264. Wprowadź tytuł w tym miejscu.

Jak zamieszkać Siebie? Nie zagospodarować, nie poustawi. Dom, to: gdzie jesteś, to z którędy wędrujesz ku Światu. Do czego? Które marzenia, wierzenia, relacje Cię tworzą.

[Giorgione (Giorgio Barbarelli from Castelfranco 1477-1510) The Old Woman 1505, źródło zdjęcia].
[Giorgione (Giorgio Barbarelli from Castelfranco 1477-1510) The Old Woman 1505, źródło zdjęcia].

Pierwszym warunkiem, ażeby człowiek doszedł do lepszych wyników w jakimkolwiek kierunku — pisał właściwą sobie lapidarną bezpośredniością — prócz wrodzonego uzdolnienia jest racjonalny i systematyczny trening. Trenować i pracować bardzo wiele może tylko człowiek, który uprawi rodzaj sprawiający mu wybitną satysfakcję.

[Tadeusz Pruszkowski, O Bractwie  św. Łukasza i Szkole Warszawskiej, „Plastyka” 1930 ,nr 1 s.46-47, [w]: Zapatrzenie. Myśląc o obrazach, myśląc o malarzach, Joanna Pollakówna, Słowo,Obraz, Terytoria,Wyd. I, Gdańsk, 2012, s. 308.].

Chcesz więcej? Hop! Do wpisu.

Reklamy

…I wiesz[cz], co jest grane. Absu[ra]da(va)lium (#1)

nie ruszać się stąd
nie jechać nigdzie
na żadne inne planety
chyba że one tu –
więc
jak by co do czego doszło
udać że się nie znamy

[Miron Białoszewski, Nowe wiersze].

/***/

 

[Czyli] komu: bije dzwon[ek], [czyli gdzie:] w jakiej bożnicy, [czyli kto]: listonosz[ka], [czyli co] dzwoni, [czyli z jaką częstotliwością:] zawsze dwa razy, choć do trzech razy [(razy, ale nie o obrazach, ani obrotach, ani o biciu)] sztukaAlbo zupełnie o czymś innym, ale [(sic!)] nie chodzi tu, o pewną część ciała Maryni, ale o pewnej Marii będzie. I o części ciała też...

[Strój, śpiew: Magda[lena] Kumorek, słowa: Bolesław Leśmian, źródło nagrania].

Tylko w sklepach czy namono [n]wych owych? i nie wa[r]żywnych i  nawet więcej niż dwóch,   obuwniczych, chili potrafią rozejść się traki, trampki i mi, (i nie tylko) mnie ciżemki, ms straganie w dzień tagowy, takowy wielka ciżba być potrafi (ale się nie rymuje).

wieszcz wieść niesie (boso, ale w ostrogach), znaczy (tyle co pegaz wyskoczy [pe gie nige nić o tym nie wie, bo by lont podpaliło…]) znaczy nie się, to znaczy, że w towarzystwie idzie, bieży, wędruje, no tak, co racja, to racja (i nie żywnościowa, ale owa praw[d]a owa żywa, że syty głodnego nie [miliard w] rozumie) nieszczęścia zawsze chodzą parami, i para, czy pary te nie idą w gwiazdek, mianowicie że w [pro]sektoriach* pomysły rozchodzą się po kościach, bo tkanki miękkie gniją i zanikają szybciej. Wiadomo, w życiu trzeba być twardym, a nie miękkim (i to nie jeden członek  ma być słusznej twardości, lecz członki wszystkie jednako, i jednoprawomyślengo peHa w ustach, choć pecha miały osoby, które się z życiem za szybko rozstawały, a teraz zamiast życie się toczyć, i bieg dat, toczą ich robale, aż nie na drugi blog,brzeg bok, ale w pro_ proch, obrócisz się w proch, aż nie będzie ich wcale, ludzi … Nie to, o czym mylisz… Kości zostały (roz)rzucone: Alea iacta est). No, nikt nie  wykluczał mówił/ pisał/ ani myślał, to ostatnie w szczegółności, * (niepotrzebne skreślić) o po[r]za_groboowym. Tycie, życie (nie w sensie, że małe, albo miałkie-to już uzdatniliśmy, ustaliliśmy) wersja druga, przepraprapraprawiona ona. Znaczy vice versja,  A!  A propos przyprawy, przeprawy…Maria Antonina vel Wdowa Ca[r]pet, gruźliczka, Austriaczka,  cierpiąca na krwotoki maciczne, chciała zapewne stracić głowę, a no chciała! Tyle, że szczegół: jeden: Z miłości. Widmo, czyli Wiad(o)mo, nie od jutra, że diabeł tkwi w buraczkach, ach.[To już wieszał wiedział, wieszczył ten facet… No ten facet, ten od strzały, ten co mu Leśmian wymyślił pseudo, by dwóch poetów w rodzinie nie było, bo wiadomo, z rodziną to najlepiej na zdjęciu. Rentgenowskim zagięciu] a no Brzechwa wiedział [i powiedział, a to było tak…]    I cieszyć się szyciem (na melodię Prząśniczek, albo zPrzyszyj to sam) życiem najbardziej doczesnym, z doczesnych, wczesnym (choć nić o reinkarnacji piszę) doczekać śmieci, śmierci z pryczy (nie nie łóżeczkowej) owej pryszczy(nie że dżuma) ,z  przyczyn neutralnych, naturalnie starczy, że starczych, nie strasznych. Zmarszczek w kącikach ust. Szczęki sztucznej. I nikłego wzroku, ciemno to widzę. Oj ciemno.Ość widzę, wiedzę widzę ciemnOść wiedzie. Nie na skróty. Pora, piąta pora. Na kolację. (Nie tylko) dla wegetarian[ek]: Pora na dobranoc.  Nie żeby mi kością w gardle ignorancji stanęła wiedza. Władza mi we wszystkich członkach miła.

Powiedziała mi Maria Antonina, że nie tylko zrzedła mina. Gombrowicz! Ten to mógł wojować nie następując ani na odcisk, ani na minę, ani na haluks. Kruca fuks. I przeszedł wolnym krokiem, bo wolnym, ale tak się przechodzi do historii, nie rzadko na świetle czerwonym (albo na późnym popop marańczowym owym), i po popasach. Po pasach, znaczy,  się, znaczy, że po żebrze, (Ada_ma, żebro Adama, [chociaż wieszczchi[y]li, że Ewa]), nie, nie , że… że po żebrze, nie że zebrze…  Do histerii, do historii, his teorii tam mnogo, i  o obrotach ciał, nie niebieskich, tych i owych. Racji grawitacji trochę. Szmat dat. Bieg lat. Ech, wdech i wydech. Ech. I hiperwentyracja. Cóż.  Gombrowicz wielkim artystą jest.

