270. Jest taki czas.

Niedziela. Nie, po niedzieli, noc jednakowo czarnosierpniowa. Pewne jest jedno:Jest późno, jest później niż późno. Ale jest.Oczy kleją się do mózgu, jest takie miejsce w środku czaszki, pomiędzy oczami… Zostawiam ślad. Proszę o cierpliwość, aktualnie zjadam swoje myśli, gonię, porządkuję, zatrzymuję się. Próbuję poczochrać chaos. Chyba to było we wtorek ? We wtorek, albo w piątek, jest godzina grubo po dwudziestej drugiej, rozmawiam, moje ciało uświadomiło mi, że nie jadło kolacji. Zaraz, zaraz (i nie chodzi tu o bakterie, ani o inne wirusy) uświadamiam sobie, że mało, że kolacji nie (śniadania, obiady, kolacje: wypożyczalnia, to jeszcze obiadu też nie pochłonęłam… Oczywiście, że nie chodzi o to, by być osobą zajętą, ale tą, która efektywnie działa. Doprowadza swoje zamierzenia do końca. Krok za krokiem. Nie sztuka udawać, że jest się zabieganą. I „w niedoczasie” to taka poza, albo rzeczywiste nieumiejętne zorganizowanie się. Piszę to dlatego, żeby prosić Cię o cierpliwość. Nowe wpisy na pewno będą, coś się kroi, coś przycina, a coś przepoczwarza. To się zdarza. Nie będę sypać tuizmami, że nie chcę publikować czegoś żeby tylko było. Jest tyle słów i tyle stów, i tyle sów. I tyle i jeszcze więcej różnorodności się w świecie mości, że ja ze swoimi spojrzeniowejrzeniami i czochraniem słów i znaczeń, mogę poszczekać, poczekać znaczy.

Pisałam nie tak znowu dawno, że zaczęłam relaksomedytację (wiesz ile lat sobie to obiecywałam? No i dobrze, że nie wiesz. Zbędny to kawałek niewiedzy). Nie wiem, czy robię to w sposób prawidłowy. Nie będę pisała tu o efektach, ach, ach, wytrwałości, i tak dalej. Na pierwsze za wcześnie, a drugie, wiadome. Po cóż więc strzępić pixele? Napiszę o czymś na czym się dzisiaj złapałam. I nie chodzi o ćwiczenie refleksu (światła, własnych rekcji, ani foto_synezy, chociaż innych syntez_a i (nie) torów być może, może być. Ale nie idźmy tą drogą, nawet jeśli na końcu tunelu jest światło. Światło, nosisz je w sobie.), ale o re_ fleksję (Za Wikipedią: Dział gramatyki zajmujący się opisem form wyrazowych). Co było przed, po  fleksji? (Jeśli o to chodzi, to raczej nie biega o liczby zespolone, nieważne, czy w postaci kanonicznej, czy innej, nie chodzi też o wyspę należącą do Francji: Île de Ré — czy jakoś tak[t]) Re, czyli powtórzenie, fleksja, czyli przemiana (z łacińskiego). Ale ad rem, nim zastanie mnie faza REM. Wtem. Złapałam się na trzech „rzeczach”:

Pierwsza: używamy, wręcz nadużywamy słów, w taki sposób, i nie popijamy znaczeniem po połknięciu, albo w trakcie międlenia, mielenia i przemiany, że nie dość, że pewne związki i rozwiązki znaczeniowe, powiedzenia, czy znaczenia, są tak refleksyjnie używane, ot przyzwyczajenie. Zdziwiłam się.

