[198+2]. W szkole nas uczono kochać śmierć* (1).

Skrócony [od]noś[ni(c)k] do tekstu: http://wp.me/p59KuC-XA

— Kiedy po raz pierwszy kobiety pojawiły się w w wojsku?

— Kobiety walczyły już w czwartym wieku przed naszą erą, w wojskach ateńskim i spartańskim. Później uczestniczyły w wyprawach Aleksandra Macedońskiego.

[Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Swietłana Aleksijewicz Wołowiec2015 wydanie II, źródło zdjęcia].
[Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Swietłana Aleksijewicz Wołowiec2015 wydanie II, tłumaczenie: Jerzy Czech,źródło zdjęcia].

Rosyjski historyk Nikołaj Karamizyn pisał o naszych przodkach „Niekiedy Słowianki chodziły na wojnę towarzysząc swoim mężom i ojcom, nie bały się śmierci: podczas oblężenia Konstantynopola w 626 roku Grecy znaleźli sporo kobiet wśród zabitych Słowian. Matka wychowała na wojowników wszystkie swoje dzieci”.

— A w czasach nowożytnych?

— Po raz pierwszy w Anglii; w latach 1560 -1650 zaczęto tworzyć szpitale, obsługiwane przez żołnierki.

— Jak to wyglądało w wieku dwudziestym?

— Początek stulecia… Podczas pierwszej wojny światowej w Anglii powoływano kobiety do sił powietrznych, sformowano także kobiecy korpus pomocniczy, oraz legion transportu samochodowego, w sumie 1oo tysięcy osób.

Także w Rosji, w Niemczech, i we Francji wiele kobiet zaczęło obsługiwać szpitale wojskowe i pociągi sanitarne.

A już udział kobiet w drugiej wojnie światowej był fenomenem. Wiele armii powołało je do wszystkich rodzajów wojsk: w brytyjskiej służyło ich 225 tysięcy, w amerykańskiej 450- 500 tysięcy, w niemieckiej- 500 tysięcy…

W Armii Radzieckiej walczyło około miliona kobiet. Opanowały wszystkie specjalności wojskowe, również te najbardziej „męskie”. Powstał nawet problem językowy: słowa „czołgista”, „piechur”, „fizylier” w rodzaju żeńskim do tej pory nie istniały,ponieważ kobiety jeszcze nigdy nie robiły takich rzeczy. Kobiece słowa rodziły się tam, na wojnie…

Fragment rozmowy z historykiem.

[Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Swietłana Aleksijewicz, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015,  Wydanie II, s 5-6 (wyróżnienie własne). wszystkie cytaty przytoczone w tej nocie, pochodzić będą z tego wydania, papierowego].

Nie jest prawdą, że kobiety pełniły rolę pomocniczą (i tylko taką) w wojsku, albo: trafniej napisać w wojskach, ewentualnie — jak to  chce przedstawiać się w  popkulturze,tj. bardziej bezpieczną. No z wyjątkami, inna Noblistka, wraz ze swoją córką Ireną Curie była obecna na polach bitwy w wozie wyposażonym w przenośny aparat rentgenowski prześwietlała ciała żołnierzy. To nie tak.  To tu, to tam wychyną, albo już są na rynku wydawniczym publikacje, które stawiają w innym świetle konflikty zbrojne. Ta książka, jest jedną z nich.

Przytoczony cytat otwiera opowieść. Symptomatyczne. Przywołując naszą rozmowę o języku (zapraszam do treści spisu, w szczególności do artykułu [82+2]). To, że ja mogę zwracać uwagę na sposób użycia i posługiwania się językiem, to jedno, ale to, że książka w taki właśnie sposób została rozpoczęta, to drugie, i ważniejsze. O wiele ważniejsze, w tym przypadku.  Decydując się na powyższą lekturę, dobrze wiedziałam, na jaki rodzaj wędrówki się decyduję, i to, że nie będzie ona łatwa. O swoich doświadczeniach obcowania z prozą Aleksijewicz już pisałam [198], [198+1].

Piszę książkę o wojnie…

Piszę ją właśnie ja, która nie lubiłam czytać książek o wojnie (…) O wojnie mówiono wszędzie: w szkole, w domu, na weselach i na chrzcinach, w święta i na stypach. Rozmawiały o niej nawet dzieci w gronie rówieśników. Chłopiec z sąsiedztwa spytał mnie kiedyś: „A co ci ludzie robią pod ziemią? Po wojnie jest ich tam więcej niż na ziemi”. My też chcieliśmy poznać sekret wojny. Wszystko dla nas miało początek w tamtym strasznym, tajemniczym świecie.

