Czy jakoś tak?).

  2. Zmiana rejestrów w klawesynie….
    To nie miało nic wspólnego z technologią. Najbardziej nowoczesny fortepian też wymagałby zmiany rejestru gdyby nie, w duzej mierze dzieki popularyzacji przez J.S. Bacha, wprowadzono stylu równomiernie temperowanego („wohltemperiertes Clavier”).
    Z grubsza chodzi o to, że czarne klawisze fortepianu mają podwójne nazwy n.p. czarny klawisz na prawo od C ma nazwę cis – c z krzyżykiem (wyższy od c) albo des – d z bemolem – (niższy od d). Zależnie od tonacji używa się jednej albo drugiej notacji.
    Problem w tym, że zgodnie z muzyczną tradycją, dźwieki cis i des nie są dokładnie takie same.
    Muzycy tamtych czasów – XVIII wiek i wcześniej, potrafili z łatwością wyłapać tę różnicę
    Zagranie tych dzwięków nie stanowi problemu dla instrumentów analogowych jak skrzypce, natomiast jest niemożliwe na instrumencie digitalnym jakim jest fortepian. To znaczy byłoby możliwe, ale trzeba by podwoić czarne klawisze.

  3. Dziękuję za komentarz, zmiana rejestrów w klawesynie ma znaczenie, tak samo jak rozróżnienie dźwięku białych i czarnych klawiszy, Ponieważ nie są to moje fantasmagorie, zastosowanie zmian technicznych nie brało się z powietrza, ani rozwój nie dział się sam, nie ma czegoś takiego, zmiany techniczne działy się w czasie, konkretnym, i miejscu, konkretnym, społeczeństwie/ społeczeństwach etc. Każda zmiana jest czymś powodowana, jest zapotrzebowane, instrument w danym kształcie funkcjonuje tak a nie inaczej (klawesyn i zapotrzebowanie rejestrów) i aby funkcjonować inaczej (bez konieczności ręcznej zmiany) wymaga zmiany. Ja nie napisałam, że ludzie grający na klawesynie nie rozróżniali dźwięków, tylko, że ich zmiana wymagała innego funkcjonowania (ręcznego w tym wypadku).
    Co do Bacha nie napisał on ani jednego utworu na fortepian, myślę, że doskonale o tym wiesz.. Fortepian to także wynik wynalazku. Tak jak każdy instrument. Zanurzony w momentach historycznych, możliwościach, etc.

  4. Chyba sie nie zrozumieliśmy. Spopularyzowany przez J.S. Bacha styl równotemperowany miał na celu uniknięcie konieczności zmiany rejestrów w klawesynie.
    Żeby to udowodnić J.S, Bach napisał 2 zeszyty preludiów i fug. Każdy zeszyt zawierał 24 pary – 12 w tonacjach dur i 12 w tonacjach moll – bo pełna diatoniczna gama ma 12 tonów (7 białych plus 5 czarnych klawiszy). Wszystko można było wykonać bez zmian rejestrów w instrumencie.
    Dopiero to otworzyło drogę do ewolucji klawesynu.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s