231. (Już nie) Młody Człowiek i [Ziemio]mo(r)że. /O kręgach na wodzie/ (1).

Czyli: pierwsza garść refleksów, refleksji na wrząco, gorąco.

/Albo o [ro]zwoju jak najbardziej osobistym/.

Część pierwsza, zwiastuje drugą, tą zamierzam napisać „za czas jakiś”, a wtedy sięgnę pamięcią do tej notki, porównując mój sposób mylenia, znaczy myślenia…

[Od tygoooodni tłukę tę piosenkę. Let Her Go, All the Little Lights (2012)  Passenger- źródło nagrania].

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie —
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła.

[Czarnoksiężnik z Archipelagu, Ursula le Guin].

     To chyba najczęściej przywoływany cytat z sagi Ziemiomorze, a przynajmniej z jej pierwszej części (chociaż jest powtórzony później). Cytat ów jest chwytliwy, a może nie tyle chwytliwy, co zwodniczy i  się z nim nie zgadzam… To znaczy, uważam, że zawiera w sobie ważną c z ę ś ć prawdy. Czyż jeśli nie milczymy a rozmawiamy, słowa nie ma? Albo one Nic nie znaczą? Czy aby docenić życie, trzeba otrzeć się o śmierć? Być dotkniętą jej oddechem, czuć go na karku, własnym karku, zostać muśniętą, tak że na szyi poczujemy chłód, a włoski staną na baczność, tuż przed jej do ty k i e m?

Myślę, że:  tak, i nie.

To bardziej skomplikowane i bardziej proste niż się zwykło sądzić… Pewna krągłość jest piękna, i na tymże pięknie wielu ludzi się zatrzymuje, a można (i warto) zejść  g ł ę b i e j.Choć nie znaczy to, że  ludzie, którzy do tej pory obserwowali kręgi na wodzie dotąd brodzili tylko po kostki. Choć podróż  łączy się z wykonaniem pracy, która łączy w sobie i Ból (np tęsknoty) i Zachwyt (praprapragnienia), wielość spojrzeń i wytężeń, konieczność wrzeń i wejrzeń, i stężeń. Życie to sposób patrzenia i zużywania (się) odmierzany czasownikami, a te jak wiadomo— wiążą się z działaniami…

}*{

Krążyłam wokół tej książki, zaczynam, zaczynałam i zaczynałam. I… nudziłam się śmiertelnie, w związku i zawiązku koniec nie trudno prze i widzieć, by wiedzieć — zarzucałam lek i turę. Nie mylić z turą lęku, lek ku… 

Ale z drugiej strony,

coś podpowiadało mi, że warto. A ponieważ miałam już takie doświadczenia związane z innymi książkami, chociażby (jeśli chodzi o fantasy) z Sagą o Wiedźminie (którą wrząco polecam, choć czytałam dosyć dawno, i czuję konieczność powrócenia do tejże serii) to odkładałam książkę i ona co jakiś czas wracała, w przeczytanych wpisach, w rozmowach…

Nie, nie jest to nic nadzwyczajnego, po pierwsze dlatego, że to książka zaliczana do klasyki gatunku (a więc mamy bardzo dużo okazji się na nią natknąć, czyli każda osoba powinna znać…) z drugiej, jedna z zasad psychologicznych mówi: jeśli na coś zwrócimy uwagę zaczniemy to dostrzegać  i to w dużym natężeniu. Jeśli kupisz ferrari, nagle, nie wiedzieć czemu na ulicach miast polskich (i wsi) tyyle tych modeli jest jeździ napataczając się przed oczy).:)

Niewątpliwie, co chciałabym zaznaczyć Kruku masz swój wkład i to niemały, choć miły w to, że znów sięgnęłam, tym razem po sagę, (to taka podróż ku opowieści) Czyli nie zaprzestałam na pierwszym tomie. Z naszą dyskusją można zapoznać się na fantastycznym (dosłownie i w przenośni) blogu. To ona pozwoliła mi uporządkować pewne kwestie, dotyczące fantastyki.

Dziękuję Kruku.Wiem, że już o tym pisałam , ale chciałabym, by to i tutaj wybrzmiało i tutaj.

}*{

Otóż,  wtręt — zawsze wierzyłam w moc opowieści, chociaż nie (zawsze) w moc słowa. (Pozwólcie,że nie będę rozwijać tej kwestii). Niektóre powieści/ cykle fantasty są dla mnie ważne dlatego, że powalają snuć opowieść i wieść powieść w taki sposób by zyskać perspektywę. O czym za chwilę, tą, dłuższą…

Pozwólcie, że posłużę się przykładem, jednym z wielu Przed_ szczególnym*.

