232. Jak plaster (miodu).

— A kiedy zamierzasz urzeczywistnić swoje marzenia? — zapytał mistrz ucznia.

— Kiedy znajdę okazję. Odpowiedział uczeń.

Ale mistrz oświadczył:

— Okazja nigdy się nie pojawia. Okazja  już  t u  j e s t.

[/Anthony de Mello/Szczęście czy fart?, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004, s 116- wyróżnienie własne].

O.

Po

wieść.

Kto(sia) nie lubił/ a gdy opowiadano jej bajki na noc, która miała być dobra,a sen wygodny i smaczny? Nie pisze o kłamstwach, na serwowanych na kolację. Opowieści kryją w sobie moc. Oczywiście są też takie, które są miałkie, które powtarzane i przetwarzane zatrzymują nas na pewnym etapie, albo karmią nas nieprawdą, ułudą, fatamorganą, sprawiają, że przestajemy rosnąć, a świat karleje wraz z nami, albo co gorsza, rzucają mrok w inne jego rejony… I tu, może spodziewasz się zaprzeczenia, podania (dania głównego?) przykładu, że jednak można inaczej, że są książki, his- i her- storie

Oczywiście, są.

Jeśli nie jest to pierwszy wpis, który czytasz na tym blogu, to wiesz, że jestem przeciwniczką pozytywnego myślenia (w stylu amerykańskim). Gdyby chodziło tylko o motywację, wprowadzanie zmian, (i jeden i drugi proces ma swą dynamikę i prawidła według, których przebiega), to nie było by nierównego traktowania, dyskryminacji etc… Ale nie wszystko zależy od nas, i od naszego stosunku do rzeczywistości,albo podjętych/kontynuowanych/zaniechanych działań. Nie jest też prawdą powiedzenie: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Oczywiście, jest wiele osób, które pokonały problemy w drodze na szczyt/y/ by osiągnąć sukces, ale ile jest takich, które nie podołały? Chociaż ze wszystkich swych sił, nie tyle próbowały, co zużywały Życie… Ile jest niezauważonych, znieważonych, zapomnianych… Tych, Nieprzeciętnych choć przyciętych. Nie ma prostych odpowiedzi*, a jeśli (o ile są) nie zawsze łatwo je usłyszeć. Choć podjęcie prostych działań wykonywanych z zapałem i konsekwencją może prowadzić do zdumiewających rezulatatów. Wszystko co łatwe, kiedyś było trudne.  Nie dyskredytuje tych narzędzi, ani pomocy, jaką niesie w sobie rozwój osobisty, tym wpisem chcę uczynić coś przeciwnego docenić i podkreślić, że ich użycie może być jest konieczne  .  Uważam, że uszyte i użyte w sposób prawidłowy są potrzebne.

Ten rodzaj wstępu był mi potrzebny do tego by powiedzieć/ powtórzyć dwie kwestie:

nie nie zmieniłam zdania.

Nie, nie neguje ani jednej strony, ani drugiej.

Tylko w ten sposób możemy zgodzić w sobie światy  i skutecznie działać gdy zobaczymy obie strony. Uważam, że opowieści także te, motywacyjne są ważne, tak, wiem, obecnie są nadużywane i tracą swoje pierwotne znaczenie. To tak jak z tym, jak ktos/ia nam się zwierza z kłopotów, a my mówimy (być może) pospiesznie: Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze. Nie martw się. Bo nie wiemy, bo także się boimy, bo czujemy się niewygodnie, bo… Powiedzmy następnym razem, gdy nadarzy się taka okazja: Niech będzie dobrze. Niech będzie dobrze.

Mała różnica, czyni dużą różnicę możliwą i to jest (nie jedyny) warunek zmiany Jest taka książeczka, którą dostałam, nie pamiętam dokładnie, ponad dziesięć lat temu. Przedstawiona w niej jest prosta opowieść motywacyjna, dla tych osób, które miały już w rękach podobne książeczki,mogą powiedzieć: nihil novi. Prawidła są jasne, ale czasami warto przeczytać. Szczególnie mając na uwadze to, o czym pisałam w pierwszym akapicie.  Nie dyskredytuje bowiem wiedzy w niej zawartej.

