234. O sztuce rozmowy.

Nie sądziłam, że przyjdzie mi napisać wpis dzisiaj, i na pewno nie takiej treści.I ogólnie i szczególnie zastanawiałam się, czy pisać.

We wpisie powitalnym na moim blogu możesz przeczytać — że nie będzie tutaj dyskusji o Bogu i religii. Tak jak nie będzie o polityce, gotowaniu, wyszywaniu i urządzaniu wnętrz). Nie wycofuję się z tych słów. Sadzę, że Duchowość to b a r d z o  i n t y m n a  sfera. Jeśli Ktoś/ Ktosia chce, niech(aj) piszę na te właśnie tematy — ja obrałam inną drogę.

I dzisiaj nie będę poruszała sfer(y) Wiary i Religii.

Napiszę tylko, że zmarł Ks. Jan Kaczkowski, albo inaczej zmarł Jan Kaczkowski, który w swoim życiu również sprawował posługę kapłańską. Człowiek, wiarygodny (napisałam to słowo, i się zdumiałam jego brzmieniem i znaczeniem).

[Ks. Jan Kaczkowski, źródło zdjęcia].
[Ks. Jan Kaczkowski, źródło zdjęcia].

Nie, nie napiszę, że zmarł po przegranej, długiej, walce z chorobą. Bo wewnętrznie czuję (mogę się mylić) że tego by nie chciał (Bo skąd ja mogę wiedzieć, czego by sobie życzył, a czego nie, mogę tylko przypuszczać…) A jeszcze bardziej, że to się nie zgadza we mnie. Owszem,  doświadczenie niepełnej sprawności było częścią jego życia. Częścią ważną, ale niemniej, częścią. Gdy słuchałam tego co i  w jaki sposób mówił, mało ważne jest to, czy podzielałam Jego zdanie, czy nie) słyszałam szacunek i autentyczną otwartość:wiary godność,również do indywidualnego doświadczenia, i to (choć nie tylko to) — że chciał, i potrafił zawiązać nić porozumienia, tę która nie jest węzłem gordyjskim. Człowiek, który chciał potrafić i umieć mówić o kwestiach trudnych, albo przynajmniej uważanych za niełatwe, z ludźmi mających w swoich biografiach różne doświadczenia. Z dawką humoru i dystansu do Siebie.

Dziękuję.

 

I przyszedł do mnie cytat, jeden z kilku, ale tylko ten podam dalej:

Zamiast ciągle na coś czekać — zacznij żyć. Właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje.

[Ks. Jan Kaczkowski].

Słyszałam te słowa, z ust różnych ludzi, nie żeby odbierać ks. Janowi Kaczkowskiemu autorstwo. Nie napiszę, że dzisiaj smakują wyjątkowo. Patrząc na to — z jaką lekkością, i szacunkiem, bez paternalizmu potrafił rozmawiać, wierzę w to, że budowanie na różnicach jest możliwe, chociaż tego nas się nie uczy, ani w szkole, a i z rzadka poza nią. Nie trzeba wielkich słów, tylko praktyki.

Link skrócony do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Ob

 

20 myśli na temat “234. O sztuce rozmowy.

  1. Do niedawna kojarzyłam go tylko jako – jak sam siebie określał – onkocelebrytę. Czyli wiedziałam, że jest księdzem, że walczy z rakiem (takie rozróżnienie – choruje na czy walczy z – On walczył) i kiedy tylko ma siły, udziela się w hospicjum. Nie wiem dlaczego nie miałam ochoty zapoznać się z jego książkami… do niedawna, kiedy koleżanka z uznaniem wyrażała się o Życiu na pełnej petardzie. Sposób, w jaki mówiła o tej książce, o tym co pisał ks. Kaczkowski sprawił, że zechciałam to przeczytać. Teraz, kiedy z okazji śmierci wspominają jego najważniejsze wypowiedzi, tym bardziej wiem, że chcę.