Nierzadko bywa tak, że osoby zachęcone tym czym może zaowocować kroczenie drogą rozwoju osobistego czytają coraz to nowe książki, nie rzadko idą na kursy,  wpadają  entuzjastki i entuzjaści uczą się chodzić za tym, za tamtym i jeszcze jednym, trzecim, piętnastym nowym… I dobrze. Z małym zastrzeżeniem (wiem, wiem, będę się teraz powtarzać — jeśli stale tu bywasz i czytasz, to spotkałaś/spotkałeś się już z tymi uwagami. Proszę Cię zatem o cierpliwość):  po pierwsze poza początkowym zachwytem, są też pułapki i ślepe uliczki, zaułki tzw..pozytywnego myślenia, tych, których j e s z c z e  nie widać, po wtóre —- co bardzo ważne, każda osoba, którą znam, doświadcza, albo doświadczyła przesytu, tu i jeszcze tu, a może nawet tam, książek, lek_tur (to tak jak wizyta w aptece nie można połknąć pigułki na wszystkie bolączki świata) posłużyłam się tym przykładem z dwóch powodów:

Pierwszy to taki, że rozwój osobisty to Coś więcej niż pozytywne myślenie (uwaga: używam skrótów!), okraszone motywacją, w ten sposób nie znikają niczym za sprawą zaklęcia, nierówności, dyskryminacja, bieda, i nie wszystko zależy od postępowania danej osoby, świat nie zawsze jest sprawiedliwy, co nie oznacza, że nie mamy robić nic (wręcz przeciwnie). Chociaż pozytywne myślenie, jeśli już o tym, jest pewną częścią. W a ż n ą.

Drugi powód to taki, dajmy sobie odpocząć od książek i kursów, weźmy głęboki od_dech…To doskonała pro_pozycja, czyli pozycja wzmacniająca, ale nie nużąca, okażę się wkrótce, że jest czymś więcej niż literacką zgrzebnie utkaną fikcją liter akcją, znaczy literacką.No i będzie o stwarzaniu Pełni. Całości. Równo wagi.  Holistycznego spojrzenia, życia, bycia. Oddychania.

Wiem: że/jak wiele zależy od spojrzenia, to one jest po części zrodzone/ stworzone w oku osoby patrzącej, tak jak piękno. Wiem, też, że wiele opowieści (fantasy) osnute jest wokół wątku Wyprawy Po Imię, ale tu, inaczej jak u popularnego bardziej Tolkiena. Od tego się zaczyna nie tylko na tym się kończy, ale w ten sposób także dopełnia.

W jakiś sposób historia odwołuje się do skojarzeń i do innych mych lektur, niezależnie od tematu, których one dotyczyły. Wiem, to także nie novum. To „tylko” jeden z wyznaczników dobrych, smacznych, i warsztatowo dobrze napisanych książek.

Mapa Ziemiomorza [źródło zdjęcia].
[Mapa Ziemiomorza , cyklu stworzonego przez Ursulę Le Guin [źródło zdjęcia].

To co utrudniało mi lekturę to fakt, że  akcja toczy się niczym kręgi na wodzie, to znaczy, nie jest wartka, nie na zasadzie sieci, odwoływań i zagłębień, kotwic, leniwie się odbijają bardziej powoli niż po woli. Rzucony kamień  nurkuje by osiąść na dnie, gdy podążymy za nim, dowiemy się, c z e g o ś    w i ę c e j, coś co jest/bywa trudne, ale dzięki temu także mamy o k a z j ę wzrastać… Wstać by nie tylko podążać, zdążąć, zdążyć ale i iść. Obrastać treści treścią .Znakczeniem. Osobom, które są przyzwyczajone do wartkich słów, zabawy i innych zdobników i ozdobników, albo chociaż wartko rozpisanej i rozpiętej akcji tutaj, potrzeba innego rodzaju spojrzenia. Zdarzenia rozłożone są nierychliwie, gdy zostaną zagęszczone, to znak, Znak, że zbliżamy się do końca części opowieści, tomu (jest ich pięć, a wliczając opowiadania: sześć). To właśnie to  ten sposób przedstawienia i potrzeba  przestawienia się na tenże tryb sprawiał mi trudność, a wnikało to stąd,że spodziewałam się czegoś innego. Jednak gdy już weszłam w opowieść i pozwoliłam się prowadzić, łatwej mi było zauważyć inne zależności, i treści, poza literacką wrzawą i warstwą, jak również cytaty, które są dla mnie pomocne, bo wykraczały poza Uniwersum.

Warto też zaznaczyć, że ja tej książki słuchałam, a nie czytałam (ale już wiem, że nie omieszkam zapoznać się z lekturą w wersji analogowej), bo tak jak Kruku pisałeś, pewne kwestie zbyt szybko uciekają, ale to zależy od sposobu naszego czytania i koncentracji).

Poza tym, jedno z niezbywalnych praw osoby czytającej jest takie: prawo do przeczytania lektury po raz wtóry i kolejny Nie, nie sumituje się, w ten sposób chcę chcę zwrócić uwagę na to, że gdy odnajdziemy  w opowieści treści/ poruszenia których wcześniej nie zauważyłyśmy/ zauważaliśmy to świadczy o dwóch kwestiach: zarówno  o tym, że zmieniliśmy się, jak i  o tym, że to wartościowa lektura. Wartościowa, czyli taka, która nas buduje, nie jest to (w tym kontekście) ocena.  Nie jest więc tak, że widzimy znaki (nie chodzi o litery i inter_punkcję) tam gdzie ich nie ma, nie ma i nie było.