Zmilczała mi Maria AntoNimianina: Nino, Nino ach  Nino już nie kochają Cię! Auto nimio! To wszak sprawiło, ze zmartwiałam za tycia, umarłam za życia, tak krótkiego. αυτονομία. Auto nomia. Perpetuum mo bile, bile bile i inne gierki, ach, jedno Perpetuum przed tłum się przedrzeć, by przejrzeć, widzieć to, co w rzeczy istocie, mobile za konia, choćby był i trociński, trzciński, trojański. Trojaki. Pstry, bystry, czy currry. Córy Koryntu i innego kontynentu zapłacą, zapłaczą. Za plączą…! Kary tak, kary, ale dlaczego dyby, i gdyby wszak nie tyłem na wóz pospolity, włosy spalone, półtorej godziny, a można wszak było dwa kilometry chybcikiem, ale gawiedź chciała krzyczeć, plac zgody, jest placem rewolucji, spływa krwią, wrzawą, brudem, i grzechem, smrodem i roz_ rywką, roz rywać, rozgrywać. Szarpać… Dobre imię szargać, i czcionki i członiki kawałkować, by nie móc otaczać ich czcią. By nie pamiętać. Mogłabym powiedzieć wiele, trzydzieści siedem lat. I mniej nie będzie. A więcej na pewno. Oto ja mała bila, mały pionek w grze możnych. Wiele nie mogę uczynić. Jak tylko złożyć swą czaszkę, głowę, której nie zdążyłam stracić z miłości, a teraz strącać ją będą wśród wrzasków, zadowolenia i mdłości. Litości! Łzy miłości stwardniały stały się płaczem nienawistników, zadowolenie i nadzieje złowieszczą odą… Byłam prezentem pokoju, byłam. I jestem, lecz obraz się odmienił. Trzy tysiące ludu, w pałacu, i siedemset komnat, to przyprawiało o zawrót głowy, ale nie o jej Utratę!

[Pompa, Konstanty Ildefons Gałczyński, muzyka: Grzegorz Turnau, z albumu To to, to tam, Pomaton EMI, 1995r- mniej znana piosenka, a fantaStyczna]. I Dyski tele robili do piosenek Styczne Fanta.

*w sektorach obowiązują strefy płatnego parkowania, pierwszeństwo mają faraoni, którzy wykupili polisę na [za]życie, za balowanie, balsamowanie,  pozagrobowe w postaci prywatnych piramid i opierunku.Opatrunku. Ratunku!

Mironie! Który uważasz, że przedmioty przechowują pamięć, chłoną AtomSferę, atmosferę, miejsc i kształtów obrotów, trajektorii. Gdzie zawsze jesteś, którędy idziesz, zawsze trafiasz do Siebie. Maszyna do mieszania i mieszkania. Zagnieżdżania. Bochenek kroisz bohemy. Peregrynowałeś po Warszawie, jak ćma, widmo, znak. Chłonąc substancję nocy. Impregnowałeś codzienność. Ość. Parę osób mały czas. Tak, tak,wiem, wiem, tu wim, to wiem. Człowiek z blizną, zapewne ekolog ten, który zgasił światłość wiekuistą, który może mu będzie świecić.  Człowiek z myszką, którego wstydziła się matka, czytała mu wiersze w języku polskim, zginęła w Otwocku, zamknięta w szpitalu, rozstrzelali ją Niemcy, w czasie Burzy i Naporu. Syn nigdy sobie tego nie wybaczył. Tuwim Julian. Debiut roman_tyka. Łodzianin, który mościł się w polszczyźnie, atakowany za pochodzenie, i za to, że pisze po polsku, za to, że nie jest w stu procentach zanużony w swych korzeniach, podaniach, no i za to, że Żydzi nie chcą się asymilować. Julian Tyka, obalił wszelkie święt_ ości. Wyklęty przez Prostego Człowieka, mocował się bachicznie, magicznie i przyziemnie i nieprzyjemnie z Tożsamościami, tłumaczył świat, Gogola i Puszkina też. Najgorętszy wiersz drugiej Rzeczpospolitej, rozbrajał, rozstrajał i rozgorączkował, bo i czas gorzki 1939 rok… Hymn alterglobalistów. Zaczął od tłumaczenia wierszy Staffa na esperanto. Napisał nawet do swojego Boga, cierpliwie czekając na odpowiedź, którą dostał. I namaszczony został. Na Tuwima. Wiele osób podaliło było gramaturę dramaturę i gramatykę świat[ł]a… Ale to całkiem inna histeria, historia…

 

**I to wszystko spisałam (nie na straty) ja Wasza Breweria Sybilla,

jeszcze chwilla, mnie korona z zęba nie spadnie… Chyba…  Chodzi wszak oto, choć chadza piechotą, by człek człowiekowi mógł ostatnią brzytwę odChama, albo (w osta_teczn i ościach)klozetową, chociaż w ogóle deskę rachunku, rachatłukum, ratunku rzucić… Czy jakoś tak. Wszak pewne są dwie r z e c z y, nawet gdy rzeczywistość skrzeczy, Franklin miał rację, śmierć i [po-]:[wy]datki, i przed datki też…

Idę, bo tutaj korzonki zapuszczę, bo już mnie bolą.  Nauka nie idzie w las ani za puszczę. Ale nogi za pas warto wziąć. Zamilczę. Ot, co!

[1+1].[2+1].[145+1].[175+1].[183+1] Flora i fiołki, albo (znów) o czytaniu.

Skrócony od[noś]ni(c)k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-VP

Aforyzmy są kłamstwami podniesionymi do godności prawy

[Ewa Wiktor]

Filozofowie tak samo podlegają modzie jak stroje, muzyka, budownictwo itp

[Vauvenargues]

[Myśli ludzi wielkich, średnich, oraz psa Fafika, Marian Eile- Kwaśniewski, Iskry, 2008].

Przez internety przetacza się fala masująca intelektualne strefy erogenne, za sprawą [nie]czytania., te wszystkie achy,ochy, i ubolewania, zliczania i zaliczania się do niektórych, nie z nadzieją, a z pewnością, że do elity..Moim zdaniem, a tak, będę je wygłaszać! (i będzie to zdanie złożone, i to nie jedno, niestety) z czytaniem  nie jest to tak tragicznie, jak się powszechnie mówi, i jak diablo maluje, a wiadomo nie taki on straszny, tylko malarce, czy malarzowi talentu nie zbywa, albo i wyobraźni, albo jednego i drugiego, masują tylko swe ego.

Piętnaście milionów ludzi, to nie w kij dmuchał, a jeśli już w takowy i jednak, to pamiętajmy, że każdy kij dwa końce ma. A kto kijem wojuje ten od kija ginie. I choć tak jak pisał Sapkowski :lepiej zaliczać się do niektórych niż do wszystkich, zachwyt z jakim ludzie w Polsce zachwycają się, że należą do tych co na wierzchołku, która czyta (ze zrozumieniem, i wcale nie [tylko] instrukcje obsługi) posiada i kupuje książki, jest dla mnie więcej niż żenujący. Pompują ego, do granic niemożliwości. Oczywiście, nie wszyscy, i nie zawsze.