[s. 7].

Wszystko, historia indywidualna była zanurzona w moment, w którym żyły pokolenia wiecznie o coś umierające. Nie, nie piszę: umierające z jakiego powodu. Ani: o coś walczące. To nie kontaminacja. Jeśli o coś walczysz, żyjesz. Ci ludzie ginęli. Umierali. Marzenia, sny, pragnienia, może i  kochanków i kochanki, to wszystko mieli, albo: m i e ć    n i e   z d ą ż y l i. Byli czyimś synem, córką, matką, żoną, ojcem, byli starzy, młodzi, piękni, brzydcy, a teraz, są wrzuceni w bohaterską (dla niektórych), ale zbiorowość, masę, o której pamięta się od święta, wywołuje podczas uroczystości pieszcząc Wielkie Słowa, albo: jak w tych przypadkach, uskutecznia nie pamięć, amputując część tożsamości, albo ją całą. Pamiętam jaki wstrząs przeżyłam ucząc się o Pokoleniu Kolumbów. Niedawno wysłuchałam wykładu na temat poezji Czesława Miłosza, wykładowca tropił ślady winy. Winy za to, że się przeżyło. Tak, wiem świadectwa dzieci, są najbardziej wstrząsające, ale nie idźmy tylko tą drogą, są jeszcze ludzie starzy, którzy Światu pędzącemu do przodu i zapatrzonemu w horyzont, piękny, odległy i użyteczny, zdają się być, i często są, nikomu nie potrzebni. Idą zbyt wolno, chorują, marszczą się, brzydko pachną… No i swoje życie już zużyły i zużyli… Co mogą zaoferować pędzącej nowoczesności, która domaga się zmian? I która urządzi świat po swojemu?

Nie jestem zwolenniczką czytania książek, podań, przez soczewkę biograficzną. Nie sądzę by było to właściwe zawsze, i myślę, że ma w sobie niebezpieczeństwo przemocy paternalizmu. Wojnę, która nie ma w sobie nic z kobiety, zaczynamy czytać wchłonięci przez opowieść, prowadzeni głosem Aleksijewicz, która tłumaczy nam, przestawia, i przedstawia powody napisania o wojnie, najpierw zanurzenie w wojennej rzeczywistości, swoiste: W szkole nas uczono kochać śmierć. Wojna na wszelkich polach, nie tylko bitewnych, nakreśla przeczucie swojej drogi pisarskiej, i wreszcie: „Wszystko co wiemy o wojnie powiedział nam męski głos”. Kobiety milczą. A jeśli już opowiadają o wojnie — pisze autorka– to nie o swojej, lecz o cudzej, tak jak je nauczono. Wojna, w której cierpią nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki i drzewa. Nikt nie mówi, nikt nie słucha milczenia, nikt nie prosi o ich opowieść własną. A i uskutecznia się cisza i wpisuje tylko w jeden model, właściwy.

Kobiety w armii uczestniczyły, nie tworzyły ją na różnych stanowiskach, a teraz, o czym wspomina autorka, piastują role podległe, niezgodne. Pierwszy rozdział mnie wprowadza delikatnie i gorzko. Mogłabym wiele słów przytoczyć, postawić wiele wykrzyknień, powiedzieć: też tak myślę. Ale nie o to chodzi by przepisać, by potakiwać, ale o to by wyruszyć w opowieść. Nie, nie Noblistki. Pierwszej osoby zajmującej się takim gatunkiem jak reportaż, która została odznaczona tą nagrodą, ale wyruszyć w opowieść. Na jej spotkanie, dotknięcie i przeżycie.Nie będę biadolić jak potłuczona, że to ciężka lektura i czyta się ją trudno, ciężko, i przytłaczająco. To tak jak tłumaczenie z sortu tych: pomogłabym osobom: chorym, z niepełnosprawnością, bezdomnym (**niepotrzebne skreślić, a brakujące dodać) ale jestem z b y t w r a ż l i w a / w r a ż l i w y. No, takiego tupetu to nie posiadam. Rozumiem, że niektóra wiedza boli, zmienia świat, i jego oblicze na takie,którego nie chcielibyśmy poznać, ale to te kobiety, które walczyły, traciły życie (nawet gdy przeżyły) doświadczyły tego, my siedzimy sobie mniej lub bardziej wygodnie. W fotelu, być może popijając dobrą kawę, albo herbatę, mamy ten luksus, że po pierwsze nie przeżyliśmy tego co te kobiety, a po wtóre: zawsze możemy zamknąć książkę.Żyjemy innym życiem, mamy do czego wracać. Choć czytamy głosy. Nie jesteśmy nimi. A [może] niektóre osoby uciekają przed sobą? Uciekając od innych? Od możliwości, i nie możliwości. Tak światów opisanie też takie jest, choć nie jest, nie musi być uczestnictwo naszym doświadczeniem