Warto zauważyć, że Czarnoksiężnik z Archipelagu, otwierający sagę o Krogulcu, został wydany w 1968, a ostatni: Inny Wiatrw 2001 roku. Czas, gdy potrafimy z nim współpracować wymagać w sposób mądry i od Siebie i Od Niego, może stać się naszym sprzymierzeńcem, choć przez chwilę, przez część drogi, mgnienie podróży.Również dla Autorki (jak to rzecz ma się w tym przypadku) i autora to wymagające by napisać opowieści w rozpiętości ponad trzech dekad, mające stanowić całość. Tak wiem, że są ludzie, którzy całe swe zawodowe życie tworzą jeden utwór, ale nie chodzi mi, w tym przypadku, ujmując rzecz kolokwialnie o odcinanie kuponów, ale Ursula K Le Guin nie zalicza się w ich poczet.

Cykl ten nie jest poważany w świecie fantasty (co raczej kłóciło by się z zaliczeniem do kanonu), pisząc to mam na myśli poczynania, a raczej ich brak, wydawczynie i wydawców, chociaż ostatnio (tj.w 2003 roku) ukazały się na polskim rynku audiobooki, i wiem, że powstały także adaptacje filmowe, ale na ich temat się nie wypowiem, gdyż ich nie widziałam, i co więcej, na razie nie mam na to ochoty i dlatego też nie chcę mieć dlatego czasu. Do tego Pruszyński i S-ka postarało się o wydanie wszystkich pięciu część jak również opowiadań (osadzonych w uniwersum Ziemiomorza) w jednym tomie trzy lata temu, o czym już wspominałam. To jednak niewspółmiernie mało, to tego w jaki sposób hołubi się prozę Tolkiena, chociaż wiem, jaki tego jest przyczynek, różnice światopoglądowe autora i autorki.

[Ziemiomorze, Ursula le Guin, źródło zdjęcia].
[Ziemiomorze, Ursula le Guin, źródło zdjęcia].

Myślę, że saga c z e k a  na swoje odkrycie, tyle że jak to z czekaniem, bywa, można nie dotrwać, można nie wiedzieć, lub zapomnieć. Nie chodzi o wiek samej Le Guin, ale o to, że pewne teksty kultury są ukryte, tylko dlatego, że uważane są powszechnie za niewygodne… A przecież na tym także polega rozwój…

Jeśli zatem już jesteśmy przy stereotypach.  To co ważne, to opowieść ta może posłużyć jako ilustracja różnych kwestii, także tych związanych z walką przeciw stereotypom (chociażby kwestia Krogulca i Archii). Nie będę pisać tutaj o fabule, nie chcę jej streszczać, to najmniej ważne. Każda osoba, która zechce może po książki sięgnąć. No i po cóż: a) odbierać przyjemność płynącą z lektury b)się popowtarzać :-)?No chyba, że… 🙂

Bardzo chętnie natomiast podyskutuję o fabule w komentarzach do tego wpisu.

}*{

Co ważne:  spoglądając z zewnątrz na opowieść poruszane są tu- kwestie feminizmu (rozumianego i postrzeganego jako dopełnienia a nie konkurowania ze sobą),  równouprawnienia i Praw Człowieka, wolności (która nie jest darem, lecz wyborem)  religii (?) i – być może- wary.  Wiem, zdanie poprzednie jest nasączone i namaszczone Wielkimi Kwantyfikatorami, literatura liter tura podobnie jak język nigdy nie jest tylko narzędziem gramatycznym, Nazywanie ma w sobie nie tylko siłę rozkładania akcent (ten i )-ów moc stwarzania, ale to także (a może przede wszystkim)  to „coś” co wykracza poza język, o tym czymś już dawno pisałam (osoby chętne do zapoznania się/ odświeżenia wiadomości zapraszam do treści opisu znaczy spisu).

Postrzeganie magii jest również odmienne niż w innych cyklach fantasy (a przynajmniej można zaliczyć do nielicznych) nie tylko jako mechanizm wiedzy, ale i władzy, ale jako Pretekst i Pre tekst, czyli można śmiało abstrahując od innych kontekstów rozpatrywać ją jako rodzaj Mowy, Języka wraz z właściwą sobie gramatyką umiejętności. Poza tym można poświęcić osobny akapit przynajmniej bo też można patrzeć na nią jako rodzaj palimpsestu.

Jeno co uwiera to różne postrzeganie osób z niepełnosprawnościami od urodzenia np. w wyniku choroby (np zarzucenie czarowania) i doświadczających tego stanu od wczesnego dzieciństwa. Ten pierwszy wątek ledwie widoczny. Muśnięty. Tehanu chociaż odgrywa jedną z głównych ról to zakończenie mnie osobiście zawodzi (i nie chodzi o aspekt miałkiego śpiewu)… Tak więc Autorka wybiera wygodne zakończenie. Zaznaczony jest silnie pewien symbiotyczny związek z Matką, chociaż ostatecznie następuje przecięcie pępowiny (to długi proces). Dlaczego napisałam, że książka nie spełnia oczekekiwań? Jeśli chodzi o zamknięcie wątku Tehanu? Można patrzeć na to w dwojaki sposób: jedni powiedzą, wybrała wszak swoją prawdziwą smoczą naturę, ale tego do końca nie wiemy, czy czuła się spełniona — gdy tak wybrała? Wybrzmiało to trochę tak, jakby Autorce wygodnie było odesłać Techanu na Inny Wiatr, wtedy bowiem następuje domknięcie się fabuły, i wszyscy znają swoje miejsce i swoje role, a skoro Techanu już odegrała swoją rolę. Może odejść. Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że w taki sposób t a k ż e  m o ż n a odczytać to zakończenie. Nasuwa mi się skojarzenie z inną (rodzajowo) lekturą, której  przeczytanie zachwyca wiele osób — mnie osobiście nie, ale dostrzegam jej plus (jakim jest opis socjalizacji do specyficznych ról społecznych). Wracając do Le Guin to co niewątpliwie udało jej się oddać to niepokój matki, i targane jej wątpliwościami, oczekiwaniami wobec przyszłości (a raczej braku spłonienia córki).