Nastała moda na czytanie, powieści, kryminałów, biografii, może od czasu do czasu jakiś bezradnik(ów)? To tyle, uff… No i oczywiście teraz, reportaże, wiadomo młoda moda. Lepiej być na czasie niż na czatach, a ten pierwszy niech będzie teraźniejszy.  I to tyle. Ilość przede wszystkim. Jakość? Niekoniecznie. A książki, coraz to droższe, niezależnie od formatu. Tak dosłownie jak i metaforycznie pojmowanego. Humbugów na półkach coraz to więcej, i więcej i tego tam, o czym wyżej, czyli końca nie widać.  Przykre jest to, jak ludzie czytają chłam szczycąc się ilością, zliczając i chwaląc się, ot co. Jak każda przeminie, z wiatrem czasu, by nie napisać, że z jego pierdnięciem. Oczywiście, nie każdy i nie zawsze ślizga wzrok po czcionce unurzanej we wrzaskach mody.Nastanie inna. byle by nie nastawała ani na duszę, ani na odcisk! Póki co to tu, to tam, chwalenie się biblioteczkami, wyzwaniami, ilością przeczytanych (a nie pamiętanych) książek, ile to się nabyło w trakcie tygodnia, miesiąca, humbug, humbugiem, humbug pogania, byle rackę napisać. Byle zdążyć, byle… Brylować, nierzadko, chociaż! To ostatnie i nie zawsze. wędruje ze wspomnianymi wyżej. Teraz się nie czyta, teraz bierze się udział w maratonach, jakość rzadko łączyła się z ilością. Powtarza się zasłyszane zdania, pieści pamięcią, formułki, przekonania,  ze szkoły rzadko weryfikując, zażywając takiej lektury  np Jak dyskutować, o książkach, których się nie przeczytało, byle nie wyjść na  ignorant[k]_a/ę. A jeśli już to chyłkiem wyjściem awaryjnym…

404593_483780248307885_1519711515_n
[źródło zdjęcia, Sztuczne Fiołki].

Nie czytałam: od zawsze,cokolwiek to znaczy, nie urodziłam się z książką w prawej, czy lewej ręce. Litery składać uczyłam się z trudem, mozolnie. I poza wyjątkami, bez przyjemności. Chociaż lubiłam jak to mnie czytano,uważam to za jedną z najbardziej intymnych czynności, chociaż są jeszcze słuchowiska, czy książki mówione, dzieci czytają dorosłym i vice wersja, ale nie awersja…

    Każda osoba chce mieć zdanie własne, wygładzone i słuszne, nie do prawdy pretendujące, ale bywałe ją w istocie, i to niepodzielną… Ale wysiłek podjąć myślenia.co to, to nie, to zawżdy skryć się w aforyzmy, w brak czasu, bieg lat,i wielość innych brewerii… A, jeszcze jedno,  często każda osoba chce mieć własne zdanie wydrukowane i opatrzone okładkami i własnymi inicjałami, chociażby inicjałami… Co to, to nie. Zbytecznie zabawki, a że jak wieść gminna niesie, i sprzeciwu nie znosi, nie nadgryźniętatatatata, przez ząb czasu, ani nie przeżuta przez soki trawienne dat, myślenie nie boli… Jakież to płonne nadzieje, złudne przekonania, żuchwałe pomysły, wymysły może dlatego tak trwałe, choć niesłuszne.

Diderot powiedział kiedyś, powiedział, i zostało to zapamiętane i zapisane(albo odwrotnie) lepiej zużywać się niż rdzewieć. A zardzewieć nad czcionką, to nie zużyć życia, a zaznać tycia. I tyci,tycia. Chociaż mózg przy czynności czytania zużywa kalorie tak jak przy ćwiczeniach fizycznych, tyle, że mniej.Ale dobre i to, darowanemu koniowi (chociaż by był trojański, albo Pegaz jaki) w zęby, choć drewniane czy papierowe się nie zagląda.  Dzisiaj nie tylko każda osoba chce pisać, pisać o książkach, byle kilka zdań skleconych za recenzje ulatuje, a powieści? A wiersze? A dylematy, a dramaty? Chociaż oczywiście, są i rzeczy opisanie słuszne, i pracowitości wymagające, i przygotowane należycie…

Pracować,przerabiać, skreślać, wymazywać, wyciągać. Wielcy pisarze zawsze tak robili. Przeczytaj pan uważnie Lenorę.

[Mydło, czyli radzimy się powiesić, Konstanty Ildefons Gałczyński, Iskry, Warszawa 2010, s.13].

[źródło zdjęcia, (Sztuczne Fiołki)--- jak wyżej]
[źródło zdjęcia, (Sztuczne Fiołki)— jak wyżej]

Komu chce się skreślać? Kto czcionkę znosi? A komu ona kulą, błędem, wielkim, wiele błądem u nogi? U ręki, u nadgarstka?W czasach gdy internety są tak dostępne, wszechobecne niczym duch, mara? Komu chce się czekać? Pewno, że są i tacy.

A życie toczy się poza okładkami, chociaż i te są poprzeczne, czasami jak stół się chybocze? Kiedy to można podłożyć pod głowę miast poduszki, albo inne to zastosowanie odnaleźć…Czy takowe reperkusje brał pod wzgląd i w9y0gląd Gutenberg

Flora Tristan wiedziała i o tym, jak słuszną rzeczą jest pisanie. Kobieta zapomniana, pierwsza z emancypantek, by nie napisać tego obrzydliwego słowa na eF… Babka Eugène Henri Paul Gauguina, ale to za mało! I znów kobieta znana, czy też trafniej nazwać opisana (sic!) przez losy mężczyzny, ale niesłusznie  zapomniana. Żyła ledwie lat czterdzieści i jeden, intensywnie, ostro. Niebezpiecznie, tak przynajmniej było to odebrane, gdyż zdecydowała się przekroczyć konwenanse. Pół Peruwianka, wywodząca się ze szlachty, i to nie byle jakiej! Jakże ważną personą była⇒(by),ale że w związku z narodowością księdza ślub ich rodziców był nieważny, to w świetle i istocie prawa tamtego czasu Flora była,  e[c]hem,e[c]hem bękartem, i jako dziecko z nieprawego choć pewnie wygodnego, łoża, nie miała praw do spadku po ojcu, zamożnym i możnym, i jako się napisało, zmarłym. A w tym czasie, dzieci należały do ojca niezależnie w jaki sposób poczęte.  Nici z zabezpieczenia zatem. I nie była to nić Ariadny. Wychowywana przez matkę,a nadmienić tylko,  żyły w niedostatku.

Pracowała, bo wysyłanie, czy zsyłanie dzieci na zarobek nie było rzeczą, ani nową, ani haniebną,  jako pomocnica grawera, musiała odpierać zalety swojego pryncypała, nachalnego, nieokrzesanego, i wytrwałego w natarczywościach, a że kropla krąży i drąży skałę, tak…  Los podsuwa propozycję (matrymonialną) nie do odrzucenia. Małżeństwo, nie tak jak w bajkach, żyli w przemocy, której dopuszczał się mąż wobec żony, i to we wszelkich jej rodzajach, żyli krótko i nad wyraz nieszczęśliwie, przynajmniej Małżonka, młoda i niedoświadczona, bo w chwili przyrzeczenia przed Bogiem i plebanem miała wiosen zaledwie siedemnaście.