Poza tym, jest to baśń, przypowiastka, a w każdej zawiera się ziarenko prawdy, to tak jak perełka ukryta w małży. Problem nie zawsze polega w tym, że jakaś odpowiedź jest zła, tyle, że nie jest pełna. Nie oznacza to jednak, że należy ją od razu odrzucić,

[Szczęście czy fart, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004- źródło zdjęcia].
[Szczęście czy fart?, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004- źródło zdjęcia].

albo w całości skreślać. Książka, o której piszę to Szczęście, czy fart? Napisana przez Alexa Rovira Calema i Fernanda Triasa de Besa. Po raz pierwszy ukazała się nakładem wydawnictwa Amber w 2004 roku, wiem, że istnieje także późniejsze wydanie, ale to nie jest ważne, gdyż to na co należy zwrócić uwagę to: treść. Przy czym pragnę zwrócić uwagę, a, to rzadkie: książeczka jest złożona zgodnie z prawidłami wedle, których łamie się tekst. Dzięki temu całość nie tylko wygląda ładnie, ale na rodzimym rynku wydawniczym się wyróżnia.  W moim wydaniu znajduje się jeden błąd dotyczący pisowni, tak wiem, o tym, ale przecież każda osoba ma prawo do błędu.:-)

Opowieść jest jak przytulenie, wlewa ciepło do serca i do żołądka. Czemu służą opowieści? Czasami temu by zadać pytania, czasami temu by się ogrzać w ich blasku i wystraszyć ich cieniem, czasami temu by się dowiedzieć, by ulepić chęci do  wzruszenia i wyruszenia w Dalekie, a może Bliskie? Tyle, że równie nie[po]znane, Kraje.

Z pozdrowieniami dla Notta i Sida, albowiem ich obu nosimy w sobie. Warto obu z nich usłyszeć i uszanować ich o_po_wiesci… Gdyż mówią ważne rzeczy, poruszają ważne tematy. Książeczkę można czytać dzieciom i dorosłym (tak jestem za tym by czytać dorosłym). Jest niewielkich rozmiarów, więc doskonale nadaje się do plecaka, torebki, apteczki (koniecznie!). Napisana prostym językiem, i to niewątpliwie kolejny z atutów. Nie jest ważne jak bardzo skomplikowanym słownictwem potrafię się posłużyć, ale jak przemówić do Serca i Rozumu w taki sposób, by rozplątać zagmatwane myśli, odparowując darowując chwilę  relaksu. Głębokiego oddechu. Smacznego czytania.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Nr

14 myśli na temat “232. Jak plaster (miodu).

  1. 🙂
    Pozytywne myślenie jest pozytywne 🙂
    Ale jest strasznie trudne i uczyć się go należy jak języka obcego, codziennie w małych dawkach 🙂
    Dzięki za rekomendację książeczki 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i pozytywnie 😉

    1. Ciekawi mnie co rozumiesz przez: „pozytywne myślenie jest pozytywne” bo może jest taka sytuacja, że co do meritum się zgadzamy, i w pewnych „zakresach” mówimy dwóch różnych sprawach.