Książka ma wydźwięk antydyskryminacyjny, np na takie przesłanki jak płeć czy wiek, choć nie tylko. Można ją także czytać jaką socjologiczną opowieść.

}*{

To książka o nie tyle o poszukiwaniu własnej drogi, ale o jej tworzeniu i  konsekwentnym, ale nie łatwym podążaniu nią, działaniu, to przez nie nadajemy rytm życiu. I to jest to spojrzenie, takie, które pozwoli  uczynić różnicę. W Polsce, bardzo polubiliśmy posługiwanie się zdaniem, wytrychem: liczy się droga, a nie cel. Szczerze uważam, że jest ono bardzo szkodliwe, bo nieprawdziwe, i stereotypowe. Jeśli się przyjrzymy to bardzo często słyszymy to zdanie w ustach osób, których droga zwieńczona została osiągnięciem celu, spełnieniem oczekiwań, nieważne na czym polegał (ten i ów człowiek nie poległ, choć może i zdarzyło mu/jej się polegać). Moim zdaniem, liczy się i droga (proces) tak samo jak osiągnięcie celu. Inaczej ten sam byłby tylko fatamorganą, i pocieszeniem głupczyń i głupców, to znaczy osób, które w ten sposób się zachowują,osoba bowiem nie jest zachowaniem dykteryjką, czy iluzją. Jest takie wnoszące powiedzenie (a jednocześnie podsumowaniem wątku): nadzieja jest doskonałym śniadaniem, ale marną kolacją.

To tak jak mapa nie jest bo być nie może przestrzenią i krajobrazem. Mapa nie jest terytorium.

[Come Away with me, Norah Jones, z albumu pod tym samym tytułem, który ukazał się w 2002 roku, w  Blue Note Records].

Wracając do sagi w każdym tomie jest podnoszona inna, ważna kwestia (nie chcę wdawać się w szczegóły — chyba, że dyskusja pod tym wpisem potoczy się właśnie w tym kierunku)  by w swym czasokształcie, całokształcie się dopełniać, wszak, o Równowagę i (z)równoważnie tu chodzi. Chociaż nie tylko. Chociaż prawdopodobnie, zawsze (o jakież to niebezpieczne słowo!). Jest to  także pieśń o Słabości i Sile, wzajemnie się dopełniającymi, ale nie o litości, ją bowiem zawsze dostajemy za darmo, choć bardzo często  darowywana jest w przybraniu i przebraniu wrażliwości (być może własnej na niesprawiedliwość Losu/ Boga/ Świata). Ona nie ma wartości (a jeśli już: to ujemną). Nie dlatego, że można ją dostać za nic, dając też niczego się nie uczymy, i nic nie dostajemy, poza Iluzją, ale nią, jak wiemy (chociażby z lektury Ziemiomorza) nią nie zapełnimy ani umysłów, ani żołądków, ani serc.

Opowieść jest także (albo przede wszystkim?) pretekstem do opisywania świata rzeczywistego i panującego tu porządku (dominującego) jak i postulowanego albowiem niektóre (a nawet często) kształt rzeczy i oczywistości spostrzega się (dopiero) z dystansu. Wieść o powieść to ledwie sposób, a nie istota. Ta ukryta jest i rośnie razem z nami. Gdzieś, czyli pomiędzy wierszami snuje się, prześwituje rzeczywistość, choćby rozpatrując jej aspekty  socjologiczne. 

}*{

Tragedią jest nasza bezsilność (…) Wydawało by się, że mamy tak dużo czasu. Pisze w swojej książce profesor Janusz Limon, chociaż mówi o czymś zgoła (i z ubrana) innym, warto zauważyć  opowieści są wieczne jeśli prawdziwe, te które takimi nie są zwracają się ku tym, którzy i które je snują. I ukryta jest weń cząstka mocy niedostępna przez nic więcej jak tylko uczestniczenie weń (a przecież to można czynić na wiele różnych sposobów).

To co przekonuje to także mięsiste postaci, nie czarno-białe, i nie krystaliczne. Pięcioksiąg to coś więcej niż fantastyczna lektura, nie żebym wpadła w apoteozę, ale momentami przypomina mi czytanie (nie czy tanie?, bo mogą być drogie) buddyjskich pism. To kwestia wplecionego,  a raczej nanizanego, czyli nie  nienachalnego rytmu: medytacyjnego, chwila nie tylko wytchnienia, ale również tchnienia, przy czym ów rytm  jest tylko jedną z przypraw, a nie stanowi tony tonu dominującego.