    1. Napiszę Ci, nie w sekrecie, wiele osób, zakonnic, księży, misjonarzy, osób świeckich posługuje w hospicjach. Wiele osób mówi o wierze, o Duchowości. Nie chcę używać wielkich słów, bo gdy człowiek napcha sobie nimi kieszenie i usta, sens czasami się nie mieści. Wyrażenie sensu, lubi prostotę czynów. Takie mam przekonanie. Piszę o sobie. Nie o Tobie.
      Tobie dziękuję, że zechciałaś się podzielić w komentarzu, to ważne dla mnie. Moje pierwsze spotkanie, jeśli tak można to nazwać, to jakiś wywiad film na jednym z portali, to wtedy jako zdrowy jeszcze człowiek, pomagał nastolatkowi, którego doświadczeniem była także choroba na raka odnaleźć drogę do Siebie i aktywność w życiu. To było pierwsze spotkanie, gdy pomysłałam, że jest mi do tego co i w jaki sposób mówi, blisko. Jego działalność hospicyjna to jedno, ja będę Go kojarzyła z innymi równe ważnymi tematami, i podejściem, i właśnie tym w jaki sposób można dyskutować, zwłaszcza wtedy gdy potrzeba rzetelnej, pełnej szacunku dyskusji jest najbardziej potrzebna i wnosząca, Mianowice, gdy się różnimy. Nie chodzi o to, że potrzeba powiedzenia „też tak mam” jest mi blisko do Ciebie, jest mniej ważna.
      Życzliwość, szacunek, radość, dystans do Siebie, czas podarowany drugiemu, Uważność na tę Drugą Osobę, to takie ważne. Nie chodzi o to by zawsze się zgadzać, bo możliwe, że gdyby każda osoba się zgadzała z tym by nie wychodzić z jaskini, to nadal byśmy tam siedzieli, ale by nie tylko umieć i chcieć podążyć za tym Drugim, ale także widzieć coś więcej, niż wysłuchać. Życie odmierza się czasownikami. Można mieć usta pełne pięknych słów, i… I tylko to.

    1. A wiesz, że jak go napisałam, nie od razu, ale po pewnym czasie, złapałam się na jednej z myśli, mianowicie takiej, właśnie z Twoją postawą życiową kojarzy? No, to już wiesz. 🙂

  2. Z kilku pierwszych stron „Życia na pełnej petardzie” wyjrzał do mnie człowiek, kapłan, ktory jawnie mówił o tym, że jego ojciec jest osobą (dzisiaj) niewierzącą. A jednak byli bardzo bliskimi sobie osobami. To faktycznie piękny przykład komunikacji mimo różności poglądów

    1. W ten sposób też to widzę. A spójrz jeszcze na jedną kwestię. Jak wychowujesz dziecko, to masz nad nim władzę (no upraszczając) a więc generalnie (uwaga upraszczam) mogli przynajmniej spróbować odwodzić Go od Wiary… Mogli, ale nie zrobili. Z tego co mówił już ksiądz, Jan Kaczkowski — u niego w domu zawsze się wiele rozmawiało… I trudne, i łatwe rozmowy, to wydaje się być clou, rozwoju, chociaż za tym (w moim poczuciu) by była pełnia „musi” iść czyn, i to zapewne nie jeden… Można się pięknie różnić, i w sposób bardzo mądry i wnoszący dla obu stron, przecież bez nocy nie było by dnia… Jest to o tyle trudne, że bardzo rzadko się to praktykuje. Nie zawsze (w moim pojęciu) trzeba się zgadzać, ale zawsze usłyszeć, i wysłuchać, a to nie zawsze jest i proste, i łatwe, i przyjemne. Tyle, że zdumiewająco często się okazuje, że (jeśli już to zrobimy) nasza płaszczyzna porozumienia nie jest, aż taka mała, albo, okazuje się, że jest — co nie od razu widać, nie piszę tu o „pełnym zrozumieniu” bo wtedy sprawa jest prosta…

  3. Też wierzę, że budowanie na różnicach jest możliwe. Jestem człowiekiem ogromnej wiary. Choć ateistką. I nieustannie doświadczam dyskryminacji ze strony osób religijnych, dlatego na ogół mi z nimi nie po drodze. Jednak gdy po drugiej stronie zdarzają się osoby tak otwarte, nieoceniające i nienarzucające, to aż trudno mi uwierzyć, że są prawdziwe. To one właśnie karmią moją wiarę. Dlatego żal mi, gdy tacy ludzie odchodzą…

    1. Szczerze. zastanawiałam się, czy pisać ten wpis, ale uznałam, że z szacunku do Osoby Jana Kaczkowskiego, i mojego podziękowania, i właśnie z okazji budowania na różnicach, warto.

      To bardzo ważne co piszesz. Dziękuję. Moim zdaniem, popraw mnie jeśli się mylę, albo jeśli „masz inaczej”, Ateizm nie wyklucza Duchowości. Abstrahując od tego aspektu , nie żeby nie był on ważny, bardzo mi przykro, że doświadczasz dyskryminacji. Niewyobrażalnie wiele tracimy jako społeczeństwo. Pozdrawiam Cię serdecznie, dziękując za komentarz raz jeszcze.