      Pozytywne myślenie jest pozytywne, pod pewnymi warunkami. To znaczy, nie może (by było wnoszące i spełniało swoją funkcję) zasłaniać sobą pewnych zjawisk. Widzę to w ten sposób: Jest pewną częścią, zawiera pożyteczne narzędzia. To, że zegar odmierza czas, a go nie stwarza, nie znaczy, że jest bezużyteczny. Nie wiem, czy analogia jest czytelna, i w 100% odpowiednia, bo wymyśliłam ją ad hoc. 🙂 Nie dyskredytuje tego, co niesie ze sobą pozytywne myślenie, albo Broń/Boże/Losie/ Świecie rozwój osobisty, dokładam swoją perspektywę. Można ze mną też dyskutować. 🙂 Myślę, że taka rozmowa, która nie przesłania jednak działania, ale jest jego częścią, ma szansę być wnosząca, ale to wiesz, i ja się powtarzam. Nie chodzi o to by (zawsze) się zgadzać, ale umieć spojrzeć w danym kierunku…To też wiesz.
      I tak, myślę, w ten sposób jak Ty, że uczyć się, w małych dawkach, ale konsekwentnie. Być może jest też tak, że pozytywne myślenie (cokolwiek przez nie rozumiemy) jest rodzajem języka, który dla niektórych osób może być obcy. Dla mnie [cel]ne [po]równanie. 🙂 Być może dlatego tak łatwo popełnia się błędy? Książeczka jest pozytywna, i prosta. I tam jest np o widzeniu szklanki do połowy pustej, a wiesz dlaczego? Dlatego, by widzieć jak się/ czym się ją zapełnia. 🙂 No jest (jeszcze) jeden błąd logiczny na końcu, z którego zdałam sobie sprawę już po napisaniu wpisu, ale to być może czepialstwo z mojej strony… Myślę, że od czasu do czasu przeczytanie takiej LEKturki, do snu, nie zaszkodzi 🙂 Pozdrawiam, niemniej serdecznie i pozytywnie. 🙂

  2. Książeczki nie czytałam, pewnie kiedyś po nią sięgnę… Tymczasem napiszę o pozytywnym myśleniu po mojemu. Czyli pozytywne myślenie to takie formułowanie myśli/życzeń, by nie było w nich słowa „nie”. Czyli ja nie mam myśleć o tym, czego nie chcę, ale o tym, czego chcę.
    Kiedyś, dawno temu, na pierwszym roku studiów jeden z wykładowców zwrócił nam uwagę, żeby tuż przed egzaminem nie myśleć o tym czego się nie potrafi, tylko o tym, z czego się jest przygotowanym, trafiać bowiem będziemy na to, o czym myślimy. Kiedy to powiedział cofnęłam się do wcześniejszych egzaminów i przypomniałam sobie, że faktycznie, na ogół dostawałam pytania o jakich myślałam na niedługo przed egzaminem. I nie ważne, czy akurat z tego się przygotowałam, bo dowiedziałam się, że koleżanka oblała i pomyślałam, co ja bym odpowiedziała na te pytania czy też myślałam o jednym z pytań na inny egzamin, że jest tak głupie, że nie mam pojęcia, co by mogła na nie odpowiedzieć.
    Ale myślenie o tym, co ja chcę a nie czego nie chcę czasami jest takie trudne… że tym bardziej warto się postarać.

    „Co nie zabije to wzmocni” – to typ osobowości a nie mądrość życiowa. Niektórzy z każdego, nawet najgorszego doświadczenia wychodzą wzmocnieni, inni zaś z każdą porażką stają się coraz słabsi aż w końcu boją się robić cokolwiek.

    1. Książeczkę polecam, czyta się szybko, a i może wzmocnić 🙂
      Dzięki za podzielenie się doświadczeniem. Pozwól, że odpowiem, w jaki sposób to widzę. Pozytywie nastawienie np przed egzaminem, to znaczy myślenie o tym, co się umie, to także u k i e r u n k o w a n i e uwagi i zapamiętania. (Nie będę pisała o procesie zapominania i wspomnieniach), Szanuję Twoje wspomnienia.
      Myślenie czego się chce jest trudne, także przez to, że jako ludzie, a zwłaszcza kobiety, nie jesteśmy tego uczone. A jeśli już się zdarzy, to bardzo często nie jest wzmacniane na różnych poziomach. Mam wrażenie, że powiedzenie: pozytywne myślenie jest jak wór bez dna, albo pełen dziur, (niedopowiedzeń) albo mieści w sobie (w potocznym rozumieniu) wszystko, Tak więc nie do końca mam pewność, posługując się tym powiedzeniem, czy jestem zrozumiana zgodnie z intencją…