Warto zaznaczyć, że nie znajdziemy tu (inaczej jak u Tolkiena) patosu i paternalizmu. Przypomniał mi się jeszcze jeden cytat, z książki, która kiedyś była dla mnie ważna, i którą chciałabym przeczytać raz jeszcze:

Pamiętam, że gdy byłem mały podczas jednej z moich  częstych wycieczek do miejscowej biblioteki spędziłem kilka godzin, przeglądając książkę za książką, i na próżno szukając takiej, która była by p o d p i s a n a    m o i m  i m i e n i e m   i     n a z w i s k i e m. W bibliotece było tyle książek i widniało na nich tyle imion i nazwisk, więc założyłem, że jedna z nich — gdzieś — musi być moja. Nie rozumiałem wtedy, że czyjeś imię i nazwisko widnieje na książce wtedy, gdy jest on jej autorem. Dziś, gdy mam dwadzieścia sześć lat, już to wiem. J e ś l i    p e w n e g o    d n i a   m a m   z n a l e ź ć   s w o j ą   k s i ą ż k ę, to n a j p i e r w  m u s z ę  j ą  n a p i s a ć.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tiamment, tłumaczenie Małgorzata Mysiorska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2010 s.27-28 — wyróżnienie własne].

Być może znacie tą piosenkę Anity Lipnickiej, w której wyśpiewuje by podpisywać dni imieniem swym,  to właśnie chodzi. Nie o to, że sukces zawdzięczamy tylko (i wyłącznie) sobie w odróżnieniu od porażki, kiedy to kolosalną część niepowodzenia ponosimy my (drzewiej myślałam, że całą) tak nie jest, ale odnajdywanie własnego Imienia i nazywanie Rzeczywist i ości, to tylko — bardzo ważny—  etap, zagnieżdżony w działaniach różnego rodzaju. Częścią jakiej, i której z opowieści chciałbyś/ chciałabyś być? A może chcesz napisać własną „książkę”, i czy przypadkiem już tego nie robisz, dzień po dniu… Tutaj mamy do czynienia z rzeczywistością nielinearną, to znaczy są jak najbardziej widoczne odwołania do poprzednich tomów, ale to na czym się kończy zwykle opowieść u innych autorów/autorek: Zyskaniem I m i e n i a, i mnienia zmianą, tutaj widoczne jest nie tylko w czasie (jak zwykle) ale jest to jeden z początków, szczątków i wątków. A dążenie do całości (rozumianych jako dopełnienie) jest widoczne już w zakończeniu pierwszego tomu. I tak o to kręgi będą pojawiać się od czasu do czasu…

Nie ze wszystkim się zgadzam z Autorką, ale nie o to wszak chodzi,  uważam, np. że warto jeśli to tylko możliwe (a jeśli niemożliwe to tym bardziej) czynić dobro, tyle, że w sposób dobry, czyli wnoszący, to wymaga i rozwagi, zastanowienia, i porzucenia własnej sfery komfortu,   nie zaburzamy w ten sposób stanu równowagi, owszem wprowadzamy zmianę, brzemienną w skutki, ale na wprowadzaniu zmian polega zużywanie Życia. I wyrażamy w ten sposób szacunek względem Niego i Siebie i Osób, które spotykamy wobec tego czego przyjdzie nam do i tknąć. Tak chciało by się napisać, ale przecież co czyni Tenar? Ona tak samo jak Krogulec/Ged, rozwija się by wzrastać. Nie tylko wyrusza(ją) w Drogę, ale nią Krocz_y/ą. Dzień po dniu.

To co ważne, to także to, że możemy prowadzić dialog (czasami bywa tak, że akcent kładziemy na: pro, a czasami [niegramatycznymi] na: -wadzić, czasami na wodzić] z tekstem tak uwewnętrzniony jak uzewnętrzniony, nie potrzeba do tego traktatów filozoficznych, to nie śniło się nawet fizjologom (i fizjolożkom też).

Towarzyszy mi nieodparte wrażenie, o czym już wspominałam Kruku, u Ciebie, że by napisać bardzo dobrą książkę, która się nie zestarzeje i której czcionka nie spłowieje, zbyt szybko, koniecznym jest by być nie tylko osobą wykształconą (nie dla samego wykształcenia) ale sposobu życia, posiadać wiedzę zakorzenioną w różnych dziedzinach życia (w istocie tak zawsze jest, że zgłębiając jakieś zagadnienie widzimy powiązania, które nam się wydają unikatowe dla danej — naszej — dziedziny, ale to tylko ułuda i wyraz pychy, bo tak jest z każdym zagadnieniem, tylko nie zawsze ten rodzaj powiązań dostrzelmy).  Tyle, że mam wrażenie, że ów wielogłos właśnie w fantasy najbardziej jest słyszalny i widziany, co więcej, są wysuwane względem tego aspektu, oczekiwania, a może tylko bardziej mają szansę wybrzmieć? Nie wiem… I chyba nie jest to pytanie, które niecierpliwie domaga się odpowiedzi…

Bardzo często  można zauważyć, że ludzie (nie wszyscy oczywiście) mają problem z Sagą Ziemiomorze zwykle, przy pierwszym przypatrywaniu się dyskusjom toczonym w tym temacie, widać jak dzielą się na dwa obozy, konserwatystów, którzy chwalą tomy 1-3 i no właśnie… I tu jest klops. Bo zwykło się uważać, że tom kolejny Tehanu jest… feministyczny, w wymowie. Feministyczny: a więc w domyśle: tu można sobie wstawić wszelki stereotyp____. Gdy przyjrzymy się gatunkowi fantasy, to widać rys paternalistyczny i patriarchalny. Nie należy zapominać, że książki są dziećmi albo swojego czasu, czyli tego, w którym zostały napisane, albo tego, który dopiero przepowiadają, a nie tego, w kiedy się je czyta.

