233.Kędzierzawe czwartki. O miłośniku Liczb (Niezbywalnie) Pierwszych i jego doświadczeniach.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tiamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].
[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].

Podobnie jak wielu rodziców, normalność rozumieli jako bycie szczęśliwym i użytecznym.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, s.53].

 Gdyby nie to, że ktosia mi poleciła przeczytanie tej książki, to z dużym prawdopodobieństwem (bo tego z pewnością, i to nie zbitą stwierdzić nie można) gdybym nawet na nią, w tym czasie (nie dekadę wcześniej, licząc od jej przeczytania) trafiła. Zboczyłabym zobaczyłabym okładkę i podtytuł, paternalistyczne ociekający marketingiem, który musi, bo po prostu i po krzywo (to nie oda do zielska) wsadzić swoje macki muuusi. Tak więc, po przydługiej introdukcji, przeczyłam.I chociaż o Zespole Aspergera wiedziałam już wiele, przeczytanie tej właśnie książki, było niezwykłym doświadczeniem. Stało i nie stało się nic. Po jej przeczytaniu. Nic, bo żyłam, tak jak żyję. A jednak coś: bo uparte myśli drążą skałę, i chcący zbudziły moje marzenia, a że rzecz to intymna, te akurat pozostawiam dla Siebie i dla Bliskich mi Osób. Nie chcę tej wiedzy pozostawiać dla siebie. Nie może i Ty, zdecydujesz się sięgnąć po tę pozycję, i być może jak ja odłożyłabyś, albo odłożył na półkę? I to nie była by półka własnej biblioteczki? A szkoda. Sam Daniel mówi o sobie, że nie jest geniuszem, że z autyzmu się nie wyrasta, i tym samym poddaje w wątpliwość wszelkie mity, tak chętnie powtarzane (zwłaszcza przy takich sytuacjach) stereotypy dotyczące osób z niepełnosprawnościami. Daniel Tamment ma doświadczenia ze spektrum autyzmu i synestezji, które sam opisał w cytowanej już przeze mnie książce, której tytuł brzmi:

Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera. Jest to książka napisana nie tylko przystępnym językiem, ale wykraczająca poza doświadczenia osobiste autora i dla mnie, osobiście jej treść była bardzo wnosząca. To po pierwsze.

Po wtóre: Daniel wspomina na samym początku swojej książki (po wprowadzeniu dotyczącego kwestii w jaki sposób widzi i czuje liczby) wspomina, że obraz zaburzeń, jest różnorodny, u różnych osób, o czym zapominamy, i my.

Warto zaznaczyć i przy tej okazji: jeśli częścią naszego doświadczenia życiowego nie jest należenie do tychże grup. Te, które postrzegamy jako swoje widzimy jako bardzo złożoną, o różnych zależnościach zachodzących wewnątrz, obce jako monolit, a przykłady nie pasujące do tychże traktujemy jako wyjątki, te mają — w myśl uporczywie powtarzanego przysłowia — potwierdzać regułę…).

Jeśli macie zamiar przeczytać tę książkę, proszę sięgnijcie do niej bezpośrednio a dopiero potem szukajcie w Internecie materiałów o Autorze, jest ich trochę, a nawet t r o c h ę  więcej.

Jestem przekonana, że w tym przypadku kolejność ma znaczenie, i że taka jest właściwa.

Jedną rzeczą, jest to, że autor opisuje swoją niepełnosprawność bez patosu, i z różnych perspektyw (np matki i ojca), ale nie tylko. 

[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].
[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].

Drugą to stawianie sobie wymagań. W sposób, mądry i wnoszący. Taki, który pozwala na rozwój, w czasach gdy jego zaburzenie było albo nieznane, albo z czasem, zostawało opisywane. Sam Daniel [u]zyskał diagnozę późno (co nie stanowi novum) jeśli chodzi o zaburzenia ze spektrum autyzmu — bo w wieku dwudziestu sześciu lat, wcześniej nie rozpoznano jego potrzeb, a i potem wiązało się to z wieloma stereotypowymi decyzjami. Jeśli jednak chcecie przeczytać o Dzielnym Rycerzu Danielu i Jego Walce z Chorobą, (do tego zdiagnozowano u niego epilepsje płatów skroniowych). Jeśli takie skojarzenia, i — co gorsza — o c z e k i w a n i a, żywicie względem tej właśnie lektury to darujcie sobie. Żyjcie w zdrowiu (i nieświadomości). Jego/ Jej wybór. Dasz (lub nie darz) bór! :-). Moim zdaniem nie jest to książka tylko dla zwolenniczek i zwolenników (autobiografii). 