      Ad vocem do: „co nas nie zabije” i tak, przez wiele dekad tak myślałam, bo w ten sposób zostałam wychowana, aż do pewnej, pamiętnej dla mnie rozmowy. Ktosia z kim o tym właśnie aspekcie rozmawiałam, uświadomiła mi, że przepracowanie doświadczeń, tak by widzieć także strony, które można spożytkować/ albo zobaczyć jako „jasne” z perspektywy czasu, nie ma nic wspólnego z tym powiedzeniem. W wielkim skrócie, to stereotyp. Chociaż, tak jak piszę szanuję Twoje zdanie. Dla mnie, osobiście spojrzenie w inny sposób to nie lada odkrycie. I — dodam jeszcze, że nie chodzi o to by nie dostrzegać/ nie przepracowywać rzeczy trudnych. Kwestia jest nie zero jedynkowa. Oczywiście, możesz mieć różne od mojego zdanie. A ja, z chęcią o tym przeczytam. 🙂

  3. Chyba zbyt skrótowo czy nieprecyzyjnie się wyraziłam, odnoszę bowiem wrażenie, że nie do końca pojęłaś o co mi chodzi.

    Ad egzamin: pozytywne myślenie to nie „będzie dobrze” tylko „a jeśli nie będzie, to co?” o ile nie mam psychopatycznych rodziców, którzy mnie pognębią, albo nie walczę o stypendium, to: egzamin poprawkowy, w razie porażki -> warunkowy -> poprawka od warunku. Przed poprawką do warunkowego to już naprawdę mam powody do strachu. Myślenie o tym, co potrafię to tylko na zasadzie, że na ogół przyciągamy do siebie to, o czym myślimy, więc tak na wszelki wypadek lepiej myśleć o tym, czego się chce, a nie o tym czego się nie chce.

    Ad zabijanie vs. wzmacnianie: ładnie to ujęła Rgina Brett w poradniku „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” (pamiętam, bo to była dla mnie jedyna warta zapamiętania myśl z całego poradnika): Porażka też nam coś daje – doświadczenie. Nie cytuję dosłownie, ale o to mniej więcej chodziło. Czyli ze złymi doświadczeniami to jest tak: Ktoś potraktuje porażkę jako doświadczenie, z którego wyciągnie konstruktywne wnioski czyli porażka go wzmocni, drugi uzna, że jest beznadziejny i do niczego się nie nadaje ew. że świat się sprzysiągł przeciw niemu więc nic więcej próbować nie będzie – czyli go nie zabije ale osłabi. Trzeci zaś z uporem maniaka będzie próbować dalej, wychodząc z założenia, że skoro 100 razy się nie udało, to za 101. z pewnością się uda – czyli tego nic nie nauczy. Jakoś tak odnoszę wrażenie, że tych trzecich jest najwięcej.