Mężczyźni chowają się za historią, za faktami, wojna pociąga ich jako działanie, i konflikt idei i interesów, a kobiety wchodzą w uczucia. Umieją widzieć to, co dla mężczyzn jest zakryte.

[16].

Nie, to nie tak, kultura, a więc także Ty i ja, bo przecież w niej uczestniczymy, i ją tworzymy, wychowujemy właśnie tak mężczyzn i kobiety. Co z ludźmi, którzy nie wpisują się w podany wyżej model, „jedyny prawomyślny”, jedyny promowany. Nie dyskutuje się powszechnie o menstruacji (albo jej braku) na wojnie, o bólach porodowych, o gwałtach, o tym jak mężczyźni mają włożyć między daty i czyny wielkie swoje uczucia, emocje i wrażliwości, o ciążach tych chcianych i tych, nie chcianych. Aleksijwicz przytacza list, który dostała:

Moja córka bardzo mnie kocha, jestem dla niej bohaterką; jeśli przeczyta pani książkę, będzie bardzo rozczarowana. Brud, wszy, lejąca się w nieskończoność krew — wszystko to prawda. Nie przeczę. Ale czyż wspomnienia o tym mogą zrodzić jakieś szlachetne uczucia? Wychować do wielkiego czynu…

[19].

Ten cytat nie dotyczy i nie dotyka, tylko kobiet, ale i mężczyzn, i dzieci, i przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jest poza czasem, choć w nim właśnie zagnieżdżony. Cytaty i spostrzeżenia z pierwszego pisania książki, która po osiemdziesiątym dziewiątym roku była wielokrotnie uzupełniana, również jeśli chodzi o potyczki z [auto]cenzurą.

„Nam starym trudno żyć… Ale cierpmy nie z powodu małych, poniżających emerytur. Najbardziej boli to, że zostaliśmy wygnani z wielkiej przeszłości w nieznośnie małą teraźniejszość (…) już nie jesteśmy potrzebni. Nie ma nas już, a jeszcze żyjemy. To straszne — przeżyć swój czas”

[23].

Kolejny fragment listu. Tak więc i my, ponosimy odpowiedzialność za wykluczenie, za śmierć społeczną osób starych, za ich nieumiejętności, za brak nauki życia. I można by tak długo. I trafnie cytować. Można by śledzić perspektywę rozwoju autorki, ślady łuskania głosów, a to „tylko” wstęp. Siedemnaście rozdziałów, rozmów, znaczeń, historii,widm, uczuć, zaniechań, poszukiwania radości, spokoju, chleba, uczuć, marzeń, strachów wielość.Przyzwyczailiśmy się mówić, słyszeć, że każdy ma marzenie, jego lub jej marzenie, strachy, ktoś/ia jest czyjąś córką, synem, ma matkę, ojca, być może rodzeństwo, rodzinę, kojący głos kogoś bliskiego, kto potrafi ukołysać żal, strach i niesprawiedliwość, kto jest ważny i piękny, potrafi uwierzyć, zmotywować, przyzwyczailiśmy się zanadto do takich słów obdzierając je ze znaczenia i z siły.

LEKtura, tura leku jest mi potrzebna.  Jest mi potrzebna. Tak jak ukazanie innej, perspektywy, albo tak jak czasami napominanie ludzi Bliskich, ze zeszłam z obranej drogi, albo właśnie jestem na najlepszej. Nie, nie jest to obcowanie z tekstem łatwe, proste i przyjemne. Nie ma być. Nie zawsze to co wygodne jest właściwe, albo inaczej: nie tylko to. Również to. Co niewygodne, jest właściwe.Smakuje ją po woli i powoli.