Część czwarta Tehanu, wydana pięć lat temu, zaczyna się obiecująco, poza powtórzeniem motta, książkę otwiera porzucenie poparzonej dziewczynki przez parę wagabundów.

Nie można istnieć w czasie nie stając się czymś nowym.

Pisze Autorka, tak jest w istocie, możesz iść dwa kroki na przód, po woli i powoli w rytm własnego bębna, i cofnąć się o krok, ale idźmy, wtedy nie będziemy się cofać, albo przynajmniej uczynimy to pomału, po wielkiemu mału, inaczej usychasz,więdniesz, znikasz, wegetujesz.. (nie ma to nic wspólnego z wegetariańskimi posiłkiem). Ale to nie wszystko, a raczej tylko początek, czytanie książki ma coś z tkaniem, albo przynajmniej oglądania gobelinu, pojedynczych nitek i wzorów. To także opowieść o stosunkach społecznych — o kobiecości, męskości o dopełnianiu się wzajemnym, ale także o niepełnej sprawności,o oczekiwaniach i narzucanych ramach wobec osób, które mają w swoim życiu i to doświadczenie,  o zmianach wewnętrznym procesie końców i początków. A pod tym wszystkim jest jeszcze jedna warstwa społecznych powiązań, społecznych porządków socjologicznych, czyli warto tę książę w ten sposób czytać. Nie odrzucać, ale odłożyć warstwę wierzchnią. Wtedy to opowieść się dopełnia. Wybrzmiewa. To i czy toczy się, toczy w rytm naszego wewnętrznego bębna… Dźwięk, rezonans wydźwięk. Wdzięk…

[Increasing Obviousness, album: Released upon inception, wykonawcy: Danny Cudd, Hang Massive, 2011, źródło nagrania].

Czasami mam wrażenie, że świat usycha bez opowieści, wieści wartościowych, to znaczy owych, tych, które wykraczają ponad, pozawalają na tkanie świata, zadają niewygodne pytania, pozwalają by opisać inne światy, będące częścią tego, czego nie potrafimy (jeszcze) nazwać, a zatem i posmakować, i wiedzieć dlaczego,  dla czego,  i komu służy, albo wprost (być może, może być: na ukos i na [w]znak). Podskórnie jednak czujemy, potrafimy wymacać, może coś nas uwiera, może masuje nie:do_po i [wiedz]eniami. Potrafimy zanurzyć palce w smolistą ciemność. Przylega ona wtedy do dłoni jak najlepiej dopasowane rękawiczki, ale czuć jej opór i fakturę, przebieramy palcami jak  w ciężkiej czarnej, smolistej wodzie, nagle wyczuwamy ni to zgrubienie, ni to szorstkość, nie przeczuwamy jeszcze kształtu, smaku i zapachu, ale wiemy, że T o   J e s t. I świat już zdążył się zmarszczyć jak w kalejdoskopie, bo być nie może, taki sam. Będzie rosnąć, [z]dum,dumiewać, miewać i nie miewać, ziewać i roz- stawać roz- rasnąć, być może,  przerastać…Rozbrzmiewać, tak jak kamyk rzucony na wodę tworzy na niej  kręgi ląduje na dno, ale zatrzymujemy wzrok tylko ku temu co widoczne… do… czne…

Czytając dwa ostatnie tomy możemy sięgnąć do antropologii kulturowej, jeśli mamy taką wiedzę, i to nadaje nowy smak słowu. Dopełnia się Wszystko. Pęka by wydać plon. Dobra, dobra — poza tym wszystkim, to kawał (bo to jednak tomiszcze 🙂 ) dobrej, smacznej liter_tury, lit(e) litery. Literatury. Książki uważane za nie całkiem poważne, nie zawsze takimi są. A może to tylko kwestia spojrzenia i sposób patrzenia? Nie, na pewno nie.