[Buzu Squat, Przebudzenie, źródło nagrania].

 

Nie jestem przekonana do tego, że da się przekroczyć rzekę bez bólu i wyrzeczeń… Niezależnie od tego czym dysponujemy… O czym marzymy i gdzie (aktualnie) jesteśmy w Życiu. Wracając jednak do książki, to zwraca uwagę świadomość Daniela Tammeta nie tylko względem własnych przypadłości, czego raczej się spodziewamy, ale względem przeszłości, np szczegóły dotyczące własnej rodziny. I nie ma to nic wspólnego z doświadczeniem choroby, czy niepełnej sprawności. Jeśli będziemy czytać w sposób uważny, to wyczytamy więcej, nie dlatego by przypisywać znaczenia, których nie ma, widzieć Znaki (nie tylko wodne) ale dlatego, że wiedza np o sposobie socjalizacji (patrz proszę cytat otwierający ów wpis) tu rzeczywiście jest. Ponieważ choroba/ nie w pełni sprawność,  i doświadczenia z niej płynące są tylko częścią, ważną, ale częścią całości, tę książkę czyta się tak dobrze. I  z kart tej książki przebija, coś jeszcze — u_ważność i świadomość Autora, to po prostu czuję. Widać jaką pracę wykonał w sderze emocji.  I widać także różnice kulturowe między Polską a Wielką Brytanią (zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie czas, w którym działa się akcja). Daniel Tammet nie unika tematów uważanych, nawet dzisiaj, za trudne, czy stabuizowane.

To wszystko połączone z pewną dozą surowości, przekonuje mnie, by tę właśnie książkę Wam polecić, zwłaszcza, że część z Was obchodzi dziś Święta Wielkiej Nocy i może zdecydujecie się na spędzenie czasu z książką, może właśnie tą?

A skoro był cytat na początek, to niech i teraz nastanie: 

Niepokoiłem się oczywiście o podróż i powodzenie mojego wolontariatu. Jednak było we mnie coś jeszcze: podekscytowanie,że w końcu biorę odpowiedzialność za swoje życie i swój los. Ta myśl zapierała mi dech w piersiach.

[s.150].

16 myśli na temat “233.Kędzierzawe czwartki. O miłośniku Liczb (Niezbywalnie) Pierwszych i jego doświadczeniach.

  1. Od dawna wiem, że chcę to przeczytać. Od dawna, czyli od kiedy po praz pierwszy przeczytałam o tej książce. Już tytuł mnie zachwycił (nie mylić z pod_tytułem). Zaburzenia ze spektrum autyzmu interesują mnie chyba od kiedy o tym usłyszałam. A wszelkie „inne” stany świadomości, inny sposób postrzegania świata, chciałabym znać z relacji osób, których one dotyczą, bo mnie interesuje, co czuje człowiek, a nie co sądzi terapeuta/lekarz o tym, co taki człowiek czuje/widzi/jak postrzega świat.
    Czytałam „Patrz mi w oczy” Johna Eldera Robinsona, chcę przeczytać drugą część autobiografii, w której pisze o wychowywaniu syna – również z zespołem Aspergera. I jeszcze kilka innych książek ludzi, dotkniętych zaburzeniami ze spektrum autyzmu też. Bo wiem, że każdy autystyczny człowiek to inny przypadek, inna historia i chyba nawet inne „zaburzenia”.