Ta książka chociaż zmywa rozczarowania bez znieczulenia, i pokazuje mniej piękną, albo nawet brzydką twarz i serce Człowieka, jego zło, to które czyni, konsekwencje jego działań, jej działań. Mówi się, że literatura stawia nam pytania, że konfrontuje, że ukazuje, a i owszem. Niektórzy uciekają w nią, zażywając jak znieczulacz, od Prawdziwie namacalnego życia, obowiązków, powinności, tak. Czasami tak, czasami sztachnąć się dobrym wierszem jak absyntem. Wgryźć się w wersje wersu podążyć jak za Demeter w cykl przeZmiany…

Przeglądam własne, przydziałowe, niedoskonałe, ale już okrzepłe Życie. Dziękuję,i obejmuje myślą Osoby, znajome, nie znajome, których już nie ma, i które są,  od których Mogę się uczyć, które mnie uczą, obdarowując czasem i którym zależy bym coś wyniosła i podała dalej w tym życiu. Dziękuje tym, które przy mnie są. Mimo wszystko, chociaż to czasami mozolnie wychodzi, ażeby wychodziło! I stanęło obok, ale ono leży i Kwiczy, i to w języku jak najbardziej obcym. Ja, wiem, że to tylko Słowa. Dziękuję, że czynisz mój świat lepszym, piękniejszym właściwszym Miejscem do Życia, kochania i doświadczania. Dziękuję za drobne i wcale nie drobne gesty, słowa, przede wszystkim Bycie ku i Bycie z. Czyli tkanie dzianiny działania.Każdy gest ma znaczenie. Dziękuję. Uczę się wdzięczności, również dzięki obcowaniu z takimi książkami. I choć w ciągu dalszym poprawionym mojego życia twierdzę, że one same, nie mogą zmienić życia diametralnie, chociaż są wyjątki (o jednym pisałam tutaj: [37.]) to mogą być iskierką,która poruszy.

Ogłoszenie parafinowe: więcej świat[ł]a! [nie parafialne]: do końca września na blogu Listy i (inne brewerie), będzie ukazywał się jeden wpis tygodniowo, chyba, że będą również miniwpisy z serii: #iskierki, albo: #by pamiętać. Właśnie dlatego by nie zapomnieć. I się dzielić.

PS. To mit, że nie można takich książek czytać w różnych dekoracjach: można! Nawet w poczekalniach u lekarza, w podróży i pod różą, znaczy chmurką, solo i chmarą Dobrej lek_tury!

_________

Tytuł wpisu to cytat z książki.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, Swietłana Aleksijewicz Wołowiec 2015, wydanie II, tłumaczenie: Jerzy Czech. Tytuł wpisu to cytat z książki.

10 myśli na temat “[198+2]. W szkole nas uczono kochać śmierć* (1).

    1. Dzięki, z przyjemnością. Ciekawe skojarzenie. A wiesz, że bardzo jej poezję cenił Czesław Miłosz, który to dokonywał tłumaczeń jej wierszy na angielski? Pewnie wiesz. Mnie zastanawia np. taki fakt, czy Baczyński, jeśli by żył, przeżył, udźwignąłby swoją Legendę, którą obrósł?

      1. Nie wiem dlaczego, ale wierszy Baczyńskiego nigdy nie trawiłem. Robiłem w życiu ze dwa podejścia, ale bez większych sukcesów. Może spróbuję raz jeszcze…

  1. Kolejny dobry tekst! Pokolenie Kolumbów… Mnie ten temat zawsze intrygował. Urodzeni jako pierwsze od 123 lat pokolenie w wolnej RP, wykarmieni Mickiewiczem, byli straceni(?). Miłość, bliskość, rodzina, byt – to nie miało znaczenia. Ale może oni nie umieliby żyć w czasach powojennych? Dla nich tak znaczyło na pewno tak. Nie nie istniało. Z drugiej strony chyba tylko ludzie w ich wieku potrafią żyć pełnią serca bez zobowiązań i planów na jutro, bo planuje się najbliższe 300 lat.
    Agnieszka the sec.

    1. 1.Dziękuję. Książkę czytam po woli i powoli. W tak zwanym „międzyczasie”. Książkę odnoszę do czasu pokoju. Czytam ją w inny sposób niż „Czarnobylską modlitwę„.