      1. Absolutnie nie wyklucza! Ale osobom religijnym nie mieści się to w głowie i odsądzają nas od czci i wiary. Mogą szanować innowiercę, ale ateizm jest dla nich kompletnie nie do przyjęcia i z zasady nie podlega tolerancji. Kiedyś doskonale mi to objaśnił na jakimś forum pewien głęboko wierzący katolik, dlatego teraz już rozumiem i wiem, że nie mogę z ich strony oczekiwać zrozumienia i akceptacji dla własnej ścieżki (tak jak ja akceptuję ich ścieżkę), co nie zmienia faktu, że ich krzywdzące ateistów przekonania urażają mnie do żywego.

        1. Nie wiem, czy wszyscy katolicy, albo szerzej osoby religijne nie szanują ateistek i ateistów.Pozwól, że na początku napiszę o własnym doświadczeniu. Znam takie przykłady, z własnego życia,przyszło mi się obracać w różnorodnym towarzystwie, wiem jakie to było dla mnie trudne, ale i zaskakujące, i wnoszące doświadczenie, i pozwoliło wiele się nauczyć.(Nie chcę przez to powiedzieć, że tylko ja się uczę, albo usprawiedliwiać kogokolwiek. Nie).

          Wiem, że spotkało Cię złe zachowanie. Słyszę co piszesz: że doznajesz dyskryminacji ze względu na wiarę/ brak wiary.
          Wiem, że doświadczenia dyskryminacji, są krzywdzące, występowanie przeciw godności ludzkiej, są trudne, niesprawiedliwe, jeśli ktoś doznaje dyskryminacji, a osoba, która dopuszcza się jej też wiele traci, poza tym,że dopuszcza się krzywdzącego zachowania, co jest bezdyskusyjne.

          Piszesz, że „jakimś forum pewien głęboko wierzący katolik, dlatego teraz już rozumiem i wiem, że nie mogę z ich strony oczekiwać zrozumienia i akceptacji dla własnej ścieżki ” — chcesz się podzielić tym doświadczeniem? Jeśli nie, to oczywiście szanuję Twój wybór.
          To co mi się podobało u Jana Kaczkowskiego, to np to, że nie nawracał nikogo, ale rzeczywiście rozmawiał — bez względu na poglądy, dlatego chciałabym by jego obecność, chociażby w mediach, zaowocowała postawą otwartości.

  4. Coraz mniej wyjątkowych ludzi na tym świecie. Coraz mniej żyjących autorytetów… A miernoty mocne jedynie w gębie ani myślą nas opuszczać i zarażają głupotą wszystkich wokół…

    1. Celcie, a tak sobie myślę, pytanie do Ciebie: może wystarczy się uważnie rozejrzeć i poszukać? Co do ludzi wątpliwych, czasami po prostu Ktoś pobłądzi, a czasami to tendencja zachowania.

      1. Masz rację 🙂 Dlatego też nie twierdzę, że autorytetów już W OGÓLE nie mamy (to byłaby tragedia). Tylko, że tacy wartościowi ludzie albo się nie przebiją bo nie mają „zaplecza”, albo się ukrywają.

        1. Moim zdaniem jest tak, tak to widzę, jeśli masz odmienne zdanie, bardzo chętnie je poznam: Pierwsza kwestia jest taka jak piszesz, że nie wiemy o ludziach, którzy robią coś wartościowego. Bo człowiek ze swej istoty jest wartościowy, tylko jego zachowanie nie zawsze takie jest. Druga rzecz jest niemniej ważna, to znaczy taka jak często i jak chętnie narzekamy na autorytety, ich brak. Ale prawda (z mojej perspektywy) jest tak, że to w gruncie rzeczy baardzo wygodne. I takie pod ręką. Może myli się autorytety z pokazywaniem w jakiś okienkach?

          1. Mądrze powiedziane 🙂 Zgadzam się z Tobą… Niektórzy ludzie na pewno mylą faktyczny autorytet z drobnymi gestami, typu okienka czy kremówki… 😉 A o dokonaniach czy twórczości danej osoby przypominają sobie albo „od święta”, albo wcale…

    1. Witaj Doroto Ka, dobrego czytania i komentowania. Zadziwiające jest to, że wiele osób, które żyją świadomie, właśnie o tym wspomina… Z drugiej strony, wpaść w takie postrzeganie i się do tego (spojrzenia/ tej perspektywy) przywiązać jest baaardzo niebezpieczną kwestią… Odnoszę coraz częściej wrażenie, że ludzie (oczywiście nie wszyscy, i nie zawsze) lubią być postrzegani jako Ci zajęci/ a nie zawsze wiąże się to z efektywnością, ale mam przeczucie, że zawsze z poczuciem własnej wartości. 🙂

Odpowiedz na Celt Peadar Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s