    1. Tytuł też mnie zachwycił. Poza tym jest w tej książce coś, co przekonuje, poza historią — i tym, o czym wspominałam powyżej (np pracy Autora, która skutkuje empatią na emocje Drugiego Człowieka). To prostota. Nie silenie się na egzystencjalne prawdy. I jeśli będziesz czytała, albo inaczej: kiedy sięgniesz po tę książkę, zwróć proszę uwagę na różnicę w socjalizacji w Polsce (chociażby czasy obecne) a w W.B. (drzewiej) i czym to skutkuje. Z całą empatią oczywiście do historii Daniela, on sam podkreśla, że jego historia, należy do niego, a nie do ogółu. Mnie zachwycił i zmroził zarazem opis wyjazdu na Litwę…

      1. Może nie tyle o socjalizacji, co o „leczeniu” człowieka z zaburzeniami ze spektrum (ale bez konkretnej nazwy, ani to autyzm, ani asperger tylko właśnie „zaburzenie ze spektrum autyzmu”) w Polsce czytałam tylko w „Spektrum” Krystiana Głuszko. Tylko z uwagi na rodzaj zaburzeń, to chyba nie będzie co porównywać.

        1. Czy to się nam podoba, czy nie. Sposoby leczenia mają wiele wspólnego ze sposobem socjalizacji, i wieloma innymi procesami, których zwykle nie zwykliśmy/ zwykłyśmy wiązać ze sobą, tak samo jest z językiem…

          1. Niby tak, ale terapie behawioralne czy tym podobne, zakładają już, że pewnych zaburzeń nie da się wyleczyć, więc uczą, jak z tymi zaburzeniami funkcjonować. Leczenie zaś ma na celu uzdrowienie, czyli ja nie mam radzić sobie pomimo dolegliwości tylko ja się mam pozbyć dolegliwości i być normalnym człowiekiem (cokolwiek słowo „normalny” oznacza).

            1. Nie zawsze tak jest. Od tego rozumienia leczenia w krajach rozwiniętych już się odeszło. Są różne rodzaje leczenia. I są one silnie skorelowane z modelem niepełnosprawności jaki przyjmujemy. Nie można być trochę w ciąży, albo się jest — albo nie.

              1. Tak, w krajach rozwiniętych od takiego modelu leczenia się odeszło… Ale tylko w krajach rozwiniętych. Tam, gdzie czytam o próbach wyleczenia z autyzmu mam na myśli właśnie wyleczenie – takie jak np. z grypy, w odróżnieniu od socjalizacji.

  2. Odeszło się, bo był on nieskuteczny i w wielu przypadkach także, błędny. Nie chodzi mi o to, by nie szukać przyczyn, albo leków skutecznych. Sposób leczenia jest w sosbób niezbywalny i bardzo silny skorelowany z hierarchią społeczną, sposobem awansu społecznego, grupami mniejszościowymi większościowymi etc.

    1. Cieszę się, że piszesz, po długim nie pisaniu/ nie widzeniu. Polecam książkę, co więcej, uważam, że jest ona obowiązkowa, niezależnie czy ktoś/ia ma coś wspólnego z zagadnieniem ZA/ASD. Autor porusza temat z bardzo ważnej perspektywy. I nie chodzi o to (znaczy o to też chodzi, ale przynajmniej nie tylko), że z własnej perspektywy. Mówi o związkach, o budowaniu relacji, o zakładaniu rodziny, o prawu do samodzielności, o tym, że nie każdy z ZA jest geniuszem, i ma do tego prawo (a więc podtytuł książki jest szkodliwym „wybrykiem” marketingowym). Jeśli mogę coś jeszcze polecić, to proszę przeczytaj ten wpis (dyskusja pod wpisem jest ważna): https://5000lib.wordpress.com/2015/08/02/822-obcy-jezyk-ii-nie-tylko-zenskie-koncowki/ . Dotyczy on języka,ale przecież to za jego pomocą mówimy, opisujemy i stwarzamy rzeczywistość. Także mówiąc o niepełnej sprawności, stanie zdrowia czy doświadczaniu niepełnosprawności. Pozdrawiam, miło Cię czytać. Cieszę się, że przeczytasz tę książkę. I że przyczyniłam się do tego. Dobrego dnia! 🙂

    1. Proszę bardzo. Obiecuję, że jeśli będzie zainteresowanie to napiszę więcej o doświadczeniu niepełnej sprawności. Niech Twój dzień będzie dobry, choć odrobinę niespieszny. :-). Pozdrowienia.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s