Flora będąc w ciąży, z Aliną (która zostanie matką wspomnianego malarza) więc dopiero trzecie dziecko nosząc pod serduchem. Zdecyduje się, odejść, a  w zasadzie (i w kwasie) uciec od męża. A pamiętajmy, że obowiązywał wówczas kodeks Napoleona, który nie był dla kobiet, używając eufemizmu,ani pomyślany, ani  pomyślny…

Ona to sprzedawała nici, to była guwernantką, by móc przeszyć od pierwszego do pierwszego nici związać, na jako taką kokardkę, albo chociaż zupeł (nie gordyjski, a sprawa to była gardłowa: przeżyć) od krewnych ojca zażąda spadku, aby tego jednak dokonać, i by cień szansy zachować na powodzenie (ale nie chodzi tu o wodę) przedsięwzięcia musiała się przemieszczać, tj. podróżować, zostawić dzieci u opłacanej z własnej kieszeni niani, podróżować, co nie było zgodne  wraz z mężczyznami. Po pierwsze pielgrzymować przez wielką wodę do Peru, statkiem, na kraniec świata i możliwości swoich. Zyskuje sympatię i tyle tylko, no może poza mizerną ręciną, wraca do Francji, i wtedy to mąż zaczyna ją prześladować (łasy na spadek, który przecież zapewne zyskała, bo inaczej być nie może) i tu kończy się  moja przydługa introdukcja, a opisanie losów Fory Tristan urywa, no może warto wspomnieć, bo takowa była intencja, publikuje w tym czasie: Wędrówki pariaski, to jest przyczynek nie do mizernej popularności, ale do sławy, bo język, którym się posługuje jest niezwykle sugestywny, a temat nie poruszany, wpisany weń jest gen egzotyki, a i wspomnienia jest z czego czerpać, to wszak wyprawa do Ultima Thule.Wiadomo, że peregrynacje nie tylko kształcą, przynajmniej niektórych (co już ustaliliśmy).

Iwaszkiewicz, nasz rodzimy pisarz,Jarosławem zwanym jeśli wierzyć córce, Marii, twierdził, że to, co uruchamia talent i apetyt na pisanie,a wręcz czyni tę czynność możliwym są właśnie podróże, a więc życie, ruch, kalejdoskopem zdarzeń zabawa. Warunek sine qua non. Ruch więc poza ciążenia czcionką, która cień bywa, że rzuca długi…

Co do tego, jak i do szkolnej wiedzy, i jej weryfikacji warto wspomnieć li tylko nadmienić,musnąć skoro nie tak dawno wspominaliśmy średniowiecze) sytuację kobiety w  owych czasach, ale bez lubowania się w esejach i elaboratach i innych taboretach.

Nie zasilały one ław w aulach uniwersyteckich, a słowo studentka przez wieki oznaczało li tylko we swej istocie, towarzyszkę (łoża) studenta. Nieliczne z nich brały udział w życiu na dworach. Chociaż wychwalanie chanson de geste  bardziej zniekształca obraz ówczesnych kobiet. Uwięzili kobiety w ideałach piękności i westchnień — i to dawno, dawno, tylko narzędzia się zmieniały, mieniły i kształty przeobrażały. —  Pozbywając tym samym samodzielności (myślenia i działania). Bogucka przyrównuje stosunek do kobiet i wychwalanie idei miłości dworskiej jako narzędzie, utrwalenia podrzędnego stosunku kobiet wobec mężczyzn.

Podczas gry, wędrowania, czy innych czynności, w czasownikach zamkniętych,  to mężczyźni, zdobywali, oswajali i opisywali światy i dziwy jako swoje, wybranki ich serc siedziały, czy to w metaforycznych, czy fizycznych wieżach, równo wysokich i trwałych.

Jakież to rażenie miały pieśni langwedockie, czy też prowansalskie, albo niemieckie, które roznosili truwerzy i trubadurzy! Tak oto kobieta, zdrowa (sic!), wysoce urodzona(sic!), mająca koneksje i majątek, stała się zakładniczką piętna i piękna. A zmuszona została do pudrowania performatywności gestów. Przy tym musiała być niedostępna, i wyzuta z żądzy, niemniej powabna i ułożona (na właściwym boku), godzić niezgodności i niedogodności. Takie oto były czasy, okraszone pieśniami i podaniami chociażby takimi jak  Tristan i Izolda, co bazowały na  przyswojeniu i przeobrażaniu mitów celtyckich, to one wszak stały się podwaliną opowieści, która przetrwała do naszych czasów. Oczywiście bywały wyjątki, od reguł ustalonych, ale tych, jak wiadomo niewiele. O jednym, i to nie całkowitym, już wspominałam, a i Eleonory nie omijały (eufemizmu znów używając) przykrości. Eleonora Akwitańska, pierwsze małżeństwo unieważniła zręcznie, ale drugie z Henryka II Plantageneta równie „szczęśliwe” przypłaciła więzieniem kilkunastoletnim, podczas gdy małżon[ek] dzięki jej koneksjom i bogactwom zdobywał wpływy… Ale to ona, uwolniona już od twardej ręki Normandczyka, nie tylko biegła w politycznych potyczkach rządziła będąc regentką Ryszarda III, to ona stworzyła osławiony (słusznie) w Poitiers, i to co warto zaznaczyć, na dworze tym na równych prawach uczestniczyły tak kobiety jak mężczyźni.

Tak więc w samym sercu mizoginistycznego średniowiecza wybuchło nagle, zupełnie niespodziewanie, niezwykłe uwielbienie dla kobiety. Było to jednak zjawisko bardzo ograniczone, zarówno socjalnie, jak i czasowo. Miłość dworska szerzyła się wyłącznie w elitarnych kręgach dworsko – możnowładczych; nie dotknęła nawet średniej szlachty, środowisk mieszczańskich, tym bardziej chłopskich. Tu, na ludowym poziomie społeczeństwa, stosunki między mężczyzną a kobietą układały się wedle tych samych co zawsze patriarchalnych wzorców, a ich celem była przede wszystkim prokreacja.

[Gorsza płeć, Kobieta w dziejach Europy od Atlantyku po wiek XXI,Maria Bogucka, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2006, s. 48-49].

Wędrując swobodnie poprzez czas i przestrzeń, bez paszportów, stref czasowy i torsji i innych przyjemności, mogę wspomnieć sytuację Claudel albo Orzeszkowej, albo o ustanowieniu święta ósmego marca, albo o Świętosławie kto/sia słyszał/a? Gdyby tak przegrzebać wydarzenia, wymieszać daty, przedtem odkurzone, kobiet zapominanych,  albo pamiętanych nie wedle intencji znajdujemy więcej, coraz to więcej, tyle, że wielokrotnie urodzenie, koneksje im pomagają,  a i to słabo, przejść do herstorii — a gdzie reszta, z ambicjami, talentami, marzeniami, predestynacjami… —Niechybnie zapomnianej. Każda osoba, chce mieć własne zdanie, ale nie każda podejmuje trud myślenia, jak rzed[k]ł, klasyk/

A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji.

[Narrenturm, Andrzej Sapkowski, SuperNowa, Warszawa,2002].

O tych i o innych dziwach i dziejach nie uczą w szkole,  bo i szkoła nie na tym polegać ma. Tylko na biegłości w pomyślnych deklaracjach i definicjach. Ach, o bieganiu już było, i będzie. Niebawem. A o czytaniu? Czy tam, czy tu, zapewne w treści spisie, do którego lektury (i właściwych od[noś]ni[c]k_ów zapraszam wytrwale. Aaaaaahoj!

261. Gimnastyka myśli.

[Remembrance, ECM,2010, źródło zdjęcia].
[Ketil Bjornstad, Tore Brunborg, Jon Christiensen, Remembrance, ECM,2010, źródło zdjęcia].