    1. Dzięki za dojaśnienie.
      Czy na ogół przyciągamy to o czym myślimy? Hmmm nie wiem, może to kwestia spostrzegania, widzenia, może mówimy o tym samym.Niewątpliwie zgadzamy się(w taki sposób czytam Twoją wypowiedź- jeśli błędnie popraw mnie proszę). Lepiej (bo to np dodaje nam pewności) myśleć o tym, co się wie — niezależnie czy to przyciąniemy, czy nie, ale moim zdaniem też warto myśleć o tym,czego się nie wie (o co można np dopytać kogoś znajomego stojącego przed salą, albo jeszcze chcąc sobie pewne rzeczy ułożyć). Chwytam Twoją intencję: myśleć o tym co się chce, a nie rozpamiętywać to czego się nie chce. Przy określaniu celów, TAKtyka jak ZNAlazł/a. Tyle, że np myślenie w ten sposób ludzi znajdujących się w skrajnych sytuacjach życiowych/ granicznych może nie spełniać tej funkcji. (Popatrz np obozy koncentracyjne)
      Ad vocem wzmacniania: Oczywiście, że to co poczytujemy w danym momencie jako porażkę, wcale nie musi być w ten sposób odbierane za lat pięć, dziesięć, albo za miesiąc. Tak zwana porażka może być (ale nie zawsze jest: i nie chodzi mi tu o interpersonalne nastawienie) taką być.
      Jeśli ktoś potraktuje porażkę jako doświadczenie, to ma to szansę być wnoszące, ale z pewnymi (dla mnie nadal zastrzeżeniami). Sytuacje życiowe nie są krystaliczne białe – albo czarne, chociaż tak się je maluje bardzo często. Afroamerykanki i Amerykanie, których doświadczeniem było niewolnictwo, brak dostępu do edukacji, musieli.. No właśnie, co? Byc dzielnlne i dzielni? Walczyć o swoje prawa? Niezależnie od tego jak bardzo by byli nastawieni i nastawione ponakrywanie, ponieśli by klęskę gdyż doświadczali dyskryminacji, bez jej zniesienia podejmowanie działań i ich realizacja nie jest pełna, i nie uwieńczona sukcesem. O nie. Ilu było. Ilu nestorów i nestorek tzw. pozytywnego myślenia zakończyło swoje życie samobójstwem? Ale o tym się nie mówi… Nie pisze… Chodzi mi o znajdowanie tej różnicy. I działanie w sposób adekwatny do celu. Nie zaś o czarnowidztwo. Oczywiście, tzw. pozytywne myślenie może pomóc w sytuacjach granicznych, ale nie wsparte innymi działaniami, ma szansę zadziałać na krótką metę i doprowadzić do frustracji.
      Przytoczony przez Ciebie podział, często jest powtarzany np w poradnikach. Jeśli chcesz, to podzielę się jeszcze doświadczeniem w tym zakresie? Jeśli tak, to czytaj dalej proszę. Jest coś takiego jak wyuczona bezradność, jeśli ktoś cały czas doświadcza porażek, to oczywiście, że za 10001 ma prawo pomyśleć, że się nie uda. Ja dostrzegłam, że owe podziały na których haczyk się bardzo często łapałam (nie piszę o Tobie) nie są funkcjonalne, ale za to chwytliwe. Ale nie oznacza to, z całą mocą i zaangażowaniem chcę podkreślić (i będę to robiła przy każdej okazji), że narzędzia przynależne do rozwoju osobistego należy dyskredytować jako nieskuteczne, oczywiście tak nie jest. I warto o tym pamiętać. I je wykorzystywać. Nie chcę żyć w świecie, i takim go tworzyć, w myśl zasady, że porażka mnie wzmacnia, i co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
      Bywa tak, że w życiu postawy o których piszesz są wymieszane ze sobą…. Nie jesteśmy schematami…
      Żeby nauczyć się, czym jest sukces, jak smakuje i w jaki sposób się go osiąga, trzeba go zaznać. Jeśli jem jabłko nie mogę wiedzieć, jak smakuje owoc tridoumbuka?
      To o co mi chodziło to rozróżnienie dwóch sytuacji, Ty piszesz, o jednej z nich, nastawieniu proaktywnym, ja o drugiej: razem stanowią całość. Zarówno osoby silne potrzebują wsparcia jak i słabe. Tyle ode mnie. Zapraszam do dyskusji.

      1. Dawno temu pisałam magisterkę o człowieku, który jako metodę badawczą stworzył typy idealne, czyli coś, co w praktyce w czystej formie nie istnieje, ale jest wygodne przy opisach. Więc ja – wzorem wielu innych badaczy z wielu innych dziedzin – też posługuję się tą konstrukcją. W przeciwnym bowiem razie obawiam się, że dyskusja mogłaby nie mieć końca. Choćby z tym egzaminem: jeśli mam czas sprawdzić to, czego nie umiem – to robię to. Ale jeśli wiem, że nie mam już możliwości uzupełnić mojej wiedzy – myślę o tym, co już umiem. Rzecz w tym, że zawsze musi być jakiś stopień uogólnienia o ile nie rozpatruję jednego konkretnego przypadku. Nawet fakt, że ktoś mi mówi: nie martw się, wszystko będzie dobrze, mogę różnie potraktować, w zależności od tego kto to mówi. U kogoś mnie zirytuje, bo nie lubię takiego pozytywnego myślenia, a gdy kto inny to powie, to poczuję, że rzeczywiście będzie dobrze… nawet jeśli w danym momencie nie będzie.
        Co zaś się tyczy bezradności wyuczonej… niekiedy takie osoby są bardziej zaradne, niż inne. Owszem, taki/taka pracy sobie nie znajdzie, ale ze wszelkich możliwych instytucji pomocowych będzie żyć lepiej niż niejeden/niejedna z pracy na etacie. Czyli sam(a) nic nie zrobi, bo nie umie, ale świetnie umie znaleźć tych, co zrobią to za nią/niego.