Gdy zdałam (zdać dziwne słowo, zdawało się w czasie akademickiego/studenckiego żywota pościel do pralni), zdałam sobie sprawę, że życie składa się z chwil. A w zasadzie z chwili. Jednej. Niepodzielnej. Tej, która trwa. Teraz. W której słyszę stukanie klawiszy, tykanie zegara cichy pomruk wentylatorka, czy czegoś tam w komputerze. Czuję moje napięcia w ciele. I piekące o czy oczy. A też zwolniony tryb myślenia (ale: nie zwolnienie z myślenia, nie ma L4 od myśli karmienia). Słyszę kompanie komarów, a w zasadzie (i w kw…Asie)to komarzyc, bo to one upuszczają nam krew. Wyodrębnić potrafię i wiele innych tętnień. I nie muszę się w tym przypadku napocić, ale napoić, to czasami się przydarza, przytrafia i przypadaje, a i jest konieczne (o czym tutaj). Wracając do tematu, tu.  Cisza jest złożonym (wielokrotnie) zjawiskiem, już obiecywałam, że o tym napiszę. Ileż to razy mówi się, a nawet śpiewa: ważne są tylko chwile, właśnie. Nadużywanie, nadprzyzwyczajenie. Gdyby człowiek, żył chwilami,a nie latami, w zrównoważonym stopniu, to nie tylko perfekcjonizm by umarł, nie było by prokrastynacji, ale to szansa na zmianę. Myślenia i bycia.

Druga: Życie chwilą, a życie w chwili, to diametralna różnica.

Trzecia: mała różnica umożliwia dużą różnicę.

I czwarta tak na zakończenie tego wpisu, bo mózg przechodzi już w stan uśpienia, i mamiony jest obietnicą snu, a tu maraton liter (liter nie litr) chodziarz. chociaż jak ktoś/ia potrafi przeliczyć, ile to jest litr liter to i tak tkać może. A tu maraton taki głos mary. O marach było i markach (znaczy, nie firmach- ale znaczeniu nocnego marka: dla chętnych akcja wyszukiwarka b0daj wpis 166]. Znajdź jeden ze swoich ulubionych obrazów i spójrz, tak jakbyś oglądał/a go raz pierwszy. Jeszcze raz. Wy i godnych (nie głodnych) snów!

[Fragment: Podwójne życie Weroniki, reż. Krzysztof Kieślowski, muzyka: Zbigniew Preisner, źródło nagrania]. Dlaczego właśnie ten fragment? Dlaczego Preisner, bo był jednym z pierwszych, o którym pisałam na blogu. Bo tego albumu zawsze słucham w nocy. Tak się składa. Po prostu, bez intencji. I dzieje się to rzadko.  W odróżnieniu do innych płyt tegoż…

 

8 myśli na temat “270. Jest taki czas.

  1. Punkt drugi powinno się nadrukowywać na koszulki i na plakatach, a potem roznosić po mieście. Mało ludzi z tej różnicy zdaje sobie sprawę. Sama się łapię na tym, że niby zdaję sobie z tego sprawę, a jednak zapominam.

    1. Wpadłam na to wczoraj, i było to dla mnie mega odkrycie. Lubię dobrze zrobione koszulki z pomysłem, A co. Pomysł z plakatami też niczego sobie. Można zapomnieć, No, bo przecież o tym co nie jest nawykiem (jeszcze) się nadzwyczajnej w świecie zapomina. Chodzi o to, by sobie jednak przypominać. Polecam się. 🙂 Chętnie podyskutuję. Dobrego wieczoru!

  2. Punkt pierwszy. Nadużywają…
    A w szkole mówili, że psychika ludzka jest jak pajęcza nić. Bardzo łatwo tę nić popsuć. A jedno słowo rzucone niepotrzebnie, na wyrost, i ślad zostaje już na całe życie.

    1. Witajcie Karolino i Michale. Dobrego czytania i komentowania. :-). Zwykle, trudno mi się dyskutuję o uogólnieniach, kłopotliwe więc jest by odnieść się do komentarza. Wszystko zależy od tego kto, do kogo, o czym, w jakim kontekście, i jeszcze inne czynniki (nie wymienione) mają znaczenie, to pewnie wiadome. Zapewne ważne są słowa, ale i czyny. To sprzedaż wiązana. :-). Czasami mam wrażenie, że zatraca się sens słów, bo człowiek, się tak przyzwyczaił, tak jak do tego, że słońce świeci, o i światło nie gaśnie po ponad ośmiu minutach,kawa pachnie i (niektórym przynajmniej) smakuje kawa/ herbata smakuje, człowiek potrafi chodzić, trawić, i można by (zapewne długo wymieniać). A końca (na szczęście) nie widać. A jak Ty/Wy to widzisz/widzicie? Pozdrawiam, :-).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s