Dla tych, którzy miast audiobooków wolą przepływającą swobodnie muzykę. A może i dla tych samych, tylko w innych okolicznościach przyrody i deko_ racjach dnia?

Gdy leniwie spływają minuty, skraplając się w słoneczne, pachnące wiosną godziny, zakwitające feerią barw. Iskrzących się na powierzchni dnia. Warto zaciągnąć się jazzem.

Proponowany album jest słonecznie harmonijny. Początkowo miał być nagrany w duecie,  który prywatnie zna się wyśmienicie. Skończyło (a może zaczęło się na tym, że jednak do tanga, trzeba trojga, w tym, jednego pana z magicznym instrumentem (klik, klik) którego gra przywodzi na myśl Jana Garbarka, nieco chropowate granie, dodające wyrazistości albumowi podkreślając jego atuty, między innymi geometryczne harmonie.

Nostalgia przylana na wrzącym uczynku rozprostowuje zagmatwane myśli. Ale nić tu z argumentów sentymentów, zmróżyć uszy wystarczy i przycupnąć na granicy dźwięków utworu pierwszego by się przekonać, że warto, by zasmakować. I się zauroczyć.

[Utwór otwierający album, źródło nagrania].

Więcej o muzyce, albo/ i recenzowanych albumach znajdziesz w treści spisie.

Zapraszam.

260.Bohater mimo woli, albo o odbrązowieniu historii.

Narrenturm Andrzej Sapkowski, Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa,2002,źródło zdjęcia].
[Narrenturm,  tom pierwszy Trylogii Husyckiej, Andrzej Sapkowski, Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa,2002,źródło zdjęcia].

 Znam mnóstwo ludzi— odrzekł wreszcie bardzo poważnym głosem — całe mnóstwo ludzi bardziej mi obcych.

[Narrenturm, Andrzej Sapkowski].

Ile to razy wieszczono Koniec Świata? Niezliczone razy, ale on trwa. Wśród obrotów ciał niebieskich, ziemskich spraw, złudzeń, marzeń cielesnych i tych z ducha, i zawodzeń i zwodzeń. Trwa i trwać będzie. Poprzez skruszone daty, spojrzenia i wrzenia i wejrzenia ukradkowe. Świat nie zginął i nie spłonął przynajmniej nie cały. Ale i tak było wesoło. Tak oto poznajemy dwudziestotrzyletniego Reinmana (wrotycz) z Bielawy, zwanego także Reynevanem, ojciec jego poległ w walce pod Tannenbergiem, on sam, w chwili gdy się z nim zaznajamiamy,   jest początkującym lowelasem, szczycącym się swymi umiejętnościami w ars amandi, ale i medykiem i uczonym w pismach, pobierającym nauki najwpierw w szkole katedralnej we Wrocławiu, potem szkoląc się u aptekarzy świdnickich i u duchaków w hospicjum brzeskim,  potem za protekcją stryja pracował u Augustianów i rozpoczął był studia medyczne w Pradze na Uniwersytecie Karola, po dwóch latach był bakałarzem sztuk. Z Pragi wyjechał potem wyjechał na Śląsk, do Oleśnicy. 

Młodego, zadziornego, i beztroskiego młodzieńca, którego czyny niecne, acz każdemu człekowi wiadome, czynione  w alkowie wyprowadzają wprost na spotkanie z Historią, by nie spotkać się z histerią i gniewem wiele możnych, więcej niźli miało to miejsce, po cóż to kusić los i tak już nie łaskawy? Ucieka więc przed wymierzeniem kary przez rozgniewanych braci, strzegących jej słomianowdowczej cnoty,  ile to koń wyskoczy, wprost na spotkanie dat, i wydarzeń, które — jak to zawżdy bywa, mają tendencję by się plączyć i składać w niepomyślność okoliczności.

A że wszystko rozgrywa się ma w wieku XV — w pierwszej jego połowie, a był to czas wojen husyckich. Bohaterowie nie święci, o iście zmiemsko cielesnych motywacjach, język anachroniczno —sarkastyczny, taki do którego przyzwyczaił nas już autor sagi o Białym Wilku. Połączenie magikum i faktorium w należytych proporcyjach wiadome, nurzane w wartkiej akcji, okraszone humorum, i wiedzy zanurzonej w tamtych czasach. I wiele, wiele ucieczek, zbyt wiele, chociaż kto wie? Może rzeczy oczywiste dziwią najbardziej? I ten właśnie żyw, co potrafi biegać, uczestniczyć w maratonach rozpisanych przez Historię? Mieć zawżdy mocne uda, i sprawne nogi, nie zawadzi. Niezależnie od geografii znaczeń i zdarzeń.

A ówczesny Śląsk to tygiel religii, nacji, racji, i zamierzeń. Apologeci Sienkiewicza „powinni” sięgnąć po Narrenturm, nie ograniczając się li tylko do znajomości trylogii napisanej przez Noblistę. Pomyśleć li tylko, że Reinman z Bielawy chciał powrócić do (nie tylko) swej Adeli, tej, której wdzięki pamiętał nazbyt dobrze. Tej,która rzuciła pod jego adresem oskarżenia o czary… Tej, która uciekła nie bacząc na wielkie miłowanie. A uwikłan został w histerię i historię przez wielkie [Ha. Ha ha ha ha oto słyszymy rechot tejże, gdyż w podręcznikach o niej nie przeczytamy, chyba, że… pod ręcznikami będziemy mieli Trylogię husycką dla przykładu].

[Triumf śmierci, Peter Brugel Starszy, Muzeum Prado, źródło zdjęcia].
[Triumf śmierci, olej na desce, Peter Bruegel Starszy, Muzeum Prado, źródło zdjęcia]. To fragment tego obrazu umieszczony jest na okładce powieści.

Bielawczyk znajduje się w szponach zdarzeń, szturchany przez nie niedbale, nie mogąc nic zrobić ponadto, co był już uczynił. Bohater od siedmiu boleści, chociaż te, jako medyk (i to zdolny) potrafi uleczyć wedle średniowiecznych receptur postępując, ale z historią wojować  i to wtedy gdy to Hormony buzują w żyłach, a myśli mącą, tak, że figura medyka zdaje się być parodią chociażby Tristana, czy innych wielkich rycerzy miłujących właściwie, którzy to z godnością i pośwściągliwym krokiem weszli na karty historii, a nie tchórzliwie wbiegli uciekając przed wybatożeniem. Ni mniej, ni więcej głównemu bohaterowi, który staje się nim przez przypadek, mądrości stercza starcza li tylko do ksiąg, a jeśli zakosztuje on życiowych kopniaków , nic prócz siniaków z nich nie wyniesie…

Wszystko na tym świecie  zauważył od niechcenia Urban Horn — odbywa się  pod hasłem walki o prawdę, i choć zazwyczaj o bardzo różne prawdy chodzi, jedna prawda na tym korzysta. Ta prawdziwa.

[Cytat jak wyżej].