        1. Metody badawcze to jedno. Wydaje mi się, że obecnie odchodzi się od konstruowania typów idealnych, ale mogę się mylić, ale tak masz rację i tak bywało. Prace badawcze mają czemuś służyć, ale przecież nie jesteśmy monolitem. Nie ma zaś- jeśli chodzi o człowieka (a i często o zwierzęta też) prostych odpowiedzi. Chociaż bardzo często droga do uproszczeń,jest jak autostada, ładnie zbudowana, i bardzo uczęszczana…
          Może nie tyle uogólnienia — tak ja to widzę, co zbieranie wniosków. Pisanie prac magisterskich i doktorskich nie wiele ma/ albo może mieć (wszak bywa i odwrotnie) wspólnego z życiem, chociaż jeśli chodzi Ci o to, że jest taki moment w dyskusji gdzie zbiera się argumenty, albo pokazuje wzorce, to oczywiście, tyle, że to są pewne wzory (nie w sensie naśladowania, ukazania oceny: dobrze, źle) ale pewnych prądów, to dla mnie coś innego niż promowanie sztywno pewnych typów, tak jak to kiedyś miało miejsce z przedstawieniem sposobów uczenia się… No.. Do tej pory jest wiele stereotypów na ten temat.
          Uogólnienie zaś, jest właściwie zastosowane w zależności od kontekstu. Tak jak zegara nie użyjesz do pokrojenia chleba, tak noża do odmierzania czasu.
          To co mówimy to jedno,to w jaki sposób, z jaką intencją, to drugie.
          Uważam, że rozwój osobisty i wykorzystywanie jego narzędzi to bardzo wnoszące. I chyba, tutaj się zgadzamy.
          A właśnie, pewna znana osoba, postulująca tzw. pozytywnego myślenia w naszym kraju radziła, nie oglądać wiadomości, odciąć się od negatywnych zjawisk, po prostu odwrócić wzrok. Rozumiem, zmianę sposobu postrzegania, w sensie np wyeliminowanie narzekania, ale udawanie, że procesy uważane za negatywne, albo takie, które nimi są w istocie, nie istnieją, to niedorzeczne.
          Mam nadzieję, że nic mi nie umknęło z Twojej wypowiedzi…

          1. Chyba nie umknęło. Nie wiem na ile dziś używa się typów idealnych, ale uważam że – dopóki oczywiście zdaję sobie sprawę, że to tylko konstrukcja teoretyczna – są one wygodne do porządkowania swoich przemyśleń. Ale właśnie zachwyciłaś mnie koncepcją pozytywnego myślenia w sensie nieoglądania wiadomości. Coś pięknego… Dopóki zdziwiona się nie obudzę w środku wojny/ze świadomością, że wszystkie moje pieniądze przepadły/ze świadomością, że żyję w innym ustroju… Cóż, niektórzy Żydzi jadąc do obozów koncentracyjnych byli przekonani, że jadą do specjalnych ośrodków. Więc jeśli ktoś mi postuluje odcięcie się od wszelkich wiadomości w ramach pozytywnego myślenia… to ja chyba z tej rady nie skorzystam.

            1. Popatrz, książki dot. pozytywnego myślenia bardzo często są schematyczne, nie chodzi mi o prezentacje narzędzi, pomocnych w rozwoju osobistym…
              To jest moim zdaniem szkodliwe.
              Możesz, mieć oczywiście inne zdanie.
              Ja dawno nie oglądam wiadomości, jeśli jestem w podróży (nie u siebie- to się zdarza), ale odwracać się od biedy, nierównego traktowania i dyskryminacji? W imię pozytywnego myślenia, dla mnie to bzdura i bełkot, no i egoizm, w najgorszym wydaniu. Poza tym, to stąpanie po krze…

              1. No, można i tak „pozytywnie myśleć” Ja wolę wiedzieć co się wokół mnie dzieje i myśleć jak sobie radzić w tej rzeczywistości, bez szkody dla innych. Ale to już chyba pozytywne działanie a nie myślenie.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s