Można się nie zgadzać, można mieć zdanie odmienne, ale skoro i tak to znać wypada. A jeśli to — to cóż, nic tylko czytać. Nie znajdziemy się w rozbryzgach krwi,choć przeczytamy o przemocy i jej przeciwdziałaniu. O wiele błądzeniu, choć nie o wielbłądach, ale o naprawianiu błędów. Nie będziemy wytężać myśli w batalistycznych po i tyczka ach, ale to nie znaczy, że to nie jest cykl warty uwagi, albo co gorsza—  kobiece pisanie (w stereotypowym rozumieniu)…


Zdania wyjaśnienia odnośnie wersji audio z której przyszło mi korzystać, zrobiłam to z [ro]zmysłem, wolę czytać i widzieć opowieść przed sobą, wolę książki namacalne, papierowe, od tych w wersji cyfrowej, ale chcąc się  połączyć przyjemne z nauką wybrałam póki co tą, która mogła mi być przeczytana.  To także pozwalało mi robić różne rzeczy, również  słuchając. Chociaż jestem zdania, że należy zajmować się jedną rzeczą w czasie, inaczej: żadnej nie zrobi się w y s t a r c z a j ą c o   dobrze. A w jaki sposób będę patrzyła na tę lekturę za lat dziesięć? Z chęcią zobaczę. Przeczytam. I porównam, dlatego też zachęcam do dyskusji.

——-

*Jeśli są poszczególne, to przed_szczególne też mogą być, a co! A nic… 🙂

Saga: Ziemiomorze, Ursula LeGuin, Wyd. Biblioteka Akustyczna, 2015, czyta Andrzej Ferenc

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Mm

Reklamy

9 myśli na temat “231. (Już nie) Młody Człowiek i [Ziemio]mo(r)że. /O kręgach na wodzie/ (1).

  1. Ursula le Guin wraca do mnie ostatnio coraz częściej i myślę, że to dobry powód, by wreszcie zaspokić ciekawość i sięgnąć po lekturę. Będzie następna w kolejce, czym odsunę inne czekające w kolejce pozycje, ale po Twojej rekomendacji myślę, że warto to zrobić:-)

    1. Czuję brzemię odpowiedzialności. Nie ukrywam, że pisałam ten wpis z myślą o trzech osobach, i jesteś jedną z nich. To taka przypowiaska, raczej bez akcji, ale można rozszyfrować kilka fajnych rzeczy. Jak będziesz po lekturze, podzielisz się wrażeniami? Mam dla Ciebie jeszcze jedną książkę, którą koniecznie, moim zdaniem „trzeba” przeczytać… Ale nie wybiegajmy… A dlaczego Le Guin do Ciebie wraca, jakimi to ścieżkami…?

      1. W różnych miejscach w sieci się natykam na bardzo pozytywne opinie o jej książkach, a do tej pory jeszcze nie miałam okazji, by po którąkolwiek sięgnąć i gdybym trzymała się swojej listy, to jeszcze długo bym tej okazji nie znalazła, szczególnie, że co jakiś czas właśnie wpadają jakieś pozycje bez kolejki, ostatnio „Małe wykłady o maxi sprawach”, bo się wreszcie w bibliotece znalazły, ale niestety okazuje się, że to był jakiś cykl i w tej ksiażeczce, którą mam, nie ma wykładu o nudzie… Ale i tak czytam, bo ciekawe:-)

        1. A myślałam, że tak jak i ja mogłaś zaczynać po wielokroć. Ja chcę —z fantasy— odświeżyć sobie Wiedźmina, ale to nie zając. Poza tym mam dwie książki „na już” takie które się czyta… Jeśli chodzi o Kołakowskiego to, są dwa wydania: trzy cieniutkie książeczki, i jedno zbiorcze. Na śmierć o tym zapominałam. A właśnie z Ziemiomorzem też tak jest, że albo są oddzielnie, albo teraz już wszystkie razem, albo właśnie audiobook. Jeśli chodzi o eseistykę, to mogę Ci podrzucić, jakbyś chciała ze dwa tytuły…Ale nie chcę Cię zarzucić… „Przejęzycznie” o którym za tydzień, jest ciekawą lekturą. Pamiętasz, książkę, od której chyba zaczęłam dyskusję na Twoim blogu, też dotyczyła języka… Zapomniane słowa (aż musiałam zerknąć do Twojego blogu, tak mi się zapomniało)…To po „Przejęzyczenie” chce się sięgnąć….

          1. Chętnie zapiszę Twoje tytuły, choć kiedy przeczytam, to nie mam pojęcia:-). Teraz wkręciłam się w świat Hawkingów, bo doczekałam się wreszcie na książkę Jane w swojej bibliotece, ale to taki łańcuszek, który nigdy się nie kończy, bo teraz mam potrzebę zestawić fakty z biografii żony z autobiografią męża (też jest w mojej bibliotece)….

            1. Spokojnie. Chociaż wydaje się cegłą to szybko się czyta. Jak powiedziałam, są audiobooki, chociaż jest jeszcze tom 6 i trzeba przeczytać ją w papierze..

  2. Ufff… na dyskusję czas przyjdzie, bo nie odpuszczę 😉 Tylko muszę po-czytać Twój wpis razy kilka, aby stał się prze-czytany.
    Na gorąco – jeżeli nie oglądałaś żadnych „dzieł” audiowizualnych, zwanych potocznie filmami, inspirowanych inaczej Ziemiomorzem, to Twój zysk wielki, a nie strata… Inaczej niż mianem skandalu tego nie da się określić. Ged był jakby tak bardziej brązowy z natury, zdaje się, że Estarriol był ciemniejszy na skórze, jak to oni tam gdzieś na krańcach, ale biały, lub jasny to był tam mało kto, nawet powiedziałbym bardzo mało kto – a w filmie odwrotnie… Ja tego nie rozumiem, bo to z żadną poprawnością nie ma nic wspólnego, tylko ze zwykłym brakiem rzetelności 😦 Ged nie ma prawa być biały, Autorka tak postanowiła i już.