W daty i zdarzenia wrzucone są upiory i strzygi, ale też postaci nie mogące fizycznie wstrząsać czasami, ironiami i biegiem zdarzeń. Sapkowski nawiązuje tak do postaci literackich jak i do innych autorów, jak np Szekspir i jego wieża głupców/ błaznów.Sprawnie posługuje się rzeczy opisaniem wspominając to Zawiszę Czarnego, Gutenberga czy Kopernika wikłając ich właśnie w owe czasy i przypisując im (nie zawsze) smaczne pozy. Ot, proza, pro i za życia…

Reinman z Bielawy, nie wiadomo, czy jest li tylko wykształconym nieociosanym niespełna rozumu, łotrzykiem, (choć pisząc łotrzyk można by było wyczuć posmak oksymoronu) czy tylko kamuflującym  i to mistrzowsko (sic!) swą mądrość człekiem…

Czy podróże kształcą? Zapewne tak, tych co tego chcą się takowej edukacji poddać, wyciągając zeń nauki, a to znaczy,że  nie wszystkich i nie z zasady. A jeśli tak, to od takowych jest sporo wyjątków. I oto, mamy do czynienia z jednym z nich. W stanie czystym. No może trochę okurzonym, i śmierdzącym, ukruszonym, zużytym znaczy (po wędrówce, a przed zażyciem ablucji). A może osąd jest zbyt ostry? Może to, czyli przyodzianie takich właśnie póz, jest sposób na przetrwanie w zawierusze histerii i historii, na zachowanie władzy, jeśli nie tej związanej z urodzeniem (jak to drzewiej bywało) to przynajmniej tej we wszystkich członkach własnych się mieszczącej?I tu mamy pytanie o Przeznaczenie, o kierowanie własnym losem?

Czytanie, czy to pozycji historycznych, czy to fantasy, (ale nie tej ociekającej li tylko cyckami gołymi i żelazem)  wymaga jako takiego oczytania, obeznania i biegłości w czasach zaprzeszłych, antropologii, i innych sztukach wyzwolonych zapewne, ale chociaż historia jest nazwana najbardziej stronniczą z nauk, książka może być punktem wyjścia by zapoznać się z czasami minionymi? Jakby nie patrzeć na Narrenturm, jest to książka warta uwagi,która doskonale nadaje się na letnie miesiące, zapewne jest źródłem rozrywki. Zwłaszcza, że Polskie Radio wespół w zespół nagrali ową powieść. To nie słuchowisko, to produkcja warta naszego czasu, zrealizowana w ciągu dwóch miesięcy w zespole  stu dwunastu aktorów, okraszone efektami specjalnymi i muzyką na długo przed tym jak audiobooki stały się modne. To nie jest adaptacja, to po prostu produkcja pełnym uchem, który wystarczy zmróżyć. I zacząć słuchać.  Owszem, owszem można się nie zgadzać ze światem przestawionym i przestawionym, jednakże warto poznać, by wiedzieć z czym podejmujemy polemikę. Lubię łuskać znaczenia, i czasy. Szukać by Znajdować.

A Twoja ulubiona książka/ seria fantasy?

[247+1][212+2].[IKD3]. Internetowy Klub Dyskusyjny[IKD3] Opowieści o Pilocie Pirxie, Stanisława Lema.

[Opowieści o Pilocie Prixie, Stanisław Lem, Agora SA, Warszawa, 2008, źródło zdjęcia].
[Opowieści o Pilocie Prixie, Stanisław Lem, Agora SA, Warszawa, 2008, źródło zdjęcia].

Internetowy Klub Dyskusyjny spotkanie trzecie.

Już za chwileczkę już za momencik zębatki robotów zaczną się kręcić. Zdania układać i sensy składać w rumiane zdania, oto pytania:

  1. Czy czytasz literaturę since fiction, albo fantasy? Dlaczego tak, albo dlaczego nie? Co Cię zachęca a co zniechęca do tego rodzaju lektury? Co się liczy przede wszystkim: Opowieść? Podbudowa naukowa? Styl? Kompozycja? Język? A może zupełnie coś innego? Nic, zupełnie nic…
  2. Dlaczego proza autorstwa Stanisława Lema jest (nie) aktualna?
  3. Które z opowiadań do Was najbardziej przemawia? I z jakich powodów?
  4. Czy Pirx może być bohaterem? I to godnym naśladowania? Pirx usprawiedliwienie przeciętności? Bohater mimo woli? Parodia, satyra a może realistyczny portret człowieka?
  5. Kwestia odwagi: czy Człowiek z natury zachowuje się odważnie, czy  zachowawczo? Od czego to zależy? Od okoliczności? Jeśli tak, to jakich? Wychowania? Od czego zależy podejmowanie życiowych wyzwań?
  6. O czym według Ciebie są Opowieści o Pilocie Pirxie?
  7. Zwyczajność jako motyw przewodni książki…?
  8. Czy Opowieści mogą być książką towarzyszącą szeroko rozumianemu rozwojowi Człowieka? Jeśli tak to dlaczego? Jeśli nie, to dlaczego? Czy jest to tylko lektura, którą wypada znać?
  9. Wpisanie książki do kanonu lektur ją zabija, czy unieśmiertelnia? Daje gwarancje jej przeczytania (o ile to możliwe), a może nie ma to znaczenia?
  10. Twoje pytani:-e/a:____________?

Niech powyższe pytania będą wyjściem do dyskusji.

Zapraszam:

[Quiet Letters, Bliss, źródło nagrania].

Skrócony od[noś]ni(c)k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Ut

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901

[33+1].[255+1].[256+1].[257+1].

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901
[Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901, źródło zdjęcia].

1.

(e

[c]ho, ho,ooo)

trzymaj się swoich dziur, swoich chmur swoich rozstań. I stań. Przybliżeń drżeń (odda)leń. bliżeń przy teraźnniejszych odpoczynków i uczynków muskanych palcami by kształt wyczuć

krawędzie wszędzie

2.

[geometria miękkich linii horyzontu wlewa się przez otwarte okna ciepłym powietrzem wraz z drażnieniem ucha wewnętrznego tętnienie miasta.

Kurz osiada z ciężkim spokojem]

3.

4.

Poukładałeś już sen wyprasowany minutami, które już się [z]użyły

od przebudzenia.

rozpakowujesz tydzień, świeży poniedziałek wciągasz  porami skóry daty zamierzeń terminy ważności działań i nawyków równo_[od]ważniki zdań, dań…Życioobrys

…do chwili gdy natarczywość budzika rozpruje resztki ciszy upchanej po kątach ostrych, w oko_licz_ nowościach nie łagodzących.

Do( )wody na istnienie

po(_) woli rosną.

5.

nad drzwiami wisi wyblakła reprodukcja Vilhelma Hammershøiego (Sonnige Stube z tysiąc dziewięćset pierwszego roku) tak dobrze wytarta wspomnieniami zdziwień, teraz już obłaskawiona znajomością szczegółów wtopiona w miejsca i zdarzenia, cierpliwie czeka na obroty ciał (gałek ocznych i spojrzeń)

 5.½

stygnie dzień wraz ze smakiem kawy na języku

rozmowy umoszczone w znaczeniach [sł]ów muszą poczekać na niespieszne mi(_)gracje zdarzeń

/***/

[The Koln Concert, ECM, 1975 r.Jarret, część I,  źródło nagrania]. O albumie i historii jego powstania pisałam tutaj.

257.