      2. Mickiewicz. Syn notariusza, który nie cierpiał lekcji kaligrafii. Bardzo ciekawy facet. Ciekawe, że przyszedł Ci na myśl. Jego twórczość jest… Feministyczna. Lubił portretować silne kobiety, które go utrzymywały.
      Poza tym, oczywiście wiele wątków biograficznych (chociażby w „Panu Tadeuszu”) zawarł. Lubił życie, w jego wszystkich smakach, również tych, mniej aprobowanych, szerze kochanek. Począwszy od Karoliny Kowalskiej, Marii [Wereszczakówny „Listy do M”, Konstancja,”Karolina ta, co chodziła z Puszkinem” etc Więziony, przez sześć miesięcy, emigrant, spiskowiec opuszczający Dekabrystów, Podróżnik, Osiadł na chwilę w Paryżu gdzie napisał „Tadzia”, nie lubił się ze Słowackim, (chichot losu, gdy Piłsudski sprowadził prochy Słowackiego do Polski, statek nosił nazwę Mickiewicz) ale Adaś nie tylko utrwalał słowa, ale j rzuca słowa na wiatr (patrz: małżeństwo). Przybył do Włoch, gdzie zorganizował Legion, a podczas wojny Krymskiej rusza do Stambułu gdzie stworzył także oddział. Ech, długo by pisać, o samym Mickiewiczu.
      3. Pokolenie Kolumbów. Wiemy, już teraz, że medialny portret Kolumba jest zlepiony z dwóch biografii, o czym wspomina Likiernik [„Made in Poland” z tezami w książce nie trzeba się zgadzać, ale przeczytać warto]. Pokolenie Kolumbów jakże wiele biografii. Tak, niewątpliwie przyglądając się tym, warto zwrócić uwagę na konstytutywny, moment historyczny, który odciska swoje piętno na ludziach. Tyle, że ludzie to określenie zbiorowości. A podchodząc bliżej można rozróżnić wiele tożsamości, kobiet, mężczyzn, środowisko pochodzenia, doświadczenia wojskowe, okupacyjne, miejsce zamieszkania, sprawność psychofizyczna,rodzina pochodzenia, etc. Tak widzimy wielość, złożoność, i tak — moim prywatnym zdaniem— warto przyjrzeć się Kolumbom właśnie z tych perspektyw. Nie wiem, czy ludzie potrafią/ nie potrafią żyć, czy mają, czy nie mają planów (wszak życie się toczyło, dzieci się rodziły, umierały, kwiaty pachniały). Owszem, tak istniał pewien etos wychowania, chcę napisać, o tym, że dla mnie osobiście, dużą wartość przynosi de-konstruowanie, poszerzanie wiedzy zdobytej w szkole, w tej, w której nasiąkłam Kolumbami– nie zaprzeczam poświęceniu, nie przeczę, Ofiarom.

  2. Tak zgodzę się. Zwracam uwagę jednak na fakt, że ich wiek miał duży wpływ na ich postrzeganie świata. Miłość, kwiaty, rodzina – było, ale byli ludźmi młodymi, wolnymi i wolnymi. Kochali, ale nie mieli jeszcze zobowiązań, nie musieli wykarmić rodziny. Dlatego karmili się innymi wartościami. Zdaję sobie sprawę, że to wiele biografii i charakterów. Zdaję sobie sprawę że uogólniam. Chodzi mi jedynie o punkty styczne 🙂

  3. Czytałam tę książkę dosyć dawno temu, jeszcze zanim autorka otrzymała Literacką Nagrodę Nobla, ale dzięki temu wyróżnieniu pojawiło się więcej książek Aleksiejewicz w bibliotekach, więc mam nadzieję, że sięgnę po te tytuły, których jeszcze nie było mi dane poznać. Równie mocno poruszyła mną „Czarnobylska modlitwa”. Natomiast pokazanie wojny z perspektywy kobiet to majstersztyk.

    1. Ja przez bardzo długi czas, nie mogłam się do „Modlitwy” zabrać, jak wspomniałam, czytałam, wysłuchałam jej w wykonaniu Czubówny i do trzewi mi dotarła. Tyle, że chyba inaczej bym nie sięgnęła po papierowe wydanie.
      Co do reportaży może powoli się przekonuję, tyle, że dawkuję sobie ten rodzaj lektury.
      Opisywanie czegoś z punktu widzenia kobiet, to majstersztyk.Posunięcie nie lada jeśli się ma pióro i przygotowanie. Za całość Wojny się nie wypowiem, bo jeszcze jestem w procesie czytania. Chociaż, oczywiście talentu i zaangażowania nie sposób (a i po co?) odmówić?
      Listy otwarłam wpisem takowym: https://5000lib.wordpress.com/2014/10/04/01-kobieta-ze-zlamana-dusza-caly-swiat-plonie/ Ciekawe, że niewiele osób wie, skąd się wzięło święto ósmego marca… https://5000lib.wordpress.com/2015/03/12/61-osmy-marca/ Pozdrawiam,

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s