    Tehanu to dla mnie problem… Pamiętam moje pierwsze czytanie i jakoś tak mi chodziło po głowie, że pasuje jak pięść do nosa do trylogii. Skonsultowałem kilka lat temu z pewnym znawcą Ziemiomorza (człowiek o bardzo liberalnych poglądach, podobnie jak ja ;-)) i potwierdził moją opinię – są tylko dwa sposoby czytania cyklu, 3 albo 6. Nie ma stanów pośrednich. Trylogia dla konserwatystów(?), sześcioksiąg dla liberałów(?) – nie wiem, to kwestia innego typu. Sześcioksiąg rozszerza wizję świata o pewne elementy eschatologii, która to eschatologia w trylogii leży i kwiczy, brzydko mówiąc. Ten inny, pośmiertny świat w „Najdalszym brzegu” to jedna wielka bez-nadzieja 🙂

    Jeszcze jedno – najpiękniejsza najbardziej opowieść Ursuli K. Le Guin to science fiction. Nazywa się „Słowo Las znaczy Świat” – boli, ale pięknie, feminizm(?) w subtelnym wymiarze prawdy!

    1. Hej Kruku! (Mogę tak się do Ciebie zwracać?)
      Cieszę się, że się odezwałeś, bo wiem, że czytasz zawartość blogu. Z chęcią podyskutuję.
      Jesteś drugą osobą (nie w kwestii kolejności), o której myślałam, pisząc ten wpis, i to Ty mnie do napisania zachęciłeś. 🙂 To także pomogło mi słuchać. Szczerze: liczę na dyskusję z Tobą. 🙂
      Próbowałam oglądać jedno dzieło, ale nie zdzierżyłam po kilku minut_ach. I stwierdziłam, że po prostu szkoda mi czasu, którego nie mam. Ostatni tydzień nadrabiam braki snu, dlatego też wygodniej mi było sięgnąć po wersję audio. Tutaj raczej akcji nie ma, a cytaty (ważne) są wrzucane jak wspomniane kamyki, i jest ich sporo, niestety, nie mogłam sobie rozrysować ich, no ale coś kosztem czegoś. Jestem wzrokowczynią i kinestetyczką jeśli chodzi o pamięć.
      Z Tehanu też mam kłopot…
      Z innej beczki…
      Czy Ty także widzisz, linię podziału, ale chodzi mi o ewoluowanie poglądów autorki (zwiększenie roli kobiet)?
      Czyli opowiadania nie są tylko dodatkiem? Domykają sagę? Czyli pora odrobić lekcje… Jeśli tak, to spieszę do biblioteki… Ale to zdaje się w przyszłym tygodniu…

      Natknęłam się niedawno na ten tytuł (Słowo Las znaczy Świat) i miałam do Ciebie napisać w tej sprawie z zapytaniem… Miałeś do czynienia i do czytania i jak to w ogóle jest. Mówią, że to drugi tom (Czego nie wiem?) A czytałeś Le Guin przekład Lao Tsy Tao Te King… ?
      A feminizm(y) to temat rzeka….
      Z chęcią się dowiem co znaczy: „w subtelnym wymiarze prawdy!” 🙂 Przeczytam jak to widzisz…
      Serdeczności!

    2. Pewnie, że możesz 🙂 (Tyle co do Kruka 😉 )
      Ja jako też wzrokowiec nie słucham (z wyjątkiem muzyki oczywiście), to podstawowa przyczyna 🙂
      Opowiadania? Opowiadania scalają sagę! Tam jest dużo drobiazgów uzupełniających i chyba wyjaśniających niektóre sprawy. W tej recenzji znajdziesz wewnętrzną chronologię cyklu http://www.kawerna.pl/recenzje/ksiazka/item/7505-ursula-k-le-guin-ziemiomorze.html, to według mnie bardzo ważne, skoro robimy omnibus, to powinniśmy kierować się wewnętrzną chronologią świata przedstawionego… Tak należy to czytać, żeby wyłapać ten sens, który Autorka dodała(?) po latach.
      „Słowo Las znaczy Świat” trudno nazwać drugim tomem czegokolwiek, to jedna z opowieści z uniwersum Hain, czy też Ekumena, jak zwał tak zwał… Wymiar prawdy? Bo mamy do czynienia z cywilizacją z lewej strony, tej według taoizmu kobiecej, przeciwko cywilizacji prawej strony, tej męskiej 🙂 Takie subtelne przeniesienie o poziom wyżej. Zresztą wycofuję się z rekomendacji, to znaczy to jest świetny, piękny i genialny utwór, ale pierwszeństwo należy do „Lewej ręki ciemności”, która to powieść jest jeszcze bardziej!
      Jak słusznie domniemasz Ursula K. Le Guin, a to K jak wiadomo to Kroeber, czyli antropologia kulturowa z górnej półki, inspirowała się dwiema ideami – dao, czyli Lao Tze się kłania, oraz anarchizm!
      Co tu dużo mówić – Ursula wielką pisarką jest i tyle!!!

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s