Wypisy ze snów użytecznych zbiera. Na język fakturę słów lekko. Dni powszednich miejsca przebyłe. Niewystygłe wspomnieniem. Jeszcze ciepłe. Mądre pamięcią niewyblakłych wspomnień. Mości się w teraz. Bawiąc się miękką geometrią linii na mapach.

Kobieta czytająca list przy otwartym oknie, Vermeer, źródło zdjęcia.
[Kobieta czytająca list przy otwartym oknie, Vermeer, źródło zdjęcia].

256. Patrzenie na zieloneość odpręża.

W huczące chrapliwym, przykrótkim i głośnym oddechem miasto, które wyziewa mieszanką zapachu gotowanych obiadów, potu, trunków i dezodorantów napiera na pory skóry. W  okraszone  skroplonym pośpiechem i  soczystymi przekleństwami  miasto, krztuszące się krokami, korkami i dymem złudzeń, spóźnień,obietnic i zaniechań, w to miasto, które śmierdzi pośpiesznie wypalanym papierosem,    oddychające, szybko i niemiarowo wgryza się zieleń soczystym obiecującym [wy]tchnienie latem zakwitającym z nieśmiałą nie małą dozą bezczelności. Przemieszaną z radosnymi pytaniami dzieci, zdziwionym szczekaniem psów i uwagami dorosłych dwunożnych rzucanymi raz po raz w bliżej określoną przestrzeń… Sta[r]ży ludzie w wyprasowanych ubraniach z długim rękawem, siedzą na ławkach, może głaszczą zmarszczki swoich młodości, może tylko spoglądają na zielone? To pozwala odpoczynek dać oczom. Lato szepce łagodnie nakreśloną przestrzenią, w której można kolekcjonować spacery w spokojność zapomnienia.

[Nie pomogły spacery, Marek Grechuta, źródło nagrania, tę piosenkę interpretował też Wojciech Majewski (o albumie wspominałam tutaj)].

255. czy[Tam]…?

[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].
[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].

zapachu kształtu zagnieceń zmarszczek po minionych dniach powszednich szukam listków zasłużonych pomiędzy wers[j]ami znaczenia nie  czerstwych wspomnień lecz wody żywej gdy noc nasączona była piosenką  a św[s]it obietnicami możliwości rozkwitających marzeń nabierających kolorów o odurzającym zapachu spełnienia wilgocących gardło przy przełykaniu gramatyki sposobów

swobodnego oddechu przeponowego.

253. Nie tylko stryjek zamienił siekierkę na kijek.

[-fleksy i re-,kleks  myśli przy kawie]

 Dwa

albo

trzy

miliony lat temu powstała pierwsza.

Jej kształt

ulegał

czasowi,

czyli

zmianie.

       __

        ________

__________________

I nie zawsze przynależała do rodzaju żeńskiego.

Ona.

Nie zmiana…

Ale po (…) kolei. Nie, nie to było daawno, dawno temu, kiedy siódmej góry, ósmej rzeki i pierwszego bajorka nie dało się pokonać wąskotorówką.

_ __ __ _ _ __ __

Najpierw był tłuk, (nie mylić z hukiem… Chociaż ten pewnie tez był…) tłuk:  masywny kamień służący do przyporządkowania  rzeczy i oczywistości. Począwszy od 1800 r. p. n. e w neolitycznych kulturach mamy narzędzia wykonane poprzez tarcie, tarcie, tar, tar trrrr. Nadgryzienie zębem czasu, którego  szczęka,zdaje się… poruszać? Pouczać? Do nas przemawiać, mawiać, mawiać: Tako rzecz[e]: Mam dla nas jeszcze bardziej żuchwałe pomysły na…

Szycie…? [Przyszyj to sam..?] Aaaa pomysły na  życie, na bycie, na trwanie. Bez wyjść awaryjnych, podpowiem wam, którędy wychodzi się. Którędy wychodzi się na ludzi… I staje ob[ł]ok? Świat w obłokach.

[***]

Gdy czas obrósł w daty. Wtedy to właśnie tak zaczęły się przeistaczać, by powoli przypominały coś pomiędzy motyką, a siekierą.[Motyka, siekiera i tak dalej, dobrze, nie będę śpiewać, bo się piksel kruszy] Najstarsze wykonane z poroża renifera,  datowane  od IX-XII wieku przed Chrystusem to motyki lyngbyjskie.

Kiery i Siekiery.

Ponieważ bardzo często narzędzia te nie nosiły znamion używania przypuszcza się, że wykonane były po to by towarzyszyć człowiekowi w jego drodze. Ostatniej. Przecież były tak przydatne Tu_taj,au na Ziemi, zużywane do czynności wszelakiego rodzaju: począwszy od rozłupywania czaszki wrogom i wroginiom, ale też jako ciosło, czy przedmiot do uprawianie pól… Za ich funkcjonalnością, i niezastosowalnością przemawia ich wielość, w różnych regionach odkrywana, nie tylko gdzieś tam hen, za siódmym morzem, rzeką czy górą… Ale i tu, za progiem, na ojczystej ziemi naszej! Hej!

W Pułtusku w 1980 roku z Narwi wyłowiono  zabytkowy i to niezwykle zdobiony przedmiot wykonany z rogu jelenia uczone i uczeni do tej pory spierają się co do jego możliwości i przeznaczenia zużywania. Takie  narzędzia, które pomagały kobietom i mężczyznom oswoić otoczenie, toczenie dat…

…Czyli były wyposażeniem z półki: must have, dla tych osób, które wybierały się na polowania. Ich kształt nieustannie ulegał zmianie, wszak różne były dostępne materiały, ukształtowanie terenu, czy klin mat. Znaczy, (ogół zjawisk pogodowych na danym obszarze na przestrzeni wielu lat) klimat! Na terenie polskich Karpat (terenu zamieszkanego przez Bojków i Łemków)  motyki, którymi się posługiwali  się mieszkanki i mieszkańcy miały kształt podobny do serca i nazywane są sapkami.

Nooo dobrze, tak to można [0]pisać, wymieniać, badać, i kooooooooońca nie widać, a nawet jeśli to trzeba sprawdzić, opukać, zbadać, wymacać, nadgryźć, a nie rzadko i wywąchać,  który to koniec jest.  I do czego służy… I jeszcze powiązać przyczynę ze sutkiem, skutkiem…

Można powiedzieć, a i można popopowtórzyć:  Taaak, kiedyś to można było coś wymyślić, coś co jeśli nie przeszło do historii, to cierpliwie do niej przeleżało…Czy to z niewłasnej woli za-hibernowane, czy pod_ czy po_rzucone w wir dat, znaczeń, i czas[_]ów.

[Jerzy Sthur i Olgierd Łukasiewicz, w scenie z filmu, Seksmisja, Juliusz Machulski, 1983 rok, źródło nagrania].

Kiedyś, kiedyś, no ale teraz? Raz? Raz, dwa, trzy. Dzisiaj, co można wynaleźć? Nawet Proust nie mógł przecedzić, odgrzać, czy wskrzesić, wzniecić  czerstwego straconego czasu. Co dzisiaj można stworzyć, i czy tylko z tych mentów i ele co znamy? Obłaskawiliśmy i obmacaliśmy? A jeśli już, albo jeśli przedtem, to przecież trzeba mieć i głowę tęgą nawykłą do mylenia, mylenia znaczy. Taki EinsteinMilewa, albo…

…Uczeń Antona Rubinsteina, Józef Hofman,  to ten, który miał bardzo małe dłonie, i diabelską technikę grania, nie tyle się zastanawiał nad tym, albo nad owym,  co uskuteczniał. Chociaż grał. Zazwyczaj na fortepianie, chociaż nie można i tego wykluczyć (klucz wiolinowy ma tu niebagatelne znaczenie) że na nerwach niektórym też! To on wymyślił podczas gry na fortepianie spinacz i… Wycieraczki samochodowe (czyż ich ruch nie przypomina metronomu? A no właśnie!).

Są też takie rzeczy, albo idee, o jakich się fizjologom nie śniło, fizjoterapeutom nie śliniło,które wydają się trwać bez czasu i miejsca, wpisane w istnienie Człowieka.

[Czas daje się we]Znaki.

Podobno wyczuwa się je nosem. Nos fe na ratu. Na mału ratu. Majos Kredytos to wiedzos. Na mój nos. Pismo. Pianissimo!  W his i her-teorii świata pojawiło się przedwczoraj. Nie wszyscy mieszkańcy i mieszkanki Ziemi się nim posługują. I nie chodzi o jedną, jedyną Literę Alef. Ależ! Są takie grupy, które dalej swoje tradycje, nadzieje i strachy przekazują ustnie, za pomocą pieśni. A liczby? Liczebność,o to słowo klucz (bo dzieje się tak w małych grupach).

Umiesz liczyć liść na Ciebie, Siebie, człowiek z liściem na głowie.

Na początku był patyk. Wiem, wiem, histeoria z chaosem, jest powtarzana i tarzana w mitologiach, ale zostańmy przy patyku I nacięcia_ach!. Przypominanie pominięć. Pro_ (i)_teza pamięci. Karbowane kije były używane jeszcze w XIX wieku. Ale równoważne były i  kości, czy kamienie. Znaczenie tychże. Konfiguracje i geometrie zmieniały się w czasie i przestrzeni, ale narzędzie  trwało w użyciu. Nie wiemy w jakie znaczenia układają się  patyki nacinane w charakterystyczny sposób, znalezione w Turyngii. Jednakże możemy określić ich wiek na trzysta tysięcy lat…

A węzełki nie gordyjskie supełki, pętelki chińskie w III wieku p. n. e?  A Inkowie? Ich czas się nie ima? A różaniec czy to używany w katolicyzmie, czy w buddyzmie, albo pałeczki używane przez rdzenną ludność Australii… ?

Ponieważ nacięcia służą jako przypomnienie, a nie wiążą się z gramatyką, czy znaczeniem, nie można (przynajmniej tu zdania są podzielone) uznać tego sposobu notacji za pismo.

By  przewędrować na wyższe poziomy rozwoju, chociażby myślenia abstrakcyjnego, czy próbować przechytrzyć śmierć (chociażby łapiąc ją za nogawki,albo siekierkę. Ba siekierkę zamieniliśmy na kijek i to był… Niezły interes), albo wydłużyć datę ważności idei, koniecznym było wynalezienie takiego sposobu porozu- i- miewania się,  które pozostawało by przez wieki. Na wieki. I pod powiekami. Chociaż zapisane przed pra, pra, pra, prawiekami. Tak jak te znalezione w Mezopotamii czy Egipcie. Do tej pory trwają sfary i spory gdzie tak naprawdę narodziło się pismo… Za nim jednak to się modło słać  (litera ściele się gęsto, jak sobie pościelesz, tak sobie przeczytasz)…

Zanim tak mogło się stać… Ech, Słowem: liczmany. Wychodzi na to, że najpierw człowiek nauczył się liczyć, (tyle, że chyba nie na siebie, a przynajmniej – i na jeszcze mniej na bliźnie ego) Człowiek księgował długi (nie te zaciągnięte u PrzeZnaczenia, lecz u Bliźniego, chociaż to bliźnie ego,- czyli bliżej niż bliskie długi oddawać należy, byle nie pięknym za nadobne, liczą się, liczą tak   grube jak i drobne…).

Gdy społeczności zaczęły się zmieniać (ze zbieracko- łowieckiej do rolnej, czyli dziesięć lat temu) W IV wieku, obraz i charakter liczmanów zaczął się zmieniać. Pojawienie się różnorodnych nacięć to właśnie pokłosie handlu, i to nie na jednym, jasno określonym terytorium, czyli pismo, musiało pokonać przestrzeń, i być kodowane i zdekodowane, w celu zawiązania i sfinalizowania transakcji. Wtedy to pojawiły się bulle, czy pierwsze tabliczki i rozbudowany zostawał coraz bardziej arsenał piktogramów. (Coraz to więcej informacji trzeba było zapisać).

Kolejnym znaczącym krokiem w rozwoju było przyporządkowanie znakom fonetycznych wartości. I tak narodziły się ideogramy. A potem sylaby. I od tego momentu datuje się narodziny pisma. Błędem jest postrzeganie pisma jako jednego, zamkniętego i skończonego wynalazku. To droga. Gdzie liczy się i proces i cel. I czas. A skojarzenie, które zostaje nam zaszczepione to: Chińczycy wynaleźli pismo. Raz. Na zawsze. Na wieki wieków. Atrament. Może dlatego, że przenosimy wiedzę o wynalazku Gutenberga na nasze wyobrażenia dotyczące postrzegania pisma, czy pism.

Rzadko mówi się o przestrzeni w kontekście uświadamiania  w jaki sposób porozumiewamy się (no chyba, że wspominamy o językach migowych, i tu nadmieniam, że każdy kraj ma swój, odmienny język. Oczywiście, są języki migowe naturalne, i sztuczne – te ostatnie wymyślone są przez osoby słyszące, i narzucone tym, które słabo, albo w ogóle nie słyszą, o czym już wspominałam— cz o brajlu).

A przecież przestrzeń, czas, to bardzo ważne, żeby nie napisać konstytuujące język czynniki (egzemplifikacja? Proszę bardzo: 🙂 )… Pismo, jest fascynującą dziedziną niewiedzy. Niewiedzy? Chociażby dlatego, że  do tej pory nie dane nam odczytać listów etruskich, czy kreteńskich. Do znużenia, złudzenia i zmarnotrawienia czcionki, przypomina nam się, że język jest tworem żywym,zmieniają się normy gramatyczne, sposoby zużywania języka, starannie, użytkowo, gwarowo… Pora powiedzieć, jasno, a nawet napisać, w tych okolicznościach przyrody, języka nikt nie wymyślił raz na zawsze. Ale i za pierwszym razem. Ani za razem ostatnim (i nie chodzi tu o bakcyle, chociaż takowy lingwistyczny i styczny złapać można!).

Można by tak bez końca, chociażby jednego, nie wspominając przez grzeczność, o jednakim. Przywoływać nazwiska, podawać przykłady i inne kłady.Znaczenia i przemiany. Rozpisywać się o przekładach i przykładach…

Mnożyć można… Jedno jest pewne, nie tylko stryjek zamienił siekierkę na kijek, a myśl na kilka zapisanych linijek. I to wyszło. Nie bokiem, ale na dobre, albo jeszcze lepsze…